Rozdział 3

Obudził się jakąś godzinę po świcie. Całe Skrzydło Szpitalne zalane było światłem. Za oknem hałasowały ptaki z taką siłą, że zdziwił się, że nie obudziły wcześniej jego lub leżącego na nim mężczyzny. Wszystko było na swoim miejscu. Harmoniczne, spokojne, aż przerażająco idylliczne. Spał tylko kilka godzin, a dawno nie czuł się tak dobrze. Nie miał żadnych koszmarów. Nie ścierpł pomimo przygniatającego go ciężaru i nic go nie bolało. Nim się spostrzegł znów przeczesywał długie, czarne pasma włosów i gładził ciepłe, częściowo ukryte pod kołdrą plecy. Ruchem ręki otworzył sąsiednie okno. Hałas ptaków wzmógł się kilkukrotnie. Dodatkowo słychać było teraz szum mąconej, przez kałamarnice wody. W świetle poranka dostrzegł to, co umknęło jego uwadze w nocy. Całe plecy profesora przecinały wszelkiego rodzaju blizny, których niteczki wyczuwał palcami.

- Zgredku. - powiedział, mając nadzieje, że to wystarczy i nie obudzi towarzysza. Pojawił się skrzat. Położył szybko palec do ust by go uciszyć nim zacznie hałasować. - Niedługo się obudzi… - powiedział cicho. Już wolał nie wnikać jakim cudem to wie. Więź, więzią, trudno mu uwierzyć by standardowy pakiet zawierał takie informacje. - Mógłbyś nam przygotować śniadanie? Najlepiej po miseczce sałatki owocowej z jogurtem, sok pomarańczowy i kilka tostów z dżemem, słodkim twarożkiem lub miodem… To chyba na dziś odpowiednie. Idylla to idylla. - mruknął.

- Oczywiście, sir. Za chwileczkę wszystko przyniosę, tak jak sobie Harry Potter życzy! - odpowiedział i szybko zniknął.

Uśmiechnął się zadowolony. Snape zaczął się coraz bardziej kręcić i odrobinę inaczej oddychać. Delikatnie pogłaskał go po policzku. Z powrotem uspokoił się i zapadł w głębszy sen. Pojawił się Zgredek ze śniadaniem. Jedną porcję postawił na stoliku na łóżku dla pacjentów, a drugi na stoliku nocnym. Zabrał rękę z policzka mężczyzny i sięgnął po szklankę. Napił się i dostrzegł, że profesor walczy z powiekami. Nagle poczuł, że ogarnia go minimalna panika. Co ma zrobić? Ani razu o tym nie pomyślał. Zachować się jak gdyby nigdy nic? Uciekać z łóżka i udawać, że nigdy go tam nie było? Paść na kolana i błagać o wybaczenie? Odetchnął głęboko. Żadna z tych opcji mu nie pasowała. Wpadł mu do głowy pomysł. Zresztą nie trzeba było nad tym co myśleć. W końcu dyrektor kazał mu działać intuicyjnie. Żadna trudność w końcu jest Gryfonem! Wyszczerzył się zadowolony. Objął stanowczo mężczyznę, który nadal toczył bój z powiekami.

- Wstawaj śpiochu! Śniadanie już czeka! - powiedział ciepło. „On mnie zabije" Pomyślał, jednak czuł się baaaaardzo zadowolony. Znowu zaczął go głaskać. Już weszło mu to w nawyk. Ale w końcu nie ma już nic do stracenia, skoro to są jego ostatnie chwile po takiej pobudce, prawda? Nie zamierzał się hamować. Udając, że nie zauważył zaskoczonej miny, usiadł wyżej i przyciągnął Severusa do siebie, a machnięciem ręki przysunął do niego stolik ze śniadaniem. Profesor natychmiast wyprostował się i odsunął się od niego. Korzystając, że na chwilę ma obie ręce wolne, wziął miskę ze swoją porcją sałatki. Zaczął jak najszybciej jeść. Skrzyżował wyciągnięte nogi w kostkach, by wciąż w jakikolwiek sposób obejmować mężczyznę.

- To jakiś chory sen… - Dobiegł go szept. Słowa rzucone pewnie, od tak, w pustkę, jednak je usłyszał.

- Hmm… Często miewasz takie sny? - spytał spokojnie korzystając równocześnie okazji i przyglądając się bliznom na plecach. Nie spodziewał się takiego zachowania, ale na razie planował to podtrzymać. Był potwornie ciekawy…. I zaskoczony.

- …Czasami…

- Hm… A one są chore, bo jestem w nich ja, czy po prostu jakiś mężczyzna? - dociekał. Odstawił pustą już miseczkę. Zaczął głaskać i lekko masować plecy rozmówcy.

-…Ty… - mruknął po przedłużającej się ciszy. Z racji tego, że po krótkiej chwili tej namiastki masażu, Snape zapomniał o śniadaniu, Harry przyciągnął go do siebie. Wtulił twarz w jego szyję i zaczął błądzić dłońmi po jego nagiej piersi. I nie został przeklęty! Musiał naprawdę wierzyć, że to sen, lub grać by wykorzystać to przeciwko niemu później.

- A te sny… są przeważnie przyjemne? - wyszeptał do ucha po czym pocałował go w szyję.

- Tak… - jęknął kładąc głowę na ramieniu, ułatwiając mu dostęp do szyi, co od razu zostało wykorzystane.

- A gdybyś… - zaczął mówić wciąż obsypując szyje pocałunkami - …mógł sprawić, że sen stanie się rzeczywistością? - spytał i przyssał się do miejsca, gdzie szyja przechodzi w bark i zrobił malinkę.

- Ach!...to niemożliwe…

- Dlaczego? - spytał liżąc skórę tuż za uchem. Za językiem podążyły wargi. Snape jęknął, naprężył się i chwycił się rąk Harry'ego, które wciąż mocno go trzymały.

- …Bo… mnie… nienawidzisz.

- Nieprawda. Chociaż potrafisz wyjątkowo wyprowadzić mnie z równowagi. Nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że zawsze musisz odgrywać swoją rolę. Ale nie nienawidzę cię. – Odpowiedział całkowicie poważnie. Profesor spojrzał mu w oczy szczerze zaskoczony, po czym pocałował go w usta. Takiego obrotu spraw się zupełnie nie spodziewał. Ponadto cały czas miał kontrolę nad sytuacją i nagle ją stracił. Oprzytomniał i oddał pocałunek. Nie mógł tego pociągnąć za daleko, inaczej Snape mu tego nie wybaczy. Teraz jakoś był w zupełności przekonany, że jego nauczyciel uważa to za sen. Wrócił z ustami na szyję.

- W takim razie mam dla ciebie miłą wiadomość… - powiedział całując bark - To nie jest sen. – po tych słowach lekko ugryzł pocałowane przed sekundą miejsce. Stwierdził, że to będzie raczej przyjemniejsze niż tradycyjne uszczypnięcie. Snape zamarł.

- Co? - wydusił z siebie zaszokowany. Harry westchnął.

- Z dalszą rozmową musimy poczekać. Zgredek! - zawołał i pojawił się skrzat. - Mógłbyś, proszę, poinformować Dyrektora, że profesor Snape się obudził i chcielibyśmy z nim porozmawiać?

- Oczywiście Harry Potter, sir! - Ukłonił się i zniknął z cichym trzaskiem. Tymczasem czuł jak Severus sztywnieje w jego ramionach, a ręce zaciska mu coraz boleśniej na nadgarstkach.

- Puść mnie. - wysyczał Postrach Hogwartu. Oj tak, stary Snape wrócił, wraz ze swoją maską.

- Nie. - odparł całkowicie spokojnie. Zacieśnił chwyt wokół pasa, a jedną rękę przeniósł wyżej, by trudniej było się wyrwać z jego uścisku.

- TY impertynencki bachorze! PUŚC MNIE! Mam ci przeliterować! Takie proste polecenie nie dociera do tego twojego PTASIEGO MÓŻDŻKU?!

- Spokojnie, zaraz ci wszystko wyjaśnimy.

- Świetnie, w takim razie. Mnie. WYPUŚĆ. - wysyczał przez zaciśnięte zęby próbując się uwolnić. Harry oplótł ciało przed sobą nogami.

- Severusie… Przecież ty nie chcesz żebym cię wypuścił… - wyszeptał do ucha. Poczuł jak Snape zatrząsł się ze złości. Nie miał pojęcia jakim cudem on jest spokojny. - Obiecuję, że cię teraz nie pocałuję, nie zrobię żadnego pobudzającego gestu, obiecuję. Tylko nie wyrywaj się teraz. Poczekaj na wyjaśnienia… Proszę… - powiedział szybko korzystając z tego, że profesor zapowietrzył się ze złości.

- Phi! Niby czemu miałbym uwierzyć w twoje obietnice? Taki sam z ciebie kłamca jak ojciec i jak ten parszywy, zawszony kundel za którym tak szalejesz. I co? Psiak już odzyskał pełnie sił od kiedy wyciągnięto go zza zasłony? A może to kolejny plan Black'a?

- Och, nie mów jakbyś mnie nienawidził. Mówisz to tylko po to by mnie sprowokować. I nie wiem co u Syriusza. Byłem tak zajęty tobą, że nawet o nim nie myślałem. - Odparł cały czas spokojnie, ale w miarę szybko, bojąc się, że mu przerwie.

- Oczywiście, że cię nienawidzę smarkaczu! Złoty Chłopczyk nie może znieść, że ktoś darzy do wybawiciela świata jakieś negatywne uczucia? - Może i Harry był spokojny, za to Snape nadrabiał braki za nich obu.

- Kłamiesz. Nie nienawidzisz mnie. Twój pocałunek temu przeczy. To co wtedy powiedziałem jest całkowitą prawdą. A jeśli ktoś tu jest bohaterem to Ty. -odpowiedział mu na to pełen sarkazmu śmiech profesora. – Mało kto byłby tak wytrzymały i odważny by szpiegować i przez to ciągle grać. Nie wiem czy ja bym miał tyle odwagi. Chociaż nie jesteś tak twardy za jakiego chcesz być uważany. - powiedział.

- Albus! Nareszcie! Twojemu Złotemu Chłopczykowi chyba porządnie padło na łeb! Uwolnij mnie od tego gówniarza! - Wrzasnął ignorując słowa chłopaka. Dopiero teraz Potter dostrzegł, że dyrektor już przyszedł.

- Harry, czy profesor Snape zażył już eliksir Uspakajający? - zapytał. Pstryknął palcami i pojawił się skrzat. Szybko sprzątnął śniadanie i Dumbledore postawił na jego miejscu myślodsiewnię.

- Jak widać jeszcze nie. - odpowiedział. - Wypiłby Pan, Panie profesorze? - zapytał bardzo uprzejmie, co nie uspokoiło Mistrza Eliksirów, tak jak to, że został zignorowany. Chwycił zaofiarowaną mu buteleczkę i wypił.

- Świetnie! To skoro Severus wypił eliksir to może już go puścisz, Harry? Chciałbym żeby spokojnie obejrzał wspomnienie.

- Ehm… z wczorajszej nocy?

- Tak. Sadzę, że tak będzie najlepiej. Wtedy niczego nie ominiemy w swojej historii i lepiej zrozumie zaistniałą sytuację. – po tych słowach dyrektora Harry wciąż się obawiał, jednak poluźnił uścisk. Snape wyswobodził się z jego ramion i szybko zanurzył twarz we wspomnieniach.

- Co tak kaleczy aurę? - spytał cicho, mimo że wiedział iż na razie nikt poza dyrektorem go nie usłyszy.

- Sumienie. Aura jest podobna do duszy, ale nie w każdym aspekcie. Każda śmierć która dręczy jego sumienie, obojętnie czy z jego winy, czy nie, zostawia ślad. Wyleczyć je może wybaczenie, uspokojenie sumienia. Nie wszystko jest jednak takie łatwe.

- To, że właściwie nigdy nie może sobie pozwolić na bycie sobą… To, że się zatraca… To może być powód?

- Bardzo możliwe… - szepnął dyrektor wpatrując się w pochłoniętego wspomnieniami mężczyznę.

- A Pani Pomfrey chyba nie uważa, że kradnę jej pacjenta lub coś w tym stylu, prawda? Była wczoraj trochę rozdrażniona… - spytał niepewnie.

- Cóż… Trafiłeś w sedno, Harry. Nie pomogło też to, że zatrzymałem ją gdy chciała ingerować. Dbała o Severusa od bardzo dawna. Jest dla niej jak jej dziecko.

Snape poderwał się z wyrazem furii na twarzy. Wspomnienie się skończyło. Niestety na inną reakcje nie liczyli.

- KPICIE SOBIE! To żart! Marny żart! - Wrzasnął Mistrz Eliksirów, wyskoczył z łóżka i ścięło, go z nóg. Tylko refleks siedzącego obok szukającego uchronił go od spotkania z podłogą. Mężczyzna wylądował na Harrym. Potter spojrzał na ziemię i zobaczył tam sterty katalogów, zdjęć i wydruków.

- O. Wygląda na to, że Zgredek spełnił moją prośbę. Zajmę się tym za chwilę. - odparł jakby nic się nie stało. Poprawił chwyt i przesunął się odrobinę, tak by Nietoperzowi,(co wywinął orła - szczegóły) było wygodnie.

- Idioci… - wysyczał nauczyciel. Niezatrzymywany wstał teraz nieco ostrożniej i bardzo szybko wyszedł z sali trzaskając drzwiami.

- Pogodzi się z tym? - zapytał patrząc za towarzyszem

- Na pewno.

- A nie znienawidzi nas za to?

- Mam nadzieję, chłopcze… Mam nadzieję…