Chloe jeszcze nigdy nie czuła się tak zdenerwowana, jak w to piątkowe popołudnie. Za namową, a może dzięki jeszcze jakimś dodatkowym działaniom Jerome'a dzisiaj miała spotkać się ze swoją mamą. Nie do końca jeszcze rozumiała udział tego chłopaka w całej tej historii. Wciąż wydawało jej się dziwne, że mama wybrała jakiegoś gońca do znalezienia sobie drogi powrotu do Chloe. Próbowała kilkakrotnie podpytać Jerome'a o szczegóły, ale za każdym razem umiał wymigać się od odpowiedzi.

Wyjaśnienie tej zagadki zostawiła sobie na później. Teraz musiała zmierzyć się z własnymi demonami. Bo oto za chwilę miała spotkać się z mamą. Po latach. I jeszcze w tajemnicy przed tatusiem. Taki był warunek postawiony przez mamę.

- Nie wiem, czy to dobry pomysł... – mruknęła w stronę Jerome'a, wycierając spocone dłonie w sweter.

- Wiesz, że twoja mama powiedziała dokładnie to samo przed chwilą? – Uśmiechnął się. – No, chodź. Będzie dobrze...

- Skąd wiesz? – spytała szeptem.

- Mam dobre przeczucie. Uśmiechnij się, to nie wizyta u dentysty – szepnął i dotknął jej policzka.

Chloe na chwilę straciła poczucie czasu i rzeczywistości. Zatonęła w jego granatowych oczach i właściwie... Właściwie… Właściwie to on by mógł…

- No, chodź… - Uśmiechnął się i wziął ją za rękę.

Poszła za nim oszołomiona. Co się właściwie wydarzyło przed chwilą? I dlaczego tak bardzo jej się to spodobało? Zapomniała nawet o swoim zdenerwowaniu. Dopiero kiedy otworzył przed nią drzwi i zobaczyła swoją mamę, wrócił cały lęk przed spotkaniem z nią.

Stała przy oknie. Ubrana była w elegancki kostium – bardzo klasyczny: czarna kopertowa spódnica, biała bluzka, dopasowany żakiet. Bez zarzutu. Włosy upięte miała w kok. Oczy utkwione w Chloe pełne napięcia i oczekiwania.

Chloe poczuła, że uścisk dłoni Jerome'a słabnie. Jakby chciał ją zostawić sam na sam z mamą. Odruchowo ścisnęła mocniej jego rękę i spojrzała na niego błagalnie, żeby został. Uśmiechnął się do niej ciepło i uścisnął jej dłoń w odpowiedzi.

- Będzie dobrze, pamiętasz? – szepnął i mrugnął do niej.

I wyszedł.

Chloe stała przy drzwiach, nie mogąc zrobić ani kroku w stronę mamy, która także stała przy oknie zupełnie bez ruchu. Wpatrywały się w siebie i… milczały.

- Jesteś jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach… - szepnęła wreszcie mama.

Jak bardzo musiało być cicho w tym pokoju, skoro Chloe usłyszała te słowa, stojąc tak daleko od niej?

- Widziałaś moje zdjęcia? – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło.

- Jesteś przecież najważniejszą nastolatką w całym Paryżu – wyjaśniła łagodnie mama. – Bardzo często pojawiałaś się w telewizji.

- Przez cały ten czas byłaś tu, w mieście?

Chloe czuła narastającą wściekłość. Miała mamę na wyciągnięcie ręki, a ona nie zrobiła nic, żeby spotkać się ze swoją dorastającą córką?! To przez nią Chloe wyrosła na osobę niepotrafiącą kochać! Ani nikomu zaufać!

Mama kiwnęła tylko głową.

- Nie przyszło ci na myśl, żeby spotkać się ze mną choć raz? – wycedziła Chloe, czując, że tajfun wściekłości wkrótce znajdzie ujście.

- Nie mogłam… - wykrztusiła mama, a po jej policzku spłynęła łza.

- Wstydziłaś się! – rzuciła Chloe.

- To też… Ale nie o to… - Audrey urwała i potrząsnęła głową.

- A o co?! – dopytywała się jej córka coraz bardziej napastliwym tonem.

- Nie było mi wolno! – wyrwało się mamie.

- Że co? – Z Chloe od razu uciekła cała złość. Nie pierwszy raz od urodzin jej emocje zmieniały się w ułamku sekundy.

- Taka była cena za wolność. – Westchnęła mama i wtedy się rozpłakała.

Chloe stała niezdecydowana w drzwiach. Coś w sercu ją szarpnęło w stronę mamy, żeby ją po prostu po ludzku przytulić. I to Coś zagłuszyło już resztki tej wściekłości nagromadzonej przez lata, potem dokładnie ukrytej pod pozorami bycia szczęśliwą córeczką tatusia, a ostatnio obudzonej niespodziewanym pojawieniem się w jej życiu mamy. I Jerome'a.

Z oporem, ale jednak zrobiła pierwszy krok, a zaraz potem i drugi. A potem już było łatwo. Podbiegła do mamy i mocno ją objęła. I mama rozszlochała się już na dobre.