To interludium otwiera przed nami drzwi do rozdziału dwudziestego siódmego. Następny rozdział będzie pierwszym z trzech, które będą miały miejsce w Halloween.

Interludium: Sztorm na morzu

Sanktuarium

27 października 1994

Drogi Harry,

Wiem, że pewnie jesteś zaskoczony listem ode mnie i zastanawiasz się, co ja, do licha, wyprawiam, że wysyłam ci teraz list, kiedy nie pisałem do ciebie od miesięcy. Pozwól, że na to pytanie odpowiem najpierw, a potem wyjaśnię ci inne sprawy, które powinieneś zrozumieć.

Chcę cię odwiedzić w Hogwarcie w czasie Halloween. Nie wybieram się tam sam, więc nie martw się o to, że aurorzy mnie złapią jak tylko wyjdę z ukrycia. Jeden z moich gospodarzy chce przyjechać ze mną. Odniosła wrażenie, że powinna się z tobą zobaczyć, w dodatku uważa, że wspólnym wysiłkiem udało im się osłabić moją sieć feniksa na tyle, że będziesz mógł bezpiecznie pozbyć się jej resztek.

Co do tego, gdzie teraz jestem… widzisz, problem leży głównie w języku, w którym muszę ci to wszystko wytłumaczyć. Mogę nazywać moich gospodarzy wieszczami, ponieważ nimi są, ale to nie znaczy, że są jak ta szarlatanka Trelawney. Nie widzą przyszłości i nie są w stanie poprawnie jej przepowiadać, poza robieniem inteligentnych obserwacji bazujących na ich wiedzy o ludzkim charakterze. Widzą za to teraźniejszość, prawdziwy stan ludzkiej duszy. Wydaje mi się, że najlepszym określeniem byłoby "jasnowidzący", ale nawet to ma też inne znaczenia.

Sam rozumiesz jakie to strasznie wszystko pogmatwane.

Większości wieszczy ciężko jest stale przebywać w pobliżu czarodziejów, mugoli czy magicznych stworzeń; mogą podróżować po świecie przez kilka miesięcy, czasem nawet lat, ale potem muszą wrócić do siebie, albo ich wzrok zacznie ich przytłaczać informacjami, które od niego otrzymują. Dlatego stworzyli Sanktuarium, które jest miejscem odpoczynku dla wieszczy, a czasem również innych ludzi, którzy mają głębokie problemy związane z ich umysłami i duszami. Przesłonili je cieniami, które sami stworzyli, więc sowom ciężko znaleźć przez nie drogę, ale spowalniają one również tych, którzy próbują wejść do Sanktuarium, przynajmniej póki wieszcze nie ustalą, czy bezpiecznie jest wpuścić tych nowych gości. Podnieśli na chwilę te cienie, żeby moja sowa mogła dotrzeć do Hogwartu przed Halloween. Uznali, że to nie byłoby sprawiedliwe, żebyś nie dostał ostrzeżenia przed tym, co nadchodzi.

Ci wieszcze mają dar absolutnej szczerości, Harry i przez to absolutnego Światła. Jedna z nich spotkała mnie, kiedy szpiegowałem wśród śmierciożerców, zobaczyła, że nie mam tak mrocznej duszy jak udawałem i zorientowała się, czemu w ogóle udawałem. Zaoferowała mi, że jeśli kiedykolwiek uda mi się uciec, to spokój Sanktuarium zawsze będzie na mnie czekał. Z tego właśnie zaproszenia skorzystałem, kiedy opuściłem cię zeszłego maja, ale miesiące spędzone tutaj wyrządziły mi więcej dobra niż się spodziewałem. Jestem gotów wrócić do świata, zobaczyć się znowu z tobą i pozbyć się na dobre sieci feniksa. Wieszcze są w stanie wyleczyć duszę, ale nie mają wpływu na bardziej skomplikowane elementy umysłu.

Jeśli zaś chodzi o to, czemu jedno z nich chce cię zobaczyć - cóż, nawet ich doszły plotki o twojej potężnej magii, a my dostajemy tutaj gazety, nawet jeśli docierają do nas w kilka tygodni po tym, jak reszta magicznego świata już zdążyła o nich przeczytać i zapomnieć. Słyszeli o tym, co się stało między tobą i Dumbledore'em, między tobą a Snape'em, między tobą a twoim ojcem. Martwią się tym, jaki odcisk musiało to wywrzeć na twojej duszy. Nikt nie chce na tym świecie potężnego czarodzieja z uszkodzoną duszą, naprawdę. Wieszczka, która uda się ze mną w tę podróż, Vera, to ta sama, która znalazła mnie wśród śmierciożerców wiele lat temu i wypoczęła wystarczająco w czasie kilku miesięcy spędzonych tutaj, żeby znowu wyruszyć i spojrzeć na świat. Jest tobą osobiście zainteresowana, ponieważ słyszała ode mnie wiele historii na twój temat i zapewniam cię, ma wobec ciebie wiele sympatii. Nie będzie ci jednak kłamać. Wieszcze są do tego niezdolni.

Och, właśnie, tak się śpieszyłem z wysłaniem tej sowy, że prawie zapomniałem o tym wspomnieć - Remus też tu jest. Opowiedział mi o tym, jak wyglądało jego pożegnanie z Jamesem. Pokazał Jamesowi notatkę, którą załączyłeś do swojego antidotum na eliksir szaleństwa po prostu dlatego, że w swojej niewinności był przekonany, że James się ucieszy na wieść, że jego syn powziął kroki, żeby go wyleczyć. James zabrał mu tę notatkę, wykorzystał ją jako dowód i powiedział aurorom, że Remus też może zeznawać przeciw Snape'owi. Remus się z nim kłócił, nie był w stanie przekonać go do wycofania oskarżeń, więc go opuścił. Pogodziliśmy się, na swój sposób. Nasza przyjaźń jest wciąż bardzo delikatna, ale nawet ja widzę, że Remus musi zaleczyć rany na swojej duszy, jakie zadał mu jego wilk, a ja nie mam wzroku wieszczów. Rozmawiamy każdego dnia przy posiłku. Nie ma sensu tego ponaglać. Potrzebuje jednak więcej leczenia, więc nie wybiera się ze mną i Verą.

Domyślam się jednak, że w czasie tego Halloween będziesz miał więcej zobowiązań. Jeśli przybędziemy z Verą w czasie, kiedy będziesz zajęty, to z przyjemnością na ciebie poczekamy. Świeżo wypoczęci wieszcze mają w sobie wiele sił, by stawić się tym, którzy są gotowi zrobić jej krzywdę.

Niebawem się zobaczymy, Harry. Nie kłopocz się nawet odpisywaniem, jeśli chcesz mi powiedzieć, że taka wyprawa jest dla mnie zbyt niebezpieczna, albo że nikt nie musi na ciebie patrzeć. Nie, nie jest i tak, przyda ci się to. Jesteśmy w drodze.

W nadziei, że wyjdziesz nam na spotkanie,

Peter Pettigrew