To już niemal koniec "Wolnego człowieka [który] nie zazna spokoju". W tej chwili planuję jeszcze jedno interludium i ostatni porządny rozdział dla WCNZS, a potem, w czwartek, zaczniemy nowy tom, "Wiatr, który trzęsie morzami i gwiazdami". Fabuła, która zacznie się w tym rozdziale, wybuchnie w następnym tomie. Więc to jest głównie coś, co ma Was na to przygotować.

Wydaje mi się jednak, że sami się domyślicie, co się szykuje.

Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty: Próbując od nowa

Świat Snape'a stał się rozmyty od wspomnień z myślodsiewni, od pisania tak częstego, że jego palce, zwykle ubrudzone wyłącznie jakimiś pozostałościami po składnikach do eliksirów, miały na sobie ślady atramentu, od szybko pochłanianych posiłków, niespokojnego snu i ukradkowych wycieczek do skrzydła szpitalnego, żeby zobaczyć jak się czuje Harry. Nawet jego Mroczny Znak, który zapłonął na jego ramieniu na letnie przesilenie, nie wydawał się mu równie istotną sprawą co to. Miał wrażenie, że kończy mu się czas. Musiał czym prędzej skończyć transkrypcję wspomnień Dumbledore'a o treningu Harry'ego, zebranych w eliksirze myślodsiewnym. Nie wiedział czemu, ale musiał.


– No dobrze, Harry. Usiądź na trawie, to opowiemy ci historię.

Harry usiadł na trawniku w Dolinie Godryka. W tym wspomnieniu miał jakieś pięć, może sześć lat, a jego zielone oczy były wiecznie szeroko otwarte, chłonąc informacje na temat otaczającego go świata. Snape miał wrażenie, że nie zauważyłby tego, gdyby go nie znał już od jakiegoś czasu. Już w tym wieku nauczył się chować niemal wszystkie swoje emocje za maską, która miękła i lśniła wyłącznie w pobliżu jego brata.

Lily usiadła przed Harrym po prawej jego stronie, a Dumbledore po lewej. Snape stanął między nimi, żałując ze zniecierpliwieniem, nie po raz pierwszy, że to było tylko wspomnienie. Gdyby to była rzeczywistość, to mógłby zabrać stąd Harry'ego. Harry wciąż byłby w tym wieku i można by zapobiec większości szkód, które Snape do tej pory zobaczył.

Ale to nie była rzeczywistość. Dlatego też zamiast tego stał tylko i przyglądał się, jak Lily opowiada chłopcu historię głosem, który pewnie miał być miękki i hipnotyzujący.

– Była sobie pewna Ślizgonka, która mnie kiedyś dręczyła, Harry. Nazywała się Charlotte Snoddard, chociaż ja nazywałam ją wtedy Kozaznostra. – Ulotny uśmiech zatańczył na twarzy Lily, po czym zniknął w głębinach spokoju. – Zdawała sobie sprawę z tego, że może mnie sprowokować do płaczu kilkoma zaledwie słowami o szlamach, jeśli tylko wypowie je w odpowiednim towarzystwie. Ale nauczyłam się ją ignorować. Czy wiesz, co zrobiłam?

Harry pokręcił głową, jego włosy zsunęły mu się do oczu. Dumbledore pochylał się teraz do przodu, jakby chciał lepiej wysłuchać historię Lily – albo po prostu chciał uzyskać lepszy kąt do przyglądania się twarzy Harry'ego i sprawdzaniu, jak on będzie reagował.

– Nauczyłam się, jak odwracać rozmowę w jej kierunku – powiedziała Lily z tryumfem. – Nauczyłam się kilku spraw o niej, gdzie ona się udawała i co robiła w trakcie dnia, a potem pytałam ją o to, jak sobie radzi ze swoimi problemami, o chłopców, którzy się jej podobali, o lekcje, które przegapiała, ponieważ była tak leniwa, że często nie wychodziła z lochów, żeby zdążyć na pierwsze tego dnia zajęcia. Z początku była podejrzliwa, oczywiście, ale nigdy jej nie wyśmiewałam i po jakimś czasie sama zaczęła mnie odnajdywać tylko po to, żeby porozmawiać ze mną o tym, jak jej minął dzień. Mogła zaczynać od wyzwisk, ale kiedy pytałam o sprawy, które były dla niej ważne, to chętnie o nich rozmawiała. Po jakimś czasie skończyła w ogóle z wyzwiskami. W jej mniemaniu stałam się dla niej kimś zupełnie innym, parą słuchających uszu. I jasne, przez większość czasu jej wywody mnie nudziły, ale przynajmniej już więcej przez nią nie płakałam.

Lily pochyliła się do przodu i lekko podniosła podbródek Harry'ego.

– Ty też możesz zacząć tak robić, Harry, jeśli ktoś zacznie do ciebie zagadywać i nie zechce się od ciebie odczepić. Możesz się nauczyć, jak pytać ich o sprawy, które będą dla nich ważne, o ich problemy i o ludzi, na których im zależy. Większość ludzi bardziej interesuje mówienie o samych sobie, niż słuchanie innych, bardziej interesują się sobą niż tobą. – Zamilkła na moment i uśmiechnęła się. – Zwłaszcza tobą, bo jesteś...

– Opiekunem Connora, jego przewodnikiem i strażnikiem – powiedział Harry, brzmiąc, jakby to powtarzał już od dawna. – Nie mają żadnych powodów, żeby się mną interesować.

– Bardzo dobrze, Harry. – Lily poklepała go po policzku. – Dlatego też Albus przetestuje cię i zobaczymy, jak wiele wyciągnąłeś z tej konkretnej lekcji. Kiedy zacznie rozmawiać o tobie, odwróć rozmowę, tak żeby zaczęła dotyczyć jego.

Snape musiał patrzeć, jak Dumbledore prowadzi Harry'ego przez prostą konwersację, starając się go nakłonić o tym, żeby ten zaczął mu opowiadać o swoim treningu, rozkładzie dnia, o ulubionych kolorach, czy tym, co lubił w świetle słonecznym. Harry'emu z początku bardzo niezgrabnie wychodziło odwracanie rozmowy i podał nawet kilka odpowiedzi, za które jego matka go łagodnie strofowała, ale w miarę jak popołudnie mijało, coraz łatwiej mu to wychodziło i kilka razy nawet zdołał gładko sprowokować Dumbledore'a do opowiadaniu o jego własnych przeżyciach.

Czyli to w ten sposób Harry nauczył się unikania rozmów o sobie, pomyślał Snape, starając się podchodzić do tego spokojnie i racjonalnie, zwłaszcza kiedy troska innych dotyczyła jego zdrowia i stanu umysłu. Większość ludzi naprawdę była bardziej zaabsorbowana sobą niż nim i z radością przekonywali się, że Harry jest szczerym i cierpliwym rozmówcą, zawsze gotowym ich wysłuchać – czyli kimś, kim Lily nigdy nie potrafiła zostać, bo Snape nie potrafiłby zliczyć, ile razy słyszał nieusatysfakcjonowaną Charlotte Snoddard, przechwalającą się swoją "oswojoną szlamą". Będą słuchali, rozmawiali z nim, odsłaniali coraz więcej szczegółów na swój temat, przez cały ten czas nie zauważając, że Harry w ogóle nie odpowiada na ich pytania.


Snape powoli skończył pisanie ostatnich zdań dotyczących tego wspomnienia, po czym zawiesił wzrok na pergaminie i po chwili przeniósł go na srebrzysty eliksir myślodsiewny.

Skończył. To już było wszystko. Zapisał wszystkie wspomnienia z treningu Harry'ego, które udało mu się ukraść od Dumbledore'a.

Snape odetchnął głęboko, po czym zaczął mamrotać pod nosem zaklęcia, kopiując jeden zwój za drugim, tak na wszelki wypadek. Miał za sobą mniej więcej ćwierć roboty, kiedy nagle ktoś zapukał mu ostro do drzwi. Snape poderwał głowę, łypiąc niechętnie. W przeciwieństwie do jego gabinetu, niewielu uczniów wiedziało, gdzie się znajdują jego prywatne kwatery, a wiedział, że Harry i Draco wciąż znajdują się w skrzydle szpitalnym. To prawdopodobnie był któryś z profesorów.

– Wejść – zawołał po jednej, intensywnej chwili, w czasie której zdjął osłony ze swoich drzwi.

Ku jego zaskoczeniu, pierwszą osobą, która weszła do pokoju, był Connor Potter, gryfoński bałwan, a zaraz za nim pojawiła się McGonagall. Bałwan oparł pięści o swoje biodra i rzucił Snape'owi nieprzyjemne spojrzenie, które przypomniało mu, mocno i nieprzyjemnie, oryginalnego Pottera. Poczuł, jak warga mu się podwija.

– Potter...

– Severusie – powiedziała McGonagall, kiwając mu szybko na powitanie. – Daj mi tylko chwilę, proszę. – Podniosła różdżkę i wokół pokoju pojawiły się wijące pasma w gryfońskich kolorach złota i czerwieni. Snape zagapił się. Nie spodziewał się, że zyskała już tak wielką władzę nad osłonami.

Chwilę potem wściekł się, kiedy zobaczył, że jej dzieło wtapia się w kamienie.

– Jak śmiesz! – syknął na nią, wstając i sięgając po różdżkę. – Akurat, kiedy wreszcie udało mi się usunąć osłony, tak żeby Albus nie był w stanie mnie szpiegować...

– Harry'ego też szpieguje – powiedziała McGonagall, składając ręce na piersi i spoglądając na niego surowo. – Tylko w ten sposób mogę być pewna, że otrzymamy od niego chwilę prywatności. Zabiorę je ze sobą kiedy wyjdę, Severusie, ale póki co zostawisz je na miejscu.

Snape mrugnął, po czym kiwnął głową.

– W takim razie o czym chciałaś ze mną porozmawiać? – Rzucił chłopcu ostre spojrzenie. – I po co sprowadziłaś tu ze sobą tego bałwana?

Bałwan zarumienił się wściekle, ale najwyraźniej zorientował się szybko, że nie miało sensu tłumaczyć źródła swojej irytacji. Zamiast tego nabrał głęboko tchu i zaczął mówić.

– Tu chodzi o Harry'ego. Otrzymałem list od Jamesa. Napisał mi w nim, że Harry ma zamiar wrócić na wakacje do niego. Do niego i Lily.

Snape poczuł, jak furia eksploduje mu w piersi zupełnie, jakby to się przydarzyło komuś innemu. Niemal nie zwrócił uwagi, kiedy jeden z jego transmutowanych foteli przeleciał przez pokój i uderzył z pędem w regał z książkami, kiedy jego bezróżdżkowa magia zareagowała w odpowiedzi. Opanował się dopiero, kiedy McGonagall rzuciła ostre "Severusie!"

Dysząc ciężko, usiadł z powrotem na krześle i spojrzał ciężko na Pottera.

– Nie kłamiesz?

Potter pokręcił głową.

– Nie. Ale kiedy zapytaliśmy o to Harry'ego – profesor McGonagall, Malfoy i ja – rzucając wokół niego tego rodzaju osłonę, tak żeby Dumbledore nie był w stanie usłyszeć jego odpowiedzi, to powiedział nam prawdę. Kiedy wracał z cmentarza, Dumbledore rzucił na niego kolejne przymuszenie, a on znajdował się w takim fizycznym i psychicznym szoku, że nawet nie zauważył, kiedy to zapuściło w nim korzenie. Harry przeprowadził wywiad z Lily i naprawdę wydawało mu się, że szczerze chce wrócić z nią do Doliny Godryka, albo Luz Aeterny. Ale potem się wyrwał na wolność.

– Rozmawiał ze swoją matką. – Snape czuł, że jego słowa wychodzą mu nieco niewyraźnie, głównie dlatego, że jego usta i język mu zmartwiały.

McGonagall kiwnęła głową.

– Owszem. Severusie... pozwoliłam panu Potterowi opowiedzieć tę historię, ponieważ wie na ten temat więcej ode mnie, ale chcę się wreszcie dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Czemu tak bardzo się boisz sytuacji, w której Harry miałby wrócić ze swoimi rodzicami do domu? – Jej wzrok był stanowczy, a jej ramiona skrzyżowały się, co oznaczało, że nie miała zamiaru stąd wyjść, póki nie dostanie odpowiedzi.

Snape kiwnął w kierunku papierów, które kopiował.

– Przeczytaj to sobie. To są transkrypcje scen, które otrzymałem z myślodsiewni pełnej wspomnień Albusa. – Kiedy zaczęła czytać, wrócił wzrokiem do Pottera. – Mów dalej.

– Powiedział nam, że już nie ma najmniejszych intencji wracać do nich na wakacje – powiedział Potter, potrząsając lekko głową. – Ale musi udawać, że ma, żeby Dumbledore wciąż myślał, że trzyma go pod swoim przymuszeniem. No i... cóż. Kazał Malfoyowi sobie obiecać, że nic panu nie powie na ten temat, bo wydawało mu się, że może pan coś zrobić Lily i Jamesowi. – Wbił w Snape'a badawcze spojrzenie.

– Nie ja – powiedział Snape. Już postanowił. Jego zemsta wisiała na wyjątkowo cienkim włosku, ale wiedział, że gdyby sam się podjął tortur na rodzicach Harry'ego, to już na zawsze straci wszelką możliwość otrzymania od niego jakiejkolwiek namiastki przebaczenia. – Przekażę informacje dotyczące jego dzieciństwa odpowiednim ludziom, którzy będą wiedzieli, jak najlepiej wykorzystać tę wiedzę.

– Harry nie chce, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział – powiedział Potter, tak cicho, że Snape go prawie nie usłyszał.

– Nie obchodzi mnie to – powiedział Snape. I naprawdę go to już nie obchodziło. Chłopiec go znienawidzi, ale przecież i tak już go nienawidził. A świadomość, że Harry przeżył taką traumę, że pozwolił się sobie obsunąć psychicznie tak bardzo, że przymuszenie Dumbledore'a go złapało, że szukał pocieszenia u swoich rodziców...

Nie. Chwila. Coś w tym wszystkim nie ma sensu. Skoro się wyrwał spod tego przymuszenia, to jakim cudem Albus wciąż żyje? Harry przecież nienawidzi przymuszenia tak strasznie, że jest gotów zaatakować kogoś za jej użycie. Snape podniósł dłoń, żeby dotknąć zanikających sińców na swoim gardle. Sam dobrze o tym wiem.

– Czemu dyrektor wciąż żyje i ma się dobrze? – zażądał od Pottera.

Twarz Pottera nabrała wyrazu odrazy i ta mina, ze wszystkich możliwych, jakie mógł w tym momencie przybrać, sprawiła, że wyglądał oszałamiająco podobnie do swojego brata.

– Bo Harry ma ten swój szalony plan odkupienia ich – powiedział ponuro. – Przynajmniej Dumbledore'a i Lily, Jamesa pewnie też, ale o nim jeszcze nic nie wspominał. Ogranicza wpływy przymuszenia Dumbledore'a. Podobno chce z nimi porozmawiać i najwyraźniej już zdołał im wybaczyć.

– Im nie da się wybaczyć – powiedział Snape, nie przejmując się tym, że mówi takim tonem o matce Pottera. – Skrzywdzili go już o jeden raz za dużo i stanowią dla Harry'ego zbyt wielkie niebezpieczeństwo i pokusę. Czas ich zniszczyć.

– Z tym się zgadzam – powiedział Potter.

Snape rzucił mu ostre spojrzenie. Orzechowe oczy lśniły z buńczucznym gniewem. Emocje typowe dla Gryfona, niewątpliwie, ale Snape uznał, że teraz mu się przydadzą.

– Czy Harry już zdecydował, gdzie się zatrzyma na wakacje? – zmusił się do zapytania. – I ty?

– Ja jadę do Weasleyów – powiedział Connor. – Artur Weasley ma przyjaciela w ministerstwie, które pomógł mu wzmocnić osłony otaczające Norę, tak więc mogę się tam teraz zatrzymać bez konieczności pytania Dumbledore'a o zgodę. – Skrzywił się. – Mój ojciec pewnie wychodzi z założenia, że zostanę razem z nim i Harrym, ale ponieważ nikt mnie tak na dobrą sprawę nie zapytał o zdanie, to sam sobie wszystko pozałatwiałem. Byłem gotów zapytać Harry'ego, czy nie wybrałby się tam ze mną, ale wiem, że by odmówił. On nie lubi przebywać w otoczeniu tak wielu ludzi na raz. Z panem też nie chce zostać – dodał – ani z wieszczami w ich Sanktuarium, chociaż wiem, że go sami zaprosili. Nie chce być wokół ludzi, którzy będą go zmuszać do cofania się, powiedział. Uważa, że pan za bardzo skupia się na przeszłości.

Zduszone westchnięcie zza Snape'a przerwało mu, zanim ten w ogóle zdążył na to odpowiedzieć. Obrócił się gwałtownie i zobaczył, jak McGonagall odrywa wzrok od zapisanych wspomnień z szokiem na twarzy, który nie mógłby być już głębszy, nawet jakby zobaczyła te wspomnienia osobiście.

– Oni go tak wytrenowali? – szepnęła. – On tak cierpiał?

– Tak – powiedział Snape.

McGonagall zagapiła się przez chwilę na stertę zapisanych papierów, jakby spodziewała się, że te rzucą się na nią i wciągną do środka. Wreszcie kiwnęła głową i odwróciła się do Snape'a.

– Ufam, że wiesz, jak się zająć tą sprawą, Severusie – powiedziała. – Nie możemy więcej pozwolić, żeby Harry znalazł się w pobliżu swoich rodziców i musimy się upewnić, że Lily i Albus zostaną ukarani za to, co mu zrobili. – Zamknęła oczy. – I pomyśleć, że kiedyś uważałam ich za idealnych Gryfonów, wzór dla naszego domu – wymamrotała.

Snape'a naszła nagła chęć powiedzenia w tym momencie czegoś niedorzecznego i sentymentalnego, jak stwierdzenie, że McGonagall jest w tym momencie wzorem Gryfona, ale stłamsił to w sobie. Nie w obecności Pottera.

– Mam zamiar pokazać te dowody tym, którzy są w stanie się tym zająć jak należy – powiedział, po czym spojrzał na Pottera. – Zdajesz sobie chyba sprawę z tego, że jak tylko to wyjdzie na jaw, to twoje życie stanie się znacznie cięższe?

– Jeszcze kilka dni temu bym się tym przejmował – szepnął Potter. – Ale przeżyłem turniej cały i zdrowy, a Harry... nie. – Zamknął oczy i stał przez chwilę w bezruchu, jakby bijąc się ze sobą myślami. Wreszcie westchnął. – Harry i tak będzie na mnie wściekły za to, że przyszedłem tu do pana, żeby z panem o tym porozmawiać. Równie dobrze mogę panu powiedzieć i o tym. Harry stracił lewą dłoń.

Snape zachwiał się i musiał się przytrzymać dla równowagi oparcia swojego krzesła.

– Co?

– Malfoy mi powiedział – powiedział Connor. – Bellatrix ucięła mu ją w nadgarstku i sprawiła, że nie może sobie przyczepić zastępczej. Harry teraz przez cały czas nosi urok. – Podniósł głowę i spojrzał uważnie na Snape'a. – Chce się z tym ukryć. Właściwie nikomu o tym nie powiedział. Nawet Malfoy dowiedział się o tym przez przypadek.

– Muszę się z nim zobaczyć – powiedział Snape, głosem, który nie brzmiał jak jego własny. Wybiegł z pokoju i ruszył w kierunku skrzydła szpitalnego zanim McGonagall albo Potter zdążyli na to w jakikolwiek sposób zareagować.


Snape zatrzymał się przed wejściem do skrzydła szpitalnego, po prostu dlatego, że nie miał innego wyjścia. Madam Pomfrey otworzyła mu drzwi z miną, która zakazywała absolutnie wszystkiego, po czym pokręciła lekko głową. Co więcej, Harry był szczelnie otulony kocem i spał głęboko. Oddychał też swobodnie, jakby koszmary i wizje wreszcie przestały go nawiedzać.

– Czy to normalne, że on tak często śpi? – zapytał Snape matronę, nie odrywając wzroku od Harry'ego. Nie był już taki niski, ale w tej chwili, kiedy Snape wiedział o jego przeszłości i był świadomy jego utraty dłoni, wyglądał tak strasznie drobno. Sam też miał tendencję do pomniejszania się w oczach innych, przemykania się chyłkiem, żeby nie ściągać na siebie spojrzeń i przytłumiana świetności własnych osiągnięć.

– Severusie – powiedziała Madam Pomfrey, ściągając na siebie jego spojrzenie. – Klątwy usypiające ciężko się odwraca, ale względnie łatwo się je wykrywa. Na panu Potterze nie odnalazłam żadnych. Po prostu potrzebuje odpoczynku. – Jej twarz złagodniała na moment. – Właśnie dlatego tyle czasu spędził już w skrzydle szpitalnym. Wyleczyłam ugryzienie na jego ramieniu, które pozostawił po sobie Sam Wiesz, Kto, ale to jeszcze bardziej go wycieńczyło. A przyda mu się znacznie więcej odpoczynku – dodała z namysłem, poprawiając uchwyt na tacy z eliksirami, którą trzymała w rękach. – Wiem, że przez cały rok szkolny się prawie nie wysypiał. Potrzebuje też czasu, żeby pozbierać się w sobie po tym, co go spotkało na cmentarzu – a wiem, że nie pozwoli sobie skorzystać z tego czasu.

Snape kiwnął jej uprzejmie głową i ruszył przed siebie, po czym usiadł obok łóżka Harry'ego. Jego wzrok zawisł na moment na lewej dłoni Harry'ego, a on znowu kiwnął głową. Dopiero teraz zauważył, że na kciuku chłopca nie było odcisku, charakterystycznego dla ludzi, którzy spędzali długi czas na miotle, a który byłby tam, gdyby ta dłoń wciąż się tam znajdowała.

Powinien zdjąć ten urok. Powinien pozwolić Madam Pomfrey upewnić się, że się nie wdało zakażenie.

Snape'owi ciężko w ogóle było zacząć myśleć o Bellatrix, odcinającej Harry'emu dłoń. Wiedział, jak strasznie brutalna potrafiła być wobec mugoli i mugolaków, a nawet czystokrwistych, którzy postawili się ich panu. Myśl o tym, co była gotowa zrobić Harry'emu, jeśli tylko zyskała ku temu szansę, do tego w zemście za usunięcie jej prawej ręki, której Harry pozbawił ją na początku roku...

Snape poczuł, jak pochłania go fala znajomej już mu bezradności. Chciał porwać Harry'ego, przytulić go mocno i ochronić przed całym złem tego świata. Chciał się upewnić, że już nigdy więcej nikt nie będzie w stanie Harry'ego skrzywdzić. Chciał zmusić Harry'ego do spędzenia czasu w małych, cichych pomieszczeniach, w których nie będzie musiał się martwić o ratowanie kogokolwiek poza samym sobą i zmusić go do zmierzenia się ze swoją przeszłością. Świadomość, że nie mógł zrobić żadnej z tych rzeczy doprowadzała go powoli do podobnego szału co jego dnie spędzone jako śmierciożerca.

Tak właśnie wygląda bycie rodzicem, pomyślał. Nic dziwnego, że nigdy nie chciałem nim zostać. Jego wzrok powędrował znowu na twarz Harry'ego, a on pokręcił głową. Ale teraz już chcę. Jeśli tylko Harry mi na to pozwoli.

Akurat wtedy Harry spiął się i obudził. Snape znał to lekkie ziewnięcie i subtelne rozciąganie się z czasów, kiedy Harry spędził z nim kawałek poprzedniego lata. Po zobaczeniu wspomnień z eliksiru myślodsiewnego, wiedział też, skąd mu się wziął ten zwyczaj. Lily nauczyła Harry'ego, że ten powinien się budzić powoli i nie pozwolić nikomu w okolicy zauważyć, że już się rozbudził, na wypadek, gdyby w pobliżu czaili się jacyś wrogowie. Dopiero, kiedy Harry nie wyczuł żadnych nieprzyjaciół w skrzydle szpitalnym, pozwolił się sobie odprężyć i przewrócić na plecy.

Oczywiście, spiął się z powrotem, jak tylko zobaczył Snape'a.

– Harry – powiedział cicho Snape, ponieważ nie było jak tego inaczej powiedzieć. – Wiem już o wszystkim. – Pozwolił, żeby mu spojrzenie przeskoczyło na moment na lewą dłoń Harry'ego i kiedy spojrzał na niego znowu, z zaskoczeniem zobaczył w oczach chłopca chorobliwą zgrozę. Próbował sobie wytłumaczyć, że on pewnie reagował tak na każdego, nie tylko na niego, jak tylko zorientował się, że ktoś znowu się dowiedział o tej jego szczególnej słabości, ale i tak nie był w stanie powstrzymać poczucia odrzucenia, które przywaliło mu w brzuch niczym młot. – Nie musisz już udawać. Chcę się dowiedzieć, czemu mi nie wybaczysz. Chcę się dowiedzieć, czemu jesteś w stanie znowu spotkać się ze swoją matką, a mimo to wciąż nie możesz mi wybaczyć.

Proszę. To nie wyjawi nasłuchującym uszom dyrektora, że Snape wie cokolwiek na temat jego przymuszenia, ale powiadomi Harry'ego o wszystkim, czego ten potrzebował się dowiedzieć. No i, oczywiście, Harry szybko domyślił się też, kto musiał powiedzieć Snape'owi o tym wszystkim, bo otworzył oczy na chwilę szerzej, po czym je przymrużył.

Mówił niskim, wściekłym głosem, a Snape miał wrażenie, że wcale nie musi go udawać.

– A czemu niby miałbym chcieć się znowu z tobą zobaczyć? Nie obchodzi mnie, że mnie skrzywdziłeś. To by mi nie przeszkadzało, gdybyś po prostu okłamał mnie na temat czegoś, co skrzywdziło tylko mnie. Ale ty rzuciłeś przymuszenie na Draco. – Krótki wiatr poruszył firankami w skrzydle szpitalnym, zanim Harry zdołał, z wyraźnym wysiłkiem, zapanować z powrotem nad swoją magią. Snape poczuł ulgę, po czym wstyd z powodu tej ulgi. – Skrzywdziłeś innych ludzi – ciągnął dalej Harry, a jego głos pogłębił się jeszcze bardziej. Snape'owi wydawało się, że tak właśnie Harry pewnie będzie brzmiał, jak dorośnie. Zadrżał. Wolałby nie znaleźć się po złej stronie różdżki tego człowieka. – Tego nie mogę ci wybaczyć.

– A twoja matka skrzywdziła twojego brata – powiedział Snape.

– On podjął swoje własne decyzje w tym temacie – powiedział Harry. – Chce zerwać kontakty z nią i z moim ojcem. Mi się wydaje, że mu odbiło – Snape wiedział, że to zdanie było powiedziane z dedykacją dla Dumbledore'a – a jemu, że to ja zwariowałem. Jesteśmy kwita. Ale ja zapytałem cię o Draco bezpośrednio, a ty mnie okłamałeś. – Odwrócił głowę od niego i Snape z zaskoczeniem zauważył, z jego ciężkiego oddechu, że Harry był bliski łez.

Potrzebuje jeszcze więcej odpoczynku, niż się Madam Pomfrey wydaje.

– Harry? – zagaił cicho Snape. – Wiem, że zrobiłem ci już rzeczy, które były gorsze od okłamywania cię. Twoja matka zrobiła ci rzeczy gorsze od okłamywania cię. – Spędziła dwa miesiące zakazując ci kontaktów fizycznych z innymi, wytrenowała cię, żebyś brzydził się delikatnymi i przyjemnymi rzeczami, powiedziała ci, że jeśli nie zdasz choćby jednego z jej testów, to będziesz tego żałował do końca życia... – Czemu akurat to jest takie niewybaczalne?

Harry przez chwilę zamarł w bezruchu. Wreszcie obrócił się z powrotem, a jego oczy lśniły tak mocno, że Snape wiedział, że zaraz otrzyma niczym nie upiększoną prawdę.

– Ponieważ znaczysz dla mnie więcej niż ona, niech cię szlag – szepnął Harry. – Oczywiście, że to bardziej boli.

Snape zagapił się na niego i prawie nie zwrócił uwagi, kiedy Fawkes pojawił się nagle w kuli ognia ponad głową Harry'ego, ćwierkając z niepokojem, czy na to, że Harry zamknął oczy i zamarł, spięty, jakby jego umysł sięgał ku jakiemuś odległemu celowi. Był zbyt zajęty przyjmowaniem do świadomości, że nie poświęcił miłości i szacunku Harry'ego.

Jeszcze nie.

Harry siedział w ten sposób przez kilka chwil, prawie nie oddychając, aż wreszcie otworzył oczy i westchnął, wracając do siebie.

– Już w porządku – powiedział. – Odwróciliśmy jego podejrzenia, zmieniliśmy mu nieco pamięć. Nie będzie zwracał uwagi na naszą rozmowę przez kilka następnych minut, więc możemy rozmawiać swobodnie. – Pochylił się do przodu, owijając ramiona wokół kolan i spojrzał na Snape'a. – Widziałem już do czego jesteś zdolny – wypalił wprost. – Na co jesteś gotów. Wiem, jak będzie wyglądało moje lato, jeśli spędzę je z tobą. Spróbujesz mnie zmusić do skupienia się na przeszłości, prawda?

– Pomogę ci się wyleczyć, tak. – Snape ściągnął swoje wstrząśnięte emocje z powrotem pod kontrolę, podobnie jak pomysł, że przecież nie może zrobić czegokolwiek, co może jeszcze bardziej odepchnąć od niego Harry'ego. Możliwe, że będzie musiał. Rodzice czasem musieli robić takie rzeczy, które się nie podobały ich dzieciom, tak samo jak opiekunowie. – Możesz zmienić przyszłość, Harry, ale nie przeszłość i właśnie dlatego ona może cię zakuć w kajdany, póki nie spojrzysz jej w oczy i się z nią nie zmierzysz.

– Teraz to już brzmisz jak ci magomedycy ze świętego Mungo. – Harry potrząsnął głową, aż mu włosy nie zaczęły podskakiwać. – Nie. Nie zostanę z tobą.

– Ale nie jesteś na mnie aż taki zły, jak udajesz – powiedział Snape.

– Nie, nie byłem odkąd moje emocje się uspokoiły. – Harry przechylił głowę na bok. – Sen pomaga. Ale naraziłeś życie Draco na niebezpieczeństwo i okłamałeś mnie w żywe oczy, a wiem, że zrobisz to wszystko ponownie, jeśli tylko uznasz to za konieczne, żeby mnie ochronić.

– Nie ma niczego, do czego bym się nie posunął, żeby cię nie ochronić – powiedział Snape i z żalem zobaczył ścieżkę, jaką szła ta rozmowa. Widział, na czym się kończyła i zalała go gorycz na myśl, że przyjdzie mu poświęcić dobre mniemanie Harry'ego, które prawdopodobnie już u niego zdobył.

To jest gorzka rzecz, pomyślał, jak się nie zna do końca swoich własnych reakcji na intensywną presję. Wydawało mi się, że zniosę to wszystko znacznie lepiej.

Harry kiwnął głową.

– Tyle rozumiem. – Wypuścił oddech przez zaciśnięte zęby z sykiem. – Ale niektóre z tych spraw mogą nam przeszkodzić w prowadzeniu wojny, a inne złamią we mnie postanowienia, które próbuję w sobie wybudować. Jak zacznę się zastanawiać nad tym wszystkim, to mogę odkryć, że jednak nienawidzę swojej matki znacznie mocniej niż mi się teraz wydaje.

– A mimo to jesteś zdeterminowany, żeby to zignorować – podsumował Snape. Nie, naprawdę nie spodziewałem się, że akurat z takim Harrym będę miał teraz do czynienia. – Jesteś zdeterminowany do wykorzystania gniewu, który czujesz wobec mnie, żeby się ode mnie odsunąć i rzucić w wir wojny.

– Tak. – Harry przechylił głowę. – Nie będę udawał, że to nie boli. Oczywiście, że tak. Ale znam już pana i to lepiej niż znałem wcześniej. Nie mogę pozwolić, żeby ktoś taki jak pan był dalej moim opiekunem. Pan mnie... za bardzo chroni. Spróbuje mnie pan powstrzymać przed wybaczeniem Dumbledore'owi i Lily, a naprawdę muszę się tym zająć. Może pan pozwolić swojej starej niechęci wobec Jamesa sprawić, że zareaguje pan w nieodpowiedni sposób.

– To ostatnie na pewno nie – powiedział Snape. – Już nigdy więcej. – Nienawidzę tej ścieżki bardziej od jakiejkolwiek, jaką było mi do tej pory dane iść, ale mimo to dotrwam do jej końca.

Harry przyjrzał się jego twarzy uważnie, po czym wzruszył lekko ramionami.

– Może i nie – zgodził się. – Ale mamy inne priorytety. Za dużo pan o mnie wie, za dobrze mnie pan zna. Moi pozostali sojusznicy pozostaną przy mnie, bo nie wiedzą tego wszystkiego co pan. A ja im na pewno o tym nie powiem – dodał, kiedy Snape otworzył usta. – I pan też nie, bo pan wie doskonale, że nigdy bym panu nie wybaczył, gdyby coś się stało Lily dlatego, że, och, tak przypadkiem się panu coś wymsknęło w towarzystwie Hawthorn.

Harry. Wydaje ci się, że twoje przebaczenie znaczy dla mnie więcej, niż perspektywa zobaczenia ciebie bezpiecznym, szczęśliwym i zdrowym. Nie znaczy. Pod tym względem mnie bardzo, bardzo nie doceniłeś.

A może po prostu polega na wiedzy, jaką posiada na temat przeszłego Severusa Snape'a, pomyślał Snape, patrząc jak oczy Harry'ego lśnią, podczas gdy ten wykłada przed nim prawdę, którą rozumiał. To byłoby absolutnie zrozumiałe. Sam Snape dopiero niedawno przyjął do wiadomości swoją własną zmianę.

– Dlatego tak właśnie będzie – mówił Harry. – Pojadę na wakacje tam, gdzie będę musiał...

– Czyli gdzie? – wciął się Snape.

– Jeszcze nie wiem – powiedział ze zniecierpliwieniem Harry. – Gdzieś, gdzie wciąż będę mógł prowadzić wojnę, a mimo to będę w stanie wybaczyć Dumbledore'owi i Lily. Gdzie ludzie nie będą mnie zanadto naciskać. Gdzieś, gdzie będę wiedział, że mogę zrobić to, co muszę.

Przez dłuższą chwilę patrzył Snape'owi prosto w oczy.

– Może pewnego dnia – szepnął – uda nam się ze sobą pogodzić. Powiedziałem panu prawdę. Już i tak po części rozumiem, co pan zrobił i dlaczego, więc jestem na dobrej drodze do wybaczenia panu. Ale nie wybaczę panu, jeszcze nie teraz, ponieważ wtedy uzna pan, że ma pan prawo do robienia ze mną, co się panu żywnie podoba. A na to nie mogę panu pozwolić. – Zamilkł na moment. – Wydaje mi się, że już mnie pan rozumie. To konieczność, a nie wybór, mnie do tego zmuszają. Dlatego powiem panu też o czymś, co w innych okolicznościach pewnie przyjąłby pan z zaskoczeniem. Za parę dni napiszę do Scrimgeoura i poproszę go o odebranie panu praw rodzicielskich nade mną.

Snape zamknął oczy.

– Kto zamiast tego zostanie twoim prawnym opiekunem? – zmusił się do zapytania.

– Nie wiem jeszcze – powtórzył Harry. – Znajdę kogoś.

– Dlaczego? – Snape usłyszał, jak jego głos mówi te słowa, mimo, że sam miał zamiar zapytać o coś zupełnie innego. – Dlaczego to robisz?

Spojrzał na Harry'ego. Harry miał głowę przechyloną lekko na bok, a jego oczy były spokojne, lśniące i pełne żalu.

– Bo nawet po tym wszystkim, nawet ze świadomością, że mnie pan okłamał i tego, jak to strasznie bolało, nawet wiedząc, że naraził pan Draco na niebezpieczeństwo, wciąż sobie nie ufam – powiedział Harry niemrawo.– Wciąż mogę panu wybaczyć, a to by znaczyło przekazanie panu władzy nad sobą. Będzie pan w stanie przekonać mnie do znienawidzenia z powrotem Dumbledore'a i Lily. Dlatego chcę się upewnić, że nie będę miał takiej wymówki.

Snape czuł, jak warczące obrzydzenie zwija mu się w żołądku i zamknął oczy. Nikt nie powinien mieć tak wielkiej kontroli nad własnymi emocjami, być tak gotowym do pozostawienia za sobą osób, które kocha. Niestety, wiem, czemu taki jest.

– Będę miał przy sobie Draco – powiedział Harry spokojnie – bo znam samego siebie i jego. Wiem, że nie poradzę sobie z tym wszystkim bez niego – za bardzo go kocham – a on i tak by mi na to nie pozwolił. Ale to będzie musiało mi wystarczyć, on i moi sojusznicy. Pan... – Po raz pierwszy od początku tej rozmowy głos się Harry'emu załamał. Snape nie spojrzał na niego. – Pan po prostu przesadza. Nie ma mowy, żebym przyjął kogoś takiego jak pan na swojego rodzica. Nie mogę nawet przyjąć tego rodzaju leczenia, które mi pan oferuje. To by po prostu zajęło za dużo czasu. Przykro mi, ale już podjąłem decyzję, a to oznacza, że tak właśnie będzie.

Przez chwilę siedzieli w ciszy, po czym Snape zadał pytanie, które go przez cały ten czas prześladowało.

– Naprawdę byś kiedyś rozważał powrót do Lily?

– Tylko po to, żeby jej wybaczyć i pomóc jej się leczyć – powiedział miękko Harry. – Nie dla żadnego innego.

– Ale tak długo jak żyje, będzie dla ciebie zagrożeniem – powiedział Snape. – W dodatku może spróbować odzyskać prawa do ciebie, jeśli się dowie, że zostałeś nagle bez opiekuna.

– Nie jest już dla mnie zagrożeniem – powiedział Harry. – Jest mała i załamana. Jedyna władza, jaką może nade mną mieć to taka, którą sam bym jej dał.

I tu się mylisz, tak strasznie się mylisz, bo gdyby to była prawda, to nigdy byś się tak ładnie nie poskładał z powrotem pod przymuszeniem, a już na pewno nie na tak długo, chciał powiedzieć Snape, ale nie wymówił tego na głos.

– A Dumbledore? On nie jest ani mały, ani załamany.

– Ale i tak mu wybaczę – powiedział Harry, któremu w głosie zaczęły pojawiać się zniecierpliwione nuty. – Radzę sobie z nim. Przecież...

Fawkes zaćwierkał i Snape wiedział, że Dumbledore znowu ich słucha.

– Niech pan sobie idzie, profesorze – powiedział Harry, brzmiąc buńczucznie, ale nie potrafiąc powstrzymać łagodnego tonu ze swojego głosu. – Wie pan, co planuję i dlaczego. Proszę sobie już iść. – Z dźwięków Snape wywnioskował, że Harry odwrócił się do niego plecami i zakopał z powrotem pod kocami.

Snape wstał i wyszedł ze skrzydła szpitalnego, powoli otwierając po drodze oczy. Jego umysł był strumieniem emocji.

Wydawało mu się, że Harry go nienawidzi. Wyglądało na to, że to była nieprawda. Wydawało mu się, że Harry będzie niezdolny do przebaczenia mu. Tutaj też najwyraźniej się mylił.

A teraz będzie musiał rzucić w diabły tę miłość i wybaczenie, ponieważ jak tylko Harry się przekona, co Snape ma zamiar zrobić z jego wspomnieniami o przeszłości, to bez wątpienia spali je w drobny mak.

Ale tak długo, jak jego matka żyje na wolności, to jest dla niego zagrożeniem. Tak długo, jak większość czarodziejskiego świata szanuje Dumbledore'a, albo uważa, że ten nie może być winien zbrodni gorszej od błędów starości, to ma nad nim za dużo władzy.

Póki Harry sprzeciwia się leczeniu, póty pozostanie kaleką, bardziej na umyśle niż na ciele.

Znacznie łatwiej było mu o tym wszystkim myśleć, kiedy już mu się wydawało, że Harry i tak go nienawidzi.

Snape podniósł głowę. Przecież i tak już wcześniej myślał, że woli, żeby Harry się śmiał i go nienawidził, niż go kochał w milczeniu, prawda? Uważał, że lepiej będzie, jeśli Harry będzie żył z wyleczonym umysłem, nawet jeśli będzie to znaczyło, że Snape straci wszelkie prawa do nawet myślenia o pogodzeniu się z nim i otrzymaniu w przyszłości wybaczenia.

Z otwartymi oczami, wiedząc, co się stanie w chwili, w której jego plan się powiedzie, a Harry o nim usłyszy, wszedł na swoją ścieżkę.

Żaden z nas nie został stworzony do kroczenia prostymi ścieżkami.