Rozdział 7
Nie zmrużył oka ani na chwilę, aż w końcu pojawił się Zgredek. Wziął szybki prysznic i ubrał się. Severus spał kamiennym snem. Postanowił, nie budzić go na śniadanie. Pewnie będzie spał do obiadu. Uśmiechnął się pod nosem. Nie spodziewał się, że ta nocna akcja tak wykończy partnera. Opatulił go dokładnie kołdrą. Położył obok złożone w kostkę ubrania profesora. Wziął kawałek pergaminu i napisał krótką wiadomość:
„Wątpię byś się obudził wcześniej niż przed obiadem jednak w razie czego jakbyś mnie szukał, to poszedłem na śniadanie. Śpij dobrze. Niedługo wrócę"
Położył wiadomość na złożonej koszuli. Jeszcze raz zaczął poprawić kołdrę. Jakoś nie miał ochoty wychodzić. Jego wzrok padł na Mroczny Znak na przedramieniu mężczyzny. Nagle wstąpiła w niego furia, a magia zawrzała. Szybko odskoczył od łóżka zamykając powieki i próbując się uspokoić. Rozprostowywał palce, które same zaciskały mu się w pięści. Obrócił się na pięcie i wyszedł ledwo powstrzymując się przed trzaśnięciem drzwiami od sypialni. Do śniadania miał ponad pół godziny. Szybkim krokiem wyszedł na błonia mając nadzieje, że świeże powietrze go otrzeźwi, a nawet jeśli nie to chociaż wyrządzi mniej szkód. W końcu magia uspokoiła się i poszedł do Wielkiej Sali. Przywitał się z innymi, siedzącymi już przy stole i nalał sobie herbaty. O ósmej pojawiło się na stole jedzenie, a wraz z nim, jak burza wpadł do Sali Mistrz Eliksirów, zapinający ostatni guzik grafitowej koszuli. Podszedł do stołu i usiadł z cichym westchnieniem.
- Severusie! Wyglądasz fatalnie! - Krzyknęła MCGonagall.
- Kiepska noc… Powinnaś nauczyć swoich podopiecznych, że po północy powinni spać grzecznie i CICHO w swoich łóżkach. - mruknął w odpowiedzi.
- Och, ależ ja byłem CICHO i byłem grzecznie w łóżku.. Zresztą nie miałem jak hałasować. - odpowiedział. Oczy profesora rozszerzyły się bardziej i miał wrażenie, że na policzkach pojawił się lekki rumieniec. - Miałem usta i dłonie zajęte czymś innym.. - dodał cichutko, by tylko towarzysz go usłyszał. Tak, teraz był pewny, że widział rumieniec.
- Ehm… Severusie… Zdaje się, że masz krzywo zapiętą koszulę… - Odezwała się niepewnie profesor Sprout. Ten spojrzał na w dół i zaklął pod nosem. Szybko zaczął rozpinać guziki by się poprawić.
- Co to ma być! - wrzasnęła Minerwa gdy dostrzegła czerwony punkcik na obojczyku Snape'a.
- Malinka. - Odpowiedział spokojnie Harry, doskonale zdając sobie sprawę, ze to było pytanie retoryczne. - Na lewym obojczyku. - podpowiedział usłużnie widząc, że nauczyciel szuka spanikowany źródła zamieszania. Gdy tylko dostrzegł punkcik warknął coś ze złości pod nosem. Zaczesał opadające mu na twarz włosy za ucho i szybko zaczął zapinać koszulę. Wywołało to kolejne sapnięcie nauczycielki. – No dobra, dwie malinki… -dopowiedział Harry.
- Doskonale umiem liczyć, Potter! Nie bądź bezczelny! - Krzyknęła Minerwa, a Severus zacisnął dłonie prawie drąc materiał, trzęsąc sicze złości.
- Wielka mi sprawa. - Mruknął obrażony, a Dumbledore stłumił chichot. Szybko dopiął koszulę walczącego ze wściekłością towarzysza ignorując pogłębiającą się czerwień jego aury. Cóż, przynajmniej pozbyli się czerni z jej granic.
- Panie dyrektorze, gdy już jesteśmy w temacie… znaków… chciałbym z panem porozmawiać o jednym. - Zwrócił się Harry, do dyrektora, łapiąc rękę Nietoperza, który sięgał po dzbanek z kawą i nalał mu herbaty. - Jesteś półprzytomny. Zjesz i idziesz spać.
- A ty co, POTTER? MOJA MATKA? - wrzasnął już całkowicie wyprowadzony z równowagi.
- Broń Boże! Miałbym wtedy ograniczone pole działania. Zresztą jeśli nie pójdziesz spać, to uśpię cię zaklęciem. Zdaje się, że zapomniałeś zabrać różdżkę. Mylę się? - Spytał całkowicie spokojnie. Snape zgrzytnął zębami. Podparł łokcie na stole i ukrył twarz w dłoniach. Na sekundę zapadła cisza i dopiero teraz zwrócili uwagę na stukot dochodzący z korytarza.
- Syriuszu! Mój drogi chłopcze! Cieszę się, że czujesz się lepiej! - Przywitał wlokącego się o kulach mężczyznę, Dumbledore.
- Witaj dyrektorze. Zbyt wiele umykało mej uwadze, gdy leżałem w łóżku. - powiedział bardzo poważnie na co Harry prychnął. Snape nawet nie drgnął wciąż chowając twarz w dłoniach załamany i wkurzony. Łapa w końcu dokuśtykał do stołu i usiadł na wolnym miejscu.
- Harry… Czy to co mi wczoraj powiedziałeś… Mówiłeś serio?
- Wszystko co mówiłem wczoraj mówiłem jak najbardziej serio. - odburknął i wrócił do przerwanej rozmowy - Panie Dyrektorze, czy nadal pan chce by Severus szpiegował?
- Obawiam się, chłopcze, patrząc na bieg ostatnich wydarzeń, że będzie to dla niego, na razie, zbyt niebezpieczne. – odpowiedział. Nim Potter otworzył usta by odpowiedzieć, rzucił tosta na talerz i złapał Mistrza Eliksirów za ramiona nim ten runął na talerz. Syriusz zachichotał złośliwie. Gryfon wstał i opierając go o krzesło, odsunął od stołu. Ukucnął przy nim i narzucił jedną rękę na ramię. Wsunął jedną rękę za plecy, drugą pod kolana i uniósł mężczyznę. Dopiero teraz Snape się ocknął. Harry okrążył już stół prezydialny.
- Rozumiem więc, że nie będzie miał pan nic przeciwko temu, że usunę Mroczny Znak? -zwrócił się do starszego mężczyzny.
- Nie sądzę, Harry, by to był dobry pomysł. - odparł ostrożnie dyrektor. Potter zadrżał, a moc znowu zaczęła powoli się w nim gotować.
- Ależ nie dyrektorze. To jest bardzo dobry pomysł. - odpowiedział przez zaciśnięte zęby, a moc zapłonęła i zaczęła drżeć wokół niego. - Jak tylko Severus poczuje się lepiej, usunę znak.
- Nie sądzisz, Potter, że mam coś w tym temacie do powiedzenia? - Odezwał się Snape. Czuł jak magia Pottera opływa go niczym prąd ciepłego powietrza i muska jego skórę mimo ubrań.
- NIE! - Padła natychmiastowa odpowiedź. Szyby zadrżały. Spojrzał w twarz trzymającego go chłopaka. Był całkowicie poważny, a w oczach płonął ogień. Jego moc przeszywała go niczym prąd. Czuł, że jest równocześnie przerażony jego siłą i podniecony. Potter trzymał go, od samego początku, jakby nic nie ważył. Dopiero teraz stwierdził, że mimo wyglądu kościotrupa, chłopak ma w sobie sporo siły.
- Rozumiem. - powiedział powoli i spokojnie, niezdolny do żadnego sprzeciwu.
Gryfon zamknął oczy i po chwili zasięg mocy wirującej wokół niego zmalał. Szyby przestały dzwonić w ramach.
- Nie zamierzam znowu widzieć jak umierasz na moich oczach. - słowa chłopaka wyrwały mężczyznę z niejakiego transu i przestał badać każdy szczegół jego twarzy.
- Choćbym miał się wielosokować i rysować sobie mroczny znak farbkami na przedramieniu czy nawet zabijać mugolaków… Nie pozwolę mu znowu tam iść. Po moim trupie! - powiedział Harry do dyrektora i wyszedł. Drzwi zamknęły się za nimi z trzaskiem.
*.*.*
- Znów jesteś zdenerwowany… Burzliwy okres? -Zapytała Harry'ego wężyca strzegąca wejścia do komnat Mistrza Eliksirów.
- Okres dużych zmian, Sello. I to wielu. Nie wszyscy potrafią się z tym pogodzić. - odsyczał w odpowiedzi. Snape przysłuchiwał się temu urzeczony. Harry miał wciąż poważny wyraz twarzy. A wężomowa w jego wykonaniu brzmiała ciepło i hipnotyzowała. Nie to co zimny syk Voldemorta, przez który przebiegały dreszcze i robiło się niedobrze. Wąż skinął łebkiem i otworzył przejście. Sądził, że dyrektor podał bachorowi hasło. Jednak teraz odeszła nadzieja, że zmienianie go coś da. Dzieciak go w ogóle nie potrzebuje. Potter położył Snape'a na łóżku i szybko zaczął rozpinać guziki. Wciąż buzowała w nim wściekłość jednak na razie nad sobą panował.
- Potter… nie zamierzam spać… - powiedział gdy został pozbawiony koszuli.
- Miałeś kłopot by usiedzieć przy śniadaniu bez zasypiania.
- Odechciało mi się. - Burknął pod nosem zawstydzony i spojrzał w bok. Harry właśnie rozpiął mu spodnie.
- Rozumiem… - mruknął. Ściągnął je do końca i rzucił w kąt. Przesunął kciukiem po wybrzuszeniu w bokserkach. Snape wciągnął ze świstem powietrze. - Kiedy do tego doszło?
- Przy twoim wybuchu mocy… Jest ona dość…drażniąca. – odpowiedział wciąż patrząc w bok. Chłopak ściągnął swoją koszulkę i bieliznę profesora. Nie zaprotestował. To, że Harry był już z pozoru spokojny, to nie znaczy, że jego moc nie wisiała w powietrzu. Do tego ta powaga na jego twarzy i pewność siebie jednak nie zaprawiana pychą. Jedynie pewność, że wie co robi. Nie umiał protestować i walczyć z taką mieszanką. Wciąż drżał ze strachu i podniecenia. Potter chwycił jego uda i przyciągnął do swoich bioder. Posłusznie owinął wokół nich nogi. Drżenia jego ciała wzmogło się, gdy poczuł dotyk zimnej sprzączki paska na jądrach.
- Zgredku! - zawołał chłopak. Czuł na sobie to intensywne, badawcze, avadowe spojrzenie. - Przygotuj ciepłą kąpiel. Bez piany, ale z jakimś kojącym płynem… Może być lawendowy lub jakikolwiek inny, który uznasz za słuszny. - usłyszał polecenie chłopaka. Ten odsunął się od niego i zdjął resztę ubrań. Po chwili zimno metalu zastąpione zostało gorącem ciała.
- Severusie… Nie bój się mnie… Przecież cię nie skrzywdzę… wiesz to…- zadrżał słysząc te słowa wypowiedziane ciepłym, jednak nieco smutnym tonem. Był bardzo zdziwiony. Jeszcze nigdy nie widział, ani słyszał, chłopaka takiego. - Nie zrobię też niczego czego nie chcesz. Więź nie dział tylko w jedną stronę… To przez nią czuję twój strach… Użyj jej… - usłyszał dalej. Zrobił tak jak polecił mu Harry. Zamknął oczy. Poczuł gotującą się złość jednak nie skierowaną w jego stronę… i ciepło. Ciepło które zalało całe jego ciało. Wiedział, że ta ogromna moc go nie zrani. Otworzył oczy i spojrzał wprost w intensywną zieleń i zalała go kolejna przyjemna fala, płynąca tym razem ze spojrzenia. W drzwiach od łazienki pojawił się skrzat. Nagle znalazł się w pionie. Znów był niesiony jak gdyby nic nie ważył. Tym przyciśnięty do piersi Gryfona.
- Skąd chudzielcu masz tyle siły? - na to pytanie odpowiedział mu chichot.
- W Wielkiej Sali pomogła mi magia. Normalnie nie utrzymałbym cię tak długo na wyciągniętych rękach. Teraz zaś jesteś we mnie wczepiony i to dość stabilnie. Wiesz… gdzie indziej środek ciężkości i inne takie. - odpowiedział spokojnie i włożył go do wanny, po czym usadowił się za nim. Snape oparł się plecami o Harry'ego. Błyskawicznie został opleciony ramionami. – Poza tym wszystkie obowiązki domowe oraz prace w ogrodzie wymagają sporo siły, gdy nie można pomóc sobie magią. – dopowiedział. Nabrał w ręce wody, zmoczył włosy profesora, nabrał nieco szamponu i zaczął masować jego głowę. Snape westchnął i odprężył się. Po chwili ręce Pottera błądziły już po całym jego ciele. W końcu jedna z nich skupiła się na nabrzmiałej wciąż męskości. Doszedł z jękiem. Obrócił się na bok i uspakajał się, bez przerwy obejmowany. Gryfon spłukał mydło z jego włosów, wyciągnął z wanny, wytarł i zaniósł do łóżka. Na koniec Severus został otulony kołdrą i głęboko zasnął.
*.*.*
Wpatrywał się w śpiącego mężczyznę. Pogłaskał go z czułością po wilgotnych włosach. Przestraszył się gdy wyczuł poprzez więź jego strach. Nawet jeśli nie był to czysty strach, a zabarwiony podnieceniem. Oj tak, je również wyczuł. Musi coś zrobić, bo w razie czego, gdy zacznie się rok szkolny, reakcje uczniów mogą być o wiele silniejsze. Znowu przywołał Zgredka i poprosił go by przypilnował aby absolutnie nikt nie przeszkadzał profesorowi. Ubrał się i wyszedł. Udał się do wieży Gryffindoru. Spakował do torby potrzebne podręczniki i oba piórniki. Poszedł do biblioteki po kilka potrzebnych mu książek. Z bardzo ciężką już torbą obleciał jeszcze pół zamku i oddał eseje z zaklęć i transmutacji. McGonagall była na niego śmiertelnie obrażona, diabli wiedzą o co. Wzięła tylko zmniejszone pergaminy i bez słowa zamknęła mu drzwi przed nosem. Za to Profesor Flitwick przyjął go z otwartymi ramionami. Spodobał się mu pomysł użycia mugolskich piórników. Przez dziesięć minut bawił się suwakiem, potem kolejne piętnaście kolorowymi cienkopisami, potem ze dwadzieścia razy testował włączanie i wyłączanie długopisu. Z wielkim żalem przyjął fakt, że Harry nie ma pojęcia na jakiej zasadzie działa korektor do pióra i czemu nie działa na inny kolor tuszu niż niebieski. W końcu wrócił do lochów w o wiele lepszym humorze. W końcu komu by nie poprawił nastroju maleńki profesor bawiący się długopisami, kolorkami itd., ciesząc się jak małe dziecko? Wszedł do sypialni. Severus ciągle spał, a skrzat dzielnie stał na warcie.
- Bardzo dziękuję, Zgredku. Ostatnio ciągle cię proszę o pomoc, nawet w drobiazgach. Jesteś niezastąpiony. - powiedział, a skrzat od razu pojaśniał ze szczęścia.
- To żaden problem, Harry Potter, sir! Zgredek się cieszy, że może jakoś pomóc i jest dumny, że spełnia wszystkie polecenia należycie!
- Chciałbym, żebyś został moim i Severusa skrzatem. Od kiedy zawiązaliśmy więź jesteśmy niemal jak małżeństwo, więc… Zgredku, co byś powiedział gdybym zaproponował tobie i Mrużce pracę? - Zapytał. Oczy skrzata zrobiły się wielkie jak spodki.
- Z wielką chęcią. Jednak uczniom nie wolno mieć osobistych skrzatów…
- A nauczycielom?
- Oni mogą, chociaż skrzaty Hogwartu są na ich wezwanie.
- Świetnie! W takim razie poproszę by oficjalnie zatrudnił cię Severus. Nad Mrużką zastanowimy się w okolicach końca szkoły. Czy pasuje ci takie rozwiązanie?
- Oczywiście, sir! - zawołał podskakując z radości. Uśmiechnął się do niego i zwrócił swoją uwagę na Snape'a. Usiadł na wolnej połówce łóżka i rozłożył z książkami. Używając podręcznika transmutacji jako podkładkę, zaczął pisać wypracowanie z ONMS.
*.*.*
Obudził się nagi w łóżku. Wiedział, że spał bardzo długo i głęboko, chociaż nie miał pojęcia która jest godzina. Nie spodziewał się, że jest taki zmęczony. Zza jego pleców dochodziło ciche skrobanie. Odwrócił się na drugi bok. Obok niego na łóżku siedział Potter. Na końcu eseju w skupieniu rysował ołówkiem jednorożca. Gdy miał poważny, skupiony lub spokojny wyraz twarzy wyglądał naprawdę męsko. Musiał to przyznać. To aż biło po oczach. Tak jak teraz i wtedy, w Wielkiej Sali. Dopiero wtedy dostrzegł też, że oczy chłopaka są starsze niż powinny. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać ile z tej roześmianej twarzy, jaką ma przy przyjaciołach, to gra lub maska. Potter zerknął na niego kątem oka i dostrzegł, że się obudził. Obdarzył go ciepłym uśmiechem.
- Wyspałeś się w końcu porządnie? - spytał znowu głaszcząc go po włosach.
- Jasne. Ciężko byłoby się nie wyspać przez tyle czasu. - burknął czym wywołał szerszy uśmiech na twarzy Gryfona. – Z czego zostały ci eseje do napisania? - zmienił temat mając nadzieję, że zepsuje tym nieco dobry humor chłopaka. Był też nieco ciekawy.
- Z zielarstwa, połowa z Historii i połowa z wróżbiarstwa… No i nie mam nic do zrobienia z obrony poza notatkami takimi jak robie z eliksirów. By zdać odpowiednio OWTM-y będę musiał pewnie sam nad tym przysiąść… Na to wszystko mam jeszcze trzydzieści siedem dni. - powiedział spokojnie. Znowu chłopak go zaskoczył. Trochę późno zaczął o tym myśleć… no ale lepiej późno niż wcale.
- By zostać aurorem musisz zdobyć z sumów, z eliksirów, minimum Wybitny. -przypomniał.
- Dostanę. Chociaż nie jestem pewny czy chcę zostać aurorem. - odparł z uśmiechem, który zbił Severusa z tropu.
- Skąd ta pewność?
- Uczyłem się, to po pierwsze. Po drugie, żaden ze Ślizgonów nie sabotował mojego kociołka. Po trzecie ciężko mi się skupić, gdy mnie pilnie obserwujesz i czuje twój oddech na karku. A po czwarte dostaliśmy proste eliksiry. Wątpię by wielu z uczniów znało tak dobrze eliksir wieloskokowy i sposób jego przygotowania. Ach i po piąte! Nie ty oceniasz. - Wymienił będąc z siebie zdecydowanie WYBITNIE zadowolony.
- Wyjdź. Chciałbym się ubrać. - rozkazał, a Potter się roześmiał.
- Zacząłeś się wstydzić? Widziałem cię nago i to nie raz, kąpaliśmy się razem… - Wymieniał drażniąc się z nim. Zebrał podręczniki w nogach łóżka, nachylił się i go pocałował. Znowu poczuł rozchodzące się po ciele ciepło. Nagle Harry odsunął się. Oparł się plecami o wezgłowie łóżka i z psotnymi iskierkami patrzył wyczekująco. Uparty bachor. Jednak od kiedy zbija on moje argumenty? Zirytowany wstał szybko i skierował się do komody stojącej naprzeciw łóżka w poszukiwaniu bokserek. Podskoczył gdy nagle poczuł delikatny dotyk palców na swoich pośladkach. Chłopak objął go w pasie, pocałował w plecy i bez słowa wyszedł.
*.*.*
- Chcesz się dostać na eliksiry?
- Tak.
- Po co skoro nie chcesz zostać aurorem?
- Chcę przejść szkolenie na aurora. Spełnię przepowiednię. Zabiję Riddl'a. Nie mam zbytniego wyboru… Nie zamierzam dać się zabić. Jednak nie wiążę z tym swojej przyszłości. Nie chcę całe życie ścigać i obawiać się, że jestem ścigany. Mam inne pomysły.
- Jakie? - dopytywał dalej Snape wchodząc do Wielkiej Sali.
- Mogę zostać na przykład uzdrowicielem. Ha! Zawsze mogę napisać książkę o swoich wybrykach, ale musiałoby mi się śmiertelnie nudzić. - skinęli na przywitanie innym nauczycielom i usiedli do stołu. Harry kontynuował.
- Myślałem też by opiekować się magicznymi stworzeniami, może nawet hodować? Mógłbym też uzyskane w ten sposób składniki sprzedawać. Może w końcu wężomowa przydałaby się do czegoś. W końcu mało kto może podejść sobie do jadowitego węża i uciąć z nim pogawędkę. - odparł swobodnie i podał Mistrzowi Eliksirów misę z ziemniakami. Zauważył cień uśmiechu na twarzy mężczyzny przy wzmiance o wężach.
- Zresztą moja przyszłość i plany nie zależą już tylko ode mnie. Jednak o tym możemy porozmawiać sam na sam po obiedzie. Chociaż już poczyniłem kilka odpowiednich kroków.- dodał podając towarzyszowi kolejny półmisek. Ten tylko skinął głową i zwrócił się do dyrektora.
- Albusie, czy znalazłeś już kogoś na miejsce nauczyciela obrony przed czarną magią?
- Syriusz został oczyszczony z zarzutów więc zaproponowałem jemu i Lupinowi tę posadę.
- Dwóch w jakiś sposób kalekich facetów wyobcowanych ze społeczeństwa by wzajemnie się uzupełniali. Genialny plan, doprawdy. Jednak obawiam się, że nie będę miał czasu na ważenie eliksiru tojadowego. Nikt mnie o tym nie uprzedził, a wszelkie wolne luki w moim grafiku, obawiam się, że wypełnił Potter. - odparł spokojnym, jednak ociekającym jadem głosem.
- Chyba, że tym razem szybciej pójdą mi lekcje oklumencji, które profesor Snape zgodził się wznowić. Prawda…? - Wtrącił się nagle Harry robiąc minę niewiniątka.
- Patrząc na to jak wyglądały poprzednie lekcje, marne szanse bym zyskał wolny czas w tej dekadzie. - odparł przez zaciśnięte zęby.
- Rozumiem Smar… Severusie, że masz bardzo zajęty terminarz. Chociaż obecna sytuacja sprawia, że masz teraz okienka w dawnych terminach twoich zajęć szpiegowskich. - odezwał się Syriusz starając się być jak najbardziej uprzejmy.
- Ta firanka w ministerstwie chyba porządnie ci zaszkodziła, bo opcja, że to któryś z eliksirów odpada. Zgubne działanie na umysł ma jeszcze tylko towarzystwo Pottera, ale na to też powinieneś być uodporniony. Wiec poinformujesz mnie co ci bachor, zwany twoim chrześniakiem, nagadał? Czy mam twoje dziwne zachowanie zrzucić na nie zakończone jeszcze leczenie?
- Harry tylko przedstawił mi obraz jak wygląda sytuacja oraz jakie przyjmuje stanowisko w tej sprawie. - odpowiedział Black z trudem walcząc z rosnącą złością.
- Ach, czyli jednak Potter. Zachowywał się wczoraj po powrocie ze Skrzydła Szpitalnego tak jakby popadł w depresję. W końcu tylko to może tłumaczyć czemu rasowy gryfon uciekł od drugiego prosto do jaskini węży na dodatek wpakowując się jednemu z nich na kolana… - dopytywał krzywiąc się wspominając tamto zajście. Chociaż widok zaszokowanej miny pchlarza był wart ujawnienia ułamka tego co działo się w jego komnatach.
Syriusz spojrzał zaskoczony na Harry'ego z niemym pytaniem w oczach. Nie otrzymał zaś żadnej odpowiedzi, bo gryfon zajadał się uśmiechnięty obiadem udając, że nic nie widzi i nic nie słyszy. Snape miał jednak pewność, że oprócz tego, że dokładnie słucha wymiany ich zdań to analizuje ich mimikę i gesty, a także reakcje innych osób przy stole. A jeśli ktoś się im nie przysłuchuje tylko rozmawia na inny temat, to na pewno nie umknęło to uwadze wścibskiego dzieciaka i również zostaje poddane analizie. Nie wiedział skąd nagle wzięła się w nim taka pewność. Możliwe, iż odkryta dzisiaj nowa twarz chłopaka zburzyła w nim mury uprzedzeń. Na dodatek w końcu był w jego umyśle i widział jak dokładne i szczegółowe są jego wspomnienia. Oraz znajdowała się w jego głowie masa urywków, które chłopak wciąż obracał, analizował i sklejał w całość. Zatajanie faktów przed tym dzieciakiem przysporzy Albusowi coraz więcej problemów.
- Jak zawsze. Nie zapanowałem nad swoim temperamentem, nie zrozumiałem od razu sytuacji i powiedziałem kilka słów za dużo i teraz będę gimnastykował się by to naprawić. - wyrwała go z zamyślenia odpowiedź Black'a. Harry robił dokładnie to, o co podejrzewał go Snape. Analizował i zbierał informacje. Zresztą zawsze tak robił. Całkowicie naturalnie. Automatycznie.
- Och, Harry! Powiedz im coś! Ile można słuchać tej ich podszytej złością wymiany zdań, która przeważnie jest ich zakamuflowaną potyczką. Jakbyś nie zauważył, siedzę obok Syriusza! Cały czas się boję czy on się nagle nie poderwie wyrzucając krzesło w powietrze lub nie zaczną latać widelce i noże! - Odezwała się profesor Sprout.
- Pani profesor, to dorośli mężczyźni. Ciągle im przerywając nie pomożemy im rozwiązać sporów które toczą się między nimi od około dwudziestu lat. Możemy im jedynie zabrać różdżki żeby wszyscy poczuli się bezpieczniej. Najwyżej rzucą się na siebie z pięściami, a kto wie, może właśnie tego potrzebują. Na razie się na to nie zapowiada. Tak samo jak może się pani nie obawiać krzesła. Syriusz się w obecnym stanie raczej tak nagle się z niego nie poderwie. - odparł ignorując obrażone burknięcie Łapy. Kobieta uśmiechnęła się do niego ciepło i skinęła głową. Następnie wyciągnęła oczekująco dłoń w stronę naburmuszonego Black'a. Ten posłusznie podał jej różdżkę.
- Mogę? Po obiedzie ci oddam. - spytał. Snape wzruszył ramionami, ale również nie protestował i się rozbroił. Harry przyjrzał się ostrożnie ciemnemu drewnu.
- Piękna. Pasuje do ciebie. - pochwalił. Na co nauczyciel wygiął ironicznie brwi. - Smukła. Wygląda na bardzo twardą. Jednak czuć, że jest bardziej giętka niż na to wygląda. Sprawia to, że jest pewnie bardziej wytrzymała. Niepozorna. Dawno nie widziałem różdżki, która by tak idealnie pasowała do właściciela. - powiedział przesuwając czule po całej jej długości.
- Ollivander doskonale zna się na swojej pracy. - odburknął.
- Oczywiście, że tak! W to nie wątpię. Nie chodzi mi jednak o to. Jednak niektóre różdżki zupełnie mi nie pasują do właściciela, jednak nie pod względem rdzenia magicznego. Przykładowo sadzę, że twoja różdżka jest niczym twoja bliźniaczka. Doskonale się zgrywacie bo macie identyczny… charakter. Niektórym idealnie pasują różdżki z przeciwnymi… cechami. Przykładowo sądzę, że moja różdżka wybrała mnie tylko ze względu na moje przeznaczenie. Nie zdziwiłbym się, jakby potem przestałaby mnie słuchać lub uległaby zniszczeniu. - stwierdził. Snape słuchał zaskoczony słów chłopaka, nie mogąc oderwać wzroku od jego palców badających kształt jego różdżki.
- Bardzo ciekawa teoria, Harry. Sądzę, że Ollivander bardzo chętnie porozmawiałby z tobą na ten temat. - odparł Dumbledore z uśmiechem Wyrywając ich obu z transu. Obaj byli tak zamyśleni, że zapomnieli iż nie są sami. Snape zabrał się za jedzenie. Nagle poczuł jak magia Harry'ego owija się wokół niego. Zaryzykowałby nawet określenie, że przytula go. Było to błogie, kojące uczucie. Rozejrzał się dyskretnie. Wyglądało na to, że nikt tego nie zauważył.
- Byłoby bardzo miło. Czy umiałby mi pan powiedzieć kiedy będą wyniki SUM'ów, sir?
- Pod koniec tego miesiąca Harry. Wtedy dostaniesz również listę podręczników.
- Czy mógłbym odwiedzić Pokątną w połowie sierpnia? Chciałbym też zajrzeć do wujostwa i załatwić z nimi jedną sprawę.
- Sądzę, że to da się załatwić, chłopcze.
- Dziękuję bardzo. Oczywiście postaram się jak najwięcej załatwić listownie. Niestety nie wszystko jest możliwe do załatwienia w ten sposób. - odparł Potter z uśmiechem. Snape zaczął się zastanawiać co tez dzieciak planuje. Miał przeczucie, że to tyczy się jego planów i przedsięwziętych kroków.
