Energia poruszała się niespokojnie wokół pokoju.
Naruto mrugnął raz, a potem drugi, zaraz i trzeci, bezsłownie wpatrując się prosto w oczy nowo przybyłego shinobi, który równie długo utrzymywał kontakt wzrokowy z młodym chłopakiem.
Przybysz ten na wezwanie Hokage stawił się w gabinecie najszybciej, jak tylko potrafił. Brązowe włosy upięte miał w niski kucyk, a jego oczy, choć skrywające zaskoczenie i konfuzję, błyszczały z zaciekawieniem, były ciepłe i przyjazne. W poprzek jego twarzy przechodziła blizna - stara, lecz widać, że niegdyś sprawiła mu wiele bólu. Chłopiec mrugnął ponownie. Kiedy ostatnim razem myślał o swoich znakach na ciele, pozostawionych przez obietnicę cierpienia i wychowania, wzrokiem napotkał tego człowieka, myśląc, że nie są sobie tak obcy jakby mógł przypuszczać - oboje zranieni, wycierpieli swoje, a na ich ciałach widniały pozostałości tego, co ich spotkało. Tego, do czego byli przeznaczeni; czy może był to przypadek? Zupełnie niespodziewanie i jakimś cudem akurat coś drasnęło tego mężczyznę, tworząc taką ranę? Czy może była to karma? Albo przestroga, by wystrzegł się dokonania jakiegoś czynu?
Czy w jego przypadku też tak było? Znalazł się w więzieniu przypadkiem - przez pomyłkę, czy umyślnie? Ktoś to zaplanował czy wydarzenia rozegrały się tak niespodziewanie, że nikt ani nic nie umiał tego przewidzieć? Czy był tylko pionkiem w niebezpiecznej grze pozorów i wojen? Czy nic nie znaczył, nie miał żadnego wpływu na to, co się działo za zamkniętymi drzwiami dorosłych czy wręcz przeciwnie, był tak istotną przeszkodą, że koncentrowano się na nim?
Na usunięciu go, tym razem na dobre.
Mały chłopiec mrugnął powoli wielkimi, błękitnymi oczami (za którymi skrywało się wiele, wiele, wiele obietnic, nigdy być może niespełnionych) i przerwał rozmyślania.
Świat zrobi to, co chcieć będzie. Nic nie jest kwestią przypadku.
Więź krzyczała.
- Witaj, Naruto - powiedział powoli mężczyzna, lekko się uśmiechając. Mimowolnie przymknął oczy i przykucnął, by być na poziomie wzroku małego dziecka. - Mam na imię Iruka.
Chunin wyciągnął w jego stronę dłoń, a gdy Naruto nawiązał kontakt poprzez dotyk, Więź po raz pierwszy aktywnie zadziałała.
Iruka nagle znalazł się nie w gabinecie Hokage, jak to było dosłownie przed sekundą, lecz przy wysokich, bordowych murach, przez które płynęło coś, co zidentyfikował dopiero po chwili - chakra. Nie była to jednak chakra jednego rodzaju, pochodząca od jednej osoby, o nie. Była zabójczą mieszanką wielu energii, podtrzymującą niewidzialną dla ludzkiego oka barierę, mającą za zadanie karać tych, którzy dopuścili się próby ucieczki od kary za swoje czyny - prawdziwe czy nie. Chunin, wielce zaskoczony czymś w stylu widzenia, retrospekcji, wspomnienia być może, spróbował przejść dalej i ku jego zszokowaniu, przeszedł bezproblemowo przez wielkie, grube mury i znalazł się w wysokiej wieży, na korytarzu wypełnionym wieloma ciemnymi, zamkniętymi celami. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny i krwi, krwi jeszcze nie przelanej i tej, która już została na zawsze. To był widok mu nieznajomy; w Konosze inaczej wyglądało więzienie, nawet te dla najgorszych przestępców.
Jakaś siła kazała mu spojrzeć w górę, więc posłuchał tego, co podpowiadała, a wtedy duch jego uniósł się nad ziemię i poszybował w górę, pod sufit, do celi najwyżej położonej ze wszystkich. Przystanął dopiero przy wielkich, grubych kratach. Przed rozsuwanymi drzwiami na małym, niewygodnym drewnianym taborecie zasiadał człowiek ubrany wyraźnie w mundur strażnika. Od innych nie wyróżniałoby go nic, gdyby nie fakt, że włosy jego były srebrne i skierowane w górę(również trochę na skos), a przepaska zakrywała jedno z jego oczu, drugie, czarne, zostawiając światu do zobaczenia.
Oczywiście Iruka wszędzie rozpoznałby tę osobę. Kakashi Hatake zawsze był charakterystyczny, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy.
Wyglądał na dość znudzonego; oparty o mały kawałek ściany, z czapką opadającą mu na twarz i z nogami wyciągniętymi przed siebie. Czuwał, to Iruka od razu zauważył.
Delikatny ruch w ciemnościach celi przyciągnął uwagę chunina, który odwrócił głowę od Kakashiego. Właśnie tam, tuż za wysokimi, grubymi, nasączonymi chakrą kratami, na prostej macie siedział mały chłopiec z brudną twarzą i nastroszonymi blond włosami. Nogi miał podkulone do klatki piersiowej, brodę opuszczoną na kolana, a wzrok jego błądził po dziwnych znakach, wyskrobanych niegdyś na ciemnej ścianie. Fakt, iż był bez koszulki, pomógł Iruce zauważyć, że na jego ciele wystąpiły jakieś znaki… Wyglądały, jakby opiewały go, wiązały, a przy tym były bolesne. Młody chłopak ruszył głową i się położył, próbując oddać się krainie snu, głęboko pogrążony w świecie własnych myśli.
Kakashi nic nie powiedział, tylko raz spojrzał na bezwładną formę chłopaka i ze wzrokiem pełnym współczucia i żalu dotknął najbliższej mu kraty i wyciągnął książkę.
Dziecko za kratami tymczasem zdążyło zapaść w sen, niezbyt głęboki, ale w końcu sen. Przewróciło się na lewy, potem na prawy bok, aż w końcu nie mogąc znaleźć podpory w nieświadomości, chłopiec otworzył szeroko oczy i tak leżał, patrząc się bezwiednie w sufit.
- O-opowiesz? - wydukał tylko jedno jedyne słowo, lecz Kakashi odpowiedział na nie od razu, jakby wiedział, o co dokładnie chodziło jego małemu podopiecznemu.
Zaczął opowiadać historię o Wilgoci, Suszy, Słońcu i Chmurach, Deszczu i Wietrze, dokładnie opisując każdy w jego mniemaniu istotny szczegół. Mały blondyn powoli znowu zamykał oczy, tym razem całkiem oddając się przyjemnej nieświadomości i ukojeniu snu. Kakashi przerwał tylko w momencie, w którym był pewny w stu procentach, że młody więzień usnął.
Westchnął głęboko i powrócił do poprzedniego zajęcia, lecz w jego oczach czaił się wielki, wielki smutek.
Iruka wrócił do świata normalnego w momencie, gdy Naruto szybko odsunął od niego rękę. Więź znów się odezwała, szeptała i podpowiadała, lecz młody chłopiec starał się skupić tylko i wyłącznie na ekspresji nieznajomego.
Nie umiał dokładnie określić, co takiego prawdziwie zobaczył. Nie potrafił wytłumaczyć tego uczucia - tej emocji, intencji, z którą chunin wyszedł z jego umysłu. Coś ukryło się głęboko w jego oczach. To, co Więź mu zaprezentowała poruszyło pewne mechanizmy w jego głowie, dało początek czemuś - komuś - zupełnie nowemu. O zupełnie innym… poglądzie.
Hokage obserwował tę cichą konwersację pomiędzy nimi z nieukrywanym zaciekawieniem. Lata doświadczeń w obcowaniu z ludźmi różnych ras, poglądów, emocji, krajów i przeżyć nauczyły go dostrzegać pewne normalnie niedostrzegalne znaki i sygnały w kontakcie pomiędzy podobnymi jednostkami.
Spojrzenia były pierwsze.
Oczy to zwierciadła duszy, za każdym razem zdradzały co naprawdę czuje ich właściciel - tego nawet najwięksi asasyni nie byli w stanie ukryć. Człowiek na zawsze pozostanie człowiekiem - prędzej czy później odezwie się w nich długo tłumiony ból, emocje, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, tęsknota za czymś, co kiedyś było stałą, którą przyszłość zniszczyła, dając początek czemuś innemu. Hiruzen Sarutobi przeżył niejeden konflikt, widział zdecydowanie zbyt dużo - ale coś takiego doświadczał po raz pierwszy. Natychmiastowe porozumienie. Tworzenie więzi przez kontakt wzrokowy, wzajemne zrozumienie, potrzeba towarzysza - albo zwyczajnie obecności innej osoby. Kogoś, kto sprowadza szybko na ziemię. Wyrywa z zamyślenia, przerywa tok negatywnych uczuć - po prostu jest.
Ale tutaj zaszło coś o wiele bardziej znaczącego i… niezwykłego, niż u innych. Ten mały, blondwłosy chłopiec coś w sobie miał - coś ukrywał - tajemnicę nie do poznania - żywioły okiełznane - energię większą niż ktokolwiek mógłby przypuszczać - sekret Czwartego Hokage - sekret klanu Uzumaki - zagadkę. Był zagadką.
Niewiadomą, siłą nie do przewidzenia.
Był ciemnością.
Był żywiołem.
Iruka nagle ocknął się (tak przynajmniej nazwał to stary ninja) i pokręcił szybko głową, próbując odzyskać panowanie nad swoim ciałem i myśleniem. Naruto zamrugał kilkukrotnie i przeniósł spojrzenie wielkich oczu na swoje dłonie. Wydawał się być zdziwiony, lecz równie szybko się z tego otrząsnął na rzecz patrzenia się na chunina przed nim.
Jeśli Więź mówiła mu, że to jest dobra osoba, to nie będzie się sprzeczał.
Zrobił następnie coś, czego nikt się nie spodziewał - objął Irukę i oparł głowę na jego ramieniu, wyglądając zupełnie jak dziecko, jakim był. Zamknął oczy i zrelaksował odrobinę, ignorując palące spojrzenie Staruszka na swoich plecach. Czuł się… dobrze. Najzwyczajniej w świecie dobrze.
Iruka nie rozumiał do końca, co właśnie zaszło pomiędzy nimi, ale nie przejmował się tym zbytnio. Świat nakierowuje człowieka i jeśli miał spotkać tego samotnego, pogrążonego w ciemności chłopca, tak najwyraźniej miało się stać, dlatego też przytulił do siebie dziecko i powoli wstał z nim na rękach. Jak na - ile miał on lat? Dziesięć? Jedenaście? - był drobny, wyjątkowo mały, starający nie rzucać się w oczy. Dziecko.
- Iruka - zaczął Hokage, przybliżając się do nich o krok i zaciągając się dymem ze swojej starej, dobrej fajki - czy zadbasz o edukację Naruto? Jesteś jednym z moich najbardziej zaufanych ludzi. Wiem, że dasz radę, ale nie będzie łatwo. Podejmiesz się tego?
Iruka nie zastanawiał się długo. Nie po tym, co zobaczył wewnątrz umysłu chłopaka, którego właśnie trzymał. Według niego każdy powinien mieć szansę na naukę - nieważne, czy chodzi o historię, praktykę czy lekcję życia. Wszystko i tak mu pokaże.
- Hokage-sama. - Iruka zwrócił się do niego i skłonił głowę. - Nie zawiodę Cię.
- Wiem, Iruka-kun. - Było jedyną odpowiedzią, jaką chunin dostał.
Wszystko to było niezwykle… ciekawe. Interesujące, nowe, inne, ale też zarazem niezbyt proste do przyjęcia. Dużo do zaakceptowania. Dużo do zapamiętania. Dużo do myślenia.
Z tym Naruto nie miał najmniejszego problemu. Jedyne co, to nie umiał się odnaleźć, może zbyt szybko to wszystko szło? Co, jeśli zawiedzie Irukę? Jeśli niewystarczająco dobrze zapamiętuje ważne rzeczy? Procesy? Działania? Zasady? Nie chciał czuć od chunina tego, co od Więźniów w tamtym miejscu. Nie chciał.
Szło mu powoli, przyznał Umino, ale do przodu. Bo nigdy nie chodziło mu o to, by ktoś jak najszybciej wykonywał coś, co sprawia trudności - chodziło o samo rozpoczęcie, o chęć, o wolę. Jeden krok do przodu to zawsze krok, niezależnie od tego, w jakim tempie był on wykonany. Tego chunin się trzymał, za każdym razem, gdy podejmował się zadania edukacji dzieci przychodzących do Akademii.
W tym przypadku to też się sprawdzało, jak zauważył, więc dalej egzekwował metody swojej własnej filozofii, dołączając do tego pozornie małe gesty i działania, które pomagały młodemu chłopakowi się zaklimatyzować w jego niewielkim mieszkaniu - pozwalały poznać mu normalne życie i normalne czynności, jakie każdy w teorii wykonuje. Pozwalały mu poznać codzienność, poczuć się jak każdy.
Naruto nigdy nie był tak szczęśliwy.
Gdy Hokage przyszedł w odwiedziny pod adres Iruki drzwi otworzył mu lekko uśmiechnięty, blond chłopiec, który szybko pognał w głąb mieszkania i usiadł w kuchni, przy parapecie, na którym stały rośliny. Obserwował je z wyjątkową uwagą, przypatrując się każdemu listkowi z ciekawością.
Iruka wyszedł właśnie z innego pomieszczenia i ukłonił się najwyżej postawionej osobie w całej wiosce, lecz Sarutobi nie zwrócił na niego swojego spojrzenia, decydując się na obserwację tego, co się działo wokół chłopca. Bowiem dotknąwszy jednej z roślin, natychmiast wyrósł z niej kwiat i rozkwitł na jego oczach.
Naruto odwrócił się w stronę dorosłych.
Wyjątkowo zaskakujące.
