Rozdział 19
-Spóźniłeś się… - Mruknął Ron, nie odrywając wzroku od poruszających się zawodników.
- Wiem, przepraszam. Miałem rano małą przepychankę z… wiesz kim. – Wyjaśnił, podążając za spojrzeniem przyjaciela.
- Och. O co poszło?
- On… pozwolił mi się dotknąć. I tak sobie leżeliśmy i gładziłem go po piersi i ramionach…
- Coś czułem, że jednak nie chcę wiedzieć… - wymamrotał Ron, robiąc się zielony na twarzy.
- …No i wyczułem, że ma na sobie zaklęcia maskujące. Kazałem mu je zdjąć, on zaprotestował, ja nalegałem i poinformowałem, że zrobi to sam, albo ja mu pomogę… On się wkurzył i zerwał z łóżka, wziąłem różdżkę, pobiegłem za nim i… tak jakoś zleciało. Ale zaklęcia zdjęliśmy. Co prawda musiałem mu zasugerować, że przejmuje się tym, co pomyślę o jego ciele, ale zadziałało.
- Acha… Z jednej strony chciałbym to zobaczyć, z drugiej cieszę się, że mnie przy tym nie było…
- Mhm. Masz już jakiś plan? Jak dla mnie wygląda na to, że będziemy mięli sporą drużynę.
- O czym ty mówisz?- Zapytał zdezorientowany rudzielec odwracając w końcu wzrok na przyjaciela.
- No spójrz. Dwójka dzieciaków z drugiego roku i dwójka z trzeciego ma potencjał. Jeśli teraz zaczną trenować to, gdy odejdziemy, drużyna będzie miała mocnych zawodników. Z drugiej strony, ci z piątego i szóstego roku są nieźli, ale będą krótko w drużynie. Proponowałbym na zawodników wziąć starszych, a młodych trenować na rezerwowych i może czasem wystawić na przykład po jednym młodziku do meczu… Może nie ze Ślizgonami, ale w meczu z Puchonami…
- TYLE OSÓB?! Pozabijają się!
- Nie, jeśli wszystko im się jasno powie. Mogę się tym zająć.
- Na twoją odpowiedzialność!
- Spoko, mogę cichcem wykorzystać przywileje prefekta.- Wyszczerzył się Harry.- Podjąłeś już decyzje, co do ścigających?- Dopytywał. Przyjaciel w zamyśleniu skinął głową. Zawołał kandydatów na ścigających i rozpoczął przegląd pałkarzy.
- TO. JEST. TRAGEDIA… - wyjęczał załamany Ron.
- Nie będzie tak źle. W razie czego mamy na moje zastępstwo Giny. Mogło być gorzej.
- Ale… ale… Nie mamy pałkarzy!
- To fakt… - wymruczał. Stali w ciszy zastanawiając się nad sytuacją. W końcu Harry westchnął.
- Wezmę pałkę i zobaczymy czy znajdzie się ktoś, z kim da się COKOLWIEK zrobić…
*.*.*
Dzień minął szybko. Może aż za szybko. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Spędził w nim tyle czasu i wiązało się z nim tyle wspomnień. Nawet cieszył się, że jest tu ponownie. Jednak denerwował się tak samo jak za pierwszym razem. Miał jednak nadzieję, że teraz uda mu się zadziałać na większą skalę i z większą skutecznością. Zamknął na moment oczy. Gdy je otworzył sala była nieco większa, stos poduszek powiększył się, tak samo jak biurko. Nerwowo zerknął na zegarek. Miał jeszcze trochę czasu. Postawił torbę na drewnianym blacie i zaczął wyciągać i układać w stosy odpowiednie arkusze i pergaminy. W kącie sali, za biurkiem, zmaterializował się stolik i krzesło. Przygotował na nim plik kartek i pióro ze stalówką. Po raz setny wyrównał sterty kartek i nerwowo zerknął na zegarek.
- Uspokój się! Już to robiłeś i byłeś świetny! - Zachichotała Hermiona, która właśnie weszła z Ronem do Pokoju Życzeń. Delikatnie uśmiechnął się do dziewczyny, nic jednak nie mówiąc. Nie wiedziała co planował. Wiedzieli, że chce wprowadzić kilka zmian, ale nie wiedzieli, jakich. Pergamin, na którym mieli sporządzić listę członków został o wiele bardziej zabezpieczony, by uniknąć sytuacji z zeszłego roku.
W końcu o osiemnastej otworzyły się drzwi i przestał nerwowo wydeptywać ścieżkę w kamiennej posadzce. Kolejne osoby wchodziły i wesoło się witały. Uśmiechnął się uspakajająco do kilku pierwszaków i całkiem sporej grupki nowych osób. Po piętnastu minutach uspokoił całą zebraną grupę i wszyscy zajęli miejsca na poduszkach. Czas leciał.
- Ok! Mamy sporo do omówienia i ograniczony czas, a w każdym razie ograniczony by omówić część spraw. Dlatego proszę, by nikt nic nie mówił dopóki nie skończę. Jest konieczne wprowadzenie wielu zmian. Jest też z nami wiele nowych osób i mam nadzieję, że niedługo dotrze więcej, jednak nie macie się czego bać. Wszystko zostanie wyjaśnione, jednak pytań nazbiera się sporo, więc proszę o zostawienie ich na koniec. - Poprosił.
Odpowiedział mu zbiorowy pomruk aprobaty. Jeszcze raz zerknął na zegarek. Czterdzieści pięć minut i musi pokierować sytuacją tak by nie doszło do przelewu krwi. Wziął głęboki oddech i zaczął.
- Jak wiecie, zmieniło się moje podejście do wielu spraw. W wakacje dojrzała we mnie moc i to sprawiło, że wiele spraw wyszło na jaw. Mówiąc w skrócie, nie dołączę nigdy do Voldemorta, jednak nie jestem już w pełni po stronie Dumbledore'a. Oboje są zręcznymi politykami, a ja nie zamierzam być kartą przetargową w czyichkolwiek rękach. Popieram część poglądów każdego z nich, przy czym mam namyśli ich początkowe postulaty, a nie obecną rzeź i absurd prowadzony przez Voldemorta. - Zdjął okulary i położył je na biurku. Starając się przyzwyczaić do pulsującej tęczy barw zebranych słuchaczy, kontynuował. - Założyliśmy Gwardię Dumbledore'a, bo chcieliśmy nauczyć się bronić. Siebie i swoich najbliższych. Chcę podkreślić tę funkcję Gwardii. Ma ona nas chronić, a nie służyć by wspierać daną frakcję polityczną. Dlatego pierwszą, raczej kosmetyczną zmianą, będzie zmiana nazwy. Z Gwardia Dumbledore'a na Gwardię Defensywy. Dzięki temu skrót się nie zmieni, ale nazwa nie będzie wprowadzać w błąd.
- Ja nie mogę. Jakie mądre zdania, Harry. „Zręczni politycy", „frakcje polityczne", „postulaty"… Ile czasu układałeś te mowę? - Wyrwało się Seamusowi, a reszta osób zachichotała.
- Długo. Na szczęście obyło się bez słownika. - Wymamrotał, co wywołało jeszcze większy wybuch wesołości. – Nie mamy czasu ludziska! Przechodzę do kolejnej sprawy! Komunikacja za pomocą monet nie zmieni się! Tym, którzy nie wiedzą, o czym mówię, wytłumaczę to później. W każdym razie pergamin, na który będziecie się wpisywać został nasączony odpowiednimi eliksirami i obłożony odpowiednimi zaklęciami. Tak samo jak wejście do tej sali. Obojętnie czy zgodzicie się przyłączyć do nowego GD nie będziecie mogli nikomu powiedzieć o tym, co tu usłyszeliście. Nawet pod Veritaserum, czy też za pomocą Legilimencji.
Nie będziecie mogli nawet pokazać komuś tego wspomnienia w myślodsiewni. Chyba, że pod odpowiednią przysięgą. NAWET Dumbledore'owi. Jeśli ktoś będzie chciał do niego dołączyć, to proszę bardzo, jednak musicie pamiętać, że ta grupa ma pozostać TAJNA. Także to, czego się tutaj nauczycie. Będziemy uczyć się razem zaklęć tak jak przedtem. Chcę, by każdy znał podstawy i zaklęcie patronusa, jednak nie będziemy skupiać się tylko na zaklęciach. Widzę teraz wasze aury. Pomogę wam znaleźć dziedzinę, w której będziecie mogli osiągnąć mistrzostwo. Magia każdego z was ma swój… charakter. Każda dziedzina będzie dla nas ważna i pomocna. Jednak programem nauczania zajmiemy się za chwilę. - Spojrzał znowu na zegarek. Piętnaście minut. Kto, do diabła, pogania tak ten czas?!
Została mu do omówienia ostatnia kwestia. Widział już, że wiele osób powstrzymuje się od pytań. Wiedział, że to, co powie prawdopodobnie wywoła lawinę. - Mieliśmy ustaloną jedną zasadę, której nie trzymaliśmy się w stu procentach. Od dzisiaj się to zmieni. - Powiedział stanowczo. „Mam nadzieję" pomyślał, zerkając na drzwi. Był zadowolony, że ton głosu nie zdradził jego wątpliwości i obaw. - Mam na myśli zasadę, że tutaj nie obowiązuje podział na domy.
- Nie zrobisz tego! - Zerwał się oburzony Ron.
- Widzę, że Ron domyślił się, o co chodzi. Wierzę, że część osób może być równie nieprzekonana, co Ron, jednak proszę byście poczekali z podjęciem decyzji do końca spotkania.
- Harry? Chcesz by dołączyli do nas Ślizgoni? - Zapytał spokojnie Michael Corner. Ron cały czas stał, czerwony na twarzy.
- Tak. – Po jego odpowiedzi nie nastąpiło żadne trzęsienie ziemi i apokalipsa, tak jak się obawiał.
- Ej, nie powinieneś się tak dziwić! Po twojej przemowie na początku roku szkolnego nikt raczej nie jest zaskoczony. – Powiedziała Giny śmiejąc się z jego wyrazu twarzy.
- Jak chcesz przekonać Ślizgonów? - Zapytała Luna.
- Tak właściwie Severusa powinien ich przyprowadzić za jakieś… Cztery minuty i dwadzieścia osiem sekund…
- SEVERUS?! - Rozległ się zgodny okrzyk.
- To długa historia. - Wymamrotał.
- Czyli teraz czekamy na Ślizgonów? - Zapytał Zachariasz, który pierwszy otrząsnął się z szoku.
- Tak. Wtedy omówimy konkrety. Przedstawię wam cały mój plan.
- Z powodu dołączenia się do nas Ślizgonów zwołałeś nas o godzinę wcześniej? - Zakpiła Giny.
- Ej! Spodziewałem się, że wybuchną krzyki, protesty i tak dalej! Wolałem, by ich tu wtedy nie było, by ograniczyć ofiary!
- Cóż… Tak naprawdę to głównie Gryfoni tak nienawidzą Slytherinu… Odezwała się Susan Bones.
- Mniejsza z tym! Czy Snape nie jest śmierciożercą? - Zapytał Lee. Nim Harry zdążył odpowiedzieć na pytanie, drzwi otworzyły się. Znów spojrzał na zegarek i uśmiechnął się w duchu. Punktualny, co do sekundy. Mistrz Eliksirów wmaszerował do sali pewnym krokiem i zmierzył wszystkich wzrokiem. Panowała całkowita cisza.
- No, no, jestem pod wrażeniem. Czymś im zagroziłeś, Potter? - Ironizował Snape.
- Och, chyba ich nie doceniasz. - Odpowiedział pewnie maskując swoje wcześniejsze obawy. Część osób parsknęła widząc jego zachowanie. Mistrz Eliksirów zignorował wszystkich. Machnął różdżką i przetransmutował jedną z poduszek w obszerny fotel. Usiadł i zatopił się w lekturze książeczki, którą wyciągnął z kieszeni szaty. Harry przebiegł wzrokiem po zgromadzonych Ślizgonach.
- Cieszę się, że przyszliście, Draco. - Zwrócił się do blondyna i wyciągnął do niego rękę.
- Harry. - Malfoy uścisnął mu dłoń. - Pozwolisz, że spytam cię o twój status krwi? - Zapytał wyzywająco nie puszczając jego dłoni.
- Oczywiście, Draco. Jednak chcesz znać mój status krwi według tradycyjnych, czy współczesnych standardów?
- Najlepiej oba.
- Półkrwi, czystokrwisty rozbudzony. - Odpowiedział spokojnie. Nie odrywając spojrzenia od szaroniebieskich oczu - A ty?
- Czystokrwisty rozbudzony.
- Ej! Chłopcy! Uspokójcie się! Harry, nie sądzisz, że to trochę niewłaściwe byś mówił o swoim ROZBUDZENIU przy twoim partnerze, patrząc innemu mężczyźnie w oczy? - Krzyknęła Giny, grając święte oburzenie i na końcu pokazała mu język. Cisza w pomieszczeniu została przełamana.
- Masz rację Ginny. Proszę, siadajcie. Chcę omówić podstawy jak najszybciej.
- Na ziemi Potter?
- Nie na ziemi, tylko na poduszkach. Są one na dłuższą metę praktyczniejsze. - Wyjaśnił spokojnie. Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca, szybko powtórzył Ślizgonom podstawowe zasady w Gwardii.
- Ok. Teraz chciałbym przedstawić szczegóły. Przede wszystkich chcę stworzyć kilka bezpiecznych miejsc dla naszych rodzin, zabezpieczyć wszystkie zagrożone osoby w świstokliki i nałożyć bariery na wasze rodzinne domy. Myślę, że z biegiem czasu możnaby ponakładać zaklęcia ochronne również na inne miejsca i domy, wybierane losowo, by zwiększyć liczbę miejsc odpornych na ataki śmierciożerców. Nie będziemy jednak skupiać się tylko na tym. Chcę by wszyscy bez wyjątku znali niektóre zaklęcia, jak na przykład zaklęcie patronusa.
- Wybacz, że ci przerywam Potter, ale to dość odległe marzenie.- Przerwał mu wywód Malfoy.
- Co konkretnie?
- Zaklęcie Patronusa. Obecnie jest tu wiele osób z młodszych klas i równie wiele osób, które nie mają zbyt wielu radosnych wspomnień. Zresztą statystyki mówią same za siebie. Gdyby to zaklęcie było dostępne dla wszystkich, to większy procent czarodziejów potrafiłby je rzucić.
- Nie sądzę by to był problem. Nauczyłem się patronusa w trzeciej klasie, wszyscy, którzy należeli do poprzedniej Gwardii potrafią wyczarować pełną postać patronusa. Brak silnych, radosnych wspomnień też nie jest problemem. Osobiście wyczarowałem najsilniejszego Patronusa nie myśląc o niczym miłym. A jeśli chodzi o statystyki. Uważa się, że większość osób rezygnuje z nauki tego zaklęcia, bo uważa, że jest dla nich za trudne, lub dlatego, że nie widzą potrzeby by się go uczyć.
- I naprawdę uważasz, że pierwszo- i drugoroczni poradzą sobie z nim? - Zakpił Malfoy.
- Oczywiście. - Przytaknął Harry, całkowicie spokojnie.
- Na dodatek chcesz, by oceny członków Gwardii utrzymać w przedziale od Zadawalającej do Wybitnej ze wszystkich przedmiotów?
- Cóż… Najlepiej byłoby między P i W, ale staram się byś realistą.
- Ach, jasne. Poza tym planujesz jeszcze szukać informacji o barierach ochronny, tworzyć je i modyfikować oraz tworzyć świstokliki? Nie rezygnując z meczy quidditcha, zakładając, że nie dostaniesz żadnego szlabanu? I być prefektem?
- Wiem gdzie znaleźć księgi z odpowiednimi czarami, nie jestem kapitanem drużyny, a bycie prefektem uchroni mnie przed wieloma szlabanami, podobnie jak to, że właściwie nie sypiam w dormitorium i mam pomoc wiernego skrzata. Możesz go znać. Zgredek. W wakacje uczyłem się na przód. Będę miał grafik zapchany po brzegi. Jednak nie zamierzam tego wszystkiego robić sam. Zobacz ilu nas jest. Wystarczy, że będziemy pomagać sobie nawzajem. Dzięki temu plan staje się wykonalny. Zresztą to dopiero ułamek planu.
- Ułamek?... Jak zamierzasz znaleźć odpowiednie lokum? Zobacz ilu nas jest. Wystarczy, żeby policzyć rodziców każdej osoby tu obecnej i już musisz wziąć lokum na liczbę członków razy dwa… To już masz jakieś….60 osób? Masz gdzieś domek letniskowy z 30 sypialniami?
- Możliwe. Chociaż myślałem raczej o dwóch domkach. Z możliwością przeniesienia zwierząt, gdy bariery zostaną naruszone…
- Ok, Potter. Jednak jesteś wariatem… - Wymamrotał blondyn, kręcąc głową z niedowierzaniem. Harry uśmiechnął się słysząc to.
- Może i tak. Nawet, jeśli plan jest szalony, to ważne by był skuteczny. Poza patronusem, chciałbym byśmy wszyscy próbowali nauczyć się oklumencji i animagii.
- Nie licz na to! - Warknął Snape, odrywając spojrzenie od tekstu.
- Na co?
- Nie będę szperał w głowie bandzie bachorów! Nawet nie myśl o tym by mnie o to prosić!
- Nie zamierzałem. Domyślam się, że Malfoy umie oklumencję… - blondyn skinął głową. - Chciałem byś nauczył oklumencji jakieś… dwie, trzy osoby. Te osoby uczyłyby kolejne i tak dalej. Najwyżej na koniec sprawdziłbyś, czy wszyscy ją umieją. Na to mógłbyś się zgodzić?
- Wolałbym żebyś wcześniej mnie uprzedzał o takich planach względem mojej osoby… - wymamrotał profesor wracając wzrokiem do książki.
- Świetnie! - Krzyknął uradowany. - Jest jeszcze jedna rzecz, której mogę was uczyć, jednak będziecie musieli trzymać się ściśle moich rozporządzeń. Jeśli ktoś nie chce lub nie będzie słuchał, to po prostu nie będę tej osoby uczył. - Powiedział Harry poważnie. Wyciągnął różdżkę w stronę Snape'a. - Mógłbyś przechować? - Poprosił. Severus zabrał ją w milczeniu i zaczął kątem oka obserwować poczynania chłopaka.
- Po pierwsze, rozdam wam plan ćwiczeń. Będziecie musieli je wykonywać… najlepiej codziennie. - Powiedział podchodząc do ściany. - Kapitanowie drużyn, mogą je też po prostu wprowadzić na treningach. - Nie zatrzymał się, tylko postawił nogę na ścianie. I zrobił po niej kilka kroków. - Oczywiście intensywność ćwiczeń będzie wzrastać z czasem. - Stał już spokojnie na suficie wisząc z głową w dół. Nagle spadł. W powietrzu się obrócił i stanął w powietrzu, unosząc się jakieś pół metra nad ziemią. Wszyscy patrzyli zaszokowani, a kilka osób zbladło. - Magia to energia. Czarodziej jest naczyniem dla mocy. Jeśli ciało będzie za słabe to zostanie rozsadzone, przez tą moc. To jest ułamek możliwości. Przede wszystkim to daje możliwość używania magii bezróżdżkowej. - Powoli opadł na ziemię. - Jakieś pytania? - W sali panowała całkowita cisza. - Hermiono, ukryłaś gdzieś w tej sali nadmiar galeonów, prawda? Mogłabyś je przynieść? - Poprosił dziewczynę.
Po wytłumaczeniu działania monet oraz co wpisać w przygotowanych przez niego formularzach, stał przy liście członków i rozdawał monety, oraz plan ćwiczeń.
*.*.*
Przez cały czas nie przeczytał ani jednej linijki tekstu. Nie żeby się tego nie spodziewał. Obawiał się, że dojdzie niemal do zamieszek, gdy wejdzie ze swoimi Ślizgonami. Wątpił, by tyle czasu ile Potter zaplanował, wystarczyło na uspokojenie niektórych Gryfonów. Każde kolejne wydarzenie zaskakiwało go coraz bardziej. Wyglądało na to, że chłopak naprawdę przemyślał każdą kwestię.
- Potter jest zadziwiająco zorganizowany. - Wymamrotał do niego Draco, wyrażając na głos jego własne myśli. Mruknął potwierdzająco.
- Prawdę mówiąc, jestem zaskoczony, że bierzesz w tym udział, wuju. - Odezwał się Ślizgon ponownie. Od samego początku, kiedy Potter przedstawił mu swój pomysł, był zainteresowany realizacją jego planu. Jednak nie mógł tego powiedzieć Draco.
- Jestem po prostu ciekaw, czy nasz Wybraniec to udźwignie. Jeśli naprawdę będzie to funkcjonować, to możliwe, że Złoty Chłopiec naprawdę okaże się Obrońcą Magicznego Świata. Pytanie tylko, czy jest dobry nie tylko w uciekaniu i chowaniu się, ale czy będzie w stanie pokonać Czarnego Pana? - Odpowiedział z przekąsem.
- Myślałem, że po pozbyciu się znaku nie będziesz chciał się w to wszystko mieszać.
- Nie mam za bardzo wyboru. Póki on żyje będę w to wszystko zamieszany, czy tego chcę czy nie.
- A dyrektor?
- Dumbledore jest zapatrzony w swoich Gryfonów. Obecne przekonania Pottera są mi bliższe. Poza tym zaczął bronić Slytherinu, a ja muszę myśleć też o tym, co jest dla moich węży najlepsze.
- Rozumiem.
- Wciąż nie jestem pewien, co cię ostatecznie przekonało do przyjścia tutaj. Oboje doskonale wiemy, że sam potrafiłbyś się doskonale ukryć.
- Cóż… Można powiedzieć, że również jestem w to zamieszany bardziej niż bym chciał. Zresztą póki mój ojciec żyje… On będzie potrafił mnie znaleźć. Krwi nie można okłamać. -Na te słowa blondyna Severus już nic nie odpowiedział, jedynie skinął twierdząco głową. Jego wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem Harry'ego. Chłopak uśmiechnął się do niego, po czym wrócił do tłumaczenia czegoś jakiemuś pierwszoklasiście. Zaczyna się długi rok.
