II. Objawienie Bożenki - panny
Bożenka w najlepsze spała, dokładnie tak, jak zwykle. Jej pokój w akademiku niewiele różnił się od innych, może pomijając fakt, że dzieliła go z Margaret, która jako że była najmodniejszą z czwórki najmodniejszych kujonek w szkole (nazwanych też czasem Huncwotkami), mnóstwo gównianych kosmetyków walało się po pokoju. To nieco irytujące, ale tak naprawdę jej to aż tak bardzo nie przeszkadzało.
Spała.
Śniła...
Szła po zielonej trawie. Jej grubaśne stopy zapadały się w miękkiej jak aksamit trawce. Miała przymknięte oczy i wsłuchiwała się w błogą ciszę... Nagle jej wrażliwe uszy dobiegł głos jakby z oddali.
- Bożenko.
Zamruczała cicho nadal nieprzytomnie kołysząc się na boki.
- Bożenko. - powtórzył wręcz nachalnie głos, przez co w końcu niechętnie poświęciła mu swoją uwagę.
- R-robert? Robert, czy to ty? - zapytała orientując się, że nie ma okularów, przez co była niemalże ślepa.
- Bożenko wytęż wzrok. - zasugerował głos. Młoda katoliczka zrobiła to i ku jej zdziwieniu teraz mogła dokładnie zobaczyć stojącą koło niej postać. - Dżi-dżizas? - wyszeptała zdziwiona.
- Zostałaś wybrana Bożenko, wybrana spośród milionów. - odrzekł jej Bóg. Był piękny, przynajmniej tak uważała Bożenka. Miał zielone oczy, długie brązowe włosy i ach... Jakie cudne ciało! Bożenka nie mogła się napatrzeć na Dżizasa.
Kiwnęła poważnie głową, planując jak najlepiej opowiedzieć Beci i Aguś o tym kto ją odwiedził.
- Bożenko skieruj na mnie swój wzrok. - zrobiła to. - Masz misję, Bożenko. Musisz nawracać jak najwięcej ludzi, a ja cię za to wynagrodzę.
- Co mam robić panie kapitanie?
- Idź i głoś ewangelię, nawracaj, dawaj chrzty i śmiej się z homoseksualistów. W zamian uczynię cię silną, będziesz jasnowidzką. Ale to zaraz. twoim priorytetem będzie podążanie do chińczyka przy ruchomych schodach i kupowanie naklejek na ścianę ze mną, za każdym razem gdy przyjdzie dostawa, dopóki nie powiem ci że już starczy. - przemówił.
- Yes, your highness.
- A teraz Bożenko, idź i dopełnij mego dzieła! - wykrzyknął po czym zniknął w ogromnej czerni.
Bożenka nagle zbudziła się w środku nocy.
Hubert z roztargnieniem biegał po pokoju. Był pewien, że niedługo wydarzy się coś złego. Coś naprawdę złego, niezdrowego, prawie tak bardzo jak dwa tanie kebaby zjedzone przez niego ostatnio w pośpiechu.
Nie.
Nigdy tak źle jak kurwa jebane wegańskie kebaby jedzone w deszczu.
Przypuszczał, że nie mógł się skupić przez Ziąa kręcącego się wokoło i sprzątającego wszystko co się da. Jak można być aż takim pedantem (nie mylić z pedałem)
A może to po prostu sugestywne spojrzenia, które co chwila posyłał mu Harry i Ocio, go irytowały.
Bez różnicy jaka była tego przyczyna siedział na krześle w szkolnej stołówce i popijał kompot. Nie jadł. Nie chciał jeść. Nagle ktoś głośno zaklął, po czym usłyszał narzekanie Ziąła na to, iż zabrakło dla niego kompotu.
- Weź od Huberta i tak zawsze zaczyna, ale nigdy nie dokańcza. - mruknął chytrze Harley subtelnie sugerując, że powinien podzielić się z nowym uczniem swoim kompotem. To było niezręczne, dziwne. Podał mu kubek z którego przed chwilą piłm, a gdy ich oczy się spotkały - obie pary niebieskie, lecz jedne pięknie błękitne - Huberta, drugie jasne, niemalże szklane - Ziąa, wzdrygnął się i nieświadomie zagryzł dolną wargę. Szybko odwrócił wzrok.
Zią wziął jego kubek uśmiechając się niechętnie i napił się przykładając usta dokładnie w to miejsce, gdzie przed chwilą były te należące do młodego historyka. Speszony do końca śniadania patrzył się na swoje stopy.
Najmodniejsze kujonki szły przez miasto prosto do chińczyka przy ruchomych schodach. Niczym na sygnał założyły okulary przeciwsłoneczne i stanęły na schodach robiąc dziwne miny i blokując dużą dupą Bożenki całe przejście.
Będąc na górze zdały się na intuicję Bożenki w kwestii, gdzie są poszukiwane przez nie naklejki. Niestety ona nie miała pojęcia, ale nie chciała wyglądać głupio więc chodziła wokół sklepu dopóki nie zauważyła blond peruki.
Złapała się za głowę.
- Alan... Mam wizję. Tu, w przyszłości Alan zostanie ubrany w tą... perukę. - wyszeptała po czym poszła dalej (pozdrowienia dla Alana i Mani xddd)
W końcu odnalazły ukochane naklejki. Gdy tylko Bożenka na nie spojrzała i ujrzała podobiznę swojego ukochanego zemdlała...
Hubert wiedział, że dzisiaj wydarzy się coś złego, paskudnie złego, a widok pokiereszowanej Bożenki taszczonej z ogromnym trudem przez dwadzieścia osób tylko potęgował to uczucie. Niestety nikt nie wiedział, że to jeszcze nie koniec ich dzisiejszych perypetii.
Zapamiętajcie sobie tylko jedno zadanie.
Harry lubi trzymać materiały wybuchowe wszędzie, a Ocio zawsze ma pecha.
CDN.
...
Scenariusz: WeganskieCos AmaneTakahashi
Pisała: WeganskieCos
Wystąpili:
Hubert
Zią
Harry
Ocio
Bożenka
Aguś
Becia
Margaret
i DŻIZAS
