Rozdział 10
Świstoklik przeniósł ich prosto na Grimmauld Place. Dumbledore został w zamku. Miejsce było tak samo obskurne jak przedtem. Powybijanych szyb nikt nie wymienił, a odór stojących przy ścianach śmieci był potwornie intensywny przez panujący upał. Ruszyli między domy z numerami jedenaście i trzynaście. Z czarnych drzwi odeszła już prawie cała farba odsłaniając zniszczone drewno. Snape stuknął różdżką w drzwi. Rozległ się dźwięk przeskakującego zamka i zsuwanych łańcuchów.
- Poczekaj. - Zatrzymał mężczyznę nim ten otworzył drzwi. Oparł dłoń na jego piersi, wspiął się na palce i czule pocałował w usta.
- Potter, to nie czas ani miejsce na wygłupy.
- Wiem. Jednak musiałem to zrobić, bo nie wiem jak będzie wyglądała sytuacja, gdy przekroczymy te drzwi. Możliwe, że będą chcieli nas nieco od siebie odseparować. Niewiele to da, poza tym, że zje to trochę naszego czasu… Nie wiem, co mogą wymyślić. Zbyt wiele możliwości. - Odparł przeczesując czarne długie pasma. Westchnął, odwrócił się do drzwi i je otworzył. Weszli do przedpokoju i bardzo ostrożnie zamknęli drzwi. Cicho skierowali się do kuchni.
- HARRY! - Usłyszał wrzask Hermiony, gdy tylko wszedł do pomieszczenia. Zamknął oczy, które nagle go zapiekły. W tej chwili dziewczyna rzuciła mu się na szyję. Schował twarz w burzy brązowych włosów, chroniąc równocześnie oczy. Do kuchni wszedł Snape i momentalnie zrobiło się cicho. Zachichotał w myślach. Pierwsza ocknęła się Hermiona.
- Dzień dobry, Profesorze… Harry, co się stało z twoimi okularami? - Spytała, gdy spojrzała na niego raz jeszcze.
- Nie potrzebowałem ich. Chociaż teraz zaczynam wątpić…
+Co z tobą?+ Spytał profesor siadając przy stole. Maska na jego twarzy nie miała żadnej skazy.
=Aury. Pierwszy raz jestem w pomieszczeniu gdzie jest tylu ludzi. Zabolało.= Odpowiedział. Snape niemal niedostrzegalnie skinął głową. Gryfon powoli przestawał mrużyć oczy i przyzwyczajać się do migającej tęczy.
- Harry, kochaneczku! Zjesz coś? Mizerny jak zawsze! – Podbiegła do niego Pani Weasley i uściskała.
-Jesteśmy po śniadaniu. Domyślam się, że spodziewaliście się nas nieco później…
- Oj, daj spokój! Siadaj! Zaraz dam ci coś do jedzenia!
- Właściwie to… Ginny? Moglibyśmy porozmawiać? Oczywiście, jeśli skończyłaś jeść. - Zapytał zdenerwowany. Dziewczyna zarumieniła się, skinęła głową i wstała.
- Potter. - Zatrzymał go w miejscu głos profesora. Zabrał z jego wyciągniętej dłoni fiolkę. +Uspakajający+ Usłyszał jeszcze w myślach odpowiedź na niezbadane pytanie. Skinął głową i wyszedł z Weasley'ówną.
*.*.*
Weszli za pierwsze napotkane na piętrze drzwi. Sypialnia. Spojrzał na Ginny. Była czerwona niczym piwonia. Westchnął. Tego mu brakowało, by dziewczyna myślała diabli wiedzą co. Pomieszczenie, do którego ją zaciągnął było nieco sugestywne. Chociaż obawiał się, że schowek na miotły budziłby w niej takie same skojarzenia.
- Usiądź proszę. - Powiedział. Usiadła. Zdenerwowany podrapał się w tył głowy. - Proszę, nie mów nic dopóki nie skończę. I… chyba lepiej wypij łyka tego… - dodał i wyciągnął przed siebie fiolkę.
- Harry, o co chodzi? - Spytała patrząc niepewnie na eliksir.
- Chcę ci powiedzieć coś bardzo… osobistego. I obawiam się nieco twojej reakcji…
- Nie masz się, czego bać. - Przerwała mu pewnie. - Widzę, że jesteś bardzo zdenerwowany, więc to pewnie coś ważnego. Po prostu powiedz.
- Jestem gejem. - Powiedział bardzo szybko od razu, gdy Ginny skończyła mówić.
- S-słucham?
- Jestem gejem. Odkryłem to w te wakacje… - powiedział wolniej wpatrując się w podłogę.
- Poznałeś kogoś?
- Nie do końca. Ale zobaczyłem pewną znajomą mi osobę umierającą i…. Zachowasz to na razie dla siebie? - Zapytał, a dziewczyna przytaknęła. - Zobaczyłem tę osobę umierającą… To było jak uciekłem od Dursley'ów do Hogwartu, bo nie panowałem nad magią, która zaczęła we mnie dojrzewać… no i jak zobaczyłem go w takim stanie… Nic fizycznie mu nie było, ale powoli umierał. Wpadłem w szał. Wysadzając połowę okien w Skrzydle Szpitalnym, kazałem Dumbledore'owi powiedzieć jak mu pomóc… On podał mi nazwę zaklęcia. Zaklęcia do nawiązania magicznej więzi. I… Ja nie zawahałem się ani na moment i nadal tego nie żałuję. Zawiązałem z nim magiczną więź. Dumbledore podał tylko jej nazwę… To było jakby on powiedział tylko 'zaklęcie tarczy', a ja odpowiedziałbym mu „Protego". Zrobiłem to sam… instynktownie… intuicyjnie. Nie zrobiłbym tego dla każdego… I on teraz żyje. I chcę się nim zaopiekować, bronić go. Dodatkowo ta więź pomogła mi zapanować nad wybuchami magii… - plątał się mówiąc. W końcu spojrzał w górę. Ginny siedziała na łóżku, uśmiechała się delikatnie, a z jej oczu płynęły łzy. – Ginny, ja… jesteś dla mnie jak siostra… Kocham cię. Ale jak siostrę. Jesteście dla mnie rodziną, której nigdy nie miałem. Wiem, że mogę ci ufać. Jesteś moją rodziną. Młodszą szaloną siostrzyczką… Przepraszam, nie chciałem cię zranić.- Powiedział klękając naprzeciwko niej.
- Ja… ja… dziękuję, że mówisz mi to, jako pierwszej…
- No… Przed tobą dowiedzieli się ci nauczyciele, którzy zostali w Hogwarcie… I Syriusz, który również był w zamku. Musieli wiedzieć.
- Powiedz mi… Znam go?
- Tak…
- Kto to?
- Eee… Do tego lepiej łyknij eliksir… - zaproponował, a dziewczyna zmarszczyła brwi w zamyśleniu. Jednak wypiła łyk z flakonika.
- Więc? - Ponagliła go.
- Ale… Postarasz się nie być uprzedzona, myśleć stereotypami i tak jak zwykle o nim no i… postarasz się zachować spokój?
- Zaczynam się bać… To chyba nie jest Voldemort?
- Nie! Coś ty! To…
- To…?
- Snape.
- Snape?
- Proszę, bądź spokojna!
- Harry, ja jestem spokojna, to ty jesteś kłębkiem nerwów…
- Tak, Severus Snape, Mistrz Eliksirów.
- Ale jaja… - sapnęła tylko.
- Haha… to fakt. A pomyśl, jakie jaja będą, gdy będę przekazywał tę informację Ronowi! O reakcję Hermiony się nie martwię. Jednak będziemy musieli powiedzieć osobom, które mają z nami najbliższy kontakt, czyli… raczej wszystkimi na dole. Twoja mama zareaguje raczej podobnie do Rona… No i kilka innych osób z Zakonu…
- Kiedy zamierzasz im powiedzieć?
- Nie wiem. Dzisiaj. Najpierw Ronowi i Hermionie, potem jakoś reszcie.
- To będzie Armagedon… Nietoperz ma więcej eliksiru? - Szepnęła, wciąż lekko zaszokowana.
- Nie wiem. Pewnie ma… Może lepiej zejdziemy już zanim Ronaldowi przyjdą do głowy jakieś dziwne pomysły? - Zaproponował. Ginny przytaknęła i wstała powoli z łóżka.
- Ginny… Dziękuję. - Szepnął jeszcze tylko tuż przed drzwiami
*.*.*
- No nareszcie brachu! - Wrzasnął Ron plując dookoła jajecznicą. - Opowiadaj! Co u ciebie?! Nic nie pisałeś.
- Mówisz tak jakbyś zasypywał mnie tonami listów, a ja nie odpisywałem! - Odparł siadając w bezpiecznej odległości. Ginny obeszła stół. Mijając Snape'a położyła mu rękę na ramieniu i lekko ścisnęła. Severus zmarszczył zaskoczony brwi i spojrzał na nią, a ta się tylko uśmiechnęła. Nikt inny nie zauważył tego.
- Nie mogliśmy pisać! Od samego początku tu byliśmy. Zapędzili nas do zdejmowania głów skrzatów. Wrzucaliśmy je do jednego z pomieszczeń w piwnicy. Ohyda, wierz mi..
- Ronaldzie Weasley! Przestań gadać i daj mówić Harry'emu! Więc Harry? Co robiłeś? I jak wyniki sumów? - Przerwała rudzielcowi Hermiona.
- Wiecie, jacy są mugole, z którymi mieszkałem. Nienawidzą magii i moich rodziców. We mnie zaczęła dojrzewać moc, wiec, gdy prawie wysadziłem dom w powietrze przy tekstach wykrzykiwanych przez ciotkę tradycyjnie od siedemnastu lat, spakowałem się, jestem gejem i uciekłem do Hogwartu. - Powiedział szybko, streszczając całą historię. Ginny zahamowała wybuch śmiechu, a Snape przypatrywał mu się badawczo, uśmiechając ironicznie.
- Zaraz… - mruknęła Hermiona. - Jak to mieszkałeś? Czemu w czasie przeszłym? To wciąż twoja rodzina i opiekunowie! Uciekłeś od nich do Hogwartu? Harry! To było bardzo lekkomyślne z twojej strony!
- Mówię w czasie przeszłym, bo już z nimi więcej nie będę mieszkać. I może mój manewr był ryzykowny, ale nie miałem wyjścia. Prawie wysadziłem dom w powietrze, a ciotka mnie wtedy jeszcze nie rozzłościła. Mogłem ich zabić. Nie wiedziałem, co się dzieje. Minuta dłużej w tamtym domu i mogło się to źle skończyć. Mogłem jeszcze wyprowadzić się rankiem, a chyba lepiej uciekać pod osłoną nocy, prawda?
- I tak było to bardzo lekkomyślne.
- Użyłem wszystkich środków, jakich mogłem by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Nic więcej nie mogłem zrobić i nie mogłem czekać. Zresztą to było prawie tydzień temu. - Uciął temat.
- A jak wyniki sumów? Wiesz już, co chcesz kontynuować?
- Transmutację, zaklęcia, eliksiry, zielarstwo, OPCM, ONMS, lecznictwo. Zostałem prefektem. Kapitanem drużyny nie chciałem być.
- Oh, Harry! To bardzo dużo przedmiotów! Zamierzasz z nich wszystkich zdawać egzaminy?
- Wiem, jednak nie zamierzam zrezygnować. Już napisałem wszystkie eseje. Nim przyszły wyniki miałem nawet zaczęte z historii magii i wróżbiarstwa. Pisałem, by zająć się czymś związanym z magią…
- Zaraz… to znaczy, że ty… to niemożliwe, prawda? To by znaczyło, że zdobyłeś W z eliksirów… - zaczął jąkać się Ron.
- No… dostałem W. Zawaliłem tylko historię i wróżbiarstwo. - Gdy to powiedział Ronowi nieco zrzedła mina.
- A, co dostałeś z reszty przedmiotów?
- Z z astronomii. Z opieki, zielarstwa i transmutacji dostałem P. Z zaklęć i eliksirów W, a W+ z obrony.
- Łał, to świetne wyniki Harry! Jednak OWTM'y są o wiele trudniejsze. To, że nie uczyłeś się zbytnio przez cały rok, a rzuciłeś się do nauki tuż przed egzaminami… Taka strategia nie zadziała przy OWTM'ach.
- Hermi! Musimy rozmawiać o egzaminach w czasie wakacji? - Wyjęczał, Ron.
- Buhahahahaha! - Wybuchnęła śmiechem Ginny trzymając się za brzuch i wycierając łzy rozbawienia.
- A ciebie, co tak śmieszy? - Warknął rudzielec urażony.
- Chłopcy! Co jej zrobiliście? - Krzyknęła Pani Weasley do bliźniaków.
- My?..
- …Nic! - Krzyknęli urażeni, co wzmogło rozbawienie ich siostry. Kącik ust Snape'a niebezpiecznie drgał, a Harry siedział szczerząc się jak głupi.
- Hahaha! Hermiona… Hahaha.. Umiesz… hihihihi… powtórzyć? To. Co. Powiedział. Harry? Hahaha. Ale chodzi mi o to, hahaha, co… powiedział! Ha! Gdy zapytaliście go co robił? HAAAA hahahaha… - wydusiła z siebie dziewczyna, wciąż trzęsąc się ze śmiechu.
- Em… Wiecie, jacy są mugole, u których mieszkam. Nienawidzą magii… Hm… We mnie zaczęła dojrzewać moc, więc gdy prawie wysadziłem dom w powietrze… przy tekstach wykrzykiwanych przez ciotkę tradycyjnie od siedemnastu lat... Spakowałem się, jestem gejem i uciek… - przerwała nagle Hermiona. - Jesteś gejem!? - Krzyknęła zaskoczona, a Ginny zleciała z krzesła wyjąc ze śmiechu.
- Tak. - Po jego odpowiedzi w kuchni zapadła cisza, pomijając wycie dziewczyny turlającej się po podłodze. Wszyscy wpatrywali się w niego zaskoczeni.
- Em… Harry… bo widzisz… - zaczął Ron cały czerwony na twarzy.
- Nie, nie interesujesz mnie. Jesteś moim przyjacielem, NIC więcej. - Zapewnił, a chłopak odetchnął z ulgą.
- To świetnie się składa!... - Zaczął Fred.
-… Mamy w swoich gadżetach ciekawy wynalazek…
-… Który mógłbyś przetestować w łóżku…
-… Na swoim kochanku. - Mówili bliźniacy na zmianę. Kątem oka Potter dostrzegł, że Snape zbladł.
- Zresztą stworzyliśmy katalog i rozpoczynamy profesjonalną sprzedaż wysyłkową!
- Pokażemy ci! I zapoznamy cię z gadżetami, które odkryliśmy przypadkiem…
-… Ale nie dopuściliśmy jeszcze do sprzedaży. Mógłbyś przeprowadzić trochę testów w szkole!
- Jasne! Z wielką chęcią! Co odkryliście przypadkiem?
- No cóż… Na przykład taką maść.
- A, co ona robi?
- Ach możesz to wypróbować na swoim kochanku! - Zawołał uradowany George.
- Odrobina w czułym miejscu i twardnieje na długo!
- Na jak długo?
- Dziesięć, Chyba. - Mruknął Fred,
- Dziesięć, czego? Minut?
- Dojść…
- Ani mi się ważcie zabierać to do szkoły! - Wrzasnął wkurzony Snape, zrywając się z miejsca. Ginny znów zgięła się w pół ze śmiechu.
- Dość tego! - Krzyknęła Pani Weasley - Wynocha z kuchni! Goście przyjdą w porze obiadu. Do tej pory jazda z kuchni! – Zaczęła ich wyganiać. Harry wziął torbę z rzeczami i udał się za resztą.
- Zaraz przyjdę. - rzuciło przyjaciół, gdy byli na piętrze i udał się za odchodzącym Mistrzem Eliksirów. Zapadła cisza. W końcu doszli do końca korytarza. Severus wszedł do pokoju po lewej. Chłopak szybko wskoczył za nim.
- Czego chcesz? - Burknął Ślizgon.
- Wiedzieć, gdzie będę spał. To chyba oczywiste.
- Zamierzasz spać tutaj ze mną?!
- Oczywiście. Noce są tylko i wyłącznie dla nas. To jest czas, który uważam za oczywisty, że jesteśmy razem.
- Nie ma mowy! Będziemy na TYM SAMYM piętrze! To wystarczy! Daj mi, chociaż jedną spokojną noc!
- Nie jestem pewny czy to dob…
- To jest WYŚMIENITY pomysł, a teraz się wynoś!
- Masz jeszcze jedną buteleczkę eliksiru uspakajającego? Ginny przyjęła tą wiadomość bez problemu. I wie, że jestem z tobą. Jednak Ron będzie potrzebował raczej całej dawki. – Poprosił. Snape dał mu kolejną buteleczkę i wypchnął za drzwi.
*.*.*
Wszedł do salonu. Czekali już na niego przyjaciele, bliźniacy i Ginny.
- Właściwie jest coś, o czym muszę wam powiedzieć. - Powiedział, po przekroczeniu progu.
- Eee… Jeszcze coś? Brachu, nie za dużo rewelacji jak na jeden tydzień z życia? - Zapytał Ron próbując żartować.
- Ron… To dla mnie bardzo ważne. I wpływa na całe moje życie. Dlatego chciałem was o tym poinformować… Na razie, z tu obecnych wie tylko Ginny. Lepiej usiądźcie. - Powiedział. Wymienili między sobą zdziwione spojrzenia, ale spełnili jego prośbę. Gdy tylko otworzył usta by coś powiedzieć, rozległo się pukanie do drzwi i do pomieszczenia wszedł Lupin.
- Remus! - Krzyknął zaskoczony Harry i rzucił mu się na szyję.
- Harry! Dobrze cię widzieć! Co tu tak cicho?- Spytał uściskawszy chłopaka.
- Ja… Rozmawiałeś z Syriuszem?
- Nie. Napisał mi tylko, że będziesz miał mi coś ważnego do powiedzenia…
- No to świetnie się składa. Może usiądziesz? Właśnie chciałem o tym powiedzieć… - powiedział. Wilkołak przyjrzał mu się badawczo. Skinął głową i usiadł na kanapie między Ronem, a Hermioną.
- Lepiej to wypij. - Podał przyjacielowi pełną fiolkę. Chłopak był tak zdziwiony, że nie protestował.- Mam jeszcze połowę dawki. Ktoś chętny? - Gdy reszta zaprzeczyła ruchem głowy zaczął mówić.
- Jak już mówiłem, moja magia zaczęła dojrzewać, stałem się zagrożeniem dla wujostwa, wiec uciekłem do Hogwartu po pomoc i jestem gejem. To są w skrócie informacje, które zdążyłem przekazać, Remusie… - spojrzał na niego, a ten przytaknął mu i przypatrywał się w zamyśleniu. - To jest jednak początek informacji. Przyleciałem do zamku i wparowałem do Skrzydła Szpitalnego. Tam… Umierała jedna osoba. Nie od ran. Tylko po prostu uciekało z niej życie, no i ja… Wysadziłem połowę okien w skrzydle i zażądałem od dyrektora odpowiedzi jak mu pomóc…
- Zażądałeś? - Krzyknęła zdziwiona Hermiona.
- Tak. Wysadziłem połowę okien, a i tak to nie była jeszcze utrata panowania z mojej strony. W każdym razie wpadłem w furię. Dumbledore podał nazwę zaklęcia, a ja je po prostu rzuciłem. Instynktownie. Dyrektor nie powiedział mi jak go użyć. Po prostu to zrobiłem. I ten mężczyzna… Przeżył. Jednak chodzi o to, co to było za zaklęcie. Byłem świadomy tego, co robię. I żeby nie było niejasności - nie zrobiłbym tego dla każdego. Choć wiem, że zaraz możecie mi to zasugerować. Ja WIEM, jestem pewny, że to, że udało mi się rzucić to zaklęcie zależało od tego, na kogo je rzucam..
- Harry, jakie to było zaklęcie? - Zapytał Lupin.
- No… Elfickie. Zawiązuje ona więź między dwoma osobami. Jest ona taka jak między towarzyszami w wypadku magicznych stworzeń. A nawet potrafi być silniejsza i głębsza. To zależy ode mnie.
- Masz towarzysza? – Wyszeptał zaskoczony Lupin.
- Tak.
- Kim on jest?
- To Severus Snape. - Odpowiedział uśmiechając się delikatnie. W pomieszczeniu zapadła cisza.
- Zaraz… Towarzyszem, czyli kim właściwie… - zapytał Ron próbując przetrawić informacje.
- Partnerem.
- CO? Jesteście z tłustowłosym dupkiem parą?! - Wrzasnął rudzielec. Wazon w kącie pokoju został rozsadzony i rozsypał się w drobny mak. Hermiona pisnęła przerażona.
- Sorki. Severus potrzebuje mojej obecności, a on uspakaja mnie i moją magię. Jeśli nikt go nie wyzywa od dupków, nie atakuje, nie zagraża mu w żaden sposób, to nie mam już wybuchów magii, zmian nastrojów, nie chodzę wiecznie nabuzowany. Właściwie nigdy nie byłem tak, w jakiś sposób, spokojny. – Powiedział patrząc po twarzach zebranych. Remus wstał i podszedł do niego.
- Gratuluję. - Powiedział przytulając go do siebie. – Z tego, co mówisz wynika, że jesteście sobie z Severusem przeznaczeni. Inaczej nie doszłoby do połączenia. Jak silna jest więź?
- Raczej silna. Usunąłem Mroczny Znak.
- CO TAKIEGO?
- NIEMOŻLIWE! - Rozległy się krzyki pozostałych osób w pomieszczeniu. Wilkołak milczał.
- Remusie?
- Ach, tak. To znaczy, że więź jest wyjątkowo silna, chociaż może to zależeć od twojej mocy. Kto jest związującym, a kto związanym?
- Ja jestem związującym. Severus był wtedy nieprzytomny. Jest jeszcze coś.
- Co takiego?
- Widzę aury… - Szepnął wpatrując się w podłogę. Osoby, które poderwały się zaskoczone, opadły znowu na swoje miejsca.
- Hermiono, chciałem cię zapytać o kilka książek…
- Na jaki temat?
- Medycyny wschodu. Chińskich wierzeń w czakry, Chi, Ki, czy co to tam było. I o wykorzystywaniu ich w sztukach walki. Mogą być też te jakieś bajki, komiksy, czy inne takie…. Wiesz coś na ten temat?
- Wiem, o co ci chodzi… Poszukam. Napiszę zaraz do rodziców. - Powiedziała i wyszła szybko z pomieszczenia.
- No, nie było tak źle! - Poklepała go Ginny po ramieniu w pocieszającym geście.
- Naprawdę tak myślisz? - Spytał nieprzekonany i wskazał na jej najmłodszego brata. Ron prawie leżał na kanapie. Miał usta i oczy szeroko otwarte i wpatrywał się w jeden punkt. Wyglądał jakby mózg mu się przegrzał od nadmiaru informacji,
- Cóż…Mogło być gorzej, prawda? Ja lecę pomóc mamie! - Zawołała i tyle ją było widać.
- Wiesz stary, to wyjaśnia, czemu Snape tak zareagował na wzmiankę o żelu na erekcję. -Odezwał się George zadowolony.
- I to, że jesteś gejem sprawia, że nasz prezent urodzinowy…
-… Pasuje o wiele lepiej niż byśmy chcieli.
- Po prostu jesteśmy teraz pewni, że przyda ci się w praktyce!
- Idziemy znaleźć ten żel!
- Myśleliśmy, że nie będziesz nim zainteresowany, ale to zmienia postać rzeczy! - Odparli i poszli do siebie. Teraz Harry został praktycznie sam z Lupinem, bo Ron jeszcze nie kontaktował z rzeczywistością.
- Cóż… chyba wszyscy przyjęli to lepiej niż sądziłem…
- Nie sądzę. Oni po prostu nie rozumieją wagi tego zdarzenia. Jeszcze to do nich dotrze.
- A, co ty o tym sądzisz?
- Wybrałeś Severusa. Jesteście sobie przeznaczeni. To wielki dar i szczęście. Uważam ciebie za członka stada. Teraz Snape również do niego należy. Gdy go spotkam pogratuluję mu i poinformuje go o tym.
- Wiem, że denerwował się przyjściem tutaj… Jednak nie wiem, czemu jest taki rozdrażniony. Po wyjściu z kuchni poszedłem z nim do pokoju. Nawet na mnie nie spojrzał. Co noc śpię z nim w jednym łóżku, a dzisiaj wyrzucił mnie z pokoju i uparł się, że chce spać sam.
- Może tak być z kilku powodów. Może coś w środku niego chce byś spał z nim nie ze względu na to by on uniknął konsekwencji, a dlatego, że chcesz spać z nim. Możliwe, że czuje się odsunięty, bo w końcu teraz jesteś wśród przyjaciół i osób, które go nie znoszą równocześnie. Albo jest zły, że nie spytałeś czy możesz z nim spać, tylko uznałeś to za pewnik, naruszając jego prywatność.
- Ale nie nalegałem, gdy mnie wyrzucał…
- Może chciał byś nalegał…
- Uh… Zupełnie jak baba! Nie chce bazować na więzi i za każdym razem badać jego nastroje! - Wyjęczał, na co odpowiedział mu chichot Lupina.
- Co mam zrobić? Pójść do niego wieczorem i powiedzieć mu, że lubię z nim spać i czy pozwoli mi jednak położyć się obok? - Dopytywał.
- Eh… Nie wierzę, że takie rozmowy spadają na mnie!
- Ej! Chwila! Nie pytam cię o seks! Tylko o związki oraz o związki magiczne na zasadzie funkcjonowania więzi towarzyszy!
- Hahaha, każdy to musi sam odkryć, każdy związek działa inaczej.
- Oj, ale jakieś zasady są. Eh… wiesz, o co mi chodzi. Z reszta bardzo mi pomogłeś… Chciałbym iść do niego…
- To idź.
- Wyrzuci mnie…
- No proszę, od kiedy poddajesz się tak łatwo? Jak potrzebujesz go, jak chcesz go zobaczyć, to idź do niego! - Zaśmiał się Remus.
*.*.*
Stał na końcu korytarza przed drzwiami do sypialni Mistrza Eliksirów. Szedł pozytywnie nastawiony, lecz teraz znów ogarnęły go wątpliwości. Wziął głęboki oddech i zapukał. Drzwi otworzyły się, jednak nim zdążył coś powiedzieć zatrzasnęły się przed jego nosem.
- Profesorze… mogę wejść?
- Powinieneś się chyba domyślić skoro zatrzasnąłem ci drzwi przed nosem, Potter! Twój ptasi móżdżek powinien umieć przyswoić tak bezpośredni przekaz.
- Na dziesięć minut… - poprosił.
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo jak cię wpuszczę na dziesięć minut byś mi nie jęczał pod drzwiami, to się ciebie nie pozbędę!
- Wszyscy z młodszych Weasley'ów, Hermiona i Lupin są poinformowani o naszym związku. Ronowi przegrzał się mózg, Hermiona zaakceptowała, chociaż chyba nie do końca to do niej dotarło, a Lupin i bliźniacy bardzo się cieszą i wygląda na to, że doskonale wszystko zrozumieli. W szczególności Lupin. Gratuluje nam i uważa cię za członka stada. Chociaż pewnie cię jeszcze o tym poinformuje osobiście.
- Cudnie! Jeszcze mi tego brakowało by mieć na karku wilkołaka i parę upierdliwych kawalarzy!
- Remus będzie cię chronił nawet za cenę własnego życia… Tak jak ja. - Dodał po chwili. -A na Freda i Georga można naprawdę liczyć. Tym bardziej w sytuacjach, w których uciekają wszyscy inni.
- Ta… Zatłuką wroga atakiem śmiechu, gdy przemienią kogoś w kulę żółtych piórek… -usłyszał burknięcie, stłumione nieco przez drzwi. - Daj mi spokój, Potter. Daj mi nacieszyć się faktem, że tych drzwi nie możesz przekabacić na swoją stronę.
- Dobrze wiesz, że te drzwi nie są dla mnie przeszkodą… - szepnął do siebie. - Wiesz gdzie mnie znaleźć. Będę czekał na ciebie. - Dodał głośniej i odszedł.
*.*.*
W kuchni panował szum. Chociaż odrobinę mniejszy niż zwykle. Poza Lupinem przybyli jeszcze Artur Weasley, Moody. Tonks, Kingsley Shacklebolt, Mundungus Fletcher i Charlie. Bliźniacy wygłupiali się z Nimfodorą, Szalonooki skanował swoim okiem każdą potrawę. Snape usiadł w najdalszej części stołu i ku jego niezadowoleniu, obok usiadł Lupin. Artur zaś wypytywał Harry'ego o działanie żelazka i o to, co to znaczyło, że ma ono duszę. Hermiona nic nie mówiła, tylko zamyślona spoglądała to na przyjaciela, to na Mistrza Eliksirów. Ginny zaś tylko obserwowała wygłupy bliźniaków i Tonks.
- Coście tacy cisi? - Zapytała spoglądając na swoje dzieci. - Ron, co się stało? Coś nie tak z tymi ziemniakami, że nie jesz tylko się w nie wpatrujesz?
- Harry jest ze Snape'em… - wydukał bezmyślnie.
- Oczywiście, że jest! Ktoś musiał go tu bezpiecznie przyprowadzić!
- Harry sypia ze Snape'm… - wydukał wciąż wpatrując się w talerz, a w sali zapadła cisza. Wszyscy spojrzeli na Harry'ego.
- Zależy, w jakim znaczeniu tego słowa. - Odparł ten spokojnie.
- Jak to zależy? Wszystkie magiczne więzi potrzebują… no… skonsumowania czy czegoś. Wymiany. No chyba, że wymieniliście się krwią. - Zawołał rozgorączkowany Ron.
- Mówiłem już. To nie było zwyczajne zaklęcie wiążące. Działa ono na innej zasadzie. Nie wymagało ono seksu lub żadnej innej wymiany. - Powiedział spokojnie. Ron poczerwieniał i znów opadła mu szczęka i powrócił bezmyślny wyraz twarzy. Ułamek sekundy była cisza i wybuchła wrzawa.
- TO NIEMOŻLIWE! SEVERUSIE JAK MOGŁEŚ NA TO POZWOLIĆ! - Przedarł się przez wrzawę głos pani Weasley.
- DOŚĆ! - Wrzasnął Harry zaciskając pięści. Na korytarzu rozległ się huk i rozległ zduszony krzyk pani Black, a na stole popękały szklanki. Wszyscy wrzasnęli i odskoczyli przerażeni.
- Harry przestań! Opanuj się! - Odezwała się Hermiona.
- Ależ panuję nad sobą. Magia chciała pouszkadzać kilka osób naskakujących na profesora Snape'a. Przekierowałem ją.
- Harry… - szepnęła zasmucona dziewczyna i wyciągnęła rękę by dotknąć pocieszająco jego ramienia.
- Nie dotykaj go! - Powstrzymał ją Remus. - On jest teraz jak żywa pochodnia. Jego magia cię poparzy. Na pewno nie zrani tylko jednej osoby w pomieszczeniu. Co do reszty nie jestem pewien. To zależy jak bardzo wyprowadzicie go z równowagi. - Dodał spokojnie. Alastor warknął ze złości.
- On mógłby być jego ojcem! - Wrzasnął stukając gniewnie laską.
- Na szczęście nie jest. - Odparł Potter siedząc z zamkniętymi oczami.
- To Śmierciożerca! Stanowi dla ciebie zagrożenie! - Wytknął Snape'a palcem i ruszył w jego stronę przez kuchnię. Lupin szybko stanął przed Severusem jednak auror do nich nie podszedł, bo jego laska rozleciała się w drzazgi i starszy mężczyzna upadł na ziemię.
- Severus cały czas szpiegował. Jego informacje były kluczowe dla całego zakonu. A wy CAŁY CZAS GO OSĄDZACIE! - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Ale Harry… ty go też nienawidziłeś… - podsunęła niepewnie Hermiona.
- Nie nienawidziłem. No może na początku, ale gdy dowiedziałem się, że jest szpiegiem zrozumiałem, że wszystko jest tylko grą dla dzieci Śmierciożerców. Mimo to potrafił wyprowadzić mnie z równowagi, co nie znaczy, że go nienawidzę.
- Nie zmienia to faktu, że jest w Wewnętrznym Kręgu. I ta więź stanowi dla ciebie zagrożenie… - odparła cicho Tonks.
- Naprawdę myślisz, że zostawiłbym mojemu TOWARZYSZOWI coś, co mu zagraża i szkodzi? - Zapytał kobietę.
- Ale…
- Czy Severus chodził z odsłoniętymi przedramionami, gdy miał na nich Mroczny Znak? - Przerwał jej i wszyscy skierowali spojrzenie na siedzącego cicho Snape'a. Nie dostrzegli czy ma on tatuaż, bo miał skrzyżowane ręce na piersi. Kingsley ruszył w jego stronę i wyciągnął rękę by rozprostować jego lewę ramię. Nim dotknął jego skóry odskoczył, z krzykiem łapiąc się za poparzoną dłoń.
- Sądzę, że gdybyście poprosili, to Severus by wam pokazał dobrowolnie lewe przedramię. - Odparł Harry, jak gdyby nigdy nic.
- Panie profesorze, nie ma się pan, czym martwić!...
-… Jesteśmy po pana stronie! - Podeszli do niego Fred i Georg kładąc mu ręce na ramieniu. Wszyscy zamarli zaskoczeni, że nic im się nie stało.
- Tego się właśnie obawiam. - Burknął profesor, co wywołało uśmiech na twarzach braci i Harry'ego. Moody i Shacklebolt wymienili między sobą wściekłe spojrzenia.
- Pokazuj ramię, Snape! - Warknął Alastor.
- Przecież wasz Złoty Chłopiec powiedział, że go usunął, więc, po co mam pokazywać? Nie ufasz słowom Wybrańca? - Zakpił opuszczając rękaw.
- Severusie…- Odezwał się prosząco Artur.
- Nikogo nie prosimy by zaakceptował tę więź. My was po prostu o niej informujemy. -Odezwał się zamiast niego Harry. - I potraktujcie to jak informację Zakonu. Jak ta informacja dostanie się do prasy, powstanie upierdliwa sytuacja. Jeśli ta informacja się wydostanie na zewnątrz to już ja się dowiem, kto był źródłem przecieku. - Jego głos był spokojny jednak wszystkim przebiegł po plecach dreszcz.
- Świetnie! - Warknął Moody. Odwrócił się na pięcie i wyszedł.
- Łał… To nieco dziwne, co nie? - Zaśmiała się Tonks. – Masz mi za złe, że muszę to trochę przetrawić? Nieco nas zaskoczyłeś… - zwróciła się do Harry'ego z uśmiechem. Molly zaś cały czas stała i wpatrywała się we wszystkich morderczym spojrzeniem.
- Gdzie zamierzasz spać, Harry? - Zapytała groźnie.
- Normalnie śpię z Severusem, jednak dzisiaj będę spał tam gdzie zwykle. Profesor zaprotestował i chce skorzystać, że drzwi nie są strzeżone przez węża i ode mnie odpocząć. - Odparł udając, że nie widzi spojrzenia kobiety.
- Co ma tu do rzeczy wąż? - Zapytała Tonks myśląc intensywnie. Gryfon zamrugał zdziwiony.
- No… jestem wężousty. Strażniczka Komnat profesora polubiła mnie i wpuszcza bez hasła…
- Ach no tak! Zapomniałam! - Krzyknęła doznając olśnienia. Potter rozejrzał się po kuchni. Pstryknął palcami i potłuczone naczynia naprawiły się. Chwycił widelec i jak gdyby nigdy nic zaczął jeść.
- No, co? Jestem głodny. - Powiedział widząc zdziwiony wzrok Hermiony.
- No braciszku, tak ogólnie, to gratuluje ci taktu. - Zwróciła się Ginny do brata. Ron cały poczerwieniał. Wszyscy usiedli i zaczęli jeść w ciszy. W końcu przerwali ją bliźniacy próbując wciągnąć Snape'a w rozmowę o eliksirach, które chcieli wykorzystać do stworzenia kolejnych dowcipów. Z biegiem czasu kuchnia pustoszała. W końcu Pan Weasley wyciągnął Whisky i nalał Snape'owi, Lupinowi i sobie.
- Ehm… Harry? Zagramy jeszcze w szachy? - Zapytał Ron wyrywając chłopaka z zamyślenia.
- Ach, tak. Jasne. Już idę. - Powiedział wstając. Podszedł do Mistrza Eliksirów i pocałował w policzek.
- Dobranoc. - Szepnął do Severusa i wyszedł z przyjacielem z kuchni.
