- Zaraz wracam. – Powiedział Zak do wyraźnie rozgniewanej Wadi, unosząc ręce w sposób ,, nie strzelaj''.

Zarówno Drew, jak i Doc wiedzieli, kiedy to było. Urodziny Zak'a. Dlaczego im to pokazano?

- Jeśli tak chcesz. – Splunęła Wadi, zanim uciekła, a Ulraj podążył za nią.

Zak podszedł do Fisk'a, który szeptał, poruszając palcem w przód i w tył.

- Słuchaj, przeproszę później, dobrze? – Zak prychną, brzmiąc ponuro nawet we własnych uszach. Podniósł ręce we wściekłej wersji wzruszenia ramion. – Możemy się pośpieszyć? – Fisk położył ręce na biodrach, najwyraźniej rozczarowany. Wydał kilka dźwięków, którymi Zak nie zawracał sobie głowy, by odpowiedzieć. Pozostawiając Drew i Doc'ka zdezorientowanych tym, co powiedział. Zaczął iść za kompanem.

Scena przeszła do wierzy zegarowej obok wysokiego wieżowca.

Zak wbiegał po metalowych schodach, a Fisk podążał za nim. Dotarli do Argost'a, który gapił się w tarcze zegara z rękami złożonymi za plecami.

- Kolejna dyskusja z Argost'em. – Wetchnęła Drew. – Jak nie widzieliśmy tego wcześniej?

Doc wzruszył ramionami, nie mając odpowiedzi.

- Wybacz, że przeszkadzam młodym. – Burkną Argost. – Urocza dziewczyna. – Skomentował. – Czy wie, że masz ważne spotkanie z gwiazdą telewizji?

- Nasze spotkania miały się odbywać poprzez twój program. – Zak odrzucił. – Dlaczego ciągle się skradasz i mnie śledzisz?

- Ty mówisz o ,,skradaniu''. – Komentuje Argost. – Czy to nie twój nieznośny wujaszek Doyle sam nie węszy w mojej przeszłości? – Przesuną palcem po metalowych prętach, zanim sprawdził, czy nie ma na nich kurzu.

- Naprawdę cię to denerwuje, co? – Zapytał Zak, najwyraźniej zadowolony, że trapiło to naukowca. – Doyle musi być blisko czegoś ważnego.

- Właściwie, wysyłałem ci wiadomości poprzez dziwny świat. – Przyznał.- Oczywiście ty nie oglądałeś.

Doc nie mógł nie zauważyć podobieństwa, między tym ja się słownie drażnili a podpuszczaniem siebie nawzajem między starymi przyjaciółmi. To było naprawdę przerażające.

- Masz zamiar mnie winić! – Wskazał na Yeti. – Przecież to nie tak jakby twój trening do tej pory był taki znakomity. – Położył swoje ręce na biodrach, co Fisk skopiował robiąc hałas, który ledwo można by przetłumaczyć jako ,,włąśnie''.

- Ach. – Przyznał. – Jednak dzisiejsza lekcja jest niezbędna. – Przyłożył palec do wargi w zdumieniu. – Mogę zapytać, jaka jest moc Kur'a?

Zak stał zmieszany przez chwilę, potem wyciągną pazur i spojrzał na niego.

- Aby... Wpływać na kryptydy. – Odpowiedział, niepewny kierunku dyskusji. – By podążały za nim... eee, za mną.

- Tylko jedna kryptyda? – Dopytywał Argost. – Kilka? Może nawet całe stado?

Mocniej chwycił pazur w dłoni. - Rodzice uważają, że mogę zbudować armie kryptyd.

- Czy nigdy nie zastanawiałeś się jak dokładnie Kur, kontrolowałby taką armię? Taką co podróżuje na ziemi, w morzu i poprzez przestworza przez całą planetę? – Uniósł ręce do góry, by jeszcze bardziej wyraźnie ukazać swoje słowa.

- Um... ja... – Odłożył swój pazur. - Nie, zgaduje, że nigdy... – Przerwał, gdy pojawiła się Wadi.

- Zak! Więcej stworów! Chodź szybko!

Argost zszedł mu z drogi, kiedy wybiegał z wieży zegarowej. – Cóż, jest, o czym rozmyślać. – Zasugerował Argost. – Prawda?

- Więc w taki sposób wymyślił jak kontrolować te wszystkie kryptydy... – Doc mrukną. – Zawsze się zastanawiałem...