Rozdział 8
- Świetnie, a teraz możesz mi wyjaśnić w co chcesz mnie wpakować? - zapytał Snape, gdy tylko zamknął się za nimi obraz z Sallą.
- To za chwilę. Najpierw zajmiemy się Mrocznym Znakiem. Chodź. - odparł Harry i skierował się w stronę sypialni. Snape już dawno nie spędził tyle czasu w tym pomieszczeniu.
- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? - spytał. Plecy chłopaka momentalnie napięły się. Profesor zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zrobił, zadając to pytanie.
- Jestem pewny. Nie wiem czy za każdym razem uda mi się nad sobą zapanować. A jeszcze nie otrzymałeś wezwania… Możliwe, że wtedy nie zapanowałbym nad sobą i wyrwał go z ciebie siłą. A wtedy nie ręczę za skutki… Zróbmy to póki jeszcze wiem co robię…
- Czemu się tak zdenerwowałeś przy rozmowie, o znaku, z dyrektorem?
- To głównie przez więź. Dla niej to jak magiczny kleszcz lub pijawka. Nosisz znak przynależności do kogoś innego podczas, gdy nasza więź jest silniejsza. Ponadto to zagraża twojemu życiu. I znak i całe twoje szpiegowanie… Jeśli się uprzesz, nie usunę go… - odpowiedział Harry, niepewnie dodając ostatnie zdanie. Snape milczał zastanawiając się nad odpowiedzią. Już przyzwyczaił się do myśli, że będzie naznaczony do końca życia. Potter w tym czasie stał z zamkniętymi oczami i czekał na odpowiedź, pilnując by magia znów nie wyrwała mu się spod kontroli.
- Niech będzie… Tylko muszę wiedzieć co robisz… i musisz mi mówić co ja mam robić… -odparł w końcu cicho mężczyzna. Gryfon odetchnął z ulgą.
- Chodź do sypialni. Nie wiem jak zareagujesz na wyciąganie tego… pasożyta. - powiedział i ruszył do pokoju, a profesor ruszył tuż za nim. Stanął niepewnie przy łóżku, a Potter chodził nerwowo wzdłuż ściany. Snape chrząknął.
- Ach tak. Zdejmij koszulę i połóż się na łóżku. Odsuń się nieco od zagłówka. Tak na wszelki wypadek… - odpowiedział i wrócił do wydeptywania ścieżki w podłodze. W końcu usiadł obok półnagiego mężczyzny. – Ach i spróbuj się rozluźnić. - dodał chwytając go za lewą rękę.
- Ciężko się rozluźnić, gdy ty jesteś kłębkiem nerwów… - burknął.
- Nie skrzywdzę cię. Wprowadzę moją moc w ciebie, poprzez więź. Znajdę w tobie połączenie z Voldim i odetnę go od ciebie. Mroczny znak jest mocą. Ma własną aurę, która wtapia się w twoją i ją zatruwa. Przedtem też myślałem, że to normalny tatuaż, aż do czasu gdy zdjąłem w Skrzydle Szpitalnym okulary… W każdym razie otoczę go własną mocą i wypchnę z twojego ciała. Postaram się to zrobić jak najwolniej, by nie zraniło to ciebie. Może nawet spróbuję przez Znak wejść w ciało Voldemorta i wyciągnąć z niego część mocy i może trochę pouszkadzać ciało. Jednak, czy tak zrobię, to zobaczę w trakcie. Na pewno nie zrobię tego, gdy jeszcze będzie połączony z tobą. - wyjaśnił.
- Długo nad tym myślałeś? - zapytał zaskoczony tym wywodem.
- Eee… Właściwie to nie bardzo… - odpowiedział niepewnie.
- To kiedy na to wpadłeś? Dumbledore'owi nawet to przez myśl nie przeszło…
- Dumbledore bawi się w przesuwanie pionków, a całe brzemię leży na mnie. Jak nie zabiję, zostanę zabity. Pomyślałem, by obrócić jedną więź, jaką jest poniekąd Mroczny Znak, przeciwko niej samej. W końcu połączenia działają w obie strony. Jeśli mogę to wykorzystać i zwiększyć swoje szanse na przeżycie… to czemu miałbym tego nie zrobić?
- I wpadłeś na to wydeptując ścieżkę w podłodze?
- Tak?
- Może on w ten sam sposób wejść w ciebie?
- No niby tak… Jednak mógłby wtedy zranić ciebie, a magia nie dopuści tego za wszelką cenę. W razie czego, nawet wbrew mojej woli, odetnie połączenie. Chyba. Na pewno. Znaczy, tak sądze… Znaczy się, ja tego… wiem to tak intuicyjnie.
- Intuicyjnie?!
- Ej! Chciałeś opinii Dumbledore'a to proszę bardzo! On sam mi polecił bym się kierował intuicją! Magia we mnie aż krzyczy bym to zrobił. Zresztą jeśli tego nie zrobię to w końcu magia przejmie nade mną kontrolę i sama to zrobi. Jeszcze nigdy nie straciłem panowania. To co widziałeś w Skrzydle Szpitalnym i Wielkiej Sali… Wtedy w jakiś sposób nad nią panowałem. Jednak w końcu mogę tę kontrolę stracić. Potrafię usunąć Mroczny Znak. Ja to WIEM. To jest jak prawda absolutna, która we mnie jest i nie zmienię tego. - zakończył wypowiedź całkowicie pewnie. Snape westchnął.
- No to do dzieła. – mruknął i spróbował się rozluźnić. Zamknął oczy i skupił się na otaczającej partnera mocy. Harry odetchnął. Rozprowadził moc po całym pomieszczeniu wzmacniając je tak na wszelki wypadek. Obrócił przedramię mężczyzny znakiem do góry. Skupił się na więzi i delikatnie zaczął przeprowadzać przez nią swoją moc. Najpierw rozprowadził pierwszą falę po całym ciele Severusa. Był świadom każdej komórki jego ciała . Czuł pulsujące obok żył strumienie mocy, które rozchodziły się siatką po całym ciele.
- Wygląda na to, że chińczycy mięli rację… - odparł głośno i wprowadził kolejny strumień mocy, kierując go do przedramienia.
- W czym? - zapytał już całkowicie rozluźniony.
- Nie pamiętam jak się to nazywało… jednak całe twoje ciało oplatają jakby żyłki którymi płynie moc. Napisze do Hermiony. Poproszę ją o kilka książek. Może być to klucz do panowania nad mocą oraz do magii bezróżdżkowej… Później ci o tym powiem. Otaczam już mocą Znak… - powiedział spokojnie. Dotarł do ''korzeni'' tatuażu. Wiele cieńszych i grubszych docierało do strumieni energii i się o nie zaczepiało. Obawiał się, że trochę mu to zajmie.
Zbliżył się do jednego z cieńszych 'korzonków' odczepił go, jednak nie uniknął uszkodzenia kanału mocy. Od razu musnął zranienie o swoją magią i naprawił uszkodzenie. Oderwaną, czarną smugę znaku otulił mocą, oddzielając od ciała towarzysza. Metodycznie oddzielał i naprawiał kolejne połączenia. Szło mu coraz sprawniej. Do jego świadomości dotarło, że Severus przysnął. Uśmiechnął się delikatnie. Facet chyba nadrabia wieloletnie zaległości. W końcu został mu do oderwania główny korzeń. On, w odróżnieniu do mniejszych korzonków, obejmował cały strumień. Odetchnął głęboko i zaczął o wiele wolniej. Najpierw oddzielił trzon korzenia i zaczął odrywać po kawałeczku. Na zmianę odrywał i leczył, odrywał i leczył. Skupił się tylko na tej czynności. Stracił świadomość tego co się wokół niego dzieje.
Severus obudził się i spojrzał na Harry'ego. Siedział cały napięty i skupiony. Z czoła spłynęła mu stróżka potu. Zaczął się zastanawiać, czy to się dobrze dla chłopaka skończy. Przedtem nie zwrócił na to uwagi, ale bachor wciąż przekonywał, że na pewno SEVERUS jest bezpieczny przy tej operacji. Nic nie wspominał o sobie. Zaczął się niepokoić… Jednak szybko spróbował zepchnąć to uczucie w głąb świadomości by nie zaalarmować i nie wytrącić Gryfona ze skupienia. Odetchnął głęboko i spróbował się znowu rozluźnić. Mroczny znak lekko swędział.
Harry położył dłoń na tatuażu i skupił w niej nieco mocy, którą wysłał do przedramienia mężczyzny. Zaczął powoli unosić dłoń, a swędzenie zaczęło się wzmagać, a czerń odrywać z jego skóry. Patrzył na to zafascynowany. Skóra go mocno zapiekła, a Znak w całości unosił się w powietrzu. Porównanie do chwastu było bardziej celne, chociaż pijawka i kleszcz również się nadawały. Poczucie obecności Pottera zaczęło słabnąć aż nagle zniknęło. Pierwszy raz od dawna poczuł się potwornie samotny i opuszczony. Twarz Harry'ego odrobinę się rozluźniła. Snape czując się całkowicie bezradny, podniósł się, usiadł za chłopakiem i przytulił się do jego pleców. Nie próbował nawiązać połączenia przez wieź. Z jakiegoś powodu Gryfon się z niego wycofał. Wolał nie analizować powodów, bo te które przychodziły mu do głowy, niezbyt mu się podobały.
Harry w tym czasie dokładnie zabezpieczył Mroczny znak. Wpuścił do niego odrobinę swojej magii starając się znaleźć połączenie. Znalazł je. Wytworzył cieniutką nitkę mocy i wysłał do źródła czerni. W pewnej chwili jego świadomość znalazła się w innym ciele. Popłynął bezwładnie wraz z krwią. Dotarł do nerek. Zadowolony delikatnie wyszedł z żyły i skierował się ku kanale mocy, czy jak to nazywają chińczycy, Chi. Przerwał strumień w miejscu gdzie krzyżował się z kilkoma innymi. By nie zwrócić na siebie zbytniej uwagi przeniósł się z głównego nurtu, na cieńsze strumyczki i zaczął je przecinać. Znów wskoczył do żyły. Długi ból zwróci większą uwagę niż nagłe zakłucie. Nie wiedział w końcu jak ciało odbiera takie zniszczenia. Zaczął cienkie pasmo czarnej energii pobierać do tatuażu. Bardzo delikatnie i powoli. Dopłynął z krwią do płuc. Zachował się tak samo jak w nerkach. Obawiał się, że tu zrobi mniejsze szkody, bo tutaj głównych kanałów było nieco więcej. Część z tych grubszych chociażby ponacinał. Przez chwilę obserwował jak magia niczym dym ulatnia się w tym miejscu.
Skierował się teraz do ostatniego interesującego go miejsca - prawej ręki. Już w barku się zatrzymał. Dotarł do wielu skrzyżowań szerokich pasm mocy. Wpadł teraz na inny pomysł. Kilka z mniejszych poprzecinał, grubsze ponacinał. Jednak zrobił to kilka razy. Podpłynął do skrzyżowania strumieni Chi. Zaczął na środku tworzyć kuleczkę z własnej mocy. W końcu rozrosła się ona do takich rozmiarów, że całkowicie zablokowała przepływ. Poczuł nagle niepokój. Skupił się na połączeniu. Szybko się do niego przeniósł i wyszedł z ciała i znaku. Zacieśnił bariery. Wąż i czaszka zmieniły się w czarną pulsująca kulę. Harry odciął połączenie z Voldemortem. Zebrał moc wokół czarnej masy i zaczął ją przeszywać własną magią. Skupił się, skoncentrował energię w jednym punkcie i kula wybuchła rozpływając się w powietrzu. Potter odetchnął głęboko. Był wykończony. Dopiero teraz poczuł ciężar i ciepło na plecach. Czyjeś ręce oplatały go w pasie.
- Pokaż… - poprosił. Snape drgnął, odetchnął i puścił.
- Pokaż mi proszę. - powtórzył Gryfon. Mistrz Eliksirów dopiero teraz usłyszał pytanie. Przedtem był zbyt zajęty próbowaniem nie-martwienia się. Wyciągnął przed siebie lewą rękę. Skóra w miejscu po znaku była mocno podrażniona. Severus szybko schował z powrotem rękę. Bez słowa wstał z łóżka i stanął przed Gryfonem. Nieco trzęsącymi się palcami zdjął mu koszulkę ukląkł i zagrał się do rozpinania sprzączki paska.
- Można spytać co ty robisz? - zapytał przypatrując się z zaciekawieniu nietypowej scenie, jednak nie zrobił nic by to przerwać.
- Rozbieram cię. To chyba widać, głupi dzieciaku.
- Można wiedzieć po co? - dopytywał, na co profesor prychnął. Odsunął kołdrę i popchnął Harry'ego w stronę poduszek.
- Tym razem to ty idziesz spać. - warknął. Potter już nic na to nie odpowiedział. Grzecznie położył głowę na poduszkach i patrzył z zaciekawieniem na poczynania towarzysza. Ten rozebrał go już prawie całego. Zawahał się nieco przy bokserkach, jednak tylko przez chwilę. Opatulił chłopaka kołdrą i odwrócił się w kierunku wyjścia.
- Nie chce mi się spać… - wyjęczał nim nauczyciel dotarł do drzwi. Nieco mijało się to z prawdą, ale był gotów jeszcze się pomęczyć, by popatrzeć na zmagania Snape'a
- I co ja mam z tym niby zrobić? Masz spać i tyle!
- Ale co ja poradzę na to, że nie zasnę? - nie dawał za wygraną. Profesor coś burknął pod nosem i skierował się w stronę łóżka. Usiadł na wolnej połowie, tak jak Harry podczas pisania eseju, i skrzyżował ręce na piersi.
- Lepiej?
- Minimalnie… - odpowiedział przewracając się na bok, by móc patrzeć na mężczyznę. Tak na marginesie - po zdjęciu znaku nie założył z powrotem, koszuli, czego chyba nadal nie zauważył. Severus prychnął rozeźlony, a Harry walczył z uśmiechem cisnącym mu się na usta. Mistrz Eliksirów zdjął spodnie, wszedł do łóżka i odwrócił się do chłopaka plecami.
- Lepiej? - spytał ponownie. Gryfon już nie walczył i uśmiechał się promiennie. Przysunął się do Snape'a i przytulił do jego pleców.
- Teraz tak… - mruknął i ziewnął.
Severus poczuł się w końcu lepiej. Przytłaczające uczucie samotności i wręcz porzucenia nieco zmalało. Przypomniał sobie jakie to było uczucie, gdy moc Harry'ego go wypełniała i jego uwaga była skupiona na każdej komórce jego ciała. Przez ułamek sekundy przemknęła mu myśl, jakie byłoby to uczucie, gdyby był w nim nie tylko psychicznie, ale i również fizycznie… Jednak szybko odepchnął tę myśl. Zamknął oczy i skupił się na więzi. Nieświadomie odetchnął z ulgą. Chłopak był spokojny, zadowolony i… wykończony. Skupił się na tym ostatnim i momentalnie zasnął.
*.*.*
Obudzili się równocześnie i równocześnie otworzyli oczy. Snape zerknął na zegarek. Spali dwie godziny. TYLKO dwie biorąc pod uwagę w jakim stanie był chłopak.
- Już? - sapnął zaskoczony.
- O co chodzi? - zapytał Harry zdziwiony, ale nie tym, że czuje się wyśmienicie, a reakcją profesora.
- Spaliśmy tylko dwie godziny, a patrząc na to jak byłeś wykończony… powinieneś spać minimum do kolacji.
- Skąd wiesz jak bardzo zmęczony byłem? Mówiłem, że nie chce mi się spać.
- Sprawdziłem przez więź. - odpowiedział wciąż zamyślony. Ocucił go widok uśmiechu na twarzy Pottera. Ten przypatrywał mu się chwilę z uwagą.
- Sprawdziłeś przez więź i po tym zasnąłeś?
- Tak.
- Hm… I obudziliśmy się równocześnie…
- Tak.
- Możliwe, ale to tylko teoria…
- Mówże.
- Możliwe, że wziąłeś na siebie część mojego zmęczenia. Dlatego szybciej doszedłem do siebie, ty od razu zasnąłeś, a teraz obudziliśmy się równocześnie.
- Możliwe… - odparł, analizując słowa chłopaka. Jeśli chodzi o intuicję, to ma całkiem niezłą, z tego co na razie widział. Harry zaczął go głaskać, bez słowa mu się przypatrując.
- Przyszłość, Potter. Chciałeś o niej porozmawiać. - przypomniało się nagle Snape'owi. - I chciałbym wiedzieć jakie kroki już poczyniłeś. - Przypomniał, a chłopak przytaknął.
- Nie mogę już wrócić do wujostwa. Zresztą nawet nie planowałem tam wracać. Ciotka z resztą też była tego świadoma choć nic na ten temat nie wspomniałem.
- Fakt. Mój dom będzie pierwszym miejscem, w którym sprawdzą Śmierciożercy.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Jednak pierwszą rzeczą o jaką chciałbym cię prosić, to byś zatrudnił Zgredka. Tylko oficjalnie, bo ja tego nie mogę zrobić.
- Ta pokraka się nie zgodzi.
- Och, zgodził się! Nawet bardzo się ucieszył, gdy go o to zapytałem!
- SŁUCHAM! Zaproponowałeś mu w moim imieniu prace?
- Nie. Zaproponowałem w swoim. Wtedy mi powiedział, że musiałby się wtedy wyprowadzić z zamku, bo uczniom nie wolno mieć w zamku własnych skrzatów. Obiecałem, że porozmawiam o tym z tobą.
- Przemyślę to.
- Dobrze by było go zatrudnić. Nie wiem czy Dumbledore jako pracodawca może wyciągać z niego informacje, czy nie. Nie znam się na tym. Możliwe, że mają jakiś nakaz mówienia właścicielowi o wszystkim co wiedzą, jeśli zapyta lub coś w tym rodzaju…
- Może nie dokładnie tak jak mówisz, jednak muszą odpowiadać na wszystkie pytania pracodawcy. Zatrudnię go zatem... Ale na twoją odpowiedzialność!
- Oczywiście. - odparł zadowolony i przeszedł do następnego punktu. - Po urodzinach zniknie namiar ministerstwa z mojej różdżki. Teoretycznie. Nie jestem pewien jak wygląda to w praktyce. Chce poprosić Zgredka by wyszukał oferty sprzedaży domów, mieszkań, gospodarstw. Tych mugolskich i czarodziejskich. Możliwe, że będę musiał iść z ciotką do banku. Założyłbym konto w mugolskim banku, a do tego potrzebuję podpisu opiekuna. Wpłaciłbym tam pieniądze i z niego sfinalizował transakcję. Chociaż nie jestem pewien czy nie będzie musiało to być na twoje nazwisko, by nikt nie zaczął węszyć. Popytam o to u Gringotta.
- Brzmi nieźle. I co potem? Chcesz tam spędzić wakacje?
- Tak. Możliwe, że nawet dokupić ziemię i mieć jakieś magiczne stworzenia, moglibyśmy też hodować różne rośliny. I tak jak mówiłem, sprzedawać składniki, przydałyby się też one na pewno do twoich eliksirów. Zobaczymy co znajdziemy. W każdym razie bez namiaru będziemy mogli spokojnie obłożyć dom barierami.
- A co później?
- Nad tak daleką przyszłością wolę się nie zastanawiać. Jednak wolałbym nie informować o tym Dumbledore'a.
- Czemu? Przecież on stale wychodzi z siebie by chronić twój Złoty Tyłek.
- Wiem. Tym lepiej jeśli będzie wiedzieć jak najmniej osób. Zresztą już mówiłem, że Dumbledore bawi się w przesuwanie pionków. Chcę zrobić swoje i nie być zamieszany w jego dalsze gierki.
- Gierki? Sądzisz, ze dyrektor tylko gra? Zgłupiałeś Potter? To co według ciebie robi Czarny Pan? Poszturchuje nieco na zachętę?
- Wiem co robi Voldemort. Nieraz widziałem to oczami jego i jego ofiar. Czułem na sobie jego tortury. Jednak patrząc z perspektywy to nie jest jedyny, który tak postępuje. Istnieje też wiele mugolskich polityków, którzy dosłownie likwidują przeciwników. I chyba nie powiesz, że aurorzy nie zachowują się niekiedy jak Śmierciożercy, by zdobyć informacje, gdy jakaś osoba z „Ciemnej Strony" wpadnie w ich ręce. Patrząc z boku, mamy dwóch charyzmatycznych polityków o odmiennych poglądach walczących o poparcie. Dopiero metody Toma zrobiły z niego terrorystę, który zagraża wszystkim. Działania, metody, a nie poglądy.
- Od kiedy Potter się taki myślący zrobiłeś? Myślałem, że od tego masz Granger. - Zakpił Snape zaskoczony po raz setny. Harry tylko się uśmiechnął.
- To jak? Odpowiada ci na razie taki plan? - Gdy mężczyzna skinął głową, Gryfon wezwał Zgredka. Zrealizowali pierwszą część planu.
*.*.*
Idąc na kolację Snape wypytał Harry'ego o słowa, o które pytał go Syriusz. Czy mówiąc je był całkowicie poważny. Gdy w końcu chłopak wyjawił mu co takiego powiedział myślał, że bachor żartuje.
- Chcesz mi niby wmówić, że w pewien sposób powiedziałeś pchlarzowi, że jeśli nie zaakceptuje naszej… naszego…związku, to wtedy przestaniesz się z nim zadawać?
- Właściwie tak. Zresztą chyba to całkiem wyraźnie okazałem.
- Potter. To twoja ostatnia rodzina… - Był zaskoczony. Nikt nie wybrał go nigdy przedtem ponad… cokolwiek. A ten dzieciak był gotowy odsunąć ostatniego członka rodziny… I na dodatek już przeszedł z sytuacją do porządku dziennego i błyskawicznie zrobił korektę w swoich planach, a nawet wykorzystał w nich plusy które niesie jego obecność.
- Co to za rodzina, która nie akceptuje mnie i moich wyborów których jestem całkowicie pewien? Już mam taką rodzinę, która uważa mnie za dziwaka, zakałę społeczeństwa, tylko dlatego, że nie mogą zaakceptować, że jestem czarodziejem. Tylko dlatego mnie nienawidzą.
- Jednak Black coś tam próbuje zrobić by nad sobą panować…
-To nie znaczy, że tak od razu wybaczę mu jego słowa. Przesadził.
- Patrząc na część twoich zachowań… Nie wpadnij mi tylko zaraz w samozachwyt, jednak ostatnio w kilku momentach brzmiałeś lub zachowywałeś się jak Ślizgon. - Burknął niechętnie.
- Dziękuję. Widać są jednak realne powody dla których Tiara chciała mnie tak uparcie upchnąć w Slytherinie. - odparł Harry spokojnie jakby wspominał coś oczywistego.
- CO TAKIEGO? - Wrzasnął Snape a Potter zachichotał idąc dalej spokojnie do Wielkiej Sali.
*.*.*
Kolejne dni wyglądały podobnie. Harry wstawał o czwartej rano i znikał z komnat Mistrza Eliksirów. Biegał wokół zamku i ćwiczył. Potem brał prysznic i ubierał się w wieży Gryffindoru i schodził na śniadanie. Później szedł z Severusem do lochów i skrobał w swoich zeszytach lub pisał eseje. Czasem nawet pomagał w ważeniu eliksirów do Skrzydła Szpitalnego, gdy Snape przyłapał chłopaka na tym, że nic nie robi tylko go obserwuje. Później obiad i Harry znikał ze Zgredkiem i przeglądał różne nieruchomości, a Postrach Hogwartu miał wreszcie chwilę dla siebie. Kolacja i wracali razem do lochów. Syriusz dwoił się i troił by nie wybuchać i odpowiadać miło na zaczepki Snape'a, który drażniąc go czasami sobie odpuszczał. Widząc to Harry znów z nim rozmawiał przy posiłkach. Pomfrey dokładnie zbadała ich obu po usunięciu Mrocznego Znaku, McGonagall czasem jeszcze prychała i mruczała coś pod nosem. Jednak większość chyba wolała udawać, że nic się nie zmieniło. Tak dni mijały spokojnie i monotonnie, aż do trzydziestego lipca.
