Ten rozdział jest... dziwny. Nie wyszedł mi do końca tak, jak planowałam. Jest dziwny i za bardzo samoświadomy. Ale robi to, co do niego należało.
Rozdział pięćdziesiąty ósmy: O jedno poświęcenie za dużo
Draco opierał się o ścianę na zewnątrz klasy i czekał cierpliwie. Mógłby wejść do środka, żeby znaleźć się bliżej Harry'ego, ale Harry po prostu opowiadał teraz uczniom innych domów historię, którą Draco już znał. Draco dobrze zdawał sobie sprawę, że mniej by się cieszył z towarzystwa Harry'ego, będąc nieustannie zirytowanym, że ci wszyscy inni ludzie też się z tego cieszą.
Poza tym, fakt, że trzymał się już z dala od Harry'ego przez cały dzień, tylko doda wagi jego prośbie.
W miarę, jak słuchał, lekcja uległa zmianie. Teraz Harry uczył innych prostych zaklęć pojedynkowych, pozornie dlatego, że ich rozkład zajęć z obrony przed mroczną magią był koszmarnie chaotyczny przez to, że w ciągu jednego roku mieli już dwóch nauczycieli – a trzeci będzie musiał przejąć te zajęcia w następnym roku, kiedy Karkarow będzie musiał wrócić do Durmstrangu. Draco znał prawdę, oczywiście, ponieważ Harry mu ją wyznał, kiedy go o to zapytał. Connor podobno usłyszał od Kruma, że podczas trzeciego zadania reprezentantom przyda się rozległa wiedza na temat zaklęć pojedynkowych. Chcąc się ukryć z tą wiedzą, Connor poprosił Harry'ego, żeby ten uczył go podczas ich wspólnych zajęć.
Draco nie był w stanie się powstrzymać przed przysunięciem bliżej drzwi i zerknięciem na Harry'ego, żeby zobaczyć, czego on ich teraz uczy.
Bratu Harry'ego akurat udało się odbić proste zaklęcie tnące swoim zaklęciem tarczy. Zaśmiał się tak głośno, że wszyscy wokół podskoczyli, zupełnie jakby coś tak prostego faktycznie było warte zwracania na to uwagi. Harry stał naprzeciw niego, uśmiechając się i kręcąc głową.
Draco też się uśmiechnął i przechylił lekko głowę, tak żeby więcej słońca z emocji Harry'ego mogło paść na jego twarz. Tak niewiele Harry'emu trzeba było do szczęścia. Draco uważał, jakąś częścią swojego umysłu, że Harry naprawdę powinien znaleźć sobie coś lepszego do roboty – podczas tych zajęć nie był w stanie wykorzystać nawet jednej dziesiątej swojej mocy, bo otaczający go uczniowie byli na to za słabi – ale był zdystansowany i śnięty przez kilka dni po wykonaniu z powodzeniem rytuału, który wyzwolił południowe gobliny. Należało mu się teraz trochę radości.
Harry zatańczył następnie przed Pomyluną Lovegood, zachęcając ją do poświęcenia mu uwagi i odbicia jego zaklęcia tnącego swoim zaklęciem tarczy. Pomyluna rzuciła tylko pół zaklęcia, po czym zaczęła z rozmarzeniem rozmawiać ze swoim szalikiem i Harry był zmuszony do wycofania zaklęcia. Momentalnie jego emocje przeskoczyły na niepokój, co było niczym miotnięcie Draconowi śnieżną zawieruchą prosto w twarz. Następnie jego emocje się uspokoiły, a on sam pokręcił głową i podszedł do Smitha i Granger, którzy najwyraźniej pogodzili się jakoś w międzyczasie, kiedy Draco akurat nie patrzył.
Draco spiął ramiona. Naprawdę chciałbym go po prostu stamtąd wyciągnąć na siłę. Ale zaczekam. Będę cierpliwy. Jak tylko usłyszy, czego od niego chcę, to wiem, że będzie potrzebował kilku godzin, żeby o tym pomyśleć. Lepiej, żebym go teraz zostawił w spokoju, to się nie zirytuje za to, że za wcześnie na niego naciskam.
Draco czekał, w bezruchu i cierpliwie, mimo, że musiał kilkakrotnie przeżuć swój język, żeby się nie odezwać, jak Harry odpowiadał z głębokim spokojem na bezczelne komentarze Smitha. Draco był ekspertem w odczytywaniu Harry'ego w sposób, w jaki nikt inny nie był w stanie tego zrobić w tej klasie i widział, że ten spokój jest równie fałszywy co jego własna cierpliwość. Ramiona Harry'ego wciąż się spinały, a on bez przerwy zmuszał się do spokoju i uspokojenia swojego głosu.
Chyba się na to zgodzi, pomyślał z nadzieją Draco. Merlin jeden wie, że potrzebuje tego równie mocno co ja.
Wreszcie inni uczniowie zaczęli opuszczać klasę, żeby udać się na obiad, ale nie zrobili tego, póki nie zapytali Harry'ego o więcej zajęć następnego dnia. Harry żachnął się, mówiąc, że sam musi się przygotować do egzaminów w bibliotece. Draco przymrużył oczy. Robi to już od tygodnia i zawsze potem wygląda bladziej.
Nie tym razem.
Kilka osób rzuciło mu dziwne spojrzenia, kiedy go mijali, ale Draco ich zignorował. Jedyny uczeń, którego opinia go interesowała, planował pozostać w sali, póki nikogo poza nim już w niej nie będzie. To było oczywiste z jego zachowania, ale oznaczało też, że Draco po prostu będzie musiał poczekać do chwili, kiedy wszyscy inni się wreszcie zmyją.
Harry wreszcie wyjrzał przez drzwi, dobre pięć minut po tym, jak jego brat i ryża łasica udali się na obiad, przerzucając między sobą szczeniackie, gryfońskie dowcipy. Rozejrzał się dokoła i podskoczył, kiedy zobaczył Dracona. Draco wyprostował się i spojrzał na niego spokojnie.
– Mogłeś wejść do środka, wiesz – powiedział Harry po kilku chwilach ciszy. – Nikomu by to nie przeszkadzało.
Draco westchnął.
– Chcę cię o coś poprosić – powiedział. – Coś, co powinno być powiedziane w prywatności, a nie wiem, czy byśmy ją mieli, gdybym wszedł do klasy. – Przyjrzał się spiętej, bladej twarzy Harry'ego i kiwnął głową, w pełni przekonany, że to pomoże Harry'emu równie mocno co jemu samemu.
Harry wyszczerzył się do niego.
– Czy tu chodzi o twój prezent urodzinowy, Draco? Tak, wiem, że jutro są twoje urodziny. Nie powiem ci, co dla ciebie mam.
– Tu chodzi o moje urodziny – przyznał Draco – ale tym razem chcę cię poprosić o bardzo specyficzny prezent.
Harry podniósł brwi.
– Nie ufasz mi, że znajdę dla ciebie coś, co ci się spodoba?
Draco właściwie miał po cichu nadzieję, że Harry jeszcze nie miał dla niego prezentu. Chciwość uderzyła o jeszcze silniejszą chciwość. Tak w gruncie rzeczy, to chciał obu prezentów i gdyby tylko miał jakąkolwiek gwarancję, że udałoby mu się położyć łapę na obu na raz...
Jednak silniejsza chciwość – która, jak powiedział sobie Draco, miała swoje korzenie między innymi w jego trosce o Harry'ego – wygrała. Pokręcił głową.
– Nie o to mi chodzi. Po prostu naprawdę chcę czegoś, co tylko ty możesz dla mnie zrobić.
– Czyli o coś magicznego – podsumował Harry. – Nie sprowadzę ci nundu, Draco. Nie nauczę cię też, jak rzucać jedną klątwę na wielu ludzi na raz, żebyś mógł się mścić na tych, którzy cię irytują.
To by naprawdę było użyteczne. Draco stłamsił tę tęsknotę.
– Nie, to nie to.
Harry kiwnął na niego głową.
– W porządku. Czego w takim razie chcesz?
Draco odkrył, że jednak nie tak łatwo było o to poprosić, kiedy wbite w niego były te wielkie, pytające oczy. Ale w miejscu, w którym zawiodła go odwaga, miłość i pragnienie przejęły stery.
– Chciałbym, żebyś stworzył między nami taką samą magiczną więź, jaką mieliśmy podczas rytuału, dzięki któremu uwolniłeś gobliny – powiedział. – Tylko na jeden dzień. Od północy dzisiaj do północy jutro. Tyle powinno wystarczyć.
Harry pobladł jeszcze bardziej, a Draco zobaczył mgnienie zielonego światła, jedną ze zwykłych oznak tego, że Harry myśli o wycofaniu się. Draco powoli kiwnął głową. To dla niego przesądziło sprawę. Harry nie skończył wtedy tej więzi z jakiegokolwiek powodu, który byłby jakoś związany z Draconem. Zrobił to przez wzgląd na swój własny strach, swój własny opór.
Draco utrzymał jego spojrzenie i czekał. Dobrze wiedział, czemu Harry był przerażony. Ta więź połączyła ich tak blisko, że dzielili między sobą fizyczne doznania, jak i emocje; Draco nawet otrzymał krótkie wrażenie tego, jakie to uczucie, być w posiadaniu tak wielkich ilości magii co Harry. To nie było coś, przed czym można się było ukryć, albo wycofać. Harry wciąż był bardzo skryty, odwracał wzrok, kiedy inni ludzie na niego patrzyli. Draco znał jego powody pod tym względem i ich nie podważał, ale nie rozumiał, czemu on miałby być w jakikolwiek sposób odcięty. To on złożył Harry'emu obietnice, że nigdy nie skrzywdzi jego matki i od tamtego czasu objął nią również jego ojca. On nie chodził wkoło, zdradzając wszystkim tajemnice Harry'ego. On czuł zaufanie Harry'ego podczas rytuału, solidne niczym kamień, tak głębokie, że nie potrzebowało nawet jego opisu, żeby utrwalić ich więź, w sposób, w jaki musiało to się wydarzyć z innymi. Uważał, że ta więź to będzie naprawdę dobry prezent na urodziny. Nie naciskał też za mocno Harry'ego swoją prośbą, ponieważ ta więź zostałaby zbudowana na czymś, co Harry już sam mu podarował.
Dałoby to też coś Draconowi, nawet jeśli byłoby to tylko na jeden dzień, coś, za czym tęsknił od czasu rytuału. Być może to było wyjątkowo niemalfoyowskie z jego strony, przyznać, jak głęboko ta godzina połączenia na niego oddziałała. Naprawdę go to nie obchodziło. Przecież to nie tak, że Harry zaraz pogna do Lucjusza, żeby mu o tym powiedzieć.
Harry zamknął oczy i odetchnął powoli i nerwowo.
– Ja... czemu w ogóle tego chcesz, Draco? – zapytał.
Draco skrzywił się na niego.
– No dobra, teraz już zachowujesz się głupio, Harry. Wiesz, czemu tego chcę. Rozumiem, że się boisz i... – gardło go piekło od wymówienia tego, ale tylko przez wzgląd na żal, nie dlatego, że mówił prawdę – ...jeśli naprawdę tego ode mnie chcesz, to wybiorę coś innego. Ale nie pozwolę ci tego uniknąć po prostu udawaniem idioty i twierdzeniem, że nie wiesz czegoś, z czego doskonale zdajesz sobie sprawę. – Postukał go palcem w bok głowy. – Egzaminy się zbliżają, wiesz? Powinieneś popracować nad utrzymywaniem faktów w głowie, nie nad ignorowaniem ich, inaczej wymkną ci się z niej akurat w środku jakiegoś ważnego sprawdzianu.
Harry zaśmiał się, ale ten dźwięk był wyjątkowo pusty. Podniósł wzrok powoli, mrugając.
– Ja... pozwól mi o tym pomyśleć, dobrze, Draco? – zapytał.
To właśnie był ten okres kilku godzin, którego Draco oczekiwał. Kiwnął głową i wspólnie ruszyli na obiad. Draco zrównał swój krok z Harrym, ale nie podjął żadnych prób dotykania go. Od czasu Halloween stał się znawcą tematu w kwestii, kiedy powinien się wycofać, więc wiedział teraz, że próbę dotyku Harry uzna za niepotrzebny nacisk.
Harry przesuwał smętnie swój obiad po całym talerzu. Zwykle kompletnie mu nie przeszkadzała lazania, ale tym razem naprawdę nie miał na nic apetytu.
Zerknął szybko na Dracona, po czym wbił z powrotem wzrok w swój talerz. Draco jadł spokojnie, udając, że nic złego się nie stało. Wyraził swoją prośbę i Harry wiedział, że jej nie odwoła, o ile Harry go o to wprost nie poprosi. A Harry nie chciał tego robić.
Ale jeśli dopuszczę go tak blisko do siebie, to pewnie odkryje mój plan, pomyślał.
I dobrze, powiedział Regulus, zaskakując go tak, że Harry drgnął. Pokłócili się o to już tydzień temu i od tamtego czasu nieczęsto zaglądał do głowy Harry'ego. To głupi plan. Mam nadzieję, że jak go znajdzie to ci przyłoży i zmusi do rozsądku.
Ale sam wiesz, że naprawdę nie ma innego wyjścia, pomyślał Harry, dźgając swoją lazanię ze złością. Milicenta zerknęła na niego wrogo, kiedy poleciało na nią kilka kropel sosu. Harry pochylił głowę i pozostał tak, póki się nie odwróciła. Szukałem i szukałem. Mi też się to nie podoba, ale przecież północne gobliny też trzeba uwolnić, a ich sieci nie da się zdjąć inaczej.
Nie musisz tego robić tak szybko, upierał się przy swoim Regulus, powtarzając te same argumenty co w zeszłym tygodniu. Gobliny mogą poczekać. Tylko dlatego, że ich kuzyni zostali uwolnieni wcale nie znaczy, że ci będą od ciebie oczekiwać wyzwolenia w miesiąc później. Możesz przeprowadzić pod tym względem więcej badań. Jedyne, co cię w tym momencie pogania, to twoje własne przekonanie o sprawiedliwości, nic innego, Harry.
Harry nie wiedział, co mógłby mu na to odpowiedzieć, ale nie sądził, żeby to miało jakieś znaczenie. Uważał, że sprawiedliwie by było uwolnić w następnej kolejności północne gobliny, więc zaczął badać ich przywiązaną do rudymentów sieć i odkrył tylko jeden sposób na zdjęcie jej. Z tego samego powodu postanowił pomóc Connorowi z jego zaklęciami do pojedynków, spróbował się pogodzić ze swoim ojcem i zaprzyjaźnił się w ogóle z Draconem. Jego poczucie tego, co jest sprawiedliwe, zwykle miało rację.
Bał się jednak, że tak długo schodziło mu zastanawianie się nad prośbą Dracona dlatego, że sam też chciał, żeby to poczucie bliskiego przywiązania powróciło, ale to uczucie było tak koszmarnie głupie i beznadziejne, że czuł się strasznie niezręcznie na myśl, że miałby się poddawać w ten sposób własnym pragnieniom.
Zdołał wmusić w siebie trochę lazanii, zastanawiając się, co właściwie powie Draconowi.
A przynajmniej zastanawiał się nad konkretnymi słowami. Bo generalnie, to już wiedział.
Draco usiadł na swoim łóżku, majtając nogami i czekając, aż Harry nie wyjdzie z łazienki, i zastanawiał się, czemu wszystko w jego życiu musi być tak cholernie skomplikowane.
No dobra, może nie wszystko. Ale w tej chwili zarówno relacje z jego ojcem, jak i jego relacje z Harrym były skomplikowane, a to było naprawdę, cholera, aż zanadto.
Lucjusz wciąż był nie zadowolony z tego, że Draco udał się na noc Walpurgii. Malfoyowie tego nie robili. Nie tańczyli wokół jak idioci i nie wystawiali się na działanie dzikiej magii, która mogłaby sprawić, że zaczęliby się zachowywać jak idioci. Draco podejrzewał, że pewnie pozostawali w bezpiecznym zaciszu swoich domów i ignorowali dziki Mrok. Jego ojciec nigdy mu do końca nie wyjaśnił, co właściwie Malfoyowie robili w takich sytuacjach, tylko przekazał mu bardzo surowe nakazy względem tego, czego nie robili.
Draco odpisał mu bardzo niegrzecznie i ignorował swojego ojca, kiedy spotkali się w dzień, w którym zostały wyzwolone gobliny. Od tamtego czasu zapadła między nimi cisza. Wiedział, że prędzej czy później jeden z nich ją w końcu złamie, ale był zdeterminowany, że tym razem to nie będzie on. Jutro skończy piętnaście lat. Był już dość dorosły, żeby mieć coś do powiedzenia na temat tego, co mu wolno, a co nie. Jego ojciec wymagał od niego odpowiedzialności za swoje czyny odkąd Draco skończył siedem lat. Draco nie rozumiał, czemu akurat to jedno złamanie zasad miałoby być odstępem od tej reguły.
A Harry...
Draco położył się na swojej poduszce, założył ręce za głową i zamyślił się.
Może jednak trochę za mocno nacisnął Harry'ego, prosząc go o odnowienie tej więzi. Wszystko to było wciąż takie strasznie delikatne, tak bardzo gdzieś pomiędzy byciem za daleko – ilekroć Harry odsuwał się od niego – i nie dość daleko – kiedy Harry był gotów zaoferować mu więcej, ale nie robił tego, póki Draco go o to nie poprosił.
Przez cały ten czas jednak, w Draconie biegł cichy strach, że może jednak naciska Harry'ego o rzeczy, których ten tak naprawdę wcale nie chce mu dawać, ale jego samopoświęcające się instynkty i tak na niego napierają, że jednak powinien. W dodatku Harry, idiota, nie miał tej zdolności do powiedzenia "nie", które powiedziałby dowolny inny człowiek na jego miejscu, gdyby tylko ktoś się posunął z prośbą za daleko.
A Dracona czasami naprawdę irytowało to, że musi się tak strasznie napracować nad tym związkiem, że choć jest w stanie wyczuć emocje Harry'ego, ten i tak okłamywał go niedopowiedzeniami, albo po prostu mówił mu wprost, że nie podzieli się z nim tym, co mu leży na duszy.
Takie skomplikowane, pomyślał Draco, kiedy drzwi od łazienki otworzyły się i Harry wszedł z powrotem. Ale i tak go kocham.
Z miny Harry'ego i wiejącego od niego wiatru, wyglądało na to, że ten zebrał się wreszcie w sobie, żeby udzielić mu odpowiedzi. Draco usiadł prosto i starał się wyglądać tak neutralnie jak tylko mógł.
– Tak – szepnął Harry. – Zgoda.
Draco uśmiechnął się. Byłby nieszczery, gdyby tego nie zrobił, bo Harry wiedział, że to go uszczęśliwi. A szczerość przy Harrym zawsze działała najlepiej, poza momentami, kiedy jednak naciskał go za daleko i zmuszał do ustawienia się w sytuacji, w której było mu niezręcznie...
Takie głupie i skomplikowane, pomyślał Draco i kiwnął głową.
– W porządku. Chcesz to zrobić o północy?
– Nie – powiedział Harry. – Może być od teraz – była już niemal jedenasta wieczorem – do jutra, do północy.
Wyciągnął rękę przed siebie i zebrał wokół niej swoją magię. Draco przyglądał mu się w cichym podziwie. Zastanawiał się, czy Harry ma jakiekolwiek pojęcie względem tego, jak pięknie wyglądał w takich chwilach. Odkąd ograniczył swoją magię do swojego ciała, ta już nie płonęła wokół niego jako pachnąca różami aura, ale wylewała się z niego gładko, a po chwili między ich klatkami piersiowymi pojawiła się lina więzi, złota i zielona, wygięta niczym skaczący delfin. Draco nie był w stanie wyobrazić sobie, żeby kogokolwiek był w stanie odwrócić się od czegoś takiego z odrazą, w sposób, w jaki sugerowała to kiedyś matka Harry'ego.
Draco poczuł, jak więź zagnieżdża się w nim i zniecierpliwione pragnienie, które dręczyło go niczym pragnienie ucięcia sobie drzemki w czasie historii magii, nagle się rozmyło. Wziął kilka głębokich oddechów. Uczucie okazało się być głębsze niż się spodziewał. Oczywiście, tym razem nie było żadnego rytuału, który mógłby odwrócić od tego jego uwagę czy to jakoś zamaskować, więc mógł się pławić w całej jego chwale.
Z miny Harry'ego wywnioskował, że on też był w stanie, w dodatku ugrzązł emocjonalnie gdzieś między podziwem i przerażeniem. Draco zorientował się, mrugając z zaskoczenia, że Harry też tego chciał i to było jednym z powodów, przez który nie chciał się na to zgodzić.
Durny gnojek, pomyślał ciepło Draco. Zawsze mu się wydaje, że nie powinien mieć tego, czego pragnie.
Harry poderwał nagle głowę i spojrzał mu w oczy. Draco zamrugał.
O, no tak. Teraz może też słyszeć moje myśli. Draco miał wrażenie, że nie był w stanie słyszeć ich wszystkich, ale chwilę potem Harry kiwnął głową, co potwierdziło mu, że konkretne, skierowane do niego myśli, są w stanie do niego dotrzeć.
Podoba mi się to, pomyślał Draco wesoło. Szkoda, że nie mamy jutro egzaminów, bo moglibyśmy od siebie nawzajem ściągać i nikt by się nie połapał.
Harry wywrócił oczami i, ku radości Dracona, odpowiedział bez trudu mentalnie, nawet nie starając się odezwać na głos. Być może przyzwyczajenie przyszło z doświadczenia z Regulusem Blackiem i jego feniksem, ale to i tak był dobry znak.
Chyba jednak ktoś by zauważył. Więź jest widoczna, pamiętasz?
A możesz ją ukryć? Draconowi w żaden sposób nie przeszkadzałaby widoczna między nimi lina, ale wolałby jako jedyny wiedzieć o tak głębokiej więzi między nim a Harrym następnego dnia. Czuł, jak umysł Harry'ego otwiera się przed nim łagodnie, a wysiłek rozmawiania ze sobą mentalnie stawał się mniej zauważalny z każdą wymianą zdań. Jego emocje były silniejsze i bardziej wyraźne, a kiedy Draco podniósł rękę i dotknął więzi, Harry drgnął i zadrżał, jakby ktoś mu przeczesał włosy na karku.
Ja... tak. Harry przyjrzał mu się uważnie. Jesteś pewien?
Tym razem Draco wysłał mu w odpowiedzi samą emocję szczęścia i patrzył, jak Harry mruga, orientując się, że właśnie sam też to poczuł, zamiast to odczytać. Zadrżał znowu, po czym wymamrotał na głos inkantację uroku, jakby starając się choć na chwilę odstąpić od niezwykłej intymności, jaką podarowała im więź. Lina zalśniła, po czym zwęziła się do zielono złotej niteczki, którą łatwo było pomylić z grą świateł.
– Proszę – powiedział Harry, ponownie na głos.
Słodkich snów, szepnął Draco i momentalnie odkrył kolejny efekt poboczny tej więzi. Był w stanie tak ułożyć swój mentalny głos, żeby Harry był w stanie określić, że Draco jest z nim absolutnie szczery, a zdanie, które się pojawiło w jego umyśle nie ma w sobie za grosz kłamstwa. Draco uśmiechnął się do Harry'ego. Był uradowany i nie widział najmniejszych powodów do krycia się z tym. Chociaż raz Harry będzie musiał przestać doprowadzać samego siebie do białej gorączki tymi swoimi tajemnicami, czymkolwiek by one nie były. Draco uważał, że dobrze mu to zrobi. Był przekonany, że irytacja i bladość Harry'ego z ostatniego tygodnia musiały mieć związek z jakimś sekretem.
Harry przełknął ślinę.
Dziękuję, powiedział, również szczerze, po czym dodał jeszcze Wszystkiego najlepszego i wszedł do swojego łóżka.
Draco ponownie dotknął więzi. Wydała z siebie niską nutę, a on poczuł, jak w piersi wzbiera mu od słodkiego poczucia szczęścia. Przetoczył się pod swoją kołdrą i wiedział, kiedy Harry położył się na swoim łóżku, bo fizyczne sensacje pojawiły się w nim w chwilę później, niczym echo.
To tylko na jeden dzień, powiedział sobie surowo. Nie przyzwyczajaj się.
Ale nawet to nie było w stanie powstrzymać go przed osunięciem się w najgłębszy i najprzyjemniejszy sen, jaki miał w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
Harry obudził się wcześnie następnego ranka i leżał, po prostu słuchając niskiego nucenia więzi.
Nie chciał się ruszyć i to nie tylko dlatego, że umysł Dracona był zwinięty w jego głowie w mruczącą, śpiącą, puchatą kulkę, czy też dlatego, że był w stanie wyczuć dodatkowe ciepło i komfort kołder otulających kończyny, które nie były jego własnymi.
Merlinie, jaka ta więź była przyjemna.
Harry zadrżał. Nie poświęcał Regulusowi za dużo uwagi, kiedy ten mówił do niego poprzedniego dnia, bo bardziej był zajęty własnymi uczuciami względem tego, co się stanie, kiedy więź znowu się pojawi, ale teraz Regulus siedział cicho, Fawkes siedział z głową wsuniętą pod własne skrzydło, a Harry miał w głowie rozproszone wspomnienia snów, w których Draco wziął udział. Nikt nie chciał się z nim kłócić, nikt nie chciał mu wyrzucać tego, że sam wrócił do tematu więzi, zmuszając go tym do pozycji obronnej.
Tak strasznie chciał to odzyskać. Chciał być związany z Draconem i nikim innym. O ile ich obecność i magia w jego głowie były fascynujące, nie tęsknił za Hawthorn, czy Tybaltem, ani nawet za Snape'em w sposób, w który tęsknił za Draconem.
Mógłby udawać, że spełnienie tej prośby oznaczało poświęcenie z jego strony, ale tak naprawdę nią nie było. Zrobił to głównie dlatego, że sam tego chciał.
I to go przerażało. Skoro wybrał sobie jedną rzecz, której chciał, nie dlatego, że ktoś go do tego zmusił, ale dlatego, że przedłożył ją ponad inne sprawy, to do czego to może doprowadzić?
Harry miał dziwne, odległe wrażenie, że już kiedyś otrzymał na to odpowiedź, że zobaczył w Labiryncie, że nie doprowadziłoby to do niczego złego, ale naprawdę ciężko przychodziło mu przypomnieć sobie, o co właściwie wtedy chodziło, kiedy ta więź po prostu już tu była, a perspektywa spędzenia całego dnia z Draconem kompletnie szczerym i otwartym przed nim była niczym wizja poranka widzianego ze szczytu góry. Odpowiedzi nie były proste, bez względu na to, jakby nie pragnął po prostu czegoś wskazać i powiedzieć, że to jest dobre, a tamto złe. Zadygotał, pomimo ciepła, po czym zacisnął mocno oczy.
Kulka emocji w jego umyśle rozwinęła się i po chwili Draco się obudził. On też leżał przez chwilę, po prostu czując ich więź, a potem nagle Harry podskoczył, kiedy poczuł, jak ktoś przejeżdża mu dłonią po mostku. Podniósł głowę i wyjrzał przez zasłony swojego łóżka. Draco już wyglądał przez swoje, szczerząc się do niego szeroko.
Dzień dobry, odezwał się w jego głowie wesoły głos Dracona. Miałeś słodkie sny, co?
Harry kiwnął niechętnie głową.
A teraz pójdziemy zjeść porządne śniadanie. Draco zamarł na moment, po czym dodał, Obiecuję, w pewnej chwili przestanę się zachowywać jak dzieciak, ale pozwól mi się tym jeszcze nacieszyć przez chwilę. Czuję się jak pierwszoroczniak. Chcę tylko chichotać i biegać w kółko. Puścił Harry'emu oczko, po czym wstał z łóżka.
Harry odetchnął ostrożnie. Myśl o tym, że Draco zachowuje się jak dziecko i ewidentnie nie zdaje sobie z tego sprawy nie była myślą, którą celowo posłał Draconowi przez więź. To oznaczało, że ich umysły otwierały się przed sobą coraz szerzej. Harry zaczął się zastanawiać, czy przed zmrokiem w ogóle będzie miał przed nim jakieś tajemnice.
Nie rozumiem, czemu w ogóle miałbyś chcieć mieć przede mną jakieś tajemnice, powiedział Draco. Chcesz mieć jakieś? Harry, ja naprawdę miałem na myśli to, co ci powiedziałem wczoraj. Jeśli ta więź sprawia, że czujesz się w jakikolwiek sposób niekomfortowo, to ją zakończ.
Harry czuł się niekomfortowo, owszem, ale też jednocześnie czuł się bardziej komfortowo niż był od czasu rytuału, a przynajmniej od chwili, w której obudził się po magicznym wykończeniu i odkrył, że tęskni za Draconem.
I dobrze.
Draco podreptał do łazienki, żeby wziąć prysznic, co Harry wydedukował z odbitego echem wrażenia ciepłej wody uderzającej mu o skórę, które poczuł w chwilę później. Uznał, że dalej nie chce mu się ruszać z łóżka, mimo, że już był bardzo rozbudzony. Potrzebował trochę czasu na rozważenie tej sytuacji i przygotowanie się na resztę dnia, a także ustalenie, czego on właściwie chciał – żeby Draco jednak odkrył jego tajemnicę, czy też nie. Nie powinien być w stanie czuć w tej samej chwili dwóch sprzecznych ze sobą emocji, a jednak tak się właśnie działo.
Podczas śniadania Draco odkrył, że naprawdę łatwo mu przychodzi przyzwyczajenie się do podwójnych sensacji. Kubki smakowe Harry'ego różniły się od jego, według nich owsianka wcale nie była aż taka mdła, a kiełbaski okazywały się być znacznie smaczniejsze, ale to tylko dodawało posiłkowi pikanterii. Draco już dawno tak dobrze się nie bawił podczas śniadania.
Zerknął na Harry'ego i przyłapał go na gapieniu się na niego. Harry szybko odwrócił wzrok, rumieniec rozlał mu się po policzkach. Draco zamrugał z rozbawieniem. Jednocześnie odczuwał odległe ukłucie gorąca, jak i wrażenie przeżuwania piasku, które zawsze się pojawiało, kiedy Harry był zirytowany na samego siebie.
– Problemy? – zapytał łagodnie.
– Wygląda na to, że ciężko mi się przyzwyczaić. – Harry zamieszał łyżką w swojej owsiance. – Nie pojmuję, jak ty wytrzymujesz z tą swoją empatią. Już ci się nie dziwię, że po prostu skupiłeś wszystkie swoje emocje na mnie. Wyobrażam sobie, jak to musi być, wyczuwać te wszystkie wrażenia od wszystkich naokoło dzień w dzień. – Wyglądał, jakby zrobiło mu się niedobrze, a Draco wyczuł biegnące pod tymi słowami myśli. Nie zniósł bym czegoś takiego.
– Nie miałem wyjścia, musiałem się przyzwyczaić do mojej empatii – powiedział Draco, wzruszając ramionami. – Ale z tym... – Ponieważ nie był w stanie się powstrzymać i zawsze był bardziej skłonny do robienia tego, na co ma ochotę, zamiast tłamszenia w sobie swoich pragnień jak dobry chłopiec, po raz kolejny dotknął przewodu, który wychodził ze środka jego klatki piersiowej.
Harry po raz kolejny zadrżał, ale tym razem Draco wiedział, że zrobił to z przyjemności. Jego myśli mamrotały, drgnęły i zderzyły się ze sobą. W głowie Harry'ego zdawała się ciągnąć nieustanna kłótnia, a Draco bardziej męczyła sama myśl o czymś takim dziejącym się w jego własnej głowie, niż wyczuwanie czyichś emocji. Z zewnętrznego punktu widzenia jednak, uznał to za naprawdę fascynujące, więc przyglądał się, jak Harry argumentuje, że oczywiście, to naturalne, że spędza tak wiele czasu, myśląc o więzi, kiedy ta zajmuje tak wiele jego uwagi, ale zaraz potem poleciał argument, że może jednak powinien pomyśleć też o innych sprawach, bo przecież inni ludzie mogą potrzebować jego pomocy, i zaraz po tym kolejny, że przecież pomaga w tej chwili Draconowi, ale czy to ma znaczenie, skoro pomaga przy okazji też sam sobie?...
Czy ty czasem odpoczywasz? zapytał Draco, pełen podziwu i rozbawienia, po czym pozwolił, żeby obie te emocje przepłynęły do Harry'ego. To przecież nie tak, żeby był w stanie do końca się z nimi ukryć w tej chwili. W przeciwieństwie do Harry'ego nie widział też powodów, żeby w ogóle próbować.
Harry podskoczył, ale odpowiedział w ten sam sposób, najwyraźniej nie chcąc wyjawić innym istnienia więzi odpowiedzią na pytanie, którego Draco nie zadał.
Nocą, jak wszyscy.
A w ciągu dnia? Ta kłótnia w twojej głowie by mnie wykończyła. Draco przeżuł z namysłem jakiś niezidentyfikowany kawałek swojej owsianki, czekając na wyjaśnienia. Był w stanie wyczuć ogólny kształt tego wyjaśnienia, ale i tak chciał się dowiedzieć, jak Harry ułoży to w słowa.
Harry przez chwilę patrzył się na swój talerz, po czym wzruszył ramionami.
Nie wiem. Po prostu jakoś tak zawsze mam na siebie oko.
Czemu?
Harry odwrócił szybko głowę i odpowiedź, uformowana tylko po części, wślizgnęła się prosto do głowy Dracona. Harry się bał tego, co może zrobić, jeśli nie będzie bez przerwy podchodził z rozwagą do wszystkiego, co robi. Jego magia była zbyt potężna, a on nie wiedział, jak się zachowują normalni ludzie i co robią, żeby uniknąć wszystkich swoich błędów. Bał się...
Bał się bycia samolubnym.
Draco zamrugał.
Och. No, teraz, jak już to wiem, to łatwo mi będzie rozwiązać tę kłótnię w twojej głowie.
Doprawdy? Harry teraz praktycznie na niego warknął, podnosząc głowę i prostując plecy w urażonej dumie. Draco uznał to za absolutnie urocze, Harry wyłapał tę emocję i silnie na to zareagował, więc Draco go uspokoił, a cała ta wymiana odbyła się za pomocą zaledwie przebłysków pół–świadomych myśli, które przebiegały między nimi.
Oczywiście. Nie musisz się obawiać własnej samolubności, Harry. Jesteś dobrym człowiekiem. Nie zaczniesz nagle krzywdzić wszystkich wokół siebie tylko dlatego, że postanowiłeś sobie na coś pozwolić. Draco złapał go za rękę i obrócił ją tak, żeby mógł zobaczyć tętniący z przerażeniem puls na nadgarstku Harry'ego. Był w stanie go wyczuć gdzieś we własnym podniebieniu, gdyby tylko naprawdę się na tym skupił. Draco zastanawiał się, co jeszcze będzie w stanie wyczuć przed zapadnięciem nocy, czy do tego czasu wciąż będą dwójką oddzielnych i tak różnych sobie ludzi. Do tego masz mnie obok siebie. Mogę ci powiedzieć, kiedy popełniasz błąd czy krzywdzisz kogoś i nawet tego nie zauważasz.
Ale czemu miałbym prosić cię o coś takiego? Przecież już i tak za bardzo na tobie polegam.
Draco wydał z siebie rozdrażniony dźwięk, chociaż nie był pewien, czy zrobił to na głos, czy to było tylko w jego głowie.
Powiem ci, kiedy zaczniesz przeginać, Harry. Ale ten układ też będzie szedł w obie strony, wiesz? Oczekuję od ciebie, że poinformujesz mnie, kiedy zacznę popełniać błędy, jak na przykład wtedy, kiedy zanadto dostroiłem do ciebie moją empatię. Oczekuję od ciebie, że dasz mi wszystko to, czego będę od ciebie chciał. Wygląda na to, że wydaje ci się, że mnie pożresz żywcem. Nie uda ci się to, bo raz, utknę ci w gardle i będę protestował całą drogę w dół, a dwa, mam zamiar zrobić dokładnie to samo dla ciebie.
Harry spróbował zabrać swoją rękę z uścisku. Draco zapytał go czemu i w odpowiedzi otrzymał masę nieskładnych słów. To jest głupie... bez sensu... niemądre no...
Owszem, było takie, odpowiedział mu Draco, ale jeśli te słowa były głupie, trudno, to przecież nie tak, że będzie je musiał bez przerwy powtarzać.
Harry przełknął ślinę i powoli podniósł wzrok, aż ten nie spotkał się ze spojrzeniem Dracona.
Draco był uradowany, widząc w jego oczach kapitulację, tę samą, która skłoniła go do zgodzenia się na powrót tej więzi przynajmniej na jeden dzień, a jego radość przepłynęła do Harry'ego, rozlewając się po nim i wielokrotnie go obejmując.
Harry wiedział, że powinien uważać na lekcji historii magii, ale nawet jemu zaczęło już się nudzić wymienianie kolejnych goblińskich rebelii – inne sprawy też miały miejsce w czarodziejskiej historii i gdyby tylko Binns je omawiał jak należy, to Harry pewnie nawet nie musiałby organizować swoich wieczornych lekcji – a w dodatku dzisiaj umysł Dracona go rozpraszał swoim bogactwem i rozmaitością.
Podłapał odległe urodziny, piętnaste urodziny!, co zaciągnęło go, naturalnie, do wspomnień z szóstych urodzin Dracona, ponieważ było to najdroższe mu wspomnienie ze wszystkich. Dzień zaczął się wczesnym rankiem, od latania na miotle, a był to pierwszy raz, kiedy pozwolono mu się samodzielnie oderwać od ziemi – nawet jeśli jego ojciec unosił się tuż pod nim, obserwując uważnie jego lot i pętle, gotów w każdej chwili go uratować, gdyby coś poszło nie tak. To i tak była ważna oznaka niezależności. Wciąż miał w ustach wspomnienie wiatru z tamtego dnia, nawet teraz, dziewięć lat później. Posmak ten stał się dla Harry'ego bardziej realny od zaspania, które sam czuł, albo mamrotu sennych uczniów, siedzących wokół niego.
Potem jego matka zaprowadziła go do domu i dała mu ciasto, które upiekła własnymi rękami, zamiast kazać to zrobić skrzatom domowym. W ten sposób Harry dowiedział się, że Narcyza Malfoy, czarownica niewątpliwie uzdolniona w mrocznej magii i polityce, nie miała żadnych zdolności w gotowaniu. Ciasto było nierówne i w połowie przypalone, a lukier rozlewał się niedbale po stole, ale Dracona to nie obchodziło. Zjadł je całe i pocałował matkę w policzek ustami białymi od nadmiernych ilości cukru, który Narcyza ciągle dodawała do ciasta, uważając, że im słodsze, tym pewnie lepsze.
Następnie ojciec Dracona znowu go przejął i zaprowadził go do jednego z pokojów, położonych bardziej w głębi rezydencji. Znajdował się w nim szkielet smoka, usieczonego przez jednego z ich odległych przodków, czym zdobył on sobie chwałę i wielkie ilości złota od wdzięcznych czarodziejów. Lucjusz pokazał swojemu synowi wszystkie ostre zębiska i elementy kręgosłupa, po czym opowiedział historie Malfoyów, którzy kiedyś brali ze sobą części szkieletu, wybierali się do zewnętrznego świata i zdobywali własne fortuny. Draco słuchał uważnie wszystkich tych historii z szeroko otwartymi oczami. Harry też. Podejrzewał, że to pewnie nie były dokładnie takie same historie, które mu wtedy opowiedział Lucjusz – Draco odegrał w myślach to wspomnienie tak wiele razy, że pewnie pozmieniał kilka szczegółów, tak by te bardziej mu pasowały – ale z pewnością były bardziej interesujące od kolejnej goblińskiej rebelii.
O zachodzie słońca Narcyza zaprowadziła Dracona na zewnątrz i rzuciła zaklęcie, które pozwoliło mu zobaczyć, tylko przez chwilę, zielony promień słońca. Pojawiał się i lśnił tylko przez dwie sekundy w czasie zachodów słońca, po czym znikał. Większość ludzi zwykle go przegapia, ale zaklęcie pokazało Draconowi, gdzie powinien go wyglądać i sprawiło, że w jego oczach ten promień lśnił niczym płomień. Draco zapiszczał ze szczęścia, a Narcyza przytuliła go i szepnęła, że ten promień musiał lśnić podczas jego narodzin, ponieważ urodził się dokładnie podczas zachodu słońca. Pocałowała go w czoło, po czym postawiła go z powrotem na ziemi i wrócili do środka.
Tego wieczoru usiadł razem ze swoimi rodzicami przy kominku i ostrożnie otworzył swoje prezenty: książkę, nową, ślizgońską koszulkę, która w ogóle już nie wyglądała jak coś, co mogłoby nosić małe dziecko, parę srebrnych żmii, które wiły się, kiedy wymawiał jedno słowo i broniły go, kiedy wymawiał inne, oraz malutkiego kuguchara, który stał się najbardziej rozpieszczonym kotem na świecie w przeciągu następnego półtora roku, póki nie wyszedł poza osłony i już nigdy nie wrócił.
Harry pozostał jeszcze przez chwilę na tej ostatniej scenie, przyglądając się płonącemu w kominku ogniu i spokojnym wyrazom twarzy rodziców Dracona. Pojawiła się w nim emocja, którą ostatecznie uznał za zazdrość. Samo przyglądanie się temu było wspaniałe. Nie miał pojęcia, jakie to mogło być uczucie, mieć takie wspomnienie, na którym można by się opierać za każdym razem, kiedy zaczyna się wątpić w to, czy rodzice cię kochają.
Otworzył oczy, zamrugał i potrząsnął głową, po czym zauważył, że Draco patrzy na niego z miną złapaną gdzieś pomiędzy emocjami smutku i podziwu.
– Więc to dlatego tak strasznie kochasz swojego brata – szepnął na głos i po raz kolejny dotknął więzi.
Harry westchnął głośno tym razem, ponieważ poczuł się, jakby mruczący kuguchar ze wspomnień Dracona owinął się wokół jego płuc i ścisnął je, rozlewając po nich słodkie ciepło.
– Co zobaczyłeś? – zapytał, kiedy już doszedł do siebie.
– Dość – powiedział Draco i wspomnienia przebiegły szybko przez umysł Harry'ego, wszystkie związane z Connorem, wszystkie wypełnione jasnymi kolorami ciepłych uczuć, które żywił wobec swojego brata przez te wszystkie lata, które spędzili w Dolinie Godryka.
Harry pochylił głowę, przyjmując jego słowo do wiadomości, a potem lekcja się skończyła i wstali, żeby udać się na obiad.
Draco nie spodziewał się, że numerologia będzie aż taką torturą. Miał zamiar niemal kompletnie zniknąć we wspomnieniach Harry'ego, tak samo jak zrobił to tego ranka, mimo, że zdawał sobie sprawę, że profesor Vector przysporzy im przy tym kłopotów. Poświęcała swoim uczniom znacznie więcej uwagi niż Binns i będzie chciała się dowiedzieć, czemu, do licha, nie wykonują swoich obliczeń.
Zamiast tego więź zaczęła zmieniać jego punkt widzenia. Czasami widział wszystko przez swoje oczy, a czasami przez Harry'ego. Naprawdę nieprzyjemnie było się zorientować, jak strasznie niewyraźny jest świat poza okularami, kiedy jest się krótkowzrocznym. Jeszcze dziwniejsze okazało się odkrycie, że dłonie Harry'ego, choć większe od jego, dawały wrażenie lżejszych. Draco podejrzewał, że to pewnie jeden z powodów, dla których był w stanie tak łatwo złapać znicz.
Harry krążył mu po głowie, zestresowany we własnym ciele, zaintrygowany i zaniepokojony, że ktoś zauważy, że coś jest z nimi nie tak. Draco ukrył uśmiech, pochylając się nad własnymi zadaniami, które nagle zmieniły się w obliczenia Harry'ego (zauważył w jednym z nich był błąd, niewątpliwie spowodowany jego rozproszoną uwagą). Po spędzeniu siedmiu miesięcy z empatią, Draco zwykle bez problemu był w stanie odczytać emocje Harry'ego, ale to było wrażenie, jakby nagle dostał słowa do tej pieśni, wiedział, co Harry dokładnie czuje i dlaczego, nie musząc tylko zgadywać z sensacji naciskających mu na skórę, albo wizji migających mu przed oczami.
Uspokój się, szepnął w głowie Harry'ego, korzystając z okazji, żeby przejrzeć jeszcze kilka wspomnień. Te były związane z Wrzeszczącą Chatą i konfrontacją z Syriuszem Blackiem w zeszłym roku. Draco był naprawdę rad z tego, że Harry nawet nie wie, że się im przygląda. Draco chciał z determinacją dowiedzieć się, jak to tam naprawdę wtedy było, tak żeby brat Harry'ego nie miał już tej części Harry'ego tylko dla siebie. Stłumił swoją zgrozę rozbawieniem spowodowanym tym, jak kiepsko Harry znosi tę sytuację. Nikt jeszcze nie zauważył, nawet Pansy, kiedy przeszła przez więź chwilę temu. Naprawdę nie sądzę, żeby ona istniała dla kogokolwiek poza nami.
Ale nasze zachowanie...
Ćśś. Wszystko jest w porządku.
Draco przyjrzał się jeszcze kilku wspomnieniom z tamtej nocy, przeskakując między nimi i własną kartką z zadaniami, ilekroć profesor Vector mijała go i przyglądała mu się surowo, a także czasami zadaniami Harry'ego, ilekroć więź upierała się, że to na nich powinien się skupić. Już dawno nie był taki spokojny i szczęśliwy jak w tym momencie, nawet jeśli serce go bolało od wspomnień cierpienia Harry'ego. Zdawał sobie sprawę z tego, że Harry krył przed nim coś jeszcze, jakąś tajemnicę, którą do tej pory zgrabnie usuwał mu z drogi, ale miał również świadomość, że Harry był nim niemal całkowicie pochłonięty. Ta świadomość była mu szczególnie miła.
Którym wspomnieniom się przyglądasz... Draco!
Draco podniósł brew.
Przecież już mi o tym powiedziałeś.
Tak, ale...
Nie ma w tobie nic, co mogłoby sprawić, żebym się od ciebie odwrócił z odrazą, Harry. Draco uznał, że pora na kolejne szczere, powiedziane wprost zdanie. Kompletnie nic. Nie musisz się o to martwić i nie musisz się z niczym przede mną kryć.
Poczuł, jak Harry zaczyna się wahać. To nie tak, że nie wierzył Draconowi, tu chodziło bardziej o to, że uważał, że nie może sobie pozwolić na przywilej uwierzenia w coś takiego, oraz strach przed tym, do czego taki przywilej może go doprowadzić.
Kocham cię, powiedział Draco miękko.
Powoli i ostrożnie, pracując dalej nad zadaniami numerologii, na zmianę z oglądaniem wspomnień, Harry kierował się w stronę zaufania tak absolutnego, że przekraczałoby ono cokolwiek, co do tej pory osiągnął. Draco nie pamiętał lepiej spędzonego popołudnia.
Harry dokładnie wiedział, kiedy Draco znalazł jego plan uwolnienia północnych goblinów. Jedli kolację – a przynajmniej pozornie to robili, ponieważ Harry był rozproszony myślami, w głowie Dracona, których się tam kompletnie nie spodziewał, a Draco pyskował Regulusowi, zamiast z nim rozmawiać – kiedy umysł Harry'ego sam podsunął mu przypomnienie o tym.
Draco wciągnął szybko powietrze, po czym zacisnął dłoń na nadgarstku Harry'ego tak mocno, że go zabolało. Harry podskoczył. Pansy obróciła się w ich kierunku i zmarszczyła brwi.
– Co się z wami dzisiaj dzieje? – zażądała. – Już zwłaszcza ty, Draco, odbija ci jak jeszcze nigdy.
– Nic – powiedział Draco. – Po prostu przypomniałem sobie, że zapomniałem napisać esej z zaklęć. – Wstał od stołu i przez chwilę Harry miał nadzieję, że go puści, ale wtedy jego ręka pociągnęła go ze zniecierpliwieniem za nadgarstek i Harry wstał niechętnie. – Harry mi z nim pomoże.
Pansy prychnęła i nalała sobie więcej soku z dyni.
– Ta, jasne, Draco. Raczej go za ciebie napisze.
– Nie, naprawdę – powiedział Draco, ciągnąc Harry'ego do wyjścia, a jego zęby zalśniły w czymś, co dla innych mogło się wydawać uśmiechem, jeśli nie znali go za dobrze. – Po prostu naprawdę musimy sobie z Harrym porozmawiać.
To słowo nadeszło niczym trzaśnięcie z bicza i Harry pochylił głowę. Nie podniósł jej przez całą drogę do lochów. Jasne, przez więź i fakt, że Draco był dzięki niej w jego głowie, to nie miało żadnego znaczenia. Przez cały czas czuł wściekłość i rozczarowanie i tylko po części była to wściekłość i rozczarowanie spowodowane faktem, że nie udało mu się ukryć swojego planu jak należy. Robił co mógł, żeby nie myśleć o tym, a Draco i tak zdawał się być zafascynowany wszystkim innym, co było w jego głowie, że Harry'emu wydawało się, że ten dzień minie bez takich problemów.
A teraz znowu czuł te głupie, sprzeczne emocje, złość na to, że Draco się o tym dowiedział – i ulgę, że jednak się dowiedział.
Draco nawet nie spróbował wrócić do pokoju wspólnego, może dlatego, że obaj wiedzieli, że o tej porze będzie on wypełniony innymi uczniami. Zamiast tego zaciągnął Harry'ego w wąski, poboczny korytarz, jedną ręką wciąż trzymając go za nadgarstek, a drugą podnosząc mu brodę. Harry skupił się na ignorowaniu podwójnych, fizycznych sensacji, spojrzał Draconowi w oczy i zaczekał.
– Powiedz mi, czemu uznałeś to za konieczne – powiedział Draco.
No dobra, to jest lepszy początek niż się spodziewałem.
Nie martw się, Harry. Harry skrzywił się, kiedy Draco wszedł w pełni do jego głowy przez więź. Możemy to zrobić w ten sposób, jeśli chcesz. Właściwie to myślę, że tak nawet będzie lepiej. W ten sposób nie będziesz w stanie mnie okłamać.
Zamiast odpowiedzieć mu słowami, Harry podzielił się obrazem tego, czego się nauczył o goblińskiej sieci od południowych goblinów i Helcasa, z czego obie strony bardzo ochoczo podsunęły mu wszystkie znane im informacje. Sieci nie da się rozerwać bez niszczenia przy tym rudymentów, które są antycznymi domami rodzinnymi, należącymi głównie do świetlistych, czystokrwistych rodzin. Nie da się jej też przenieść równie łatwo co sieci południowej na imitację Gringotta. Coś musiałoby zająć miejsce rudymentów, przesuwając się w objęcie samej sieci i przytrzymując ją niczym kołki, dzięki czemu ta nie będzie miała wyjścia jak wypuścić z objęć gobliny w chwili podmiany.
Harry'emu nie przychodziło do głowy nic innego, co mogłoby być równie potężne, żeby zająć miejsce rudymentów: urwane kawałki magii, na zawsze uwolnione spod władzy czarodzieja, który wcześniej nimi władał, oraz poddane bez żalu czy goryczy, co doda poświęceniu mocy. Był jedynym czarodziejem o lordowskiej mocy, który byłby zdolny do tego rodzaju poświęcenia własnej magii.
Przecież to cię może zabić, powiedział Draco. A już na pewno pozbawi cię magii, przez co stracisz możliwość wyzwolenia innych stworzeń. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę?
Zdaje, powiedział Regulus. Mówiłem mu o tym. Ale on mnie nie słucha. Wydaje mu się, że musi to zrobić już, teraz, natychmiast i nie chce zaczekać, aż nie pojawi się jakieś lepsze rozwiązanie.
Czemu nie?
Odpowiedź wylała się z Harry'ego, zanim ten zdołał ją powstrzymać, wezwana głębokim spojrzeniem oczu Dracona.
Był niespokojny. Nie był w stanie się odprężyć. Nie ufał wszystkiemu, za co się zabierał, o ile nie był pewien, że to w jakiś sposób komuś pomoże. Chciał utrzymać tempo ostatniego pasma sukcesów, które odnosił z sieciami, uwalniając inne gatunki w równie szybkim tempie, co od kilku ostatnich miesięcy. Musiał to robić, albo zaczynał się czuć żałośnie, jakby marnował swoje życie.
Draco westchnął szybko i nerwowo.
– Nic dziwnego, że tak ciężko ci było zgodzić się na tę sieć – szepnął na głos. – Wiedziałeś, że zrobisz to zarówno dla siebie jak i dla mnie, ale wiedziałeś też, że spędzisz wtedy cały dzień na nie myśleniu o byciu vatesem.
Harry kiwnął głową. Może teraz Draco przestanie być taki zły...
– Nie przestanę – powiedział Draco. – Ten twój plan jest głupi, Harry. Nie ma nic złego w byciu trochę samolubnym. Czy gobliny cię do tego namówiły?
– To ja im to zaproponowałem – wymamrotał Harry.
– A one pewnie myślały, że nie wziąłbyś tego nawet pod uwagę, gdyby to oznaczało dla ciebie nieodwracalne szkody – powiedział Draco. – Nie mają pojęcia, jak wiele by cię to tak naprawdę kosztowało, co? Ponieważ ty bez przerwy ukrywasz się z tym, jak wiele cię wszystko kosztuje. Merlinie, Harry, to się musi skończyć. Powiedziałem to już raz, w zeszłym roku, kiedy zmusiłem cię do bardziej regularnego snu. I to, teraz, też musi się skończyć.
Harry wykręcił się, próbując się mu wyrwać, nie chcąc, ale będąc absolutnie przekonanym, że powinien. Jak mógłby prosić Dracona o tak wiele? Jak mógłby być mu tak bliski, pozwolić komuś, żeby go tak dobrze znał, odciągać coś, co mogłoby komuś pomóc, co było w jego mocy do zrobienia...
Draco sięgnął ku niemu przez więź i pokazał mu jak.
Tym razem wzrok przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Istniała tylko więź między nimi, pulsująca złotem wymieszanym z zielenią i tym głębokim zaufaniem, które w obu przypadkach pozwoliło tej więzi w ogóle zaistnieć.
Kiedy popełniamy błąd, Harry, to nie na zawsze. Jesteśmy za silni na to, żeby zniszczyło nas jedno oskarżenie o naszej samolubności, czy jedna kłótnia. Poczucie winy nas ogarnia, ale po jakimś czasie mija, tak samo jak szczęście takie jak to. Jesteśmy częścią przyszłości, nie tylko teraźniejszości i nie tylko przeszłości.
Harry czuł, jak oszałamiające fale złota i zieleni rozbijają się wokół niego i przez chwilę miał wrażenie, że znowu znalazł się z powrotem w Labiryncie i widział prawdy wypisane tak wielkimi i jaskrawymi literami, że niemożliwym byłoby zignorowanie ich.
Myślenie o sobie i Draconie było... myśleniem o sobie i o Draconie. Nie oznaczało to, że odbierał tym czas i uwagę od innych ludzi, którzy mogliby zasługiwać na nią bardziej. Nie musiał bez przerwy pilnować swoich myśli, żeby nie stać się nagle złym. Jego dobro nie ograniczało się wyłącznie do jego pasji.
Czemu bezinteresowność jest dobra?
N–nie wiem.
Draco szybko odparł na tę nielogiczność i odkopał ją na bok, tak jak to już zrobił wiele razy w przeszłości. Nie ma nic złego w odrobinie samolubności, powtórzył stanowczo, po czym przelewał światło, ciepło i szczęście przez więź, aż Harry nie zaczął się trząść z przyjemności, dysząc i będąc absolutnie pewnym, że chce tego jeszcze więcej.
Otworzył oczy, powoli, kiedy fala się wreszcie nieco wycofała i zobaczył, że Draco przed nim stoi z rękami położonymi na jego biodrach i zawadiackim uśmiechem.
– Przekonany? – zapytał Draco.
Harry kiwnął głową. Coraz ciężej przychodziło mu przypomnienie sobie, czemu tak strasznie się zawziął na poświęcenie swojej magii i może nawet własnego życia, żeby uwolnić północne gobliny. Przecież może istnieć inny sposób, lepszy. Może zaczekać. A gobliny, tak samo jak on sam, będą musiały żyć ze swoim rozczarowaniem, jeśli wyśle im list, w którym im to wyjaśni.
Właśnie dlatego zawsze powinieneś przychodzić z takimi problemami do mnie, powiedział Draco, brzmiąc tak arogancko jak jeszcze nigdy. Wytknę ci takie oczywistości.
Harry ruszył przed siebie i wtulił się w niego bez słowa. Ta więź jednak nie była taka zła.
Wciąż wiedział, że nie byłby w stanie żyć w ten sposób, z umysłem tak często wpadającym do głowy Dracona, więc zakończy istnienie więzi o północy, tak jak to wcześniej ustalili. Ale nie będzie już tak przerażony i był w stanie wyczuć rozwijające się przed nim możliwości, jakby był świeżo wyklutym z jaja smokiem, który właśnie osusza sobie skrzydła w przygotowaniu do pierwszego lotu. Wiedział, że znajdzie zimne prądy wiatrów i często będzie spadał, ale to w żaden sposób nie negowało wartości ciepłego nieba, szczęścia i przepełnionego nadzieją pierwszego skoku w powietrze.
– Dziękuję – szepnął. – Wszystkiego najlepszego. Kocham cię.
Draco przycisnął go mocniej do siebie i nic nie powiedział, ale jego pewność siebie zalała całe wnętrze czaszki Harry'ego.
Naprawdę lubię, kiedy Draco jest z siebie dumny, pomyślał Harry, kiedy razem ruszyli w kierunku pokoju wspólnego.
