Rozdział 21
(niebetowany)
Cały wrzesień i pierwszy tydzień października, minęły w podobnym rytmie. Słońce zaczęło wstawać coraz później i z dnia na dzień robiło się coraz zimniej. Sprawiło to, że Pokój Życzeń stał się równocześnie siłownią i pracownia i czymś w rodzaju centrum dowodzenia. Wysłał już do wydawcy opracowanie ingrediencji i czekał właśnie na odpowiedź. Na nic się zdał jego upór by nie podawać jego nazwiska. Nawet pod cruciatusem się nie przyzna, że w głębi ducha jest z tego zadowolony. Problem z Potterem-przylepą, który bez przerwy kładł ręce nie tam gdzie trzeba, sam się rozwiązał. Chłopak przychodzi, co drugi dzień, jak zapowiedział. Jednak niekiedy pojawiał się dużo po ciszy nocnej, wsuwał się pod kołdrę i przytulony do jego pleców zasypiał kamiennym snem. Całą energie chłopaka pochłaniały lekcje, poszukiwania odpowiednich barier ochronnych, ćwiczenia i treningi quidditcha.
Zapakował do skrzynki ostatnie fiolki i wyszedł. Po kilku minutach dotarł na siódme piętro. Przespacerował się kilka razy wzdłuż pustego fragmentu ściany. Gdy tylko pojawiły się drzwi, przekroczył próg. W pokoju panował gwar. Z racji wolnego dnia, mimo rannej pory zebrali się chyba wszyscy i śmiejąc się i dyskutując wykonywali swój codzienny zestaw ćwiczeń. Gdy tylko go dostrzegli hałas nieco ucichł. Jest to pierwszy raz, gdy do nich dołączył. Czytając za pierwszym razem plan treningowy Pottera uśmiechnął się ironicznie. Dla niego to była rozgrzewka! Była. Szybko przekonał się, ze mimo intensywnej szpiegowskiej działalności jego ciało nie jest tak sprawne jak myślał.
-Po zakończeniu ćwiczeń każdy ma zestaw eliksirów do wypicia!- Zarządził i nie czekając na żadną reakcje zdjął z siebie nauczycielska szatę. Nim zdążył przystąpić do rozgrzewki został przyciągnięty do czyjegoś twardego ciała, a na odsłoniętej łopatce został złożony ciepły pocałunek.- Brawo Potter. Możesz mnie już puścić. Już nawet wolę nie pytać o to, jaki powód do takiego zachowania masz tym razem!- Warknął przez zaciśnięte zęby.
-Jak to, jaki!? Nie czujesz tych wszystkich spojrzeń na swoim ciele?!- Warknął święcie oburzony chłopak.- Teraz będę miał większą konkurencje…- wymamrotał pod nosem, jednak nie dość cicho by było to niedosłyszane przez Severusa.
-Przestań kpić dzieciaku i puść mnie!
-A więc jednak znikniecie Mrocznego Znaku ma związek z rozbudzeniem krwi Pottera…..- Odezwał się nagle Draco. Wszystkie spojrzenia zwróciły się nagle na chłopaka.
-Eem…. Może ktoś wytłumaczyć, o co chodzi z tym rozbudzeniem krwi….?- Odezwał się cicho Andrew.
-Czystokrwistość według starych tradycji odznaczała się posiadaniem w drzewie genologicznym magicznych istot. Od wili, poprzez wampiry, wilkołaki, zmiennokształtnych…. Nawet trolle. Jednak nie im dalej w pokoleniu tym rzadziej potrafiła dochodzić ta krew do głosu. Jeśli ktoś ma „rozbudzoną krew" to znaczy, że chociaż część zdolności magicznych przodków ujawniły się w tejże osobie. W każdym przypadku oznaczało to możliwość znalezienia swojej bratniej duszy, co wśród przeciętnych czarodziejów jest niebywałą rzadkością. Jednak brak drugiej połówki, jej śmierć lub odrzucenie jest fatalne w skutkach.- Wyjaśnił tonem znawcy Malfoy.
-To znaczy, że….Profesor Snape ….?- Zaczął niepewnie chłopak.
-… Jest towarzyszem Pottera. Jednak z tego, co widzę jedna ze stron…chyba każdy się domyśla, która, …nie zaakceptowała do końca sytuacji, co owocuje taką zaborczością Pottera.-Dokończył jak gdyby nigdy nic Ślizgon.
-Przyjmujesz to z takim spokojem?- Zapytał Snape wciąż kipiąc ze złości.
-Jasne. Nic nie możesz na jego uczucia poradzić. Ponadto wiem, że się dobrze tobą zaopiekuje. Z resztą, wracajmy do ćwiczeń!- Krzyknął blondyn wyrywając większość osób z szoku. Harry w końcu puścił swojego profesora i po chwili wszyscy wrócili do rutynowych zajęć wciąż starając się pojąć sens tego, co przed chwilą usłyszeli i zobaczyli.
*.*.*
-Ok, wszyscy pod prysznic, a potem musimy porozmawiać i zażyć eliksiry przygotowane przez profesora Snape'a! – Zarządził i w tym samym momencie pojawił się w ścianach szereg drzwi.
-A ty nie idziesz?- Zapytał Snape obserwując jak każda osoba znika za oddzielnymi drzwiami.
-Nie. Zarzucę na razie bluzę i umyje się później. Wolę na razie dopilnować by nikt nie czmychnął. A ty?
-Nie mam zamiaru rozbierać się, gdy tyle osób może stratować drzwi…- wymamrotał pod nosem odpowiedź wodząc wzrokiem po pomieszczeniu.
Po kilku minutach ciszy zaczęły wychodzić pierwsze osoby, którym prawie siłą wciskał fiolki do wypicia.
-Co to jest? Smakuje paskudnie jak zawsze, ale działa niesamowicie. Nawet nie wiedziałem, że mnie tak mięsnie bolą!
-Eliksir zapobiegający zakwasom i dwa wspomagające i częściowo odżywcze. Teraz zacznij to, po co nas zatrzymujesz, bo wszyscy już chcą iść do swoich zajęć.
-Ach… no tak.- Rozejrzał się po sali. Nikogo już nie brakowało, wszystkie dodatkowe drzwi zniknęły. –Jak wiecie zbliża się Halloween.- Zaczął. Większość twarzy spoważniała momentalnie. –Widzę, że większość osób dostrzegła zwyczaj Voldemorta. Znalazłem kilka osób spoza zamku, które zgodziły się by pomóc w przygotowaniu się do tego dnia. Planuje w ciągu kilku dni wraz z tymi znajomymi nałożyć jak najwięcej barier ochronnych. Wraz z Hermina wybraliśmy odpowiednie runy i udoskonalam formułę zaklęcia. Hermiona, ile już mamy kompletów?
-Tylko pięć. Wycinanie palików i nakładanie wszystkich zaklęć jest dość pracochłonne…
-Trzeba pociąć blok na paliki, wyryć w nich runy i…?
-Naostrzyć końce by łatwo było je wbić w ziemię oraz rzucić kilka zaklęć ochronnych by nie rozpadły się pod naciskiem lub podczas przenoszenia.
-Trzeba to usprawnić. Potrzebujemy jak najwięcej. Zabezpieczymy część domów członków naszej grupy. Bariery potem połączą się ze świstoklikami, które postaram się stworzyć do gwiazdki. Gdy bariera zostanie zniszczona to uaktywnią się świstokliki. Nałożymy tez zabezpieczenia na sąsiednie domy. Między innymi dlatego, ze pojedynczy obłożony zaklęciami budynek w mugolskie dzielnicy rzuca się w oczy… Dobierz jeszcze kilka osób, które będą rzeźbić runy, oraz uczniów z młodszych lat, którzy będą rzucać resztę zaklęć. Myślałem również o zabezpieczeniu kilku miejsc, gdzie zbiera się sporo ludzi. Kilka sklepów całodobowych czy cos w tym stylu…- wyjaśnił. Już po chwili Hermiona zebrała sporą grupę chętnych. Kilku uczniów zaoferowało, że powiedzą rodzicom o jego możliwej wizycie i pomogą oni w nakładaniu barier. Zgodził się na to tylko w przypadku, gdy mięli inny sposób przekazywania wiadomości niż sowy i kominek.
*.*.*
Wyszedł po prysznicu z sypialni. Tej nocy Potter wymknął się z akademika by spać u niego. Nie przyznawał się nawet przed sobą, że sprawiało to, że jest odrobinę spokojniejszy. Stanął w drzwiach obserwując jak Potter leży na brzuchu na JEGO kołdrze, w JEGO kwaterach czytając,…cóż, nie jego książkę. Po chwili kontemplacji tego, coraz bardziej znanego, widoku ruszył do łóżka starając się pokazać, ze w ogóle go nie interesuje nad czym chłopak usilnie pracuje.
- Och, już jesteś!- Odezwał się Potter, gdy tylko ruch materaca wyrwał go z zamyślenia. – Próbuje ustalić, która z inkantacji lepiej pasuje do naszych potrzeb… Mógłbyś na to zerknąć? Mam dwie wersje.- Wyjaśnił podsuwając mu książkę i kawałek pergaminu. Przez chwile zaczął się zastanawiać, czy jego ciekawość nie przebijała się przez więź mimo perfekcyjnej maski obojętności na twarzy. Szybko jednak odgonił te myśli, wygodnie rozparł się o wezgłowie łóżka i położył sobie książkę na kolanach. Chwile później przylgnęło do niego ciepłe ciało.
- Jestem taaaki zmęczony….- Dobiegł jego uszu zduszony jęk.
- Po dwóch miesiącach intensywnej pracy dziewiętnaście godzin na dobę? Niemożliwe.- Odparł sarkastycznie nie odrywając wzrok od księgi.
- To wszystko twoja wina….- Na ten zarzut nie miał nawet zamiaru odpowiadać.- Przez te dzisiejsze eliksiry dopiero teraz zdałem sobie sprawę w jakim stopniu jestem zmęczony i napięty. Do diaska! Dowiedziałem się, że mam od groma więcej mięsni i ścięgien niż myślałem!
-Nie można mnie oskarżać o swoją niewiedzę, Panie Potter.
-Oj, Severusie, doskonale wesz, że nie o to mi chodzi….
-Wersja inkantacji oznaczona numerem jeden jest jak najbardziej odpowiednia. Jakim sposobem zamierzasz nałożyć bariery wymagające pięciu osób i nie zwracając na siebie uwagi ministerstwa?
- Udało mi się namówić bliźniaków Weasley, Moody'ego, Remusa i Tonks. Miałem nadzieje, że i Ty nam pomożesz.
-Wraz z tobą to sześć osób. Po co ci siódma?
-Fred i Georg uzupełniają magię między sobą, Remus jest wytrzymały ze względy na likantropie, Tonks i Moody mają spore doświadczenia, jednak każdy z nich będzie potrzebował chwili by odpocząć. Potrzebuje tylko chwili by odbudować własne rezerwy czerpiąc siły z natury, wiec praktycznie będę mógł zakładać bariery bez przerwy i mogę przesyłać te energie tobie. Ponadto oboje mamy najwięcej mocy. Domyślam się, że w czasie, gdy inni by się zmieniali, to my bylibyśmy stałymi elementami.- Padło rozsądne wytłumaczenie. Przyjrzał się schematowi rozmieszczenia run i dokładnemu opisowi zatapiając się w myślach.
-Powiedziałeś im wszystkim o całej twojej partyzantce? Oni są członkami Zakonu.
-Pamiętam, pamiętam… Bliźniacy są zawsze chętni do pomocy. Wyjaśniłem im, że czuję, ze muszę coś zrobić gdy dostałem pozwolenie na korzystanie swobodne z różdżki, że bezsilność mnie dobija, a tak będę miał poczucie, że chociaż coś zrobiłem. Kto wie, może to uratuje komuś życie. Moody od razu zgodził się na dodatkowe zabezpieczenia. Ma jakiś nowy wynalazek ministerstwa, który ponoć ma informować o pojawieniu się grupy śmierciożerców i uruchamiać alarm w ministerstwie. Mają używać go jak najmniej, jednak nikt się nie zdziwi jeśli taki paranoik jak Szalonooki nadużyje go…Musze dalej mówić…? Chcę tylko spać… Tydzień po Halloween odpuszczę sobie odrobinę… Co drugi weekend może polecimy nałożyć kilka kolejnych barier, a tak to troszkę zwolnię…- Konkretna wypowiedź Harry'ego zamieniła się w mamrotanie pod nosem. Milcząco obserwował jak powieki powoli opadają na te przerażająco zielone oczy i chłopak wpada w głęboki sen.
*.*.*
Sobota, dwa tygodnie przed świętem zmarłych. Tego ranka obudził się równie wcześnie jak na co dzień, mimo braku pobudki Zgredka. Przewrócił się na bok, podparł głowę na łokciu i obserwował śpiącą twarz, leżącego obok Severusa. W tym czasie zaczął układać w głowie plan dnia. W końcu Severus zaczął poruszać się we śnie. Z uśmiechem nachylił się i czule pocałował wąskie usta wciąż śpiącego mężczyzny. Miał zamiar złożyć tylko jeden pocałunek, jednak nie mógł się oprzeć. Z westchnieniem dotknął jego bladego policzka i spróbował jego ust raz jeszcze…i jeszcze raz… Nie potrafił przestać. W końcu usta pod jego drgnęły i zwróciły pocałunek. Delikatnie i czule, ale ten delikatny ruch warg sprawił, że krew zawrzała mu w żyłach. Wsunął palce w długie czarne włosy profesora i zwiększył intensywność pocałunku. Poczuł jak ramie Snape'a obejmuje go w talii. W końcu odsunęli się od siebie, gdy obojgu zabrakło powietrza.
Severus rozejrzał się dookoła, nie zabierając jednak z niego ręki.
-Jest sobota. Nawet jeśli taka pobudka nie była nieprzyjemna to możesz mi powiedzieć, dlaczego do jasnej cholery budzisz mnie o takiej godzinę w SOBOTĘ!?- Zapytał wypowiadając każde słowo z coraz większą złością i coraz głośniej.
-Bo pomyślałem, że lepiej wyjść przed śniadaniem by ominąć starego pierdziela…?
-Dyrektora czy Blacka?- Żachnął się Snape.
-Najlepiej obu.- Odparł spokojnie Harry.
-Co chcesz robić przez ten cały czas? Ze swoją ekipą pożyczoną z Zakonu widzimy się przecież dopiero popołudniu.
-Pomyślałem, ze moglibyśmy obejrzeć wybrane przez nas bezpieczne domy i poinformować ich opiekunów o naszych planach. Raczej powinni wiedzieć, że ktoś może nagle pojawić się na ich progu.
Udało im się wyjść nie będąc zaczepionym przez żadnego z profesorów, nie wspominając już o Dumbledore i Blacku. Dotarli szybko za bramę Hogwartu i aportowali do Floriana.
*.*.*
Stał tyłem do zamieszania dziejącego się w pomieszczeniu. Przez Floriana skontaktowali się z zarządcami zajmującymi się innymi posiadłościami, do których miały prowadzić awaryjne świstokliki. Iryd, Kiur, Tantal i Florian już od pół godziny sprzeczali się o szczegóły jak rozwiązać sytuacje. W tym czasie spoglądał przez okno na padok po którym przechadzał się Severus i oglądał konie. Mężczyzna zaprotestował spędzenia dnia wolnego przysłuchując się dyskusją, które przez większość czasu będą nic nie wnoszącą przepychanką. Westchnął i odwrócił się do debatujących mężczyzn.
- Z tego co przejrzałem papiery, to do każdego z domów przynależy spora ilość terenu i pomniejszych domków…-przerwał im, wtrącając się do dyskusji z całkowicie innym tematem.- Zgaduje, że zamieszkane są one przez wasze rodziny?
-Zgadza się Panie Potter. Dodatkowo każdy ma jakieś zadanie. Wszyscy opiekujemy się Pańską własnością i korzystamy z zasobów tych ziem.-Odparł poważnie Kiur.
-Gdzie dzieci się uczą?
-Od rodziców. Każda z rodzin ma jakąś specjalność i na niej się skupiają.
-A szkoły? Nie chodzą chociażby do mugolskiej podstawówki?
-W żadnym wypadku! To niebezpieczne! Wystarczyłaby drobna utrata panowania i wydałyby się nasze zdolności.
-Chcesz mi powiedzieć, że nawet dzieci, które nad sobą panują nie chodzą do szkoły?
-Oczywiście! Obcy są zbyt dużym zagrożeniem!- Odparł pewnie elf. Pozostałe osoby milczały.
-Od dzisiaj dzieci mają iść do szkoły. Uświadomcie im wagę utrzymania tajemnicy. Jednak utrzymywanie dzieci w klatce nie jest dla nich dobre. Lepiej się nauczą wszystkiego żyjąc z rówieśnikami i mają tez większą szanse na odnalezienie towarzyszy. Macie wolną rękę na pobranie pieniędzy ze skarbca na wszystkie potrzebne przybory.- Zawyrokował tonem nie znoszącym sprzeciwu obserwując jak twarz Kiura czerwienieje ze złości.
-Jak robiliście zakupy unikając tak panicznie mugolskiego świata?- zapytał Harry przypatrując się twarzą zebranych.
-Mięliśmy jednego elfa który się tym zajmował….- zaczął niepewnie Tantan.
- I co się z nim stało?
-Złamał zasady! Ot co się z nim stało!- Nie wytrzymał Kiur i poderwał się z miejsca.
-Gdzie on teraz jest? I jakie zasady złamał?- Dopytywał Harry siląc się na spokój.
-Zaszedł w ciąże z człowiekiem i powiedział mu o naszej rasie! Za karę został wygnany do posiadłości na północy!
-Mężczyzna nie ma możliwości zajść w ciążę z osobą z którą nie jest związany…- wysyczał Harry przez zęby.-Chcesz mi powiedzieć, że rozdzieliłeś ciężarnego elfa od jego życiowego towarzysza i zostawiłeś samego na zadupiu!? ZWARIOWAŁEŚ?!- Zapytał przy każdym słowie coraz bardziej podnosząc głos i coraz bardziej tracąc cierpliwość.
-Towarzysze niosą ze sobą więcej zagrożeń i cierpienia niż jest to mówione dzieciom w dobranockach! Jesteś naprawdę taki szczęśliwy przez swoje wiązanie?! Bo jakoś na to nie wygląda! Ile przez niego będziesz ryzykował, narażał się? Aż nie padniesz z wycieńczenia!? On ma cię na tyle gdzieś, że go tutaj nie ma!
- Jestem całkowicie zadowolony z mojej więzi z Severus'em i mogę powiedzieć, że ona mnie wzmacnia, a nie osłabia jak to sugerujesz. A jak wygląda twoja więź z partnerem?- Odpowiedział Harry już całkiem spokojnie i wyniośle.
-Nie mam partnera i wcale z tego powodu nie ubolewam
-Widzę, że przyszedłem za wcześnie i wciąż niewiele ustaliliście tylko prowadzicie bezowocne sprzeczki.- Rozległ się spokojny głos Severusa. Mężczyzna stał oparty o ramę drzwi i przyglądał się Harry'emu i Kiurowi, którzy zaskoczeni jego obecnością przestali siłować się na spojrzenia.
-Severus!- Zawołał uszczęśliwiony Potter.- Usiądź proszę, już prawie kończymy. Czeka nas wycieczka na północ.
- Ustaliłeś coś poza tym?
-Tak. Elfie dzieci pójdą do szkoły. Kiur, mówiłeś, że każda rodzina ma swoje specjalności. Widziałem, że u Floriana jest całą masa przetworów, których nie dadzą radę przejeść. Wymieniacie się jakoś tym co produkujecie lub wytwarzacie?
-Nie mamy jak.- odparł mężczyzna wciąż naburmuszony.
-Nie ma żadnej wewnętrznej sieci Fiuu?
-Nie może być otwarta bez twojego pozwolenia, Panie Potter.- Odpowiedział Tantal.
-W takim razie macie wolną rękę by przemieszczać się swobodnie między domami i na swobodną wymianę towarów.- Zarządził i podszedł do Severusa. Delikatnie objął go i zaczął bawić się palcami w jego włosach. Czuł jak Snape przysuwa się do niego i zaczął głaskać rękę którą go obejmował i patrzył wyzywająco na Kiura.
-Macie jakieś skrzaty domowe, czy wszystkim zajmujecie się sami?- zapytał spokojnie, starając się nie roześmiać widząc poczynania Mistrza Eliksirów.
-Każdy ma około dziesięciu skrzatów do pomocy we wszystkim.- Odpowiedział milczący dotąd Iryd.
-Dobrze. Niech każdy z was wybierze po dwa skrzaty, które trafią do pomocy temu biednemu wygnańcowi. Ponadto każdy z was ma nadmiar różnego rodzaju produktów, proszę je również przygotować… W sumie jak dawno został wygnany?
-Dwa miesiące temu.
-Na szczęcie to nie jest aż tak dawno. Mam nadzieje, że chłopakowi nic nie jest… Jeśli jest kilku mieszkańców, dorosłych, którzy marzą o przeprowadzce to również mogą się przenieść, jednak nie sądzę by więcej osób niż dwie lub trzy od każdego z was było rozsądne. Nic na siłę. Macie godzinę by wszystko zorganizować. Osoby które myślałyby o przeprowadzce mają więcej czasu by zdecydować. Można aktywować tam wewnętrzne połączenie Fiuu?
- Nie ma problemu Panie Potter. Zajmiemy się tym- Odparł grzecznie Iryd, podnosząc się ze swojego miejsca. Zaraz w jego ślad poszła reszta mężczyzn.
-Mamy godzinę dla siebie…- wyszeptał do ucha Severusa, całując go delikatnie w szyję.- I nie spodziewałem się, że będziesz taki…. Zaborczy i wojowniczy jeśli chodzi o obronę naszej więzi.
-Przeszkadza ci to? Myślałem, ze dla Ciebie to oczywiste, że zaborczość i waleczność to moje sztandarowe cechy.
-To wiedziałem doskonale, jednak już myślałem, ze twoja zaborczość nie będzie mnie dotyczyła…
-Jesteś mój. Nie ma znaczenie czy chciałem tego czy nie. Jesteś mój.- Wywarczał Snape.
-Jeszcze nie do końca… Jednak z chęcią to zmienię… Musisz Również pamiętać, ze zaborczość nie tylko tobie nie jest obca i jeśli chcesz mnie całego to nie masz co liczyć, że nie będzie to działało w obie strony.- wymruczał zadowolony i przygryzł lekko płatek ucha mężczyzny, po czym obrócił jego głowę w swoją stronę i zaczął czule całować wąskie usta. Przez chwilę nie było żadnej reakcji jednak w końcu poczuł palce mężczyzny w swoich włosach. Po kilku minutach lekko zdyszany przerwał ten pocałunek.
-Jednak bez pośpiechu. Godzina to zdecydowanie za mało by się tobą porządnie zająć… A gdy przyjdzie czas nie zamierzam ani odrobinę się spieszyć.
-Gdy przyjdzie czas? Myślałem, że zamierzasz skorzystać z pierwszej lepszej okazji by skonsumować więź…
-Teraz przemawia przez ciebie zaborczość i złość na Kiura. Więź jest zawiązana i stabilna. Nie mam zamiaru konsumować tego połączenia mając chociaż cień podejrzeń, że zwalisz później na okoliczności, niepoczytalność czy cokolwiek i powiesz, że żałujesz.
- Patrząc na twoje plany i mój temperament taki czas może w ogóle nie nadejść.
-Dla Ciebie zawsze znajdę czas.
- Na merlina, Potter, zaczynasz słodzić…!- Skrzywił się Snape wywołując salwę śmiechu ze strony Harry'ego.
-Nic na to nie poradzę, że to prawda! Nawet jeśli cukierkowa.
Witam wszystkich po szalenie długiej przerwie.
Nie mam pojęcia ile osób wytrwało i nie straciło nadziei na kolejny rozdział. Muszę Was bardzo przeprosić za tę przerwę, jednak moje życie miało bardzo dużo zamieszania. Najpierw , przyznaje się, stanęłam w połowie rozdziału, a później... Ciężko chory pies, zmiana szkoły i cały czas praca. Nie miałam czasu nawet by odezwać się do znajomych. Mojego kochanego Tofficzka pochowaliśmy w połowie października.
Wczorajszej nocy zaczęłam zdołowana przeglądać FF i kasowałam maile z poczty. Coś nagle nie zgadzała mi się ilość osób, które obserwowały moje opowiadanie. Mimo przerwy w pisaniu wciąż zaglądało do mnie sporo osób, przejrzałam komentarze i coś we mnie drgnęło i zrobiło mi się potwornie wstyd, że tak długo nic nie dodałam.
Tych co wytrwali jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, ze rozdział się podobał. Musze znów odrobinę wejść w rytm, więc proszę zgłaszajcie mi wszystkie moje nieścisłości, błędy itd. Wszystkie uwagi będą bardzo mile widziane. :)
