Zak wyglądał na odważnego i zdeterminowanego kiedy szedł szybko w kierunku niezamaskowanego Argost'a, podczas gdy kamienna płyta zamknęła się za nimi. Zostawiając jego rodzinę, sojuszników i innych wrogów z tyłu.

Drew i Doc sapnęli rozpoznając pokój który właśnie opuścił. To było wtedy kiedy Zak poszedł walczyć z Argost'em... Kiedy umarł na kilka minut...

Idąc szybkim krokiem w dół skalnej komnaty, Argost obrócił jego obrzydliwą głowę w kierunku Zak'a by ocenić go jak kot oglądający zdobycz którą zabił ale nie chce od razu zabijać. Zak nie obrócił się lecz było oczywiste dla wszystkich że mógł poczuć jego wzrok na sobie. Jego ciało było napięte jak naprężona spirala, gotowe do skok w każdym monecie.

Kiedy w końcu obrócił swoją głowę w stronę Argost'a, jego głos był spokojny jak i krótki.

- Więc... Co? Teraz walczymy jeden na jednego? Kur kontra Kur? Albo Anty-Kur... Czymkolwiek jesteś.

Argost długo obracał swoją głowie od tyłu do przodu, ale jego oczy ciągle go obserwowały z brzydzeniem i irytacją widoczną na twarzy. Kiedy ostatecznie obrócił głowę do młodego chłopca jego kły lśniły w przytłumionym świetle.

- Kuszące, ale widząc twoją pełna moc w akcji muszę odpowiedzieć; nie dziękuję.

- Co planujesz Argost? – Drew mruknęła, wiedziała co się stanie (prawdopodobnie, w końcu) i nie chciała tego oglądać jednak jej oczy nie mogły opuścić ekranu.

Kiedy schodził na dół po kamiennych schodach, wybuchną mrocznym śmiechem jakby powiedział żart.

- Czy ty naprawdę myślałeś że to będzie jakieś ćwiczenie w klimacie maczo z waleniem w klatkę piersiową? Drogi chłopcze, oglądałeś za dużo telewizji. – Zatrzymał się, a za nim osunęła się szyba. Zak krzykną i odskoczył. – O wiele sensowniej jest po prostu ukraść od ci moc z twojej martwej powłoki.

Zak zaczął się cofać a sfrustrowany a lekko przerażający ryk wydobył się z jego ust. Po raz kolejny nie docenił swojego wroga.

Doc złapał rękę Drew chcąc ofiarować jej i samemu zyskać jakiś komfort kiedy oglądał to co wiedzą że zabije Zak'a.

Otworzyły się kamienne drzwi, Munya ukazał się na nagraniu.

- Dobrzy wieczór, młody Sobota.

- Zak! – Płakała Drew i pochłonęło całą jej siłę by nie rzucić się na nagranie. Jak Argost mógł spaść tak nisko? To było straszne, nawet jak na niego!

Na nagraniu Zak złapał się za uszy i zaczął głośno krzyczeć. Padł na kolana nadal zakrywając uszu, jednak nigdy nie upuścił pazura. Argost zachichotał mrocznie.

Podskoczył drąc się dziko głosem pełnym wściekłości i bólu, podobnym do rannego zwierzęcia. Zamachnę się pazurem w szklaną dźwiękoszczelną szybę Argot'a zanim znowu upadł.

Argost przemówił po raz kolejny.

- Przepraszam, dźwiękoszczelny i nieprzepuszczalny. – Przechwalał się. - Lecz proszę atakuj dalej. Potrzebuję odrobiny rozrywki w środku tak wielkiej tragedii.

Zak po raz kolejny podniósł głowę, walcząc przeciwko bólowi.

Wyrzucił pazur który już nie był widoczny na nagraniu i na próżno próbował wyrwać się z ramion Munyi, zanim zemdlał.

- Transfer mocy Kur'a pracował tak dobrze z anymaterialnym ciemniejszym tobą, Zak'iem Poniedziałkiem, chłopcze. – Sięgną pod pelerynę i wyciągną Devonian Annelid (stonogi transferowe) – Mam nadzieje że wybaczysz staremu artyście potrzebę widowiska.

Umieścił je w okręgach szyby, przez które szybko się wczołgały. – Otwórz i powiedz a... – Kryptydy poczołgały się do Zak'a który walczył na próżno na podłodze.

Drew powstrzymywała łzy podczas oglądania. Powinna tam być i mu pomóc. Każda dobra matka byłaby w stanie ale nie było jej tam dla niego kiedy najbardziej była potrzebna.

Czuła się okropnie.

Zaczepił haczyki na sobie i pozwolił żeby moc Kur'a spłynęła na niego. Ból zmusił Zak'a by usiadł i krzyknął po raz kolejny. Argst był podekscytowany.

- Ta okropna wada dźwiękoszczelności. Miałem nadzieje usłyszeć twoje ostatnie błaganie o litość.

- Nie potrzebuje twojej litości Argost. – Wyspał Zak przez ból. – Nareszcie wiem jak to wszystko się zakończy. – Przerwał i podszedł do szyby więc ich twarze mogłyby być bliżej. – Całe twoje życie wszystko co znałeś to brać, kraść i grabić by zdobyć moc. - Pozwolił sobie na chwilowe syczenie, kiedy ból nasilił się, ale nie przerywał całkowicie.

Miał zamiar powiedzieć swoją część przed tym jak umrze.

- Nigdy nie zrozumiesz co zrobił Van Rock. – Jego jedno oko było zamknięte, a drogie częściowo pokryte białą grzywką. – Oddać wszystko by ocalić ludzi których kochasz. – Osuną się na tyłek, odwracając od Agost'a, kiedy poczuł że zaczyna tracić przytomność.

- Ahh. Nie słyszę cię! – Argost zadrwił z umierającego chłopca. – Musisz krzyczeć głośniej dziecko.

- Och tak... – Mrukną Zak. – Nigdy nie byłeś naprawdę dobrym naukowcem. Chcesz wiedzieć dlaczego rzeczywistość szalała za każdym razem kiedy Zak Poniedziałek i jak się do siebie zbliżyliśmy? Materia i anty-materia nie dogadują się za dobrze. – Wewnętrznie rozkoszował się faktem że Argost nie może usłyszeć jego słów, nawet kiedy mówił jakim ten był głupcem twarzą w twarz do niego.

- Zak... Zaplanował to? – Doc odetchną szeroko otwierając oczy. – On wiedział że Argost zamierza wyssać jego moc... Dlatego tak nalegałby iść z nami do rezydencji! Chciał zabrać Kur'a i Argost'a za jednym zamachem!

- Dlatego też był tak gotowy by iść z Argost'em kiedy po raz pierwszy przyszedł ze swoją ofertą, zanim Van Rock się poświęcił... – Drew podsumowała. – Zamierzał zakończyć wojnę swoją śmiercią... I zabrać Argost'a ze sobą...

Sapną jeszcze raz. – Baw się dobrze, ucząc się lekcji. – Jego przemowa zatrzymała się kiedy Zak upadł całkowicie wyczerpany a mimo to zadowolony.

Zrobił to. Przechytrzył jednego z najmądrzejszych żyjących ludzi.

Co więc jeśli w rezultacie umarł? Tylko on jeden, jeden możliwy powstający potwór, w porównaniu do milionów ludzi na świecie którzy mogliby umrzeć zamiast niego. Ostatecznie dobrze ochronił swoją rodzinę

Zamierzał zobaczyć Van Rock'a i jedynie cud mógłby zawrócić go ze ścieżki którą obrał. Jego ostateczna opcja którą trzymał od wszystkich, jego ostatni ratunek.

Na koniec nie mógł powstrzymać się od zastanowienia. To było samobójstwo, czy morderstwo?

Drew nie mogła dłużej trzymać łez i otwarcie zaczęła szlochać kiedy Doc próbował odpędzić te które gromadziły się w jego oczach.

Zrobią to dobrze, nie ważne ile czasu t zajmie, obiecał sobie.