Sasuke stał właśnie przed Hokage i resztą Jouninow Konohy zwinięty w kaftan bezpieczeństwa a oczy zapieczętowane specjalną opaską.
Tsunade:Sasuke Uchiha, dziś zaatakowałeś swojego towarzysza oraz mieszkańca własnej wioski zamiarem zabicia, jest to poważne przewinienie równoznaczne z zdradą, na jakiś czas zostaniesz zamknięty w celi, dopóki nie wymyślimy co z tobą zrobić, zaprowadzcie go do jego celi.
Kiedy ANBU wykonało rozkaz Hokage, zaczęto naradę.
Tsunade:Więc, co zrobimy sprawą z Sasuke?
-Uchiha zdradził Konohe w momencie ataku na Naruto, a karą za zdradę jest śmierć.
Anko:Z tego co mi mówiła Izumi, wygląda na to że Sasuke znowu poddał się przeklętej pieczęci Orochimaru.
-Z drugiej strony zabijając go, Konoha straci Sharingana.
Tsunade:Nie zupełnie, jest jeszcze Izumi no i Itachi, także Sharingan będzie dalej przekazywany kolejnym pokoleniu.
-Racja.
#Szpital Konoha 3 dni później...
Rany Naruto szybko się zagoiły dzięki chakry Kuramy, blondyn zaczął się budzić, pierwsze co poczuł to jak ktoś gładzi jego włosy, gdy spojrzał przed siebie zauważył Izumi.
Naruto:Izumi-chan...
Izumi:Naruto-kun, całe szczęście nareszcie się obudziłeś, jak się czujesz? (spytała przytulając go)
Naruto:Trochę obolały, ale bywało gorzej, co z Sasuke?
Izumi:Sasuke obecnie jest zamknięty w celi i czeka na proces.
Naruto:Co, dlaczego?
Izumi:Jak to dlaczego, przecież on prawie cię zabił, zaatakowanie własnego mieszkańca Konohy z zamiarem zabicia oznacza zdradę.
Naruto:Cholera, muszę iść i porozmawiać z babunią, to był tylko przyjacielski sparing.
Izumi:Przyjacielski sparing, on cię o mało nie zabił, musi ponieść konsekwencje za swoje czyny, mimo że to mój Kuzyn powinien zdawać sobie sprawę z tego co robi, jest w końcu shinobi.
Naruto wiedział że to co powiedziała Izumi miało sens, ale jednak chciał pomóc swojemu przyjacielowi, zaczął się zastanawiać
Kilka dni później...
Sasuke nadal przesaidywał w celi, nagle rozlekł się hałas, strażnicy w ułamku sekundy padli martwi na ziemię, przed celą stanęli 4 osoby, byli to 3 mężczyźni i jedna rudowłosa kobieta.
Sasuke:Kim jesteście?
Sakon:Nazywam się Sakon, a to Jirobo, Tayuya oraz Kidomaru, jesteśmy czwórka dźwięku, przybyliśmy na zlecenie Orochimaru, mamy sprowadzić cię do niego.
Sasuke:Nigdzie się nie wybieram.
Kidomaru:Czyli co, chcesz nadal siedzieć w tej ochydnej celi czekając na śmierć, zapominając po co żyjesz?
Tayuya:Siedząc tutaj nigdy nie zabijesz Itachiego, chodź z nami a lord Orochimaru da ci moc.
Jirobo podszedł do Sasuke i uwolnił go z kawtanu oraz opaski pieczętującej.
Sakon:Będziemy czekać przed wioska, zastanów się i lepiej zrób to szybko, zanim jakiś pies z Konohy tu przybędzie. (powiedział po czym cała czwórka zniknęła)
Sasuke:"Moim celem jest zabicie Itachiego, a do tego będzie mi potrzebna moc" (pomyślał zaciskając pięści)
Sasuke udał się do swojego domu i spakował swoje rzeczy, nim opuścił mieszkanie spojrzał jeszcze na zdjęcie swojej drużyny. Kiedy miał opuścić Konohe natknął się na dwóch Chuuninów stojących przy bramie, chcieli powstrzymać Uchihe ale zostali obezwładnieni przez Kidomaru.
Sakon:Sasuke-san, podjąłeś właściwą decyzję.
Sasuke:Hmpf...To dopiero początek.
Następnego dnia rano, Naruto został wezwany do Konohy i poinformowany o tym że Sasuke uciekł z celi i wyruszył do Orochimaru, następnie razem z Shikamaru, Nejim, Choujim oraz Kibą przygotowali się do misji, nim wyruszyli w bramie pojawiła się Sakura.
Sakura:Naruto, proszę to najważniejsza prośba w moim życiu, błagam sprowadź Sasuke.
Naruto:Jasna sprawa, sprowadze go do Konohy nawet jeśli miałbym użyć siły, to obietnica życia.
Shikamaru:Dobra ruszamy, już straciliśmy wystarczająco dużo czasu.
I tak cała piątka ruszyła w pogoń za Sasuke.
