Limuzyna sunęła ulicami Paryża, a Chloe wciąż myślała o otrzymanym liście. Kiedy skończyła go czytać, poczuła tę nagromadzoną przez lata tęsknotę za mamą. Teraz czuła głównie złość. Złość na matkę, że jednak odeszła, że wybrała niezależność, że porzuciła ją – swoją córkę, którą podobno kochała.

- Wszystkiego najlepszego Chloe z okazji urodzin! – wrzasnęła Sabrina, jak tylko drzwi limuzyny się otworzyły.

Chloe uśmiechnęła się z wyższością i jak zawsze łaskawie pozwoliła się uściskać. Och, Sabrina była taka przewidywalna. Ale cóż… Lepsza taka przyjaciółka niż żadna. Nie jest to co prawda taka przyjaźń, o której pisała mama, ale Chloe szybko zagłuszyła tę myśl. Nie będzie się przejmowała sentymentalnymi bzdurami. Co matka w ogóle sobie myślała? Przecież miała wszystko, czego można było sobie tylko zamarzyć! WSZYSTKO! Tatuś nieba by jej przychylił. Jakie miejsce dla „mnie jako mnie" miała na myśli? Co to w ogóle znaczy? Miała jakieś własne ambicje? Pasje? Phi! Nic – naprawdę NIC! – by nie skłoniło Chloe do porzucenia życia w dobrobycie!

Jakiś cichy głosik na dnie jej duszy zadał niewinne pytanie: „Naprawdę nic?" Prychnęła ze złością. Co to za podszepty zbudzonego sumienia!

- N-nie cieszysz się? – spytała zaskoczona Sabrina, patrząc tymi wielgaśnymi oczami w wielgaśnych okularach.

- Och, już dobrze, dobrze! – odpowiedziała z politowaniem Chloe, niezadowolona, że dała się ponieść emocjom. – Oczywiście, że się cieszę.

- Cześć, Chloe! – Usłyszała nagle tuż obok. Rozpoznała ten głos od razu. Adrien! Natychmiast zapomniała o Sabrinie.

- Adrieniśku! – wrzasnęła z radością i rzuciła mu się na szyję. A on jak zwykle odsunął ją z rezerwą.

- Słyszałem, że masz dzisiaj urodziny. Wszystkiego najlepszego!

- Och, dzięki! Wiesz, Adrien? Tak sobie myślę, że zrobiłabym może dzisiaj imprezę urodzinową! Pamiętasz, jak kiedyś urządziłam imprezkę w hotelu Le Grand Paris?

- No jasne, że pamiętam. Trudno byłoby zapomnieć o tej imprezie… - odparł Adrien z zagadkowym uśmiechem.

- Co masz na myśli? – spytała nagle Chloe, marszcząc brwi.

- No wiesz… Całe to zamieszanie z superbohaterami – wymyślił szybko Adrien.

- Ach, racja! Nie jestem pewna czy pamiętasz, ale pomogłam im wtedy bardzo. Można by powiedzieć, że jestem superbohaterką, która nie potrzebuje nawet supermocy!

Adrien roześmiał się. Sprawiał wrażenie, jakby już chciał odejść, więc Chloe nagle zaproponowała:

- Może znów bym tak zaszalała. Przyszedłbyś? – szczebiotała, byleby go zatrzymać jeszcze chwilę.

- Zaprosisz znów całą klasę? – Zaśmiał się.

- Nie wiem, czy całą. Są w niej osoby, których naprawdę nie znoszę!

- Chloe, przecież obiecałaś się postarać…

- Ale przecież nie można lubić wszystkich! – obruszyła się. – Nawet te ciepłe kluchy Marinette Gapa-Cheng kogoś nie lubi. Choć wszyscy myślą, że ona lubi wszystkich.

- Marinette kogoś nie lubi? – zdziwił się Adrien.

- No, mnie przecież nie lubi!

- Chloe… - Westchnął chłopak i spojrzał na nią znacząco.

Och, no tak. Zaraz jej powie, że nie wzięło się to bez przyczyny. Chloe spojrzała na Adriena spod oka. Nic nie powiedział, ale uśmiechnął się w taki sposób, jakby wiedział, że się domyśliła. Zirytowała się. Czemu jej uczucia były takie czytelne? I dlaczego właściwie tak nie znosiła Marinette?

- O wilku mowa – przerwał jej rozmyślania Adrien i pomachał do przechodzącej Marinette. – Cześć, dziewczyny! – przywitał się z Marinette i Alyą, bo oczywiście szły razem. Chloe prychnęła z irytacją. Że też one zawsze muszą być takie papużki-nierozłączki!

- Cześć! – odpowiedziała z uśmiechem Alya. Nie uśmiechała się do Chloe, o nie. Uśmiechała się do Adriena. Chloe poczuła, że została zignorowana.

- Cześć! – przywitała się nieśmiało Marinette, która wyglądała tak, jakby zaraz miała uciec do klasy.

- Wiedziałyście, że Chloe ma dzisiaj urodziny? – zagaił Adrien.

Marinette i Alya zatrzymały się w pół kroku.

- Wszystkiego najlepszego, Chloe! – powiedziały jednocześnie i spojrzały na siebie zdumione.

W następnej sekundzie roześmiały się, ale Chloe nie była tak rozbawiona tym żartem. Dodatkowo zirytował ją Adrien, który chyba nie umiał czytać między wierszami i zamiast spędzić z nią te parę minut przed lekcjami, otoczył się postronnymi ludźmi. W tym tą wyjątkowo wnerwiającą Marinette! Jeszcze tylko brakuje tego całego Nino!

Och, miała ochotę kogoś rozszarpać! Tymczasem Adrien wkopywał ją coraz bardziej, bo właśnie wyjawił:

- Chloe urządza dzisiaj imprezę urodzinową. Myślę, że chyba wszyscy będziemy zaproszeni, prawda Chloe?

- Och, jeszcze nie rozmawiałam z papciem, Adrien! – rzuciła zdawkowo.

- Ale mówiłaś… - brnął dalej Adrien.

- To chyba oczywiste! – prychnęła Alya, przewracając oczami. – Impreza będzie tylko dla śmietanki towarzyskiej, co Chloe? – zapytała złośliwie.

Co za potwarz! Jak ona śmie?! No, w sumie miała rację. Tak by wypadało zrobić. Ale przecież Chloe nie może teraz wypaść na jakąś zarozumiałą snobkę! Nie przy Adrienie! Co robić? Co robić?

- Im nas więcej, tym weselej! – odpowiedziała nagle, sama zdumiona swoim pogodnym tonem. – Zaraz zadzwonię do papy i zapytam. On nigdy mi nie odmawia. No to widzimy się o siódmej!

I czym prędzej odeszła od nich pod pretekstem wykonania kilku telefonów. Musiała przecież zlecić organizację imprezy! Uzyskanie pozwolenia było formalnością. Zatrudnienie najlepszej organizatorki przyjęć w Paryżu było pestką. Najgorzej przedstawiała się perspektywa zaproszenia kolegów z klasy… Och… Przełamać w sobie tę niechęć. Przecież raz już to zrobiła. Może to zrobić jeszcze raz.