Rozdział 7
Wszystko idzie nie tak!
.
Droga od wrót do osady na Feros była podobna do tej na Vallen, prowadząc najpierw szeroką, leśną ścieżką, a następnie przez łąkę, w dół doliny.
Już ze szczytu niewielkiego wzniesienia było widać, że samo miasteczko także było podobne: niskie kamienice otaczały centralny plac z fontanną. Lecz dzisiaj wszystko dodatkowo ozdobione było kwiatami, źdźbłami zbóż i lampionami - słodkie jak na obrazku, pomyślała Kate, kiedy weszli przez główną bramę na brukowaną ulicę.
Słońce powoli zachodziło już za odległym horyzontem, więc mieszkańcy Feros schodzili się coraz liczniej na centralny plac, gdzie czekały na nich liczne stoły z jedzeniem - wszystkim, co tutejsi mieszkańcy zdołali wyhodować lub zebrać z pól i ogrodów. Była także miejscowa orkiestra grając skoczne melodie… Święto Żniw na Feros zapowiadało się wyjątkowo hucznie w tym roku.
Dziesiątka przybyszy z Vallen szybko wtopiła się w tłum. Obie osady utrzymywały ze sobą nie tylko handlowy, ale także i czysto przyjacielski kontakt od bardzo dawna, dlatego też większość osób znała się. Tylko młoda kobieta w jasnej tunice i leginsach poczuła się tu nagle zupełnie obca… chociaż mieszkańcy przyjęli ją bardzo serdecznie.
Zapewne jak każdego innego gościa, uznała, siadając na końcu jednego z drewnianych stołów i przyglądając się z zainteresowaniem całemu temu zbiorowisku.
Grupka dzieci zaczęła właśnie podrygiwać w rytm muzyki, chichocząc i śmiejąc się głośno. Takie życie mogłoby być całkiem przyjemne, pomyślała... Gdyby nie drobny feler w postaci Wraith, dodała zaraz w myślach Harrigan, z niechęcią przypominając sobie o jej umowie z Wifi - jak go nazwała.
To taki żartobliwo-złośliwy skrót od jego imienia: Wildfire, które przypadkiem udało się jej wydobyć z jego umysłu. Chociaż musiała przyznać, że nieźle się nagimnastykowała, aby to zrobić.
Bardzo dobrze potrafił chronić swój umysł przed ingerencją innych. Ale zapewne Wraith są uczeni tego od dziecka, stwierdziła. To byłoby logiczne posunięcie dla rasy obdarzonej telepatycznymi zdolnościami.
Jednak jej ciekawość wygrała. Był pierwszym Wraith, jakiego spotkała i nie mogła się powstrzymać, aby dowiedzieć się jakie oni właściwie mają imiona.
W filmie było to okryte tajemnicą.
To dlatego podczas pierwszego spotkania pomyślała, aby nazwać go Mr Witcher - od Wiedźmina z powieści Sapkowskiego. Wtedy to była pierwsza myśl, jaka przyszła jej do głowy w związku z nim. W końcu miał białe włosy i gadzie oczy jak Gerard… a przecież nie będzie go nazywać Geralt… lub Gercik, pomyślała z rozbawieniem…
Tak czy inaczej wspomnienie o umowie, jaką z nim zawarła, na chwilę popsuło jej teraz dobry nastrój.
Ktoś postawił przed nią gliniane naczynie i nalał do niego niebieskawego trunku z miedzianego dzbanka. Spojrzała lekko zaskoczona na dziewczynę, która uśmiechnęła się do niej.
- Spróbuj - rzuciła Milly. - To taki słodki trunek z miody oraz owoców guola i managu. Nazywa się kalima… Mnie bardzo smakuje.
Kate uniosła nieco brew, po czym powąchała to, co wypełniało naczynie. Do jej nozdrzy natychmiast wpłynął ostry zapach sfermentowanych owoców. Odsunęła szybko kubek.
- Wydaje się być mocne - stwierdziła.
- Dlatego często miesza się go z lemoniadą… Ale najpierw spróbuj bez - zaproponowała.
Kobieta nie była pewna czy to dobry pomysł, jednak wzięła w usta niewielki łyk… i zaraz po tym jak przełknęła trunek, zakasłała.
Milly roześmiała się, rozbawiona jej reakcją.
- Ja pierdole… Ile to ma procentów? - wysapała. - Jest mocne jak bimber.
- To jakaś jednostka miary? - spytała dziewczyna.
- Tak. Wyraża stosunek jednej wielkości do drugiej. Określamy nią między innymi zawartość alkoholu w danym napoju - wyjaśniła Kate. - A ten najwyraźniej jest wysokoprocentowy - odchrząknęła.
- Tak, jest mocny. Może szybko zwalić z nóg dorosłego mężczyznę, ale jest bardzo smaczny… Szczególnie z lemoniadą - dodała i nalała jej do kubka półprzeźroczystą substancję. - Idę przywitać się jeszcze z przyjaciółmi. Zaczekasz tutaj?
- Jasne… Zmykaj - machnęła lekko ręką.
- Tylko nie pij za szybko, bo będę cię musiała zanosić do domu - zażartowała Milly.
Harrigan spojrzała na nią tylko ponuro znad kubka. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i pozostawiając dzban na stole, szybko zniknęła w tłumie.
Gwar rozmów i śmiechu na centralnym placu Feros zaczynał się robić coraz to donośniejszy, zagłuszany jedynie przez dźwięki melodii, które wygrywała orkiestra. Ludzie siadali przy stołach, zaczynając jeść i pić, lub dołączali do coraz to liczniejszej grupy tancerzy. Kate musiała przyznać, że panująca tu atmosfera była całkiem przyjemna, a nawet lepsza niż podczas ogniska na Vallen… Nawet pomimo faktu, że większość z przebywających tutaj ludzi spoglądała na nią dziwnym, badawczym wzrokiem.
Gdzieś z tyłu usłyszała rozmowę kilku osób i dopiero wtedy zrozumiała dlaczego: ktoś z Vallen opowiedział tutejszym mieszkańcom, że kobieta, którą przyprowadzili ze sobą, jest Avatarem z ich legend.
Skrzywiła się i przewróciła oczyma, połykając kolejną porcję napoju. Musiał być naprawdę mocny, pomyślała, gdyż pomimo sporego rozcieńczenia go lemoniadą, zaczynała już powoli odczuwać efekty jego działania.
Ktoś zabrał jej kubek i postawił na stole, by zaraz złapać ją ze drugą rękę i pociągnąć, zmuszając by wstała z krzesła.
Spojrzała zaskoczona na młodego mężczyznę, by zobaczyć szeroki uśmiech Kaleba.
- Zostaw to i chodź zatańczyć - rzucił i zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, pociągnął ją za sobą w tłum bawiących się już w najlepsze ludzi.
- Nie znam waszych tańców! - odparła, próbując przekrzyczeć panujący wokół hałas.
- Rób to co inni! - stwierdził wesoło i złapał ją w pasie, przysuwając do siebie, po czym oboje zaczęli obracać się wokół wspólnej osi, co chwilę zmieniając kierunek na przeciwległy.
- To akurat znam! - przyznała po chwili.
- Widzisz! Do tego nie trzeba być geniuszem! - zażartował.
Spojrzała na niego, marszcząc nieco brwi, nie za bardzo wiedząc jak zareagować na jego docinkę i w rezultacie uśmiechnęła się tylko kącikiem ust z lekka ironią…
Zabawa trwała kilka dobrych godzin. Ludzie bawili się, tańczyli i śmiali. A kiedy w międzyczasie nad Feros zapadła ciemność, zapalono wszystkie rozwieszone latarnie, które oświetliły całą okolicę przyjemnym, żółtym blaskiem. Nawet w fontannie pływało kilka lampionów w kształcie kwiatów.
Właśnie to sprawiło, że sceneria stała się jeszcze bardziej bajkowa, uznała Kate i spojrzała na rozgwieżdżone niebo, przez które wiła się kolorowa wstęga - odległa mgławica, która pojawiała się co roku właśnie o tej porze, jak wyjaśniła jej Milly. Ale w tej chwili kobieta nie miała najmniejszego zamiaru rozmyślać nad naukowym aspektem tego zjawiska, po prostu wpatrując się w ciemne niebo i podziwiając jego piękno.
Nie była pewne czy to efekt wypitego alkoholu, ale w pewnym momencie wydawało się jej, że gwar zabawy i dźwięki muzyki nikną powoli gdzieś w tle. Czuła się jakby świat wokół niej zatrzymał się, a przez całe jej ciało przepływała energia tego miejsca. Było to kojące i bardzo relaksujące uczucie...
Ktoś szturchnął ją nagle mocno, wyrywając z transu.
Ludzie wokół niej biegali i krzyczeli w panice. Rozejrzała się wokół, lekko zdezorientowana tym, co się dzieje... i wtedy usłyszała ten dźwięk. Znała go bardzo dobrze, chociaż tylko z filmu - myśliwce Wraith.
Znów spojrzała na rozgwieżdżone niebo, aby dostrzec na jego tle ostro zakończone kształty maszyn.
- Kate! Musimy uciekać! - odezwał się nagle znajomy męski głos, a potem Kaleb chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą w stronę jednej z bocznych uliczek.
Była to całkiem dobra strategia, stwierdziła… szczególnie, że większość ludzi próbowała uciec z miasteczka główną ulicą, tłocząc się na niej, a nawet tratując wzajemnie. Może i na co dzień Kaleb nie był zbyt inteligentny, ale najwyraźniej był w stanie zadbać o siebie w trudnych sytuacjach, pomyślała, kiedy mijali kolejne domy, doganiając pozostałe osoby z Vallen.
- Biegnijcie w stronę lasu! - krzyknął.
- Wtedy będziemy odsłonięci! - zauważył inny młody mężczyzna i zatrzymał się na skraju miasteczka, a wraz z nim pozostali.
- Widziałem jak Wraith blokują główne wejście - rzucił ostro Kaleb. - Więc zapewne tam skupią większość swoich sił… Do lasu jest tylko kilkaset metrów - wskazał ręką linię drzew w oddali. - Tam mamy większe szanse na ukrycie się niż tutaj.
- On ma rację. Na pewno będą przeczesywać wszystkie domy - powiedziała Harrigan.
- Ale i tak zablokują wrota - zauważyła jedna z dziewczyn. - Nie uciekniemy do Vallen.
- Ale w lesie mamy większe szanse na przeżycie. Im dalej od Feros, tym będzie bezpieczniej.
- Zgadzam się z nimi - wtrąciła Milly. - Nie wiem jak wy, ale ja zaryzykuję. Tutaj Wraith na pewno nas znajdą - dodała i rozejrzawszy się po rozległej, pogrążonej w półmroku łące, szybko ruszyła przodem.
Kate i Kaleb bez słowa podążyli za nią. Pozostali spojrzeli na siebie i po chwili jeden z drugim pobiegli za oddalającą się od nich trójką.
Początkowo byli sami, szybko przemieszczając się wśród wysokich traw pod osłoną nocy. Jednak zanim zdążyli dobiec do pierwszej linii drzew gęstego lasu, usłyszeli za sobą krzyki ludzi.
Milly zatrzymała się na chwilę i odwróciła. Na tle rozświetlonego przez setki lampionów miasteczka dostrzegła sporą grupę mieszkańców Feros, którzy najwyraźniej wpadli na ten sam pomysł co oni. Niestety ta grupa była zbyt liczna i zbyt głośna, aby umknęło to uwadze napastników. Kilka myśliwców szybko skierowało się ponad rozległe łąki, uruchamiając wiązki zbierające, by schwytać nimi pierwsze ofiary. Po całej okolicy rozległa się mieszanka ludzkich krzyków i charakterystycznych, niskich dźwięków wydawanych przez maszyny Wraith.
Dziewczyna przyglądała się temu wszystkiemu jak zamurowana. Pierwszy raz widziała na własne oczy Żniwa Wraith.
- Biegnij! - krzyknął Kaleb i złapał Milly za rękę, ciągnąc ją za sobą.
Kilka myśliwców przeleciało tuż za nimi, wystrzeliwując w dół jasną wiązkę światła, jednak nie po to, aby schwytać kolejnych ludzi, lecz po to, aby pozostawić na ziemi spory oddział żołnierzy. Ci ruszyli biegiem za uciekinierami, obejmując teren szerokim skrzydłem i zaczynając przeczesywać wszystkie krzewy i zarośla.
Kate spojrzała za siebie przez ramię i zaklęła pod nosem.
- Szybciej! Wysłali za nami żołnierzy! - zawołała.
Lecz poruszanie się w ciemnościach w leśnej gęstwinie nie było takie proste. Każde z nich z ledwością dostrzegało to, co znajdowało się pod ich stopami, a na dodatek delikatna mgła sprawiła, że całe poszycie zrobiło się śliskie od wilgoci.
Kilka pierwszych strzałów rozbiło się na grubych pniach drzew.
Każde z nich biegło co tchu i sił w nogach, a mimo to zdawało im się, że zamaskowani żołnierze Wraith cały czas są tuż za nimi… mimo iż poruszali się znacznie wolniej i ociężalej niż dziesiątka zwinnych ludzi.
Jedna z dziewczyn potknęła się o plątaninę niskich krzewów i przewróciła.
- Lenar! - zawołał w ciemnościach spanikowany głos. - Lenar, zaczekaj!
Młody mężczyzna zatrzymał się i rozejrzał pospiesznie wokół.
- Pilar, gdzie…!
Nie dokończył. Czyjaś dłoń zatkała jego usta.
- Zamknij się, bo nas znajdą - warknęła Kate.
Lenar złapał i odsunął jej dłoń.
- Ale Pilar…
- Zaraz ją znajdę - mruknęła i rozejrzała po okolicy.
Próbowała skupić myśli, chociaż serce waliło w jej piersi, a krew uderzała do głowy.
Robiła to już wcześniej… Zamykała oczy i skupiała się, próbując zlokalizować energię żywej istoty. Problem w tym, że tutaj, w gęstym lesie, wszystko emitowało swój rodzaj energii, zakłócając tym samym jej próby zlokalizowania tej jednej, konkretnej.
- Tam - wskazała w końcu kierunek ręką, otwierając gwałtownie oczy, po czym ruszyła przodem.
Lenar pobiegł za nią.
Kilkanaście metrów dalej, za jednym z grubych drzew, stała jasnowłosa Pilar, oddychając ciężko i szlochając, przerażona. Na widok dwójki znajomych ludzi, rzuciła się z ulgą na szyję mężczyzny.
- Chyba skręciłam kostkę - jęknęła. - Boli, kiedy próbuję iść.
- Poniosę cię - rzucił bez zastanowienia i szybko wziął ją na ręce.
- W ten sposób daleko nie uciekniemy - mruknęła Harrigan.
- Nie zostawię jej, jeśli to sugerujesz - warknął.
- Nie sugeruję… Stwierdzam tylko fakt - odparła spokojnie. - Musimy znaleźć jakieś schronienie…
Nie dokończyła. Kilka osób podbiegło właśnie do nich.
- Co się stało? - zapytał Kaleb.
- Skręciła kostkę i nie może chodzić - odparł Lenar.
- Kanyos i Oola znaleźli niewielką jaskinię w ziemi - wskazał gdzieś pomiędzy drzewa. - Schowacie się tam, a my odciągniemy uwagę Wraith - dodał i ruszył szybko w tamtym kierunku.
- Zaraz, zaraz - rzucił trzeci z mężczyzn. - Jak to: MY?
- Pozostali. Inaczej Wraith ich znajdą.
- Wtedy złapią nas…
Kaleb zatrzymał się gwałtownie i szturchnął przyjaciela palcem.
- Możesz zostać, skoro tchórzysz - warknął.
- Hej. Tylko nie tym tonem… - oburzył się.
- Obaj się zamknijcie - przerwała im stanowczo Harrigan, rozdzielając ich. - Żołnierze Wraith są tuż za nami, a was wzięło na męskie porachunki - wytknęła im. - W jaskini ukryją się dziewczyny, a my odciągniemy uwagę Wraith - dodała i ruszyła dalej.
- A ty niby kim jesteś? - parsknął Kaleb, ruszając za nią.
- Kimś, kto ma kilka asów w rękawie - odparła spokojnie i uniosła nieco dłoń, wokół której pojawiło się kilka słabych wyładowań elektrycznych.
Pozostałe osoby czekały już przy wejściu do jaskini. Kobieta przyjrzała się wąskiej szczelinie w ziemi i przykucnęła. Na jej dłoni znów pojawiło się światło, lecz tym razem tworząc niewielką, żółtawą kulę energii, którą następnie wysłała do wnętrza jamy.
- Nie wejdzie tam więcej niż pięć osób - poinformowała po chwili nieco ponurym tonem i spojrzała w górę, na zebrane wokół niej osoby. - Dziewczyny skryją się tam, a my odciągniemy uwagę żołnierzy… Zgoda?
- Ale… - zaczęła Milly.
- Nie ma czasu na dyskusje. Właźcie do środka, zanim Wraith nas tutaj zobaczą - dodała stanowczo i podniosła się.
- No dalej… Słyszałyście Kate - ponaglił je Kaleb.
Milly weszła ostrożnie do środka jako pierwsza, docierając dzięki kuli światła do samego końca. Zaraz za nią zeszły pozostałe dwie dziewczyny, a na końcu Pilar.
- Zasłonimy wejście powalonym pniem - poinformowała kobieta, zerkając do środka. - Niestety to zniknie, gdy tylko się oddalę. Energia utrzymuje tą formę, ponieważ skupiam się na tym.
- Uważajcie na siebie - powiedziała jedna z dziewczyn.
Kate uśmiechnęła się tylko i wyprostowała się.
Kaleb przeturlał stary, spróchniały pień wprost na wejście do jaskini. Był spory, jednak na tyle lekki, aby w razie potrzeby dziewczęta mogły go przesunąć i wydostać się na zewnątrz.
Potem cała piątka ruszyła biegiem dalej, rozpraszając się nieco pośród drzew.
Pozostawione w jamie dziewczyny z trwoga nasłuchiwały niknące w oddali odgłosy stóp, wpatrując się w szybko blednącą kulę niebieskawego światła, aż w końcu wokół nich zapadł mrok i grobowa cisza. Żadna z nich jednak nawet nie drgnęła, wciąż nasłuchując. A kiedy gdzieś w oddali rozległy się strzały z karabinów Wraith, cała piątka zesztywniała ze strachu…
Kolejne pociski, które dotychczas zatrzymywały się na pniach drzew, teraz przemknęły niebezpiecznie blisko Kate i Kaleba.
- Tam - rzucił młody mężczyzna, wskazując na rozległy teren pełen wysokich paproci.
Kobieta bez słowa ruszyła za nim. Tak samo jak pozostała trójka. Tutaj mieli większe szanse na uniknięcie schwytania.
Kolejny energetyczny pocisk przemknął pomiędzy nimi. Harrigan odwróciła się gwałtownie i wyprostowała ręce. Kilka elektrycznych języków, które do tej pory kumulowała wokół dłoni, teraz wystrzeliło do przodu… wprost na jednego z żołnierzy Wraith, powalając go natychmiast na ziemię. Nie czekając dłużej, Kate ruszyła biegiem dalej, szybko doganiając Kaleba.
- Niezła sztuczka - rzucił.
- Wpadłam na to po obejrzeniu Gwiezdnych Wojen... To taki film - wyjaśniła zaraz, zbierając wokół dłoni kolejne elektryczne wyładowania.
Nie musiała długo czekać, aby ich użyć. Kolejni żołnierze wyłonili się spomiędzy paproci, i to tuż przed nimi, podnosząc swoją broń do strzału.
Kaleb wpadł z impetem na jednego z nich, rzucając go na ziemię z zaskoczenia. Harrigan zatrzymała się gwałtownie i wystrzeliła wyładowania w stronę drugiego żołnierza, powalając go w ten sam sposób, co poprzedniego. Potem odwróciła się szybko do Kaleba, szamotającego się wciąż z Wraith.
- Odsuń się - zawołała.
Ten bez zastanowienia odturlał się na bok. Kolejne elektryczne języki sięgnęły celu, wstrząsając całym ciałem zamaskowanego żołnierza, który po chwili znieruchomiał.
Harrigan uśmiechnęła się tryumfalnie kącikiem ust i wyciągnęła rękę do młodego mężczyzny, chcąc
pomóc mu wstać, kiedy nagle spomiędzy paproci wyłonił się kolejny Wraith.
Pierwszy pocisk energii uderzył w plecy kobiety i natychmiast rozszedł się po całym jej ciele, bez problemu powalając ją na ziemię.
Kaleb poderwał się, lecz zanim zdążył stanąć na równe nogi, kolejny strzał z blastera Wraith sięgnął i jego. Bezwładne ciało runęło z powrotem na ziemię.
Oficer przyglądał się im przez moment, po czym spojrzał na stojących za nim żołnierzy.
- Zabierzcie ich - warknął i odwróciwszy się na pięcie, ruszył w drogę powrotną, mijając swojego pomocnika.
Zamaskowani żołnierze natychmiast wykonali jego polecenie.
- Było ich więcej, sir - rzucił młody oficer, doganiając go.
- Tak, wiem. Ale nie mamy na to czasu - odparł. - Dowódca kazał nam tylko uzupełnić zapasy. Zaraz wyruszamy na spotkanie z Blackhole.
- Z Thunderstone? - zdziwił się młody Wraith. - Myślałem, że niezbyt za sobą przepadają.
- Delikatnie mówiąc - uśmiechnął się kącikiem ust starszy Wraith. - Zawsze rywalizowali podczas Łowów… Podobno ma dla nas jakąś propozycję.
- Nie podoba mi się to. On zawsze coś knuje.
Starszy oficer spojrzał na niego protekcjonalnie.
- Dowódca jest zapewne tego świadom - odparł drwiąco, co wyraźnie zmieszało jego młodego podwładnego. - Jednak zaintrygował go sam fakt wysunięcia przez Thunderstone propozycji współpracy.
- Tak… To rzeczywiście ciekawe - przyznał i nagle uśmiechnął się szeroko. - Słyszałem pogłoski, że podobno on i wnuczka Nightstorm…
Nie dokończył. Starszy Wraith rzucił mu ponure spojrzenie.
- Radzę ci nie rozpowszechniać tych pogłosek… jeśli chcesz długo pożyć - warknął. - Nawet jeśli są prawdziwe… Może i wnuczka Nightstorm jest Protheu, ale jej babka wciąż ją chroni… Zatem uważaj na to, co o niej mówisz… Nawet jeśli tylko powtarzasz pogłoski… Zrozumiano?
- Tak, sir - odparł potulnym głosem, znów zawstydzony przez swojego przełożonego.
- To dobrze - mruknął. - Pamiętaj o tym, kiedy znowu przypomni ci się jakaś plotka - dodał i przyspieszył kroku.
.
.
Przebudzenie było bolesne.
Nawet bardziej niż po ogłuszeniu z tasera, uznała Kate, otwierając powoli oczy.
Leżała nieruchomo na podłodze w jakimś ciemnym pomieszczeniu, a całe jej ciało było odrętwiałe… i to na tyle mocno, że w pierwszej chwili z ledwością poruszyła palcami.
- Kate? - spytał szeptem męski głos i ktoś przysunął się do niej. - Jak się czujesz?
- Gdzie jesteśmy? - spytała i poruszyła się, by jęknąć z bólu. - Ja pierdolę… - wymamrotała, próbując się powoli podnieść.
- Na hive - odparła Kaleb i pomógł jej usiąść.
- Dzięki - rzuciła i rozejrzała się wokół, odgarniając rozczochrane włosy z twarzy.
Pomieszczenie było niewielkie, w kształcie nieregularnego owalu i pogrążone w półmroku. Wszędzie wokół były tylko ściany, poza jednym fragmentem - kratami przypominającymi trochę niezgrabnie skonstruowaną pajęczą sieć.
Poza nimi znajdowało się tam jeszcze pięć osoby, jednak nie rozpoznała nikogo z nich. Zapewne byli to schwytani mieszkańcy Feros, pomyślała, zerkając na ich odświętne stroje.
- A co z resztą? - zapytała po chwili.
- Myślę, że Wraith ich nie znaleźli - powiedział.
- To dobrze - mruknęła i wstała, podchodząc do krat.
Jak wszystko wokół, tak i one wykonane były z organicznego, jednak bardzo wytrzymałego tworzywa. Jej uwaga skoncentrowała się jednak na panelu kontrolnym znajdującym się w ścianie zaledwie dwa metry dalej.
- Przypuszczam, że nikt nie ma noży? - spojrzała przez ramię na pozostałych.
Większość z nich nawet nie podniosła wzroku, kuląc się ze strachu pod ścianą. Westchnęła więc ciężko i wróciła do wpatrywania się w panel kontrolny w ścianie.
Skoro Wraith używają telepatii do jego kontroli, to być może i jej się uda - uznała… Niestety szybko
przekonała się, że jak to często bywa, między teorią a praktyką jest wielka różnica. To nie ludzki umysł, czy nawet umysł zwierzęcia, do którego łatwo mogła zajrzeć. Kontrolowanie funkcji urządzeń Wraith najwyraźniej polegało na czymś innym, stwierdziła i przeszła do planu B: telekineza.
Próbowała skupić się na urządzeniu, jednak jego organiczna budowa także sprawiała, że telepatyczne wciskanie "guzików" na panelu było czymś innym, niż to samo przy użyciu plastikowej klawiatury komputera.
Kaleb stał obok.
- Co ty robisz?
- Próbuje użyć tej samej sztuczki co na klawiaturze laptopa - odparła, wciąż wpatrując się mocno w panel w ścianie.
Niestety wciąż z tym samym skutkiem - brakiem jakiejkolwiek reakcji na jej wysiłki.
Po kilku minutach młody mężczyzna usiadł pod ścianą, zrezygnowany, a po kilku kolejnych próbował nakłonić do tego samego Harrigan. Na jego nieszczęście kobieta była zbyt uparta, aby tak szybko się poddać. Co zawsze uznawała jednocześnie za swoją zaletę i wadę.
Poza tym w jej planach na najbliższą przyszłość nie było stanie się jednym z punktów w menu Wraith…
I wtedy coś się poruszyło.
Jeden z prętów krat wycofał się, zwracając uwagę nie tylko Kaleba ale i pozostałych osób z celi.
- Co zrobiłaś? - spytał młody mężczyzna, wstając spod ściany i podchodząc do niej.
- Właściwie to nie wiem - niemal mruknęła.
- Cokolwiek to było, zrób to jeszcze raz.
Harrigan spojrzała na niego nieco poirytowana.
- Tyle to i ja wiem, geniuszu - fuknęła. - Mówię przecież, że nie wiem jak to zrobiłam.
- Więc próbuj dalej - ponaglał ją, wskazując ręką na pulpit.
- Przecież próbuję - wycedziła przez zęby.
- To próbuj mocniej.
Znów posłała mu ponure spojrzenie, lecz tym razem nie odpowiedziała nic. Ta wymiana zdań i tak do niczego nie prowadziła, pomyślała i ponownie skupiła się na pulpicie, próbując sobie przypomnieć na czym skupiła się ostatnim razem.
W końcu ustąpiły dwa kolejne pręty. Kate uśmiechnęła się tryumfalnie - teraz już wiedziała jak to działa, więc reszta była już tylko kwestia formalną. Pozostałe pręty wsunęły się kolejno w ścianę wokół wejścia i teraz cela stała przed nimi otworem.
Więźniowie zbliżyli się, zaskoczeni.
- Jak to zrobiłaś? - spytała kobieta w średnim wieku.
- Magiczna sztuczka - powiedziała z szerokim uśmiechem i jako pierwsza wyszła na krótki korytarz biegnący od celi do kolejnego pomieszczenia.
Miało kształt zbliżony do okręgu i kiedy tylko kobieta weszła do niego zorientowała się czym było: przedsionkiem dla kilku innych cel, do których prowadziły około trzy metrowej długości korytarze. Dalej znajdował się znacznie dłuższy i szerszy korytarz… zapewne prowadzący w głąb statku, pomyślała.
- Co teraz? - spytał nagle Kaleb, stając tuż za nią.
Zerknęła na niego przez ramie.
- Musimy dostać się do doków, gdzie trzymają myśliwce - odparła.
- Potrafisz tym latać? - zdziwił się.
- No cóż. Takim nigdy nie latałam - niemal mruknęła. - Ale na Ziemi uczyłam się pilotażu… Jeśli wykombinuje jak się tym lata, to polecę - odparła i ruszyła dalej.
- A co z innymi? - spytała kobieta. - Nie możemy ich zostawić.
- Nie mamy na to czasu - niemal warkną Kaleb. - Wraith mogą tu przyjść w każdej chwili… Za dużo ludzi. Narobią tylko hałasu.
Harrigan spojrzała na niego zaskoczona. Znów wykazał się zdrowym rozsądkiem… Chyba jednak źle go oceniała, stwierdziła.
- Nie możemy ich zostawić… Musimy ich uwolnić - dodał mężczyzna, który był z Kate w celi i ruszył jednym z korytarzy. - Otwórz to!
- Hej! Wypuść nas! - zawołał męski głos od strony jednej z cel.
Kate spojrzała w tamtym kierunku, lecz w półmroku dostrzegła tylko zarys ludzki postaci.
- I nas! - zawołała kobieta z innej celi.
Młoda kobieta warknęła pod nosem, zła i skupiła się na panelach kontrolnych cel. Po chwili wszystkie
cztery kraty ustąpiły, wsuwając się w ściany.
Kilka sekund później w całym pomieszczeniu zapanował zgiełk, kiedy cztery grupy wybiegły z cel.
- Tędy - rzucił jedne z mężczyzn, wskazując szeroki korytarz i ruszył przodem.
Wszyscy więźniowie dogonili go natychmiast.
W pomieszczeniu prowadzącym do cel pozostali tylko Kate i Kaleb.
- To będzie porażka - mruknął mężczyzna.
- Niekoniecznie - odparła z dziwnym uśmieszkiem na ustach i zaraz dodała, widząc jego zaskoczone spojrzenie. - Odciągną od nas uwagę Wraith. Po prostu trzymajmy się od nich z daleka - dodała spokojnie i ruszyła dalej.
