Następnego ranka Chloe wciąż nie mogła uwierzyć, że przetańczyła cały wieczór z jednym chłopakiem. W dodatku nieznajomym! Nie chciała przyznać się do tego głośno, a i po cichu nie przyszło jej to łatwo – że bawiła się z nim naprawdę wspaniale!

Okazało się, że tańczył wyśmienicie. Jako znawczyni niejednej dziedziny życia – och, żeby nie powiedzieć, że niemal wszystkich! – mogła ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że musiał pobierać lekcje tańca. Tańcząc z nim, czuła się lekka jak piórko. A była dość wybredna, jeśli chodzi o partnerów. Nie po to tatuś wywalał tyle kasy na jej lekcje w najlepszych szkołach tanecznych, żeby potem obłapiali ją neandertalczycy pokroju takiego Kima!

Kiedy wszyscy goście już wyszli, ze zdumieniem stwierdziła, że nawet nie poznała imienia swojego towarzysza wieczoru. Nic jej o sobie nie powiedział, choć wydawało jej się, że ciągle rozmawiali. Jak to możliwe?

Prychnęła z frustracją w poduszkę. Zamierzała wylegiwać się bez końca w swoim wielgaśnym łóżku, jako że była sobota i nie miała nic specjalnego do roboty. Popołudniu pewnie wpadnie Sabrina z odrobionymi lekcjami dla niej. Tak, życie toczy się dalej. A o wczorajszym dniu najlepiej będzie zapomnieć.

Z tym postanowieniem wstała wreszcie z łóżka. Szybko się ubrała i zbiegła na dół na śniadanie. Zupełnie, jakby nic się wczoraj nie wydarzyło. Chloe miała już wprawę w zagłuszaniu niechcianych myśli. Tego dnia jednak jej sposoby nie zadziałały. Siedząc nad croissantem, głowę miała wciąż nabitą myślami o tajemniczym chłopaku. Całkowicie wytrącało ją to z równowagi!

Zaczęła zastanawiać się, jakim sposobem dostał się on na jej przyjęcie. Przecież zaprosiła tylko swoich kolegów z klasy. A ten chłopak na pewno nie chodził do jej klasy – ba, nawet nie chodził do jej szkoły. Na pewno by go zauważyła! Skąd zatem miał zaproszenie? Jak wszedł do hotelu? Ochrona by go nie wpuściła, gdyby nie miał wejściówki!

Po drugie przeanalizowała sobie ich rozmowę i doszła do wniosku, że strasznie głupio dała się podejść. Właściwie, gdyby nie to, że tak świetnie tańczył, to powinna go spławić po jednym tańcu. I jak on sprawił, że uleciała z niej cała złość i frustracja? Nawet przestała zwracać uwagę na tę denerwującą Marinette Dupain-Cheng i jej tańce z Adrienem! I zaraz… Czy tylko jej się wydawało, że oni wychodzili z jej przyjęcia razem? I to w dodatku trzymając się za ręce?! Czy tylko jej się to śniło?

Miała totalny mętlik w głowie!

Zamiast dojść do jakichkolwiek wniosków, z jeszcze większym znakiem zapytania wracała do swojego apartamentu. Nagle stanęła jak wryta przed swoimi drzwiami. Na progu ktoś zostawił czerwoną różę. I bilecik. Rozejrzała się niepewnie po korytarzu, ale nie dostrzegła nikogo. Schyliła się powoli i podniosła kwiat i karteczkę. Przeczytała: „Dziękuję za cudowny wieczór. J." i zarumieniła się. Chyba po raz pierwszy w życiu…

x x x

A zatem jego imię zaczyna się na „J". Wiele jej to nie powiedziało. Nie znała żadnych J-ów. Jedyny „J.", który przychodził jej do głowy to był znany rockman Jagged Stone, który na pewno nie miał nic wspólnego z chłopakiem z imprezy urodzinowej.

Było niedzielne popołudnie i Chloe wygrzewała się na tarasie. Róża, którą dostała wczoraj w tak tajemniczy sposób, stała dumnie w wazonie na toaletce. Bilecik z podziękowaniem został schowany do szuflady, w której Chloe trzymała tylko najważniejsze skarby. Wczoraj czytała go chyba tysiąc razy, a za każdym razem w okolicach żołądka czuła dziwną sensację.

W tym podarowaniu jej róży było coś romantycznego, czego Chloe nie próbowała po staremu zagłuszyć. Wręcz przeciwnie, pozwoliła samej sobie na dość śmiałe przypuszczenie, że ów tajemniczy chłopak może żywić wobec niej jakieś życzliwe uczucia. I nawet nie miałaby nic przeciwko w pozwoleniu mu na ich okazywanie. Nie, żeby sama coś tam do niego żywiła. No, ostatecznie może uznać, że obiektywnie jest przystojny, wspaniale tańczy i jest błyskotliwy, bo zabawiał ją rozmową, a ona nawet nie zauważyła, kiedy minął cały wieczór. Ale nie, żeby od razu się w takim zakochiwać. Skoro nie zakochała się nawet – NAWET! – w Adrienie, to nie ma na świecie człowieka, dla którego mogłaby stracić głowę!

Nagle rozmyślania przerwał jej hałas, który rozległ się na ulicy. Ktoś komuś chyba zajechał drogę, ktoś hamował, ktoś inny trąbił. Zirytowana podniosła się z leżaka. Podeszła do barierki i spojrzała w dół. Zaraz zadzwoni do tatusia, żeby nasłał na tych natrętów jakąś policję z mandatami! Wtem zamarła w bezruchu i wstrzymała oddech. To on! Jej J. To znaczy nie „jej"! Po prostu J. Co on tu robił?

Obserwowała z góry, jak zsiada ze skutera i podchodzi z jakąś paczką do drzwi. Nie słyszała słów, ale mogła się domyślić, że ma dla kogoś przesyłkę. Po chwili wsiadł z powrotem na skuter i odjechał sprzed hotelu. Aż westchnęła rozczarowana. J. był gońcem. Zwykłym najzwyklejszym gońcem!

Nic dziwnego, że wkręcił się na jej przyjęcie! Jeśli na stałe kursował na trasie do hotelu Le Grand Paris, to portierzy i ochrona doskonale go znali. Przeszedł obok nich bez problemu zarówno przed przyjęciem, jak i wczoraj z różą dla niej. Prychnęła z irytacją. Ależ się dała podejść! I jeszcze ta róża!

I pomyśleć, że już prawie, prawie… Och! To było nie do zniesienia! Cóż za rozczarowanie! Nic dziwnego, że do niej uderzał. Musiała być to dla niego niezła nobilitacja! Tańczyć z samą Chloe Bourgeois! A ona mu jeszcze pozwoliła na to przez całą imprezę! Boże, jak to się wyda, to stanie się pośmiewiskiem całej szkoły. A nawet i całego Paryża!

Wpadła do pokoju jak burza. Wściekłym wzrokiem zmierzyła różę. Miała wielką ochotę rozszarpać ją na strzępy. Ale powstrzymała się w ostatniej chwili. Zbyt piękny był ten kwiat, żeby go niszczyć w złości. Musi gdzieś się wyładować. Chwyciła żakiet i torebkę i ruszyła w stronę drzwi. Pukanie rozległo się dokładnie w momencie, kiedy naciskała klamkę. Wystraszyła się i na dosłownie ułamek sekundy zapomniała o swojej wściekłości. Ale to był tylko ułamek sekundy. Szarpnęła klamkę gwałtownie, przyprawiając lokaja niemalże o zawał.

- P-panienko Chloe. Mam przesyłkę.

- Dzięki, Jean-Jacques – rzuciła szybko i wyrwała mu paczkę.

Szybko zamknęła drzwi i obejrzała przesyłkę. Rozmiar i kolor paczki pasował do pudełka, które przyniósł J. Prychnęła jak rozzłoszczona kotka. Goniec! Co za potwarz!

Ale ciekawość zwyciężyła. Rozerwała papier i czym prędzej zajrzała do pudełka. W środku był liścik spoczywający na czymś, co wyglądało jak… peruka? Wzięła list delikatnie dwoma palcami, żeby przypadkiem nie dotknąć tych brrr… sztucznych włosów.

Chloe,

Wiem, że znalazłaś różę ode mnie. Chciałbym Cię bardzo przeprosić za brak manier. Uświadomiłem sobie, że się nie przedstawiłem. Mam na imię Jerome. I chciałbym Ci jeszcze wyjaśnić parę rzeczy. Czy zgodziłabyś się spotkać ze mną jutro po szkole w parku? Tak pomyślałem, że może będziesz wolała spotkać się incognito. Stąd pomysł z rudą peruką. Jeśli Ci się nie podoba, potraktuj to jako żart.

Ale zaproszenie jest na serio.

J."

No i masz ci los!

Nadal nic nie wiedziała, a jeszcze uleciała z niej cała złość. Co ona ma teraz o tym wszystkim myśleć?!