Witam ponownie!
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo one mobilizują do pracy, więc nie miejcie skrupułów i dręczcie mnie o kolejne rozdziały. Nie wiem ile czasu i mi zajmie ale skończę to opowiadanie. To i "Rekompensatę". Zapraszam też do dawania różnych sugestii, piszcie co myślicie o tym co się myślicie o wydarzeniach, co się Wam podoba, co Was rozśmieszyło, a co zdenerwowało. Wszystko to pobudza wyobraźnie, szturcha wenę do pobudki i pomaga wyłapać błędy i niedociągnięcia, oraz w razie czego naprawić drobne nieścisłości.
Nie wiem jak piszą inne osoby, ale u mnie w głowie te postaci żyją. Najczęsciej w głowie widzę jedną scenę ze dwadzieścia razy, a gdy zaczynam pisać to czasem postacie strzelają focha i zachowują się nieco inaczej i z prostej minutowej normalnej sytuacji albo tworzy mi się awantura, albo coś co wyglądało w pierwszej chwili na tragiczną sytuację wychodzi ostatecznie naszym bohaterom na plus. Czasem sami mnie zaskakują:).
Mam do Was jeszcze jedno pytanie dotyczące poprzednich rozdziałów! Jak myślicie, kto jest drugą połówką Draco... ? ;)
Zapraszam do czytania! Mam nadzieje, że po takim czasie wyczekiwania rozdział Was nie rozczaruje...
Rozdział 22
-Potter! Zgodziłem się na ten szalony plan by nie rzucać się w oczy! A gdy prowadzisz tę metalową puszkę w ten sposób to ten plan nie działa! Nie dosyć że zachciało ci się bawić dzisiaj w niańkę to jeszcze wymyśliłeś sobie zabawę w konserwę!
-Pierwszy raz prowadzę samochód. Chyba i tak nieźle mi idzie. Co myślicie chłopacy?!- Zapytał Freda i Georga siedzących z tyły busa. Po odwiedzeniu Tantana i przypilnowaniu jego dziecka gdy wyszedł poszukać swojego partnera, załadowali się do starego Volkswagena i ruszyli po wszystkie osoby, które miały pomóc przy nakładaniu barier.
- Jasne Harry!
-Tragedii nie ma!..
-Tym bardziej że to cacko nie umie latać.-Odparli bliźniacy wychylając się do przodu.
-Zabijesz kogoś tym wrakiem zanim dojedziemy na miejsce….- wywarczał Severus.
-Nie jest tak źle. I jest obłożony masą zaklęć ochronnych i odpychających i cholera wie jakimi jeszcze. O widzę szalonookiego!- Zawołał uradowany Harry, gwałtownie zjeżdżając na przystanek i ostro hamując.
W ten sposób, przy akompaniamencie marudzeń Severusa, dotarli na przedmieścia. Wszyscy usiedli z tyłu auta przy rozłożonej mapie.
-Dobra, zaczniemy od tego fragmentu ulicy. Na pewno musimy nałożyć bariery na dom z numerem 15. Z tego co wiem mieszka tam rodzina jednego z uczniów Hogwartu… Wszystkie informacje dotyczące tego co będziemy mówić macie tu zapisane.- wyjaśnił podając podkładki z zapisaną oficjalną wersja tego co tu robią.
-Zakładanie każdej bariery będzie bardzo żmudne i męczące…Ile budynków chcesz obłożyć barierami?- Zapytał Moody.
-Część run będzie wspólne. Najwięcej energii pochłonie założenie pierwszej bariery. Mamy na razie niewiele zestawów run, jednak zaraz poproszę Zgredka by przyniósł więcej. Są… w trakcie powstawania od jakiegoś czasu.
-Największą wydajność osiągnęlibyśmy gdyby każdy miał po jednej runie, dwa rzędy domów podzielić na kwadraty po cztery posesje, a bariery nakładać po przekątnej.
-Nie pomyślałem o tym w ten sposób… Powinno zadziałać! Mam dla każdego krótkofalówkę, więc bez problemu nie pogubimy się w tym co robimy, a na tych podkładkach można pisać i w każdej chwili zmyć te pisaki, więc zminimalizujemy możliwość pomyłki do minimum!- Zawołał uradowany Harry. Wszyscy zaraz zaczęli przerysowywać plan na podkładki, zapoznawać się z oficjalną wersją i uczyć obsługi krótkofalówek. W tym samym czasie Zgredowi udało się przemycić paliki z runami i wrócił do zamku z informacją do Hermiony, że nie muszą układać zestawów co na pewno przyspieszy prace. Po godzinie wszyscy byli gotowi do działania.
Już po dwóch godzinach udało im się założyć oddziały na cały rząd domów, który wyznaczyli sobie za dzisiejszy cel. Jego obawy o zmęczenie magiczne były nieco przesadne. Najtrudniej było założyć pierwsze dwie bariery ochronne, a gdy magia zaczęła już krążyć poszło o wiele łatwiej. Bardziej zmęczyło ich skakanie przez płoty i utrzymanie tak długo skupienia. Ludzie nie stawiali oporu. Gdy usłyszeli, że badają rozchodzenie się drgań w ziemi i ilość zbierających się gazów, od razu wpuszczano ich do ogródków. Z racji tego, że ciągle ludzie ginęli w tajemniczych wybuchach i wyciekach gazu, uznano ich pojawienie się za naturalną kolej rzeczy. Ministerstwo Magii mogłoby w końcu wymyślić więcej prawdopodobnych przykrywek niż gaz dla zniszczeń wywołanymi atakami śmierciożerców… Ponadto przekazał rodzicom dziewczyny mugolskiego pochodzenia świstokliki dla rodziny i zwierząt a także metalowe krążki do przyklejenia do ważniejszego dobytku. Wszystko to przeniesie ludzi i przedmioty do odpowiedniego bezpiecznego domu w razie gdy bariery zostałyby złamane. Przeniesienie kilku szaf czy walizek lub tez pojedynczych rzeczy jak książek może wydawać się głupie, ale na pewno ułatwi to pozbieranie się po ewentualnej tragedii i uratuje od zniszczenia mase wspomnień. W końcu po atakach Śmierciożercy zostawiali po sobie tylko zgliszcza
-Znalazłem pizzerię! Czas na przerwę i regenerację sił!- zawołał Harry do krótkofalówki.
-Harry. Ja za to znalazłem tutaj szkołę. Wypadałoby ją również zabezpieczyć. Podobnie jak teren pobliskiego kościoła i supermarketu…-odezwał się Moody. Stary Auror nie widział sensu by tracić czas gdy można zrobić jak najwięcej.
-Panie Moody, wiem, że dla Pana to nie problem, ale dla niektórych zachowanie skupienia przez tak długo może być wykańczające. Prawda Fred? George?
-Tak!- odezwali się chórem bliźniacy.
- Ponadto działamy szybciej niż myślałem, a tak Zgredek będzie miał czas na dostarczenie nam materiałów.- Argumentował dalej Harry.
Po chwili zebrali się wszyscy na końcu ulicy i ruszyli w odpowiednim kierunku.
-Ktoś z was jadł już kiedyś pizzę?- Zapytał Harry. Odpowiedziały mu same zaprzeczające ruchy głowy.- Ok! To cienki placek z ciasta drożdżowego pokryty sosem pomidorowym, żółtym serem i innymi dodatkami. Kroi się promieniście i je się rękoma. Proponuje zamówić cztery różne średnie pizze w różnych smakach. Najwyżej się domówi.
Zajęli miejsca w dosyć małej miejscowej pizzerii i zamówili napoje. Zamówienie przyjęła młoda ładna kelnerka. Nie umiał docenić jej wieku. Na pewno coś między dwadzieścia, a trzydzieści lat. Stanęła za blatem i czekała aż zagotuje się woda na herbatę, a ekipa z którą Harry przyszedł skupiona była na menu. Jednak dziewczyna nie przestawała obserwować i zerkać w stronę Severusa. Snape zrezygnował ze swoich ciężkich szat szkolnych jednaj pozostał wierny czerni. W gorącej Sali płaszcz i sweter poszły jednak w odstawkę i porzucone zwisały z oparcia krzesła, a dość dopasowana koszulka z krótkim rękawkiem i kilkoma guziczkami pod szyją, ujrzała światło dzienne.
Harry miał kłopot by skupić się na menu i zapamiętaniu wyboru jakiego dokonała ekipa. Zirytowany dał znak dziewczynie, że już wiedzą czego chcą i szubko przekazał zamówienie. Gdy tylko kelnerka zniknęła za drzwiami kuchni rzucił się po płaszcz Severusa i narzucił mu na ramiona.
-Co ci znowu odwaliło?! Tu jest gorąco jak w piekle!- Wysyczał Snape przez zaciśnięte zęby próbując zrzucić z siebie płaszcz, który siłą na nim przytrzymywał chłopak.
-Względy bezpieczeństwa. Wytrzymasz chwilkę.
-Masz jakieś urojenia?! To nie ma nic wspólnego z moim bezpieczeństwem!- zirytował się Severus warcząc coraz głośniej.
-I tu się mylisz..- Wyszeptał Harry piorunując go wzrokiem.
-Ej, może kompromis… To czasem działa, wiesz…- Wtrącił się cicho Fred widząc pełną napięcia wojnę na spojrzenia.
-Na 60 sekund dasz mi wolną rękę, a nie będę się dzisiaj kłócił o płaszcz.- Zarządził Harry biorąc pod uwagę sugestie, ale wciąż nie oderwał spojrzenia od twarzy zirytowanego mężczyzny.
-Zwariowałeś!? Dziesięć!
-Pięćdziesiąt.
-Piętnaście!
-Trzydzieści! I tak na tym staniecie, wiec nie traćmy czasu.- Wtrącił się Moody, wymieniając rozbawione spojrzenia z bliźniakami.
-Po moim trupie…-wymamrotał Snape.
-Oj przestań. Elastor ma racje. Trzydzieści sekund. Nic nazbyt intensywnego czy kontrowersyjnego, ale przez te kilka sekund będziesz musiał współpracować. Masz trzy sekundy na decyzje inaczej dalej walczymy o płaszcz.-Powiedział błyskawicznie Harry zaciskając mocniej palce na grubym czarnym materiale.
-Ale Moody pilnuje czasu.
-Zgoda, ale ja mówię kiedy zaczyna się odliczanie.
-Umowa stoi-Warknął wściekły Snape odwracając głowę. Płaszcz z jego ramion natychmiast zniknął.
-Ale Severus… Rozluźnij się. Przecież wiesz, że nie chce i nie mogę cię skrzywdzić…- Powiedział cicho Harry dotykając opuszkami palców słoni Severusa.
-Rozumiem, że czas ruszył?- padła sarkastyczna odpowiedź.
-Za kilka sekund!- Odpowiedział Harry widząc, że kelnerka właśnie wyszła z kuchni i zabrała się za szykowanie napoi. Z uśmiechem chwycił dłoń Snape'a i cały czas patrząc mężczyźnie w oczy pocałował jego palce.
-Teraz czas ruszył.- Wyszeptał. Przełożył trzymaną dłoń do prawej ręki, lewą sięgnął do włosów Severusa i czułym gestem włożył zasłaniające twarz kosmyki za ucho. Pogłaskał jego policzek i objął dłonią twarz mężczyzny. Ignorując wszystkich dookoła zaczął zmniejszać odległość między nimi.
-Obiecałeś. Nic kontrowersyjnego- Przypomniał cicho Snape gdy ich twarze dzielił centymetr.
-I dotrzymam słowa jeśli nie będziesz walczył.- Przypomniał mu i delikatnie pocałował w usta. Całował go powoli. I nie zakończył po jednym delikatnym pocałunku. Severus nie opierał się. Leniwie oddawał pieszczotę przez co zaczęła nabierać intensywności.
Nagle usłyszeli trzask. Gwałtownie przewali pocałunek jednak nie odsunęli się od siebie.
Wkurzona kelnerka mocno postawiła tace na stół a teraz wpatrując się w jego blat stawiała szklanki z napojami i dzbanki z herbatą. Zgarnęła serwetki z tacy i zmięła je w dłoni i odeszła bez słowa.
-Widzisz. Mówiłem, ze istnieje zagrożenie.- Odparł wesoło Harry, jednak na tyle cicho by dziewczyna ich nie usłyszała.
-Mówiłem, że masz urojenia.- wysyczał Snape wyrywając rękę z uścisku Pottera i rozsiadł się wygodniej na krześle.
-Na tej serwetce, którą zgniotła i zabrała, był jej numer telefonu. Więc, nie. Nie mam urojeń.
W końcu naburmuszona dziewczyna przyniosła ich zamówienie, a posiłek minął bez żadnych ekscesów. Po wyjściu z pizzerii, wrócili do nakładania barier w miejscach zasugerowanych wcześniej przez Moody'ego, czyli wokół pobliskiej szkole, kościoła i marketu i udali się z powrotem do busa. Harry z zadowoleniem zaznaczył zabezpieczony obszar na mapie i każdemu podał po kilka zestawów palików, które leżały w aucie, cichaczem podrzucone przez jednego ze skrzatów.
- Proszę, gdy tylko będziecie mieli chwilę to rozstawiajcie bariery w losowych miejscach. Mam jeszcze listę adresów które potrzebują ochrony. Każdy dostanie tylko fragment tej listy, a ja zajmę się rozsyłaniem alarmowych świstoklików…- Wyjaśnił rozdając im złożone kartki. Wszyscy pokiwali w zamyśleniu głowami. Harry chciał prowadzić auto i wysadzić każdego mniej więcej w tej samej okolicy z której ich zgarnął. Plan spotkał się z protestem Snape'a, który bezceremonialnie zabrał chłopakowi kluczyki i wsiadł za kółko „Puszki Pandory", jak zaczął głośno nazywać starego poczciwego busika.
*.*.*
Mimowolnie napiął się gdy poczuł ciepłe ciało przyciskające się do jego pleców. Palący w kominku ogień nie dał rady nadać ciepła i przytulności temu pomieszczeni. Poczuł dłoń gładzącą go po ramieniu i napiął się jeszcze bardziej.
-Severus… wciąż jesteś na mnie zły…?- Jego uszy dobiegło ciche pytanie.
-Nie. Ciągle masz takie wyskoki, wiec szkoda mi nerwów na złość.- Odparł markotnie. Nie ma opcji by przyznał się, że ten atak zazdrości dzisiejszego dnia nie sprawił, że jego ego nieco spuchło.
-To czemu jesteś taki spięty..?
-Żartujesz?! To skrzydło dla gości. Jest stworzone tak by delikwent w nim ulokowany nie czuł się w nim na tyle komfortowo by się zasiedzieć.
-W sumie to nauczyłem się spać w o wiele gorszych warunkach… Nie zwróciłem na to uwagi…. Czemu nie powiedziałeś wcześniej, że sypialnia ci nie odpowiada?
Nim zdążył odpowiedzieć poczuł zimne powietrze na ciele i momentalnie został postawiony na nogi.
-chodźmy!- Zarządził Potter i nie czekając na nic wyciągnął go na korytarz.
Zeszli do głównego hollu. Bosymi stopami stanął na ozdobnym bordowym dywanie ciągnącym się przez cały korytarz. Wzdłuż kamiennych ścian tliły się kinkiety. Nikłe światło nie budziły postaci chrapiących w ramach portretów, a jednak było na tyle światła by nie potknąć się o własne nogi. Mimo to czuł się jakby nie powinien zapuszczać się ani kroku dalej, a chłód przenikał do wnętrza jego kości.
-Psotko?1- Zawołał Harry. Rozległ się cichy trzask i przed nimi pojawiła się skrzatka ubrana w prostą zieloną sukienkę.
-W czym Psotka może Panom pomóc?- zapytała i skłoniła przed nimi głowę w geście powitania. Dopiero gdy poczuł lekkie pociągnięcie dłoni zauważył, że pozwolił Potter'owi cały czas trzymać się za rękę. Chłopak nie puścił jego dłoni nawet teraz, gdy klękał by mieć spojrzenie na równi ze skrzatką. Poczuł fale gorąca biegnącą do jego twarzy. By ukryć zawstydzenie szybko skierował wzrok na najbliższy obraz. Przedstawiał od mroźne szczyty jakiś skalistych gór.
-Czy są tu może jakieś pokoje, sypialnie do których nie maja dostępu Florian i jego rodzina? Pokazano nam na szybko główne części domu, ale nie wiem czy któryś z moich dziadków miał jakieś prywatne pokoje…?- dopytywał Harry.
-Dobrze, że Panowie pytają! Nie ma się czego wstydzić Panie Snape. Poprzedni partner poprzedniego Pana, który rządził tym domem też nie ufał sposobom okazywania wdzięczności Potter'om przez niektóre osoby i zgłosił takie same obawy jak Pan!- Zawołała zachwycona skrzatka podskakując z radości i zmuszając do silniejszej walki ze zdradliwymi reakcjami organizmu. Nie zważając na jego zaciętą minę Psotka zaczęła opowiadać dalej.- Psotka nie mogła o tym Panów poinformować. Według zaleceń mogę o tym miejscu wspomnieć i zaprowadzić dopiero po tym jak się Panowie o to zapytali!
W końcu zaczęli podążać korytarzami na tyły rezydencji. Ciemność korytarzy stopniowo ujawniająca kolejne fragmenty przed nimi i szybko zamykająca im drogę, wywoływała ciarki na plecach. To, że w ramach były głownie pejzaże , martwa natura bądź zwierzęta nie pozbawiały uczucia, że dom cały czas cichutko równomiernie oddycha i obserwuje wszystko co się w nim dzieje, gotów nagle zareagować. Jednym uchem wyłapywał rozmowę rozchichotanej dwójki, a całą resztę uwagi poświęcał na wyłapywanie pułapek, obserwatorów i zagrożeń. Najważniejsze co zanotował z wesołej gadaniny to to, że zmierzają do ukrytego korytarza, na poziomie piwnicy, który łączy wille ze starą stajnią.
Odrobinę rozluźnił się gdy stanęli przed drewnianymi drzwiami.
-To prawie tutaj! Przez te drzwi mogą przejść tylko Panowie i skrzaty domowe! No i zwierzęta, które nie są animagami! –Oznajmiła zachwycona Psotka i z otworzyła drzwi. Za nimi znajdował się kolejny korytarz z kinkietami i z podłogą pokrytą miękkim dywanem. Jednak nie czuć było tej mrocznej, nieprzyjaznej i zimnej aury co w pozostałej części domu. Bez zachęty, lekkim krokiem przekroczył próg, czując uważne spojrzenie Pottera na plecach. Ściany nie były tutaj kamienne a ze starej cegły. Domyślał się, że jest duża szansa, że z takiej samej z jakiej zbudowano stajnie. Widział ją przez okno, ale nie przyjrzał się jej na tyle dokładnie by zapamiętać taki szczegół. Korytarz w końcu skręcał pod końcem prostym, ale całą ich trójka zatrzymała się na tym zakręcie, a dokładniej przed pięknymi dębowymi drzwiami i misternymi okuciami. O dziwo przez całą długość korytarza nie drażniła jego uszu żadna paplanina piskliwej skrzatki czy tez Pottera. Rozejrzał się by sprawdzić czy nie został aby sam. Harry stał nieco za nim i z lekkim uśmiechem mu się przyglądał i bez słowa czekał.
*.*.*
Z zadowoleniem przyglądał się jak Severus rozgląda się po pokoju. Od razu zauważył, że napięcie w ramionach mężczyzny zelżało. Nieco przeklinał się w myślach, że nie zauważył wcześniej jego dyskomfortu. Co za partnerem był! Postarał się jednak odgonić nieproszone myśli z głowy.
Cała prywatna część miała kształt litery „C", a dokładniej to jej lustrzanego odbicia. Po lewej stronie od drzwi stało dwuosobowe łóżko nad którym wisiało pełno półek z książkami i różnymi drobiazgami. Po prawej stronie, za ścianką , skrywała się wbudowana szafa. W dalszej części pokoju, za narożnikiem, znajdowały się komoda, kanapa, drzwi do łazienki i schody na antresolę. Jednak najbardziej magiczna częsć znajdowała się za oknami pokrywającymi całe wewnętrzne ściany. Mimo że znajdowali się na poziomie piwnicy mięli z pokoju wyjście do obniżonego ogrodu. Stojąc przy łóżku widział, że oszklona jest również sciana łazienki i teoretycznie możnaby z pokoju obserwować osobę biorącą prysznic. Zadanie to zostało jednak utrudnione przed niewielki wodospad. Woda spadała do znajdującego się w ich prywatnym ogródku małego stawku i kojąco szumiała rozbijając się o znajdujący się tuż przy powierzchni , paski głaz, który bez problemu pomieściłby dwie osoby.
-W okolicy są gorące źródła. Poprzedni Pan Potter poprowadził tutaj wodę z jednego z nich. Woda również płynie w kilki miejscach cieniutkimi rurkami w ścianach i pod podłogą! Dlatego podłoga nie jest nieprzyjemnie zimna.- Zakomunikowała Psotka dumnie wypinając pierś.
-Dziękuje Psotko za zaprowadzenie nas tutaj i przepraszam, że wyciągnęliśmy Cię z łóżka tak późno.- Odpowiedział skrzatce jednak nie mógł oderwać wzroku od Severusa. Mężczyzna wyszedł do ogrodu i stojąc w chmurze mgły zaczął powoli ściągać pidżamę. Najpierw na ziemi wylądowało góra, a następnie powoli zaczął zsuwać z bioder spodnie. Gęsta mgła zapewniła Severus'owi minimum prywatności. W końcu zniknął zanurzając się w wodzie.
*.*.*
Poszedł do łazienki po ręcznik i położył go na trawie obok Severusa.
-Nie dołączysz do mnie?- Spytał mężczyzna zaskakując go.
- Chciałbym, ale obawiam się, że zasnę i nie będę miał siły wyjść. Rozejrzę się nieco i kładę się do łóżka. To był intensywny dzień.- Odpowiedział miło zaskoczony ofertą. Nachylił się by pocałować Severusa w czubek głowy. Mężczyzna przez cały ten czas nie uchylił nawet oczu. Harry zadowolony poszedł rozejrzeć się dokładniej po pokojach. W szafie wciąż wisiały ubrania, od klasycznych szat po mugolskie. Odetchnął z ulgą, że z żadnej z szafek nie wyskoczył mu boggin. Na chwilę obecną chciał iść spokojnie spać i nie martwić się o takie nocne atrakcje.
Wszedł do biura na antresoli. Wszędzie było dużo książek i notatników z odręcznymi notatkami. Miał odczucie jakby poprzedni lokatorzy mięli niedługo znów usiąść przy biurku i wrócić do pracy lub usiąść na kanapie stojącej pod regałem z książkami i pogrążyć się w lekturze. Stał tam zamyślony czując jak powoli pogrąża się w tęsknocie za spokojnym rodzinnym życiem, które się tu toczyło i zostało nagle przerwane.
-Kim jesteś chłopcze?- Dobiegł go nagle głos. Momentalnie ocknął się z zamyślenia podskakując z różdżką w ręce w kierunku głosu. Można było równocześnie dostrzec blask odbijający się od odruchowo postawionej magicznej tarczy dookoła Harry'ego.
-Świetne odruchy! Gratulacje! Chociaż nie wiem czy nie powinno mnie martwić, że tak młody chłopak jak ty je posiada.- Odezwał się ponownie ten sam głos. Harry dostrzegł olbrzymi obraz nad biurkiem przedstawiający wielką polanę na skraju lasu. Ten pejzaż urozmaicała tylko mały domek który był blisko lini drzew znajdujących się tak daleko, że dość ciężko było ją na pierwszy rzut oka dostrzec. Teraz sporą część obrazu zajmował ciemnowłosy mężczyzna, który opierał się o ramę i z zaciekawieniem przyglądał się Harry'emu.
-Jestem Harry Potter. Syn Jamesa Pottera. – Odpowiedział już spokojniejszy widząc intensywnie zielone oczy mężczyzny z obrazu.- Proszę mi wybaczyć, ale kim Pan jest? Nie miałem okazji poznać za dobrze historii członków rodziny…
-Jestem Henry Potter. Jestem twoim pradziadkiem. Coś musiałeś o mnie słyszeć! W końcu aż tak daleko w drzewie genealogicznym nie jestem… Zawołasz Jamesa? Mam z nim do pogadania! W końcu zbyt długo go tu nie było!
- Obawiam się, że taty tu nie ma…- Powiedział Harry po chwili ciszy.
-Daj spokój! Musi tu być! Nie obchodzi mnie, że nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Minęło tyle lat! A wiem, że tu jest! Może i jestem obrazem, ale czułem, że głowa domu Potterów przeszła przez obwody.
-Obawiam się, że to moje przejście przez obwody czułeś… dziadku.- Odezwał się cicho dziwnie się czując używając słowo „dziadek" po raz pierwszy w życiu.
-Nie wyglądasz mi chłopcze abyś był w wieku przyjęcia dziedzictwa.- Odezwał się Henry z dezaprobatą.
-Jestem Harry i wolałbym aby Pan używał mojego imienia, a nie innych określeń!- Odparł stanowczo czując dreszcz przebiegający mu po plecach słysząc znienawidzone określenie.- Znalazłem partnera więc mogłem wcześniej przejąć dziedzictwo Potterów, a James nie przyjdzie bo od lat nie żyje.- wyrzucił z siebie nie siląc się na delikatność obserwując szok pojawiający się na twarzy pradziadka.
-Niemożliwe. Co się stało?- odezwał się kolejny mężczyzna który właśnie pojawił się na obrazie. Harry podskoczył zaskoczony. Był tak skupiony na Henrym, że nie zauważył pojawienie się drugiego mężczyzny.
-Kim jesteś?!- Wyrwało mu się z zaskoczenia.
-Jestem Erik Brewer. Twój drugi pradziadek. Pewnie moje nazwisko kojarzysz. Opowiadaj co się stało Jamesowi. Resztę obgadamy później- Zarządał Erik. I tak Harry rozsiadł się na podłodze, oparł o najbliższy mebel i zaczął opowiadać całą historię.
Jakąś godzinę poźniej pojawił się Severus.
-Miałeś iść spać!- warknął zirytowany. –Podobno byłeś taki zmęczony!
-I jestem, Severusie, ale znasz mnie. Zawsze coś musi wyskoczyć. Na szczęście jest to strefa wolna od bogginów. Pozwól Severusie, że ci przedstawię moich pradziadków. Henry Potter i Erik Brewer.
-Brewer? Mistrz eliksirów, który prowadził badania nad właściwościami łusek z wylinek aligatorów rzecznych?- Zapytał zaskoczony Snape.
-Dokładnie ten!- Odparł uradowany Erik wypinając dumnie pierś.- Widzę, że jednak ktoś kojarzy moje nazwisko.
-Oczywiście, że tak. Niesamowite badania! Chociaż myślałem, że Brewer jest ironicznym pseudonimem.
-Ja za to widzę, Harry, że gust do mężczyzn jest dziedziczny.- Wtrącił się scenicznym szeptem Henry, na co Harry zachichotał, ale dopiero teraz przyjrzał się Erikowi. Dziadek miał rację. Ten sam typ! Chociaż Erik miał łagodniejsze rysy twarzy. Dopiero teraz Severus przypomniał sobie, że stoi w samym ręczniku i nie udało mu się całkowicie zatuszować rumieńca.
-Chodźmy spać. Dokończymy rozmowę jutro. Zasypiasz mi na tej ziemi! Nie licz na to , że będę cię niósł do łóżka ani marnował Eliksir Pieprzowy na twoją głupotę jak się przeziębisz!- Warknął Snape wywołując uśmiech Harryego.
-Oj już ide, idę… Dobranoc dziadku i dziadku!- Pożegnał się Harry z trudem gramoląc się z ziemi i szczęśliwy podążył za Severusem, który skutecznie odpędził melancholię wywołaną wcześniejszą rozmową.
7
