Rozdział 16

Mijały dni. W tym czasie wrócił do szkoły Hagrid i Potter spędzał sporo czasu również z nim. Jego codzienna rutyna raczej się nie zmieniła. A jeśli tak, to nie na tyle by mógł to dostrzec obserwując jego poczynania z boku. Do porannych ćwiczeń chłopaka dołączył Black. Codzienne łażenie na posiłki i odpowiednia dawka eliksirów sprawiała, że kundel coraz szybciej odzyskiwał siły po około półrocznej śpiączce. Co prawda dawał on ledwo radę wykonać jedno okrążenie, podczas gdy Gryfon jakieś dziesięć, jednak to nie zniechęciło Łapy.

- Pogodziliście się? - Zapytał cicho, gdy zdyszany Black wdrapał się na schody i przeszedł w pobliżu jego punktu obserwacyjnego.

- Trudno powiedzieć. Nie rozmawiamy. Uśmiechnął się do mnie raz, ale nie wymieniliśmy ani słowa. – Odpowiedział z trudem, siadając na schodach. Snape nie odrywał wzroku od okna. Harry właśnie siedział po turecku w samych spodniach. Oczy miał zamknięte. Palce zetknięte opuszkami trzymał na wysokości brzucha. Siedział tak codziennie rano i wieczorem, niezależnie od pogody. Nawet z tej odległości mógł bez trudu dostrzec zmiany w ciele chłopaka. Nie był już taki chuderlawy. Wszystkie mięśnie delikatnie zarysowane były pod skórą. Najbardziej przykuwały wzrok mięśnie brzucha i silne, już nie patykowate ramiona. Zrobiło mu się gorąco, gdy przypomniał sobie jak chłopak siedział tak wczoraj w strugach deszczu. Szybko odgonił od siebie te myśli.

Ilekroć próbował zamienić z nim, chociaż słowo, ten go całkowicie ignorował i nie zaszczycał nawet spojrzeniem. Prosił nawet Sprout o wstawiennictwo, jednak Potter zagroził jej, że jak powie, chociaż słowo na ten temat to przestanie przychodzić. Próbował dołączyć do porannych treningów jednak na nic się to nie zdało. Złapanie Gryfona w drodze do dormitorium było praktycznie niemożliwe, nawet używając skrótów. Gruba Dama nie chciała nikogo wpuścić do wieży nawet jak podał hasło, twierdząc, że do rozpoczęcia roku jest ono nieprawidłowe. Chciał wyjaśnić mu wszystko jak najszybciej, jednak czas błyskawicznie mu się kurczył, a on robił się coraz bardziej zdesperowany. Ledwo wybiegł, tamtego felernego dnia, z wieży Gryffindoru, a już więź była znowu zablokowana. Siedzenie pod portretem między trzecią, a piątą rano też nie dawało rezultatów. Gdy schodził rano na dół okazywało się, że Harry już ćwiczy. Nie znajdował żadnego sposobu by zostać wysłuchanym.

*.*.*

Czas mijał, aż w końcu nadszedł dzień trzydziesty sierpnia. Wszyscy przygotowywali zamek, przygotowywali plany lekcji, materiały. Jemu zajęło to wszystko jakieś dwie-trzy godziny. Przemeblował nieco salę do eliksirów, a na szafkach, gdzie przechowywał ingrediencje wymagające przechowywania w mroku, nalepił powiększone schematy. Nawet pomógł nieco Filchowi i skrzatom i wędrując po korytarzach pozdejmował zaklęciem pajęczyny i wypolerował mijane zbroje. Musiał jakoś się wyżyć i zająć myśli, wiec chodził po korytarzach i miotał zaklęciami czyszczącymi. Zamek dawno tak nie lśnił. Wieczorem, po kolacji miała się odbyć narada, by dopiąć wszystko na ostatni guzik i upewnić się, że wszystko zostało zrobione.

Przyszedł czas kolacji. Potter wyjątkowo się na niej pojawił jednak zajął szybko miejsce obok Hagrida.

- Harry! Dobrze cię widzieć na wspólnym posiłku! Dobrze się składa. Chciałbym byś po kolacji uczestniczył w naradzie wraz z całym gronem pedagogicznym. Musisz być jeszcze poinformowany o wszystkich obowiązkach prefekta. Normalnie dowiedziałbyś się w pociągu.

- Oczywiście panie dyrektorze. - Odpowiedział chłopak z uśmiechem. Snape zacisnął zęby. Narada jest jego ostatnią szansą na porozmawianie z chłopakiem przed rozpoczęciem semestru. Jutro wszyscy będą tak zabiegani, że wątpił by udało mu się dopaść dzieciaka.

*.*.*

Dotarł na zebranie, jako jedna z ostatnich osób. Teraz siedział w pokoju nauczycielskim od jakiejś godziny i walczył z powiekami i złością. Tyle czasu marnuje! Mógłby teraz siedzieć i czytać o przepływie Ki, zielarstwie, zaklęciach czy czymkolwiek innym! Od dłuższego czasu trenował tak jak wyczytał w mandze „The Breaker". Przyjmował odpowiednią pozycję i skupiał się na centrum Ki, co było przez czarodziei nazywane rdzeniem magicznym. Tak w każdym razie sądził. Udało mu się „zagęścić" magię w sobie i ukierunkować ją tak by nie wirowała w jego ciele, a harmonicznie w nim przepływała. Udało mu się nawet pobrać nieco energii z otoczenia, ale tego nie zamierzał zbytnio praktykować póki wciąż różnie bywało z panowaniem nad jego własną mocą. Coraz lepiej szło mu z przekierowywaniem energii do odpowiednich części ciała.

Raz nawet udało mu się zastosować techniki stóp bez władowanie się na drzewo. Jednak nie chciał tego trenować będąc bacznie obserwowanym przez któregoś z nauczycieli. Z technikami z „Naruto" było już gorzej. Udawało mu się stanąć na wodzie czy wejść dwa kroki po drzewie, jednak rzeczy tupu stworzenie klona czy zianie ogniem wykraczało jego możliwości. Mógł nieco kierować żywiołami. Sprawić, że z iskry wybuchnie ogień, zrobić mały wir wodny, jednak smocze umiejętności nie wchodziły w grę.

- Hagridzie, jak przygotowywanie powozów? - Wyrwał go z zamyślenia głos dyrektora.

- Pomogę Hagridowi zaprzęgać powozy i wyczyścić je, panie dyrektorze. Z tym nie ma problemu. - Zaofiarował szybko swoją pomoc. Rozejrzał się po twarzach zebranych. McGonagall robiła pilnie notatki i sprawdzała, czy każdy temat został poruszony, Remus, co chwilę uderzał z łokcia w żebra Syriusza, by ten nie chrapał, a profesor zaklęć siedział z wesołym uśmiechem, machając nogami dyndającymi z krzesła. Snape zaś siedział z twarzą niewyrażającą żadnych uczuć. Dyskusje o podział obowiązków toczyły się nadal. Profesor Sprout wstała i zaczęła robić herbatę. Przyjął z wdzięcznością swoją filiżankę. Małe pegazy biegały wokół matki, która próbowała ze spokojem zjeść nieco trawy. Uśmiechnął się zadowolony widząc, że trafił mu się bardzo ruchliwy wzór na porcelanie. Będzie miał, na czym oko zawiesić.

- Dobrze, teraz twoje obowiązki, chłopcze. - Odparł dyrektor z uśmiechem, akurat, gdy skończył dopijać herbatę. - Po pierwsze podlegasz Prefektowi Naczelnemu twojego domu.

- Kim on jest w tym roku?

- Och sądzę, że nie masz się, czym martwić. W tym roku to stanowisko będzie piastować Panna Granger. Możesz poruszać się po zamku, po ciszy nocnej. Rozdawać szlabany i odejmować punkty, jednak bez przesady. Musisz pilnować przestrzegania regulaminu i dbać o to by nie było kłótni, pomagać rozwiązywać problemy i być kimś na kształt starszego brata gryfonów.

- Nie powinno być z tym problemów panie dyrektorze. Złamałem tyle punktów regulaminu, że zdążyłem je nieco poznać. I tyle szlabanów, że będę umiał ostrzec młodsze roczniki, co najbardziej drażni, którego z profesorów. - Zapewnił starając się żartem nieco rozbudzić wszystkich w pomieszczeniu i rozładować nieco poważną atmosferę. Nim dyrektor zdążył coś jeszcze powiedzieć, Harry podskoczył na swoim krześle zaskoczony. W jednej sekundzie Snape klęczał przy jego krześle z nisko pochyloną głową i rękami złożonymi na jego udzie.

- P-profesorze Snape? - Zapytał zaskoczony. Na moment mężczyzna podniósł wzrok.

- Na każde twoje żądanie, Panie. - Odpowiedział Mistrz Eliksirów znów chyląc głowę.

- Kurwa… - jęknął Harry niemal przerażony tą sytuacją.

- Panie Potter! Słownictwo! - Krzyknęła oburzona nauczycielka transmutacji, którą przekleństwo otrząsnęło z szoku.

- A zna pani lepsze słowo podsumowujące sytuację?! – Warknął, nieświadomie kładąc dłoń na głowie mężczyzny. – Profesorze Snape, proszę położyć zawartość kieszeni na stole. - Wydał polecenia, nie czekając na odpowiedź nauczycielki. Na blacie błyskawicznie pojawiła się różdżka, kilka fiolek z eliksirami, czarne pióro i kałamarz. Spojrzał na etykietki. Nic szczególnego. Eliksir pieprzowy, rozgrzewający, wzmacniający i regenerujący, a także leczący skutki Cruciatusa. Wszystkie te rzeczy zostały ustawione rzędem przy jego filiżance, na której pegazy już grzecznie spały. Skierował wzrok na nauczycielkę zielarstwa.

- Profesor Sprout? - Spytał spokojnie wzmagając zdenerwowanie kobiety.

- Ja… On powiedział, że to eliksir wzmacniający… - szepnęła zdenerwowana podając Harry'emu pustą fiolkę.

- Ja pierdolę… - przeklął jeszcze raz widząc elfickie pismo na buteleczce. Nie miał pojęcia skąd mężczyzna miał ten eliksir. Był pewny, że nie uwarzył go sam, bo nie miał jak!

- Wedle życzenia, mój panie. - Powiedział Snape szybko podnosząc się na nogi i zaczynając rozpinać spodnie.

- Cholera! Stop! - Severus zatrzymał się w pół ruchu. – Zapnij spodnie. - Padło kolejne polecenie, które natychmiast zostało wykonane.

- Weź swoje rzeczy. - Zwrócił się znów do mężczyzny i spojrzał na zegarek. Jedenasta. - Panie dyrektorze, obawiam się, że profesor Snape nie będzie brał udziału w jutrzejszej uczcie. Eliksir będzie działał na niego przez 48godzin… - wytłumaczył wstając od stołu. Spojrzał na blat. Wciąż stały tam buteleczki, a mężczyzna siedział na piętach z rękoma położonymi na kolanach.

- Miałeś wziąć swoje rzeczy…

- Ale jestem cały twój panie i wszystko należy do ciebie. - Odpowiedział kłaniając się. Harry westchnął zrezygnowany.

- W takim razie weź z powrotem wszystkie rzeczy, które wyciągnąłeś z kieszeni i chodź za mną. – Uściślił, siląc się na spokój. Po czym wyszli razem do lochów.

*.*.*

Weszli do komnat Mistrza Eliksirów. W pierwszej kolejności padł na jeden z foteli stojących przy kominku.

- Usiądź. - Poprosił machając ręką w kierunku kanapy. Jednak nim zdążył zareagować Snape już klęczał przy nim i ucałował rękę, która wykonał przed chwilą niedbały gest. –Czemu siedzisz na ziemi? Usiądź na kanapie lub fotelu…

- Wybacz panie mą śmiałość, jednak wolę być bliżej ciebie. - Odpowiedział natychmiast. Wyciągnął rękę z uścisku bladych palców i z jękiem ukrył twarz w dłoniach. „Jeden hipopotam. Dwa hipopotamy. Trzy hipopotamy…" - zaczął liczyć w myślach. Nagle poczuł, że ktoś odsuwa mu ręce od twarzy i przykłada zimny ręcznik do czoła.

- Usiądź gdzie ci pasuje, byle nie na podłodze…

- Gdzie tylko chcę? - Upewnił się ostrożnie. Gryfon skinął twierdząco głową i sekundę później profesor siedział mu na kolanach. Powstrzymał kolejne wyrywające się z ust przekleństwo.

- A więc, podałeś mi eliksir posłuszeństwa…

- Tak, panie.

- Wiesz, dlaczego działa on na ciebie?

- Nie, panie.

- Przez więź. Eliksir jest stworzony dla zawiązujących. Jeśli poda go osoba związana, czas działania eliksiru dwukrotnie się wydłuża. Nie wspomniałem o tym, bo nie sądziłem, że będzie to istotne. Dlaczego dolałeś mi eliksir?

- Nie dolałem, panie.

- Eh… Dlaczego namówiłeś profesor Sprout by dolała mi eliksiru do herbaty?

- Bo mnie unikałeś i nie chciałeś ze mną porozmawiać, panie.

- A co takiego chciałeś mi powiedzieć?

- Że rozmawiałem z profesor McGonagall i nie będzie się ona już wtrącać w nasz związek. Bała się, że jestem do niego zmuszany, że nie będę bezpieczny i muszę robić coś wbrew swojej woli, panie.

- Dlaczego ją przytulałeś? - Wysyczał przez zaciśnięte zęby.

- Ona spytała czy może mnie przytulić, po tym jak zrezygnowana i nieco uspokojona życzyła nam szczęścia. - Padła natychmiastowa odpowiedź. Na to już nic nie odpowiedział. Przyswajał słowa nauczyciela wpatrując się w wygasły kominek. Wyciągnął w jego kierunku dłoń i drewno na nowo zajęło się ogniem. Siedział jeszcze przez jakiś czas zamyślony.

- Panie…? - Usłyszał szept Snape'a tuż przy swoim uchu i poczuł palce przesuwające się wzdłuż szyi.

- Idź weź prysznic i połóż się do łóżka. - wymamrotał wciąż wpatrując się w ogień. Ciężar z jego kolan znikł, a po chwili stuknęły zamykane drzwi od sypialni. Osunął się nieco w fotelu. Co miał zrobić? Nie zamierzał dwóch dni przesiedzieć bezczynnie w lochach. Z tego, co pamiętał o eliksirze, to wpływa on na zachowanie, jednak osoba cały czas zachowuje świadomość. Po prostu nie ma władzy nad ciałem. Miał jutro pomóc Hagridowi. Właściwie nie ma chyba problemu by profesor im pomógł. Potem przed przyjazdem uczniów zamkną się w lochach. Podobno po uczcie Snape szedł do pokoju wspólnego przywitać pierwszaki. Chyba będzie musiał złapać Malfoy'a lub jakiegoś innego prefekta i przekazać mu wiadomość, że profesora zatrzymały jakieś sprawy… lub w jakiś inny sposób mu to przekazać. Nie miał pojęcia czy profesor podjął decyzję, co do tego jak bedzie się zachowywał. Całkiem możliwe, że część osób uważa go za martwego, bo w końcu raczej nie biorą pod uwagę możliwości zdjęcia Znaku. Wstał z fotela i udał się pod prysznic. Snape już grzecznie leżał w łóżku.

*.*.*

Wyszedł z łazienki w samym ręczniku. Zapomniał zawołać Zgredka by przyniósł mu pidżamę.

- Panie… - dobiegł go cichy głos. Spojrzał w kierunku łóżka. - Panie, proszę, weź mnie. Należę cały do ciebie. - Powiedział Snape wypinając pośladki i rozsuwając szerzej nogi. Harry z trudem przełknął ślinę. Nawet, jeśli wiedział, że to sprawka eliksiru, ciężko było nie zareagować na taki widok. Podszedł do łóżka i położył dłoń na jednym z pośladków i pogładził skórę kciukiem. Ciało pod jego dłonią zadrżało.

- Eh… Ale będziesz potem zawstydzony… Właściwie to pewnie już jesteś…

- Tak, Panie… - głos profesora drżał.

- Nie nazywaj mnie 'panem'. – Powiedział przesuwając dłoń tak, że kciuk wsunął się w rowek i musnął wejście.

- Ohhmm!... D-dobrze. - Wyjęczał Snape drżąc coraz mocniej. Harry westchnął i zabrał dłoń.

- Połóż się. - Rozkazał. Zdjął ręcznik i ułożył się po swojej stronie łóżka. Severus natychmiast ułożył głowę na jego piersi. – Śpij. - Wyszeptał i obserwował jak powieki powoli zakrywają czarne oczy.

- Przepraszam… - wyszeptał jeszcze Harry nim zamknął oczy. Nie spodziewał się, że jego zachowanie doprowadzi Snape'a do takiej ostateczności.

*.*.*

Budził się o czwartej już praktycznie bez pomocy Zgredka. Jednak łatwiej było wstać, gdy ten go wyganiał z łóżka. Tak zawsze go kusiło by nieco jeszcze poleżeć. Tym razem jednak bez marudzenia uciekł do łazienki i tam zawołał skrzata nie chcąc budzić Snape'a. Wziął prysznic i wyszedł trenować. Ćwiczył już od jakiegoś czasu i właśnie zaczynał kolejne kółko wokół zamku.

- Haaryy! - Usłyszał krzyk, a moment później został powalony na ziemię. - Harry, nie zostawiaj mnie… - usłyszał szept leżącego na nim Snape'a. Z trudem usiadł, a mężczyzna wtulił się w niego jeszcze bardziej przesuwając się tak, że leżał na ziemi wczepiony w jego koszulkę i przytulał się do jego piersi.

- Severusie… Ty…. Jesteś nagi?!

- Wybiegłem cię szukać, gdy tylko się obudziłem… - wymamrotał Snape.

- Zgredku! - Zawołał natychmiast obejmując mężczyznę i rozglądając się, by upewnić się czy aby na pewno są sami. W końcu skrzat dostarczył rzeczy profesora i Harry odetchnął z ulgą.

- Widzisz tamto drzewo nad brzegiem jeziora? Idź się o nie przyj i posiedź na słońcu. Ja zaraz do ciebie przyjdę.

- Masz na myśli bijącą wierzbę, Harry?

- Wpadł ci w ogóle do głowy taki pomysł jak opieranie się o bijącą wierzbę? - Zapytał Potter nie będąc pewnym czy dobrze usłyszał.

- Jeśli sobie tego zażyczysz, Panie.

- Nie. Miałem na myśli tamten dąb. - Uściślił załamując ręce. Snape skinął głową i niechętnie skierował się nad brzeg jeziora. Zrobił jeszcze szybkie dwa kółka wokół zamku i usiadł obok towarzysza. Zdjął koszulkę i buty i zaczął skupiać się na swojej Ki i modelowaniu jej. Reszta poranka minęła spokojnie. Poszli do lochów i tam zjedli śniadanie. Później nieco poczytali i poszli pomóc Hagridowi w czyszczeniu powozów i łodzi. Im bliżej wieczora tym bardziej zaczynał się denerwować. W międzyczasie poprosił Zgredka by zabrał z wieży Gryffindoru książki z biblioteki i je odłożył na miejsca. Więc już tym szczegółem nie musiał się martwić. Chociaż nie był pewny, czy można nazwać to szczegółem patrząc na ilość wyniesionych przez niego książek. Wracając do zamku natknęli się na Dumbledore'a.

- Dobrze, że was widzę! Jak się czujesz Severusie? - Zapytał uradowany dyrektor, gdy tylko ich dostrzegł. Snape jednak nawet nie drgną stojąc wpatrzony w Harry'ego.

- Ehm… Panie dyrektorze, czy mógłby pan przekazać jakoś Ślizgonom, że profesor Snape nie będzie na razie osiągalny? Zdaje się, że miał on w zwyczaju po powitalnej uczcie iść do ich Pokoju Wspólnego i wygłaszać jakaś mowę. Nie ma sensu by dzieciaki czekały…

- Oczywiście. Zajmę się tym. - Odpowiedział dyrektor poważniej, przypatrując się uważnie Mistrzowi Eliksirów. Potter szybko zabrał go z dala od badawczego spojrzenia błękitnych oczu.

*.*.*

Pierwszy września. Obudził się zdenerwowany. Snape wciąż spał przy jego boku. Tego dnia zrezygnował z porannych ćwiczeń. Im więcej profesor będzie spał tym mniej czasu zostanie na jakieś wpadki. Wstali, więc dopiero na śniadanie. Już wiedział, czego może się spodziewać więc wszystko szło w miarę gładko. Po obiedzie zaczęli w wariackim tempie zaprzęgać powozy, a profesorowi kazał grzecznie czekać na schodach. Gdy tylko skończyli pracować przy ostatnim powozie poczuł, że dopadły go nerwy. Łatwo jest nie myśleć, gdy jest się zajętym, a tym bardziej, gdy się człowiek śpieszy. Wziął głęboki oddech na uspokojenie i ruszyli do zamku. Czas zabunkrować się w lochach. Nie umiał powiedzieć, czego bardziej się obawia. Tego, że coś pójdzie nie tak, czy tego jak będzie wyglądało mijanie działania eliksiru i jak zareaguje Snape.

*.*.*

Usiedli do kolacji. Uczta w Wielkiej Sali rozpoczęła się jakieś pół godziny temu. Ciągle nerwowo sprawdzał godzinę i obliczenia. Eliksir powinien przestać działać o dwudziestej drugiej. Mięli godzinę. Skończyli jeść i wysłał Severusa pod prysznic i do łóżka. Sam niewiele zjadł. Czekając na profesora zaczął nerwowo chodzić po pokoju. Snape wyszedł z łazienki w bokserkach i wsunął się pod kołdrę. Jakiś postęp - nie wyszedł nagi jak poprzednio. Pół godziny. Ułożył się na kołdrze obok mężczyzny i zaczął go głaskać jego włosy zerkając, co chwilę na zegarek, a profesor powoli zasypiał.

*.*.*

- Harry Potter, sir. - Obudziło go szarpanie za rękaw i głosik Zgredka. Zaspany przetarł oczy.

- Która godzina? - Zapytał doprowadzając się do ładu.

- Dwudziesta trzecia, sir. Panienka Hermiona pyta czy przyjdzie pan się przywitać z pierwszorocznymi. Bardzo im na tym zależy…

- Już idę… - wymamrotał. Zostawił wiadomość dla Snape'a i ostrożnie wyszedł z lochów. Wbiegł na wierzę używając do tego skrótów, wiec nie zajęło mu to zbyt wiele czasu.

- Harry! Gdzieś ty się podziewał!? - Krzyknęła oburzona Hermiona od razu, gdy wszedł do pokoju wspólnego.

- Jakbyś nie wiedziała. - Wymamrotał Ron pod nosem.

- Oj, daj spokój. Cały czas byłem w zamku. Mięliśmy drobny… wypadek przy pracy… To wszyscy pierwszoroczni? - Spytał rozglądając się po twarzach całkiem sporej grupy zebranych.

- I trochę osób z drugiego roku. - Podsunęła dziewczyna.

- To wszystko wyjaśnia. - Mruknął, po czym uśmiechnął się do dzieciaków. - Ok! Po kolei! Profesor Dumbledore na uczcie wymienił wam podstawowe zasady. Teraz nieco bardziej praktyczne porady. Profesor McGonagall, nauczycielka transmutacji, wiele wymaga i wiele zadaje. Najlepiej jest przeczytać przed zajęciami kolejny rozdział, by wiedzieć, o czym mowa i dobrze kojarzyć, co było na poprzednich zajęciach. Tym bardziej, jeśli się gada na lekcji. Na lekcjach historii większość osób śpi. Na lekcji obrony przed czarną magią będziecie mieli dwóch nauczycieli, jeden z nich jest wilkołakiem, ale nie macie się, czego obawiać. Ma on już przygotowany zapas eliksiru tojadowego na chyba pięć pełni naprzód lub więcej. Zresztą i bez eliksiru nikogo nie zabił ani nie ugryzł. Profesor Hagrid… Pewnie wejdziecie z nim do Zakazanego Lasu, chociaż nie jestem pewny, na którym roku. Dla niego im groźniejsze i niebezpieczniejsze zwierzę tym ciekawsze. Dlatego słuchajcie uważnie tego, co mówi i trzymajcie się jego wskazówek. Ach i sami nie wchodźcie do lasu. Z Ronem kilka razy naprawdę cudem uniknęliśmy śmierci lub bardzo poważnych obrażeń.

Tak samo nie radzę zbliżać się do bijącej wierzby, chyba, że ktoś chce mieć połamane żebra. Nieprzyjemne, nie polecam. To tyle, jeśli chodzi o nauczycieli. Zaraz poruszę jeszcze jedną sprawę. - Przyjrzał się twarzom uczniów. Większość była blada, a usta rozdziawione. Ciekawe jak będą wyglądać po pierwszej lekcji eliksirów… - Zapomniałbym. Profesor Snape. Uczy on eliksirów. Nie było go na dzisiejszej uczcie. Nie wiem jak będzie prowadził zajęcia w tym roku. Musicie się uczyć, inaczej będzie nieprzyjemny. Nawet, jeśli w tym roku będzie zachowywał się odrobinę inaczej niż dotychczas to na pewno nie zmieni się to, że jest bardzo surowym nauczycielem.

Teraz Ślizgoni. Uważa się ich za przyszłych Śmierciożerców. Nie jest to jednak prawda. - Zignorował zdziwione sapnięcie Rona i mówił dalej. - Fakt, wielu z nich ma w rodzinie zwolenników Voldemorta jednak Slytherin nie jest tego wyznacznikiem. Nie kłóćcie się z nimi i nie szufladkujcie. Mnie Tiara Przydziału chciała umieścić w Slytherinie. Nie jestem w nim, bo się uparłem. Wiele z osób przyłącza się do Czarnego Pana ze strachu o rodzinę, inni wierzą w jego ideały, a potem rzeczywistość w jego szeregach okazuje się nieco inna. - Część osób teraz nieco drżała przerażona. - Jeśli ktoś myśli o przyłączeniu się do niego, obojętnie czy to z powodów ideowych czy ze strachu, niech przyjdzie do mnie. Nie potępię nikogo tylko powiem, co wiem i dam możliwość porozmawiania z osobą, która dołączyła do Czarnego Pana z powodów… ideowych.

Oczywiście nikt inny nie będzie o tym wiedział. Nie musicie się bać, jeśli nie jesteście po stronie Dumbledore'a. Ja osobiście nie popieram działań Voldemorta, ale jednak nie popieram wszystkich idei dyrektora. Zgłaszajcie się do nas o pomoc w czymkolwiek będziecie mieli problem. Od problemów z nauczycielami, po znalezienie książki. Z chęcią wam we wszystkim pomożemy i nie musicie się bać. Mamy kolegę, który jest świetny w zielarstwie i na pewno z chęcią wam będzie tłumaczył, więc nawet, jeśli nie pomożemy wam osobiście, to znajdziemy rozwiązanie. Uf, rozgadałem się! - Zaśmiał się za koniec starając się rozładować atmosferę.

- Dobra, idźcie spać! Jutro musicie wstać wcześniej by poznajdywać sale, w których macie zajęcia! - Zawołała Hermiona klaszcząc w dłonie, by zwrócić na siebie uwagę. Dzieciaki szybko odwróciły się na pięcie i uciekły na schody do swoich pokoi, zbyt oszołomione by protestować.

- Czemu nie było cię na uczcie? - Zapytała dziewczyna cicho.

- Małe problemy z więzią. Powiedzmy. W każdym razie muszę wracać do niego. - Odpowiedział szeptem. Pobiegł do dormitorium po odznakę prefekta i popędził do lochów.

*.*.*

Wszedł do sypialni i usiadł na brzegu łóżka.

- Severusie? - Zapytał targając mu włosy. Mężczyzna tylko mruknął przez sen. - Severusie, pobudka! - Powtórzył głośniej szturchając go w ramię. Snape w końcu przewrócił się na plecy szeroko ziewając. Zamrugał kilka razy.

- O nie… - jęknął, gdy się rozbudził i ukrył twarz w poduszkach. Harry uśmiechnął się na ten widok. Wstał, rozebrał się do gaci i złośliwie zaczął się wciskać do łóżka po stronie Severusa.

- Powiedz mi tylko skąd wziąłeś eliksir? - Poprosił leżąc na boku i głaszcząc nagie plecy mężczyzny.

- Był w szafce niedaleko księgi. Porównałem znaczki. Nie mam pojęcia, czemu go wziąłem… - wymamrotał unosząc się minimalnie, by poduszka nie tłumiła jego słów, jednak wciąż nie odwracając się do niego.

- Powinieneś mi powiedzieć, że je znalazłeś…

- Wiem. - Burknął kładąc się na boku, jednak tak, że leżał odwrócony plecami do Harry'ego. Potter zamknął oczy i odblokował więź. Poprowadził nią odrobinę swojej mocy. Ciało przed nim drgnęło zaskoczone.

- Mam przestać? - Spytał szeptem wprost do ucha profesora. Położył jedną dłoń na jego boku i zaczął powoli zsuwać na brzuch.

- Nie… - mruknął cicho Snape. Uśmiechnął się zadowolony słysząc taką odpowiedź. Zaczął palcami delikatnie ugniatać i masować skórę coraz bardziej zbliżając się do bokserek. Profesor coraz bardziej się rozluźniał. Zadowolony z takiej reakcji, wsunął palce pod gumkę bokserek przenosząc pieszczotę na podbrzusze mężczyzny

- Co ty wyprawiasz?! - Wrzasnął zaskoczony odwracając się błyskawicznie w stronę chłopaka.

- Dotykam cię. Wreszcie odwróciłeś się do mnie. - Wyszczerzył się jak głupi. I pocałował zaskoczonego Snape'a w usta. Ledwo ich wargi się zetknęły, stracił poczucie rzeczywistości. Jedną rękę wsunął na kark mężczyzny a drugą starał się go przytrzymać jak najbliżej. Nie miał pojęcia jak długo się całowali. Czas mógł równie dobrze stanąć w miejscu. Jednak w końcu musieli się od siebie odsunąć, bo zaczęło im brakować powietrza.

- Ty… masz pomysł, co powiedzieć Ślizgonom? - Zapytał z trudem. Snape tylko zamknął oczy i skinął głową. – Wiesz, że jutro znów wstaję o czwartej? - Kolejne potwierdzenie. Położył się i przyciągnął Severusa do siebie. Ten od razu ułożył głowę na jego piersi. -Porozmawiamy rano? - Zadał już ostatnie pytanie.

- Tak. - Padła cichutka odpowiedź.

- Dobranoc Severusie.

- Dobranoc Harry…