Rozdział 6
Szedł w stronę skrzydła szpitalnego. Przedtem zahaczył jeszcze tylko o łazienkę by się doprowadzić do ładu po niewielkim przedstawieniu w czasie obiadu. No... Może nie aż tak niewielkim, ale to już szczegół. Teraz bardziej zastanawiała go reakcja Syriusza na jego wiadomość. Co prawda, w Wielkiej Sali wpadł na pomysł jak powiedzieć o tym ojcu chrzestnemu, a na dodatek wydobyć z niego kilka potrzebnych mu zaklęć. Pod warunkiem, że będzie je znał. Stał już przed odpowiednimi drzwiami. Wziął głęboki oddech i zapukał do drzwi. Usłyszawszy ciche ''proszę'' przekroczył próg.
- Harry! Tak się martwiłem! Wybiegłeś stąd jakby się paliło! Wszystko dobrze? Coś się stało? - Zaczął od progu wypytywać chrześniaka, Łapa.
- Wszystko w porządku. Po prostu nagle musiałem gdzieś pobiec i coś załatwić… No i musiałem tam zostać do obiadu… Nieważne. Muszę z tobą o czymś porozmawiać…
- Możesz ze mną o wszystkim porozmawiać! Zawsze!
- No… A co jeśli byłbym… inny? - Spytał niepewnie, na co Black się roześmiał.
- To nie nowość! Od zawsze byłeś inny!
- A jakbym był gejem?
- Oh!... Ehm… Tu mnie zaskoczyłeś dzieciaku! No, bo wiesz, …Ginny i Cho… Ale tak to jasne, nie ma sprawy! Masz kogoś na oku? - Zapytał i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- No można tak powiedzieć… - odparł niepewnie i szybko zmienił temat nim Syriusz zacznie go dopytywać. Powie mu, ale za chwilkę. - A propos… Potrzebuje kilku zaklęć w tym temacie… Może znasz jakieś… Chciałbym cię o nie wypytać.
- Och jasne! Na pewno będę umiał ci pomóc! Ja i zaklęcia, których nie ma na lekcjach i według większości są nieużyteczne! To mój konik!
- Ok… więc jest jakieś pozbawiające drugą osobę wszystkich ubrań? - Zapytał niepewnie, co wywołało kolejny atak śmiechu Łapy.
- Tollendum vestimenta. Rzuca się je jak zaklęcie kopiujące. Pierwszy ruch różdżką na ubranie, drugi na miejsce gdzie ma się pojawić. Co dalej?
- Jakieś związujące…. Ale… no…. By każdą rękę i nogę związać osobno i to tak by nie poranić jego skóry…?
- Serico funem. Wyczaruje jedwabną linę. Robisz okrężny ruch nadgarstkiem. Im więcej okręgów tym dłuższa lina.
- A… Jakieś zaklęcie paraliżujące? Tyle, że nie takie jak drętwota… wszystkie, które znam sprawiają, że ciało sztywnieje… Ja potrzebuje takie, które sprawia, że wiotczeje…
- Harry….? Czy ty zamierzasz pozbawić tego chłopca przytomności, rozebrać i związać? - Spytał ostrożnie.
- Eee… tak? Ale ja mu po prostu zagroziłem tym, on się tą groźbą nie przejął, więc teraz muszę ją spełnić… - odpowiedział. Syriusz obserwował, bo w zamyśleniu.
- Infinitas somnium. Powinno zadziałać. Bardzo głęboko zaśnie. Wszystkie te zaklęcia można cofnąć zwykłym Finite. - Odezwał się Black po chwili.
- Dziękuje! - Krzyknął Harry i uściskał go. Po chwili się uspokoił. Teraz ta gorsza część.
- A, co jeśli nie przepadasz za tą osobą? - zaczął się dopytywać i zrobił minę zbitego psa. Miał nadzieję, ze takie zagrywki zadziałają. W końcu sprawa dotyczyła ukochanego przez nich Smarkerusa…
- Daj spokój! Jeśli on ci się podoba i go lubisz to nie ma szans na to bym ja zareagował na niego inaczej! - Usłyszał odpowiedź i prawie parsknął śmiechem.
- Naprawdę! To cudownie, bo zawiązałem już z nim magiczną więź! - Krzyknął uradowany.
- Naprawdę! To cudow… Co? - Przerwał, gdy dotarło do niego, co usłyszał.
- Przepraszam, że ci o tym nie powiedziałem, ale sytuacja była taka, że nie mogłem. Dyrektor podał, że istnieje taka więź i jak się nazywa, a ja po prostu ją zawiązałem. Sam siebie nieco zaskoczyłem. Nie planowałem tego zaklęcia wcześniej, dlatego nie mogłem ci powiedzieć i tak dalej… - wyjaśnił skruszony.
- Ach… jak tak to spoko. Nic się nie stało. Dobra, nieważne! Lepiej pochwal się, kim jest ten szczęśliwiec!
- Severus…
- Severus, Severus. Świetnie, a nazwisko?
- Snape.
- Ach Severus Snape! Cudownie! Zaraz… Severus Snape, Mistrz Eliksirów? Smarkerus? - Zapytał jeszcze raz Syriusz, gdy zrozumiał, co Harry do niego powiedział. Chłopak skinął tylko potakująco głową. Mężczyzna roześmiał się głośno.
- Snape! Dobry żart Harry, naprawdę niezły! - Pękał ze śmiechu. Potter wpatrywał się w niego bez słowa i czekał, aż się uspokoi. Łapa zauważył w końcu reakcje Harry'ego i nieco śmiech przygasł. - Zaraz… Ty żartujesz, prawda? To nie może być serio… nie ten przebrzydły nietoperz!
- Mówiłeś, że zaakceptujesz każdego… - powiedział cichutko patrząc uparcie w podłogę.
- Ale nie SMARKERUSA! ZAWIODŁEM SIĘ NA TOBIE! JAK MOGŁEŚ NAM TO ZROBIĆ?! Nie tyle sobie, co mi i twojemu nieżyjącemu ojcu! W grobie się teraz na pewno przewraca! - Wrzasnął, a Harry przyciągnął do piersi kolana i objął je ramionami. - NIGDY tego nie zaakceptuję, ROZUMIESZ? NIGDY! - Krzyczał dalej.
- Nie akceptując tego, nie akceptujesz również mnie. - Powiedział cicho i wstał z krzesła z opuszczoną głową. - Dzięki za zaklęcia. Ja już pójdę. - Wyszedł cicho zamykając za sobą drzwi. Wiedział, że Syriusz się wkurzy. Ale nie spodziewał się, że tak bardzo. I powołał się także na Jamesa. To było dla niego trochę za dużo. Ruszył w stronę lochów.
*.*.*
Wąż będący na obrazie strzegącym wejścia do komnat Mistrza Eliksirów wysyczał powitanie i nie pytając Harry'ego o hasło pozwolił mu przejść. Zdążyli już miło pogadać w wężomowie i się polubić. Nie ma to jak sympatia gada. Rzecz niezawodna i bardzo korzystna. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Snape siedział w fotelu przy kominku z książką w prawej, a szklanką z jakimś alkoholem w drugiej dłoni. Chłopak cicho ominął kanapę i stolik do kawy. Dotarł do fotela i bez słowa wtarabanił się mężczyźnie na kolana i go objął.
- Co ci odbiło Potter? Wiem, że towarzystwo Black'a nie jest rozwijające i źle wpływa na ludzi, jednakże sądziłem, że tobie już nic nie zaszkodzi. - Wycedził zimno nawet nie zaszczycając go spojrzeniem. Słysząc to uśmiechnął się i przysunął bliżej poprawiając ułożenie głowy na ramieniu towarzysza. Niektóre rzeczy się nie zmieniają tak łatwo niezależnie od sytuacji. Było to w pewien sposób kojące.
- Tylko chwilę Severusie. Nie tylko na ciebie wpływa więź. Teraz ja potrzebuje odrobinę jej wpływu. - Odpowiedział cicho.
- Ojej... Czyżby rozmowa z pchlarzem nie była spokojna i nie poszła po twojej myśli? To ci niespodzianka! - Głos nauczyciela ociekał sarkazmem.
- Nie spodziewałem się, że zachowa spokój. Jednak przesadził nieco powołując się na rodziców.
- Niewątpliwie. James się pewnie teraz w grobie przewraca! - Szydził Snape dalej, na co odpowiedział mu cichy chichot.
- Ty masz prawo tak mówić. Tym bardziej w taki sposób. - Odparł wesoło i ponownie zachichotał, gdy usłyszał prychnięcie. Westchnął już całkowicie rozluźniony, a nerwy towarzyszące mu przez całą drogę do lochów zniknęły. Żaden z nich już nic nie powiedział. Harry zamknął oczy i rozkoszował się spokojem.
*.*.*
Nie skomentował ostatniej wypowiedzi dzieciaka, ani jego bzdurnego rozbawienia, nie widział sensu wdawać się w bezsensowne dyskusje na żaden istotny temat. Już tym bardziej z Potterem nie zamierzał prowadzić jakichkolwiek dyskusji! Chłopak siedział mu na kolanach i wtulał się w niego. Nie zareagował w żaden sposób i udawał dalej pochłoniętego treścią ksiązki. Może jak nie doczeka się żadnej reakcji, to bachor da sobie spokój. Ciężar chłopaka na kolanach nie był drażniący i nie przeszkadzał mu specjalnie. Wróć. Przeszkadzał. Nawet bardzo. Nie miał jak napić się Whisky! Trzymał ją w lewej ręce, czyli dokładnie po tej stronie, po której opierał się chłopak. Na dodatek wyglądało na to, że jego plan nie reagowania nie przynosi skutków. Potter jak siedział tak siedzi i nawet nie drgnął.
Odwrócił twarz w jego stronę i otworzył usta by powiedzieć jakiś złośliwy komentarz i pozbyć się swego pseudo-termofora. Jednak nie powiedział nic tylko zmarszczył brwi w niezadowolonym zdziwieniu. Dzieciak zasnął. Najzwyczajniej spał mocno na jego kolanach. Snape oparł głowę o fotel i wzniósł oczy do nieba. Odłożył książkę na jeden podłokietnik fotela, a szklankę na drugim, mając nadzieję, że obie rzeczy zaraz nie zlecą na ziemię. Wziął Harry'ego na ręce i zaniósł go do łóżka. Położył na pościeli i zaczął go rozbierać.
„Co ja wyprawiam?" pomyślał zaskoczony i zamarł w połowie zdejmowania chłopakowi spodni. „Przecież mogłem go najzwyczajniej w świecie obudzić i kazać mu się wynosić do łóżka, a nie własnoręcznie go tu taszczyć!" Zagryzł ze złości wargi. Trudno, skończy to, co zaczął. Dokończył rozbieranie chłopaka do samych bokserek, zdjął mu naszyjnik z drewnianych koralików i przykrył kołdrą. Zły na siebie wyszedł z sypialni. Chwycił odstawioną szklankę i wypił błyskawiczni całą zawartość. Wrócił do książki jednak nie potrafił skupić na niej myśli.
„Ciekawe, co też takiego powiedział Black, że zagoniło to Gryfona aż na kolana Ślizgona?" pomyślał, bynajmniej nie aż tak ironicznie jakby chciał. Naprawdę o tym myślał i chciał wiedzieć. Tym bardziej, że jeśli jest tak jak mówił, był przygotowany na gwałtowną reakcję. Zły z powodu kierunku, w jakim krążą jego myśli, zatrzasnął książkę i postanowił iść spać. Wziął szybki prysznic i pierwszy raz od bardzo dawna poszedł się spać o tak wczesnej godzinie. Położył się tyłem do Harry'ego starając się udawać, że jest w łóżku całkowicie sam.
*.*.*
Obudził się i coś mu nie pasowało. Ostatnie, co pamiętał to zapach Severusa i ogień trzaskający w kominku. No i siedział. Teraz zaś leżał otulony całkowitą ciemnością. Wciąż zaspany, zaczął macać ręką dookoła w poszukiwaniu różdżki. Był w łóżku. Nie miał pojęcia jak się tu znalazł. Musiał zasnąć na kolanach Snape'a i ten go przeniósł do sypialni i… sprawdził… rozebrał go. Gdy już zorientował się gdzie jest, łatwiej mu było znaleźć różdżkę. Obrócił się na drugi bok i w końcu znalazł ją na stoliku nocnym. Rzucił Lumos i rozeznał się w sytuacji. Leżał dalej od krawędzi niż zwykle i na dodatek twarzą do środka łóżka. W takiej samej pozycji leżał Mistrz Eliksirów. Było to dziwne. Zwykle spali przy samej krawędzi odwróceni do siebie plecami. Spojrzał na zegarek. Druga w nocy. Spojrzał jeszcze raz na profesora. Wygląda na to, że głęboko śpi. Uśmiechnął się pod nosem. Idealnie. Planował jeszcze poczekać, ale obawiał się, że druga taka sytuacja się nie zdarzy.
- Infinitas somnium. - wyszeptał. Srebrny cienki promień uderzył w śpiące obok ciało i rozeszło się po nim falą. Teraz musiał działać szybko. Nie wiedział jak długo utrzymuje się to zaklęcie. Jednym ruchem zrzucił kołdrę na ziemię i obrócił towarzysza na plecy. Trochę niezgrabnie przesunął na środek łóżka i ułożył głowę na bok by nie zakrztusił się śliną lub udusił własnym językiem lub cokolwiek innego. Mało prawdopodobne, ale wolał się upewnić, że do niczego takiego nie dojdzie. Usiadł na biodrach leżącego mężczyzny.
- Serico funem. - wyszeptał. Czarna szeroka jedwabna tasiemka wychodziła z jego różdżki tak długo jak zataczał nią koła. Nachylił się i szybko przywiązał lewą rękę do jednej z kolumienek łóżka. To samo zrobił z drugą ręką i przyjrzał się twarzy swojej ofiary. Może i mocne słowo, ale jakoś pasuje. Twarz Snape'a stała się odrobinę bardziej spięta i widać było pod powiekami ruch gałek ocznych. Miał coraz mniej czasu. Przywiązał jedną nogę i skończył wyczarowywać ostatnią jedwabną szarfę, gdy Severus uchylił powieki. Rzucił się do nieskrępowanej kostki mężczyzny. Snape zaczął się rozbudzać. Harry skoczył do ostatniej kolumienki i owinął jedwab wokół niej w ostatnim momencie. Profesor warknął i szarpnął wszystkimi więzami i tylko kolumienka łóżka uchroniła Pottera przed tym by materiał został wyrwany mu z rąk. Szybko zawiązał węzeł. Usiadł z powrotem na biodrach mężczyzny i mocno go pocałował.
- Coś ci obiecałem. - wyszeptał do ucha i sięgnął po różdżkę. - Tollendum vestimenta. - Powiedział i machnął według instrukcji Syriusza. W jednej sekundzie obok nich, na łóżku, leżała starannie złożona pidżama. Harry zadrżał czując dotyk skóry pod sobą. Zrzucił rzeczy na ziemię i położył się na ciepłym, spiętym ciele. Powiercił się nieco rozkoszując się uczuciem ocierającej się o siebie skóry. Zamruczał z przyjemności.
- Cudnie Potter. Skąd wytrząsnąłeś te kilka bezużytecznych zaklęć? - Warknął Snape, podczas gdy Harry badał dłońmi jego pierś wciąż wiercąc się i pomrukując.
- Och, podpytałem Syriusza.
- I ten kundel ci podał te zaklęcia? No proszę. A poinformowałeś go, po co?
- Oczywiście. Sam się nawet domyślił, co dokładnie chcę zrobić. No… tylko wtedy jeszcze nie wiedział, że mówię o tobie… - odparł spokojnie przesuwając palcami po bokach mężczyzny. Równocześnie zaczął składać pocałunki na piersi. Zaczął od mostka. Kierował się powoli w górę, aż dotarł do obojczyków. Wsunął się całym ciałem na Snape'a i palce zajęły się jego sutkami.
- Dość Potter! Udowodniłeś, że dasz radę mnie związać podczas snu i twoje groźby mają w sobie ziarno prawdy! A teraz DOŚĆ! - Wrzasnął i cały się spiął. Był wściekły nie tylko na bachora, ale i na swoje ciało, które zaczęło reagować na ocieranie się o niego, leżącego na nim chłopaka, który właśnie przeniósł się z pocałunkami na jego szyję. Młode, zręczne palce przestały nagle maltretować jego już twarde sutki i objęły jego twarz. Intensywnie zielone oczy chwilę się w niego wpatrywały, po czym Gryfon wpił się w jego usta. Bardzo nie chciał odpowiadać na ten pocałunek. Chłopak jednak wyczuł opór i nagle ścisnął jeden z jego sutków, co udaremniło jego protest.
Szybciej się to skończy, gdy przestanie protestować i da dzieciakowi się nacieszyć. Na pewno. I na pewno nie będzie błagał. Co to, to nie. To się bachorowi nie uda. Przynajmniej w to wolał teraz wierzyć… Uradowany reakcją, Harry, zaczął badać językiem usta profesora. Ten tylko drgnął starając się zignorować rozlewające się po ciele ciepło i drobne dreszcze, tak jak uciążliwe swędzenie wciąż twardych sutków, o które co jakiś czas ocierał się chłopak. Harry zatracił się w pocałunku i miękkości ciepłej skóry pod nim. W końcu oderwał się od spuchniętych ust i ponownie przeniósł się na bladą szyję. Zaczął lizać, ssać i przygryzać płatek ucha i skórę dookoła. Został nagrodzony zduszonym jękiem. Uśmiechnął się z satysfakcją. Tuż pod płatkiem ucha przyssał się porządnie i zrobił zgrabną i bardzo wyraźną malinkę.
Nawet nie zauważył, kiedy zapalił jedną z lampek stojących na nocnym stoliku. Dostrzegł to dopiero teraz, gdy podziwiał kolor zostawionego śladu. Podniósł się i usiadł pomiędzy rozszerzonymi nogami profesora i zaczął przyglądać się jego ciału. Nie wiedział, jakim cudem mógł przedtem myśleć, że jest obrzydliwy. Chociaż te grube, czarne szaty zakrywają, na co dzień naprawdę wiele. Snape leżał, oddychając ciężko, patrząc gdzieś w bok. Przesunął delikatnie opuszkami palców po piersi mężczyzny, wpatrując się intensywnie w jego twarz, by wyłapać każdą reakcję. Severus cicho westchnął i przymknął oczy. Potter nie odrywając wzroku od jego twarzy nachylił się i wziął w usta twardy sutek. Ciało pod nim wygięło się w łuk. Przyssał się mocniej i lizał, na co mężczyzna głośniej jęknął i mocniej się wygiął w jego kierunku. Chłopak szybko wsunął dłonie na jego plecy. Przy każdym ruchu czuł jak twarda erekcja towarzysza ociera się o jego bokserki i uda. Przestał ssać i chuchnął na wilgotne miejsce. Ciało w jego dłoniach zadrżało. Całą tą operacje powtórzył z drugim sutkiem, na co mężczyzna zaczął reagować coraz intensywniej. Westchnął i położył się obok. Snape jęknął rozczarowany i spojrzał na obserwującego go Pottera mętnym już wzrokiem. Harry uśmiechnął się delikatnie i pogłaskał go po policzku.
- Spokojnie, mamy bardzo dużo czasu. - Powiedział i czule pocałował lekko rozchylone usta. Spojrzał na pulsującą erekcję. Wyciągnął w jej kierunku rękę by delikatnie przesunąć wzdłuż niej palcami, jednak w ostatniej chwili się powstrzymał. W końcu jak sam powiedział - mają bardzo dużo czasu. Zbyt dużo czasu by ryzykować wytrysk Snape'a gdy ledwie zaczynają. Wrócił znów spojrzeniem na twarz profesora. Ten leżał z zamkniętymi oczami i ciężko oddychał.
*.*.*
Severus Snape leżał skrępowany i czuł, że cały płonie, a erekcja pulsuje domagając się uwagi. Zamarł i wstrzymał oddech, gdy Potter wyciągnął dłoń w jej kierunku. Zamknął oczy i zamarł w oczekiwaniu. Czuł, że wystarczy najmniejszy dotyk w czułym miejscu, a dojdzie. Nagle poczuł, że chłopak zaczął go głaskać. Prawie jęknął z rozczarowania. Nie spodziewał się tego. Prawie doszedł bez pieszczenia jego członka. Nieco gry wstępnej i to bardzo grzecznej, pomijając związanie, wystarczyło by doprowadzić go do takiego stanu. Starał się uspokoić. I siebie, i oddech. Zamknął oczy i skupił się na zwinnych palcach przeczesujących jego włosy. Napięcie w kroczu nieco ustąpiło. Nie wiedział ile to trwało. Sekundy dłużyły mu się w minuty, a minuty w godziny, aż w końcu półtwardy członek nie upominał się o uwagę już tak upierdliwie. W pewnej chwili poczuł, że przyjemne ciepło z jego lewej strony przybliża się i nie myśląc o tym, co robi odwrócił głowę w jego stronę, wsłuchując się w rytmiczne bicie serca.
*.*.*
Patrzył jak mężczyzna z trudem uspakaja się, a członek mięknie. Działo się to bardzo powoli jednak z uwagą się temu wszystkiemu przypatrywał. Chyba dobrze zrobił, że się powstrzymał przed dotknięciem jego penisa, gdy był w takim stanie. Przysunął się by być jak najbliżej związanego ciała. Oparł się na prawym łokciu tak, że przywiązaną do kolumienki łóżka rękę, miał pod pachą. Severus, wciąż z zamkniętymi oczami, odwrócił w jego stronę głowę i przytulił policzek do jego piersi. Zamarł na chwilę zaskoczony. Po czym zaczął masować wolną dłonią podbrzusze i wewnętrzną stronę uda mężczyzny. Ten w odpowiedzi cicho mruknął i poruszył się niespokojnie. Harry uśmiechnął się pod nosem i zaczął składać delikatne pocałunki na jego twarzy. Odsunął się nieco od niego, by sięgnąć dłonią do jąder. Zaczął je delikatnie masować kulistymi ruchami i raz po raz nieco mocniej naciskać. Oddech Snape bardzo szybko znów zrobił się ciężki. Zsunął się niżej i ukląkł między nogami mężczyzny. Przesunął palcami wzdłuż szybko sztywniejącego członka. Severus cicho sapnął. Drażniąc się chwycił w dwa palce członek mężczyzny i powoli ściągał skórę odsłaniając główkę. Przez jeszcze chwilę pieścił go na zmianę, to mocniej to słabiej. Snape wiercił się niespokojnie pojękując cicho. Gdy Harry znowu przerwał w najlepszym momencie, a na dodatek ułożył się wygodnie z głową na jego udzie, Snape warknął zirytowany.
- Boisz się skończyć to, co zacząłeś, Potter? - Zakpił szarpiąc się z więzami.
- Ależ skąd. Robie dokładnie to, co zapowiedziałem. - Odpowiedział spokojnie. Nie pomyślał wtedy o jednym szczególe. Leżał teraz samemu będącym obolałym, powstrzymując się ostatkiem sił. Musi to jakoś pokierować tak, by mógł się zaspokoić, bo jest już u kresu wytrzymałości.
- Zresztą ty nie chcesz dojść. Jestem pierwszy raz w takiej sytuacji. Zresztą zawsze uważałeś mnie za takiego idiotę, któremu wszystko trzeba mówić dużymi literami i wprost. Nie wiem, czemu sądzisz nagle, że coś się zmieniło. - Dodał po chwili i rozejrzał się w poszukiwaniu różdżki. Nigdzie jej nie dostrzegł.
- Niedoczekanie twoje. - Wysyczał Snape odpowiedź przez zaciśnięte zęby. W tym czasie Harry już zanurkował pod łóżko, by wydobyć spod niego zgubę. Wymruczał pod nosem zaklęcie i wyczarował kolejną tasiemkę. Tym razem, w porównaniu do poprzednich, o wiele krótszą i cieńszą. Schował różdżkę do szuflady stolika. Wrócił na posłanie. Owinął materiałem już nieco zmiękły członek i wziął go od razu do ust. Z gardła nauczyciela wyrwał się głośny, długi jęk. Gryfon intensywnie ssał i lizał męskość, aż stwardniała. Szybkim ruchem zacisnął węzełek uciskając prącie. Snape wrzasnął. Harry owinął tasiemkę jeszcze raz dookoła i, nie mogąc się powstrzymać, zawiązał na kokardkę. Odsunął się od mężczyzny i mu się przyjrzał. Całe jego ciało perliło się od potu. Przesunął się wyżej. Ucałował spocone czoło, a potem usta Severusa, ścierając równocześnie zbłąkaną łzę i stróżki potu z policzków.
- Jeszcze troszkę. Jesteśmy już połowie. Nawet mniej. - Wyszeptał uspakajająco i zdjął szybko swoje bokserki. - Jesteś cudowny… tak strasznie kuszący i seksowny… sam z trudem się powstrzymuję… - kontynuował. Chwycił oba członki w dłoń i zaczął szybko się poruszać. Snape zajęczał i zaczął się niespokojnie wiercić. Szybko scałował kolejną łzę. Jeszcze jeden ruch ręką i spuścił się jęcząc na brzuch profesora. Wciąż ciężko dysząc włożył palec wskazujący prawej ręki do ust i zaczął go ssać. Zsunął się znów między nogi Severusa. Wziął główkę w usta i równocześnie wsunął śliski od śliny palec w odbyt mężczyzny. Zaczął ruszać dłonią i szukać odpowiedniego punktu, ssąc i liżąc nieprzerwanie pulsującą erekcję towarzysza. Rozległ się krótki, głośny krzyk. Znalazł ten punkt.
- Pot-ter.. Zrób to… wreszcie! Ach! …Harry… pro-oo-szę… - Wyjęczał profesor, wyginając się i zaciskając dłonie z całych sił na prześcieradle. Na te słowa właśnie czekał. Wolną dłonią pociągnął za kokardkę ssąc jeszcze mocniej. Poluzował tasiemkę i Severus doszedł z głośnym, długim jękiem, w jego ustach. Dochodził bardzo długo. Harry z trudem połykał gorzką spermę, której odrobina uciekła kącikiem ust i spłynęła po brodzie. Ssał jeszcze moment. Wstał po różdżkę i szybkim „finie incantatem" pousuwał wszystkie więzy. Spojrzał na zegarek. Było nieco po piątej. Usiadł z powrotem na łóżku i zaczął ostrożnie rozmasowywać zdrętwiałe ręce i nogi. Snape leżał nieruchomo z półprzymkniętymi powiekami, walcząc o oddech. Harry ułożył ręce wzdłuż ciała mężczyzny i złączył jego nogi by nie leżał w rozkroku. Przewrócił go na bok i okrył kołdrą. Położył się obok, wsunął ramię pod głowę Mistrza Eliksirów i przyciągnął go mocno do siebie. Ledwo profesor znalazł się w jego ramionach, zapadł w głęboki, spokojny sen.
Harry Uśmiechnął się zadowolony. Chociaż przed chwilą zaczęły rodzić się w nim wątpliwości, czy nie przesadził. W końcu wszystko trwało całe trzy godziny. To daje minimum dwie i pół, napięcia i oczekiwania na koniec. Jednak przypomniawszy sobie, jak silny Severus miał orgazm i widząc go teraz tak spokojnego, przestał mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Sięgnął dłonią do brody. Wytarł kciukiem białą strużkę, po czym zlizał ją z palca.
- Zgredku! - Zawołał skrzata, który zaraz się pojawił, kłaniając w pas. - Severus położył gdzieś tu moje rzeczy. Mógłbyś je znaleźć? Poza tym byłbym wdzięczny gdybyś przyniósł mi jakąś koszulkę ze śmiesznym nadrukiem, oraz przygotował ubrania profesora Snape'a. Tylko bez jego czarnej szaty. To wszystko tak na godzinę siódmą. Jeśli będę spał to proszę obudź mnie. - Poprosił skrzata. Nie wiedział, od kiedy zaczął tak polegać na Zgredku i wydawać mu tyle poleceń. Chyba od czasu pojawienia się w zamku… Nie zaprzątając sobie tym dłużej myśli, zwrócił znowu całą uwagę na towarzysza. Gdy leżał na boku miał idealny dostęp do jego pośladków. Zadowolony badał dokładnie ich kształt i miękkość skóry. Nie mógł się opanować i co jakiś czas ściskał je lekko. Czasem przenosił rękę wyżej i głaskał przepocone dzisiejszej nocy włosy. Chyba pojawiła się kolejna czynność, od której nie mógł się oderwać poza przeczesywaniem długich, czarnych pasm. Coś czuł, że ta lista będzie sukcesywnie się powiększać… I to dość szybko.
