2. Cena nie gra roli
Zamek robił kolosalne wrażenie. Nie chodziło tu tylko o sam rozmiar, ale o majestatyczną aurę, jaka go otacza. Gdy wszyscy się już wysypali z pociągu, dało się usłyszeć donośne wołanie olbrzymiego, czarnowłosego mężczyzny, który zwoływał wszystkie pierwszoroczne dzieciaki.
" No chodźcie do mnie pierwszaki. Wszyscy idziecie ze mną, a i ten nowy. Jak mu tam było?" zastanowił się chwilę, drapiąc się po bujnej brodzie. "Ach, Macintosh. Matt prawda?" zapytał gdy chłopak zgłosił się do niego.
Wszyscy wystarczająco zainteresowani uczniowie w pobliżu, szybko zlokalizowali wyróżniającego się wzrostem w grupie chłopaka. Plotki, spekulacje i różnorakie szemrania poszły w ruch, wprawiając chłopaka w niesamowitą irytacje i lekkie zakłopotanie.
" Jestem Hagrid. Rubeus Hagrid, gajowy i nauczyciel w Hogwarcie." przedstawił się i poklepał ucznia po ramieniu prawie zwalając go na kolana" Witam cię w naszych skromnych progach. Mam nadzieję, że lubisz zwierzęta? Jak tak do będziemy się świetnie razem bawić. O cholipka. My tu gadu gadu, a tu trzeba wodować. " Pogonił trzódkę uczniów do łódek, wcześniej jeszcze poinstruował Matta, że ma udać się razem z pierwszorocznymi do prof. Mcgonagall.
Kobieta, stała na schodach wpatrując się w magiczną barierę, która powoli opadała za przybyłymi do zamku uczniami. Wzdrygnęła się jeszcze z niesmakiem, gdy od strony lasu napływały czarne sylwetki dementorów unoszących się w powietrzu na zimnym nocnym wietrze.
Nie czekała na nic więcej. Zabrała nowych uczniów od razu do zamku, pouczając ich, tym razem już po drodze do wielkiej sali by nie przebywać niepotrzebnie na zewnątrz. Zatrzymała się jeszcze na chwilę przed samymi drzwiami.
"Panie Macintosh. Będzie pan sortowany jako ostatni. Również proszę o to, aby udał się pan ze mną do gabinetu dyrektora na po uczcie. Przyjdę po pana, proszę się nie martwić."
"Tak jest pani profesor." Odpowiedział lekko wystraszonym głosem.
Wnętrze wielkiej sali zrobiło jak zwykle wrażenie nawet na starszych uczniach, a co dopiero na nowo przybyłych. Zaklęty sufit niby wygaszacz ekranu przedstawiał gwieździste niebo, pod którym unosiła się niezliczona liczba zapalonych świec. Na środku sali pomiędzy stołami domów, a przed stołem nauczycielskim znajdowała się stara spiczasta czapka czarodzieja. Matt rozpoznał ją do razu z opowieści nowych znajomych, jak i znaczna część towarzyszących mu nowo wstępujących.
Obserwował z lekką obawą jak pierwszoroczni odsyłani są do jednego z czterech domów w Hogwarcie. Sam osobiście liczył na przydział do Gryffindoru. Wolał się znaleźć w grupie, w której już posiadał jakieś znajomości, lecz poza tym nie obchodziło go zbytnio gdzie się dostanie.
Gdy nadeszła jego kolej, dyrektor znów zabrał głos. " Pragnę także powitać w tym roku w naszej szkole jeszcze jednego nowego ucznia. Przeprowadził się on z rodziną do Anglii, tak więc jego edukacja będzie dalej miała miejsce w Hogwarcie. Dołączy on po sortowaniu do uczniów roku trzeciego. Bardzo proszę o serdeczne powitanie naszego nowego kolegi Matthewa Macintosha."
Matt czuł ciężar spojrzeń wszystkich osób wpatrujących się w niego dzięki powitaniu Dumbledora. Miał cichą nadzieję wślizgnąć się niepostrzeżenie, anonimowo do grona uczniów i dopiero stopniowo stawić czoło wszystkim sądom, wytykaniom i plotkom. Dzięki dyrektorowi uwaga całej szkoły była skoncentrowana na nim. Nie znosił tego, lecz nie miał wyboru. Poszedł sztywnym krokiem niczym skazaniec ku Tiarze Przydziału i poddał się sortowaniu.
"Mmm, zagraniczna krew. Trochę to nieszablonowe ale damy radę." Usłyszał głos magicznego artefaktu w swojej głowie. " Zobaczmy podstawowe zagadnienia. Hufflepuff trzy punkty. Ravenclaw jeden punkt. Slytherin dwa punkty. Gryffindor trzy punkty. Mmmm, więc mamy dogrywkę pomiędzy Gryffindorem a Hufflepuffem. Jesteś tolerancyjny, ale też cierpliwy. Nudzi cię mozolna praca, ale też nie tryskasz energią. Jesteś w stanie pójść komuś z pomocą, lojalność czy odwaga." Czapka debatowała sama z sobą w głowie chłopaka, a ten widział przed oczami niezliczone przebłyski ze swojego życia.
"Przepraszam, jeśli można, to wolałbym dostać się do Gryffindoru. Mam tam już paru znajomych." Powiedział szeptem do przedmiotu.
"A więc jednak odwaga." stwierdziła Tiara, po czym ryknęła" Gryffindor."
Czerwoni ryknęli radośnie, godni miana lwów swojego domu. Cieszyli się, że to im trafił się ciekawy jak na ten moment osobnik. Zawsze był to kolejny argument do niekończącej się walki ze Slytherinem. Oczywiście Ron od razu zaczął wołać go po imieniu machając ręką, w której trzymał nadgryzione udko kurczaka. Gdy zbliżał się do niego odkrył ze zgrozą, że chyba wszyscy rudzi z okolicy wybrali sobie akurat ten odcinek stołu.
"Mówiłem wam, że będzie w Gryffindorze." powiedział Ron robiąc miejsce dla Matta między sobą a Harrym.
" Cześć ja jestem Fred, a on jest George. Jesteśmy starszymi braćmi Rona." Powiedział jeden z bliźniaków pochylając się nad stołem z naprzeciwka i podając rękę do uścisku.
" Wcale nie. On jest George, a ja jestem Ferd" powiedział zaraz drugi.
" Och dajcie spokój. Jeszcze nie zdążył iść na zajęcia, a wy już stroicie sobie żarty." Hermiona zmierzyła ich surowo wzrokiem.
" Och zajęcia" bliźniacy teatralnie chwycili się za głowę. " A ty myślisz, że my to co, gorsi? To jest jego trzeci rok, a on ani razu nie dostąpił zaszczytu otrzymania ani jednego żartu."
Harry Potter siedział przy stole Gryfonów i cieszył się podwójnie. Nie dość, że jego nowy, jak ma nadzieję przyjaciel dostał się do Gryffindoru oraz pierwszy raz od dawna, to nie on jest na językach wszystkich w sali. Nałożył sobie porządną porcję kurczaka i uśmiechnął się do siebie, zapominając o tych wszystkich problemach jakie go dotknęły w tym roku. Zapomniał o sprawie głupiej ciotki, o dziwnym psie, który się na niego czaił i o szalonym mordercy, który zbiegł z najgorszego więzienia dla czarodziejów i który chce go zabić. Skupił się na radosnej rozmowie z dawno niewidzianymi znajomymi.
Po kolacji udali się wszyscy, oprócz Matta, którego zabrała do dyrektora prof Mcgonagall, do dormitorium. Harry zastanawiał się głośno z Ronem i Nevillem jaki będzie ten nowy. W jakich przedmiotach może być doby, a w jakich zły. Harry cieszył się z tego, że teraz to on może tak rozmawiać z innymi, a nie tylko inni o nim. Gdy drzwi do pokoju się otworzyły, Harry dał znać reszcie by się zamknęli lub zmienili temat.
" I co tam od ciebie chcieli Matt?" zapytał Potter. Jednakowo ciekawy, jak i chcąc uzmysłowić nieświadomych ciągle współlokatorów.
" Masakra chłopaki. Masakra" odpowiedział zrezygnowanym głosem i zwalił się na łóżko jak długi.
Po krótkich, acz intensywnych namowach kolegów, opowiedział im o tym jak spotkał się z dyrektorem w jego gabinecie. W zasadzie nie było to nic szczególnego. Jeszcze raz go przywitał, zapewnił, że może zawsze się zwrócić o pomoc do nauczycieli, życzył sukcesów i nowych znajomości. No i jeszcze uprzedził, iż nauczyciele będą go chcieli sprawdzić po pierwszych zajęciach. Na tą wiadomość wszyscy westchnęli łącząc się w bólu z Mattem.
Pierwsze wrażenie jakie wywarł na nim Hogwart było ogromnie pozytywne. Tyczyło się to też przedmiotów oraz ich nauczycieli, wyłączając parę wyjątków takich jak miksturologia, wróżenie i historia. Jeszcze jak przynudzającego ducha i starą wariatkę dało się jakoś przeżyć zabierając ze sobą jakąś ciekawą książkę, to mikstury były prawdziwą rzeźnią.
Chudy i przeraźliwie blady Snape, który przesiadywał tylko o kilku świecach w swoich mrocznych lochach, wśród wiecznie bulgoczących mikstur. Przypominał wampira ze starych, czarno-białych filmów grozy. Jego postać świetnie dopasowywała się do sali wypełnionej słodko-gorzkim zapachem gotujących się eliksirów. Gdy wszedł do sali stanowczym krokiem i stanął przy swoim stanowisku, odwrócił się do uczniów z badawczym spojrzeniem.
" Widzę, że Gryffindor podtrzymuje swoją tradycję przyjmowania wszystkich dziwaków w poczet swojego domu." przerwał Snape, ogniskując swoje spojrzenie na nowym nabytku lwów. " Powiedz panie Macintosh, czy gdziekolwiek tam cię użyli, wpadli na pomysł, by nauczać o sztuce warzenia mikstur?"
"Tak panie profesorze" odpowiedział z duszą na ramieniu chłopak, domyślając się z opowieści kolegów, iż nie czego go teraz nic miłego.
"No proszę, może jest nadzieja dla utrzymania minimum poziomu przyzwoitego zachowania w Gryffindorze. Oczywiście jeśli uda mu się w jakiś sposób wymienić znaczną część swoich obecnych rudych uczniów na kolejnych imigrantów." Gdy śmiechy ze strony Slytherinu ustały, kontynuował. " Jednakże, nie możemy pozwolić by niekompetencja i brak wiedzy pana Macintosha przyczyniły się do katastrofy na naszych zajęciach. Dlatego sprawdzę pana umiejętności w tej dziedzinie." gdy to mówił można było prawie dostrzec lekki uśmiech na jego kamiennej twarzy, co oczywiście doprowadziło chłopaka na skraj zatrzymania akcji serca. " Co otrzymamy gdy do wywaru z kąśnicy dodamy trzy liście z skrzekoskrzewu? Panna Granger, to nie pani kolej na udzielenie odpowiedzi. Gryffindor traci dziesięć punktów za uporczywe przeszkadzanie w prowadzeniu zajęć. " Snape podszedł do Matta spojrzał na niego zimnym wzrokiem. " Proszę nie marnować czasu i odpowiadać chłopcze."
"Niestety, nie znam odpowiedzi na to pytanie" starał się opowiedzieć niczym żołnierz podczas musztry.
"By nie zajmować mojego bezcennego czasu, który poświęcam wam, starając się przekazać chociaż ułamek wiedzy jaka jest potrzebna do warzenia mikstur, panie Macintosh na następne zajęcia liczę, że nadrobi pan wszystkie przerabiane dotychczas mikstury. "
"Tak jest, panie profesorze"
Wracając do swojego stanowiska rozkazał jeszcze już odwrócony plecami do klasy " Cała reszta ma przygotować wypracowanie na ten sam temat co pan Macintosh. Liczę na obszerne opisy skutków nieprawidłowego uwarzenia eliksiru."
Reszta dnia upłynęła w miarę spokojnie dla nowego ucznia. Większość nauczycieli nie przejawiała większego zainteresowania przeniesionym chłopakiem. Tylko na transmutacji oraz urokach zatrzymali go na krótkie przesłuchanie, i tylko Flitwick był niezadowolony z jego pracy różdżką, by polecić mu przyjść na swoje konsultacje. To akurat nie zdziwiło zbytnio chłopaka. Wszak z różdżkami ma do czynienia dopiero od niedawna.
Podczas kolacji przysiadła się do Matta Hermiona, oferując swoją pomoc przy miksturologi w postaci długiego monologu zaczętego podczas posiłku, a który skończył się, z drobnymi przerwami, dopiero w pokoju wspólnym. Pożyczyła mu też swoje notatki. Gdy już przejrzał cały segregator notatek dziewczyny, dał sobie spokój i postanowił się zająć resztą zadań, które na nieszczęście została zadania przez wielu nauczycieli. Miksturologię, miał na szczęście dopiero za trzy dni.
Gdy już wszyscy byli w dormitorium, Ron postanowił pocieszyć Matta "Wiesz, ponurym kolesiem od mikstur nie musisz się wcale przejmować…"
"Nie wierz mu Matt. Snape jest straszny. Musisz na niego uważać." Wtrącił się całkiem poważny Nevill.
"No ale mi chodziło o to, że i tak nie możesz zbytnio nic zrobić. Jak koleś się uwziął na ciebie, to cię będzie gnębił cały miesiąc, dwa, albo i dłużej do jakieś większej przerwy, aż zapomni." Bronił się Weasley.
"Albo jak będzie tak jak z Harrym, on też na pierwszych zajęciach ostro oberwał. I teraz ma przerąbane już trzeci rok, bez szans na poprawę." Kontynuował Nevill.
"Ze mną to inna sprawa. Snape po prostu nienawidził mojego ojca, teraz się wyżywa na mnie." Uspokoił go trochę Harry. " Rano mamy transmutację, więc chodźmy już lepiej spać. Mcgonagall nie lubi spóźnialskich, a na to masz wpływ.
Można było powiedzieć, że to przez negatywny wpływ Weasleyów, no może poza Ginny, która i tak tylko okazjonalnie spędzała razem z Mattem, Harrym i Ronem czas, to i tak zwykle stawała się nieobecna duchem w towarzystwie Harrego. Już więcej czasu spędzał z nimi jąkający się Nevill czy wiecznie spiesząca się Hermiona. Nawet prankerzy George i Fred otrzymywali danego słowa i nadrabiali braki w doprowadzaniu go do skraju furii. Na sam koniec, kiedy na dzień przed zajęciami ze Snapem chciał przysiąść do materiałów, które dała mu Herniona, musiał zamiast tego udać się do gabinetu Filius Flitwicka.
Profesor zaklęć i uroków od razu razu po przywitaniu przeszedł do rzeczy mówiąc " Zauważyłem że masz pewne problemy, jeśli nie powiedzieć braki w pracy z różdżką chłopcze." Powiedział przyjaźnie do Matta, który już wiedział, że niski czarodziej dopatrzył się sedna sprawy. Jako, że Filius sprawiał wrażenia osoby godnej zaufania, jak i kompetentnej, postanowił zaryzykować i zagrać w otwarte karty.
"To prawda panie profesorze, wiem o tym. Byłoby to wręcz dziwne, gdybym posługiwał się różdżką jak reszta uczniów z mojego roku." Zebrał na chwilę myśli i zanim nauczyciel poprosił o wyjaśnienia dokończył. "Różdżki używam dopiero od kiedy kupiłem ją miesiąc temu przed przyjściem do szkoły. "
Zaskoczony Flitwick aż otworzył usta ze zdziwienia. " Z tego co mi mówiono nauczano cię już magii. Dlatego przydzielono cię do trzeciego roku. Czyżby uczono was dotychczas tylko teorii?"
"Nie profesorze. Po prostu w mojej ojczyźnie różdżki ani laski magiczne nie są tak popularne jak w większości krajów. Nauczono mnie posługiwania się magią za pomocą pierścieni" mówiąc to zacisnął pięść, a z jego pierścienia wystrzelił snop światła niczym z samochodowego reflektora" Oraz bez pomocy korzystania z jakiegokolwiek narzędzia magicznego. " Otworzył drugą rękę i w jego dłoni pojawiła się kula blado niebieskiego światła zaklęcia Lumos.
"Niesłychana sprawa. do tego zaklęcie bezinkantacyjne bez różdzki w tak młodym wieku."
"Może dlatego, że zaczynamy uczyć się magii już w wieku ośmiu lat, poza tym nie znam części zaklęć, które znają moi rówieśnicy z Hogwartu. Niektórych przedmiotów w ogóle nie mieliśmy, jak mugoloznastwo, ale akurat nasza społeczność jest bardziej zintegrowana z nimi. Tak i niektóre przedmioty uważam, że opanowałem na wyższym poziomie niż moi rówieśnicy. Takie runy na przykład, my już przerabialiśmy układanie kręgów runicznych. " Nie wspomniał tu o przedmiotach jak podstawy magii bitewnej, podstawowego kursu magii umysłu czy tak popularnej w jego stronach dziedzinie magii jak zaklęcia duszy dotyczące chowańców. O podstawach demonologii to nawet nie pomyślał."
"Co szkoła, to inna podstawa programowa, ech co zrobić. Mam nadzieję, że już rozmawiałeś z opiekunem swojego domu, profesor Mcgonagall." Zapytał po chwili zadumy.
"Tak rozmawiałem. Kazała mi skupić się na zaległościach, a w szczególności na transmutacji przedmiotów ożywionych na nieożywionych."
"Ach tak. Jak byś zechciał, to chciałbym pomóc ci nadrobić zaległości. Wyrobić odpowiednie nawyki. " zastanowił się chwilę." Może raz w tygodniu, tak jak dzisiaj na moich konsultacjach, dobrze?" Zaproponował.
"Jestem bardzo wdzięczny profesorze, z radością skorzystam z pańskiej pomocy."
Późnym wieczorem w dormitorium trzeciego roku gryfonów, gdy większość już poszła spać, Matt wstał znad notatek, i zaczął wygrzebywać coś ze swojego kufra. Harry, który jeszcze nie spał, także przeglądając materiały na zajęcia Snapa, gdyż był pewien, że jak zwykle też znajdzie się w kręgu wybranych do odpowiedzi uczniów, spojrzał znad notatek na chłopaka.
"Czego szukasz o tej porze?"
"Czegoś co pozwoli mi się lepiej skupić" Odpowiedział chłopak wyciągając dużą kanciastą butelkę z grubego szkła. Chcesz trochę, mam tego sporo." Powiedział potrząsając pełną butelką.
"Nie dzięki, nie pijam takich rzeczy" Powiedział Potter patrząc ze zaskoczeniem na kolegę z butelką jasnobrązowej cieczy.
"Jak chcesz. Idę na dół do pokoju wspólnego jak co." Powiedział zabierając jeszcze notatki i koc, po czym zniknął za drzwiami.
Rano Harrego obudził ten sam dźwięk szklanej butelki. Bardziej niż sam dźwięk, rozbudziło go kompletnie niedowierzanie, jakie miał względem kolegi. Nawet jego wuj Vernon nie przesiadywał całej nocy pijąc alkohol, zwykle po kilku godzinach zapadał w pijacki sen aż do południa lub później. A teraz miał przed oczami swojego kolegę, który był już rześki i gotowy do wyjścia na zajęcia.
"Siedziałeś tam całą noc?" Zapytał chłopaka dla pewności.
"Tak. Musiałem ogarnąć ten materiał. Moja babcia zawsze mi wmawiała, że mikstury to ważna i przydatna rzecz."
"Idziesz na teraz na runy? Hermiona też się na nie chyba zapisała, więc będziesz miał kogoś znajomego."
"Wiem. Nie oszczędziła mi wykładu jak wspaniały jest to przedmiot. Na szczęście miałem już wcześniej runy, więc niep odejrzewam żebym się jakoś przemęczał na nich w tym roku. Na razie" Powiedział wychodząc Matt.
Harry postanowił, że jak już i tak się obudził, to może jeszcze przejrzeć te nieszczęsne mikstury dla znienawidzonego profesora, jako że nie miał zajęć z samego rana. Po jakimś czasie dołączył do niego Nevil i tylko Ron obudził się w ostatniej chwili, by ledwo zdążył się ubrać na zajęcia. Po szybkim śniadaniu, jakoś nikt nie miał nigdy ochoty na jedzenie przed miksturologią, spotkali się wszyscy w klasie na chwilę przed początkiem zajęć. Przywitali się z Hermioną, która do ostatniej chwili dawała Mattowi jeszcze niezbędne w jej mniemaniu wiadomości, o których jak była przekonana nie pomyślał przeczytać. Matt za to tylko powitał resztę znajomych krótkim "Cześć" i dalej potakiwał mechanicznie dziewczynie, która siedziała koło niego.
Jak podejrzewał Harry, Snape zaraz po rozpoczęciu zajęć, zebrał wypracowania, w tym wyjątkowo pogniecione oraz poplamione wypociny Rona i od razu przeszedł do dręczenia Matta. Najpierw Potter poczuł ulgę, że kolega potrafił odpowiedzieć na pierwsze pytania. Następnie zdziwił się, gdy ten odpowiadał obszernie na coraz to kolejne pytania. Byłby skłonny uwierzyć, że to dzięki temu, iż uczył się o nich wcześniej, jednak dobrze wiedział, że to nie prawda. Przecież widział sam, jak Matt narzekał na ogrom materiału jaki musi przyswoić. Harry już podejrzewał, że mają drugą Hermionę w klasie, gdy Snape powoli podszedł do chłopaka i stał tak świdrując go wzrokiem.
"Proszę mi teraz powiedzieć dlaczego siedzisz na mojej lekcji Macintosh pod zaklęciem iluzji." Słowa profesora przyciągnęły uwagę nie tylko Harrego ale i całej grupy. Były to zaklęcia nauczane dopiero na wyższych latach, więc wzbudziło to nawet lekki podziw wśród niektórych uczniów. " Czy to z powodu, że nie chciało się ci poświęcić odrobinę czasu by się nauczyć tej niezbędnej wiedzy, którą od ciebie wymagam? I teraz siedzisz pod swoją iluzją i czytasz z notatek pożyczonych od panny Granger. " Wyciągnął różdżkę i skierował ją na chłopaka. "Finite Incantatem" rzucił zaklęcie profesor.
Harry ze swojego miejsca zaraz za chłopakiem nic nie widział, jednak
siedzący z przodu uczniowie wydali z siebie przerażone piski i syki zaskoczenia. Ron obok niego wychylał się na tyle ile pozwalała mu ławka, jednak też nic nie widział.
"Na Merlina. Głupcze coś ty zrobił?" Zapytał chłopaka Snape z wyraźnym niedowierzaniem na twarzy. "Nie widziałem czegoś takiego odkąd ci żałośni bracia Weasleyowie nie otruli Bagginsa, pojąc go swoimi wyrobami. Gryffindor traci pięćdziesiąt punktów za głupotę i próbę samobójczą Macintosha" Odszedł od chłopaka chowając różdżkę. "Macintosh widzimy się wieczorem w moim gabinecie. Masz szlaban do odwołania. I niech go ktoś odprowadzi do gabinetu Pomfrey. "
Gdy chłopak się zebrał swoje rzeczy Potter podszedł do niego i gdy ten się odwrócił w jego stronę, to wtedy to ujrzał. Skóra na jego twarzy wyraźnie zzieleniała. Żyły były dobrze widoczne, gdyż naprężone wychodziły na wierzch. Jednak najbardziej rzucały się oczy teraz nienaturalnie duże, a białe zazwyczaj białka, teraz czerwone od nagromadzonej tam krwi.
"Świetnie" Powiedział Snape widząc Harrego podchodzącego do Matta. "Jak kto, jak nie nasz dzielny Potter ruszy na pomoc kolejnej księżniczce w potrzebie. Liczę na to, że oboje nadrobicie materiał na następne zajęcia pisząc wypracowanie na temat dzisiejszych zajęć."
Gdy już wyszli z zajęć Harry starał się pocieszyć Matta "Oficjalnie
witam cię w klubie ulubieńców Snapa i Reduktorów Punktów. "
"Dzięki" Powiedział gorzko chłopak. " Nie musisz mi pomagać. Nic mi tak naprawdę nie jest."
"Serio. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że coś jest nie tak. Wyglądasz okropnie."
"To nic. To są tylko skutki uboczne eliksiru, który wczoraj wypiłem na lepszą pamięć."
"I ty mnie chciałeś tym poić?" zatrzymał się Harry kojarząc fakty.
"Ale sam widziałeś, koleś nie miał jak mnie zagiąć. A efekty mikstury za jakiś czas same miną. Zawsze mogę wziąć miksturę oczyszczającą, ale wolałem iść na zajęcia pod wpływem eliksirów. Gdy efekt się kończy to czujesz się jakbyś znalazł się na sesji egzaminacyjnej zaraz po przebudzeniu z tępym bólem głowy. Kompletne odmóżdżenie. "
"Czyli napiłeś się jakiś eliksirów, żeby móc się nauczyć na miksturologię? Co to było?"
"Puszczyk i Las Mariborski. Kiedyś odkryliśmy ten sposób z moimi kuzynami, gdy chcieliśmy bardzo jechać nad jezioro, a dziadek nie chciał nas puścić, póki mu nie wyrecytowaliśmy z pamięci listy sposobów jak uciec przed magicznym pościgiem. " Chłopak uśmiechnął się do siebie. "Dziadek był zadowolony. I z naszej wiedzy, i pomysłowości, ale gdy babcia nas zobaczyła to przez tydzień nie mieliśmy co marzyć o żadnych wypadach."
Doszli tak rozmawiając do skrzydła szpitalnego, gdzie pielęgniarka szkolna podała uczniowi eliksir detoksykujący. Przyznała się także, ku wielkiemu rozbawieniu Matta, że podejrzewała Harrego jako pierwszego ucznia potrzebującego pomocy medycznej.
Cena nie gra roli
Syriusz Black leżał pod postacią czarnego psa w stogu siana w jakiejś mugolskiej stodole. Nie ośmielił się nawet teraz powrócić do swojej ludzkiej postaci. Nie mógł wrócić teraz do swojego domu, wszyscy jego przyjaciele byli przekonani o jego zdradzie. Nie miał dokąd się udać. Postanowił więc odnaleźć swojego chrześniaka, nie pragnął pomocy. Jedyne co chciał teraz zrobić, to zobaczyć Harrego i wytłumaczyć mu, że to nie on zdradził Jamesa i Lily. Że to nie on wyjawił ich sekret. Nie on, tylko ten podły tchórz Pettigrew. Prawdziwy zdrajca, którego musiał zabić własnymi rękami.
Gniew przyniósł chwilowe zatracenie. Przestał odczuwać chłód, głód czy zmęczenie. Żądza mordu na osobie, która zniszczyła mu życie przyćmiła zmysły. Jednak nie wszystkie. Ogień tego grzesznego pragnienia, które nim zawładnęło wyłonił z mroku umysłu wspomnienia, które uznawał za więzienne majaki. Ujrzał prawdę i byłby zapłakał, gdyby już dawno temu nie wyschła w nim ostatnia łza. Przypomniał sobie jaka była cena jego ucieczki z Azkabanu.
Wizje demonów, obiecujących wolność zaczęły go nawiedzać już w pierwszych dniach pobytu w więzieniu dla czarodziejów. Jako dziedzic rodu Black, miał pieczę nad wszystkimi kontraktami i uwięzionymi demonami, które przez wieki pozyskała jego rodzina.
Osobiście nigdy nie zbliżył się do tych mrocznych rytuałów, jednak to nie uwalniało go od nich. Jego bliscy zbytnio się tym nie przejmowali, jako że już dawno pogodził się z nim jako "białą owcą" w rodzinie. Jego starszy brat spełniał wszystkie oczekiwania rodziców jako następcy głowy rodu Black. Kto mógł przypuszczać, że jednak to wszystko spadnie na jego głowę.
On sam dopiero po kilku latach w Azkabanie połączył wszystkie fakty. Jednak to wpędziło go w jeszcze gorsze katusze. Świadomość, że ma sposób by stąd uciec. To był pierwszy moment w jego życiu, kiedy żałował, że nie gustował w mrocznych sztukach tak jak prawdziwy Black. Bał się konsekwencji, bo wiedział, że bez odpowiedniej wiedzy i przygotowań, człowiek zawsze jest stratny w kontakcie z demonem.
Opierał się długo namowom podstępnym głosom. Jednak jego wyniszczona psychika długim pobytem w Azkabanie zaczęła pękać pod koniec tego lata. Demony zaczęły zsyłać mu wizje Harrego, który cierpi w samotności. Harrego jak walczy z ogromnym wężem oraz jak jego przyjaciele James i Lily patrzą na niego z niezadowoleniem powtarzając, że to oni wybrali go na ojca chrzestnego dla Harrego i to mu powierzyli zadanie opieki nad nim, gdy ich już zabraknie. Ich wyrzuty i oskarżenia w końcu skruszyły opory Syriusza.
Jednak nie zatracił zmysłów do końca. Postanowił rozegrać to najrozsądniej jak tylko mógł, chciał wypuścić je pojedynczo, by mieć więcej niż jedną szansę na powodzenie. Pierwszego z demonów, które szeptały mu w głowie wypuścił wyrysowawszy pentagram w okręgu z własnej krwi i używając formuły podanej przez demona uwolnił go. Poza tym, że przy akompaniamencie potwornego rechotu znikła obecność jednego z szepczących złych duchów, nic więcej się nie wydarzyło. Tak więc został oszukany, ale nie czuł się wale zaskoczony.
Drugi demon także, go przechytrzył. Nawet mimo tego, iż w rytuale zawarł warunek mówiący o tym, że wypuszcza go tylko pod warunkiem, iż ten uwolni go z więzienia. Demon zniknął jak ten pierwszy ze śmiechem mówiąc mu, że wróci za parę lat.
Z trzecim ledwo mu się udało. Zaklinając go na imię demona, by ten od razu uwolnił go z więzienia, tak by jego ucieczka się udała. Wtedy to z pentagramu buchnął słup czarnego ognia, z której wyłoniła się przepotworna uskrzydlona sylwetka z rogami. Zamiast nóg miał łapy wielkiego gada, jak i jaszczurczy ogon pokryty ostrymi łuskami. Głowa potwora przypominała okropny żart załamanego artysty, który postanowił połączyć ludzką twarz z krzyżówką wilka i byka. Całe ciało od pasa w górę pokryte było zewnętrznym szkieletem, który uformowany był na kształt groteskowego pancerza.
Jednak to przeokropny smród demona był najgorszy do zniesienia. Zapach krwi, rozkładających się wnętrzności oraz siarki i spalonego mięsa. Tym bardziej się nasilił, gdy demon porwał go jedną ręką i przerzucił przez ramię jak worek ziemniaków. Wówczas czarne płomienie pokryły ich obydwu, nie raniąc ich przy tym. Piekielna istota przeleciała przez cały Azkaban niezauważona przez żadnego czarodzieja, dementora i bez wykrycia przez żadne z zaklęć.
Demon rzucił go na ziemię, zaraz za ostatnim płotem wyznaczającym granice terenu więziennego. Spojrzał na niego i powiedział przed zniknięciem w czarnych płomieniach, tak samo jak się pojawił.
" Uciekłeś z moją pomocą z więzienia śmiertelniku. W tym momencie ja Wilgobach wywiązałem się z umowy jaką byliśmy związani nędzny robaku, odchodzę więc wolny i pierwsze co zrobię, jak wrócę do piekła to rozwlokę wnętrzności twoich przodków i powieszę ich na nich. Zgniotę ich wszystkich, dopóki ostatnia kropla krwi z nich nie wypłynie. I to wszystko będzie czekać także na ciebie śmieciu. Pożrę twoją duszę człowieku."
Gdyby syriusz nie miał wyrobionego nawyku zmiany w psią postać, za każdym razem, gdy chciał przed czymś uciec, to znów wróciłby do celi.
Kiedy tylko zniknął demon, zniknęły też czarne płomienie zapewniające uczucie izolacji od świata. Zaraz jeden z dementorów zatrzymał się w powietrzu i powoli zaczął obracać się w jego stronę. Jednak jedyne co ujrzał to ogon czarnego psa uciekającego w dzicz.
Pierwsze spotkanie Harrego w mugolskim mieście utwierdziło go w przekonaniu, że majaki zsyłane przez demony pragnące uwolnienia mogły być prawdziwe. Widział opuszczonego chłopca, pragnącego uciec stąd jak najdalej. Dlatego postanowił udać się za nim do Hogwartu.
