Marinette wiedziała już jedno. W jej życiu nic już nie było takie samo. Nadal nie wiedziała, co ma z tym zrobić i jak dojść ładu z tym bałaganem w jej sercu. Ale wiedziała na pewno, że w niepojęty dla niej sposób Czarny Kot zaczął wypierać z jej serca Adriena…
Pierwszy sygnał, że coś zaczęło się zmieniać, zanotowała w poniedziałkowy poranek, kiedy w szkole po raz pierwszy od ponad roku zachowała całkowity spokój przy Adrienie. I to nie taki pozorny spokój, jaki udawało jej się już od paru miesięcy zachowywać w jego obecności, ale taki prawdziwy – wewnętrzny. Po prostu nagle ustały te wszystkie motyle w jej brzuchu, które powodowały te dziwne wybuchy ekscytacji i popychały ją do robienia tych wszystkich głupot, kiedy tylko Adrien się do niej odezwał, spojrzał na nią albo po prostu był w pobliżu.
Najpierw zaniepokoił ją brak tych objawów. Potem poczuła ulgę, że normalnieje. A następnie wpadła w panikę, że zaczyna się zakochiwać w Czarnym Kocie, co oczywiście nie mogło mieć miejsca! Biedronka musi zachować pełen profesjonalizm! Nie może sobie pozwolić na jakieś sentymenty wobec swojego partnera! Zaraz się jednak uspokoiła. Była zbyt rozsądna na tracenie głowy dla Czarnego Kota. Co z tego, że okazał się wrażliwym i inteligentnym chłopakiem? Myślącym o innych. I jednocześnie takim… pociągającym? Nie. Nie! Tego ostatniego wcale nie pomyślała!
Westchnęła z irytacją.
- Wszystko w porządku, Marinette? – spytała ją Alya.
- Jasne! – odpowiedziała z udawaną swobodą.
- Może poszłybyśmy dzisiaj razem do kina? – zaproponowała Alya.
- Bardzo chętnie. Przyda mi się chwila relaksu – zgodziła się Marinette, otrząsnąwszy się już z dziwacznych myśli o Czarnym Kocie.
- Będziesz miała coś przeciwko, jeśli Nino i Adrien do nas dołączą?
- Nie, skądże – odpowiedziała beztrosko Marinette, zupełnie nie zwracając uwagi na zdumione spojrzenie swojej przyjaciółki.
- Marinette?
- No co?
- Nie… nie chcesz mi o czymś powiedzieć?
- O czym?
- N-no… nie wiem… Dziwnie się zachowujesz…
- Nie martw się, Alya. Ja po prostu… - Marinette urwała na chwilę, po czym dokończyła z uśmiechem: - Chyba normalnieję.
- To… nie masz nic przeciwko temu, żeby Adrien poszedł z nami do kina?
- Absolutnie. Wszystko w porządku. A na co idziemy?
- Grają dzisiaj u nas taki mini-maraton filmowych wersji bajek Disneya. No wiesz… Aktorska wersja „Kopciuszka" i „Pięknej i Bestii".
- Naprawdę? – Marinette uniosła brwi z niedowierzaniem. – Namówiłaś chłopaków na coś takiego?
- No, aż sama się zdziwiłam. – Roześmiała się Alya. – To znaczy, wiesz… - Uśmiechnęła się szeroko i mrugnęła porozumiewawczo. – Nino pójdzie ze mną na każdy film. Ale Adrien naprawdę mnie zdziwił. Nie sądziłam, że się zgodzi. Ale jak tylko usłyszał, że wybierasz się z nami, zgodził się bez wahania! – dodała znacząco.
- Aha… - mruknęła Marinette.
- Aha?! – wykrzyknęła Alya. – Tylko tyle?
- No, a co mam powiedzieć?
- Wyście się pozamieniali uczuciowo, czy co?!
- Jestem pewna, że Adrien ma zupełnie inne powody, żeby pójść z nami do kina. Nie dam się wkręcić – powiedziała Marinette poważnym tonem. – Nie będę się karmić nieuzasadnioną nadzieją. Już nie. Tamte lody wylądowały na ziemi, Alya.
- Och, Marinette! – Westchnęła współczująco przyjaciółka.
- Już dobrze, Alya. Nic się nie martw. Wszystko w porządku. – Uśmiechnęła się dzielnie Marinette. – Już wszystko w porządku – powtórzyła cicho.
Jej złamane serce jakimś niepojętym sposobem się posklejało…
- Czyli idziemy na podwójną randkę? – dopytywał się Plagg, latając Adrienowi dookoła głowy, co doprowadzało chłopaka do szału.
- To żadna randka! – powtórzył po raz dziesiąty Adrien. – Marinette…
- Tak, tak… Jest tylko przyjaciółką. – powtórzył znudzonym tonem Plagg.
- No właśnie! I to jest idealny sposób, żeby podnieść ją na duchu!
- Zabierając ją do kina? Na randkę? Oszalałeś?
- Na żadną randkę, Plagg! – zirytował się Adrien. – Idziemy tam z Alyą i Nino.
- No to przecież mówię, że podwójna randka.
- Plagg… - Adrien zawiesił głos ostrzegawczo, ale kwami spojrzało na niego z miną niewiniątka. – Już ci to tłumaczyłem. Trzeba podnieść Marinette na duchu. Musi zapomnieć o tamtym chłopaku przynajmniej na chwilę.
- I zacząć myśleć o tobie?
- Yghr… - Zgrzytnął zębami Adrien. – Co ty mi próbujesz wmówić?
- Ja nic. Ale nie boisz się, że ona… hmm… zacznie myśleć o tobie?
- Na pewno nie. Jesteśmy dla siebie przyjaciółmi. Ona by… ehm… nigdy nie myślała o mnie w ten sposób. Tak samo, jak ja nigdy bym tak o niej nie myślał. W sensie, że uczuciowym…
- Taaak… Jaaaasne… - potwierdził Plagg przeciągając samogłoski w powątpiewaniu.
Adrien postanowił zignorować swoje kwami i jego jawne insynuacje. Był bardzo zadowolony z tego, że Marinette wyglądała dzisiaj w szkole na całkowicie swobodną i wesołą. Tak, jakby przeszła już jej ta nostalgia, czy może połatała już swoje złamane serce. Tamten chłopak nie był jej wart.
Ucieszył się, kiedy Alya zaproponowała wspólne wyjście do kina. To mogło podnieść na duchu Marinette i pomóc utrzymać jej dobry nastrój. Poza tym będzie miał okazję poobserwować z bliska, czy już wszystko w porządku z jego przyjaciółką. I może choć w taki sposób odwdzięczyć się jej za wsparcie, jakiego mu udzieliła, choć był wtedy przecież Czarnym Kotem.
Umówili się pod kinem. Kiedy tam dotarł, Alya i Nino już stali przed wejściem i bardzo starali się nie obściskiwać w miejscu publicznym. Marinette stała obok i przyglądała im się z lekkim uśmiechem.
- Przepraszam za spóźnienie – przywitał się Adrien.
- Jesteś na czas, stary. Bez napinki! – Roześmiał się Nino.
- Idziemy? – zaproponowała Alya i weszła do środka w objęciach swojego chłopaka.
Adrien spojrzał niepewnie na Marinette. Ale ona zachowała się zupełnie swobodnie i ruszyła za nimi. A on po prostu dołączył do niej. Tak. Po prostu.
Usiedli obok siebie. Przypadek. Alya i Nino zajęli dwa pierwsze miejsca, więc pozostałe dwa przypadły Adrienowi i Marinette.
- Wszystko w porządku? – zapytał jeszcze zanim zgasły światła.
- W doskonałym – odpowiedziała mu z uśmiechem i utkwiła wzrok w ekranie.
Poszedł za jej przykładem. Ale od czasu do czasu zerkał na nią. Oczywiście po to, żeby się upewnić, że rzeczywiście już z nią wszystko dobrze. A poza tym bawiło go obserwowanie, jak emocjonalnie przeżywała film. Przecież „Kopciuszek" to nie jakaś trzymająca w napięciu opowieść i wszyscy znają zakończenie.
- Nie! – wykrzyknęła nagle razem z Kopciuszkiem, kiedy macocha rozbiła szklany pantofelek.
Nie wytrzymał i szepnął jej do ucha:
- Przecież to bajka. Wszystko dobrze się skończy.
Spojrzała na niego. Ich twarze dzieliły tylko centymetry. I oboje nagle wstrzymali oddech.
- Tak, wiem – odpowiedziała wreszcie szeptem.
Nie umiał jej odpowiedzieć. Szybko odwrócili wzrok od siebie. Adrien zastanawiał się przez chwilę, co by się stało, gdyby posłuchał nagłego impulsu, żeby wziąć ją za rękę. I zaraz się opamiętał. Co za myśli mu przychodzą do głowy! Przecież to Marinette!
A potem zaczął się drugi film. Nagle Adrien odkrył w nim ciekawy wątek i tak się wciągnął, że przestał już zwracać uwagę na samopoczucie Marinette. Kiedy Bella odwiedziła mieszkanie swoich rodziców w Paryżu i dowiedziała się od Bestii, co tam się wydarzyło, poczuł podejrzane pieczenie pod powiekami. Pomyślał o swojej mamie i strasznie za nią zatęsknił. I wtedy poczuł drobną dłoń na swojej zaciśniętej na oparciu fotela dłoni. Dłoń, od której biło ciepło i siła. Uśmiechnął się, nie patrząc nawet na Marinette. Ona też nie odrywała wzroku od ekranu.
Kiedy zapłonęły światła, spojrzeli zdumieni na swoje dłonie, za które wciąż się trzymali aż do napisów końcowych. Marinette miała zapłakane oczy. A on mimochodem stwierdził, że z tymi łzami w oczach wyglądała uroczo. I zaraz zawstydził się tych myśli, jakby były… niestosowne.
- Przepraszam – szepnęła skrępowana i wyswobodziła dłoń z uścisku. – Zawsze ryczę na takich wzruszających filmach.
Wyjęła z torebki chusteczkę i zaczęła doprowadzać się do porządku. A on myślał tylko o tym, jak miły był jej dotyk na jego dłoni.
Sala kinowa powoli się wyludniała. Alya i Nino sprawiali wrażenie, jakby chcieli się ulotnić, oboje jednak czuli się zobowiązani wobec Marinette i Adriena, którzy zostaliby w ten sposób sami – zdani na siebie, co prawdopodobnie doprowadziłoby do jakiejś towarzyskiej katastrofy. I tak pewnie by było, gdyby Marinette zachowywała się przy Adrienie po staremu.
- Alya, przecież widzę, że chcecie iść gdzieś jeszcze – szepnęła przyjaciółce Marinette. – Nie musisz się o mnie martwić. Ja sobie poradzę.
- No, ale…
- Spokojnie. Dam sobie radę. Nie chcę się czuć jak piąte koło u wozu.
- N-no dobra… - zgodziła się z wahaniem Alya.
- Ja cię odprowadzę – zaoferował się Adrien, który przysłuchiwał się rozmowie dziewczyn.
- Naprawdę nie trzeba! – zaoponowała Marinette.
- Żaden problem.
- Och, no to niech będzie… - Westchnęła Marinette, uparcie ignorując szeroki uśmiech na twarzy przyjaciółki, która sprawiała wrażenie zadowolonej z siebie swatki.
Rozdzielili się. Alya i Nino w objęciach skierowali się w stronę pobliskiej kawiarni, zaś Marinette i Adrien ruszyli przed siebie. Nagle rozległ się huk i przez wielkie megafony odezwał się zniekształcony głos obwieszczający przejęcie władzy nad miastem przez kogoś, kto się nazwał „Jestem Coco".
Marinette spojrzała z przerażeniem na Adriena. Co teraz? Paryż potrzebował Biedronki, a ona właśnie utknęła na spacerze z chłopakiem! Pomyślała szybko i powiedziała:
- Zapomniałam telefonu z kina!
- Wracamy?
- Dam sobie radę. Domyślam się, gdzie został – odpowiedziała szybko, modląc się w duchu, żeby jednak za nią nie poszedł.
Adrien sprawiał jednak wrażenie, jakby sam był rozdarty.
- Pójść z tobą? – spytał, chwytając ją za rękę. Ścisnęła jego dłoń.
- Ukryj się gdzieś! – poleciła.
Nie zdawała sobie sprawy, że powiedziała to po biedronkowemu. Ale nie miała głowy do tego, żeby się nad tym teraz zastanawiać. Zerknęła tylko kątem oka czy jej posłuchał i pobiegła w stronę kina. Obejrzała się jeszcze za siebie, czy nikt jej nie widzi, skręciła w zaułek i szepnęła „Tikki, kropkuj!". Po chwili była już Biedronką i biegła na spotkanie ze złoczyńcą.
Spotkali się z Czarnym Kotem na Wieży Eiffla.
- Dobry wieczór, Biedronsiu! – przywitał się jej partner. – Mam nadzieję, że atak akumy nie popsuł ci wieczoru tak jak mnie.
- Miałeś plany na wieczór? – spytała Biedronka, ignorując podejrzane ciepło na swoich policzkach.
- W takich chwilach czuję się niewolnikiem poczucia obowiązku.
- Taka praca, Kocie – odparła chłodno, zagłuszając dziwny ucisk w sercu niebezpiecznie przypominający zazdrość. – Co my tu mamy? – zmieniła temat.
- Wygląda mi to na jakąś niespełnioną modelkę?
- Modelkę? – zdziwiła się. – Jeśli nazwała się „Coco", to raczej projektantka…
- Masz rację – przytaknął Czarny Kot. – Czekaj! Przecież za niecały miesiąc zaczyna się Paryski Tydzień Mody!
- Skąd wiesz? – spytała Biedronka.
- Całe miasto obwieszone jest plakatami – odpowiedział po chwili namysłu.
Towarzyszył temu rumieniec, bo jednak trochę skłamał. Doskonale wiedział o tym wydarzeniu od ojca. I miał przeczucie, że to właśnie Gabriel Agreste mógł maczać palce w doprowadzeniu jakiejś projektantki do stanu, który przyciągał akumy Władcy Ciem.
- No to przynajmniej coś wiemy – mruknęła Biedronka, ignorując rumieniec Czarnego Kota. – Chodźmy się z nią zatem rozprawić!
I pobiegli.
To była kolejna ciężka walka. Ostatecznie po raz kolejny udało się pokonać ambitną Coco i naprawić szkody magicznym zaklęciem „Niezwykła Biedronka!"
I nagle było już po wszystkim. Stanęli naprzeciwko siebie niezdecydowani. Biedronka wiedziała, że musi wracać szybko do kina i jakoś wytłumaczyć się Adrienowi, że szukała telefonu dłużej, niż planowała. Ale przed odejściem musiała zrobić coś jeszcze. Zrobiła krok w jego stronę i szepnęła nieśmiało:
- Chciałam ci jeszcze podziękować, Czarny Kocie.
- Podziękować? – powtórzył w osłupieniu.
- Za ratunek ostatnim razem. Za to, że odprowadziłeś mnie do… - prawie jej się wymsknęło „do domu", ale dokończyła szybko: - …do przyjaciółki.
- Tylko jej mogłem zaufać. Ona jedna nie zdradziłaby nikomu naszych tożsamości.
Biedronce coś wielkiego urosło w sercu, gdy to usłyszała. Niby powiedział jej to ostatnio – no, może używając nieco innych słów… Ale dzisiaj usłyszała, jak mówi to Biedronce, nie Marinette. I aż zapłonęły jej policzki, kiedy usłyszała ton jego głosu. Było w nim coś takiego… Takiego specjalnego.
- W każdym razie… Dziękuję – szepnęła zarumieniona.
Położyła mu dłoń na ramieniu i stanęła na palcach, żeby pocałować go w policzek – tak, jak on pocałował ją, dając jej różę. I nie wiadomo, czy to Czarny Kot odwrócił twarz, spoglądając zdziwiony na jej dłoń na swoim ramieniu, czy może to ona zmieniła zamiar w ostatniej chwili pod wpływem tego, co przed momentem powiedział… Ale ostatecznie Biedronka pocałowała Czarnego Kota prosto w usta.
Spojrzał na nią zdumiony, ale zaraz spłynęła na niego błogość, objął Biedronkę i zamknął oczy.
- Marinette… - szepnął po chwili, nie otwierając oczu.
- Tak? – szepnęła w odpowiedzi.
I nagle uświadomiła sobie, że jest Biedronką. Zarumieniła się i uciekła. Po prostu… uciekła.
