To było… naprawdę trudne.
Interludium: Najtrudniejszy list, jaki kiedykolwiek przyszło mu napisać
Lily,
Nie wiem nawet od czego zacząć. Nie wiem, czy powinienem napisać prawdziwą odpowiedź na list, który mi wysłałaś, czy po prostu po kolei przelać na papier moje emocje, pozwalając im płynąć niczym atramentowi z mojego pióra. Przynajmniej pergamin zapewnia, że te słowa będą szczere.
I tak, sprawdziłem pergamin na klątwy i zaklęcia zanim się go w ogóle dotknąłem.
Podejrzewam, że mogę zacząć od wspomnienia o ofierze. Są takie chwile, że nienawidzę tego, co mi zrobiłaś. Ktoś bardzo mądry powiedział mi ostatnio… pewne słowa, które miały naprawdę wiele sensu, chociaż naprawdę nie chciałem się do tego przyznawać. Nie lubię o nich myśleć, ale jednym z nich było to, że uważam wszystkich wartych przebaczenia i miłości, tylko nie siebie. I chyba tak naprawdę jest. Jeśli to rezultat twojego treningu, to…
Nie, jednak nie jestem w stanie tego napisać, bo tak naprawdę w to nie wierzę. Podejrzewam, że to znaczy, że pergamin naprawdę działa.
Wydaje mi się, że to może być rezultat twojego treningu, ale faktycznie stałem się człowiekiem, który stawia potrzeby innych ponad własne. Do tego przynajmniej mogę się przyznać. I myślę, że to jest zaleta. Musi nią być. Jak mogłoby nią nie być? Wytrenowałaś mnie, żebym był bronią, ofiarą poświęcenia, opiekunem Chłopca, Który Przeżył i mam wrażenie, że gdybyś na tym poprzestała, to to by wystarczyło, byłbym dokładnie tym, kogo chciałaś. Ale potem nałożyłaś na mnie sieć feniksa, co oznaczało, że miałem okazję się spod niej uwolnić, przez co moja uwaga rozeszła się na wszystkich, ponieważ uważałem, że moje ograniczenia były bezpodstawne. Względem większości otaczających mnie czarodziejów czuję to, co kiedyś czułem wobec Connora. I magicznych stworzeń też.
Zawsze będę tym, czym mnie zrobiłaś.
Czy to jest złe?
Moje zdolności zdobyły mi sojuszników. Moja wiedza o tańcach czystokrwistych poddała mi sposoby na rozmowy z nimi. Moja magia defensywna uratowała Connorowi i Draco życie już w czasie pierwszego roku, a po nim jeszcze innym ludziom. Pozostawiliście nas Voldemortowi na żer, przez co skończyłem z magią, która sprawiła, że zaczęłaś się mnie bać i pozwoliłaś mi rozwijać się z siecią feniksa w głowie, od której w końcu się uwolniłem i byłem w stanie poświęcić uwagę innym ludziom.
Już to napisałem.
Być może ten pergamin wyciąga z głowy pomysły, które się czuje naprawdę silnie i przymusza do napisania ich więcej niż raz? Wiem, że zmusza mnie do pisania tego w co szczerze wierzę. Mogę napisać to, czego jestem absolutnie pewien, że jest prawdą i coś, czego nie jestem do końca pewien – próbowałem tego na innych kawałkach pergaminu – ale nie jestem w stanie napisać czegoś, co wiem, że jest nieprawdą.
No dobrze więc. Czas to napisać.
Nie jestem pewien, czy jestem w stanie ci wybaczyć. Ale wtedy zaczynam myśleć o moich sojusznikach.
Lucjusz Malfoy torturował na śmierć trzy mugolackie dzieci dlatego, że urodziły się z magią, ale nie pochodziły z rodu czystej krwi. Tylko i wyłącznie dlatego. To była ich jedyna zbrodnia. A ja nigdy nawet mu tego nie wypomniałem. W gruncie rzeczy doprowadziłem z nim taniec sojuszu już niemal do końca, został przed nami tylko ostatni krok.
Hawthorn Parkinson była mistrzynią klątw krwi i przeklęła Jakuba Smitha klątwą upuszczania krwi, która uzupełniała jego krew mimo, że bez końca otwierała mu nowe rany, rany tego rodzaju, od których zwykły człowiek umarłby w ciągu paru godzin. Całymi dniami wykrwawiał się na śmierć, wrzeszcząc w niebogłosy, a medycy w świętym Mungu nie byli w stanie go wyleczyć. Żył tak przez trzy tygodnie, aż w końcu udało mu się umrzeć. Hawthorn nigdy nie powiedziała, że tego żałuje. A ja warzę dla niej eliksir, którego potrzebuje od zeszłego roku i wszedłem z nią w formalny sojusz w niedługo po naszym pierwszym spotkaniu.
Adalrico Bulstrode był podejrzewany o to, że pomógł Voldemortowi stworzyć klątwę Czarnej Plagi. Jak wiele żyć przez nią przepadło? Jak wielu aurorów ona poraziła? Jak wiele dzieci zginęło, krztusząc się od zarodników? Adalrico nigdy nawet o tym nie wspomniał. A z nim również zawarłem formalny sojusz i siedzę spokojnie tuż obok jego córki przy stole Slytherinu.
Popełnili znacznie gorsze zbrodnie od ciebie. Skrzywdzili innych ludzi, czego, jak już wspomniałem, nie jestem w stanie ścierpieć. A mimo to pozwoliłem historii pozostać w przeszłości i uznałem, że zasługują na drugą szansę. Powiedziałem sobie, że umarli nie potrzebują sprawiedliwości, że to było w czasie Wojny, kiedy obie strony popełniały straszne czyny i skoro powinienem mieć w sobie współczucie to jak mógłbym im nie wybaczyć?
Ale skoro wybaczyłem im, to jak mógłbym nie wybaczyć tobie? Pozostawiłaś Connora w niebezpieczeństwie, bezbronnego w obliczu Mrocznego Pana, okłamywałaś go i nie wytrenowałaś tak, jak powinnaś była, gdyby naprawdę miał zostać Chłopcem, Który Przeżył. To przecież zaledwie cząstka tego, co oni zrobili, łącznie z Dumbledore'em.
Lucjusz kocha swojego syna, Hawthorn patrzy na mnie ciepło, a Adalrico ze mną świętował.
To, co zrobiłaś, zrobiłaś w imię wojny, w imię ratowania świata.
Nic nigdy nie jest proste. Nauczyłaś mnie tego w bardzo młodym wieku. Dziękuję ci za to. Mam wrażenie, że Dumbledore i Voldemort nigdy w pełni tego nie zrozumieli.
Jak obie te strony mogą istnieć w tym samym człowieku? Ale tak jest. Nie mam zamiaru zdradzić tego, czym jestem, tego, czym mnie zrobiłaś, twierdząc, że miłość Lucjusza Malfoya do jego syna jest fałszywa, albo że wszystkie twoje decyzje były złe i poczynione w świadomości, że robisz coś złego, po prostu dlatego, że z jedną z tych prawd czuję się niekomfortowo.
Nie wiem, czy w tej chwili jestem w stanie ci wybaczyć, zwłaszcza, że to nie mnie najbardziej skrzywdziłaś, w dodatku rana po twojej zdradzie i próbie ponownego rzucenia na mnie sieci feniksa jest wciąż zbyt świeża. Ale jeśli mamy mówić wyłącznie o zbrodniach, jakie popełniłaś wobec mnie…
Stworzyłaś mnie takim, jaki jestem.
Być może w ten sposób uratowałaś świat.
Zrobiłaś ze mnie kogoś, kto jest w stanie zbierać wokół siebie sojuszników.
Przez cały ten czas zdaję sobie sprawę, że może być tak, że ostatecznie wybaczę ci, ponieważ wychowałaś mnie tak, żebym wybaczał wszystkim wszystko, co mi zrobili. Wiem, w czym tkwi źródło tego zachowania, ale i tak to go jakoś nie powstrzymuje. Na swój sposób sam mam w sobie wiele sprzeczności.
Moje uczucia względem ciebie nigdy nie będą proste i każdy, kto uważa, że tak może być jest głupcem, łącznie ze mną, jeśli kiedykolwiek tak myślałem.
Nie mogę się z tobą jeszcze zobaczyć. Tego wciąż nie mogę zrobić. Część mnie twierdzi, że to w porządku i tak powinno być, część mnie uważa, że to słabość, ale pergamin przymusza mnie tylko do napisania tego, co jest prawdziwe, a nie tego, co słuszne.
Mogę myśleć o tym, co usłyszałem od tej mądrej osoby, ale nie jestem w stanie uwierzyć we wszystko, co mi powiedziała. Jeszcze nie. I wiem, że część z tego, co widziała we mnie, było fałszywe, bo po prostu nie zrozumiała tego, co widziała.
Tęskniłem za tobą. Nienawidziłem cię. Odbyłem po tobie żałobę. Nazywałem cię mugolką w myślach i mamą przy Connorze, żeby mu się nie zrobiło przykro. Nic nigdy nie jest proste.
I nic nie powinno takie być.
Z uszanowaniem,
Harry
