To było 16 lipca po lekcjach, na błoniach. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem Lily z nim. Z tym paskudnym Potterem. Żeby to wtedy tylko rozmawiali ze sobą, ale nie. On musiał ją obejmować i gładzić po plecach. To doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Odwróciłem się, by tego nie oglądać. Poszedłem, mimo zakazu, do Hogsmeade. Nie interesował mnie wtedy jakiś głupi szlaban. Idąc do wioski miałem ochotę na wszystkich rzucić Avadę. Inni uczniowie uciekali mi sprzed nosa. I bardzo dobrze. Byłem wtedy załamany, jak w jakimś pieprzonym transie. Właściwie to nie zauważyłem, kiedy wszedłem do gospody Pod Świńskim Łbem. Poprosiłem wtedy o alkohol. Nie pamiętam, jaki. Ale pamiętam, że następnego dnia obudziłem się w Skrzydle Szpitalnym. Wiedziałem wtedy jedno. Upiłem się. Zdradzał to okropny ból głowy. Później przyszła pielęgniarka, dała mi Eliksir Słodkiego Snu i odleciałem po raz kolejny.