Harry patrzył jak bijący go przed chwilą Dudley upadł na kolana, zaczął zwijać się z bólu i obficie krwawić. Niewidzialne noże przecinały jego ciało dotkliwie je raniąc. Młody Potter nie wiedział co się dzieje. Widział wszystko jak przez zieloną mgiełkę. Nawet jeśli chciałby to przerwać - nie wiedział jak. Powoli wstał z kolan po tym jak upadł pod jednym z silniejszych ciosów i zaczął przyglądać się kuzynowi z ciekawością. Młodszy chłopak wiedział, że jego tłusty kuzyn umiera i nie zrobiło to na nim takiego wrażenia jak powinno. Harry przecież tylko odpłacał się za krzywdy przez niego wyrządzone. Nic więcej.
Zwabiona krzykami ciotka Petunia stanęła w przejściu do salonu jak sparaliżowana, a po chwili krzyknęła rozdzierająco i szybkim krokiem ruszyła na siostrzeńca, jednak nim zdążyła zrobić choćby krok jej syn zamilkł i przestał się ruszać. Błysk w jego oczach również zgasł. Wiadome było, że chłopak umarł. Słysząc krzyk żony, zaalarmowany Vernon wpadł do salonu czerwony na twarzy i z widocznie tętniącą na czole żyłką. Mężczyzna zachwiał się w wejściu do pomieszczenia, jednak po chwili wyminął podpierającą się framugi panią Dursley i zdecydowanym krokiem ruszył do "tego dziwacznego bękarta Potterów" jak nazywał Harry'ego w myślach. Dorosły był już przygotowany do ciosu, gdy zauważył leżące na podłodze ciało syna. Zatrzymał się wtedy, zrobił purpurowy na twarzy, a z jego ust zaczęła płynąć spieniona ślina. Jak z rakiety, ruszył w kierunku siostrzeńca z rękami prostymi, a dłońmi gotowymi zacisnąć się na jego delikatnym gardle. Dziecko okazało się szybsze i po chwili widać było już tylko skrawek koszulki znikający za drzwiami oraz odbijającego się od ścian, biegnącego za drobnym dzieckiem wielorybiego dorosłego.
Jedyna kobieta w domu podeszła za to do syna i klęcząc w kałuży krwi złapała za zimną dłoń swojej kochanej pociechy. W myślach ciągle zastanawiała się dlaczego to jej rodzina musiała przyjąć pod swój dach takiego niebezpiecznego bachora. Pani Dursley zaczęła obwiniać siebie o całą tę sytuację. To przecież ona namawiała męża do opieki nad wyrzutkiem. Teraz zastanawiała się co ją do tego pod kusiło. Nie chodziło przecież o przywiązanie do siostry, nie tu nie mogło chodzić właśnie o to. Słysząc krzyki po chwili zmieniające się w jęki i błagania Petunia zaczęła się modlić. Pierwszy raz od dawna zaczęła prosić Jezusa Chrystusa i Boga o przebaczenie wyznając mu jednocześnie swoje grzechy. Nie minęło dużo czasu jak usłyszała głuchy dzwięk uderzenia ciała o podłogę. W domu zapanowała cisza przerywana jedynie przez buczenie lodówki oraz ciche kroki powolnie stawiane przez pobrudzone krwią dziecko. Słyszalne było też usatysfakcjonowane mruknięcie, które ucichło tak szybko jak się pojawiło.
Wychodząc z kuchni Harry nie widział już świata na zielono. Po prawdzie nie widział go już po zemście na kuzynie, ale wizja wuja klęczącego i błagającego o wybaczenie była zbyt kusząca by choć nie spróbować wprowadzić jej w życie. Potter i tak uważał, że nic gorszego od ostrej kary nie może mu się stać, a gdyby plan się powiódł...chłopak aż zamruczał z rozkoszy odtwarzając to co zobaczył jeszcze chwilę temu. Dźwięk rozszedł się po śmiertelnie cichym domu tworząc na skórze ciotki Petunii gęsią skórkę, co pięciolatek zaobserwował z nieukrywaną radością. Będąc na wyciągnięcie ręki od siostry swojej matki dzieciak usłyszał nikły szept nie głośniejszy od bzyczenia lodówk, ale z tak bliskiej odległości wyrażenie słyszalne był słowa Lily, magia, dziwacy, śmierć. Ostatnimi głośnymi słowami Petunii Dursley były modlitwy do Boga o bezbolesną śmierć i szybkie spotkanie z synem oraz mężem.
Do końskiej szyi kobiety został przystawiony nóż i dopiero w tamtym momencie zrozumiała, że cała sytuacja nie jest jednym z tych realistycznych koszmarów, które przerażają również na jawie. Uderzyła w nią woń metalicznej krwi i masakryczny wido, który się przed nią rozpościerał. Z oczy popłynęły łzy, a z gardła wydarł się kolejny rozpaczliwy krzyk zapewne zawiadamiający sąsiadów o tym, że coś się stało. Zaraz po ostatecznej próbie wezwania pomocy stało się kilka rzeczy na raz. Stal przytykana do gardła gładko zagłębiła się w skórę i powoli, bez pośpiechu zaczęła rozcinać włókno po włóknie oraz ścięgno po ścięgnie, ciotka złapała się za krwawiące miejsce w ostatnim odruchu chcąc zatamować krwawienie. Nic to jednak nie dało, a jej głowa zaczęła niebezpiecznie wyginać się do tyłu. Ostatecznie kobieta opadła na beżowy dywan z głową trzymającą się jedynie na kręgosłupie.
W tym samym momencie dworze słychać było trzaski, a drzwi wejściowe zostały rozwalone na małe kawałeczki. Do domu weszły trzy osoby, a każda z nich w dłoni trzymała patyk. Wchodząc do salonu jedna z dziwnych postaci w sukienkach zwymiotowała, druga zachwiała się, a trzecia - wyglądająca na lidera grupy - zrobiła krok w stronę skąpanego w posoce dziecka. Nie mając w zasięgu wzroku nikogo żywego postawny, jak dało się wywnioskować z postury, mężczyzna machnął patykiem i Harry znów był czysty jednak również skrępowany i niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Przyglądając się ludziom przed sobą chłopak zaczął rozumieć, że ci ludzie posługują się "magią", a to oznaczało, że są czarodziejami, ale Potterowi nie wydawali się być kimś potężnym. Nie tak zawsze wyobrażał sobie magów. Nie mogąc się poruszyć czy odezwać chłopak po prostu dał się zabrać tam gdzie chcieli.
Nie wiedział, że w momencie zabicia swoich krewnych zmienił cały swój los i pięknie pokrzyżował pewnemu potężnemu czarodziejowi plany.
