Rozdział 4
Po wyjściu Dumbledore'a zajął się przyniesionymi przez Zgredka katalogami. Zaznaczał co chce, w jakiej ilości, wyrywał te strony. Później łączył je razem i oznaczał nazwą firmy. Zignorował karcące spojrzenie pielęgniarki, gdy dostrzegła rosnący stos rzuconych na ziemię przejrzanych folderów. Zawołał skrzata by pomógł mu podobierać rozmiary. Napisał jeszcze listę rzeczy, które skrzat miał kupić w mugolskim sklepie papierniczym i Zgredek wyszedł z naręczem kartek oraz sakiewką. Wszystko to zajęło mu czas do obiadu. Poszedł do Wielkiej Sali zdenerwowany. Jednak Mistrz Eliksirów nie raczył się pojawić. Harry nie wiedział czy powinien się z tego cieszyć czy się martwić.
Po obiedzie poszedł do biblioteki, by znaleźć informacje o więzi. Przekopywał się przez księgi z zaklęciami i nic nie znalazł. Była tam masa magicznych więzi, lecz nie znalazł żadnej o takiej nazwie, nie wspominając już o elfickim pochodzeniu. Po kilku godzinach poszukiwań znalazł pewne bardzo stare tomiszcze. Oczywiście w najdalszym kącie biblioteki i to pod samym sufitem. Przeklinając drabinkę, z której kilkukrotnie prawie zleciał, doszedł do stołu i rzucił na blat księgę. W powietrze wzbiły się tumany kurzu. Kichając, poczekał aż chmura opadła i usiadł do stołu. Zaczął delikatnie przekładać kartki. Bez wahania pominął pierwsze dziesięć stron wiedząc, że nie znajdzie tam niczego poza wstępem, czyli zero konkretnych informacji. Przerzucał kolejne karty księgi szukając charakterystycznych słów. W końcu coś przykuło jego uwagę. Wrócił do poprzedniej strony i zaczął wczytywać się w tekst.
- Bla, bla bla… „Elfy wielką wagę przywiązywały do wszelkich powiązań między istotami począwszy od przyjaźni na nienawiści kończąc."… srutututu… „Niektóre osobniki były uznawane za 'wybrane przez uśmiech losu'. Jednostki te bez żadnego rytuału odnajdywały swoje drugie połówki. Inni zawiązywali taką więź za pomocą zaklęcia. Bywała niekiedy samoistnie zawiązywana w czasie ślubów. Z moich obserwacji wynika, że całe to zjawisko przypomina znajdowanie towarzyszy przez magiczne stworzenia. Z tą różnicą, że można osiągnąć ją poprzez zaklęcie, oraz bywa ona głębsza i silniejsza."… Cudnie… Sevi! Sevi! Jesteś moją drugą połówką jabłka! Cieszysz się, prawda? Ta… Chyba padłby na zawał jakbym mu tak powiedział… „Dzięki więzi osobniki mogą się ze sobą porozumiewać jak za pomocą telepatii. Poza myślami mogą przekazywać sobie także moc, uczucia oraz pokazywać wspomnienia. Istnieją też minusy więzi. Jednak bardziej odczuwa ją strona 'związana' niż ta 'zawiązująca'. Na przykład obecność towarzysza uspakaja zawiązującego. Jednak związany potrzebuje obecności partnera. W innym wypadku, po dłuższej rozłące zaczyna odczuwać potworny ból. Tym bardziej, jeśli więź jest świeża. Z czasem czas rozłąki może być dłuższy. Podobna jest reakcja, gdy związany odrzuca wieź." - Doczytał fragment i spojrzał na zegar. Od pięciu minut trwała kolacja. Jedno machnięcie różdżki i już książki szybowały na swoje miejsca. Wiedział, że dzisiaj się już raczej nie dowie niczego więcej. Wpadł do Wielkiej Sali zadyszany.
- Bardzo przepraszam za spóźnienie! - Wysapał. Spojrzał na miejsce Mistrza Eliksirów. Było puste. - Czy wie ktoś może, czy profesor Snape przyjdzie? - Zapytał. Odpowiedziała mu cisza.
- Mrużko! - Zawołał. Po chwili pojawiła się skrzatka. - Czy profesor Snape zamawiał jakiś posiłek do swoich komnat? - Zapytał. Skrzatka zaprzeczyła tylko ruchem głowy. -Mogłabyś mu przekazać wiadomość? - Dopytywał. Skinienie głową. Nachylił się i wyszeptał jej do ucha.
- Skup się, bo to będzie dłuższa wiadomość. Przekaż mu tak: Sevrusie, masz zawsze pokazywać się na posiłkach. Jeśli nie będziesz tego robił to przywiążę cię nago do łóżka i będę cię pieścił, brał w usta i pobudzał na wszystkie inne sposoby aż będziesz na granicy spełnienia. Wtedy przestanę, odczekam moment i zacznę od początku, aż będziesz mnie błagał by skończyć. W końcu będziesz w takim stanie, że wszystko będzie w stanie przynieść ci ukojenie. Jednak uwiążę ci wtedy u nasady twojego członka wstążeczkę by orgazm był fizycznie niemożliwy. I znów będę cię ssać, lizać, całować, dotykać, aż będziesz cały obolały z pragnienia. Jeśli chcesz tego uniknąć, to chodź w tej chwili na kolację. Jeśli nie, to nawet, jeśli nie dziś, to i tak cię spotka to, o czym mówiłem. - Odsunął się od nieco zaróżowionej skrzatki. - Proszę przekaż to, co do słowa. - Dodał i usiadł do stołu. Reszta grona pedagogicznego wpatrywała się w niego z jawną ciekawością. Ignorując ich nieme pytanie w oczach zabrał się do jedzenia. Jakaś jego cząstka miała nadzieje, że jego ostrzeżenie zostanie zignorowane i będzie mógł spełnić swoje słowa. Za jego plecami rozległ się cichy trzaski.
- Profesor Snape leży nieprzytomny. - odezwała się Mrużka. Zamarł z kanapką w połowie drogi do ust. Tego się nie spodziewał.
- Możesz mnie do niego przenieść? - Spytał skrzatkę. Skinęła głową. Gdy do niej podszedł, chwyciła go za nogawkę spodni i zniknęli.
Pojawili się w dość ciemnym, prostokątnym pomieszczeniu. Na środku, przy ścianie znajdowało się duże łóżko. Po jego obu stronach, na podłodze z ciemnego drewna, leżały grube, miękkie, butelkowo - zielone dywany. U nóg łóżka leżał Snape. Szybko do niego podbiegł. Mężczyzna oddychał. Nieco uspokojony, zdjął mu buty i szatę. Wziął pod pachy i pociągnął w stronę łóżka. Dźwignął go i sapiąc ułożył na nim. Zdjął mu koszulę. Usiadł na brzegu. Ściągnął buty i zaraz ułożył się obok Severusa i objął go. Mężczyzna w odpowiedzi mocno się w niego wtulił. Zacisnął dłoń na workowatej koszulce Harry'ego. Oddech stał się niespokojny, a ręce drżały. Chłopak szybko zdjął koszulkę i przycisnął nauczyciela do swojej skóry. Drżenie rąk nieco ustało, a oddech stał się nieco mniej spazmatyczny. Snape mruknął i przełożył nogę przez biodro Gryfona.
- Cii… Spokojnie. Jesteś mój i to się nie zmieni. Obojętnie ile będziesz mnie wyzywał i odpychał. - Wyszeptał, uspakajająco gładząc mężczyznę po plecach. Niewiele to pomogło. Z trudem sięgnął po swoją różdżkę i pozbawił ich obu spodni. Następnie wciągnął Mistrza Eliksirów na siebie. Teraz leżał na nim cały. Biodro w biodro, pierś w pierś. Jedynie nogi Severusa znajdowały się po obu jego stronach. Pozycja może i była nieco nietypowa, tym bardziej, że dojrzały mężczyzna leżał całym ciałem na wiele lat młodszym chłopaku, ale Harry'emu nie przeszkadzało to ani trochę. Wręcz przeciwnie. Profesor zaczął się wiercić, aż przesunął się tak, że chłopak miał jego głowę na ramieniu. Od razu wplótł palce w długie czarne kosmyki, a drugą ręką jeździł po plecach. Zsunął dłoń niżej, wsunął za bokserki i zaczął masować pośladki mężczyzny, który leżał już na nim całkowicie spokojny.
Jakąś godzinę później Snape otworzył oczy i od razu poderwał się do góry siadając przy tym na udach Harry'ego.
- Czemu zawsze jak się budzę to jestem przy tobie? - Spytał zrezygnowany.
- Znalazłem informacje o naszej więzi. - Odparł nie odpowiadając na pytanie. - Tak, wiem gdzie jest biblioteka i jak się z niej korzysta. Nawet czasem się uczę. - Dodał widząc minę nauczyciela. - W każdym razie, zbyt długa rozłąka będzie powodowała u ciebie potworny ból. Obawiam się, że to dlatego straciłeś przytomność. Potrzebujesz mojej obecności. Z czasem będziemy mogli rozstawać się na dłużej, ale na razie będzie trzeba coś wymyślić. Wygląda na to, że na razie będę musiał spać u ciebie. - Powiedział. Snape wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym zrezygnowany położył się obok niego.
- Coś proponujesz? - Zapytał bezradnie. Tym pytaniem wprowadził Harry'ego w osłupienie. Ostatnią rzeczą, jaką się spodziewał było to, że profesor podda się jego woli lub spyta go o opinię nie stawiając setek warunków.
- Wraz z dzisiaj mamy trzydzieści dziewięć dni do końca wakacji. Możesz się zająć swoimi sprawami, a ja poodrabiam prace domowe. Chce też zrobić sobie powtórkę z eliksirów, więc skorzystałbym z listy ingrediencji w laboratorium. Są ułożone alfabetycznie, co ułatwiłoby mi sprawę. - Odpowiedział, a Mistrz Eliksirów skinął głową, nawet nie komentując jego chęci do powtórki.
- Do czegoś jeszcze zmusza nas ta więź?
- Nie, ale umożliwia nam coś na kształt telepatii. Tyle, że poza słowami możemy sobie przesyłać także uczucia i wspomnienia.
- Na to nie licz bachorze. - warknął Snape.
- Tylko informuję. Odparł z uśmiechem po czym nagle spoważniał. - Czy coś cię jeszcze boli?
- Nie. Pozostał jedynie lekki ucisk w piersi. - Odpowiedział niechętnie.
- Powiedz, kiedy minie. - Poprosił i ułożył się na boku. Przesunął ręką po mostku i żebrach profesora, który uparcie wpatrywał się w sufit. Nachylił się i zaczął całować go po wyznaczonej przez palce ścieżce. Gdy nie doczekał się żadnej reakcji przesunął się z pocałunkami na szyję. Kątem oka dostrzegł jak Snape zaciska dłonie na pościeli.
- Wciąż nic? - Zapytał i zaczął ssać płatek ucha.
-…Nic. - Odpowiedział Severus zduszonym głosem.
- Hmm… w takim razie zostaje nam jeszcze tylko jedno do sprawdzenia. - Wymruczał i pocałował mężczyznę w usta. Ten w odpowiedzi tylko zacisnął mocniej wargi. Harry westchnął. - Jeżeli nie będziesz współpracować to potrwa to dłużej. - Upomniał i zaczął drażnić palcami jego sutek. Profesor otworzył usta by coś odpowiedzieć, jednak Gryfon nie dał mu na to szansy. Korzystając z okazji wpił się w rozchylone usta. Podobnie jak w Skrzydle Szpitalnym, ten pocałunek wywiał mu z głowy wszystkie myśli i zagotował krew w żyłach. W końcu oderwali się od siebie, by zaczerpnąć powietrza.
- Już… -wysapał Snape. Harry zamrugał zdziwiony. Przez chwilę nie wiedział, o co chodzi.
- Ach. - szepnął, gdy do niego dotarło. Odchrząknął i zaczął mówić dalej. - Wychodzi na to, że… potrzebujesz tyle… bliskości ile tuż po… zawiązaniu więzi… No wiesz… to, co myślałeś, że to sen. - Wyjąkał niepewnie. Mistrz Eliksirów patrzył gdzieś w bok zamyślony.
- Chodźmy spać. - powiedział, gdy dostrzegł, że nie doczeka się żadnej odpowiedzi. Przykrył ich kołdrą. Poprosił jakiegoś skrzata o posiłek dla towarzysza i ułożył się obok niego. W końcu zasnęli. Każdy po swojej stronie łóżka.
