Rozdział 13
Łowcy i zwierzyna - część 1.
- Zawracają! - zawołała Teyla, zerkając w kierunku wzgórza z jaskinią.
Cała czwórka zerwała się i ruszyła biegiem w kierunku linii drzew.
Na ich szczęście do pokonania pozostało im zaledwie kilkanaście metrów i zanim myśliwce ponownie przemknęły wysoko ponad doliną, zdołali skryć się wśród drzewiastych paproci.
Potem patrzeli jeszcze jak jedna z maszyn zawraca i obniża lot, aby w końcu osiąść łagodnie tuż obok wrót. Jej kokpit pozostał jednak zamknięty.
- Chyba robi się gorąco - mruknął Sheppard i ruszył dalej.
- Trzeba go będzie podejść z tyłu lub wywabić jakoś z tego darta - dodał Dex.
- O to będziemy się martwić później - odparł pułkownik. - Najpierw zobaczymy co tutaj mamy…
Przerwał, kiedy kilka energetycznych pocisków przemknęło tuż obok nich.
Spojrzeli równocześnie w bok, w kierunku z którego nadleciały, aby dostrzec zbliżających się żołnierzy Wraith. Grupa umięśnionych dron przedzierała się ociężale przez wysoką roślinność, nie przerywając ostrzału, zmuszając tym samym przybyszy do rozdzielenia się. Upadli na ziemię, chowając się za pnie potężnych drzew, by zaraz potem otworzyć ogień ze swoich karabinów.
Kilku pierwszych żołnierzy padło szybko pod gradem metalowych kul. Pozostali zatrzymali się natomiast i także przybrali bardziej strategiczne pozycje wśród drzew i paproci.
- To coś nowego! - zawołał Rodney.
- Może drony Łowców są bardziej wprawione w taktyce wojskowej niż pozostałe! - niemal parsknął John, nie przerywając ognia.
Jednak jego pociski roztrzaskiwały się teraz jedynie o pnie, zamiast powalać kolejnych żołnierzy.
Tak oto cała walka przeistoczyła się w naprzemienną wymianę ognia, która zdawała się nie przynosić żadnego efektu.
- To bez sensu - warknął w końcu Ronon. - Możemy się tak bawić do rana.
- Właśnie widzę - mruknął John i następnie spojrzał na naukowca. - Musimy zawrócić do wrót - rzucił i oddał kolejną, ciągłą salwę w kierunku wroga. - Wy z Teylą idźcie przodem, a my odciągniemy ich uwagę. Zobaczcie czy uda się wam wyeliminować pilota darta. Jeśli nie, zaczekajcie na nas.
- To chyba niezbyt roztropne rozdzielać się teraz - wtrąciła spokojnie Teyla.
- Na chwile obecną nie mamy chyba większego wyboru… Ktoś musi aktywować wrota wcześniej, żebyśmy jak najszybciej mogli się stąd wydostać.
- W porządku - odparła, chociaż niezbyt przychylna temu pomysłowi i spojrzała na Rodneya. - Gotowy?
- Nie - niemal mruknął z nuta ironii i przygotował się do biegu.
Sheppard skinął tylko głową do Satedanina i nagle obaj wysunęli się nieco ze swoich kryjówek, otwierając nieprzerwany ogień do żołnierzy Wraith.
- Teraz! - zawołał oficer i dwójka jego towarzyszy zerwała się z ziemi, szybko znikając wśród wysokiej roślinności.
.
.
Głośne wystrzały z ziemskiej broni zwróciły od razu uwagę drugiej grupy Wraith, znajdującej się znacznie dalej od polany z wrotami.
- New Lantean - warknął wściekle starszy oficer i ruszył pospiesznie w drogę powrotną. - Nakaż myśliwcom, aby czekały w pogotowiu. Nie mogą się nam wymknąć.
Jego podwładny skinął tylko posłusznie głową i wysłał telepatyczną wiadomość do pilotów.
Odkąd przydzielono go Wildmist jako ucznia, ten z rzadka wydawał takie polecenia żołnierzom, uważając, że im więcej praktyki będzie miał młody Wraith, tym lepiej dla niego.
Wbrew pozorom kontrola nad oddziałem żołnierzy, tym bardziej licznym, nie była prosta i wymagała wprawnego umysłu. Dlatego też przy każdej nadarzającej się okazji starszy Wraith na pozór wyręczał się swoim uczniem. Lecz dzięki temu ten szybko doszedł do w miarę zadawalającej jego nauczyciela wprawy.
A teraz, kiedy sytuacja robiła się naprawde napięta, Lostpath będzie miał okazję popisać się nabytymi umiejętnościami w terenie.
- Weź kilku żołnierzy i podejdź ludzi z lewej - polecił Wildmist, kiedy niemal dotarli na miejsce walki. - Ja z pozostałymi zajdziemy ich z drugiej strony. Nie wymkną się nam - dodał z satysfakcją i skinął głową w kierunku żołnierzy.
Część z nich podążyła za nim, a reszta pozostała z młodym oficerem.
Lostpath uśmiechnął się z zadowoleniem i ruszył w przeciwna stronę. Pomimo długiej praktyki, jego przełożony wciąż z rzadka powierzał mu całkowicie samodzielne misje. Dlatego też nie mógł sobie teraz pozwolić na jakąkolwiek pomyłkę. To mogłoby go zdyskredytować nie tylko w oczach Wildmist, ale także ich Dowódcy. A to byłoby dla niego równoznaczne z hańbą.
Sporo słyszał o New Lantean i ich sposobie walki. I chociaż początkowo Wraith ignorowali zagrożenie jakim później stali się ci ludzie, to teraz, po prawie sześciu latach od ich przybycia do tej galaktyki, tylko głupiec nie doceniałby ich jako wroga.
A on z pewnością nie popełni tego błędu.
Zwalniając kroku wśród wysokich roślin, zbliżał się coraz to bardziej do miejsca starcia. Przystosowany do widzenia w ciemnościach wzrok pozwolił mu dostrzec dwie przemykające w oddali postacie. Zatrzymał się na moment, po czym zerknął na dwóch stojących najbliżej niego żołnierzy i wraz z nimi ruszył pospiesznie za cieniami. Pozostali skierowali się w wyznaczonym wcześniej kierunku.
"Dwójka ludzi próbuje się wymknąć" - wysłał telepatyczna informację do Wildmist. - "Ruszam za nimi z dwoma żołnierzami. Pozostali kontynuują zadanie".
"Rozumiem" - odparł krótko jego przełożony.
Lostpath zwolnił nieco kroku, kiedy nagle jedna z postaci zatrzymała się, rozglądając uważnie wokół.
- Co się stało? - spytał szeptem Rodney.
- Wyczuwam Wraith…
- Jest ich tu pełno…
- Blisko - przerwała mu spokojnie, podnosząc swój karabin.
Mężczyzna natychmiast zrobił to samo, ale zanim którekolwiek z nich zdołało coś dostrzec, spomiędzy roślin nadleciało kilka energetycznych pocisków. Oboje odruchowo otworzyli ogień, lecz było już za późno. Zanim ich kule sięgnęły celu, powalając dwójkę żołnierzy, pojawiły się kolejne pociski.
Jeden z nich trafił Teylę w ramię sprawiając, że straciła na chwilę czucie w rękach, wypuszczając broń. Zaraz potem nogi ugięły się pod nią i upadła oszołomiona na ziemię.
- O kurczę - rzucił McKay i ponownie chciał wystrzelić z karabinu, kiedy nagle ktoś chwycił jego broń i wyrwał mu ją z dłoni jednym gwałtownym szarpnięciem.
Naukowiec zdążył zobaczyć tylko przed sobą jakąś postać, której oczy jarzyły się delikatnie w ciemnościach niczym dwa zielonkawe węgielki… a potem poczuł silne uderzenie w pierś, które odrzuciło go do tyłu. Upadł na ziemię z głośnym jęknięciem, lecz zanim zdążył się pozbierać, napastnik stał już nad nim, mierząc do niego ze swojej broni.
- O kurczę - jęknął, wpatrując się z przerażeniem w postać w czarnym płaszczu.
Coś jakby niewielkie, elektryczne wyładowania pojawiły się po obu stronach głowy Wraith i ten padł nagle bezwładnie na ziemię.
Wciąż wystraszony Rodney spojrzał wpierw na młodego oficera, a potem wyżej, na kolejną postać, u której stóp leżał teraz nieprzytomny jego niedoszły agresor.
Postać była średniego wzrostu, raczej szczupła, odziana w dwuczęściowy strój, chociaż w tych ciemnościach tylko tyle mógł tylko stwierdzić. Ale jednego był pewien: z pewnością była to kobieta.
Przykucnęła przed nieprzytomnym Łowcą i ściągnęła z jego przedramienia urządzenie namierzające, a potem spojrzała na naukowca, podnosząc się.
- Kilka metrów stąd jest nieprzytomny mężczyzna - odezwał się przyjemny, chociaż stanowczy kobiecy głos i postać wskazała ręką gdzieś za siebie. - Potrzebuje waszej pomocy… Wyłączyłam jego lokalizator. Zabierzcie go stąd… Ja zajmę się Wraith - dodała i zerwała się z miejsca, ruszając w kierunku polany.
Naukowiec spoglądał za nią jeszcze przez chwilę, zupełnie zdezorientowany, by w końcu przypomnieć sobie o swojej towarzyszce.
- Teyla? - rzucił i podniósł się szybko, by podejść do niej.
Spojrzała na niego, wciąż jeszcze nieco oszołomiona od strzału z ogłuszacza.
- Możesz wstać? - zapytał.
- Chyba tak - odparła i spróbowała się podnieść, ale nogi nadal częściowo odmawiały jej posłuszeństwa.
Zachwiała się i omal nie upadła, gdyby McKay nie podtrzymał jej w porę.
- Dziękuję… Co się stało? - zapytała, rozglądając się, by zatrzymać wzrok na nieprzytomnym Wraith.
- Tamta kobieta… W zasadzie nie wiem co zrobiła, ale chyba porządnie go ogłuszyła - wyjaśnił.
- Jaka kobieta? - spytała.
- Nie wiem… Chyba Biegacz, na którego polują Wraith - powiedział i nagle przypomniał sobie. - Mówiła, że niedaleko stąd jest jeszcze ktoś. Mężczyzna… Prosiła o pomoc dla niego.
- Zdradzi nas przed Wraith… Zapewne ma lokalizator.
- Podobno go wyłączyła… Nie wiem jak, ale tak powiedziała… Tak czy siak nie możemy go tutaj zostawić.
- Masz racje - przyznała. - Prowadź.
- Tędy - wskazał drogę gestem głowy i oboje już chcieli ruszyć w wyznaczonym kierunku, kiedy spomiędzy paproci wyłoniła się kolejna postać.
.
.
Kate zatrzymała się na skraju polany i przylgnęła do drzewa, rozglądając się uważnie po okolicy.
Oddychała ciężko, zmęczona po szybkim biegu przez leśne gęstwiny.
Myśliwiec stał kilkadziesiąt metrów dalej, blisko wrót. Pokrywa jego kokpitu była zamknięta, więc prawdopodobnie w środku wciąż był pilot, czekając na rozkaz swojego przełożonego, pomyślała.
Pozbycie się go nie powinno być problemem… Gorzej będzie z dwiema maszynami, nieustannie krążącymi ponad doliną. Ich także musi się jakoś pozbyć, inaczej zaatakują kiedy tylko zacznie aktywować wrota. Poza tym po drugiej stronie tunelu będą sprawiać więcej problemu niż ewentualni Wraith, którzy ruszą za nią w pościg.
Jeszcze raz rozejrzała się uważnie po polanie, upewniając się, że nikt jej nie zauważył… a przynajmniej na tyle, na ile pozwalał jej na to wzrok i blask dużego księżyca na nocnym firmamencie. A potem ruszyła szybko przez polanę, podchodząc do darta z tyłu. Ostatnie kilkanaście metrów niemal przebiegła, by w końcu przykucnąć tuż przy silnikach maszyny.
Znów rozejrzała się. W oddali słychać było wystrzały z ziemskiej broni, kiedy drużyna Shepparda wciąż broniła się przez oddziałem Wraith. Podniosła się i powoli podeszła bliżej kokpitu, kładąc na nim ostrożnie dłoń. Niewielkie elektryczne wyładowania pobudziły osłonę, wywołując na jej powierzchni drobne falowanie. Najwyraźniej jednak pilot zignorował to zjawisko, gdyż kokpit wciąż pozostawał zamknięty. Powtórzyła więc czynność, tym razem używając silniejszego ładunku.
Poskutkowało. Energetyczna osłona opadła, ujawniając pilota - jednego z żołnierzy. Nie czekając na jego dalszą reakcję, wystrzeliła z palców kolejne elektryczne języki wprost w jego głowę.
Wraith zadygotał, a potem bezwładne ciało rozłożyło się w fotelu. Harrigan podskoczyła i usiadła szybko na skraju kokpitu, badając go uważnie. Obawiała się, że w zależności od tego komu myśliwiec ma służyć, jego panel kontrolny będzie inny niż ten, który obsługiwała wcześniej. Ale na szczęście jej obawy nie sprawdziły się.
Zerknęła na żołnierza i zabrała jego pistolet, po czym skupiła się. W prawdzie już dawno nie praktykowała tej zdolności, jednak teraz użycie jej będzie zapewne łatwiejsze niż fizyczne wypchnięcie wielkiego Wraith z kokpitu.
Bezwładne ciało uniosło się nieco z fotela, a po chwili jeszcze wyżej i kiedy tylko większa jego cześć znajdowała się ponad maszyną, Kate pchnęła je w bok.
Żołnierz upadł ciężko na ziemię. Spojrzała za nim szybko, ale na szczęście siła upadku nie ocuciła go.
- Ałć - rzuciła do siebie ironicznie i szybko usiadła w fotelu pilota, by chwycić za stery.
Myśliwiec uniósł się wyżej, a osłona kokpitu zamknęła się. Kobieta uruchomiło czujniki, zaczynając namierzać przy ich pomocy pozostałe dwa darty.
.
.
Wymiana ognia nabrała na sile, kiedy niespodziewanie atakujący stali się atakowanymi.
Grupa żołnierzy, którzy mieli zaatakować New Lantean z drugiej strony, sama dostała się pod obstrzał i teraz role zdecydowanie się odwróciły.
Wildmist warknął wściekle i wysłał telepatyczny rozkaz do krążących ponad doliną myśliwców. Nie miał innego wyboru jak tylko rozkazać im ostrzelać to miejsce. W prawdzie manewr ten niekoniecznie musiał wyeliminować przeciwnika, ale przynajmniej na tyle odwróci by uwagę ludzi, aby oficer mógł bezpiecznie przedostać się w kierunku wrót.
Niestety wciąż nie mógł skontaktować się ze swoim podwładnym. Co najgorsza nawet nie wyczuwał jego umysłu, co mogło oznaczać nawet najgorsze - Lostpath nie żyje. Dlatego też nie miał wyboru. Musiał się wycofać, skupiając atak ludzi na żołnierzach, zanim sam straci życie.
Spojrzał w górę, słysząc zbliżające się myśliwce, kiedy nagle ponad konarami wysokich drzew pojawiła się wielka kula ognia. Huk wybuchu rozległ się w całej dolinie, skupiając na moment uwagę każdej z walczących stron. A potem usłyszeli ten świdrujący odgłos, kiedy druga maszyna gwałtownie obniżyła lot, ciągnąc za sobą sporą chmurę dymu. Chwilę później pojawił się kolejny odgłos: łamanych drzew.
Żadne z nich nie było jednak w stanie zobaczyć jak myśliwiec pozostawia za sobą w ziemi szeroka szramę, by w końcu zatrzymać się kilkanaście metrów przed wrotami.
Siedząca w kokpicie młoda kobieta uśmiechnęła się pod nosem i wystukała na DHD swojego myśliwca adres, który szybko aktywował wrota. Strumień energii wystrzelił do przodu z metalowego okręgu stojącego na sporej leśnej polanie. A kiedy tylko twór uspokoił się, przybierając kształt tafli wody, Harrigan chwyciła za ster i skierowała maszynę w sam środek wrót, znikając szybko w tunelu podprzestrzennym.
Chwile później ktoś jeszcze wybieg w tunel, by również zniknąć w jego wnętrzu.
.
.
Lostpath otworzył gwałtownie oczy i podniósł się, siadając na ziemi.
Był zupełnie sam w ciemnym lesie. Gdzieś w oddali rozlegały się odgłosy wymiany ognia między ludźmi a oddziałem Wraith, kiedy nagle przerwała ją eksplozja ponad drzewami.
Młody oficer spojrzał w niebo, podnosząc się. Ognista kula była widoczna z dołu pomimo rozległych konarów wysokich drzew. Zaraz potem usłyszał wycie uszkodzonego silnika drugie myśliwca, a po chwili zobaczył pomiędzy pniami jak maszyna z trudem ląduje na ziemi.
Warknął cicho pod nosem. Nie miał pojęcia jak, ale New Lantean zdołali w jakiś sposób zneutralizować dwa ich myśliwce. Ale pozostał przecież trzeci, przypomniał sobie nagle i zerwał się z miejsca, biegnąc w kierunku polany.
"Sir? " - odezwał się po drodze telepatyczni do swego przełożonego.
"Lostpath? " - odpowiedział mu zaskoczony głos w jego umyśle. - "Gdzie jesteś? " - dodał ostrzej Wildmist.
"Biegnę do wrót, po trzeci myśliwiec... Ludzie mnie ogłuszyli i... "
"Sprawdź kto zestrzelił maszyny" - przerwał mu oschle. - "Tylko nie zawiedź mnie... znowu".
"...Tak, sir" - odparł ponuro.
Starszy oficer był wyraźnie niezadowolony. Ale miał do tego pełne prawo. Młody Wraith był zbyt pewny siebie, zbyt nieostrożny... i zawiódł go, dając się podejść ludziom w głupi sposób. Teraz miał jednak szansę naprawić swoje błędy. I ma zamiar wykorzystać tą szansę.
Przedzierając się przez ostatnią linię paproci, Lostpath wbiegł na polanę w chwili, kiedy trzeci z myśliwców obniżał właśnie pułap, aktywując jednocześnie wrota. Kilkanaście metrów dalej, z porośniętej trawą ziemi podnosił się właśnie ociężale jeden z żołnierzy.
Młody oficer minął go tylko, by wbiec za myśliwcem w tunel podprzestrzenny. Drony były powolne i czasami wręcz niezdarne, więc nie miałby z niego żadnego pożytku. Były dobre w bezpośrednich starciach, jako pierwsza linia ataku, ale nie podczas łowów, kiedy liczyła się szybkość.
Chwile później wrota zamknęły się za nim, a w okolicy zapadła niemal kompletna cisza.
Ale Wraith był już wtedy w zupełnie innym miejscu, oddalonym o dziesiątki lat świetlnych od tamtej planety. Tutaj panował dzień i blask słońca sprawił, że w pierwszej chwili Lostpath zasłonił oczy ramieniem, częściowo oślepiony.
Lecz kiedy tylko jego oczy przywykły do nowego światła, rozejrzał się uważnie wokół. Jak okiem sięgnąć rozciągała się równina porośnięta wysoką, zielono-srebrzystą trawą. Z boku, w oddali, wznosiły się szczyty niewielkich gór, nad którymi unosiły się blade tarcze dwóch księżyców, a kilkaset metrów przed nim rosło potężne, samotne drzewo o jasnym pniu i ciemno-czerwonych liściach.
Nigdzie jednak nie dostrzegł myśliwca. Nie usłyszał nawet dźwięku jego silników, a przecież powinien, stwierdził. Wbiegł w tunel zaraz za maszyna, więc Biegacz nie mógł odlecieć aż tak daleko przez te kilka sekund.
I wtedy nagle znieruchomiał, po czym odwrócił się powoli, spoglądając za siebie. Maszyn unosiła się tuż nad ziemią zaraz za wrotami.
Warknął cicho pod nosem. To dlatego nie słyszał silników. Nie mógł, skoro były wyłączone, a myśliwiec unosił się jedynie dzięki systemowi anty-grawitacyjnemu zamontowanemu w jego dolnej części.
Pokrywa kokpitu była opuszczona, ukazując pilota: ludzką samicę, która uśmiechała się do niego nieco złośliwie, a jej ciemne oczy wpatrywały się w niego spokojnie.
- Zgubiłeś drogę... Wraith? - spytała z nutą ironii.
- Nie uciekniesz, człowieku - wysyczał, pewny siebie.
- Mówisz o waszym lokalizatorze? - spytała, jakby nieco rozbawiona tą sytuacją. - Łatwo go wyłączyć... A teraz bądź tak miły i odsuń się. Chciałabym polecieć dalej... Chyba, że wolisz aby strumień otwierającego się tunelu zdezintegrował cię.
Młody oficer niezbyt chętnie, ale wykonał jej polecenie i kiedy tylko wystarczająco oddalił się od wrót, kobieta zaczęła wybierać kolejną sekwencję symboli na DHD myśliwca. A potem uruchomiła silniki i okrążyła wrota, aby ustawić się przodem do nich. Cały czas bacznie jednak obserwowała Wraith, aby przypadkiem nie próbował jej zaskoczyć, atakując niespodziewanie.
- Znajdę cię, człowieku - wysyczał, kiedy tunel ponownie był stabilny.
- Powodzenia... Będzie ci potrzebne - odparła beztrosko i puściła do niego oczko, po czym zamknęła osłonę kokpitu.
Dopiero wtedy myśliwiec wleciał w tunel, szybko znikając w jego wnętrzu.
Jednak tym razem Lostpath nie ruszył za nim w pościg. Tym zaraz spasował, jak tylko zerknął na wybrany adres. Znał go. Udanie się tam oznaczałoby dla niego śmierć. Tym razem ludzka samica bardziej precyzyjnie wybrała miejsce docelowe i udała się w miejsce, gdzie wrota znajdują się na orbicie planety, a nie na jej powierzchni. I w zasadzie nie zdziwiło go to zbytnio. Skoro potrafiła obsługiwać myśliwiec, zapewne była w stanie także wybrać konkretny adres z bazy danych.
Patrzył więc tylko, jak maszyna znika wewnątrz tunelu, który chwile później zamknął się, pozostawiając Wraith samego... z jego hańbą.
- Znajdę cię, choćby miała to być ostatnia rzecz w moim życiu - wysyczał wściekle, zaciskając dłonie w pieści.
