Rozdział 13

(Skleiłam już obie części razem!)

Dwunasty sierpnia. Czas mijał nieubłaganie, zbliżając się do początku roku szkolnego i przybycia do zamku hordy uczniów. Harry z lekkim niepokojem myślał o tej chwili. Niby przedsięwziął wszystkie odpowiednie kroki. Poinformował przyjaciół. Miał akceptację Lupina, który w razie czego będzie go krył, a ponadto miał odznakę prefekta, Pelerynę Niewidkę i Mapę Huncwotów. Zrobił już notatki z eliksirów i zielarstwa, a nawet OPNMS-u. Nawet oddał już większość zadanych esejów, miał je wszystkie napisane, więc nawet z nauką był nieco do przodu. Teoretycznie nie ma się, czym martwić, pod warunkiem, że będzie przestrzegał takiego samego rytmu, co obecnie. Sytuacja ze Snape'em również się nieco unormowała. Mężczyzna akceptował jego obecność i pozwalał na wszystkie drobne gesty. Czasem nawet siadał tuż obok niego na kanapie i dawał mu do siebie dostęp. Uzupełnili wszystkie butle i pojemniki w Skrzydle Szpitalnym, więc pierwszy raz od bardzo dawna Mistrz Eliksirów miał bardzo dużo czasu dla siebie. Z racji tego zaczął teraz masowo warzyć Eliksir Tojadowy, łaskawie pozwalając Harry'emu pomagać, przygotowując część składników. Oczywiście poinformował o tym Remusa, który przybył do zamku jakieś dwa dni temu, że jeśli… „Zamieni się w rządną krwi, plującą sierścią, włochatą kreaturę, albo po pełni będzie miał kłopoty ze zmianą z powrotem w człekopodobną istotę" to ma winić tylko i wyłącznie Pottera. Wywołało to oczywiście wściekłość Black'a, a Lupin jedynie z ciepłym uśmiechem podziękował za poświęcenie czasu na warzenie mikstury dla niego.

Każdy dzień wyglądał tak samo. O czwartej Harry budził się ze Snape'em w ramionach, żegnał pocałunkiem wciąż śpiącego mężczyznę. Ćwiczył do śniadania, a po śniadaniu szedł pomagać profesor Sprout. Czasem przychodził Mistrz Eliksirów, by ich „skontrolować". Obiad. Po obiedzie siedział w lochach i się uczył, podczas gdy Severus warzył Eliksir Tojadowy. Czytał, prowadził badania lub sprawdzał co robi i wytykał mu błędy, a czasem zdarzało mu się odpowiadać na pytania. No i oczywiście nieco się kłócili, co było dla Harry'ego bardziej przekomarzaniem się niż prawdziwą kłótnią, co miało miejsce najczęściej po kolacji. Chyba, że zrobił jakiś wyjątek od reguły i po obiedzie wychodził czasem polatać na miotle i wtedy robił trochę notatek lub czytał po kolacji. Gdy dni upływają w ciągle powtarzalnym schemacie, to czas mija kilkukrotnie szybciej, a dni zlewają się ze sobą.

Tego dnia, jak co dzień jedli śniadanie w Wielkiej Sali.

- Przygotowałem na dzisiaj świstoklik. Będziecie mogli się dzisiaj udać po zakupy na Pokątną. Przeniesie was prosto do Gringott'a Stwierdziłem, że tak będzie bezpieczniej niż jakbyście mięli się pojawić na środku ulicy. - Poinformował ich Dumbledore.

- Ile daje nam Pan czasu na załatwienie wszystkiego?

- Cztery godziny wam wystarczą?

- W zupełności, Albusie. - Zapewnił go Snape, błądząc wzrokiem po stole z niezadowoloną miną. W końcu zrezygnowany nalał sobie szklankę mleka. Wypił ją duszkiem i szybko rzucił się na filiżankę z kawą.

- Severusie, czy zawsze będziesz się zachowywał w ten sposób pod koniec śniadania? –Spytał Syriusz przesadnie słodkim tonem zabierając się za kolejny kawałek smażonego boczku.

- O co ci chodzi, Black? - Warknął Snape w odpowiedzi.

- Och, o nic! Po prostu uczniowie będą mięli niezły ubaw widząc cię kończącego śniadanie w ten sposób. Uwaga, uwaga! Maska Zimnego Drania, Profesora Snape'a się kruszy! Codziennie pod koniec śniadania! - Zawołał uradowany Syriusz, śmiejąc się na cały głos. Mistrz Eliksirów zacisnął pięści ze złości i spojrzał z wyrzutem na Harry'ego.

- Harry, zdradź mi swoją metodę? Może ją trochę zaostrzę i zastosuję na Syriuszu. Może sprawi, że zrezygnuje z takich ilości tłuszczu, cholesterolu i węglowodanów. Celibat już nie skutkuje. - Zapytał spokojnie Remus. Szczekliwy śmiech urwał się momentalnie.

- Lunio! Ani się waż! Zresztą miałeś jeszcze nie mówić… - zakończył cichutko.

- Nie ma sprawy. Mam przy sobie odrobinę żelu od Freda i Georga. To powinno zdecydowanie wystarczyć do zrobienia mojej metody… dotkliwszej. - Odpowiedział całkowicie ignorując ojca chrzestnego i wyciągnął z kieszeni maleńką tubkę.

- Po cholerę nosisz to świństwo ze sobą!? - Wrzasnął zaskoczony Snape.

- A tak na wszelki wypadek… - powiedział niewinnie i podał specyfik wilkołakowi.

- NA WSZELKI WYPADEK?! Niby, jaki!? - Nie wytrzymał. - Z resztą nieważne. Grunt, że się pozbyłeś tego czegoś… - dodał z westchnieniem

- Och, nie. Spokojnie. Mam jeszcze drugą taką „kieszonkową porcję."

- Harry, jakie stosowałeś zaklęcia? - Dopytywał Lupin. Chłopak przywołał kawałek pergaminu i długopis i posłusznie spisał wszystkie zaklęcia i podał zapiski ignorując zaskoczone miny McGonagall, Syriusza i Snape'a.

- Ale Harry… Żartujecie z Luniaczkiem, prawda…? - Zaczął się przymilać Black. Chłopak udawał, że w ogóle go nie słyszał. - Świetnie! To wszystko twoja wina Smarkerusie! - Warknął nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi.

- Niby, dlaczego moja?! - Wrzasnął wściekły, odstawiając głośno, pustą już, filiżankę na spodek.

- Gdybyś szybciej padł trupem, nie doszłoby do tej sytuacji!

- Och, wierz mi, gdybym mógł cofnąć czas naprawiłbym ten błąd! - Odpowiedział błyskawicznie. Zapadła absolutna cisza. Harry zamarł z tostem w połowie drogi do ust. Cicho zamknął rozchylone wargi i odłożył chleb na talerz. Wstał od stołu, przerywając tym samym ciszę i skierował się ku wyjściu.

- Harry… - Zaczął Lupin.

- Idę po torbę. Zostało już niewiele czasu do wyjścia na Pokątną. - Przerwał mu chłopak nawet się nie odwracając i wyszedł.

- On przed momentem, bez słowa, zaakceptował nasz związek, a ty… Wygląda na to, że od tej chwili możesz przestać nazywać się członkiem jego rodziny. - Zwrócił się Remus do Syriusza, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby, po czym spojrzał na Snape'a. Siedział z łokciami opartymi na stole i twarzą ukrytą w dłoniach. - A co do Ciebie... - Zwrócił się teraz do niego. - To dziwię się, że nie zwijasz się teraz z bólu na podłodze. Odrzuciłeś swojego towarzysza w najgorszy możliwy sposób. Możesz go wyczuć przez więź?

- Nie. Odciął się ode mnie.

- Cóż. Gratuluję. Odzyskałeś swoje dawne życie. Podejrzewam, że nawet jest lepiej. Możesz żyć jak chcesz, z kim chcesz, a w razie niebezpieczeństwa on pojawi się z nikąd i osłoni cię własnym ciałem.

- O co ci chodzi?! On wiedział, że nie chciałem tej więzi! - Krzyknął Snape nie wiedząc już kompletnie co robić, ani co się z nim dzieje.

- Tysiące ludzi i istot marzy o takiej więzi. Większość z nich umiera w czasie rytuału. Jeśli osoba nie jest ci przeznaczona, umiera powolną, bolesną śmiercią. Zaryzykował, a potem wychodził z siebie, by ułatwić ci tę sytuację, byś był szczęśliwy, a potem usłyszał, że żałujesz, że przeżyłeś. Szkoda, że nie słyszałeś co mówił, gdy informował nas o tym jak to się stało…

- To niemożliwe… - Wyszeptał zaszokowany Severus. - Co mówił? - Zapytał patrząc prosto w żółte oczy wilkołaka.

- A jakie ma to teraz znaczenie? - Zapytał smutno i skierował się w stronę drzwi. Mistrz Eliksirów zerwał się z krzesła przewracając je. Dogonił mężczyznę i chwycił go mocno za rękaw.

- Co mówił? - Dopytywał patrząc błagalnie.

- Że czuł jakby czekał na to od dawna. Że nie zrobiłby tego dla nikogo innego. Że nigdy nie czuł się tak spokojny… Było widać, że jest szczęśliwy. Ale nie przejmuj się tym. Nie myśl o tym jako o długu. On tego nie chciał… - Zaczął wymieniać. Z każdym jego słowem uścisk bladych palców słabł, aż w końcu zsunęły się one bezwładnie. Severus wpatrywał się w jakiś niewidzialny punkt z szeroko otwartymi z szoku oczami.

- Idę z tobą poszukać Harry'ego. Pamiętam hasło do wieży. - Zaoferowała Sprout. Wyszli.

*.*.*

Wyszedł z Wielkiej Sali szybkim krokiem, zmierzając w kierunku wieży Gryffindoru. Wiedział, że Seve… Snape, nie zawiązałby z własnej woli takiej więzi. Nigdy by się na coś takiego nie zgodził. Jednak to co powiedział mu po tym jak obudził się w Skrzydle Szpitalnym, o swoich snach z nim… miał nadzieję, że istnieje szansa na to, że wszystko się ułoży. Także ostatnie zachowanie mężczyzny wskazywało na to, że potrzebuje i chce jego obecności. Dlatego słowa Mistrza Eliksirów tak go zabolały. Zupełnie się tego nie spodziewał. Brak akceptacji więzi lub jej warunków to jedno, ale pragnienie śmierci… to już zupełnie inna sprawa. Zawsze z poważnymi problemami musiał radzić sobie sam. Przyzwyczaił się do tego. Zawsze był sam. Jednak po raz pierwszy w całym swoim życiu poczuł się naprawdę samotny. Wyczuł dziwne drżenie więzi. Severus go sprawdzał. Szybko zablokował połączenie. W końcu mówił, że wolał umrzeć, więc postanowił go pozbawić tego co zyskał poprzez zaklęcie.

Oczywiście w granicach rozsądku. Jednakże jego uczucia to jego sprawa. Snape nie ma się co przejmować. Westchnął. Musi zignorować ból. Wciąż musi zadbać o konsekwencje swoich decyzji. Ma towarzysza, ciąży na nim przepowiednia… Musi znaleźć jakieś bezpieczne miejsce i sposób na ochronienie Severusa. Nie przed magiczną społecznością! Jej się nie obawiał. Zdał sobie sprawę, że powinien sobie z nią poradzić jak będzie stanowczy i poda konkretne argumenty. Musi ochronić go przed Voldemortem, Dumbledore'em i Zakonem Feniksa. Ewentualnie może jeszcze doliczyć do tego aurorów. Próbując się zebrać w garść przeszedł przez pokój wspólny Gryfonów i dotarł do łazienki przylegającej do jego dormitorium. Opłukał twarz zimną wodą i oparł się rękoma o zlew. Ktoś wszedł do jego pokoju.

- Harry?! - Dobiegł go głos Lupina.

- Już idę! - Zawołał. Szybko zakręcił wodę i wytarł porządnie twarz. Nie chciał by mężczyzna myślał, że płakał. – Pani profesor? - Zdziwił się zobaczywszy niską kobietę stojącą obok Remusa.

- Harry! Nie przejmuj się. Powiedział tak tylko po to by odgryźć się Syriuszowi! - Zaczęła go od razu pocieszać.

- Pani profesor. Wiem, że on nigdy nie chciał tego zaklęcia. Sny o uczniu, a związek z nim to dwie całkowicie różne sprawy. - Odparł spokojnie i zaczął sprawdzać zawartość torby. - Co prawda nieco mnie zaskoczył mówiąc, że wolałby umrzeć gdyby mógł cofnąć czas. Jednak wszyscy wiemy od samego początku, że profesor Snape nie akceptuje połączenia. - Przyznał dopakowując pustą sakiewkę do przedniej kieszonki skórzanej torby. Po raz kolejny zaczął sprawdzać, czy o niczym nie zapomniał. Notatnik, długopis, kilka materiałowych woreczków wielkości A4, na których wnętrze było rzucone odpowiednie zaklęcie powiększające. Uśmiechnął się lekko, gdy przypomniał sobie jak w trzeciej klasie Hermionie pękła torba. Myślał, że książki i pergaminy nigdy nie przestaną się wysypywać. Dopakował woreczek z eliksirami i Pelerynę Niewidkę. Na szyję założył naszyjnik - wiszący na rzemyku pęk starych kluczy. Wśród nich ukrył dwa do skrytek u Gringott'a. Zadowolony przerzucił torbę przez ramię.

- Harry… Po co ci to wszystko? - Spytał Lupin podejrzliwie.

- Worki są na książki. Wolę w razie czego mieć ręce wolne, a na nie rzuciłem odpowiedni czar. Eliksiry i Peleryna są na wszelki wypadek. Zdjąłem Severusowi Mroczny Znak. Przez to jest w większym niebezpieczeństwie niż dotychczas. Ja zdjąłem znak, więc jestem w dużej mierze odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo.

- On cię przed chwilą odrzucił… - wyszeptał Remus.

- To niczego nie zmienia. - Odparł hardo i wyszedł.

*.*.*

Stał pośrodku Wielkiej Sali w szoku. Ledwo odpowiedział Black'owi, a już żałował tego co powiedział. Jednak nie spodziewał się tego co usłyszał od Lupina. Wyglądało na to, że kundel jest w podobnym stanie co on. Jednak mało go to teraz obchodziło. Nie wiedział już czego chce. Tolerował już obecność chłopaka. Teraz jednak poczuł się całkowicie sam. A zawsze był przyzwyczajony do samotności. Jednak teraz chciał tylko jakoś cofnąć to co powiedział. Nie miał pojęcia jak. Nie miał pojęcia jak też bachor zareagował na jego słowa. Czy będzie go unikał? Czemu mu nagle na tym zależy?! Nie miał pojęcia. Jedyne co teraz wiedział to to, że chce wrócić do sytuacji sprzed wypowiedzenia tego jednego przeklętego zdania. Ale co ma zrobić?! Przecież nie przytuli się do dzieciaka! Drgnął na tę myśl i zaczął ją rozważać.

- Profesorze Snape, czy możemy ruszać? - Usłyszał formalne pytanie Harry'ego. „Profesorze Snape", a nie „Severusie". Spojrzał na Pottera. Stał w drzwiach z torbą na ramieniu i patrzył w jego kierunku. Jego twarz była maską. Nie potrafił z niej niczego wyczytać.

- Harry, ja… - Zaczął nie wiedząc do końca samemu co chce powiedzieć.

- Ma pan przy sobie świstoklik, dyrektorze? - Przerwał mu Gryfon.

- Oczywiście. - Odpowiedział Dumbledore przyglądając się badawczo zaistniałej scenie. Harry skinął głową i podszedł do Snape'a. Albus szybko do nich dołączył i podał im błyszczącą płytę CD.- Hasłem są nazwy mugolskich zespołów. W tę stronę jest to nazwa zespołu o jednej literce i jednej cyfrze, a z powrotem zespół o nazwie kontynentu. Wiesz Harry, o jakie zespoły chodzi?- Upewnił się. Chłopak skinął głową i chwycił błyszczący krążek. Snape szybko poszedł w jego ślady.

- U2! - Powiedział głośno Potter. Świstoklik uaktywnił się.

*.*.*

Świstoklik przeniósł ich do głównego holu Gringott'a. Harry zachwiał się przy lądowaniu, jednak Snape szybko go przytrzymał. Potter tylko skinął mu głową i szybko ruszył w kierunku odpowiedniego stanowiska.

- Chciałbym dostać się do tej skrytki. - Powiedział, gdy dotarł, do goblina siedzącego przy biurku stojącym na katedrze. Ściągnął z szyi pęk kluczy i podał ten znaleziony w szkatułce od ciotki. Goblin zmierzył go spojrzeniem.

- A ten mężczyzna za panem? - Zapytał cicho obrzucając Snape'a chłodnym spojrzeniem.

- On idzie ze mną. - Odparł siląc się na spokój. W ciszy przerywanej szeptami i stukotem pieczątek nigdy nie czuł się pewnie. Tym bardziej, że zawsze zewsząd czuł na sobie badawcze spojrzenie pracowników banku.

- Zapraszam za mną panowie. - Odparł goblin cicho i poprowadził ich w przeciwną stronę niż normalnie. Doszli do schowanych za rogiem olbrzymich, kutych drzwi.

- Nazywam się Stanrich Goterdert. Dawno nikt nie odwiedzał tego rodzaju skrytek. Pańską opiekujemy się od dłuższego czasu. - przedstawił się goblin i zaczął przesuwać długim czarnym paznokciem wzdłuż drzwi. - Do najcenniejszych krypt mają dostęp tylko najbardziej zaufani pracownicy. Wszystkie informacje na ich temat są obłożone ścisłą tajemnicą. - Zapewniał. „Gobliny i ścisła tajemnica" - pomyślał Harry. - „ Czyli wiadomo, że tylko garstka goblinów wie chociażby o ich istnieniu." Wzmógł czujność i słuchał dalszych słów Stanricha. - Dlatego może być pan pewny, że wszystko jest w nienaruszonym stanie. Jednakże wszelkie reklamacje i pytania proszę kierować do mnie.- Ostatni zamek szczęknął i wrota otworzyły się powoli.

Poszli dalej. Wsiedli do szerokiego wygodnego wagonika. Tor ruszał łagodną spiralą w dół. Wagonik zaczął jednak szybko przyspieszać. Wpadli z rozpędem w całkowitą ciemność. Harry wcisnął plecy w oparcie i wziął głęboki oddech starając się uspokoić. Próbując zignorować stukot kółek po szynach oraz to, że wagonik trzęsie się na wszystkie strony, żołądek podjeżdża mu do gardła, a wiatr kłuje go w twarz. Przeklął w myślach i zacisnął pięści na kolanach. Drgnął, gdy poczuł dotyk na ramieniu. Nim krzyk wyrwał mu się z gardła został przyciśnięty do twardej, męskiej piersi, a w nozdrza uderzył go doskonale znajomy ziołowy zapach. Snape. W jednej chwili strach opadł, jednak poczuł irytację. Po co Nietoperz to robi?! Szybko się wyprostował na swoim miejscu uwalniając równocześnie z objęć. Otworzył oczy, nawet nie pamiętał, kiedy je zamknął. Nie widział praktycznie nic poza niewyraźnymi szarymi kształtami przesuwającymi się w ciemnościach. W końcu wyhamowali z piskiem. Goblin pstryknął palcami i zapalił się kaganek.

- Państwo wybaczą. Ta ciemność jest dodatkowym środkiem ostrożności. - Odpowiedział goblin na niezbadane pytanie. Podszedł do ukrytych w mroku dwumetrowych drzwi, podobnych do tych, przez które przechodzili wcześniej. Różniły się one jednak zamkiem. Zamiast jednej dziurki do klucza było ich osiem. Goblin w zamyśleniu przyjrzał się kluczowi, po czym włożył do znajdującej się całkowicie po lewej stronie dziurki. Przekręcił klucz trzykrotnie, po czym przejechał palcem wzdłuż drzwi. Każdemu jego ruchowi towarzyszyły zgrzyty, trzaski i stukot opadających po kolei zabezpieczeń.

- W środku, przy drzwiach jest czerwony sznur. Proszę pociągnąć go kilka razy, a ktoś po państwa zejdzie. - Poinformował ich Goterdert i pchnął drzwi. Otworzyły się one bezgłośnie. Nim przekroczyli próg, goblin oddał Harry'emu klucze i zniknął z pola widzenia. Weszli do krypty, a drzwi zamknęły się za nimi równie cicho, co przedtem. Oczom Pottera ukazał się olbrzymi salon. Tak, inaczej nie umiał tego nazwać. Olbrzymie pomieszczenie zwieńczone było sufitem z rżniętego kryształu, co sprawiało, że żadnego kąta nie spowijał cień. Przed nimi były wysokie, aż na dwa piętra, regały z księgami. W połowie były przedzielone balkonem. Przy księgozbiorze stały wyglądające na wygodne, fotele i mały stoliczek. Po prawej stronie pomieszczenia stały zaś różne gabloty, komody, szafy i skrzynie. Jednak wszystko było ustawione tak, że wyglądało to na połączenie przytulnego acz przestronnego gabinetu i biblioteki w starej posiadłości. Harry westchnął. Miał teraz podstawowy problem. Od czego zacząć i czego właściwie szuka?

- Panie profesorze, może przejrzy pan księgozbiór? Jestem pewny, że znajdzie pan tam coś, co pana zainteresuje. - Zwrócił się do Snape'a, który poruszał się tuż za nim niczym cień. Mężczyzna skinął głową i wszedł po schodach przejrzeć znajdujące się tam woluminy. Westchnął ponownie i podszedł do księgi znajdującej się pośrodku pomieszczenia. Spojrzał na tytuł. „Tradycje, zasady i prawa rodu Potterów". Skrzywił się zobaczywszy rozmiary i grubość księgi. Księga, którą Hermina wzięła w pierwszej klasie, jako „coś lekkiego do poczytania" naprawdę była niczym, w porównaniu do leżącego przed nim egzemplarza. Oceniwszy, że nie ma tyle czasu, ruszył sprawdzić zawartość gablot i szuflad.

Po jakiś dwóch godzinach przeglądania przeróżnych papierów miał dość. W gablotach znajdowała się rodowa biżuteria. Wszystko z opisem, kto z rodu przedtem ją nosił i gdzie lub od kogo została nabyta lub przez kogo podarowana i z jakiej okazji. Znalazł nawet szufladę pełną pierścionków zgrupowanych po trzy - dwie obrączki i pierścionek zaręczynowy(każdy z opisem), oraz sygnetów. Zaskoczyła go ich ilość. Ród Potterów musiał być naprawdę olbrzymi i majętny. Zresztą miał tego niejaki zarys po przeglądaniu akt kupna i sprzedaży majątków ziemskich. Ciekawe, co by Malfoy powiedział na to, że jego domek letniskowy został nabyty od jego przodków? Na razie nie zamierzał o tym wspominać. Nie zamierzał się afiszować zdobytą wiedzą. Zresztą wyglądało na to, że ktoś z jego rodziny kupował różne nieruchomości, remontował je, nakładał bariery, po czym sprzedawał innym rodom czystokrwistych za niebotyczne sumy. Postanowił zrobić sobie małą przerwę. Spojrzał w kierunku Snape'a. Siedział przy mały stoliku przy barierce i marszczył zirytowany brwi. Harry wszedł po schodach i stanął za nim patrząc ponad ramieniem mężczyzny na tekst. Zdecydowanie nie był on po angielsku, a na trop, że jest to księga o eliksirach mogły naprowadzić Severusa jedynie ryciny. Potter sięgnął ponad jego ramieniem i pojrzał na okładkę księgi. Przeczytał tytuł, którego znaczenie zaraz pojawiło się w jego głowie. „Eliksiry dla wymęczonych. Czyli poradź sobie z niepokornym towarzyszem w każdej sytuacji"

- Raczej nie zainteresuje cię ta księga. - Poinformował mężczyznę puszczając okładkę.

- Potrafisz to odczytać?

- Tak.

- Co to za eliksir? - Dopytywał Mistrz eliksirów. Harry westchnął po raz setny i spojrzał na nagłówek po lewej stronie.

- Eliksir posłuszeństwa.

- Jak on działa? - Po tym pytaniu Harry przebiegł wzrokiem po tekście.

- Osoba, która wypije eliksir, przez 24h jest całkowicie posłuszna warzycielowi. Zachowuje własną świadomość, jednak nie panuje nad ciałem. Po zakończeniu działaniu eliksiru pamięta wszystko, co się działo i tak dalej. - Odparł. Przebiegł wzrokiem po stronie. Mało składników i w miarę prosta receptura. Spojrzał na sam dół strony. Znajdowała się tam mała adnotacja. „Jeśli eliksir zostanie podany zawiązującemu więź przez związanego, związany będzie odczuwał działanie eliksiru przez czas dwukrotnie dłuższy, co w tym wypadku oznacza dwie doby."

- A ten? - Wyrwało go z zamyślenia ponowne pytanie mężczyzny.

- Eliksir zamiany ciał. Podaje się porcję dwóm istotom i na dobę zamieniają się one ciałami. Bywa, że podawane one zostały człowiekowi i zwierzęciu. Niekiedy był wykorzystywany do stosowania kar… - Streścił tekst. Przerwał czytanie przy opisie jednej z nich i podszedł do półki. - Pan wybaczy, Panie profesorze, jednak nie będę tłumaczył panu wszystkich eliksirów w tej książce. - Powiedział przeglądając kolejne tytuły. Jego uwagę przykuł tytuł „Jak oswoić bestię i wyjść z jak najmniejszą ilością blizn". Uśmiechając się sięgnął po tą pozycje. Nie odszedł jednak daleko, bo tuż obok dojrzał jeszcze jeden tytuł tego samego autora. „Nudne zwierzaki. Czyli dla każdego oszołoma, który nie ma za grosz talentu." Z uśmiechem otworzył ją na chybił-trafił. Sklątka tylnowybuchowa. Zachichotał. Autor na pewno dogadałby się z Hagridem. Położył książki na stoliku, przy którym Snape wciąż hipnotyzował litery w nadziei, że nagle ułożą się w zrozumiałe słowa. Oderwał na chwilę wzrok i spojrzał na położone przez Harru'ego tytuły. Zmarszczył niezadowolony brwi, jednak nie skomentował, za co chłopak był mu wdzięczny. Zszedł po zostawioną na dole torbę, wyciągnął z niej materiałowy woreczek i schował w niej książki.

- Harry, sprawdziłeś już wszystko? Zostały nam dwie godziny, a musimy jeszcze kupić podręczniki…

- Ach, nie. Podręczniki i składniki eliksirów mam już kupione, Panie profesorze. - Zawołał Potter podchodząc z cierpiętniczą miną do kolejnej komody znajdującej się na parterze.

- Można wiedzieć skąd? Mówiłeś, że musisz podjąć fundusze.

- No… zrobiłem to już w międzyczasie, w Hogsmeade…

- Co robiłeś w Hogmeade? - Zapytał Snape wypranym z emocji głosem.

- Podejmowałem fundusze. - Odparł spokojnie Harry udając, że nie wie, że zrobił cokolwiek niewłaściwego. Zdecydował się w końcu i z westchnieniem otworzył szufladę. - Dzięki temu mamy jeszcze dwie godziny. - Usłyszawszy odpowiedź, Snape tylko zgrzytnął zębami. Wstał ze swojego miejsca i zaczął przeglądać zawartość znajdujących się na piętrze szafek. Otworzył już piąte z kolei i zamarł. Stały tam ustawione w rzędzie fiolki z eliksirami. Wszystkie miały etykiety w tym samym języku co księgą, którą przeglądał. Sięgnął po fiolkę, na której napis wydawał mu się znajomy. Zamknął szafkę i podszedł do księgi. Porównał napisy. Miał rację. Eliksir Posłuszeństwa.

- Znalazł Pan coś interesującego? - Zapytał go Potter przeglądający jakąś teczkę.

- Nie. Nic. - Odpowiedział natychmiast, chowając równocześnie eliksir do kieszeni.

- Ja chyba tak… - mruknął bardziej do siebie gryfon. - Mógłby pan tu podejść? - Poprosił. Snape skinął głową i zszedł na dół. - Widział pan kiedyś te pomieszczenia? - Spytał Harry pokazując mu zdjęcia wewnątrz teczki.

- Nie. Pamiętałbym.

- Świetnie! - Zawołał wesoło chłopak. Zatrzasnął teczkę, odłożył ja na miejsce i zarzucił torbę na ramię. – Mamy jeszcze trochę czasu. Proszę to chwycić profesorze. - Dopiero te słowa sprawiły, że Severus dostrzegł małą mosiężną figurkę. Chwycił.

- Florian! - Zawołał Harry. Nim Snape zdążył zaprotestować, zniknęli z krypty przeniesieni przez świstoklik.