Rozdział 9
Rankiem trzydziestego lipca siedzieli jak zwykle w Wielkiej Sali jedząc śniadanie. Wleciały sowy z „Prorokiem Codziennym". Jednak dzisiejszego ranka przybyły dwie sowy więcej. Usiadły na stole przed Harrym i wyciągnęły w jego stronę nóżki z listami. Szybko je odwiązał, poczęstował sowy boczkiem i obie odfrunęły.
- Panie Dyrektorze! List z Hogwartu przysłany przez sowę? - Roześmiał się zdziwiony.
- Wszystko dzieje się automatycznie, chłopcze.
- Nie spodziewałem się, że aż tak jest wysyłanie listów kierowane przez magię. -Odpowiedział, lecz wpatrywał się stale w drugą kopertę. Z Ministerstwa Edukacji… Wyniki SUM'ów.
- No dalej, Potter! Dopiero teraz zwątpiłeś w swoje słowa? - Zakpił Snape by pogonić chłopaka. Zadziałało.
- Oczywiście, że nie! - Odparł od razu nastolatek rozrywając kopertę. Oczy szybko przebiegały po tekście. Od kiedy bachor wszystko tak uważnie czyta! Z poważną miną podał mu pismo. Mistrz Eliksirów pominął urzędową gadkę i spojrzał od razu na wyniki:
Transmutacja: P
Zaklęcia: W
Eliksiry: W
Zielarstwo: P
Historia magii: O
OPCM: W+
ONMS: P
Wróżbiarstwo: N
Astronomia: Z
- Kogo przekupiłeś, Potter? To niemożliwe żebyś miał tak dobre wyniki…
- Mając nad głową Hermionę? Mówiłem, że się uczyłem.
- Taak… niewątpliwie Panna Granger musiała mieć w tym swój wkład. Ale i tak! Żadnego Trolla! Tylko jeden Nędzny i Okropny! Trzy P, a reszta W! I to nawet jedno z plusem… Z takimi ocenami możesz rywalizować ze swoją przyjaciółką. Możliwe, że te oceny są nawet lepsze… - Snape wciąż wpatrywał się w wyniki z niedowierzaniem, a McGonagall i Syriusz pęcznieli z dumy. W tym czasie Harry przeglądał list z Hogwartu.
- Jakie przedmioty chciałbyś kontynuować, Harry? - Spytała nauczycielka transmutacji, której niewiadomego pochodzenia złość minęła jak ręką odjął.
- Pani przyjmuje, od jakiej oceny?
- Od zadawalającego wzwyż. Normalnie przyjmowałam od powyżej oczekiwań, jednak w tym roku byłaby to bardzo mała grupa.
- A na zielarstwo?
- Tak samo.
- W takim razie chciałbym kontynuować transmutację, zielarstwo, eliksiry, zaklęcia, ONMS, OPCM, a z nowych przedmiotów możliwych do wyboru Lecznictwo.
- Harry, czy to nie za dużo? Patrząc na to, że zostałeś mianowany również na prefekta i kapitana drużyny… Możesz nie dać rady.
- Chciałbym zrezygnować z odznaki kapitana drużyny. Ron będzie w tym o niebo lepszy. Jest doskonałym strategiem i kocha quidditcha. Oczywiście nie zamierzam przestać grać. Jednak nie dam rady połączyć nauki, bycia prefektem i kapitanem. – Odparł. - I nie, nie zmienię zdania. Jestem tej decyzji całkowicie pewien. I wolę zrzec się odznaki kapitana niż prefekta. - Dodał szybko widząc minę nauczycielki.
- Dobrze, Panie Potter. Porozmawiam w takim razie z panem Weasley'em. - zgodziła się i wróciła do śniadania.
- Harry, ale dlaczego nie zrezygnujesz z bycia prefektem? Jasne, jest to zaszczyt, ale równie wielkim osiągnięciem jest bycie kapitanem! - Jęczał Black z miną zbitego psa.
- Po pierwsze Syriuszu, to naprawdę nie będę miał czasu. Planuje zdać OWTM'y z wybranych przedmiotów… najlepiej na W. Ewentualnie na P. Zabierze mi to masę czasu. Po drugie, nie czuję się na siłach by poprowadzić drużynę. Zdarza mi się zbyt wiele wypadków. I jako szukający nie pilnuje przebiegu gry. No i po trzecie, nie zamierzam informować wszystkich o mojej więzi z Severusem. Plakietka prefekta ułatwi mi swobodne poruszanie się po zamku bez zbędnych podejrzeń. Nie zamierzam z tego zrezygnować.
- Od kiedy masz takie ambitne plany…? Nie narzucasz na siebie zbyt wiele? - Mruknął Black. Harry westchnął i podał mu kartkę z wynikami.
- Łoł! Słyszałem, co Snape mówił, jednak, co innego zobaczyć to na własne oczy! - Odparł wpatrując się w papier.
- Jak widać, jak się uprę to dam radę. Zresztą ledwo dowiedziałem się, że jestem czarodziejem, a poinformowano mnie, że cały czarodziejski świat oczekuje od jedenastolatka, że pokona człowieka, którego boją się nawet nazwać. I to wymyśloną przez niego samego ksywką! Nie Syriuszu, raczej nie biorę na siebie zbyt dużo. - Po tych słowach zostawił mężczyznę samego z własnymi myślami.
- Panie dyrektorze, Weasley'owie i Hermiona są w Kwaterze Głównej?
- Tak, chłopcze. Czemu pytasz?
- Od początku wakacji nie dostałem od nich żadnego listu, więc się domyśliłem. Chciałbym podpytać Hermionę o kilka mugolskich książek.
- Och, będziesz mógł ją wypytać osobiście! - Odparł Dumbledore wesoło. – Jutro pójdziecie tam z Severusem na obiad! Wszyscy bardzo nalegali. Możecie tam spać i wrócić następnego dnia. - Wyjaśnił. Harry spojrzał na Snape'a badawczo. Oj będzie się działo. Będzie miał ręce pełne roboty…
- Sądzę, że pewnie będzie lepiej, jeśli tam przenocujemy. Patrząc na to ile jest tam osób, będzie się sporo działo i uspokoi się wszystko bardzo późno… Czy zamierza pan powiedzieć o sytuacji innym członkom Zakonu? - Ostatnie pytanie zapytał bardzo cicho.
- Tak. Zamierzasz sam to zrobić?
- Najprawdopodobniej poinformuję wszystkich jutro. Stopniowo. Po powrocie poinformuję pana ile powiedziałem i komu.
- Doskonale, Harry. - Zaaprobował dyrektor. Nie będzie to ani łatwe ani przyjemne… Szczególnie dla Severusa. Gryfon zaczął się zastanawiać jak to wszystko rozegrać.
=Pójdziesz, ze mną, prawda?= Spytał nagle.
+Nie mam wyjścia, Potter.+ Rozbrzmiała burkliwa odpowiedź w jego głowie.
=Wiem, że nie masz najmniejszej ochoty tam iść… Doskonale sobie zdaję z tego sprawę. Będzie jutro masa zamieszania.=
+ Z rudzielcami zawsze jest zamieszanie.+
=Ale jutro będzie większe niż zwykle…=
+A co? Planujesz wparować od razu do kuchni krzycząc 'Ja i Nietoperz jesteśmy parą!'?+.
=Niezła myśl!=
+Ani mi się waż!+ Wrzask Snape'a w głowie od razu poprawił mu humor.
= Najpierw wyjaśnię Ginny, że jestem gejem. Nie musi znać szczegółów. Potem powiem o więzi Ronowi i Hermionie, a pod wieczór może reszcie… Odpowiada taki plan?= Skonsultował się cichcem.
+Mało mnie to obchodzi, Potter. Wszyscy ci ludzie nienawidzą mnie i mi nie ufają. Jak dla mnie może być jednak opcja z wleceniem do kuchni. Apokalipsa w ich wydaniu będzie i tak taka sama.+.
=Severusie?=.
+Mam złe przeczucia, ale jednak spytam… O co ZNOWU chodzi?+
=A pójdziesz bez czarnej szaty? Możesz iść nawet w krótkim rękawku!=
+Pogięło cię do reszty, Potter!+
=Oj, ale wyobraź sobie ich miny! To by było genialne! Chyba wszyscy by padli na zawał!=
Harry wyczuł, że Snape zaczął rozważać taką opcję. Uśmiechnął się zadowolony. Ten argument, z tego, co zauważył, jest dla mężczyzny wyjątkowo kuszący. Ostatnio zadziałał, miał nadzieję, że poskutkuje ponownie. Na ich milczenie nikt nie zwrócił uwagi. Czytali gazetę, rozmawiali… a Syriusz, który normalnie stale go zagadywał, siedział zamyślony. Latanie sześć razy dziennie po schodach na posiłki dało efekty i Łapa chodził już tylko o jednej kuli.
*.*.*
Gdy się obudził rankiem trzydziestego pierwszego lipca, był sam. Harry jak zwykle wyszedł o czwartej pobiegać i wykonać masę innych ćwiczeń. Wstał i poszedł do łazienki. Odkręcił wodę pod prysznicem. Czekając aż poleci ciepła zaczął się golić i umył zęby. Otworzył szafkę i dostrzegł skrytą w kącie zakurzoną fiolkę. Spojrzał na nią w zamyśleniu. Chwycił ją i zaczął obracać w palcach. Z zamyślenia wyrwała go para, która skraplała się na lustrze. Spod prysznica leciał już wrzątek. Ustawił odpowiednią temperaturę. Sięgnął po szklankę i nalał do niej nieco szamponu, po czym dodał do niego kilka kropel zapomnianego przez niego eliksiru. Wszedł pod prysznic, zostawiając mieszankę obok. Cały się umył. W końcu przykręcił wodę, by leciała cienkim strumieniem i sięgnął po szklankę. Przez chwilę jeszcze wpatrywał się w półprzeźroczystą niebieską ciecz. „Co ty głupcze wyprawiasz…?" Zapytał sam siebie, nabierając nieco na palce i wcierając w mokre włosy. Nie wiedzieć, czemu czuł się jak idiota myjąc dokładnie tym eliksirem włosy.
Odkręcił znowu mocniej wodę i spłukał pianę. Wyszedł spod prysznica i dokładnie cały się wytarł. Poszedł do pokoju i założył czarne bokserki, skarpetki i spodnie. Wziął ręcznik i zaczął wycierać włosy. Potem je rozczesał, a z racji tego, że wciąż nie były suche, znów sięgnął po ręcznik. Powtarzał to kilka razy. Na zmianę rozczesywał i suszył je ręcznikiem zły, że jeszcze całkowicie nie wyschły. W końcu wściekły rzucił ręcznik w kąt. Rozczesał po raz setny czarne pasma i chwycił za różdżkę. Ciepły strumień powietrza szybko dał upragniony efekt. Zły od samego rana wszedł do łazienki i stanął przed lustrem. Eliksir naprawił i odżywił, zniszczone oparami włosy. Teraz były minimalnie grubsze, bardziej sypkie i błyszczące. Po prostu mocniejsze. Już nie wyglądały na przetłuszczone. Chwili oglądał efekty, po czym walnął się dłonią w czoło. „Zachowuje się niczym jakaś głupia nastolatka przed randką czy tylko mi się tak zdaje? I o zgrozo! Strojąca się dla Pottera!" Pomyślał załamany. „Chwila!" Oprzytomniał. „Mi wcale nie zależy na aprobacie bachora! Planuje wyzbyć się części populacji Gryfonów, w dużej mierze Weasley'ów, poprzez sprowokowaną śmierć naturalną w postaci zawału! Tak! Dokładnie tak! Wszystko ze mną w porządku!" Zaczął się pocieszać. Usatysfakcjonowany takim wytłumaczeniem wyszedł z łazienki i otworzył szafę. Miał do wyboru… Czarną koszulkę lub bezrękawnik….Czarny. Lub koszulę. Czarną. Może też założyć czarny bezrękawnik, a na niego rozpiętą, czarną, koszulę…
Przez ułamek sekundy pojawił mu się przed oczami strój, jaki miał Harry pierwszy raz po kupieniu nowych ciuchów. Zerknął na komodę. Jeśli będzie miał podwinięte rękawy koszuli tak jak chłopak, to brak Mrocznego Znaku raczej zaostrzy reakcje rudzielców, prawda? Spojrzał znowu na nieco… ciemną zawartość szafy i znowu spojrzał na komodę. W końcu chodzi mu tylko o jak najwięcej zawałów! Podszedł do komody i otworzył najniższą szufladę. Miał tam kilka rzeczy, które nosił sam już nie pamięta od kiedy, lub kupił diabli wiedzą po co lub dlaczego. Nie sądził, że kiedyś do niej sięgnie… Wyciągnął z niej białą koszulę. Założył ją. Włożył w spodnie, po czym nieco wyciągnął by się ułożyła w odpowiednio 'luzacki' sposób. Podwinął rękawy i podciągnął nad łokcie. Wziął czarną skórzaną torbę na ramię, którą zwykle brał, gdy szedł zbierać składniki. Z zewnątrz wyglądała normalnie, jednak przednia kieszeń miała przegródki na fiolki. Do drugiej zwykle wkładał ścięte rośliny lub inne zebrane składniki. Nie miał w zwyczaju wychodzenia nigdzie bez odpowiedniego zabezpieczenia w mikstury. Teraz również nie zamierzał zmieniać tego zwyczaju. Po chwili zastanowienia, zabrał spory zapas Eliksiru uspakajającego, Eliksir Słodkiego Snu, Przeciwkrwotoczny, Pieprzowy, Veritaserum i Przeciwbólowy. Spakował jeszcze jeden zestaw ubrań. Założył buty i przerzucając torbę przez ramię, wyszedł z komnat na śniadanie.
*.*.*
Po biegu wokół zamku wykonał serię ćwiczeń i na koniec znów wrócił do biegu. Przebiegał obok szklarni, gdy zobaczył jak nauczycielka zielarstwa wychodzi z jednej z nich i zamyka drzwi na klucz.
- Pani Profesor! - Zawołał i podbiegł do kobiety.
- Harry! Zaskoczyłeś mnie! - Odpowiedziała śmiejąc się.
- Dzień dobry Pani profesor. Mam do Pani jedno pytanie…
- Słucham. Z chęcią udzielę ci odpowiedzi, jeśli będę umiała.
- Czy mógłbym pani w czymś pomóc przy roślinach? Chciałbym sobie powtórzyć cześć materiału, nabrać wprawy, nauczyć się czegoś nowego… Chciałbym nie mieć problemu z lecznictwem, pomogłoby mi to w eliksirach no i chciałbym poradzić sobie z OWTM'ami z zielarstwa lepiej niż z sumami… Więc, czy byłaby możliwość…? - Zapytał robiąc błagającą minę.
-O ch bardzo chętnie przyjmę twoją pomoc! Na pewno ci się przyda, tak jak mówisz! - Szczebiotała uradowana kobieta. Poklepała go po ramieniu i zadowolona zaczęła iść z nim w kierunku zamku.
- A jaką ocenę dostałeś z sumów? Wiesz, chciałabym wiedzieć o ile chciałbyś się poprawić. - Dopytywała.
-P? - Odparł niepewnie.
- Och, tyle chcesz dostać z OWTM'ów?
- Nie… Tyle dostałem z Sumów… - odparł nieco zawstydzony.
- To wspaniały wynik! Ale oczywiście i tak serdecznie zapraszam do szklarni. Po śniadaniu ci odpowiada?
- Oczywiście! Tak będzie najlepiej! Co prawda możliwe, że będę musiał wrócić do zamku… Nie wiem jak zareaguje więź na tak długą rozłąkę… Rozumie Pani… Zaklęcie się jeszcze nie ustabilizowało. Jednak musimy próbować coraz dłuższych przerw… Mi to nic nie robi, jednak Severus karany jest olbrzymim bólem… - zaczął się plątać. Kobieta spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Wszystko się ułoży. Sądzę, że właściwie Sevciu nie mógł trafić lepiej. Nawet, jeśli większość osób nie będzie potrafiła tego zaakceptować lub zrozumieć. Jesteś silnym chłopcem. Nie ugniesz się łatwo i widać, ze już się o niego troszczysz. Na dodatek masz jeszcze charyzmę. A twoja sława dodatkowo może ci pomóc. Jeden zdecydowany sprzeciw, jedno twoje słowo i zostawią go w spokoju. No i jeszcze Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać… Dobrze, że ma partnera, który może stawić mu czoło. Minerwa złości się, bo uważa to za nieprzyzwoite. Związek nauczyciela z uczniem. I to z inicjatywy ucznia! Ha! Ha! W końcu to nasza kotka przełknie! - Pocieszyła go śmiejąc się myśląc o McGonagall. Harry również się uśmiechnął. Pomogła mu.
- Dziękuję Pani profesor. Za to, że Pani we mnie wierzy i nie potępia. Bardzo dziękuję… - powiedział cicho z uśmiechem, szczerze wdzięczny. Kobieta potargała go tylko po włosach i poszła w swoją stronę.
*.*.*
Harry wszedł z torbą na ramieniu do Wielkiej Sali, w doskonałym humorze. Snape spojrzał na niego i zmarszczył brwi zdziwiony. Nie spodziewał się zobaczyć Gryfona w ciemnozielonej koszulce. Może on również planował pomóc Weasley'om zejść na zawał? Gdy chłopak go dostrzegł, zaczął szczerzyć się jak głupi. Mistrz Eliksirów udał, że tego nie zauważył oraz nie poczuł na sobie oceniającego wzroku chłopaka, i dalej czytał gazetę. Ciepło, które rozeszło się po jego ciele zrzucił na działanie pitej przez niego kawy. Harry stanął za nim. Oplótł go ramieniem na wysokości barków i założył za ucho kosmyki opadające mu na twarz.
- Świetnie wyglądasz… Miałem rację. Zejdą wszyscy na zawał… - powiedział mu chłopak do ucha i pocałował w szyję. Snape ostatkiem sił powstrzymał się od zareagowania. Chłopak w tym czasie przesunął dłońmi po okrytej koszulą piersi. Odpiął dwa pierwsze guziki, które profesor machinalnie zapiął podczas ubierania. Przesunął opuszkami palców po odsłoniętej skórze zostawiając gorący ślad na skórze. – Idealnie… - szepnął i wplótł palce wolnej ręki w jego włosy i zaczął je przeczesywać wciąż go nie puszczając.
- Potter… nazwałeś Mroczny Znak magiczną pijawką. Pozbyłem się jej dzięki tobie. Jak mam się teraz pozbyć innej magicznej pijawki, czyli twojej osoby? - Syknął przez zaciśnięte zęby wciąż wpatrując się w gazetę.
- Wiesz… Coś za coś. Sądzę, że ta obecna pijawka jest mniej szkodliwa i uciążliwa…
- No nie jestem taki pewny… - mruknął bardziej do siebie.
- Cóż… Wątpię by Mroczny Znak dawał ci… przyjemność. - Ostatnie słowo wyszeptał do ucha i polizał skórę tuż za nim. Gdzieś za plecami wyczuł drżenie. Zerknął w tamtą stronę. McGonagall uparcie patrzyła w swój talerz zaciskając rękę na widelcu aż zbielały jej knykcie. Drżenie, które wyczuł pochodziło z aury kobiety, która pulsowała intensywną, niemal krwistą, czerwienią. Harry jeszcze tylko cmoknął towarzysza nieco poniżej ucha, gdzie niegdyś zrobił malinkę i usiadł na swoim miejscu. Odstawił torbę na ziemię i nalał sobie herbaty.
- Panie dyrektorze, kiedy mamy świstoklik?
- Zaraz po śniadaniu.
- Oj, to chyba lepiej bym nie jadł za dużo! Skoro tak szybko trafię w ręce Pani Weasley- zażartował Harry jednak sięgnął po tosty i dżem. Na myśl o ty, co go czeka czuł lekkie zdenerwowanie. Spojrzał na Snape'a. Siedział z pozoru swobodnie i czytał gazetę popijając raz po raz kawę. Jednak talerz mężczyzny był pusty i czysty. Spojrzał na jego aurę. Zmieszana była z tylu kolorów, że ciężko było mu określić jej znaczenie. Tym bardziej, że widział tylko niewiele kolorów i nie był zbyt pewny ich znaczenia. Jednak stwierdził, że i profesor jest nieco niespokojny. Rozejrzał się po stole. Dostrzegł lekką sałatkę z kurczakiem. Sięgnął po nią i nałożył sporo na talerz mężczyzny.
- Co ty, znowu wymyślasz Potter! - Krzyknął, zaskoczony.
- Nie możesz funkcjonować tylko na kawie do obiadu. Nie obchodzi mnie, jeśli powiesz, że jesteś głodny. Potem nie będziemy wiedzieli, czy ból żołądka spowodowany jest przez więź czy uszkodzeniem przez kawę. - Powiedział stanowczo.
- Nie będziesz mi matkował Potter!
- Weasley'owie i inne osoby, które tam będą, gdy dowiedzą się o magicznej więzi między nami będą chcieli coś o niej wiedzieć.
- No i? Co to ma do rzeczy? - Zapytał, wściekle mrużąc oczy. Próbując zabić jedzącego chłopaka spojrzeniem.
- Jak nie zjesz to może mi się wymsknąć parę nieprawdziwych faktów na temat wymagań więzi lub jej skutków… Albo to, że nie jesz mogę potraktować na równi z omijaniem posiłku. - Odparł spokojnie.
- Od kiedy, Harry, zrobiłeś się taki ślizgoński…? - Spytał zaskoczony Syriusz. Chłopak patrzył jak Snape z wściekłością wbija widelec w sałatę.
- Zawsze byłem. Tylko teraz zwróciłeś na to uwagę, bo szukasz różnic w moim zachowaniu, które mogłyby wynikać z więzi. Nie trafiłem do Slytherinu tylko, dlatego że nie chciałem.
- Co takiego? - Zapytali równocześnie Łapa i Opiekunka Gryffindoru.
- Severusie, spokojnie. Ten kurczak już nie żyje. Sałata także nie ucieknie ci z talerza. – Powiedział i dopiero wtedy odpowiedział na pytanie.- Tiara chciała mnie przydzielić do Slytherinu. Jednak z racji tego, że powtarzałem ciągle 'tylko nie Slytherin', poddała się i trafiłem do Gryffindoru.
- Ale cała twoja rodzina była od zawsze Gryfonami! - Krzyknął zaskoczony, Black.
- A twoja w Ślizgonami. I co z tego? Właściwie tiara chciała zrobić mnie ślizgonem, bo według niej pasowałem do każdego domu. Stwierdziła, że Slytherin pomaga osiągnąć wielkość i próbowała mnie przekonać bym zmienił zdanie. - Na to oświadczenie żadne z nich już się nie odezwało.
- Potter, jako Krukon. Phi! To byłaby chyba nawet większa kpina niż Potter, jako Ślizgon! - Zakpił Snape po przełknięciu z trudem wielkiej porcji sałatki.
- Naprawdę? Nawet widząc wczoraj, na własne oczy, moje wyniki sumów? - Zapytał z triumfalnym uśmiechem. Mężczyzna burknął coś pod nosem i dalej męczył sałatkę.
- Możemy już iść? - Spytał Dumbledore'a jakieś piętnaście minut później.
- Prawie. - Powiedział Harry. Nalał do swojej filiżanki herbaty i zamienił z pustą Severusa. Ten przeniósł pełen nienawiści wzrok z ostatnich listków sałaty i kawałka pomidora, na chłopaka. – Cukru? - Spytał widząc miażdżące spojrzenie ciemnych oczu. Nie otrzymał odpowiedzi. Snape szybko zjadł resztę tego, co miał na talerzu, wypił duszkiem herbatę i wstał od stołu.
- Oczywiście, że możemy już iść, Albusie. - Warknął i poszedł w stronę Sali Wejściowej.
-Jeszcze nigdy Severus nie zjadł tak grzecznie zdrowego śniadania! - Odparł zadowolony dyrektor głosem przepełnionym czymś na kształt mieszanki dumy i zadowolenia. „Niemal niczym ojciec lub dziadek" Zachichotał w myślach Harry i pośpieszył do wyjścia.
