Rozdział 20

W niedzielę znów znaleźli się w skarbcu rodowym Potterów. Zaczęło wchodzić mu to w nawyk, że w poszukiwaniu istotnych i pilnych informacji kierował się do rodzinnych zbiorów. Nie dało się jednak skierować do Banku Gringotta bez ciągnięcia ze sobą Severusa. Oczywiście mężczyzna skorzystał z okazji by głośno wyrazić swoje niezadowolenie.

- Potter, jest niedziela. NIE-DZIEL-A. I jak nazwa sugeruje nie zwykłem tego czasu dzielić z kimkolwiek, bo to mój czas na relaks po tygodniu użerania się z bachorami, poprawianiu ich bzdurnych wypocin i dzień na naładowanie baterii na kolejny tydzień! Powinienem się teraz relaksować w gorącej kąpieli, popijając czerwone wino i czytając, a nie grzebać w stertach zakurzonych pergaminów!

- Oboje wiemy, że nie puściłbyś mnie tu samego. A co do planów kąpieli - wciąż możesz je zrealizować. Z tego, co pamiętam za jednymi z tych drzwi jest łazienka, za innymi sypialnia, kuchnia. Jestem pewny, że znajdzie się też czerwone wino. - Odpowiedział spokojnie Harry ignorując wściekłe sapanie mężczyzny. Minął zabytkową, elegancką sofę i położył swoją torbę na stojącym przed nią stoliku kawowym. Przebiegł wzrokiem po biblioteczce szacując w myślach ilość książek do przejrzenia i w myślach przyznał, że rozumie, czemu skarbiec urządzony był niczym spore mieszkanie. Z drugiej strony, podejrzewał, że to miejsce jest nawet bezpieczniejsze niż Hogwart. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że znajdowali się w nieznanej powszechnie części podziemi.

- Świetnie! - Warknął rozdrażniony Snape i szybkim krokiem ruszył do najbliższych drzwi w poszukiwaniu łazienki. Potter jednak zignorował jego zachowanie skupiając się na szukaniu odpowiednich ksiąg z zaklęciami ochronnymi i informującymi jak zrobić świstoklik połączony z barierami ochronnymi i innego tego typu informacjami. Miał nadzieję, że coś takiego w ogóle istnieje… Jeśli nie, będzie musiał znaleźć sposób na połączenie odpowiednich zaklęć. Dotarł do niego nieco stłumiony szum wody. Wziął ze sobą woreczek na książki i wdrapał się na drabinę, by spojrzeć na najwyżej umieszczone egzemplarze i rozpoczął poszukiwania.

Po jakiejś godzinie stos na stoliku wzrósł znacząco. Zszedł z drabiny i zaczął przeglądać wybrane pozycje, segregować i odkładać część z powrotem na półkę. Severus wciąż nie wyszedł z łazienki. Zaniepokojony poszedł w kierunku ukrytych w kącie drzwi. To, co za nimi zastał wprawiło go w osłupienie. Snape postanowił wziąć jego słowa do serca, tak więc zastał swojego profesora z burą maseczką na twarzy, fluorescencyjno różową odżywką na włosach, wylegiwującego się w wannie pełnej perlistego płynu. Wciąż pękając ze śmiechu został odesłany do swoich zajęć.

Dwie godziny później padł wycieńczony na kanapę, a Snape wyszedł w końcu z ukrycia. Na stoliku urósł pokaźny stos książek i nieco mniejsza kupka dokumentów.

- Świetnie! Ten stos jest dla ciebie. - Wskazał Severusowi jedną z książkowych wieżyczek. - Same eliksiry. Obudź mnie za pół godzinki. – Poprosił, zwijając się w pozycję embrionalną. Drgnął zaskoczony, gdy Snape usiadł obok niego i bez protestów zabrał się za wskazane książki.

*.*.*

Wrócili do zamku obładowani książkami. Mino wszystkich nałożonych zaklęć czuł ciężar wiszący na jego barkach. Z ociąganiem wdrapał się na wieżę Gryffindoru. Opadł twarzą w dół na łóżko, nie kłopocząc się nawet zdjęciem butów.

- Harry! Masz wszystko, co potrzeba? - Wpadła do pokoju podekscytowana Hermiona. Potter jedynie mruknął coś w poduszkę. Dziewczyna dopadła jego torby i zaczęła przeglądać jej zawartość. Po chwili z namaszczeniem rozkładała je na łóżkach jego oraz Rona segregując według tylko sobie znanego klucza. W końcu położyła się na miejscu rudzielca przeglądając pierwszy z tomów. Drzwi otworzyły się.

- Eee… Hermiona? Chyba się nieco pomyliłaś. To męskie dormitorium. - Odezwał się nieco zdezorientowany Dean. Nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

- Książki. - Odparł nieco słabo Harry na pytające spojrzenie kolegi. Starał się nie patrzeć na działania Hermiony. O dziwo jej zapał zapał zamiast zmobilizować go do pracy sprawiał, że czuł się jeszcze słabiej.

- Ej! Dean! Weź jeszcze te… Co tu się dzieje? - Urwał Seamus zatrzymując się w drzwiach. Harry odpowiedział mu jedynie przeczącym ruchem głowy. - To nie fair! Czemu dziewczyny mogą wchodzić do męskiego dormitorium, a odwrotnie już nie? - Zaprotestował urażony. Potter zrezygnował z tracenia energii na udzielenie odpowiedzi.

- Ludzie, co tu taki hałas? Coś się stało? - Wszedł do pokoju Neville. Harry z jękiem nakrył sobie głowę poduszką. Teraz rozmowy brzmiące w pokoju były dość mocno stłumione, jednak zmieniły się w irytujący nieregularny szum, a jemu już brakowało powoli powietrza.

- DOSĆ! - Krzyknął podrywając się do pozycji siedzącej. - Do obiadu! Dajcie mi chwilę spokoju do obiadu! To nie jest zbyt długo, wiec albo wyjdźcie, albo zamknijcie się, do cholery! - Wrzasnął. Zignorował rzucone mu oburzone spojrzenia kolegów.

- Spoko… Jednak w ten sposób nie odpoczniesz nawet jak wyjdziemy. - Odparł Ron ściągając mu buty. Nie zauważył jego wejścia. Seamus i Dean po chwili wahania wyszli bez słowa skargi. Weasley zaś rzucił okiem na leżące wokół tytuły i skalkulował ilość książek. Ramiona nieco mu opadły, po czym padł na łóżko obok Harry'ego. - Mamy przejrzeć je wszystkie? - Zapytał.

- Mhm… - Przytaknął.

- Teraz rozumiem sytuację… i twój stan.

- Może być tego nawet więcej do zrobienia… na pewno będzie… Może poprosimy kogoś z GD o pomoc w przygotowaniu run do barier runicznych, ale pewnie będziemy musieli sami znaleźć odpowiednie zaklęcia, ich zestawienia i tak dalej… To rodowe księgi. Im mniej osób będzie znało ich treść tym lepiej. - Wyjaśnił. Odpowiedział mu jęk przyjaciela.

- Ponoć czyjś zapał powinien dodawać energii. Jakoś widok Hermiony działa na mnie inaczej. - Może ona wysysa z nas potrzebą sobie energię…

- No…

- I my wiemy jak jej zapał się dla nas kończy…

- …Mhm…

- Wczoraj trening i spotkanie GD. Mam wrażenie, że nie miałam ani chwili wolnej.

- To fakt. I jeszcze jutro eliksiry… Zrobiłem już wszystkie eseje, a ONA chciała jeszcze iść do Snape'a na lekcje oklumencji, by nie marnować wolnego czasu.

- Jest niedziela… Wyrzuci ją. Może gdyby była sobota… - Wymamrotał. Spojrzeli na dziewczynę. Była tak pochłonięta treścią książek, że w ogóle nie zarejestrowała ich rozmowy.

- Zdaje się, że całkiem zapomniała o swoich planach. Mogę spać w twoim łóżku? Swojego chyba dzisiaj nie odzyskam…

- Spoko, pójdę spać do lochów… Potem jej pomogę… ale nie dzisiaj.

*.*.*

Wspólnymi siłami udało im się odciągnąć Hermionę od książek i zaprowadzić do Wielkiej Sali. Uwierzyła ich zapewnieniom pomocy i ustalili rozpoczęcie badań na kolejny tydzień. Udało mu się w tym czasie zregenerować odrobinę siły. Miał dziwne przeczucie, że miało to związek z brakiem przyjaciółki wpatrującej się z niemal fanatycką miłością w przytargane przez niego tomiszcza. Zastanawiając się, co teraz zrobić wszedł do dormitorium. Miał wreszcie chwilę wolnego. Jego wzrok padł na zeszyt z opracowaniem ingrediencji. Przez chwilę stał na środku pokoju walcząc ze sobą. „Mam okazję by odsapnąć, nie muszę tego robić", powtarzał sobie w myślach. W końcu westchnął i usiadł do biurka. Nie miał czasu na odpoczynek, bo potem nie będzie miał siły na nic. Przygotował wszystkie potrzebne materiały i zaczął szukać wolnej strony. Rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę! - Zawołał odwracając się do drzwi. W szparze pojawiła się ognistoruda czupryna.

- Hej, masz chwilę? - Zapytała Giny.

- Jasne. O co chodzi? - Zapytał z uśmiechem.

- Zrobiłeś w wakacje taki Armagedon, że zapomnieliśmy wręczyć ci prezenty urodzinowe!

- Wyjaśniła Giny śmiejąc się z rozbawieniem, jednak wyczuł w tym odrobinę zakłopotania.

- Nie martw się. To, że zaakceptowałaś sytuację i mnie wsparłaś jest dla mnie największym prezentem.

- Nawet, jeśli to mam coś dla ciebie. Moi rodzice również. Dostałam to dzisiaj rano. Prosili by ci przekazać. - Odpowiedziała wyciągając z torby mała paczkę. - A to ode mnie. - Podała niepewnie drugą. Z zaciekawieniem otworzył prezent od dziewczyny. W papier owinięte były dwie książeczki.

- „Poradnik młodej gospodyni" i… „Żona doskonała"! - Wybuchnął śmiechem przeczytawszy tytuły. Giny zarumieniła się intensywnie. - Sorry, ale … Są genialne! na pewno się przydadzą. Ale idealnie trafiłaś! - Zawołał wciąż pękając ze śmiechu. -Niepewnie sięgnął po drugą paczkę. - To oznacza, że zaakceptowali sytuację? - Zapytał niepewnie.

- Jasne. Potrzebowali tylko trochę czasu. – Odparła, wzruszając ramionami. Otworzył paczkę. Jego wzrok padł na znajdującą się na wierzchu kopertę z Ministerstwa. Ostrożnie wziął ją do ręki i otworzył. Z niedowierzaniem przeczytał treść listu kilka razy.

- Co się stało? - Zapytała Giny widząc jego minę.

- To list on Ministra. Prawnie jestem uznany za pełnoletniego. Zdjęto mi namiar z różdżki i tak dalej. Mam pełnię praw. Nawet dał mi dodatkową zgodę na rzucanie zaklęć niewybaczalnych… Coś się stało, i gdy wysyłał list bezpośrednio do mnie, to on nie docierał do celu… Dziwne… Dlatego poprosił twojego tatę o przekazanie mi go, oraz prosi mnie o odpowiedź. - Powiedział, zamyślony sięgając po czysty pergamin, by odpowiedzieć ministrowi. - „Zaklęcia obronne. Podręcznik dla aurorów." - Przeczytał tytuł książki od państwa Weasley. - Cudownie! Na pewno się przyda. Zaraz do nich wyślę sowę z podziękowaniem.

Po napisaniu listów wrócił do kartkowania skoroszytu. W pewnym momencie spośród stron wyleciał mały sztywny arkusik. „Wydawnictwo kociołek" przeczytał na pierwszej stronie, a niżej istniały dane kontaktowe. Obrócił na druga stronę i z zaskoczeniem dostrzegł eleganckie pismo Severusa. Odłożył wizytówkę na bok i z uśmiechem zabrał się za robienie notatek.

*.*.*

Zirytowany sprawdził po raz kolejny godzinę. Trzecia. Od kilku godzin przewracał się z boku na bok w dużym, pustym i dziwnie zimnym łóżku. Nic nie pomagało mu zasnąć. Nawet stary sprawdzony sposób, którym była szklanka Ognistej Whisky, nie działał dzisiejszej nocy. Jego przeklinanie w myślach przerwało drgniecie obwodów nałożonych na jego kwatery i stuknięcie drzwi. Zaciekawiony wstał z łóżka i zapalił światło, akurat wtedy, gdy drzwi do sypialni otworzyły się gwałtownie i na progu stanął Potter, wciąż ubrany w szkolną szatę. - Skończyłem! - Ryknął uradowany z nieco szalonym błyskiem w oku i podał mu skoroszyt.

- Doprawdy Potter, tylko z tego powodu mnie budzisz? - Zapytał unosząc brew sarkastycznie, jednak zaczął przeglądać zaznaczone strony.

- Nie spałeś. - Odparł chłopak beztrosko, wzruszając ramionami. – Wyślę to do tego wydawcy, ale musisz być współautorem.

- Zgłupiałeś?! Nie ma mowy! Ja tylko poprawiłem błędy i dałem ci schematy, które mają wszyscy uczniowie. Nikt nie będzie chciał mieć cokolwiek wspólnego z książką, która przeszła przez chociażby korektę Śmierciożercy!

- Albo twoje nazwisko będzie obok mojego na okładce, albo nikt po OWTM-ach nie ujrzy tego zeszytu na oczy. - Odparł jak gdyby nigdy nic. Snape tylko zamknął powoli oczy licząc w myślach do dziesięciu i starając się ignorować dziwne ciepło, które pojawiło się w jego piersi pomimo kotłującej się w nim irytacji i niedowierzania.

- Jak chcesz. Twój wybór, Potter. Teraz bądź tak dobry i przestań w końcu kwękać i kładź się spać.

- Och. Nie ma sensu bym kładł się spać. Za godzinę wstaję. - Odparł chłopak tonem, jakby dopiero teraz dostrzegł późną porę. Snape chwycił się za głowę i przywołał Zgredka. Stanowczo zakazał mu budzenia ich o innej godzinie niż ósma rano i wepchnął irytującego bachora do swojego łóżka, samemu zabierając się za sprawdzanie notatek, siadając obok niego. Ciszę przerywał tylko szelest przewracanych kartek. Od tekstu oderwały go ciepłe ramiona owijające się wokół jego bioder. Spojrzał w dół i jego wzrok padł na zielone oczy, które obserwowały go z pełnym spokojem i zainteresowaniem. Nim pomyślał, co robi, potargał już i tak zmierzwione, kruczoczarne włosy chłopaka. Harry z uśmiechem zamknął oczy i w końcu zapadł w głęboki sen.

*.*.*

- Panie Potter, proszę zostać po lekcji. - Zagrzmiał Snape pod koniec podwójnych eliksirów. Hermiona rzuciła mu pytające spojrzenie, ale Harry tylko wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia, o co chodzi.

- Poczekamy na ciebie. - Powiedziała bezgłośnie Hermiona. Skinął głową na znak zgody widząc w spojrzeniu dziewczyny, że nawet nie ma sensu dyskutować. Sala opustoszała, a gdy tylko drzwi zamknęły się za ostatnim z uczniów, podszedł do biurka nauczyciela.

- Wysłałeś już? - Zapytał. Harry dostrzegł nieco nerwowości w jego ruchach. Dla kogoś innego było to niedostrzegalne, ale coraz lepiej szło mu dostrzeganie lub w maskach mężczyzny i odczytywanie mowy jego ciała.

- Jeszcze nie. Zamierzam wysłać po obiedzie.

- Rozumiem… W takim razie możesz jeszcze dołączyć to… - Powiedział podając mu złożony na cztery arkusz papieru. Tym razem w ruchach mężczyzny dostrzegł nieco niepewności. Z zainteresowaniem rozłożył papier.

- Severusie, to jest genialne! Przypomina mi to mugolskie chemiczne tablice rozpuszczalności… - Powiedział oglądając tabele. - I niezamalowane pola dla wciąż badanych połączeń… Dzięki temu każdy sam może ją zaktualizować. - Mówił bardziej do siebie. Spojrzał na nagłówek: „Tabele reaktywności". Wyciągnął z torby pióro oraz kałamarz i nie przejmując się czujnym spojrzeniem mężczyzny przerobił tytuł na „Tabele reaktywności Snape'a" po czym skopiował pergamin. Wyciągnął z torby przyszykowaną paczkę, rozwiązał sznurek, rozwinął papier i schował kopię w zeszycie. - Ok, teraz gotowe do wysłania. - Podsumował uradowany.

- Nie sądzę by moje nazwisko było tam konieczne…

- Wręcz przeciwnie. Istnieje tablica Mendelejewa, a on tylko posegregował pierwiastki. Chociaż trzeba przyznać, że zrobił to genialnie… Więc ta tabela zdecydowanie zasługuje na twoje nazwisko. - Powiedział z naciskiem i niezłomną pewnością w głosie. Snape tylko machnął na niego ręką i odprawił. Gdy tylko wyszedł z klasy dopadła go Hermiona.

- Harry, jak tam… więź? Uspokoiła się? - Zapytała cicho, mimo iż korytarze były w tej chwili całkowicie opustoszałe z racji tego, że za moment zaczynała się kolejna lekcja.

- Tak, nie ma już tych... ataków bólu. - Odpowiedział mając złe przeczucie, jeśli chodzi o to, do czego zmierzała dziewczyna.

- To świetnie. Tak się składa, że uczniowie zaczynają dostrzegać twoje zniknięcia z dormitorium w nocy. Zresztą nie tylko w nocy. Uczniowie nie wiedzą jak cię znaleźć… Ponadto sądzę, że powinniście się nauczyć spać bez siebie. Na przykład jakbyś szedł do lochów, co drugą noc? - Zasugerowała. Wiedział, że ma rację, ale bardzo nie chciał ograniczać już i tak ubogiego kontaktu ze Snape'em. Zrezygnowany skinął potakująco głową.

- Da się to zrobić… - Przyznał niechętnie.

Po zajęciach większość czasu spędził w bibliotece. Bawił się w przesadzanie uczniów, którzy zajmowali się tym samym tematem, razem i podsuwał im odpowiednie książki i dawał rady jak zrobić w grupie esej szybciej i z lepszym efektem. Już po chwili stał i oglądał z zadowoleniem efekty swojej pracy.

- Potter, co ty robisz? - Zapytał Malfoy stając obok niego i obrzucając badawczym spojrzeniem stoły w bibliotece.

- Jednoczę domy. - Odparł z dumą widząc, że wzrok blondyna padł na stół, gdzie siedziała trójka Ślizgonów wraz z trójką Gryfonów, z drugiego roku.

- No, no, no… Muszę przyznać, że całkiem nieźle. - Przyznał Draco kiwając głową.

- Hm… Podniesiemy poprzeczkę?

- Co masz na myśli?

- Pomyślmy… Zrobiłeś już eseje z transmutacji i eliksirów?

- Nie… Po to tu przyszedłem Potter. Czemu pytasz?

- Bo siedzący przy tamtym stole Krukon i Puchon też są tu z tego powodu…

- Żartujesz.. - Stwierdził Draco, rzucając mu niepewne spojrzenie.

- Oj Dracuś, Dracuś… - Wymruczał Harry zarzucając chłopakowi ramię na szyję i ciągnąc go w kierunku odpowiedniego stołu. - Wszystkie domy razem! Czyż to nie wzruszające?!

*.*.*

Wieczorem Harry przypiął nowe ogłoszenie na tablicy w pokoju wspólnym. Były na nim jego plan, informacja, gdzie można go znaleźć, w jakich godzinach, oraz lista książek, które można od niego pożyczyć, w razie gdyby komuś przypomniało się o zaległym zadaniu po zamknięciu biblioteki. Zadowolony ruszył do lochów by porozmawiać z Severusem o pomyśle Hermiony.

*.*.*

Gdy tylko rozległ się dźwięk otwieranych drzwi, oderwał wzrok od książki i spojrzał na zegarek. Harry przyszedł wcześniej niż zwykle. Severus poczuł silne ramiona owijające się od tyłu wokół jego ramion i miękki pocałunek na policzku. W pokoju od razu zrobiło się nieco cieplej i spokojniej, zimne ściany lochu stały się bardziej przytulne, a zamiast dawania poczucia uwięzienia, wzmogły poczucie bezpieczeństwa. Ramiona oplatające go zniknęły i Potter usiadł obok niego na kanapie. Następnie chłopak wsunął się pod jego prawe ramię i przytulił do jego boku chowając twarz w jego szyi. Gorący oddech łaskotał jego skórę.

- Co się stało? - Spytał w końcu. Książkę odłożył na bok. Harry przekręcił głowę by na niego spojrzeć.

- Właściwie to nic… Tylko uczniowie zaczynają zauważać mój brak… Hermiona zasugerowała, że powinniśmy ograniczyć spanie ze sobą do co drugiej nocy… By przyzwyczaić się też do nieobecności drugiej osoby. - Powiedział nieco smutnym głosem, a jedna z dłoni powędrowała automatycznie do włosów Snape'a.

- Najwyższy czas. Wreszcie zyskam nieco spokoju chociażby we własnym łóżku. - Warknął. Był zły na siebie, że nie panuje nad ciepłem rozlewającym się po jego ciele, że najchętniej to sam przysunął się do dotyku chłopaka. Zaraz jednak pożałował tych słów. W zielonych oczach mignął ból, a palce w jego włosach zamarły.

- Tak… Masz rację. Miałem nadzieję, że moja obecność mniej ci przeszkadza. To ja już pójdę do wieży. Miłego czytania. - Powiedział, ze smutnym uśmiechem wstając z kanapy. Nim zdążył pomyśleć, złapał Harry'ego za nadgarstek i pociągnął z powrotem na kanapę.

- Głupi dzieciak. - Warknął przyciskając go mocno do siebie. - Czemu słuchasz tego, co mówię, nie wtedy, gdy trzeba? Nie jestem zły na ciebie.

- Nie wygląda na to… - Dotarł do niego zduszony głos. Odrobinę poluźnił uścisk.

- Jestem zły, ale na siebie nie na ciebie.

- Dlaczego?

- Bo jesteś moim uczniem. A ja jestem na drugim miejscu listy Czarnego Pana. Nie powinienem tracić czujności. Przetrwałem tyle lat. Nie jestem słaby. I przede wszystkim nie powinienem lubić twojego dotyku. - Wywarczał zły. Ta lista powinna być o wiele krótsza.

- Lubisz jak cię dotykam? - Powtórzył z niedowierzaniem, ale równocześnie szczerząc się jak głupi do sera.

- Och, zamknij się idioto. - Mruknął do niego przewracając oczami. Chłopak tylko zachichotał i się w niego wtulił.

- Wiesz… Wystarczy, że użyjemy więzi, a będziemy mieli namiastkę tego, jakbyśmy spali blisko siebie. - Przypomniał Harry. I już po chwili ręce chłopaka zaczęły bawić się długimi czarnymi pasmami włosów Mistrza Eliksirów