Rozdział 15
Gdy się obudził Severus wciąż spał z głową opartą na jego piersi. Gdy przypomniał sobie wczorajszą rozmowę, nie mógł opanować cisnącego się na usta szerokiego uśmiechu. Zezłoszczony Snape, zirytowany Snape, zrezygnowany… tego wszystkiego się spodziewał, ale zawstydzony Snape?! To przeszło jego najśmielsze wyobrażenia. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek przyjdzie mu do głowy, że zimny Mistrz Eliksirów jest… Słodki? Uroczy? Zachichotał i ostrożnie wysunął ramię spod głowy mężczyzny i ułożył się na boku, podpierając się dłonią. Delikatnie wsunął za ucho kosmyki opadające na twarz Severusa, po czym zaczął w zamyśleniu głaskać go po ramieniu i odsłoniętym policzku.
- Jakim cudem budzisz się w środku nocy i funkcjonujesz przez cały dzień i to nadzwyczaj intensywnie? Nie potrzebujesz snu? A to mnie porównują do wampira! - Burknął Snape nie otwierając oczu.
- Nie mam czasu na sen. Zresztą wystarczy mi ta ilość snu, bo nie mam koszmarów.
- Nie odblokowałeś jeszcze więzi… - odezwał się po dłuższej chwili ciszy.
- Jeszcze nie.
- Dlaczego?
- Nawet, jeśli się wytłumaczyłeś, to nie zmienia to faktu, że powiedziałeś, że wołałbyś umrzeć niż mieć tą więź.
- Ty… Naprawdę mnie chcesz? - Zapytał niepewnie.
- Tak. - Padła krótka i stanowcza odpowiedź.
- Ale… Mógłbym być twoim ojcem. Jestem starym, pokiereszowanym bliznami dziadem…
- Patrząc na średnią długość życia, różnica wieku jest nieznaczna. A co do blizn… Nadają one twojemu ciału charakter. Dziwne byłoby, gdyby mężczyzna z charakterem i burzliwą przeszłością miał ciało bez charakteru.
- Skąd ty bierzesz tą średnią? Wątpię by robiło jakąś różnicę czy będziemy żyli sto czy dwieście lat. Różnica wieku pozostaje znacząca.
- A pięćset? - Spytał niewinnie Harry. Snape poderwał głowę zaskoczony.
- Skąd Ci się wzięło nagle pięćset?!
- Czystokrwiści czarodzieje między innymi, dlatego walczą tak o czystość krwi. Czarodzieje mugolskiego pochodzenia żyją tak 150-200lat. Dumbledore dożyje pewnie trzech setek. W każdym czystokrwistym rodzie była jakaś magiczna istota. To od tego, z jaką istotą została zmieszana ich krew zależy długowieczność rodu. Krew elfów powinna zapewnić jakieś pięćset lat życia. W skrajnych wypadkach bywało ponoć nawet siedemset.
- To w tobie płynie krew elfów. Ja nie mam z tym nic wspólnego.
- Związaliśmy się Severusie. Moja magia nie pozwoli ci tak łatwo umrzeć przede mną.- Przypomniał mu Harry delikatnie się uśmiechając. Snape opadł na poduszki klnąc pod nosem. Potterowi momentalnie uśmiech zniknął z twarzy. - Zresztą, jeśli plotki o twojej rodzinie są prawdziwe to możliwe, że mnie przeżyjesz. - Dodał jeszcze zimnym tonem. - Prawdopodobnie mieszanie krwi z wampirami wydłuży twoje życie.
- Ale czy to by nie oznaczało, że żylibyśmy więcej niż pięćset lat, dzięki ilości twojej mocy i genom wampirów w mojej krwi?
- Ja jestem osobą zawiązującą. Żeby stało się tak jak mówisz, oczywiście hipotetycznie, musiałbyś pragnąć dłuższego życia ze mną. Na to nie liczę skoro tak zniechęcającą perspektywą jest już pięćset lat. - Rozległ się cichy trzask. - Ja już wstaję. Zgredek przyszedł. Dobranoc. - Powiedział i niczym błyskawica ruszył do łazienki.
*.*.*
Potrzebował chwili zanim dotarło do niego, co się stało i oderwał wzrok od zamkniętych przed chwilą drzwi. Z jękiem ukrył twarz w dłoniach, gdy zrozumiał, co przed chwilą powiedział. Faktem jest, że gdy usłyszał o życiu tak długim, to pierwszą jego myślą było, że będą musieli maksymalnie tyle lat użerać się z Czarnym Panem, a nie o tym, że przez pół wieku będzie budzony w tak miły sposób. Wtedy uderzył jeden fakt, którego przedtem nie dostrzegał. Od kiedy jest związany z Potterem nie poświecił ani chwili polityce, szpiegostwu… Pomijając uzupełnienie eliksirów dla Zakonu nie miał nic wspólnego z Voldemortem. Jedynie wkurzał się na chłopaka za przymusowe zniewolenie, choć był wolny jak nigdy przedtem. Głowił się jak się zachować w zaistniałej sytuacji, a resztę czasu spędzał na odsypianiu lat stresu i nieprzespanych nocy, czytaniu nowinek z dziedziny eliksirów, które stale odkładał na później, wrócił do swoich badań i dyskutował z Harrym.
Drzwi od łazienki otworzyły się cicho i Gryfon szybko wymknął się z jego komnat. Nie powiedział ani słowa, nie mówiąc już o tym, że nie pożegnał się z nim, jak co dzień. Poczuł lekki zawód. Powoli wstał z lóżka wiedząc, że już nie zaśnie. Poszedł do salonu. Jego wzrok padł na stojący w kącie stolik, przy którym zwykle pracował Potter robiąc notatki. Wciąż leżało tam kilak książek i dwa skoroszyty. Nie miał pojęcia, jakim cudem chłopak zdążył opracować wszystkie składniki eliksirów z zakresu pięciu lat i połowę głównych ingrediencji z szóstego rocznika. To, że dostał wybitny z sumów najlepiej świadczyło o tym, że naprawdę się uczył. Przypomniało mu się jak nieraz banalne i podstawowe pytania zadawał podczas robienia notatek. Spojrzał w zamyśleniu na swoje lewe przedramię. Nie jest już śmierciożercą… Nie jest już szpiegiem. Nie musi już wiecznie grać przed wszystkimi, a nawet przed samym sobą. Oczywiście plan, który zaczął kiełkować w jego głowie nie miał nic wspólnego z Harrym! Wcale nie chciał się mu przypodobać, ani nie zależało mu by bachor lepiej o nim myślał! Nigdy w życiu. Chce tylko produktywnie spożytkować zyskany czas! Ot, co! Szybko poszedł się umyć i ubrać, po czym zasiadł do biurka.
Podstawowe zasady sporządzania eliksirów:
Nim rozpoczniesz sprawdź działanie palnika. Jaki jest jego największy i najmniejszy płomień.
Nigdy nie grzej pustego kociołka. Wpływa to potem na reakcje składników.
Przed rozpoczęciem przygotowywania ingrediencji, upewnij się czy żaden nie jest toksyczny i nie potrzebujesz rękawic.
Składniki rozgniataj na metalowej stronie deski. Na tej samej stronie przygotowuj inne preparaty, w których najważniejszy jest sok, uprzednio upewniając się, że metal jest czysty…
Zaczął spisywać. W końcu zapisał dwie strony pergaminu, wielkości przeciętnej księgi. Skopiował wskazówki w takiej ilości, by mieć dla wszystkich roczników. Po chwili zastanowienia wziął jeszcze kilka kawałków pergaminu i zaczął kreślić schematy, które sam wymyślił podczas nauki i które ma w głowie każdy Mistrz Eliksirów dzięki doświadczeniu. Wiedział, że Potterowi nieco to ułatwi i przyspieszy naukę. Zachował na wszelki wypadek ich kopię, wziął jeszcze spis zasad i włożył do zapisywanego obecnie skoroszytu. Zamarł zaskoczony, gdy dostrzegł otwarty w połowie podręcznik z trzeciego roku. Szczerze zaczął wątpić czy chłopak sypia po nocach. Po chwili wahania włożył za kartki jeszcze jedną małą karteczkę. Dokładniej rzecz ujmując wizytówkę. Wziął do kieszeni eliksir odżywczy i regenerujący i ruszył na śniadanie.
*.*.*
Ćwiczył już od półtorej godziny. Zmienił nieco system by zdążyć ze wszystkim, co miał zaplanowane. Ćwiczył w wariackim tempie za to krócej. Był zły na siebie. Wiedział, że zareagował zbyt gwałtownie. Podniósł się z ziemi po skończeniu serii pompek. Rozciągnął nogi i ruszył sprintem do wieży Gryffindoru. Bieg przez pół zamku i milion schodów zastępował mu całą godzinę ćwiczeń. Chyba będzie rekordzistą. Wątpił by ktoś dotarł na ich wieżę, bez używania skrótów w czasie szybszym niż pięć minut. Dotarł do sali wejściowej i rozpoczął maraton po schodach, skupiając się tylko i wyłącznie na biegu i starając się nie myśleć o dzisiejszym poranku. W końcu wpadł pod prysznic i przebrał się do śniadania. Wyciągnął spod łóżka stertę gazet i zaczął nadrabiać zaległości z czasu, który spędził u wujostwa. Czytał dokładnie nawet najmniejsze artykuły czy też notatki, a interesujące go fragmenty wrzucał do czarnego pudelka po butach. Następnie zabierał się za kolejne pudełko. Ciemnobrązowe i zaczynał dokładnie przeglądać różne oferty nieruchomości przyniesione mu przez Zgredka. W zamyśleniu przyglądał się teraz domkom w środku lasu. Skrzat przynosił mu oferty według regionów. Odrzucił od razu kilka z ofert i dorzucił do sterty pociętych gazet.
- Skrzacie! - Zawołał tuż przed rozpoczęciem śniadania. Przed nim pojawiła się mała skrzatka niemal podskakująca z niecierpliwości. - Czy mogłabyś spalić tę stertę makulatury? Ale tylko tę kupkę. - Poprosił. Skrzatka od razu zaczęła gorliwie przytakiwać i zapewniać, że dokładnie spełni jego polecenie. Westchnął zrezygnowany. Chyba będzie musiał powymyślać im jakieś zadania, bo ich nadgorliwość jest wręcz przerażająca. Gdy wszedł do Wielkiej Sali jego wzrok padł na siedzącą McGonagall i Snape'a. Oboje siedzieli nieco odwróceni od siebie i udawali, że nie zauważają swego istnienia.
- Zapowiada się piękny dzień! - Mruknął do siebie ironicznie i ruszył do stołu udając, że nie zauważa napiętej atmosfery. - Witam Pani profesor. Mam nadzieję, że udała się pani wycieczka. - Przywitał się uśmiechając się do kobiety. Sięgnął po dzbanek z herbatą i czekał na odpowiedź.
- Tak, odbyła się bez większych problemów. Słyszałam od dyrektora, że postanowiliście odwiedzić twoje wujostwo. – Dopytywała przesłodzonym tonem Minerwa.
- Zgadza się. Stwierdziliśmy, że w zaistniałej sytuacji dobrze by było, gdyby Severus ich poznał. - Zignorował pytająco - wściekły wzrok Snape'a.
- Racja. Słyszałam Severusie, że to była twoja inicjatywa. Byłam nieco zaskoczona. Nigdy nie przejmowałeś się konwenansami. - Ton kobiety wciąż ociekał lukrem. Harry szybko kopnął lekko mężczyznę pod stołem widząc, że szykuje on jakiś cierpki komentarz.
- Eliksir. - Przypomniał mu bezgłośnie. Snape nie zapanował nad grymasem, który wykrzywił jego twarz, więc szybko zamaskował to łykiem herbaty.
- Zgadza się. Powiedzmy, że zaspakajałem ciekawość. - Wymamrotał.
- I jak minęła wizyta? Była… Ciekawa?
- Zaiste.
- Severusie, doskonale wiemy, że nie robisz nic bez przyczyny… - zwróciła się jak do małego dziecka. Mistrz Eliksirów skupił zaś całą swoją uwagę na trzymanej filiżance. –Poszedłeś tam przez wzgląd na obecną sytuację… Jednak wśród mugoli pełnoletniość Harry uzyska dopiero za rok. Nie musiałeś już teraz jechać by prosić o jego rękę.
- C-ukh… Co takiego?! Nigdy w życiu! Co cię opętało, kobieto!? - Zakrztusił się zaskoczony Snape. Harry westchnął tylko zrezygnowany. Liczyć to, jako drugie czy trzecie wyparcie się go? Nim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć do Wielkiej Sali wleciały z krzykiem szesnaście sów. Po cztery sowy niosły po jednym kartonie. Z trzepotem wylądowały przed stołem. Przeszedł obok Lupina i zgarnął ze stołu garść smażonego boczku. Niewiele tego było przez to, że talerz znajdował się w pobliżu Black'a. Remus szybko wyjął Syriuszowi ostatni kawałek z jego dłoni i z uśmiechem podał chłopakowi całkowicie ignorując wzburzenie Łapy, które ukrócił jednym spojrzeniem. Potter szybko zabrał się za odwiązywanie paczek od łap ptaków. Każdemu z nich dawał pół paseczka boczku. Ostatnia sówka z oburzeniem napuszyła piórka i odwróciła łepek od ofiarowanego boczku. Harry zachichotał widząc takie zachowanie. Bardzo podobne do Hedwigi. Mała pannica, która nie na wszystko pozwala. Pogłaskał ją delikatnie jednym palcem pod dziubkiem i pocałował w łepek.
- Bardzo dziękuję za przesyłkę, droga pani. - Powiedział z uśmiechem. Ta w odpowiedzi tylko zahukała cicho i z gracja odleciała.
- A mnie ta cholera zawsze dziobie… - powiedział zaskoczony Snape patrząc za odlatującą sową.
- Zgredku! - Zawołał skrzata. - Proszę, zawołaj kilka skrzatów i poproś by zaniosły te paczki do mojego dormitorium. Potem przyjdź do mnie. Chcę cię jeszcze o cos prosić. -Skrzat zniknął. - Profesor Sprout, bardzo przepraszam, ale muszę iść jeszcze do biblioteki. Możliwe, że się spóźnię. - Gdy kobieta skinęła głową chłopak szybko wyszedł z sali.
- Wracając do tematu, Severusie. Bardzo dobrze, że się nie oświadczyłeś! Na pewno jeszcze można wszystko odkręcić. Bo domyślam się, że z nim nie spałeś! W końcu to twój uczeń! Ta różnica wieku je..
- Dość Minerwo! Doskonale zdaję sobie z tego sprawę! I nawet gdybym gwałcił Pottera, co noc to NIE JEST TWOJA SPRAWA! - Nie wytrzymał Snape i przerwał monolog nauczycielce transmutacji. Wściekła McGonagall wstała od stołu i klnąc po nosem i fukając ze złości poszła szybkim krokiem do swojego gabinetu.
- Severusie… Obawiam się, że Minerwa będzie was męczyła i wtrącała się w wasz związek tak długo aż z nią nie porozmawiasz… Zdaje się, że Harry próbował, ale jak widać nic nie zdziałał. Musisz załatwić tę sprawę. Nawet, jeśli ty możesz jej unikać, to Harry będzie miał z nią lekcje… - Zasugerował ostrożnie Lupin.
- Rozmawiał z nią?
- Nie jestem pewny, ale chyba pytał, o co jest tak naprawdę wściekła…
- Dam jej czas na ochłonięcie i z nią porozmawiam. – Zgodził się posłusznie Snape.
*.*.*
Wdrapał się na drabinkę i sięgnął po księgę, w której wyczytał podstawowe informacje o więzi. Gdy schodził z niej pojawił się Zgredek.
- Weź proszę kilka skrzatów do komnat Mistrza Eliksirów. Przenieś wszystkie moje rzeczy do dormitorium i zatrzyjcie jakiekolwiek ślady mojej obecności w lochach. Zostawię Severusowi tylko jedną księgę otwartą na właściwym fragmencie i proszę byście ją zostawili. Będę bardzo wdzięczny. - Rozporządził i wyszedł z biblioteki. Szedł dokładnie przyglądając się korytarzom. Nie korzystał zbyt często ze skrótów prowadzących do lochów jednak kojarzył gdzie są. Nie chciał przechodzić pod Wielką Salą. W końcu udało mu się znaleźć przejście. Szedł pewnie ponurymi, wąskimi schodami biegnącymi spiralnie w dół. Z poczuciem ulgi chwycił za klamkę drzwi, które nagle pojawiły się przed nim. Wyszedł na korytarz i rozejrzał się. Poszedł w prawo. Po chwili korytarz znów skręcał i za załomem dostrzegł znajomy obraz. Możliwe, że nie przez przypadek przejście prowadzące w pobliże biblioteki znajduje się tak blisko komnaty Mistrza Eliksirów. Podszedł do obrazu i powoli przesunął palcem wzdłuż grzbietu Sally. Wężyca wygięła się do jego palca mrużąc oczy z przyjemności, po czym odsłoniła przejście. Wszedł do salonu. Zniknął już stolik, przy którym robił notatki. Nigdzie nie było widać skrzatów. Działają nadzwyczaj szybko, albo po prostu komnaty przeszły nalot spragnionych zajęcia istot. Bez problemu znalazł odpowiedni fragment w księdze i położył ją na kawowym stoliku stojącym naprzeciwko kanapy. Po czym jak najszybciej wyszedł.
*.*.*
Obiad minął spokojnie. Zresztą nie siedział tam zbyt długo. Zjadł jak najszybciej i wyszedł. Otworzył dostarczoną rano przesyłkę. Znalazł tam dwie serie mang: „The Breaker", „The Breaker: New Waves", „Naruto" i „Naruto Shippuuden ". Zajmowały one większość miejsca. Na tomikach "Naruto" dostrzegł dodatkowo plik kartek z różnymi układami dłoni. Poza tym jeszcze masa książek. Będzie miał, co robić… Z westchnieniem wziął skoroszyt, w którym opracowywał eliksiry i ruszył do biblioteki. Zamyślony otworzył drzwi i drgnął zaskoczony, gdy poczuł pulsowanie pozytywnej aury. Szczęście i spokój. Uniósł głowę i zamarł. Przy oknie, po lewej stronie od drzwi stała McGonagall. To od niej pochodziły te pozytywne wibracje. Stała obejmowana przez Snape'a, który głaskał ją po plecach. Zacisnął zęby ze złości, a magia od razu się w nim wzburzyła. Przykuło to uwagę Severusa, który natychmiast odskoczył od kobiety.
- Harry! To nie tak jak… - reszta słów mężczyzny zagłuszona została trzaśnięciem drzwiami. Biegł korytarzami. Rzucił notatnik obok jakiejś zbroi i ruszył pędem do Sali Wejściowej. Trzasnął drzwiami wejściowymi i rozpoczął szaleńczy bieg wokół zamku. Musiał się jakoś wyżyć. Miał nadzieję, że wysiłek wyrzuci z jego głowy wciąż przypominający się obrazek. Snape, sam z własnej woli obejmował Mcgonagall, a ta promieniała szczęściem. Więcej wiedzieć nie musiał, a nawet zdecydowanie nie chciał. Miał nadzieję, że już wszystko się układa. Tym bardziej po rozmowie poprzedniej nocy. W końcu padł wycieńczony na trawę z trudem łapiąc oddech. Gdy nadeszła pora kolacji powoli uniósł się z ziemi i ruszył do kuchni. Już był spokojny, jednak był to bardzo kruchy spokój.
*.*.*
Nie gonił go dłużej, gdy dostrzegł, że Harry biega wokół zamku. Nie spodziewał się takiej gwałtownej reakcji. Poszedł powoli do lochów. Gdy przekroczył próg swoich komnat od razu wyczuł, że coś jest nie tak. Zdezorientowany rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie dostrzegł nic dziwnego. Wszystko wyglądało jak zawsze… Olśniło go. Zniknął stolik Harry'ego. Przeszedł przez wszystkie pomieszczenia, rozglądając się coraz bardziej gorączkowo. Zaczął otwierać wszystkie szuflady i szafy. To nie tylko stolik! Wszystkie rzeczy Pottera zniknęły! I to zniknęły, a nie zostały przeniesione gdzie indziej lub schowane. Zaczął chodzić w kółko po salonie zastanawiając się, co ma zrobić. Nagle jego wzrok padł na leżącą na stoliku księgę. Usiadł na kanapie i wziął głęboki oddech by się uspokoić. Położył opasłe tomiszcze na kolanach i zaczął czytać. Z każdą chwilą czuł, że robi mu się coraz słabiej.
- ZGREDEEK! - Zawołał niemal histerycznie.
- Tak, sir? - Pojawił się od razu skrzat nie przejmując się zdenerwowaniem profesora.
-Jakie ostatnie polecenie wydał ci Potter?
- Miałem przenieść wszystkie jego rzeczy i wraz z innymi skrzatami zatrzeć ślady jego obecności tutaj.
- Kiedy to było?
- Po śniadaniu. - Padła odpowiedź. Nie wiedział czy ma się z tego cieszyć czy być jeszcze bardziej przerażonym. Postanowił poczekać do kolacji i zobaczyć czy sprint wokół zamku wywiał głupie myśli z głowy chłopaka.
*.*.*
Potter nie pojawił się na kolacji. Nie przyszedł tez później do lochów. Wysłał Zgredka na zwiad. Harry jadł kolację w kuchni, a teraz się uczy ONMS lub czytał. Severus chodził nerwowo po od kominka do drzwi. Gdy wybiła cisza nocna nie wytrzymał i ruszył do wieży Gryffindoru. Zatrzymał się tylko na moment przed drzwiami do sypialni Harry'ego. Wziął głęboki oddech i bez pukania wszedł do pokoju.
- Nie przyszedłeś… - powiedział cicho zamykając za sobą drzwi.
- Wyjdź. -Padła krótka, stanowcza i zimna odpowiedź. Chłopak siedział na łóżku z książką i udawał, że go nie widzi jednak powietrze w pokoju zaczęło drżeć.
- Harry, nie masz się, o co złościć. Powiedziałem McGonagall, że… - Zaczął pośpiesznie tłumaczyć sytuację,
- Wyjdź! - Przerwał mu chłopak. Szyby w oknie zaczęły drżeć, a jemu po plecach przebiegł zimny dreszcz.
- Ale posłuchaj, ja… - Nie dokończył, bo został momentalnie pociągnięty na łóżko i przyciśnięty do niego.
- Nie mam najmniejszej ochoty słuchać, co jej mówiłeś. - Wysyczał Potter przez zaciśnięte zęby. Klęczał nad mężczyzną i trzymał jedną rękę na jego gardle. – Widziałem cię tulącego kobietę, która promieniała szczęściem na kilometr. Nie musisz mi nic więcej mówić.
- Ale... To naprawdę nie tak. Na pewno nie była taka szczęśliwa jak mówisz. Może nieco zadowolona, ale…
- Widzę aury. - Uciął lichą argumentację.
- Harry...
- Z trudem nad sobą panuję. - Nachylił się do niego i szeptał mu prosto do ucha. - Najchętniej przypomniałbym ci, z kim się związałeś i chociażby zgwałcił cię w tej chwili. Kusi mnie by wziąć cię jak najboleśniej byś zapamiętał tę lekcję do końca życia. Więc wynoś się póki nad sobą panuję!
- Skoro chcesz mnie wziąć to zrób to. - Powiedział cicho Snape drżąc coraz bardziej. Moc w powietrzu rosła i coraz bardziej drżała. Nagle jęknął zaskoczony, gdy Harry nagle odblokował więź. Poczuł na sobie wściekłość chłopaka. Tak samo wielką jak wtedy, gdy Dumbledore zaprotestował zdjęcie Mrocznego Znaku. Skulił się i zadrżał przerażony. Teraz ta wściekłość była skierowana w jego kierunku. Potter odsunął się od niego. Oparł rękę o wezgłowiu łóżka i spuścił luźno głowę.
- Wstań. - Natychmiast spełnił polecenie chłopaka stając na baczność przy łóżku. Ramiona Gryfona coraz mocniej drżały. Dostrzegł łzy spływające po jego policzkach.
- WYNOŚ SIĘ! WYNOŚ SIĘ ZANIM COŚ CI ZROBIĘ! BĄDŹ Z TĄ SUKĄ, ALE ZEJDŹ MI Z OCZU! - Rozległ się wrzask. Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać. Wybiegł z wieży Gryffindoru, nie tracąc czasu na zamykanie drzwi. Roztrzęsiony oparł się o zimną, kamienną ścianę zamku i osunął się po niej na posadzkę. Nie wiedział, co ma robić. Harry nie chciał go w ogóle słuchać. Zerwał się na nogi i pobiegł na trzecie piętro. Odnalazł odpowiednie drzwi i zapukał. Nic. Walnął w nie kilka razy pięścią. W końcu drzwi otworzyły się.
- Severusie… - Szepnął zaskoczony Lupin.
- Rozmawiałem z Minerwą. - Powiedział cicho nie przejmując się wciąż spływającymi po twarzy łzami.
- To dobrze.
- Harry mnie nienawidzi… - wyjęczał płaczliwym tonem. Remus przez moment milczał, po czym zrobił krok w tył wpuszczając go do środka.
