Minęło ponad 6 lat od pojawienia się demona. Wielkiego lisa o ogonach dziewięciu. Został zapieczętowany w chłopcu. Od tego dnia miano diabła, potwora zostało dane mu. Bohaterowi, który broni wioskę przed lisem.

Mały chłopiec znowu uciekał przed swymi oprawcami, którzy go ścigali przez całą wioskę, rzucając w niego obelgami "Czemu on jeszcze żyje?" czy "Dlaczego Hokage trzyma jeszcze tego potwora w wiosce?". Z taką nienawiścią, dziecko o blond włosach, musiało walczyć, codziennie odkąd pamiętał. Sam szczerze nienawidził tych ludzi, chciał odejść. Raz spróbował. Złapali go po dwóch dniach. Po tym zdarzeniu ataki na chłopca stały się coraz częstsze i intensywne. Sam nie rozumiał czemu złamana ręka, goiła się w ciągu niecałego dnia, jak normalnie regeneruje się w kilka tygodni złamana kość, a sprawność odzyskuje się w kilka miesięcy. Rany goiły się w kilka godzin, a mieszkańcy powiadali, że to przez demona, którym jest. Znowu go dorwano w jednej z bocznych uliczek Konohy. Znów go zbito do nieprzytomności, lecz bano się zabić, gdyż ów malec miał ochronę władcy wioski i tylko dlatego jeszcze nie zabili blondyna.

~Naruto~

Obudziłem się po pobiciu. Ledwo wstałem i ruszyłem ku swemu domowi, jeśli można to tak nazwać. Malutka kawalerka, która nadawała się jedynie do generalnego remontu lub rozbiórki. Wszytko, było stare, zużyte lub zniszczone. Wszedłem do środka i ruszyłem jedynie w kierunku łóżka.

- Czemu oni mnie tak nienawidzą? - zapytałem płaczliwym głosem skierowanym w przestrzeń, czekałem na odpowiedz, jak zawsze. Lecz ta nigdy nie nadeszła. Rozparzony wtuliłem się w swoją jedyną przytulankę, rudego lisa. Zasnąłem po chwili, płacząc jak co wieczór.

W świecie Morfeusza nie byłem bezpieczny. Gdyż widziałem ciągle obrazy śmierci, rzezi z dnia swych narodzin, lecz tego nie wiedziałem. Nagle z wszechobecnej czerwieni i bólu wizja zmieniła się w łąkę, która znałem i słowa unoszące się, na wietrze, w burzy "Przybądź do mnie, synu." Z głosu nie dało się rozpoznać czy to jest kobieta, czy mężczyzna. "Przybądź". Nawołuje ponownie. ''Mało czasu masz."

Obudziłem się wraz z gromem z nieba ciemnego niczym krucze pióra. Słowa w śnie były takie realne, prawdziwe... Nie zastanawiałem się długo. Czułem w sercu, że to waga życia i śmierci. Ubierałem się pospiesznie i wyruszył w burzę, chodź niektórzy, nazwali by to nawałnicą. Biegłem cały przemoczony na polanę, która dobrze znałem. To było pole treningowe numer trzynaście. Najmniejsze, ale i najrzadziej używane. Biegłem, ile miałem sił nogach i tchu w piersi. Biegłem wytrwale pod wiatr. Zmęczony dotarłem na polanę. Rozejrzałem się wokoło, szukając żywej duży, lecz nic nie znalazłem. Gdy miałem się już zbierać, usłyszałem "Czekaj" albo mi się tylko zdawało, a następnie ujrzałem wszechogarniającą biel i ból.

Czułem, że nic nie ważę. Otworzyłem niepewnie oczy, a tam świat pełny bieli.

- Czy ja umarłem? - zapytałem sam siebie głośno.

- Wręcz przeciwnie. - spojrzałem w stronę, z której dobiegał mnie ten głos. Stała tam niezbyt wysoka postać w kapturze. - Narodziłeś się na nowo, synu mego mistrza. - postać sięgnęła kaptur i ujrzałem dziewczynę w wieku może trzynastu, czternastu lat. Miała proste brązowe włosy do ramion, piwne oczy, a cerę bladą. Na policzkach zaś miała dwa fioletowe plastry.

- Jestem Rin mój drogi Naruto, Synu Czwartego Hokage, Namikaze Minato. - podeszła do mnie i przytuliła -Wybacz, że dopiero teraz się pojawiam...

Patrzyłem na dziewczynę z niedowierzaniem. "Czy ona chce mnie oszukać?" - pomyślałem ze strachem w sercu. Gdy mnie przytuliła i powiedziała, że jestem synem Czwartego, to chyba śnie, albo ktoś mi coś dorzucił, albo w ostateczności zraniłem się i zakaziłem ranę bellastoną. W małych ilościach przecież dział jak halucynogen.

- Czemu dopiero teraz? Czemu mnie tak nienawidzą? Czemu jestem uważany za potwora, choć nim wcale nie jestem! - próbowałem się uspokoić, lecz emocje wzięły górę i skończyłem to, krzycząc przez łzy.

- Naruto-kun. -poczułem jej dłoń na policzku, która wytarła mi łzy. - Sam się dowiesz, lecz do tego czasu musisz sam wytrać. Może nie mogę cię wychować, nie mogę zbytnio fizycznie pomóc. Lecz wiedz, że jestem przy tobie i mam dla ciebie dwa dary. Jeden dostałeś, masz, lecz o nim nie wiesz. Drugi jest tu. - dotknęła mojej lewej ręki. Momentalnie poczułem pieczenia, jakby mi ktoś przyłożył żeliwny pręt rozgrzany do czerwoności. Próbowałem wytrzymać ten ból, lecz ten był zbyt duży i zemdlałem. Ostatnie co pamiętam to jej miły uśmiech.

Widziałem czerń, czułem wilgoć. Otworzyłem oczy, nadal świat otaczała ciemność, choć wielkimi krokami świt nadchodził. "Czy to był sen, czy marna wizja lepszego świata?" Zastanawiałem się, patrząc w dal, na górę z głowami Hokage. Próbowałem wstać, zmusić swoje zdrętwiałe ciało do podniesienia się. Dopiero po chwili stanąłem na nogi i ruszyłem drętwym krokiem w stronę domu. Wszedłem do domu wraz ze świtem i ruszyłem pod ciepły prysznic. Leżenie podczas burzy nie jest dobrym pomysłem. Przekraczając próg toalety, zrzuciłem mokre ubrania. Ruszyłem pod ciepły prysznic. Jedyna mała przyjemność, prócz jedzenia ramenu, jaką miałem w tym marnym życiu. Dopiero teraz zauważyłem, że moje lewe przedramię było całe w czarnych wzorach. Patrzyłem na to z przerażeniem, "Czyli wszystko, co widziałem, było prawdą?!" Wykrzyczałem w myślach. Mając na uwadze, że okoliczni mieszkańcy mogli być niezadowoleni z tego, że "potwór" nie daje im spać. Znając życie, pewnie nie skończyło by się na darciu mordy.

Przyglądałem się tej nowości na mojej ręce. Bardzo mocno przypominała pieczęć, jaką wykorzystują ninja w Fūinjutsu. Nie wiedziałem co mam zrobić, bo do staruszka nie pójdę, bo zaczną się na pewno pytani typu "Skąd to masz" lub coś w tym stylu. Głośno westchnąłem i ruszyłem do kuchni po śniadanie, gdzie czekałem w spokoju na wybicie godziny 9.

Na zegarze wybiła równo 9, a ja wyszedłem w swoim standardowym stroju. Czarnych spodniach i białej podkoszulce, lecz poszerzonej o bandaż zasłaniający dar Rin. Wkroczyłem do twierdzy pełnej książek, ulokowanej niedaleko akademii ninja. Szedłem wzdłuż regałów i czytałem nazwy działów. Interesujący mnie dział znajdował się na samym końcu korytarza i zajmował osobny pokój. Sam był podzielony na kilka kategorii, między innymi: Ninjutsu, Taijutsu, Genjutsu, Fūinjutsu czy historie klanów. Przechodziłem obok tego ostatniego i ujrzałem swoje nazwisko. Bez wahania wyciągnąłem dość spory zwój. Był cały w kurzu. Przeniosłem go na najbliższy stolik i zacząłem studiować ów wielkie dzieło zatytułowane "Wymarli z Wiru".

"Klan Uzumaki, znany także klanem Wiru. Mistrzowie w dziedzinie fūinjutsu. Obecnie uważany za wymarły. Został wybity podczas drugiej wojny Shinobi. Obawiano się go ze względu na duże pokłady czakry, jak i talentu do tworzenia pieczęci. Większość tej wiedzy zaginęła wraz ze zniszczeniem ich wioski [...] Ostatnim znanym mieszkańcem wiru była Uzumaki Kushina. Jinchūriki dziewięcioogoniastego lisa, Kyubi'ego. [...] Jej specjalnością były tworzenie łańcuchów z czakry... "

Czytałem z zainteresowaniem historię klanu, choć cześć była dla mnie zbyt trudna do zrozumienia, czy ogólnego przyswojenia. Zrozumiałem. Istnieli, byli specjalistami od pieczęci, wyginęli, proste. Odłożyłem zwój na swoje miejsce i ruszyłem w stronę przeznaczonej na zwoje z pieczęciami, gdy ktoś ośmielił się mi przeszkodzić

- Czy przypadkiem nie jesteś za młody na naukę fūinjutsu? - odwróciłem się ku ciekawskiemu osobnikowi. Miał z dwadzieścia lat, może z dwadzieścia dwa. Więcej bym mu nie dał. Nosił czarną maskę, przepaskę ze znakiem wioski na oku i miał włosy, jakby je suszył podczas biegu, gdyż stały mu prawie pionowo. Ubrany w standardowy strój ninja z kamizelka jōnina. Wyglądał jakby był bardziej zainteresowany swoją książką, niż mną.

- Niech Cię to nie obchodzi. - spojrzałem na niego, a on tylko dalej czytał swoją książkę. Dopiero po chwili dodarło do mnie, że on nie reaguje jak reszta wioski na mój widok. Tylko spokojnie stoi. - Przecież jestem wolnym człowiekiem, mogę robić co chcę. Do póki nie zagrażam sobie lub innym mam prawo być wolny. - spojrzałem na niego groźnie. Lecz ten chyba nic z tego sobie nie robił.

- Młody, młody, po pierwsze jak się nazywasz? Po drugie jeśli chcesz zostać ninja polecam zacząć od taijutsu i ninjutsu, a dopiero potem sięgać po fūinjutsu.

Patrzałem na niego wzrokiem wilka. Lecz gdy ten nie chciał odpuścić, spełniłem jego prośbę

- Jestem Uzumaki Naruto, ty? - dalej wpatrywałem się w intruza o srebrnych włosach

- Hakate Kakashi. - ten patrzył na mnie z wielkim zainteresowaniem. Jakby coś sobie ustalał z samym sobą - Chodźmy do Hokage-sama, bo i tak miałem Cię tam zabrać. Zabieraj manatki i idziemy do niego.

Szliśmy w stronę wierzy władcy wioski. Co chwila patrzyłem na Kakashiego, gdzie on jednym okiem czyta i idzie na oślep. Będę się śmiał jak zaliczy z czymś crash test. Droga do staruszka minęła tylko w groźnych spojrzeniach i szeptach, które na pewno były cichymi wyzwiskami. Lecz ja jestem przyzwyczajony a srebrnowłosy ma to głęboko w rzyci.

Wsiedliśmy do biura gdzie urzęduję stary Sarutobi. Może to niecodzienny widok, jak staruszek śpi na wielkiej stercie papierów. Starszy go obudził, a ten spojrzał na nas tępym wzrokiem i odbitym kawałkiem dokumentu na poliku.

- Jakby co to nic nie widzieliście. - powiedział cały zmieszany. Nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem.

- Ojii-san, to mi prędzej wypada tak spać niż tobie. Więc po co mnie wezwałeś? - patrzyłem na niego, dosłownie przeszywałem go wzrokiem - Miałem bardzo ciekawe zajęcie, a ten mi przerwał. - pokazałem palcem na Hakate

- No więc, postanowiłem przydzielić ci Kakashi'ego na mistrza, póki nie zostaniesz geninem, albo nie pójdziesz do akademii. – ta informacja zszokowała, nie tylko mnie ale też tego jednookiego, któremu wypadał książka ze zdziwienia. Lecz tę szybko pozbierał i schował do kabury. - Kakashi zajmij się nim dobrze.

- Dobrze Hokage-sama. Przyjdź na pole treningowe numer trzynaście na 9. - spojrzał na starca, ten skiną głową i znikną w dymie.

- Naruto - spojrzał na moją rękę - Co ci się stało? - instynktownie ją dałem do tyłu.

- Nic, Ojii-san, to tylko nowy wygląd. - kłamałem z sztucznym uśmiechem na ustach

- Oj, Naruto... - westchną - Gdy zdecydujesz mi się to pokazać, albo gdy nie będziesz czegoś wiedział, to przyjdź. Pomogę na tyle ile będę mógł.

- Dziękuję, staruszku. - posłałem mu uśmiech trochę sztuczny ale na taki mnie stać w tym trudnym świecie. - Będę już sze...

- Zaczekaj Naruto. Mam dla ciebie mały prezent. Pewna osoba kazała Ci to dać kiedy będziesz zaczynał naukę w akademii, ale jako już zaczynasz się uczyć o stąpaniu na drodze shinobi to mogę dać Ci to dwa lata wcześniej. - podszedł do szafki i wyciągnął zwój - To część wiedzy o twojego klanu. Kakashi pomoże ci odpieczętować zwój. A teraz już idź proszę. Widzisz te papiery same się nie podpiszą. - zaśmiał się, nabił fajkę i pożegnał mnie jednym z swoich kółek z dymu.

Wróciłem do domu i zamknąłem się w nim. Wyciągnąłem z kieszeni zwój, który dostałem i zacząłem mu się przyglądać. Wyglądał jak standardowy zwój w bibliotece. Tylko grubszy. Nie mogłem go otworzyć, a też bałem się, że go uszkodzę. Odłożyłem go na stolik nocny i znów przywitałem Morfeusza w jego świecie.


Pieczęć Naruciaka - art/Hyuuga-Roku-Fuuinjutsu-Seals-Tattoos-333316815


Hejka wszystkim ponownie =^.^=

Mam nadzieję, że się podał rozdział

P.S. Praca należy do daveartwork, link do profilu