Disclaimer: I don't own Harry Potter.
Autor oryginału: Kestrelcadiz (CeNedraRiva)
Link do oryginału: /works/5953426/chapters/13684651
Zgoda na tłumaczenie: jest
Paring: TMR / HP
Ostrzeżenia: Slash
Pragmatyczne Oświadczyny
Naprawdę, Tom nie wiedział kiedy to wymknęło się spod kontroli. Przecież nigdy wcześniej o niczym tak istotnym nie zapomniał, a jednak… To nie było w jego stylu.
Już od miesiąca rozważał ten pomysł i odpowiednio wcześniej zajął się organizacją całego przedsięwzięcia. W końcu spotykali się już od ponad trzech lat a ich związek stał się stabilniejszy i silniejszy. Z osobistych obserwacji wywnioskował, że trzy lata to odpowiedni moment - przełomowy. Decydował o pozostaniu w związku lub rozejściu się. Tom nie zamierzał pozwolić Harry'emu odejść.
Aranżacja wydawała się iście doskonała. Harry uwielbiał romantyzm a Tom manipulacje. Wszystko było na dobrej drodze.
Więc kupił pierścionek.
To kolejny przykład tego, jak zawodzi go logika, gdy w pobliżu jest Harry. Jak wielkim psychopatą był chcąc wziąć ślub z powodu wygody społecznej? Oczywiście, innym powodem będącym zdecydowanie na dole listy wszystkich innych, było utrzymanie Harry'ego szczęśliwego. Na stałe. Bezdyskusyjnie. Tak właśnie powinno być a małżeństwo dawało takową gwarancję. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę te wszystkie puste, głupie kobiety, które na upartego sądziły, że mogą Harry'ego "naprostować" na właściwą, heteroseksualną drogę.
Nie chciał, żeby tak się skończyło.
Prawdę mówiąc, na wieczór zaplanował miłą, wysokiej klasy kolację, prywatny pokój - wszystko było idealne. A potem przedłużyły się negocjacje z Theotokusem i pracowali niemal do rana. Obaj byli wykończeni.
I właśnie z powodu zmęczenia, Tom zapomniał o jednym małym drobnym szczególe.
Zamarł w miejscu, gdy na stole wylądowała gazeta. Harry na szczęście wciąż był znużony i nawet tego nie zauważył. Tom szybko chwycił gazetę i przewinął tę przerażającą stronę tytułową. Merlinie, nawet jego serce przyspieszyło swój rytm.
Harry zmrużył nieco podejrzliwie oczy z powodu tego nagłego ruchu.
- Interesujący artykuł?
- Ano, o cenach akcji Gringotta. Nastąpił nagły spadek...
- Och, nieważne. Przypomnij mi o tym, kiedy już otrzeźwieję. Póki co usypiam na siedząco.
Tom niezauważalnie odetchnął z ulgą.
Po wypiciu porannej kawy, Harry odzyskał przytomność umysłu. Zawsze tak bywało.
Tom wiedział, że ukrycie gazety jest tylko tymczasowym rozwiązaniem i nie będzie działało zbyt długo. Zrobił to pod wpływem impulsu zrodzonego z paniki. Był pewien, że będzie musiał przeprosić, gdy Harry się dowie.
Dobrze.
No cóż, nie trzeba mu tego ułatwiać.
Tak właściwie to biorąc pod uwagę publikę, Harry nie zaprzeczy. To będzie... interesujące.
Przymknął oczy, widząc w wyobraźni nagłówek "Proroka Codziennego" - "POTTER I RIDDLE, ZARĘCZENI!".
Niestety, jeszcze nie.
Harry pokiwał niepewnie głową, gdy napotkana czwarta osoba z rzędu złożyła mu gratulacje. Zaczynało go to trochę martwić. Musiało się stać coś wielkiego a on jakimś cudem to ominął. Musi dorwać się do jakiejś gazety.
A to była kolejna dziwna sprawa - i z całą pewnością, była dziełem Toma.
W Ministerstwie nie było widać ani jednej gazety. Tajemniczo zniknęły. Nie było ich nawet w biurach, w windzie czy w kawiarni. Co więcej, Tom zachowywał się dziwnie podczas śniadania. Jak tylko zobaczył gazetę, pochwycił ją niczym szatan duszę.
Pokręcił głową, skupiając swoją uwagę na Zevim i Hermionie. Oboje obdarzyli go szerokim uśmiechem. Hermiona pierwsza go uściskała, Zevi sekundę po niej.
Łał. To musiało być naprawdę coś wielkiego, skoro Zeviemu zebrało się na przytulanie.
A Tom postanowił potrzymać go w nieświadomości. Cudownie.
Skrzywił się wewnętrznie. Mieli być partnerami ale jak widać Tom działał samodzielnie. Najprawdopodobniej był ciekawy jak długo zajmie mu zorientowanie się w sytuacji. Drań.
Hermiona bełkotała podekscytowana.
- Zwolnij, Hermiono. Ledwo nadążam. - powiedział, uśmiechając się delikatnie z rozbawienia, na co kobieta zarumieniła się.
- Przepraszam, Harry! Po prostu - to takie ekscytujące! Po tym całym czasie!
Harry utrzymywał na twarzy mało zobowiązujący uśmiech, czując jak coraz bardziej rozsadza go od środka.
- Yhym, tak. Po tych... latach... - wydukał, zastanawiając się czy podał właściwy przedział czasowy.
Hermiona pokiwała entuzjastycznie głową a Zevi przewrócił oczami, wracając do stosu dokumentów leżących na jego biurku.
- To było oczywiście, że skończą właśnie w ten sposób. - parsknął.
Skończą? To się robiło coraz bardziej złowieszcze.
Co ten Tom ukrywał?
- Wystarczy tylko kilka minut w ich obecności, żeby to zauważyć. - dodał Prince z uśmiechem. Coś zaskoczyło w głowie Harry'ego. Musi koniecznie zweryfikować swoje podejrzenie.
- Uzgodniliście już datę? Och, oczywiście, że nie! Prawdopodobnie nic jeszcze konkretnego nie planujecie! - paplała Hermiona.
Datę? Coś ścisnęło się w jego żołądku.
Nie może być...
- Będę cię wspierać przez cały ten czas! Ron i ja też musieliśmy to przejść kilka lat temu i wiem, jakie to będzie stresujące. - dodała z uśmiechem.
Niemożliwe...
- Przepraszam, Hermiono. Naprawdę przez moment muszę porozmawiać z Tomem. Dogadać szczegóły, rozumiesz?
- Och, oczywiście! Nie słuchaj mnie, strasznie się tym podekscytowałam...
- Dzięki. - powiedział z prawdziwszym uśmiechem. Hermiona była naprawdę cudowną przyjaciółką.
Szybko opuścił biuro, zbliżając się do własnego, które dzielił z Tomem.
- Gratulacje, Ministrze Potter. - powiedział strażnik przy drzwiach.
- Dziękuję, Andrews. - odpowiedział grzecznie, kiwając mężczyźnie głową i wchodząc do biura.
Tom siedział za biurkiem, pochylony nad jakimiś dokumentami, mimo dopiero godziny 8:23. Jakaż niebywała nadgorliwość.
Mężczyzna podniósł wzrok, gdy wszedł, uśmiechnął się delikatnie, po czym ponownie wrócił do swojej pracy. Drugie spojrzenie, jakie mu rzucił było bardziej badawcze i uważne. Harry zignorował go, rzucając odpowiednie zaklęcia na gabinet. Zdecydował się też rzucić specjalne zaklęcie, którego zadaniem było trzymanie strażników poza obrębem samego gabinetu – było wystarczająco silne, żeby zamaskować też wszystkie inne, z wyjątkiem Niewybaczalnych.
Tom ponownie na niego spojrzał. Aprobująco. Harry postanowił zachowywać się jak zwykle.
- Więc, Tom. Jak długo chciałeś ukrywać przede mną fakt, że najwyraźniej jesteśmy zaręczeni?
Tom uśmiechnął się złośliwie.
Niecałe dwadzieścia minut od ich przybycia. Nieźle.
- Oczywiście, że nie chciałem tego przed tobą ukrywać, kochanie. Nie jestem głupi.
Harry skrzywił się.
- Co sprawia, że myślisz, że chciałbym za ciebie wyjść za mąż?
- Nie jestem osobą niepożądaną.
- Jesteś manipulacyjnym draniem!
- I co z tego?
- Manipulacja nie jest podstawą udanego małżeństwa czy związku. - powiedział stanowczo Harry.
- Nas nie rozdzieliła.
Brunet rzucił mu ostre spojrzenie. Potrząsnął głową, jakby chciał odrzucić od siebie jakąś myśl, po czym zaczął nerwowo chodzić po biurze.
- To właśnie było w gazecie dzisiaj rano? Właśnie dlatego ją zwinąłeś.
Tom ograniczył się do uniesienia jednej brwi, na co Harry najeżył się jeszcze bardziej. Cóż, to było dość oczywiste. W pewnym momencie Harry zatrzymał się gwałtownie i odwrócił do niego. Jego twarz nie wyrażała nic.
- Co chcesz osiągnąć ogłaszając to?
Tom wstał i podszedł do drugiego czarodzieja. Stojąc tuż przed nim zauważył, że są niemal równego wzrostu. Wcześniej Gryfon był o wiele niższy, co dawało mu nieco satysfakcji.
Uśmiechnął się zadziornie.
- Dlaczego miałbym ci wyjawić moje powody?
Harry rzucił mu wściekłe spojrzenie a przez ich więź przepłynęła iskra frustracji. Tom nawet nie próbował ukryć rozbawienia.
- Ponieważ jesteśmy partnerami. I jesteś mi coś winien.
- Och, doprawdy?
- Tak. Pamiętasz tą sprawę z plemieniem metamorfomagów Nazca? Jestem pewien, że pamiętasz szczegóły.
- Hm, więc przypuszczam, że mógłbym cię oświecić. - powiedział po krótkiej przerwie Tom.
- No, zrób to. - odpowiedział Harry patrząc na niego zupełnie niewzruszonym wzrokiem. Poniekąd wyglądał nawet na zrelaksowanego.
Tom skorzystał z okazji i zaczął kontemplować swoją różdżkę. Miała na sobie małą rysę - wadę, którą należało naprawić. Mógł zrobić to sam (oczywiście, że mógł – posiadał przecież odpowiednie umiejętności), aczkolwiek Ollivander był znacznie szybszy i znał się na swojej pracy jak nikt inny. Tom wiedział, że nie zniósłby nie używania swojej podstawowej różdżki przez dłuższy okres czasu a naprawa była czasochłonna. Sam rytuał napełnienia jej olejem feniksa nieco trwał a co dopiero czekanie, żeby „olej się uspokoił".
Rzucanie zaklęć różdżką, która miała w sobie wadę niosło za sobą nieprzewidywalne konsekwencje i istniało prawdopodobieństwo, że rzucane zaklęcie nie działałoby prawidłowo (wiedział już o tym z doświadczenia). Sposób, w jaki Ollivanderowi udawało się obejść te czasowe limity był przydatny – zmniejszał czas naprawy do zaledwie godziny. Najprawdopodobniej wynika on ze stanu wiedzy, jaką po tylu latach posiadł starszy czarodziej.
To jest dobry projekt ale na potem. Ostatnimi czasy, był tak zajęty, że w sumie przydałoby mu się coś odprężającego do roboty.
W pewnym momencie poczuł jak dłoń Harry'ego sięga do jego podbródka i podnosi jego głowę do góry.
Tom uśmiechnął się złośliwie. Siedem minut wystarczyło, by Harry stracił nad sobą panowanie. Jego cierpliwość do bycia ignorowanym zdecydowanie była mniejsza niż zazwyczaj.
Błysk w oku jaki otrzymał, był pozytywnie chłodny. Trwał tylko sekundę, bo potem Harry pozwolił swoim długim rzęsom opaść, w geście zgody na swoją przegraną.
Zwycięstwo.
Tom uśmiechnął się szyderczo.
Gryfon przewrócił oczami i cofnął się o krok.
- No dobrze, zmusiłeś mnie do reakcji. A teraz odpowiedz w końcu na moje pytanie, bo inaczej nie zostawią nas w spokoju przez następny tydzień. - powiedział Harry.
Tom nadąsał się.
- Nie jesteś dzisiaj zabawny.
- Ukrywasz coś przede mną. Mów.
Mężczyzna westchnął ciężko. Gryfon skrzyżował ramiona, patrząc na niego wyczekującym spojrzeniem.
- Och, no dobrze. Co osiągnę ogłaszając nasze zaręczyny? Stabilność polityczną. Zabawię publiczność. Odwrócę uwagę od mało znaczących a rozgłaśnianych romansów. Wyjdę za ciebie za mąż.
Harry kiwał głową na każdy wymieniony punkt, prócz ostatniego.
- Nie możesz być poważny...
- Naprawdę wydaje mi się, że odciągnę uwagę od Buckthorna. Obydwaj jesteśmy od niego sławniejsi – nawet jeśli zamordował siedem swoich kochanek…
- Nie to miałem na myśli, cholerny kutasie! – warknął Harry.
- Musisz być bardziej konkretny, kochanie.
Tom poczuł ukłucie satysfakcji, kiedy uświadomił sobie, że mężczyzna zaczął obnażać wyraźnie swoje zęby. Przez ich więź przeleciała cała gama frustracji i gniewu. Poczuł też rosnące z jego strony podniecenie, będące odpowiedzią na te uczucia. Tak bardzo lubił drażnić Harry'ego.
- Mam na myśli tą część, w której mówiłeś o wyjściu za mnie. – stwierdził Gryfon.
- Och? Myślałem, że to oczywiste, skoro jesteśmy zaręczeni.
- W tym sęk, że nie jesteśmy! Wszyscy o tym mówią tylko dlatego, że ty im to powiedziałeś! - warknął Harry, stając kilka centymetrów przed nim. Jego oczy lśniły gniewem i Tom czuł jak iskierki jego magii zaczynają przebiegać po jego skórze, prosto do pachwiny. To było absolutnie fenomenalne. Wściekłość Harry'ego, tak blisko niego. Niejednokrotnie, odkąd zaczęli się umawiać, w połowie kłótni kończyli w łóżku. To z kolei nie przeszkadzało w dalszym rzucaniu ciętych ripost i zniewag.
Pochylił się do przodu, chcąc go całować do momentu, w którym stałby się bezmyślny i popchnąć na biurko. Lub przewrócić i wziąć na podłodze.
Niestety, Harry odgadł jego zamiary, bo odsunął się z szyderczym uśmiechem, opanowując się i cofając swoją magię. Tom nadąsał się, na co Gryfon przewrócił oczami i zaczął kierować się w stronę kominka. Po dłuższej chwili odwrócił się do niego, wyglądając znacznie spokojniej. Ich wieź temu jednak przeczyła.
Tom uznał, że to dobry moment do ponowienia rozmowy.
- Małżeństwo tak właściwie to nie różni się za bardzo od randkowania, Harry. Jest tylko trwałe.
- Wiem o tym!
- To co takiego tak bardzo cię niepokoi? - zapytał.
- Nawet mi się nie oświadczyłeś! - wyrzucił z siebie Harry, nagle zamierając z szeroko otwartymi oczami.
Tom uśmiechnął się złośliwie, robiąc kilka kroków do niego i dotykając dłonią policzka mężczyzny.
- Mogę zrobić to teraz.
Gdy Tom przed nim klęknął, Harry poczuł, że jego usta stają się suche jak wiór.
- Co robisz? - zapytał z niedowierzaniem.
- Harry...
Czarodziej przełknął ślinę z szeroko otwartymi oczami. Miał wrażenie, że jego serce zaraz zostanie zmiażdżone.
Tom nie miał na twarzy swojego zwyczajowego uśmieszku. Był całkowicie poważny! To nie mogła być prawda...
- Harry, znamy się od piętnastego roku życia. Zrzuciłeś mnie ze ścieżki, którą podążałem wcześniej oraz zainspirowałeś mnie do innych kierunków życia. Bez ciebie nie byłbym tak silny jak teraz.
Nie mógł odwrócić wzroku. Tom był absolutnie szczery! Jak nigdy dotąd!
- Jesteś mi równy nie tylko przez Los ale także z wyboru. Jesteś jedynym partnerem jakiego kiedykolwiek rozważałem.
Tom miał pierścionek! Pieprzony pierścionek! Wyglądało to tak jakby Tom to zaplanował... Chwila. Kolacja wczorajszego wieczoru! Tom planował się wtedy oświadczyć...?
- Czy wyjdziesz za mnie?
Och, to pytanie! Czy to się dzieje naprawdę? Tom naprawdę chce za niego wyjść za mąż?
Harry zamarł.
Tom naprawdę chciał się z nim związać węzłem małżeńskim.
Co powinien zrobić? Co odpowiedzieć? Powoli zaczynał się hiperwentylować. Czy to nie ten, który się oświadcza powinien być bardziej nerwowy? Czy naprawdę chciał w to wdepnąć?
- Ja... - wydukał, ponownie tracąc głos.
Przecież to był Tom! Sentymentalizm i Tom Riddle właściwie wzajemnie się wykluczały…
Oświadczyny…?
Jego Gryfońska część wręcz piała z zachwytu i skandowała głośne "Tak! Oczywiście, że tak! Kocham cię, ty cholerny draniu!" i nakazywała mu rzucić się na niego i scałować z jego twarzy ten poważny wyraz. Nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek to nastąpi. Tak naprawdę to nigdy nie wybiegał tak daleko w przyszłość ze swoimi planami z Tomem. Przyszłość była dotąd wielka i przerażająca.
Im dłużej nad tym rozmyślał, tym bardziej wariował. Wyjść za mąż za Toma? Być na stałe z nim związanym? Nie, żeby bez ślubu było inaczej. Te oświadczyny były tak nagłe. Z drugiej strony zaś, małżeństwo było naturalnym dalszym krokiem w ich związku. Gdzie tu logika?
Merlinie, nie miał pojęcia co robić.
Zgodzić się? Dostosować się do społeczeństwa? Powiedzieć "nie" i zaryzykować podły nastrój Toma i plotki? W pewnym sensie, to wszystko było bardziej znaczące niż oni sami – oni jako para czy oni jako najlepsi przyjaciele… Dotyczyło to ich jako partnerów politycznych oraz publicznego dzielenia władzy i odpowiedzialności… Ogłoszenie o zaręczynach już zostało podane do wiadomości publicznej. To, co się teraz działo, było o wiele bardziej prywatne. Małżeństwo? Kiedy byli odseparowani od tej całej polityki, stawali się po prostu Harrym i Tomem – wtedy mogli być dla siebie wszystkim. Nic innego się wtedy nie liczyło. Nikt inny nie miał znaczenia. Nic innego nie było ważne.
Harry zamrugał.
Czy to było naprawdę takie proste? Wszystko inne traciło na ostrości, gdy w jego pobliżu był Tom. Harry zdawał sobie sprawę, że jego przyjaciele byli dla niego ważni ale to Tom zawsze był stawiany na pierwszym miejscu. I tak właśnie powinno być. Patrząc wstecz, na te trzy lata, podczas których byli parą, zdał sobie sprawę, że ledwo zauważał, że ktoś próbował z nim flirtować lub podrywał go, tylko po to, żeby go potem próbować zmanipulować i wykorzystać. Tak naprawdę, to nie zwracał większej uwagi na nikogo, prócz Toma.
I nagle, odpowiedź stała się oczywista.
Powiedzenie "tak" oznaczało rezygnację z wolności, którą dotąd posiadał i nie chciał tego. Potem uświadomił sobie, że to nie ma większego znaczenia, bo i tak są już ze sobą związani więzią trwalszą niż małżeństwo.
Oczywiście, Tom spieprzył z tą gazetą...
Ze złośliwym uśmiechem wyciągnął rękę do przodu i wziął pierścionek z pudełeczka, przyglądając mu się uważnie.
- Zastanowię się nad tym.
Tom przez moment przyglądał się plecom Harry'ego, gdy ten odwrócił się do biurka, zdejmując osłony prywatności z gabinetu. Jakby wyczuwając moment, ktoś zapukał do ich drzwi i wsunęły się przez szparę stosiki dokumentów. Tom wstał i wycofał się do swojego biurka. Z racji tego, że byli Ministrem i Ministrem ds. Konsultacji, na ich czas istniało zawsze zapotrzebowanie – zwłaszcza, gdy w grę wchodziły pierwsze miesiące po wyborach. Nawet kilka minut bezproduktywności, powodowało zaległości.
Harry mógł zwyczajnie powiedzieć "tak".
Tom był w stanie śledzić schematy myślowe swojego partnera, przyglądając się wszystkim jego ulepszonym maskom. Zmieszanie i niedowierzanie. Panika i podekscytowanie. Spokój. Widział w oczach Harry'ego moment, w którym mężczyzna już się miał zgadzać na ślub, a potem wyskoczył z namysłem.
Miał nadzieję, że te spontaniczne oświadczyny złagodzą nieco Harry'ego na tyle, że zapomni rozpętać kłótnię i skupi się bardziej na ich wizji wspólnej przyszłości. Gryfon nie powinien narzekać, przyjmując jego propozycję – gazety w końcu zostały już o tym poinformowane.
Oczywiście, Harry jak to Harry, zdecydował się podrażnić go trochę.
Mimo to, pracując nad dokumentami, nie mógł się oprzeć rosnącemu w nim zadowoleniu, że drugi mężczyzna tak szybko go przejrzał. Rzadko kto tak szybko wyłapuje manipulacje, zwłaszcza będąc tak rozproszonym. I jeszcze do tego, dodając własną. Szczerze mówiąc, zapewne poczułby ukłucie rozczarowania, gdyby Harry skapitulował od razu.
Harry większość dnia spędził z goblinami i ich przedstawicielem Bloodclawem, precyzując postanowienia traktatów. Od lat kłócili się o sprawiedliwszy rabat dla klientów Gringotta, ponieważ obecna polityka wymaga jedynie niewielkiej rocznej opłaty za prowadzenie otwartych kont. Bloodclaw, który został nowym szefem banku, chciał uzyskiwać procent zamiast ustalonej odgórnie opłaty, której sprzeciwiało się wiele tradycyjnych, czystokrwistych rodzin. Opracowanie właściwego rozwiązania, które zadowoliłoby obie strony, zajęło im aż kilka tygodni.
Obiad zjadł z Ronem i Hermioną, którzy byli wyczerpani po pracowitym dniu z aurorami. Po rzuceniu wszystkich możliwych czarów diagnozujących na pierścionek zaręczynowy, zdecydował się go założyć. Pierścień był całkiem prosty – miał kształt oplatającego okrąg węża (no jakże by inaczej!) z czerwonymi i zielonymi klejnotami w miejscach oczu. W międzyczasie, wszyscy pracownicy Ministerstwa przyglądali się im i szeptali, a część czarownic rzucała Harry'emu zawistne i zazdrosne spojrzenia. Starał się to wszystko ignorować, skupiając się głównie na przyjaciołach, gawędząc o swoim braku planów ślubnych i sugerując pewne szczegóły, którymi nie mógł się dzielić w tak publicznym miejscu.
Ron i Hermiona wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia, gdy bliżej przyjrzeli się pierścionkowi i zaprosili go samego na kolację następnego wieczoru. Uśmiechnął się, ciesząc się myślą o wyjawieniu komuś, historii o swoich zaręczynach. Tom naprawdę doprowadził go dzisiaj do wściekłości.
Dopiero gdy dotarł do domu uświadomił sobie, że coś tak naprawdę się zmieniło.
Był zaręczony. Tom był jego narzeczonym. W przyszłości – będzie jego mężem. Pobiorą się.
W swoim brzuchu poczuł motylki na samą tą myśl. Miał wrażenie, że zaraz zaczną naciskać mu na płuca. Nie mógł powstrzymać się od wielkiego uśmiechu, gdy robił sobie herbatę, zastanawiając się jak Tom przyjmie karę. Tego popołudnia wpadł na genialny pomysł. A co najlepsze – podkusiły go do tego negocjacje z goblinami.
Tom przez resztę dnia był w średnim nastroju - wydawał się czarujący, lecz delikatnie obrażał każdego, kto nie znajdował się w kręgu ochronnym Harry'ego. Wcześniej starał się rozciągnąć swoją władzę nad jak największą liczbą pracowników, a teraz Harry ma nad nim przewagę przez dłuższy okres czasu – nieważne, że Tom i tak był już Ministrem Magii.
Z drugiej strony, brunet miał rację i jego odpowiedź była całkowicie usprawiedliwiona - to Tom nawalił i najpierw prasa rozpisała się o ich zaręczynach a potem dopiero się oświadczył.
Ledwo wrócił do domu, usłyszał za sobą dźwięki Fiuu. Chwilę po nim, do salonu wszedł Tom. Pełen wdzięku, jak zwykle. Mężczyzna strzepał pyłek, który osiadł mu na szatach. Harry ukrył uśmiech za kubkiem herbaty. Upił łyk. Nawet po tylu latach, czuł rozpierające go szczęście, że to jego Tom wybrał, żeby pokazywać mu wszystkie swoje delikatne fasady i aspekty swojej osobowości, nieznane nikomu postronnemu. Wiedział też, jak je maksymalnie wykorzystać. Harry uwielbiał sposób, w jaki czarodziej odprężał się, będąc w bezpiecznym, znanym miejscu i fakt, że to właśnie on został wybrany, żeby to miejsce z nim dzielić.
Teraz, jak o tym pomyślał, to doszedł do wniosku, że nie było żadnego realnego niebezpieczeństwa ze strony Toma, gdyby mu odmówił.
Tom nie zwracając na niego większej uwagi, skierował się do kuchni, najprawdopodobniej po drugą filiżankę. Harry uśmiechnął się, sadowiąc się wygodniej na swoim ulubionym krześle.
- Myślałeś już o tym? - zapytał z jadalni Tom.
Harry odczekał chwilę, niespiesznie biorąc kolejny łyk herbaty.
- Przez ten czas dokładnie rozważałem twoją propozycję sojuszu. - odpowiedział chytrze.
Między nimi zapadła cisza, na co Harry zaśmiał się wewnętrznie. Tom już w biurze zaczął się do niego chłodniej odnosić ale Gryfon nie zamierzał na tym poprzestawać. Nie zaszkodzi odrobina nieszkodliwego odbicia piłeczki.
Merlinie, czasami był naprawdę boleśnie świadomy, dlaczego Hermiona powiedziała mu kiedyś, że są względem siebie beznadziejnie współzależni. Żaden z nich nie wytrzymał dłużej niż kilka minut będąc ignorowanym przez drugiego. A potem obaj stawali się wojowniczy. W rzeczywistości, randkowanie okazało się świetnym pomysłem i ślub najprawdopodobniej też takim był. I – co ważniejsze – w ich relację nie wepchnie się nikt inny.
Tom wszedł do salonu z filiżanką w jednej ręce i talerzykiem z małym kawałkiem ciasta w drugiej. Usiadł obok niego, stwarzając pozory nieskończonej cierpliwości i wdzięku. Idealna przykrywka. Bez wątpienia, Ślizgon oszukałby tym niezliczoną rzeszę ludzi ale nie Harry'ego. Harry doskonale wiedział, że Tom jest bardzo zniecierpliwiony i sfrustrowany oraz, że z trudem utrzymuje na twarzy swoją maskę grzecznej obojętności. Przez ich więź tylko naprawdę silne emocje mogły przejść niezauważone.
Tak właściwie to był ich najpilniej strzeżony sekret. Tylko nieliczne, wyselekcjonowane grono najbliższych przyjaciół wiedziało, że Harry był w stanie wyczuć emocje Voldemorta, wiedziało też (lub podejrzewało), że takie coś też między nimi istniało. Po zniszczeniu wszystkich horkruksów, siła więzi została jeszcze dodatkowo spotęgowana. Zmarszczył brwi, odsuwając od siebie myśli o tej konkretnej dziedzinie czarnej magii. To tylko by go rozdrażniło a był w takim dobrym nastroju. Szkoda byłoby to zepsuć.
Harry nie odezwał się słowem, podczas gdy Tom jadł swoje ciasto. Od czasu do czasu popijał herbatę. Zdecydował się odezwać dopiero, gdy oboje skończyli a niecierpliwość Toma wydawała się już wyczuwalna w powietrzu.
- Dobrze. Wyjdę za ciebie na trzech warunkach.
Tom momentalnie stał się czujny i rzucił mu zimne spojrzenie. Harry nie mógł się powstrzymać i uśmiechnął się złośliwie. Wiedział, że później zapłaci za postawienie warunków ale przyjemnie było go drażnić.
Tom zignorował tę myśl, która kazała mu natychmiast rzucić się na Harry'ego, przyszpilić go do ściany i torturować do momentu aż ten się nie zgodzi bezwarunkowo wziąć ślub. Nie wiedział też czy ta tortura byłaby sadystyczna czy przyjemna. Oczywiście, Harry był jedyną osobą, na której zastosowałby przyjemną torturę. To nie miało jednak znaczenia. Bardziej obchodziło go to, że jego partner kazał mu czekać cały dzień nie dając mu żadnej odpowiedzi. Nie był pewien czy ma ochotę bić mu brawo czy rozerwać go na kawałki.
- Tak?
- Po pierwsze - przekażesz dziesięć tysięcy galeonów na cele charytatywne dla sierot i mugolaków oraz kolejne pięć tysięcy na W.E.S.Z. Zrobisz to anonimowo i nikt cię nie powiąże z darowizną. To nie będzie sposób na zwiększenie twojej popularności ani publicznego wizerunku.
- Zgadzam się. - powiedział. Tak właściwie to oczekiwał do Harry'ego jakiegoś altruistycznego gestu. Altruistycznego i autodestruktywnego jednocześnie. Piętnaście tysięcy to nie była mała suma pieniędzy ale jego osobista skrytka nie ucierpiałaby na tym jakoś szczególnie bardzo. A dalsza współpraca z Harrym była tego warta.
Gryfon uśmiechnął się tajemniczo, zupełnie jakby mógł usłyszeć na głos tą ostatnią myśl.
- Dobrze. Druga sprawa - czterdzieści osiem godzin, podczas których to ja mam pełną kontrolę podczas seksu. - powiedział bezczelnie, na co Tom zmrużył oczy.
- Dziesięć godzin. - powiedział natychmiast.
Harry prychnął.
- Czterdzieści.
- Piętnaście.
- Dwadzieścia cztery.
- Zgoda.
Tom odetchnął głęboko czując mrowienie na skórze na samą myśl o całkowicie dominującym Harrym przez pełne dwadzieścia cztery godziny. Harry zdecydowanie był wielkodusznym kochankiem i udoskonalił techniki budowania napięcia seksualnego i wymuszania orgazmu. Kiedy był w swojej fazie dominacji, Tom był ledwo w stanie myśleć. Żartobliwy uśmieszek, który posłał mu Gryfon dał mu do zrozumienia, że Harry zauważył przeszywający jego ciało dreszcz nadchodzącej przyjemności.
- Po trzecie, będziesz mi winien przysługę. W bliżej nieokreślonym terminie.
Tom zastanowił się przez moment. Harry mógł wybrać zdecydowanie gorsze warunki.
- Zgoda.
- Wspaniale! - skomentował brunet, zabierając filiżanki i talerz do kuchni.
Ślizgon nie mógł narzekać jak po tym, Harry dosłownie rzucił się na niego.
Harry zrzucił Toma z krzesła i wykorzystał moment jego wstrząsu na wypracowanie przewagi. Tom szybko jednak otrzeźwiał - jego ręce nagle znalazły się na jego ramionach i we włosach.
Zaczęli się całować.
Nie mógł w to uwierzyć.
Merlinie, całował Toma! Całował swojego narzeczonego! Namiętnie i bez oporów. Zatopił się jeszcze bardziej na jego kolanach. Czuł zawroty głowy i był niewiarygodnie podniecony. Ledwo powstrzymywał się od chichotania. Był tak niewiarygodnie szczęśliwy. Musiał to koniecznie pokazać Tomowi. Koniecznie.
Odsunął się lekko i uśmiechnął, po czym skupił się na obniżeniu barier i pozwoleniu, by odczuwane przez niego emocje popłynęły gwałtownie w kierunku Toma. Cała ta radość, rozkosz, szczęście i pożądanie. Cała miłość.
Tom sapnął a jego źrenice rozszerzyły się. Przesunął dłonią po jego policzku, wpatrując się cudownym wzrokiem w Harry'ego, po czym ponownie przyciągnął go do siebie, gwałtownie całując. Gryfon jęknął głośno, przyciskając się do niego jeszcze bliżej.
Magia bezróżdżkowa Toma pozbawiła ich ubrania. Tak było jeszcze lepiej! Skóra przy skórze. Teraz mogli kosztować się bardziej. Harry jęknął głośno, gdy ich nagie klatki piersiowe dotknęły się. Och! Skąd ręce Toma się tam znalazły?
Merlinie, miał wrażenie, że tonie, wiruje i nie może złapać tchu.
Tom przyjrzał się rozciągniętemu pod nim na kanapie Harry'emu. Skupił się na jego zaczerwienionych policzkach i błyszczących oczach.
Czuł rozkosz swojego kochanka. To było absolutnie nieziemskie. Ten cudowny mężczyzna był jego. Należał do niego.
Jego Harry.
Jego narzeczony. Jego przyszły mąż.
Pochylił się, żeby złapać zębami jego usta a potem połączyć ich w powolnym pocałunku. Harry szarpnął ostro biodrami, dając mu do zrozumienia, żeby poruszał się szybciej. Ale na to będzie jeszcze czas - mają przed sobą całą wieczność.
A potem Harry zaczął świntuszyć w wężomowie i Tom pomimo największych i najszczerszych chęci, nie dał rady się opanować. Syknął w odpowiedzi i przyspieszył.
W pewnej chwili znaleźli się w łóżku. Tak naprawdę, to Tom nie pamiętał zbyt wielu szczegółów z ostatnich dwóch godzin, więc nie miał zielonego pojęcia jak się w nim znaleźli. Jedyne co zapamiętał to dotyk skóry, zapach potu i jęki Harry'ego. Seks zawsze był intensywniejszy, gdy obydwaj opuszczali swoje bariery. Ich emocje mieszały się ze sobą, potęgując ich rozkosz. Tom westchnął z radością, wciąż czując przepływające dookoła nich fale pożądania, czułe szepty i pieszczoty. Z wielką przyjemnością wygrzewał się teraz w cieple. Harry leżał przyciśnięty do jego boku, cały lepki i spocony. Za godzinę ten stan będzie go dręczyć ale teraz był idealny.
- Jesteśmy zaręczeni.
- Cholera. Myślałem, że to będzie codzienny szalony seks a nie codzienny małżeński gorący seks.
Tom prychnął, zanim zdążył się powstrzymać, obracając się tak, że jego nos musnął policzek Harry'ego. Mężczyzna pachniał potem, Tomem i seksem. Na ten moment, nie było lepszego zapachu.
- Mhm. Na początku nie zwracałeś na to uwagi.
Harry zachichotał, odwracając się od niego. Wyciągnął dłoń i dotknął policzka Toma z niemal czułością.
- Mój narzeczony. - zaszczebiotał radośnie.
Tom uniósł jedną brew.
- Doprawdy, Harry. Zaręczyliśmy się a ty już zaczynasz się zachowywać jak jakiś ckliwy nastolatek. - powiedział szyderczo.
Harry prychnął i lekko pociągnął go za włosy. Tom syknął na niego w odpowiedzi.
- Nie próbuj się zachowywać tak, jakbyś nie był zachwycony tym, że powiedziałem "tak".
- Kochanie, wypatroszyłbym cię, gdybyś się nie zgodził.
- Słodka groźba bez pokrycia. - stwierdził Harry, po czym przysunął się znowu do niego.
Po kilku minutach całowania, odsunęli się od siebie. Ich twarze były zarumienione a oddechy przyspieszone. Harry uśmiechnął się.
- Ponieważ nie zwracałem wcześniej na to większej uwagi, musimy to powtórzyć. W przeciwnym razie nasze zaręczyny nie będą ważne.
Tom pokiwał głową, przysuwając się jeszcze bliżej i niemal zawisając nad Harrym.
- Masz oczywiście rację. Musimy przypieczętować nasze zaręczyny najszybciej jak to tylko możliwe.
- Tak mówisz?
- Oczywiście.
Harry skinął z powagą głową.
- Prawda, prawda.
- A więc proponujesz szalony niemal małżeński seks?
- Wypróbujmy zmysłowy, sprośny niemal małżeński seks.
- Chytrze. - mruknął Tom, liżąc powoli wargi Harry'ego.
Kolejny wybuch plotek rozpętał się następnego dnia, gdy obaj weszli do Ministerstwa z kawą, oblepieni od stóp do głów zaklęciami obronnymi, utykając i szczerząc się idiotycznie. Harry powiedział Hermionie, że czuje się niezwykle dobrze. Hermiona uznała, że najrozsądniej będzie nie wypytywać żadnego z nich o szczegóły.
