Rozdział 21
Sprzymierzeniec czy wróg? - cześć 2.
- Nie polowałem na ciebie - rzucił szybko Lostpath, wyciągając przed siebie rękę. - Przysięgam… Nie tym razem… Szukałem cię…
- I zapewne uważasz, że powinno mnie zainteresować: DLACZEGO? - parsknęła drwiąco. - A więc jesteś w błędzie. NIE interesuje mnie to…
- Na mnie także polują - przerwał jej pospiesznie, widząc wzrastające znowu natężenie jej elektrycznych wyładowań. - Mój Dowódca uważa, że go zdradziłem. Że ci pomagam, dlatego udaje ci się pokonać tylu Łowców i umykać ich pościgowi… Z ledwością uciekłem tym, których niedawno spotkałem.
- W takim razie to twój problem, nie mój - odparła obojętnie i rozluźniła mięśnie.
Plątanina energetycznych tworów zmalała i po chwili zupełnie zniknęła. Kobieta odwróciła się i spokojnie ruszyła dalej w kierunku wrót.
Wraith spojrzał za nią, nieco zaskoczony, chociaż z wyraźną ulga. Wstał szybko i utykając na lewą nogę, ruszył za nią.
- Człowieku, zaczekaj!
- Tak się składa, że mam imię… Lostpath - burknęła.
- …Nie znam twojego imienia… Twój umysł jest dla mnie zamknięty.
- Jeszcze tego by brakowało, żebyś mi grzebał w mózgu - nie zmieniła tonu.
- Więc wyjaw mi swoje imię…
Kare prychnęła głośno i zatrzymała się, spoglądając na niego.
- Nie mam zamiaru spoufalać się z kimś, kto chciał mnie wypatroszyć… A teraz spadaj… Albo wyręczę twoich kumpli i sama cię zlikwiduję - dodała oschle, a wokół jej dłoni zmów pokazały się energetyczne języki.
- Zaczekaj! - rzucił, znów wyciągając nieco rękę, aby ją powstrzymać. - Oboje możemy skorzystać na tej współpracy. Pozbędziesz się Łowców i będziesz mogła wrócić do swoich.
- A ty?
- Przy odrobinie szczęścia nie zginę i przestanę być zdrajcą… Obecnie to moja jedyna opcja - przyznał niechętnie.
Kobieta splotła ramiona na piesi.
- Po pierwsze: mój lud jest zbyt daleko, żebym mogła do nich wrócić… A po drugie: Od kiedy to Wraith prosi człowieka o pomoc? - zadrwiła znowu. - Przecież jesteśmy dla was tylko jedzeniem.
- Nie wszyscy ludzie są tak traktowani - odparł, jakby z wahaniem. - Poza tym… widziałem co potrafisz. A nawet odczułem to na sobie. Masz niesamowite umiejętności. A twój umysł jest równie silny, jak umysł Królowej Wraith… Niektórzy zaczynają już plotkować, że możesz być Avatarem… - przerwał nagle, widząc wyraźne niezadowolenie na jej twarzy, kiedy przewróciła oczami i warknęła pod nosem.
- Następny - mruknęła, krzywiąc się i ruszyła dalej.
Lostpath ponownie podążył za nią, utykając.
- Żaden człowiek nie posiada takich zdolności jak ty… Nawet żaden Wraith…
- To, że nie możesz czegoś zobaczyć i dotknąć, nie oznacza, że to nie istnieje.
- …Tak, to prawda…Mądre słowa godne Avatara - zauważył.
- Stare powiedzenie z mojego świata - mruknęła i zatrzymała się.
Coś zaszeleściło daleko z boku. Spojrzała w tamta stronę, by dostrzec zbliżającą się ukradkiem Ul'mayę.
- Cholera. Zupełnie o niej zapomniałam - wymamrotała pod nosem po polsku.
Łowca zmrużył nieco oczy. Nigdy wcześniej nie spotkał się z takim językiem. W prawdzie był bardzo młody, jak na Wraith, jednak w okresie nauki miał wystarczająco dużo czasu, aby zapoznać się z wieloma zagadnieniami, w tym także ludzkimi językami spotykanymi w tej galaktyce. Tego był pewien. Jako Łowca odwiedził bowiem więcej ludzkich światów niż większość Wraith. I miał bardzo dobrą pamięć do takich spraw.
- W porządku! Nic ci nie zrobi! - zawołała Kate i zerknęła przez ramię. - Bo inaczej skończy jako grillowany karaluch - zadrwiła, posyłając mu szyderczy uśmieszek.
Lostpath spiął nieco mięśnie i warknął cicho. W pierwszym momencie, odruchowo chciał okazać swoje wielkie niezadowolenie słowami tej ludzkiej samicy… ale zaraz potem przypomniał sobie, że to nie jest zwyczajny człowiek. O ile w ogóle jest to człowiek, stwierdził. A znając podania o Avatars miał spore podstawy ku temu, aby mieć takie wątpliwości.
Dobrze znał bowiem podania o Avatars, którzy pomagali Pierwszym Wraith. Ci także przyjęli organiczną
postać, aby lepiej zasymilować się ze swoimi podopiecznymi. Niektóre przekazy wspominają nawet, że wręcz wyglądali jak Wraith. I chociaż ta samica zdecydowanie wyglądała jak człowiek… to już jej niesamowite zdolności zupełnie temu zaprzeczały.
Może mówić co chce, ale żaden człowiek w tej galaktyce nie posiada takich umiejętności, pomyślał. Gdyby tak było, znając ludzka naturę, już dawno próbowałby wykorzystać te umiejętności przeciwko Wraith…
Ul'maya zbliżyła się, wciąż ostrożna, cały czas bacznie obserwując postać w czarnym płaszczu i białych włosach. Nigdy wcześniej nie widziała tych istot z bliska. Jeżeli nawet jacyś Wraith przybyli na ta planetę, to zawsze byli obserwowani z ukrycia, aby nie zdradzić obecności ludu Uninate.
Lostpath przyjrzał się jej uważnie. Była bardzo atrakcyjna, jak na ludzką samicę, zauważył. A jej skąpy strój dodatkowo podkreślał jej smukłe kształty.
- Jesteś pewna? - spytała z wahaniem.
- Tak, jestem pewna - odparła spokojnie.
- Sądziłem, że ten świat jest niezamieszkały - wtrącił podejrzliwie Wraith.
Na dźwięk jego słów Ul'maya zastygła w bezruchu. Popełniła wielkie głupstwo i naraziła swój lud na wielkie niebezpieczeństwo ujawniając się, pomyślała z przerażeniem. Teraz inni jego pokroju przybędą tutaj, aby odnaleźć nowe źródło pokarmu.
- Bo jest - oznajmiła Harrigan, jakby od niechcenia. - Jej ludzie przychodzą tutaj czasami na polowanie. Natknęłam się na nią podczas zwiedzania okolicy... Tym razem szukają jakichś leczniczych ziół.
- A… Rozumiem - mruknął samiec i znów skupił swoja uwagę na Kate. - Więc? Co sądzisz o mojej propozycji? - spytał.
Młoda kobieta odetchnęła z wyraźna ulgą, wdzięczna wysłannikowi Avatars, że tak sprytnie udało się jej oszukać tego Wraith.
- Że nie jestem zainteresowana - rzuciła, znów oschłym tonem i wróciła do wędrówki w kierunku wrót.
Lostpath podążył za nią, zupełnie ignorując już Ul'mayę… ku jej wielkiemu zadowoleniu i uldze.
Zacisnął mocniej żeby, wyraźnie niezadowolony ze słów Biegacza.
- A co ty masz do stracenia? - odciął szybko. - Na razie nie wygląda, abyś miała jakiś plan pozbycia się Łowców… poza ich powolną eliminacją… Długo masz tak zamiar jeszcze uciekać z planety na planetę? Oni nie dadzą ci spokoju, dopóki cię nie złapią. Wiem o Biegaczach, na których polowano przez lata.
- No dobrze - rzuciła, znów zatrzymując się i spoglądając na niego . - Tak z czystej ciekawości: jak ty masz zamiar się ich pozbyć?
Młody Wraith uśmiechnął się lekko.
- Pomóż mi pokonać Dowódcę drugiego hive - oznajmił. - Jako wyrzutek mogę odzyskać honor tylko w jeden sposób: wyzwać na pojedynek na śmierć i życie tego, który oskarżył mnie o zdradę. A wiem, że to on zrobił. Jego Łowcy sami to przyznali… Wiem także, że przyłączył się do Łowów.
- No to życzę powodzenia… będzie ci potrzebne - parsknęła Kate i poszła dalej. - Skoro został Dowódcą, mniemam, że jest lepszym wojownikiem od ciebie.
- Jeszcze niedawno był Pierwszym Oficerem - wyjaśnił, podążając za nią. - Został Dowódcą, ponieważ jego poprzednik został zabity… Jest dobrym Łowcą, ale zdecydowanie bardziej jako tropiciel niż wojownik. Mam więc szanse na pokonanie go w walce.
- W takim razie nie widzę potrzeby, abym ja się w to mieszała. Poza tym domyślam się, że moja ingerencja w wasza walkę mogłaby zniwelować twoje… przywileje.
- Bezpośrednia tak… Ale możesz to zrobić z ukrycia - powiedział. - Możesz go osłabić siłą umysłu, z daleka… Wiem, że na jakiś czas potrafisz wyłączyć lokalizator. Zauważyłem to podczas Łowów… Zwabimy ich na jakąś planetę i zanim przybędą, wyłączysz nadajnik…
- A skąd pewność, że dam radę go osłabić tak, aby nikt tego nie zauważył? - przerwała mu.
- Zdolności telepatyczne nie są wśród Wraith wyznacznikiem tego, jakie kto zajmuje stanowisko. Zdecydowanie bardziej liczy się doświadczenie, zdolności przywódcze. Jednak dowodzenie zamaskowanymi żołnierzami poprawia zdolności telepatyczne. A on zapewne nie robił tego od setek lat. Może nawet od tysięcy. Nie musiał. Ma od tego innych. Jego umysł jest więc zatem słabszy niż mój… A skoro bez większego problemu pokonałaś mój opór, to z jego umysłem nie będziesz miała żadnych kłopotów. Szczególnie, że chce jedynie abyś go tylko trochę zdezorientowała.
Kate zatrzymała się na skraju polany z DHD i uśmiechnęła nieco złośliwie.
- Widzę, że wszystko sobie dobrze zaplanowałeś - odparła szyderczo.
- Jak już powiedziałem: nie mam większego wyboru… Jeżeli nie udowodnię w tej walce swojej wartości, niezwykle trudno będzie mi w inny sposób odzyskać mój honor. To najlepszy i najszybszy sposób, aby udowodnić innym, że nie jestem zdrajcą.
- Pokonanie kogoś, kto nazwał cię zdrajcą, niewiele ma wspólnego z twoja niewinnością - parsknęła.
- Nie dla nas… Nie wyzywa się innego Wraith na taki pojedynek z błahych powodów. To pojedynek honorowy…
- I dla desperatów? - zachichotała.
Młody Łowca warknął cicho.
- …W tym przypadku można tak powiedzieć - przyznał niechętnie.
Kobieta uśmiechnęła się lekko, przyglądając mu się bacznie przez krótki moment.
- Jest pewien problem… Jak masz zamiar z nim walczyć, skoro utykasz? - zauważyła, gestem głowy wskazując jego nogę.
Na te słowa trzymająca się z tyłu Ul'maya znów znieruchomiała. Ale Wraith nawet na nią nie zerknął.
- W pobliżu jest planeta, na której zregeneruję siły - powiedział z lekkim wahaniem, nie wiedząc jak kobieta zareaguje.
- Czyli zeżresz kogoś? - parsknęła.
- Nie ma innej metody - niemal burknął.
- Niekoniecznie… - zaczęła tajemniczo, ale zanim zdążyła dokończyć, jej uwagę przyciągnęły dwie postacie, które właśnie dostrzegła wśród drzew.
W pierwszej chwili Carson Beckett uśmiechnął się szeroko na jej widok, lecz kiedy tylko zauważył Łowcę, zatrzymał się, nieco wystraszony i zdezorientowany jednocześnie. Jego towarzysz natychmiast sięgnął po swój spory nóż wsunięty w skórzaną kaburę zwisająca u pasa.
- Kate?! - zawołał z niepokojem lekarz.
- Carson?! - odpowiedziała mu spokojnie.
- Powinienem o czymś wiedzieć? - zapytał, ostrożnie ruszając dalej.
- Znalazłam po drodze rannego karalucha, a że lubię zwierzątka, to postanowiłam go przygarnąć - rzuciła beztrosko i uśmiechnęła się szeroko do niego.
- …Karalucha? - prychnął lekko, z trudem powstrzymując się od głośnego śmiechu.
- No co? Iratus są prawie jak wielkie karaluchy… i inne robactwo. Więc w sumie Wraith to wielkie, zielone karaluchy - znowu uśmiechnęła się do niego szeroko, zupełnie ignorując ciche ale ostrzegawcze warkniecie Lostpath.
- Chyba nie jest zbytnio zadowolony, że go tak nazywasz - zauważył, zbliżając się i wciąż uważnie obserwując Wraith.
Tak samo zresztą jak mężczyzna Uninate, który cały czas trzymał w pogotowiu swój nóż, mierząc Łowcę nieprzyjemnym spojrzeniem.
- A kto by się tam przejmował - rzuciła, machając lekko ręką.
- Ja - stwierdził Carson. - To ten, z którym zawarłaś umowę?... w sprawie Vallen - wyjaśnił, kiedy kobieta spojrzała na niego pytająco.
- Jaką umowę? - wtrącił od razu Wraith z wyraźnym niezadowoleniem.
- Potem ci powiem - niemal go skarciła i ponownie spojrzała na lekarza. - Nie, to nie jest Wifi…
- Wifi? - znów parsknął mężczyzna.
- To mój skrót od jego imienia - odparła tym samym beztroskim tonem co poprzednio.
- Wyjawił ci swoje imię? - zdziwił się Beckett.
- Nie, no co ty? Oni się przecież nie przedstawiają jedzeniu… Sama się dowiedziałam.
- …Jak?
- Normalnie… To znaczy telepatycznie… To w sumie nawet proste… Praktykowałam to kiedyś trochę na ludziach, więc wiem czego szukać - przyznała się niezbyt chętnie.
- Znasz imiona Wraith?
- Kilku… Chociaż większość już nie żyje - przyznała.
"Czy mówisz o umowie z Wildfire?" - usłyszała nagle w myślach.
Łowca nie był pewny, czy samica odbierze jego przekaz, ale teraz, kiedy była rozproszona rozmową z drugim człowiekiem, istniała taka szansa, stwierdził.
Spojrzała na niego pytająco.
- Tak. Dlaczego pytasz?
Ponownie warknął cicho pod nosem.
- Co to za umowa? - niemal zażądał odpowiedzi. - To ważne.
Kate westchnęła ciężko.
- Że zostawi Vallen w spokoju, jeśli zmodernizuję mu statek… Jestem dobra w technicznych sprawach. Znam się na różnych urządzeniach - wyjaśniła.
Wraith wykrzywił usta w wyraźnym grymasie niezadowolenia.
- Co znowu? - spytała z lekkim poirytowaniem.
- Mój Dowódca i ten Wraith… Powiedzmy, że nie przepadają za sobą.
- No i? W czym problem?
- To komplikuje sprawę. Jeśli nawet odzyskasz wolność, twoja współpraca z nim może być pretekstem dla mojego Dowódcy. Nie ważne skąd pochodzisz. Zostałaś schwytana na naszym terenie, więc może domagać się zwrotu swojej… własności… A skoro ten Wraith jest zainteresowany twoją wiedzą, to z pewnością nie odda cię dobrowolnie.
Harrigan zmarszczyła brwi i spojrzała na Carsona.
- Właśnie poczułam się jak przedmiot - stwierdziła. - W prawdzie wartościowy, skoro będą się o mnie nawet licytować - zażartowała - ale zawsze jak przedmiot.
- Zadziwia mnie twój spokój - powiedział.
- To nie spokój. Ale ironia i sarkazm, które pozwalają mi przetrwać trudy dnia - odparła ironicznie i znów spojrzała na Wraith. - Czy w waszym… pokrętnym prawie istnieje na to jakiś kruczek?
- Chwileczkę - wtrącił nieco zaniepokojony Carson. - Chyba nie masz zamiaru brać w tym udziału? To czyste szaleństwo. Nie musisz tego robić. Pomożemy ci… Jestem pewien, że razem z Rodneyem zdołacie nawet znaleźć sposób, aby odesłać cię do domu…
- Zapominasz o Vallen. Jeśli wrócę z wami, Wifi zrówna to miasteczko z ziemią…
Przerwała na moment, kiedy młody Wraith prychnął cicho na dźwięk słowa, które użyła w odniesieniu do Dowódcy Nebuli. Kate spojrzała na niego niezbyt przyjemnie i wróciła do rozmowy z mężczyzną.
- Już tam był. Zabrał jednego z naszych naukowców - poinformował niezbyt chętnie. - Jeśli znajdziemy cię pierwsi, wymieni ją na ciebie.
- Tak wiem - mruknęła, na co on spojrzał na nią zaskoczony. - Myślisz zbyt głośno… To znaczy zbyt intensywnie - wyjaśniła. - Sam więc widzisz, że nie mam jak wyplątać się z tej… umowy - dodała z nutą ironii, wykonując w powietrzu palcami ruch oznaczający cudzysłowie. - Bez szkody dla innych.
- Jestem pewien, że znajdziemy na to jakiś sposób…
Przerwał kiedy Harrigan prychnęła głośno.
- Jasne. Już to widzę. Mówimy tutaj o umowie z Wraith. To tak jakby pertraktować z szatanem.
- No cóż, w pewnym sensie masz rację… - przyznał.
- Dlatego na razie zostajemy przy jego planie - wskazała kciukiem młodego Łowcę i teraz zwróciła się do niego: - To co z tymi kruczkami prawnymi? Są jakieś?
- …Masz na myśli rozwiązanie tego problemu? - upewnił się, nie wiedząc czy dobrze zrozumiał określenie, którego użyła.
- Tak. Jakaś luka w prawie, pozwalająca to obejść albo pominąć… Cokolwiek.
- …Teoretycznie tak… Chociaż jest to ryzykowne. Są dwie możliwości. Pierwsza, to pozwolić się schwytać Dowódcy drugiego hive. Wtedy będziesz jego własnością. Kiedy go pokonam, zabieram wszystko, co należy do niego…
- Aaaaaa, to oto chodzi - przerwała mu ze złośliwym tonem. - Masz chrapkę na jego statek.
- Nie prawda - warknął. - Chcę tylko odzyskać to, czego mnie pozbawił swoimi oszczerstwami… Poza tym jego załoga nigdy by mnie nie zaakceptowała. Jestem za młody na Dowódcę.
- Nie znasz dnia ani godziny - odparła tajemniczo, rozbawiona. - No dobrze. A druga opcja?
- Przyznasz, że ja cię schwytałem. Łowca, który schwytał Biegacza, ma do niego pierwszeństwo… W obu przypadkach mógłbym cię oddać Wraith, z którym zawarłaś umowę… w prezencie - z pewną ostrożnością użył tego określenia wobec niej.
- A! Znów jestem rzeczą. Dzięki.
- Pytałaś, więc ci odpowiadam - rzekł nieco poirytowany.
- A jaki jest haczyk? Zawsze jest jakiś haczyk… Yyyy, podstęp - wyjaśniła.
- Taki, że żaden z tych wariantów nie gwarantuje, że mój Dowódca nie będzie próbował cię odzyskać. Chociażby tylko po to, aby dokuczyć temu Wraith.
- Stary i złośliwy - parsknęła. - Super.
Lostpath uśmiechnął się nieco szyderczo.
- Z ludzkiego punktu widzenia, wszyscy Wraith są starzy, w porównaniu z wami.
Harrigan posłała mu równie kpiące spojrzenie.
- Filozof się znalazł - odcięła się i przez chwilę wyraźnie zastanawiała się nad czymś.
Potem ruszyła w kierunku DHD, sprawdzając po drodze na urządzeniu wyciągniętym z darta poprawność adresu, który chciała użyć. Już raz tam była. To był odludny, niemal pustynny świat… przynajmniej w rejonie, w którym znajdowały się wrota. Jednak liczne głazy i kamienie pozwalały znaleźć dogodna kryjówkę w pobliżu Kręgu Przodków.
Wraith podążył za nią jako pierwszy. Dopiero wtedy Carson zauważył, że utyka na jedna nogę. Nie był tylko pewien czy to efekt spotkania z Kate czy też innymi Łowcami. Ale nie pytał. Nie odważył się. Wobec tej kobiety z innego wymiaru może i jest on powściągliwy, pomyślał, gdyż zapewne zdołał już poznać jej możliwości. Ale nie jest powiedziane, że tak samo potraktuje jego.
- Gdzie idziesz? - spytał, kiedy wrota zaczęły się aktywować, wyrzucając z siebie strumień energii.
- Do innego świata, do którego zwabimy Łowców… To odludne miejsce. Tutaj są koordynaty - dodała, podając mu urządzenie.
- Wyjęłaś to z myśliwca? - wtrącił Lostpath. - Sprytne.
- Nie miałam ochoty wybierać adresów w ciemno i wylądować na orbicie - niemal mruknęła i spojrzała ponownie na trójkę ludzi. - Zostańcie tutaj… I nie wzywaj innych, bo narobią tylko niepotrzebnie zamieszania i skomplikują sprawę. Sami to załatwimy… Kiedy będzie po wszystkim, wrócę tu - dodała i ruszyła w kierunku wrót.
- A co jeśli wam się nie uda? - zawołała Beckett.
- Wtedy nie wrócę - odparła ironicznie i zerknęła na niego przez ramię z lekkim uśmiechem.
Młody Wraith bez słowa podążył za nią i po chwili oboje zniknęli wewnątrz tunelu podprzestrzennego, za lekko falującą taflą przypominającą lustro wody.
Kilka sekund później wrota zgasły, pozostawiając skonsternowanych ludzi samych.
