+słowa Snape'a wypowiadane poprzez więź, czyli brzmiące tylko w głowie Harry'ego
=słowa Harry'ego
Rozdział 5
Obudził go upierdliwie skrzeczący i piskliwy głosik skrzata. Udawał jednak, że wciąż śpi.
- Już Zgredku, już idę. - Usłyszał dobiegającą zza swoich pleców odpowiedź Harry'ego. Uchylił ostrożnie jedno oko i spojrzał na stojący obok łóżka zegarek. Czwarta rano! Co ten upierdliwiec ma niby do zrobienia o świcie! Poczuł ruch za plecami. Szybko zamknął oczy i skupił się na wolnym oddychaniu. Poczuł jak ciepłe palce odsuwają opadłe w czasie snu na twarz kosmyki. Po czym kilka razy Potter delikatnie go pogłaskał. Nie jest dzieckiem do cholery! Nawet, jeśli gest… nie był nieprzyjemny. Był skupiony wyzywaniem Złotego Chłopca w myślach. Nagle jego cichy monolog przerwały wargi, które musnęły jego szyję i poraziły jednocześnie ciało przyjemnym prądem. Ręka Harry'ego zaczęła gładzić go po ramieniu i otrzymał kolejny pocałunek, lecz tym razem w odsłonięty policzek.
- Do zobaczenia na śniadaniu. - Wyszeptał Gryfon i wstał z łóżka. Poprosił skrzata, by przeniósł go do wieży i zniknęli z cichym trzaskiem. Został sam. Było to zarazem błogosławieństwo jak i przekleństwo. Z jednej strony mógł poudawać, że wszystko jest po staremu, z drugiej zaś strony zostawał sam ze swoimi myślami. Na przykład…. CO TO MIAŁO BYĆ, TO PRZED CHWILĄ?! Zresztą nie tylko przed chwilą. Od kiedy to Potter jest taki spokojny, a ON, Wielki Mistrz Eliksirów, Szpieg Dumbledore'a w szeregach Voldemorta, człowiek z wieczną maską bez uczuć na twarzy, jest wyprowadzany z równowagi i doprowadzany do szewskiej pasji przez zwykłego, rozpieszczonego gówniarza? I od kiedy ten gówniarz jest ciepły, czuły, troskliwy wobec starego tłustowłosego Nietoperza, Naczelnego Postrachu Hogwartu z lochów? Po tych wszystkich wyzwiskach i przywołaniu wszystkich swoich tytułów nadanych mu przez uczniów i los, poczuł się o wiele lepiej. Fakt, miewał przeróżne sny z chłopakiem w roli głównej, jednakże zawsze traktował to, jako odskocznię przemęczonego umysłu. W końcu wstał z łóżka i udał się do łazienki. Gdy z niej wyszedł całkowicie ubrany, dostrzegł nędznie wyglądającą skrzatkę.
- Pan profesor Snape, sir! - Krzyknęła przerażona i ukłoniła mu się. - Mrużka bardzo przeprasza, jednak Mrużka ma dla Pana wiadomość, sir. - Zapiszczała skulona.
- Mów. - Powiedział tylko zimno.
- Mrużka przeprasza! Miała przekazać to wczoraj w czasie kolacji, jednak pan nie był wtedy w stanie wysłuchać tego jednak sadzę, że cześć wiadomości jest wciąż aktualna. - Wypiszczała szybko mnąc w rękach brzeg szaty.
- Mówże wreszcie. - warknął. Skrzatka zatrzęsła się i zaczęła mówić.
- Pan Harry Potter kazał przekazać: „Sevrusie, masz zawsze pokazywać się na posiłkach. Jeśli nie będziesz tego robił to przywiążę cię nago do lóżka i będę cię pieścił, brał w usta i pobudzał na wszystkie inne sposoby aż będziesz na granicy spełnienia. Wtedy przestanę, odczekam moment i zacznę od początku aż będziesz mnie błagałby skończyć. W końcu będziesz w takim stanie, że wszystko będzie w stanie przynieść ci ukojenie. Jednak uwiążę ci wtedy u nasady twojego członka wstążeczkę by orgazm był fizycznie niemożliwy. I znów będę cię ssać, lizać, całować, dotykać, aż będziesz cały obolały z pragnienia. Jeśli chcesz tego uniknąć to, choć w tej chwili na kolację. Jeśli nie, to nawet, jeśli nie dziś, to i tak cię spotka to, o czym mówiłem." To wszystko, sir. - Powiedziała. Wpatrywał się w nią przez chwilę starając się zignorować gorąco, które poczuł i napięcie w podbrzuszu. Po sekundzie otrząsnął się.
- Dziękuję. Teraz ja chcę byś mu coś przekazała, ale dopiero na śniadaniu, A dokładniej: „Marzenia ściętej głowy Potter. Twoje groźby, obojętnie jak wymyślne, są dla ciebie nierealne do spełnienia". To wszystko, a teraz złaź mi z oczu! - Syknął. Mrużka zniknęła, a on udał się do laboratorium.
*.*.*
Zgredek przeniósł ich do jego pokoju w wieży Gryffindoru. Od łóżka do jego okna stała masa dużych papierowych toreb, a jego kufer stał w nogach łóżka. Westchnął, gdy tylko pomyślał o tym, co go czeka.
- Miałeś jakieś kłopoty by kupić rzeczy w mugolskim sklepie?- Spytał. Że też dopiero teraz o tym pomyślał!
- Harry Potter, sir! - Krzyknął skrzat oburzony. - Zgredek jest dobrym skrzatem! Potrafi spełnić każde żądanie swojego Pana! Nawet te najdziwniejsze! Po to Zgredek tu jest!
- Eee… Oczywiście Zgredku. W to nie wątpię! - Zapewnił szybko. – Ale… chyba niczego nie ukradłeś prawda?
- Nigdy, Harry Potter, sir! Nigdy! Nie mógłbym zhańbić imienia Pana czymś takim jak kradzione rzeczy! Nawet, jeśli ze sklepów mugoli.
- Dobrze. Mógłbyś więc rozłożyć rzeczy na łóżku? Podzielone na kupki: koszulki, bezrękawniki, koszulki z nadrukiem, koszule, i tak dalej. - Powiedział podchodząc do kufra. Zaczął wyciągać wszystkie rzeczy i układać w jedną stertę. Odłożył na bok jedynie swetry od Pani Weasley, skarpetki od Zgredka, szkolną oraz wyjściową szatę, oraz strój do quidditcha. I to było chyba wszystko, co nie było jego rzeczami go Dudley'u. Spojrzał na łóżko gdzie leżały już poukładane rzeczy dokładnie tak jak prosił, a przy łóżku stał krótki murek poukładany z kartonów z butami. Westchnął. Nie spodziewał się, że jest tego aż tyle. Zdecydowanie odbił sobie lata nieposiadania żadnych własnych rzeczy. Otworzył szafę. Lewa strona przeznaczona była na półki, a prawa na wieszaki. Na samym dole, znajdowała się jedna długa szuflada. Wysunął ją i spojrzał na walające się po całym pokoju rzeczy. Rzucił na wnętrze szafy i szuflady zaklęcie powiększające.
- Powyciągaj, proszę, bieliznę z opakowań i powkładaj je do szuflady - poprosił, po czym zaczął wieszać szaty na wieszaki. Potem podszedł do sterty koszulek bez rękawków i zaczął od każdego odczepiać karteczki. Zerknął znowu na stosy rzeczy. Jeśli tak dalej pójdzie to możliwe, że spóźni się na śniadanie, a może nawet do obiadu nie skończy. Oczywiście nie mógł na to pozwolić. Nie mógł zostawić swojego towarzysza zbyt długo samego. Może i spotkają się na śniadaniu, ale obawiał się, że to będzie niewystarczające.
Zgredek odłożył bezrękawniki na jedną z półek a on był już w połowie koszulek, Szło im coraz sprawniej. Grube zimowe swetry włożył do kufra, w przeciwnym rogu niż jego podręczniki i pergaminy. Gwizdnął trzy wieszaki z szafy Rona. Wiedział, że chłopak nawet nie zauważy ich braku. Część koszul powiesił na wieszakach wraz z bardziej gniotącymi się spodniami. Cieplejsze buty w pudełkach wsunął pod łóżko, a te odpowiednią na tę porę roku włożył na dno szafy. Po prawie trzech godzinach intensywnej pracy spojrzał z dumą na ich dzieło. Została jedynie torba z papierniczego. Wyciągnął wszystko na łóżko. Ponad dwadzieścia zeszytów kołowych w siedmiu kolorach, pióro i długopis z masą wkładów, kolorowe cienkopisy, ołówki, gumki do mazania, ostrzynka, dwa puste piórniki, a w osobnej torbie stos pustych pergaminów. Czyli wszystko, o co prosił. W większy piórnik zapakował cienkopisy, pióro, długopis, dwa ołówki, gumkę do mazania ostrzynkę i kilka wkładów i naboi z atramentem. Wyciągnął napisane już u Dursley'ów wypracowanie z transmutacji i zaklęć. Pomniejszył je i pergaminy włożył do przegródek wąskiego, mniejszego piórnika. Spojrzał znowu dumny ze swego dzieła. Że też wcześniej nikt na to nie wpadł! Resztę rzeczy powkładał do kufra i stolika nocnego.
- Świetna robota Zgredku. Bardzo mi pomogłeś i zrobiłeś świetne zakupy. Bardzo ci dziękuję. Teraz tylko się ubiorę i bez problemu powinienem zdążyć na śniadanie. Bez ciebie jeszcze bym z tym walczył. - Pochwalił skrzata, który od razu rozpromienił się z radości. Harry szybko wskoczył w ciemne spodnie i luźną bawełnianą białą koszulę. Podwinął rękawy do łokci i zostawił odpięte dwa pierwsze guziki. Na szyję założył naszyjnik z drewnianych koralików i zszedł na śniadanie.
*.*.*
Wszedł do Wielkiej Sali punktualnie o ósmej, więc właściwie wszyscy siedzieli już na swoich miejscach i popijali kawę. Stół nauczycielski wyglądał jak tęcza. Każdy z profesorów promieniową aurą innej barwy.
- Dzień dobry. - Powiedział wesoło widząc zaskoczone spojrzenie nauczycieli. Usiadł na krześle obok tego, które zawsze zajmuje Snape i zabrał się za smarowanie tostów dżemem.
- Witaj, Harry. Widzę, że pozbyłeś się okularów i poszerzyłeś swoją garderobę. - Odezwał się Dumbledore z uśmiechem.
- Zgadza się, panie profesorze. Po tym, co zauważyłem w Skrzydle Szpitalnym już ich nie noszę. Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko temu, że poprosiłem Zgredka o kupienie mi kilku rzeczy? - Zapytał. Oczywiście, jeśli to można było nazwać 'kilka', dodał w myślach.
- Skądże znowu! Gdy nie ma w szkole uczniów i części nauczycieli skrzaty są potwornie znudzone i rzucają się uradowane i z wielkim zapałem do najmniejszego zleconego im zadania.
- Och w takim razie ulżyło mi. Może można by im zasugerować odkurzenie biblioteki? Wczoraj przekonałem się na własnej skórze jak dawno tego tam nie robiono.
- Rzeczywiście. To całkiem dobry pomysł. Jeszcze dzisiaj im o tym wspomnę.
- Czy mógłbym jeszcze prosić o hasło do wieży?
- Odwaga. Myślałem, że będziesz na razie mieszkać w komnatach Severusa… -odpowiedział zdziwiony dyrektor.
- Na razie tak, jednak profesor Snape ceni sobie swoją prywatność. Chciałbym żeby przez to wiedział, że mimo iż jest na mnie skazany, to lochy to wciąż jego terytorium. - Odparł spokojnie.
- Albusie! - Zawołała oburzona McGonagall. – Możesz mi w końcu wyjaśnić, co tu się dzieje? Czemu Pan Potter miałby mieszkać z Severusem? Pomijając już fakt, że powinien być u swoich opiekunów! - Z każdą chwilą kobieta robiła się coraz bardziej zła. Chłopak z niepokojem obserwował jak brzeg jej aury robi się coraz bardziej czerwony, a sama aura coraz bardziej niespokojna.
- Widzisz Minerwo… - zaczął Dumbledore jednak przerwał mu cichy trzask i pojawienie się skrzata.
- Przepraszam jednak profesor Snape prosił mnie o przekazanie panu Potterowi odpowiedzi na wiadomość, którą miałam przekazać wczoraj w porze kolacji. - Powiedziała Mrużka. Harry zakrztusił się herbatą.
- Zupełnie o tym zapomniałem! - Jęknął. - Co takiego masz mi przekazać?
- „Marzenia ściętej głowy Potter. Twoje groźby, obojętnie jak wymyślne, są dla ciebie nierealne do spełnienia" - powtórzyła skrzatka. Chłopak tylko jęknął słysząc te słowa.
- Panie Potter! Czy ja dobrze słyszałam? GROZIŁ Pan NAUCZYCIELOWI? - Wrzasnęła nauczycielka transmutacji całkowicie wyprowadzona z równowagi. - Albusie! I ty siedzisz tak spokojnie! Nie ma w tym nic zabawnego, więc przestań się uśmiechać! To poważna sytuacja! Pan Potter nie miał prawa by… - zaczęła swój monolog, jednak Harry jej przerwał.
- Miałem prawo. - Odparł spokojnie, przez co nauczycielka się aż zapowietrzyła. -Oczywiście nie grozić nauczycielowi, ale miałem prawo powiedzieć, jakie nastąpią konsekwencje, w razie gdy nie będzie pojawiał się na posiłkach MOJEMU PARTNEROWI. -Dodał całkowicie spokojnie i znów zainteresował się swoją herbatą.
- Mogę spytać chłopcze, co przekazałeś profesorowi przez skrzata? - Spytał dyrektor z iskierkami w oczach.
- Och to nic nieprzyjemnego. No… w połowie. Wolałbym się nie wdawać w szczegóły. To było dość osobiste. - Odpowiedział, na co starszy mężczyzna zachichotał.
- W każdym razie już nigdy nie będę przekazywał wiadomości przez skrzaty. Zbyt ryzykowne… - dodał po chwili wpatrując się w filiżankę.
- Pana partnerowi, Panie Potter? Niby, jakim cudem? - Dopytywała się McGonagall. Gryfon spojrzał pytająco na dyrektora, a ten skinął mu głową.
- Profesor Snape jest teraz dla mnie kimś w rodzaju towarzysza. Według księgi więź może być nawet silniejsza i głębsza niż w przypadku magicznych stworzeń. - Odpowiedział chłopak takim tonem jakby mówili o pogodzie. Kobieta zamilkła i wpatrywała się w obu mężczyzn z szokiem wymalowanym na twarzy. – A teraz wybaczcie, muszę już iść. Nie wiem czy Severus nie odczuwa już negatywnych skutków połączenia. Wyszedłem ze Zgredkiem z jego komnat o czwartej rano, więc minęło już sporo czasu. - Powiedział nim opiekunka jego domu otrząsnęła się z szoku i szybko poszedł w stronę lochów. Nie chciał zostać nagle ofiarą ognia krzyżowego pytań osób przy stole.
*.*.*
Doszedł do drzwi laboratorium. Cicho je otworzył i stanął w progu. Ustawione było dwanaście kociołków w grupach po trzy. Wygląda na to, że Mistrz Eliksirów rozpoczął masową produkcję mikstur do Skrzydła Szpitalnego. Obserwował przez chwilę szybkie i pewne ruchy Snape'a. W końcu mężczyzna zaczął przelewać jeden z eliksirów do fiolek. Harry podszedł szybko do niego i chwycił chochlę. Ich spojrzenia spotkały się.
- To umiem. Nie zepsuję tym eliksiru. - Powiedział. Severus bez słowa odwrócił się do innego kociołka. Pracowali jeszcze przez chwilę w ciszy.
- Próbowałeś znaleźć w sobie tę więź czy jeszcze nie? - Spytał ostrożnie Potter zamykając ostatnią fiolkę.
- Jeszcze nie. - Odpowiedział spokojnie profesor nawet się do niego nie odwracając.
- Mógłbyś spróbować to teraz zrobić? Chciałbym żebyś dał mi jakoś znać, gdy będziesz odczuwać skutki zaklęcia. Wtedy przyjdę i zacznę sobie powtarzać, robić jakieś notatki lub pisać pracę domową… Tak jak ustalaliśmy. - Poprosił ostrożnie. Zobaczył jak Snape prostuje się nad kociołkiem i nieruchomieje. Cisza przedłużała się. Harry czekał.
+ Gdzie jesteś cholero… O! Mam paskudztwo! + Usłyszał nagle w swojej głowie.
=To świetnie.= Odpowiedział również poprzez więź. Profesor drgnął, ale nic nie powiedział.
- Idę do Skrzydła Szpitalnego. Wziąć coś? - Spytał. Snape wskazał ręką na karton stojący na biurku.
- Tylko ich nie stłucz niezdarny bachorze inaczej popamiętasz - warknął. Gryfon bez słowa wziął gotowe fiolki i wyszedł.
*.*.*
Gdy stanął pod drzwiami szpitala był potwornie zdenerwowany. Ostrożnie wszedł do pomieszczenia.
- Pani Pomfrey? - Zawołał a kobieta wyszła ze swojego kantorka. - Chciałbym zobaczyć się z Syriuszem i przy okazji przyniosłem gotowe już eliksiry od profesora Snape'a. –Poinformował ją.
- Och, dziękuję kochany! Chodź pokażę ci gdzie odstawić to pudło i zaraz zaprowadzę cię do twojego ojca chrzestnego. - Odpowiedziała z uśmiechem, dzięki czemu Harry minimalnie odetchną z ulgą. Ale tylko odrobinę. Wolał powiedzieć Łapie od razu o sytuacji, jednak obawiał się jego reakcji. Pielęgniarka wprowadziła go do średniej wielkości pomieszczenia. Po lewej i prawej stronie pomieszczenia stały oszklone regały wypełnione fiolkami, słoiczkami i tubkami. Zaś na końcu stało biurko i regały z książkami. Bardzo surowe i… matematyczne pomieszczenie. Symetryczne i proste. Nie było tu miejsca na przytulność. Ewidentnie gabinet miał nie rozpraszać myśli, by skupić się na konkretnym temacie i mieć w zasięgu wzroku wszystkie eliksiry i książki, co pewnie też ułatwiało planowanie skomplikowanego leczenia, gdyby zdarzył się nagle jakiś ciężki wypadek. Odstawił pudełko na biurko i wyszedł z gabinetu, by skierować się do pokoju naprzeciw. Był on mniejszy od gabinetu jednak posiadał okno wychodzące na jezioro i bijąca wierzbę. Obok okna postawiono fotel i stoliczek. Łóżko stało zaś nieco bardziej w rogu. Na wspomnianym wcześniej fotelu siedział owinięty kocem, zaczytany Syriusz.
Wyglądał fatalnie. Cerę miał bladą. Był bardzo wychudzony, a cienie pod oczami były jakby nie spał od tygodnia.
- No proszę. Nikt mi nie uwierzy jak powiem innym, że jesteś molem książkowym! - Zażartował sobie, a Black zaskoczony poderwał głowę.
- Harry! Co ty tu robisz? Nie powinieneś być u tamtych paskudnych mugoli? - Wrzasnął zaskoczony równocześnie szczerząc się radośnie.
- Mówisz, że są paskudni, a jednak się dziwisz, że mnie tam nie ma? - Zapytał śmiejąc się. Podszedł do niego i uściskał. – Dobrze cię widzieć Wąchaczu. - Powiedział. Wziął krzesło stojące w rogu pomieszczeni i usiadł po drugiej stronie okna.
- Opowiadaj, co u ciebie! Jak ja dawno cię nie widziałem… - nachylił się do niego Black i potargał po włosach. - Wyglądasz o niebo lepiej niż poprzednio dzieciaku! - Pochwalił jeszcze obrzuciwszy go spojrzeniem.
- Ach działo się sporo. Na przykład dojrzewa we mnie magia, przez co prawie wyrzuciłem w powietrze dom naszej kochanej Petunii. - Powiedział, co od razu wywołało salwę śmiechu chrzestnego. - Dlatego stamtąd zwiałem i przyleciałem do Hogwartu, bo nie wiedziałem, co się dzieje.
- Zuch chłopak! Normalnie przechodzi się przez to po szóstej klasie. Chyba, że są jakieś ekstremalne warunki lub czarodziej ma sporo mocy! Jestem z ciebie dumny!
- Dzięki Syriuszu. Miło mi to słyszeć. Wiesz… to jest dopiero ułamek informacji. Bo… ja przyleciałem tu przedwczoraj. Niestety nie przyszedłem wcześniej, bo zatrzymało mnie kilka spraw. W noc, kiedy przy… - przerwał nagle, bo coś zapulsowało mu w głowie. Sięgnął do więzi, a ona zadrżała i poczuł jak zalewa go ból. Zerwał się na równe nogi i rzucając słowa przeprosin wybiegł z pokoju. Prawie pięć godzin. Właściwie to mniej, bo Snape musiał się już wcześniej źle czuć, ale się nie przyznawał. Wychodzi na to, że będzie musiał ciągle go sprawdzać za pomocą połączenia inaczej będzie ciągle, tak jak teraz. Pędził , bo czuł, że atak był poważny. Cholerny, durny, nietoperzowaty masochista. Przeskakiwał już, co drugi stopień schodów prowadzących do lochów. Wziął ostry zakręt i wpadł z impetem na drzwi laboratorium. Otworzył je z hukiem. Mistrz Eliksirów opierał się o biurko zaciskając dłonie. Harry szybko do niego podbiegł, odwrócił do siebie i mocno przytulił. Profesor odetchnął głęboko. Ręka Pottera automatycznie powędrowała do góry i zaczęła głaskać uspakajająco.
- Zgredku. - Zawołał nie przerywając czynności. Skrzat pojawił się - Proszę przynieś moje podręczniki do eliksirów, piórniki i jeden z zeszytów. - Zgredek zniknął. Sięgnął do więzi. Nauczyciel był wciąż obolały. Odsunął go od siebie i czule pocałował w usta.
- Panie profesorze! Rola durnego dzieciaka jest już moja z tego, co pamiętam. Proszę mi jej nie odbierać! - Upomniał. Bezszelestnie pojawił się Zgredek, zostawił rzeczy na biurku i tyle go było widać. A nawet mniej, bo żaden z mężczyzn nie zwrócił na niego uwagi. Harry kontynuował. - W naszej obecnej sytuacji nie możemy niczego ukrywać. Powinien mi Pan powiedzieć, że się gorzej czuje. Myślałem, że po prostu nie chce mnie Pan wiedzieć, sir. Niestety wychodzi na to, że będę musiał stale być połączony z więzią. -Upominał. Czuł się dziwnie łajając, bądź co bądź, Postrach Hogwartu.
- Zamknij się Potter. Mam ważniejsze sprawy na głowie niż jakieś twoje obiekcje! - Warknął Snape dochodząc już całkowicie do siebie i prostując się.
- Ależ oczywiście... I to ja robię z siebie męczennika. Nie ma się co Pan martwić, profesorze. Teraz będę już Pana stale monitorował. - Dodał z uśmiechem i sięgnął po książki. Severus zacisnął zęby ze złości. Obrócił się szybko, trzepocząc szatą i wrócił do kociołków. Harry uśmiechnął się pod nosem. Mistrz Eliksirów powoli wracał do siebie. Usiadł przy jednym ze stolików i zaczął pisać zadany na wakacje esej.
*.*.*
- Panie profesorze, naprawdę sadzę, że jest całkowicie zbędna. Latem, poza lochami i gdy nie ma uczniów… Jedynie się pan w niej gotuje, sir. Rozumiem, że chce pan zakryć Mroczny Znak, ale do tego wystarczy koszula, którą ma pan pod spodem. Zresztą mógłbyś podwinąć sobie jej rękawy, rozpiąć, choć jeden guzik przy szyi i od razu poczujesz się lepiej. W końcu nie ma w zamku żadnej osoby, przed którą musiałbyś ukrywać tatuaż… - nadawał, skacząc dookoła Severusa zaciskającego żeby i pięści. Całym sobą pokazywał, że jeśli Harry zaraz się nie zamknie to go przeklnie lub pozbawi go jednym ruchem przednich zębów. Pottera bawiła ta postawa. Aura mężczyzny na brzegu stała się lekko czerwonawa, ale w miarę jasna i to z domieszką jakiegoś innego koloru. Domyślał się więc, że tylko irytuje swojego profesora i to nie tak mocno jak ten chciał pokazać. Właśnie szli na obiad i chłopak próbował przekonać mężczyznę na zrezygnowanie z szaty.
- To nie twoja sprawa, w czym chodzę, Potter. – Wysyczał w odpowiedzi.
- Ależ to jest moja sprawa.
- Och, to może mnie pan olśni i powie, w którym niby punkcie?
- To oczywiste! Nie chcę by mój towarzysz się męczył, utrzymywaniem wizerunku, chodząc latem w czarnej grubej szacie… - zaczął i popchnął profesora na ścianę. - … Gdy nawet nie ma w murach zamku uczniów. - Dokończył i pocałował nauczyciela w usta. Szybko zwiał do Wielkiej Sali, obok której drzwi się już znajdowali. Usiedli do stołu pod czujnym okiem reszty grona pedagogicznego. Szczególnie Mcgonagall mierzyła Snape'a wzrokiem w czasie posiłku.
- Mogłabyś mnie oświecić, Minerwo, dlaczego się tak we mnie wpatrujesz, od jakiś dwudziestu minut, intensywniej niż zwykle? - Odezwał się w końcu Mistrz Eliksirów. Kobieta jakby na to czekała.
- Doprawdy, Sevrusie?! Nie wiem, co ty sobie myślałeś! Wiązać się z uczniem? I to na dodatek TAKĄ więzią?
- Pani Profesor! Profesor Snape był zbyt zajęty umieraniem, by podjąć jakieś decyzje. A pan dyrektor podał mi tylko nazwę zaklęcia, bym poprzestał na wysadzeniu tylko połowy okien w Skrzydle Szpitalnym. Jeśli ma Pani jakieś pretensje to proszę je zgłaszać tylko i wyłącznie do mnie. - Odpowiedział jej Harry nie zwracając uwagi na to, że jego partner otwierał usta by to zrobić. Snape zmarszczył brwi zamyślony. Nagle usłyszał w głowie głos.
= Może zrobimy małe przedstawienie by McGonagall i reszta zeszła na zawał? = Zapytał go Harry w myślach.
+ Masz w głowie jakiś konkretny plan? Czy po prostu chcesz podziałać na wyobraźnię Wyliniałej Kotki w temacie JAKA to więź? +
= Podziałać na wyobraźnię! = Odparł wesoło Harry i położył mężczyźnie rękę na kolanie, po czym zaczął powoli przesuwać nią w górę nogi.
- Czy w czymś ta sytuacja, pani przeszkadza, pani profesor? - Odezwał się ponownie, tym razem jednak spokojniej.
- Oczywiście, że tak! Co będzie, gdy przyjadą uczniowie? Jak zamierzacie to wytłumaczyć?
- Nie zamierzamy im mówić. Oczywiście poinformuję jakoś Rona i Hermionę. Dzisiaj zamierzałem powiedzieć także Syriuszowi.
-On dostanie szału! Przecież z Severusem się nienawidzą i skaczą sobie do gardeł, nawet bez powodu i okazji! Przecież on tego nie zaakceptuje!
- Syriusz jest jak małe dziecko. Zaakceptuje to tylko wystarczy wyciągnąć odpowiednie argumenty. Posłucha mnie. Jakby to był ktoś inny, jak na przykład pan dyrektor, Severus lub pani, to nie przyjąłby tego dobrze. - Odparł spokojnie nie przejmując się drżeniem aury kobiety. Usłyszał prychnięcie Snape'a.
- Nie zamierzam tolerować obecności tego kundla - burknął.
= Mięliśmy grać by zeszli na zawał! = Upomniał go Harry.
- Chociaż ewentualnie nie uznam jego obecności od czasu do czasu za kataklizm. - Dodał niechętnie. Zadziałało. Wszyscy przy stole zbierali swoje szczęki z talerzy. Chłopak uśmiechnął się zadowolony i wtulił w bok mężczyzny.
- Widzi pani! Wszystko jest możliwe! - Powiedział i przesunął rękę do kolana profesora i z powrotem w stronę krocza. Mcgonagall dostrzegła ten gest i wpatrywała się w nich niedowierzaniem. Severus dostrzegł to kątem oka. Oparł się nieco bardziej o krzesło i odpiął dwa pierwsze guziki szaty i znajdującej się pod nią koszuli. Drżenia aury wzrosło i kobieta zrobiła się cała czerwona na twarzy. Potter drgnął zaskoczony, gdy poczuł dotyk pośrodku uda. Spojrzał w na swoje uda i dostrzegł jak dłoń profesora kreśli drobne kręgi w tym miejscu. Czuł, że rumieni się na twarzy.
- Ehm… To my już pójdziemy… Mamy coś… ważnego… do zrobienia. - Powiedział i wstał z krzesła. Chwycił nauczyciela za rękę i wyprowadził ich pędem z sali. Określenie, że McGonagall była wkurzona, było zbyt delikatne. Oparł się o ścianę obok drzwi. Stali dokładnie w tym samym miejscu, w którym pocałował Severusa przed obiadem.
- Posiłek się właściwie kończy. McGonagall nie wytrzyma w sali długo, więc zostało nam tylko położenie wisienki na torcie. - Powiedział kładąc sobie ręce Snape'a na biodrach. Akurat wtedy usłyszał zbliżający się stukot kroków, więc przyciągnął mężczyznę do siebie i pocałował, od razu wdzierając się językiem do wnętrza jego ust. Jedną ręką zabrał się za rozpinanie czarnej szaty, a drugą wplótł we włosy.
Usłyszeli oburzone „Och!" I o wiele szybsze kroki na kamiennej posadzce.
= Jesteś uzależniający. Cudownie smakujesz. =
+ Obiadem idioto +
= Oj, dobrze wiesz, że nie o to chodzi… Smak obiadu już dawno zniknął = Odpowiedział. Wciąż nie przerywali pocałunku, kąsając raz po raz swoje wargi. Skończył rozpinać wszystkie guziki i wsunął rękę na twarde, silne plecy mężczyzny. Rozległy się kolejne kroki. Snape przesunął rękę na jego pośladek i ścisnął, gdy kolejne osoby wychodziły, co wyrwało jęk z ust chłopaka. Rozległ się cichy pisk i kroki ponownie przyspieszyły.
- Chcesz taki sam spektakl odegrać przed kundlem? - Zapytał Severus przerywając pocałunek jednak wciąż go trzymając.
- Chciałem iść do Syriusza na moment po obiedzie, by mu o wszystkim powiedzieć. Jednak pełna erekcja może być dla niego zastanawiająca. - Powiedział przesuwając mocno palcem po wybrzuszeniu w spodniach nauczyciela. Zaskoczony mężczyzna jęknął i zacisnął palce. Na co zareagował podobnie Harry, który wciąż miał jedną rękę Snape'a na pośladku. Usłyszawszy to wyprostował się nagle i odwrócił w stronę lochów puszczając go.
- Idź do tego kundla. Jeszcze zacznie węszyć i wyciągnie jakieś dziwne wnioski. - Powiedział zimno i ruszył nie zaszczyciwszy chłopaka spojrzeniem. Gryfon stał i patrzył na oddalającą się postać, aż zniknęła z pola widzenia.
