Doc i Drew oglądali ekran przepełnieni niepokojem ponieważ ukazał się kolejną scenę sojuszu Zak'a z Argost'em.
Argumentuj się na dach budynku zmagając się z Zak'iem w ramionach.
- Wypuść mnie!
Drew gapiła się podczas gdy Doc Westchną. Jeszcze jedna rzecz, w której Zak ich nigdy nie uświadomił się. Jak mało im ufał o Kur'a? Jak mało ufał sobie? Pytania po prostu się nie kończyły.
Argost uśmiechną się.
- Ah, ale dopiero cię porwałem. –Zatrzymał się jednocześnie obracając głowę w stronę walczącego chłopca w ramionach. - Pozwól mi delektować się chwilą.
Drew nie była nie wymamrotać;
- Jak Zak mógłbym pracować z tym facetem?
Coś, o czym myślał także Doc.
Fisk wskoczył za nimi, wrzeszcząc bojowy okrzyk. Przygotuj używaj swojej wolnej ręki przez uderzyć, odepchną Fisk'a tak że dziesięć niepewnie zwisał z wysokim pułki.
- Nie! - Krzyczał Zak wyciągając rękę do swojego najlepszego przyjaciela i brata.
W Monecie, kiedy miałam już spaść, Argost złapał jego ramię, ratując Fisk'a od pewnej śmierci.
Oczy Dok'a były szeroko otwarte.
- Drew ... Myślę, że tak właśnie zaczęli ich sojusz!
Odw się się.
- Dlaczego tak myślisz?
- Cóż, spójrz. –Wskazał na zatrzymany ekran ukazujący zaszokowaną twarz Zak'a kiedy Argost uratował Fisk'a. –Jest zszokowany, że Fisk został uratowany, a Fisk jest tak bardzo zdziwiony jak na. Żeby mi się wydawało, że tak właśnie się zaczęło.
- Hmm. - Drew nie powiedział nic więcej a nagranie ruszyło do przodu.
Z krzykiem i piskami od Fisk'a, Argost przerzucił go na bezpieczną część dachu Zak szybko do niego.
Na zamaskowanej twarzy Argost'a odbijało się światło księżyca.
- Mam nadzieje, że uwierzysz mi teraz gdy mówię że chcę tylko porozmawiać.
Zak z uporem skrzyżował swoje ramiona.
- Nie mamy o czym rozmawiać Argost.
- Oh, z szacunkiem ale się nie zgadzam. –Jego kły błyszczały niebezpiecznie w oświetlonej blasze na budynek. - Jesteś Kur'em. To całkiem dobry początek konwersacji. –W jego ostatnim zdaniu rozbrzmiewała nutka humoru.
- Doc ... Myślę, że masz rację. - Odetchnęła Drew z przerażonym wzrokiem unieruchomionym na ekranie. –Tak to wszystko się zaczęło ...
Zak wydał z siebie krótkie westchnienie. Nie mogłem dłużej podtrzymywać wzroku starszej krypty i zamiast tego spojrzał na dół w kierunku Fisk'a.
- Ach, tak. –Nie wyglądał na zaskoczonego reakcję. –Do tej danej już dostałeś się w służbę bezpieczeństwa dla Twojej rodziny i całej ludzkości.
Drew wyrzuciła z siebie przemowę ruszając się ze swojego miejsca.
- Kłamca! Obrzydliwy, straszny człowieku! Zamknij się! Zostaw moje dziecko w spokoju! –Gniew jej oczy był głęboki i przenikliwy. Doc nie mógł powstrzymać uczucia wdzięczności spowodowanego świadomością, że Argost już nie żyje.
Doc przyciągnąć ją z powrotem na siedzenie, obejmując ramieniem przez stłumić własny gniew. Chciałbym rozerwać Argost'a na kawałki za umieszczenie tej myśli w głowie Zak'a.
- Zaczynam zdobywać kontrole. –Bronił się beznadziejnie.
Twarz Argost'a zadrżała podczas pytań.
- W jakim czasie? Jesteś niebezpieczny ze zrodzonym z ignorancji. Nie rozumiesz swoich mocy. Kontrola osoby, która uzyskała kontrolę zanim moc zacznie kontrolować ciebie. –Jego głos radzi, ostrzega w milczeniu, mówiąc o Zak'owi o istnieniu takich możliwości.
- Niech zgadnę ... Zgłaszasz się jako wolontariusz? -Zak rozluźnił wcześniej skrzyżowane ramiona.
- Cóż, zrobiłem trochę na ten temat .. -Poprzez swoje ręce wysoko w powierzę.
Wiatr wiona mocniej a Zak podskoczył tak samo jak Fisk.
- Przybywa Kawaleria. –Samolot podleciał w górę reflektorami oświetlając Argost'a. –Będę czekał na dwieją w stosunku do wieczoru. O północy na szczycie empire state building.
- Empire State Building? - Zapytał Zak odwracając się.
- Mam słabość do starego stereotypu z filmów o potworach. Do widzenia! -Argost zrobił najmniejszy uśmiech jaki mógł z za słupa.
Zeskoczył z budynku pozostawiając za sobą stojących Zak'a i Fisk'a, przy czym dziesięć drugi drapał się w głowę.
Scena zmieniła się na szczyt empire state building, kiedy Argost podchodził do Zak'a i Fisk'a.
- Powiedz mi jak to ma niby działać. –Żądał Zak.
- Do bardzo poste. - Tłumacz Argost. –W końcu prowadziłem leczenie z nieprzyjemności jakiś wyrządziliście mi na Antarktydzie. –Jego głos stał się gorzki. –Teraz jestem gotowy wracać do dziwnego świata. Zarówno do domu i programu telewizyjnego. Który Munya był łaskawy prowadzić pod moją nieobecnością. –Ułożył ręce za plecami i spojrzał w inną stronę. Mój program będę wysyłał ci subtelne wiadomości, mój przyszły mały uczniu.- Wręczył mu plakat pokazu.
- Więc tak się kontaktowali. –Doc podrapał się po głowie.
- Wszystko warte zbadania, wszystko co młody Kuruje się o swoim miejscu w tym okrutnym świecie. Naprawdę, nie może być prostsze.
- Naprawdę myślisz, że dam się na na nabrać? –Pytał Zak zirytowany niewiarą Argost'a w jego umiejętnościach.
- Dalej kochanie! –Dopingowała Drew.
- Wszystko zostało wybaczone? –Kontynuował. –Chcę ci teraz pomóc? Jak chcesz pracować nad jakimś planem złego geniusza za moimi plecami? –Jego ręce spoczywały na biodrach a głos ogłaszał niedowierzanie.
- Zraniłeś mnie mój drogi chłepczę. -Głos Argost'a stał się podejrzanie ponury, potem był znowu okrutny. - Oczywiście, że będę planował za twoimi plecami. Zamierzam oszukać cię, manipulować tobą a kiedy dostanę do czego pragnę, pozwolisz sobie na wyobraźnię przewidzieć makabryczny finał.
- Cóż, yet był szczery ... Przypuszczam. –Doc uniósł swoje brwi.
- Żartujesz sobie ze mnie !? Dlaczego tak Zak zgodził się pracować z tym facetem !? –Drew warknęła.
- To może się wyjaśnić, jeśli dalej będziesz oglądać. –Doc przypomniał jej.
- Lepiej żeby tak było.
- Twoja jedyna nadzieja na przetrwanie jest, że sposób w jaki będziesz nauczać będzie wystarczający przez dwunastolatek przechytrzył najbardziej niebezpieczny umysł świata. –Jego głęboki głos skrywał śmiech tuż pod powierzchnią. –Zanim rozszarpię cię na kawałki jak rosomak piszcząca zabawkę! –Uważam, że jego szpony były wycinane tuż nad głową Zak'a i szybko się cofną.
Zak'owi naprawdę nie podobał się Kierunek rozmów. Odwrócił wzrok na moment, prawdopodobnie myśląc zanim powiedział;
-Umowa stoi.
- Że co !? –Powiedział Fisk pochylając się mimo skrzyżowanych rąk.
- Dziękuje Fiskerton! –Drew mruknęła. –Ktoś w końcu wprowadził logikę do rozmowy.
Ekran się zrobił się czarny.
