Chloe wiedziała, że musi być konsekwentna. Kiedy więc w poniedziałek po lekcjach poczuła nieodpartą chęć pójścia do tego samego parku, w którym tydzień wcześniej tak strasznie pokłóciła się z Jerome'em, postanowiła pójść za tym impulsem. Nie rozumiała za bardzo, skąd jej się to wzięło. Być może gdzieś w podświadomości wciąż tkwiło wspomnienie tej okropnej rozmowy, którą odbyli dokładnie tydzień temu. A może… może… może był to jakiś podszept Przeznaczenia? Nie dopuszczała do siebie tego wyjaśnienia, dopóki nie zauważyła Jerome'a siedzącego dokładnie na tej samej ławce w parku.

- Skąd wiedziałeś, że to list od mojej mamy? – zapytała go wprost. Bez żadnego powitania i kurtuazyjnej gadki-szmatki.

- Sama mi go wręczyła – odpowiedział jak to on, także wprost i bez ogródek.

Chloe chyba pierwszy raz w życiu zabrakło słów. Wpatrywała się w niego osłupiała, nie potrafiąc sklecić nawet jednego zdania.

- Przepraszam… - szepnął. – Nie chciałem, żeby zabrzmiało to tak obcesowo.

Chloe nadal milczała. Nagle poczuła, że oczy podejrzanie jej wilgotnieją. O nie, nie, nie. Nie może się rozkleić przy byle gońcu!

- Hej, no nie płacz… - Zerwał się z ławki i przygarnął ją do siebie, obejmując mocno.

Powinna się wyrwać i odejść z podniesionym czołem. Zamiast tego wtuliła się w niego, a z jej piersi wyrwał się żałosny szloch. Poczuła, że gładzi ją po włosach. Nie oponowała. To było takie… uspokajające. Podobnie jak wsłuchiwanie się w bicie jego serca.

- Koniecznie chciała wiedzieć, jak zareagujesz na ten list. Miałem czekać – mówił powoli, a słowa rozpływały jej się w głowie. Były takie kojące. Jak wiadomość od mamy. – Bardzo się wzruszyła, kiedy jej powiedziałem, że wyszłaś przeczytać jej list na osobności.

- Czekaj! Chcesz mi powiedzieć, że ty… znasz moją mamę?! – Była tak zaskoczona, że od razu się uspokoiła.

Spojrzała na niego, nawet nie zwracając uwagi na to, że wciąż trzymał ją w objęciach. Łzy powoli wysychały na jej policzkach. Co innego wręczenie gońcowi listu, a co innego podzielenie się z nim emocjami po usłyszeniu relacji z przekazania go adresatce. Kim jej mama była dla Jerome'a?

- N-no znam… - zająknął się. – Pracuje u mojego… taty…

- Czyli jest tutaj? W Paryżu? – dopytywała się gorączkowo. – Dlaczego nie odezwała się do mnie? Dlaczego się przede mną ukrywa?

- Wiesz, Chloe… - Uśmiechnął się trochę zażenowany. – Nie jestem pewien w stu procentach, ale może jest jej wstyd, że cię zostawiła? A może się boi, że jak się spotkacie, odtrącisz ją na zawsze.

- To ona mnie odtrąciła! – żachnęła się Chloe, nie wiedzieć czemu zła na Jerome'a. Dlaczego on bronił jej matki?

- Nie, Chloe. Ona chyba nigdy nie przestała żałować, że odeszła i zostawiła ciebie.

- Skąd ty to wiesz? – szepnęła zdumiona.

- Domyślam się tylko. Czytam między wierszami. Mówiłem ci, że umiem obserwować. I wyczuwać emocje.

- Ale nie jesteś Władcą Ciem? – spytała, mrugając do niego.

- Już ci kiedyś powiedziałem, że nie. – Roześmiał się.

- I co było dalej? No wiesz… Kiedy powiedziałeś mojej mamie, że wyszłam.

- Było mi przykro, że nie mogę jej powiedzieć nic więcej. Ale to jej wystarczyło. A potem… - zawahał się.

- Co potem? – podchwyciła natychmiast.

Uśmiechnął się zakłopotany.

- Potem poprosiła mnie, żebym się wkręcił na twoje przyjęcie.

- Czyli to ona cię na mnie nasłała?

- Nie do końca. – Uśmiechnął się z przekąsem. – Miałem stać na uboczu. Nie rzucać się w oczy. Podpatrzeć cię dla niej. Ale mi nie wyszło.

- No, nie bardzo… - Odwzajemniła uśmiech.

- Ale musiałem do ciebie podejść. Strasznie mi się zrobiło ciebie żal. Wszyscy się bawili na twoim przyjęciu, tylko ty byłaś całkowicie osamotniona.

- Nawet ich nie lubię – wyznała. – Zaprosiłam ich, bo Adrien mnie podpuścił.

- Ale gdyby cię zaczęli lubić, to chyba nie wzbraniałabyś się, co?

- No nie wiem… Może?

- Wiesz, Chloe? – zaczął, a ona uśmiechnęła się do siebie.

Ileż to już razy tak zaczynał zdanie? Najczęściej po nich mówił coś ważnego. Dzielił się z nią jakąś tajemnicą albo czymś bardzo, ale to bardzo osobistym.

- Yhm. Wiem – mruknęła.

- Nawet nie wiesz, co chciałem powiedzieć! – zdziwił się.

- Myślę, że wiem. Chciałeś powiedzieć, że jestem fajna. – Mrugnęła do niego.

- Prawie! – Roześmiał się, po czym dodał szybko: - Co nie znaczy, że nie jesteś! Chciałem powiedzieć, że cieszę się, że twoja mama poprosiła mnie o dostarczenie ci listu.

- A wiesz? Ja też się cieszę – odpowiedziała, czując, że te słowa płyną gdzieś z głębi jej duszy.