Ilit015, dziękuję za komentarz! Wybacz, że w istocie nie udało mi się napisać kolejnego rozdziału przed upływem miesiąca.
Zauważyłam, że już odzyskałaś hasło. Uff. To dobrze (bo ja zawsze liczę na kolejnego autora fanfików w narutowym fandomie. Egoistycznie).
Wsadzenie tam Kakashiego byłoby zawsze zabawne, ale zaczepianie kogoś jakoś wydaje mi się nie pasować do jego charakteru.
Isobu ma swój konkretny powód. I to nawet niejeden. A czy naprawdę polubi Rin, to się jeszcze zobaczy. Tak w ogóle jest to bestyjka, którą przy sprzyjających wiatrach zamierzam wykorzystać i w innych fanfikach.
Plan na dalsze rozdziały był całkowicie odmienny. Samo powiedzenie Minato miało też w zamyśle inne rozwiązanie (oryginalnie pierwsza podróż miała się kończyć tutaj), ale pomyślałam sobie, że to nie jest taki człowiek, który swoją uczennicę wysyła na pastwę Ibikiego i drużyny wydobywającej potwory. W związku ze zmianami wynikającymi z chęci zachowania sensu w treści, nie dowie się on o tym w najbliższym czasie.
Niko0645, dziękuję! "Niesamowicie obiecujący początek"? To mnie dopiero zmotywowało!
Ale postawiło też wysoko poprzeczkę, heh.
Isobu już na starcie ma trochę inną relację z ludźmi niż Kurama. Głównie pamięta Hagoromo i nikt mu szczególnej krzywdy nie zrobił. Mam nadzieję, że ewentualna więź z Rin będzie się rozwijała w sposób prawdopodobny.
Minato pozna prawdę, oczywiście.
Kurama ma szansę pojawić się szybciej od Naruto, ale zobaczymy.
Jeśli chodzi o cofanie się w czasie, to jest to jeden z moich ulubionych schematów fabularnych. Wykorzystam go jeszcze niejednokrotnie.
Wena się przyda, tutaj i zawsze.
Rin skamieniała i chyba nawet przestała oddychać. Miała świadomość, że spotka go prędzej czy później, ale była przekonana, że zdąży się na to przygotować.
Może zresztą na zobaczenie znowu martwego przyjaciela, całego i zdrowego, przygotować się nie da. Ale zawsze mówiła, że go dostrzega i obserwuje. Najwyraźniej mogła to zrobić i zza ich grobów.
Nie na darmo była kunoichi! Zamaskowała szybko swój szok i odwróciła się z uśmiechem.
– Cześć, Obito! – I rzuciła się, by ścisnąć go najmocniej, jak się tylko da.
– Ough! Co się dzieje, Rin? – Zarumienił się i pożałował, że nie ma żadnych kwiatów. Może to był ten dzień?
– Nic takiego, Obito. Po prostu cieszę się, że cię widzę – powiedziała, rozpromieniona.
Wiele miesięcy zajęło jej wymazywanie z pamięci widoku jego pustego oczodołu, nim się poddała i uznała, że koszmary będą dręczyć ją do końca życia.
To było tylko sprawiedliwe. W końcu dała się porwać i przez to zginął. Nie tym razem, postanowiła twardo.
Wyglądał tak, jak to pamiętała. Włosy ciemne, rozczochrane, przysłonięte częściowo wielkimi, pomarańczowymi, jaskrawymi goglami, które osobliwie łączyły się z granatową bluzą Uchihów. Mocna budowa ciała. Nie miał nic z lekkiej mimozy czy wyżyłowania. Podrapał się po bladym ramieniu.
Aż ją przytkało, gdy wykonał ten gest.
– To jak, eee. – Spojrzał w bok. – Co teraz robisz?
Miała ochotę spędzić z nim tyle czasu, ile tylko się da, ale nie mogła sobie na to pozwolić. Już czuła się winna, że nie ucieka z wioski, by ją chronić i tylko świadomość, że nikt nie wiedział o demonie i nie był w stanie go uwolnić a on sam najwyraźniej nie zamierzał tego zrobić, ją przed tym powstrzymywała.
– Muszę znaleźć Minato-senseia – powiedziała z ubolewaniem. – Ale może potem coś razem zrobimy? – zaproponowała niepewnie.
– Tak! – krzyknął. – To znaczy, może pomogę ci go znaleźć? – powiedział szybko.
– Chętnie, tylko czy masz czas? – spytała, pamiętając dobrze jego wypady na zakupy ze staruszkami i ściąganie kotów z drzew.
– Ehehehe, nie ma problemu, Rin. – Podrapał się po głowie, szczerząc zęby. Wyciągnął dłoń w stronę południowej części wioski. – Myślę, że powinniśmy zacząć od domu Kushiny, co?
– Racja.
Spacer przez wioskę był zaskakująco spokojny, ale cały czas czuła niepokój. Dźwięki wydawały się wyraźniejsze niż zwykle. Był piękny, słoneczny dzień, nad ich głowami ćwierkały podrfruwające do kolejnych gałęzi wróble, a ona nie mogła powstrzymać dreszczu zimna.
By dostać się do Kushiny, musieli przejść pod skałą Hokage i jego siedzibą. Potem albo mieli pójść główną ulicą, albo kilkoma bocznymi, ale wciąż blisko centrum.
Już wczoraj pluła sobie w brodę, że nie uciekła z domu rodziców prosto do lasu. Mogła jeszcze łudzić się i czekać na Minato-senseia na polach treningowych. Ale przekroczyć bramy bez konieczności odpowiadania strażnikom, dokąd się wybiera, nie miała jak przy swoich zdolnościach i przy liczbie ANBU, patrolujących granice, nie była w stanie tak po prostu uciec.
Nie była Kakashim.
Bycie jak Kakashi przydałoby się jej już tyle razy w życiu.
Na razie wyglądało na to, że umiała tylko dać się porwać.
Nawet nie potrafiła porządnie zginąć.
– I po co te wyrzuty? – zadudnił w jej głowie parujący gorącem głos. – Żyć to akurat dobra rzecz, o czym mogę cię zapewnić.
– Miało być bez podsłuchiwania.
– Nie mogę się oprzeć, wybacz. Tak tu beznadziejnie nudno. I sufit, powiedziałbym, przecieka. Jestem zwierzęciem wodnym, ale kapanie jednak na dłuższą metę i dla mnie jest torturą, kiedy rozlega się w tak pustych i niezmierzonych przestrzeniach.
– Jednak tego komentarza o pustych i niezmierzonych przestrzeniach mógłbyś mi oszczędzić.
– Uważaj.
Ocknęła się z zamyślenia.
– Rin, wszystko w porządku? – Obito patrzył na jej twarz z niezwykłą uwagą i niepokojem, takiego rodzaju niepokojem, jaki napada ludzi, gdy boją się, że ktoś zaraz powie im coś przerażająco przykrego i może nawet niechcący, z dobroci serca, tylko akurat trafiającego go jak celny kopniak.
Wyglądał, jakby się bał, że każe mu się wynosić.
Odkryła, że wyraźnie zwolniła. Zza drzew już widać było pierwszą ulicę wioski.
– Przepraszam, Obito, zamyśliłam się. Hm. – Stanęła. Nie mogła tam wejść. – Nie czuję się najlepiej – powiedziała słabo. – Czy mógłbyś. Czy mógłbyś poprosić Minato-senseia, żeby tu przyszedł? – zapytała cicho.
– Jasne – teraz jego twarz wyrażała tylko zmartwienie. – Może. Może cię zanieść? – zapytał, przeciągając i podwyższając brzmienie głosu w ostatnim słowie. – Usiadła na kamieniu, żeby pokazać swoje zmęczenie. – Dobrze. Rozumiem, że nie. – Mówił teraz bardzo szybko. – To ja lecę. Będę tu w dziesięć minut. Połóż się na boku i oddychaj.
– Spokojnie, jestem medykiem – powiedziała z lekkim uśmiechem.
– Acha – szybko zszarpnął z siebie bluzę i położył na trawie. – Ułóż się wygodnie, a ja biegnę.
Położyła się na ofiarowanej bluzie, żeby go uspokoić i objęła rękami brzuch. W tym czasie Obito już wymijał w slalomie pierwszych ludzi, którzy nawet nie podejrzewali, że za krzakami, za drzewami ukrywa się Trójogoniasty.
Leżała prawie bez ruchu, nieszczęśliwa, że musiała uciec się do kłamstwa. Czy to jej pierwsze w tej sytuacji? I ile będzie musiała opowiedzieć następnych?
Zamierzała powiedzieć Minato-senseiowi całą prawdę, jakkolwiek kompletnie nieprawdopodobną, ale wiedziała, choć ją to straszliwie bolało, że Obito nie mogła zdradzić nic kompletnie.
Był dobrym, wiernym przyjacielem, ale naprawdę nie umiał kłamać. Gdyby sprawy przybrały naprawdę tragiczny obrót, jaki by on nie był (a Rin wiedziała, że trzeba się szykować na najgorsze), nie umiałby ukryć, że cokolwiek wiedział.
Jeszcze nawet nie miał sharingana do obrony przed wdarciem się do jego umysłu.
Nie miała pojęcia, co szykuje przyszłość, ale podejrzewała, że nic dobrego. Mogła zostać wygnana z wioski lub zabita. Takie myśli przychodziły jej do głowy. Podobno w innych krajach, gdzie żyli jinchūriki, otrzymywali wielkie zaszczyty. Zwykle jednak, jak podpowiadał jej usłużnie wypełniony podręcznikową wiedzą mózg, były to osoby pochodzące z rodzin Kage.
Dlatego brała pod uwagę, że może zostać zabita, a Isobu przeniesiony do jakiejś bardziej godnej zaszczytu osoby. Bała się tej możliwości, teraz, gdy dostała szansę na drugie życie.
Tak naprawdę nie chciała niczego mówić Minato.
– Jeśli mnie z ciebie wyjmą, to ja uciekam – zadeklarował znienacka Isobu. – Pierwsza okazja do wolności i mnie tu nie ma. Nawiguję na ocean, z daleka od tej przeklętej Kirigakure.
Rin wyobraziła sobie wielkie, zielono-błękitne ciało, uciekające główną bramą i uśmiechnęła się lekko.
– Dziękuję, Isobu.
– Nawet nie wiem, za co. Czy możemy tym ludziom zaufać?
– Rin? – Usłyszała szelest i głos Obito.
– Tak, tu jestem – powiedziała, usiadła i zakaszlała lekko dla efektu.
Zobaczyła Obito i Minato-senseia ze zmarszczonymi w zmartwieniu brwiami. Przyjrzał się jej w dwóch szybkich, oceniających ruchach oczu i przybrał wyraz zamyślony. Rin błagała go wzrokiem, by nic nie mówił i jakoś podjął najlepszą możliwą decyzję.
– Obito, zajmę się Rin od teraz.
– A-ale!
– Czy mógłbyś zostawić jej bluzę? Jak poczuje się lepiej, to ci ją zwróci i może pójdziecie na małe dango.
– Tylko nie dango, bo będę musiał zabrać ze sobą Itachiego. On zawsze wie, kiedy idę je zjeść, nie mam pojęcia, dlaczego.
– Może widzi twój wyraz uwielbienia – Minato-sensei powiedział ciepło.
Obito lekko poróżowiał.
– No, dobrze – powiedział szybko. – Trzymaj się Rin i zdrowiej szybko!
– Papa, Obito! – odparła omdlewającym głosem.
Wydało jej się, że Minato-sensei spojrzał na nią ostrzejszym wzrokiem i lekko się skuliła.
– Dobrze, Rin, co się dzieje?
Mam w sobie potwora i wróciłam z przyszłości, w której ten potwór został zapieczętowany we mnie przez ludzi z Kirigakure. I Kakashi musiał przebić mnie Chidori.
Oczywiście tego nie powiedziała.
– Minato-sensei, mam wrażenie, że coś jest ze mną nie tak – powiedziała smutno. – Coś jest nie tak z moją czakrą.
Wsłuchiwała się czujnie w swój organizm, ale Sanbi wydawał się cofnąć gdzieś w głąb jej świadomości, gdzie nie mogła go znaleźć.
– Może pójdziemy z tym problemem do szpitala. Mogę cię zanieść, jeśli nie czujesz się na siłach.
Wydawało jej się, że jej nie wierzy. Wyglądał na zaniepokojonego, ale w jego spojrzeniu była też pewnego rodzaju oceniająca uważność. Nic dziwnego, skoro właśnie go okłamywała. Wylałaby, gdyby nie był taki czujny. Jego czujność nie ocaliła życia ani jej, ani Obito. Nie miał dość czasu, by przygotować ich do wojny, a jego nazwisko wysyłało ich na pierwszy front. Ale był najlepszym, co teraz miała.
– Wolałabym nie iść do szpitala. To by mogło przeszkodzić w moim medycznym treningu. – Technicznie mówiła prawdę.
– Powiesz mu i koniec z nami – powiedział nagle Isobu, zbliżając się do powierzchni jej umysłu, jak stwór morski, który podpływa z głębin do lustra wody i widać już jego śliski łeb. – Dlaczego był ostatnio taki dramatyczny? – Nie lubię jego spojrzenia – stwierdził chłodno.
Dobrze, ale co w takim razie miała mu powiedzieć, by zabezpieczyć pieczęć i nie przyznać się do swojego lokatora?
Zawsze trenowała, jak tylko mogła, by potem kończyć jako ta porwana, którą trzeba ratować. Kakashi kiedyś przyznał, że tam i wtedy, podczas najstraszliwszej misji, która wszystko na zawsze między nimi zniszczyła, chciał ją zostawić, by wykonać misję. Przeżyła dzięki Obito.
Tym razem nie zamierzała na to pozwolić. Już zaczęła się zastanawiać nad tym, jak udaremnić tę misję. W tym celu musiała pozostać w drużynie. Inaczej dodadzą do niej kogoś przypadkowego. Choć… może to nie był taki zły pomysł?
Co uda się odkryć Minato?
Czy drużyna dostanie misję zniszczenia mostu Kannabi?
Czy Rin i Obito pójdą na dango?
