Rozdział 27

Asystentka - to brzmi dumnie.

Sheppard z uwagą obserwował oficerów Wraith wychodzących z transportowców, które wylądowały na odległym końcu polany. Bardziej jednak niepokoiła go ich eskorta w postaci zamaskowanych żołnierzy.

I nagle kątem oka zerknął na Harrigan… by zmarszczyć brwi, widząc wyraz zadowolenia na jej twarzy.

- A tobie co tak wesoło? - zdziwił się, zwracając tym uwagę pozostałych.

- Tadziu - odparła, gestem głowy wskazując Wraith. - Żywy… A nie przebieraniec.

- No i?

- ŻYWY - powtórzyła głośniej i wyraźniej, wskazując na niego dłonią, lecz patrząc na pułkownika.

- Daj spokój! - rzucił. - Tylko nie mów, że go lubisz.

- Oczywiście, że tak - odcięła. - A na pewno bardziej niż ciebie.

John prychnął na te słowa.

- A w czym on niby jest lepszy?

- Ma świetne poczucie humoru.

- Ja też mam poczucie humoru - zauważył.

- Przykro mi, ale tutaj na pierwszym miejscu jest O'Neill… Potem on - wskazała kciukiem na zbliżającego się Todda.

- Niby w którym momencie? - zadrwił mężczyzna.

- Chociażby, kiedy rzekł: "mam nadzieje, że te owoce są równie smaczne, jak farmerzy, którzy je hodowali"… Padłam przy tym. To było rewelacyjne - stwierdziła z lekkim zachwytem.

- Super… Wielbicielka Wraith.

- W zasadzie, to tylko jego - odparła najspokojniej w świecie, zadowolona z siebie, znów wskazując kciukiem na Todda. - Może dlatego, że inni długo nie pożyli - dodała, rzucając mężczyźnie wymowne spojrzenie. - Ale na przykład, McKay'a z początku nie lubiłam… W SGC był dupkiem… Podobnie zresztą jak Woolsey… Bez urazy - dodała zaraz, spoglądając szybko na naukowca. Ale zanim ten zdążył w ogóle cokolwiek powiedzieć, kobieta znów wróciła do rozmowy z oficerem. - Jednak na Atlantydzie obaj przeszli wielką metamorfozę i obecnie lubię Rodneya bardziej niż ciebie. Na mojej liście plasuje się na trzecim miejscu... Na równi z Carter, zaraz po O'Neillu i Tadziu.

- Naprawdę? - spytał, jakby lekko zaskoczony McKay, a jednocześnie dumny, uśmiechając się z zadowoleniem.

- Tak - potwierdziła uprzejmie.

- Nie schlebiaj mu, bo będzie teraz przez miesiąc się puszył - zganił ją John i zaraz dodał: - A tak z ciekawości. Gdzie ja jestem na tej liście?

- Czy ja wiem… - odparła z namysłem. - Po Sam i Rodney'u jest Carson i chyba Jackson równolegle. Teyla i Teal'c też są OK, szczególnie ze oboje wprowadzają inny niż ziemski punkt widzenia w sytuację… A! i jeszcze Zelenka. Byłabym zapomniała o nim…

- Po prostu powiedz, że jestem gdzieś na szarym końcu - mruknął.

- A może po prostu ona z ciebie żartuje? - wtrąciła nieco rozbawiona Teyla.

Mężczyzna spojrzał na nią.

- Nie byłbym taki pewien… Moim zdaniem ona jest lekko stuknięta… Lubi Todda - teraz to John wskazał na niego kciukiem.

Grupa Wraith zatrzymała się, a dwaj oficerowie wydawali się być lekko zdezorientowani słowami, które zdołali usłyszeć. Szczególnie obiekt tej rozmowy.

- I zaraz potem mnie - rzucił wciąż zadowolony McKay, pochylając się nieco w ich stronę.

Sheppard rzucił mu ponure spojrzenie.

- Tak samo jak Sam - zaszydził z niego.

- Nie ważne… Ale bardziej niż ciebie - skwitował z dumą.

Ktoś spośród Wraith chrząknął wymownie, zwracając na siebie uwagę całej grupy.

- Wybaczcie, że wam przerywam tą... jakże konstruktywną rozmowę… ale obawiam się, że czas nas nieco nagli - powiedział spokojnie Stardust.

- To jest Pierwszy Oficer hive, na którym będziesz służyć… - przedstawił go Todd i nagle zawahał się, widząc ponure spojrzenie Harrigan.

- Właśnie spadłeś o kilka pozycji w notowaniu - rzuciła, wciąż mierząc go ponurym wzrokiem.

Starburst warknął cicho, nieco poirytowany.

- O czym ty mówisz, człowieku?

- Chodzi o użycie słowa: służyć - wtrącił spokojnie z tyłu Lostpath. - W jej mniemaniu ona nie będzie tam służyć, tylko pracować.

- Za darmo - zaznaczyła zaraz Kate, zerkając na niego i unosząc palce wskazujący.

Wraith znów wydał z siebie pełen irytacji dźwięk i niemal przewrócił oczyma.

- Dość tego - oburzył się. - Nie mam czasu na wasze idiotyczne gierki - syknął.

- To nie gra - wtrącił, znów spokojnym tonem Pierwszy Oficer, a Dowódca spojrzał na niego lekko zaskoczony. - Po prostu nie znasz kontekstu sytuacji… Ona pochodzi z innego wymiaru. A w jej świecie nasza historia to tylko wymyślona opowieść… Bajka dla dorosłych.

- Widzę, że Dowódca Zgre… - przerwała, czując palec młodego Wraith wbity w jej plecy - …Że wasz Dowódca poinformował cię o wszystkim? - poprawiła się szybko.

- Tak… I musze przyznać, że to fascynująca sytuacja… Nawet nie próbuje sobie wyobrazić jak… dziwnie musiałaś się czuć, kiedy zrozumiałaś gdzie trafiliście.

- Jak w komedii Monty Python'a... delikatnie rzecz ujmując - mruknęła, a on spojrzał na nią pytająco. - Nie ważne - machnęła lekko ręką.

Oficer przyglądał się jej jeszcze przez moment uważnie, po czym uśmiechnął się lekko kącikiem ust i spojrzał na stojącą obok niego kobietę.

- Możesz wracać do swoich - zwrócił się do wciąż lekko oszołomionej Hanny.

- Co?... A tak - odparła i podeszła do grupy ludzi, uśmiechając się lekko.

Teyla i Carson przywitali się z nią serdecznie, podczas gdy pułkownik skinął tylko głowa, kiedy przechodziła obok niego, po czym ponownie spojrzał na Wraith… lecz jego słowa nie były skierowane do nich.

- Jesteś tego pewna? - zapytał. - Masz ostatnią szansę - dodał i dopiero wtedy przeniósł wzrok na Harrigan.

Chyba po raz pierwszy zobaczył na jej twarzy spokój przemieszany z powagą, jaki w końcu przystoi dorosłej kobiecie, stwierdził. Uśmiechnęła się łagodnie i skinęła nieco głową.

- Tak… Nie zamierzam urządzać tutaj jatki, więc przykro mi, ale musisz zrezygnować z planu B.

Na te słowa mężczyzna otworzył szeroko oczy, wyraźnie zaskoczony, podobnie zresztą jak pozostali członkowie jego grupy. Kate znowu się uśmiechnęła, lecz tym razem już z typowym dla niej szelmowskim akcentem.

- Zawsze przecież macie plan B - dodała, sięgając po swoją torbę, a kiedy się wyprostowała, mrugnęła do niego.

Sheppard wciąż jednak nie był pewny, czy jej słowa wynikają jedynie ze znajomości filmu… czy też odczytała jego myśli. Nie pytał jej już jednak o to. Nie teraz. Nie przy Wraith. Patrzył więc tylko jak kobieta podchodzi spokojnie do Pierwszego Oficera.

- Możemy iść - powiedziała znów w tym samym, stoickim tonem.

Ten skinął tylko lekko głową i ruszył w drogę powrotną do transportowca. Kate i Lostpath podążyli za nim. Całą grupę zamykał niewielki oddział zamaskowanych żołnierzy, eskortujący do tej pory oficera i towarzyszącego mu człowieka.

Wśród wciąż stojących na swoich miejscach ludzi z Atlantydy zapadła grobowa cisza. Pomimo zaistniałych okoliczności, wciąż czuli się źle z faktem iż zostali przymuszeni do tej wymiany. Mimo wszystko, pomimo powodu dla którego to zrobili, to nie powinno mieć miejsca.

- A co z żołnierzami? - zapytał John, gestem głowy wskazując na zamaskowanych Wraith.

Todd zerknął w ich stronę.

- Bez obaw. Zostaną zabrani jak tylko nasze statki odlecą… na bezpieczną odległość - dodał z lekko szyderczym uśmieszkiem. - Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni z tej transakcji.

Pułkownik spojrzał na niego ponuro.

- Jak cholera - odciął.

- Jak długo będzie wykonywała polecenia, tak długo nic się jej nie stanie… Chociaż z jej charakterem może to być trudne - przyznał nieco pesymistycznie zerkając na oddalającą się grupę. - Z drugiej strony jest zbyt cenna, aby do tego doszło… Przynajmniej w najbliższym czasie… Zastanawia mnie tylko jedno: czego ich Dowódca chciał od niej? - gestem głowy wskazał na Leszczyńską.

Oczy pozostałych także skierowały się na kobietę.

- Miałam go nauczyć mojego języka - wyjaśniła, lekko speszona. - Kate także jest Polką i chyba często używa tego języka, ponieważ chciał mieć pewność, że będzie w stanie ją zrozumieć.

- Sprytne - rzucił McKay. - Gdyby próbowała jakichś sztuczek… na przykład z przekazaniem wiadomości, chociażby do nas, Wraith nie wiedzieliby co zawiera.

- Skubaniec próbuje się zabezpieczyć z każdej strony - odparł Sheppard. - Najwyraźniej to jednak jest wasza cecha narodowa - dodał drwiąco, znów zwracając się do Todda.

Ale ten uśmiechnął się tylko lekko, lecz równie ironicznie.

- Do zobaczenia ponownie… Oby nie za szybko - powiedział, po czym wraz ze swoja zamaskowana świtą ruszył w kierunku swojego statku.

- Nie chce nic mówić - odezwał się w końcu Carson, półszeptem, kiedy cała grupa oddaliła się wystarczająco daleko - ale jeśli wasze przypuszczenia są słuszne, to nauka polskiego i tak w niczym nie pomoże temu Wraith.

Pozostali spojrzeli na niego lekko zaskoczeni.

- To znaczy? - spytał Rodney.

- Kate zna kilkanaście języków… w tym japoński - odparł z lekkim rozbawieniem. - Jeśli więc rzeczywiście będzie próbowała się skontaktować i użyłaby któregoś, to stawiał bym właśnie na ten język. Chociażby ze względu na pisownię.

- Znaki ideograficzne - rzuciła Hanna. - Tak. Na jej miejscu także użyła bym takiego zapisu… Wtedy Wraith z pewnością by ich nie odszyfrowali.

- No to się cwaniak zdziwi - parsknął John.

Cała grupa znów spojrzała w stronę statku, w którego wnętrzu znikali właśnie ostatni żołnierze. Potem trap zamknął się i maszyna uruchomiła silniki.

- I tak nie powinno do tego dojść - powiedziała z powagą Teyla. - A co jeśli zmuszą ją do zbudowania międzygalaktycznego hipernapędu?

- Także o tym myślałem - mruknął Sheppard.

- To dlaczego zgodziliśmy się na tą wymianę? - spytała nieco ostrzej, spoglądając na niego.

- Ponieważ Kate ma rację - rzekł spokojnie Carson. - Jeśli nawet zniszczyli byśmy ten hive, na jego miejsce pojawiłyby się kolejne… A wtedy już nic nie gwarantowałoby mieszkańcom Vallen bezpieczeństwa… Nawet jeśli jest ono tylko tymczasowe.

.

.

Lot transportowcem na hive nie trwał długo… zaledwie jakieś dwadzieścia minut, stwierdziła Harrigan. Ale za to w kompletnej ciszy.

Wnętrze statku przypominało jej to ze skoczka. Był tam kokpit pilota, ku jej zdziwieniu z dwoma fotelami. Spodziewała się raczej, że będzie to wyglądała jak na hive w serialu: czyli panel sterowniczy niczym mównica i stojący za nim Wraith. A jednak tutaj wszystko zdecydowanie bardziej wyglądało to na odzwierciedlenie konstrukcji lanteańskie maszyny. Zapewne jedno z wielu zapożyczeń po Pradawnych poza językiem, uznała.

Środkowa część przeznaczona była dla podróżnych. Najpierw znajdowało się kilkanaście przegrodzonych siedzisk, usytuowanych pod ścianami, a następnie zwykłe ławki, które zajmowali żołnierze. Oby dwa sektory dzieliło jedynie wyjście ze statku. Natomiast na samym końcu znajdowała się niewielka ładownia, do której drzwi były akurat otwarte.

Jej wskazano miejsce bliżej kokpitu. Lostpath usytuował się tuż obok, natomiast Pierwszy Oficer naprzeciwko, prze całą drogę obserwując ich uważnie. Nie próbował jednak ich skanować swoim umysłem. Przynajmniej nie ją. Tego była pewna. A mimo to jego ciągłe spojrzenie zaczynało ją powoli irytować. Nie lubiła kiedy ktoś za długo się jej przyglądał. Chyba nikt tego nie lubi, pomyślała. To zawsze zaczyna krępować ludzi. Czują się wtedy napiętnowani. I właśnie dlatego to ona miała wielką chęć zajrzeć do jego umysłu, aby dowiedzieć się czy robi to specjalnie, aby ją onieśmielić… czy tez po prostu z czystej ciekawości.

W końcu statek wylądował na jednej z większych platform i Stardust podszedł do wyjścia jako pierwszy. Podwójne, chociaż stosunkowo wąskie skrzydła drzwi rozsunęły się na boki, ukazując opadający właśnie trap oraz wnętrze głównego hangaru.

Siedząc wciąż na swoim miejscu Kate starała uspokoić szalejące myśli. Aż do tej pory tak naprawdę nie myślała o tym jak to wszystko będzie wyglądać. Jej pobyt tutaj i praca.

- Gotowa? - szepnął nagle Lostpath, podnosząc z podłogi jej torbę.

- Nie - mruknęła i wstała, by wyciągnąć rękę po swój bagaż.

- Zostaw, wezmę to… I wiem, delikatnie. Masz tam swój sprzęt - odparł z lekki rozbawieniem.

- A ty co nagle masz taki dobry humor? - spytała. - Cieszysz się, że wreszcie się ode mnie uwolnisz.

- Nie dlatego… Ale z powodu twojej miny - niemal zachichotał. - Nagle strasznie zbladłaś i wyglądasz na spiętą - zauważył.

- Mam chorobę lokomocyjną… Mdli mnie od latania - skłamała i ruszyła w kierunku drzwi.

- Czyżby? - ciągnął. - A może nagle uświadomiłaś sobie swoją sytuację… Człowieku? - dodał, wypowiadając ostatnie słowo blisko jej ucha, po czym wyraźnie zadowolony wyminął ją i wszedł na trap.

Kate odprowadziła go ponurym wzorkiem i także opuściła statek. Widok, który ukazał się jej oczom sprawił, że zatrzymała się, rozglądając uważnie wokół. To, co przedstawione było w serialu w znikomym stopniu oddawało realia.

Hangar był naprawdę ogromny, sięgając kilkunastu pięter zarówno w górę jak i w dół. Dziesiątki pomostów biegnących w najróżniejszych kierunkach, niejednokrotnie krzyżujących się. Kilkanaście potężnych kolumn zaczynających się gdzieś w otchłani pod nimi i niknących w mroku ponad. A do tego setki, a może nawet tysiące myśliwców dokujących w niezliczonych jamach utworzonych w ścianach.

I chociaż cała ta sceneria wydawała się być surowa i ponura, to jednak sprawiała oszałamiające i wręcz przytłaczające wrażenie, stwierdziła, schodząc powoli po trapie.

- Tędy - odezwał się oficer, gestem ręki wskazując jedną z gigantycznych kolumn, po czym ruszył przodem w jej kierunku.

- Jakoś tak małomówna się zrobiłaś - zauważył złośliwie Lostpath, pochylając się nieco do Kate.

Ponownie spojrzała na niego ponuro i podniosła nieco rękę. Wokół jej dłoni pojawiły się drobne elektryczne wyładowania.

- Do tego nie trzeba słów - odcięła.

- Sadystka - mruknął, udając urażonego.

- Dla ciebie zawsze i z największą przyjemnością - zadrwiła.

Znów wymienili się szyderczymi spojrzeniami, aż wreszcie Harrigan pokręciła lekko głową, rozbawiona.

Pierwszy Oficer zatrzymał się przed drzwiami w kolumnie i otworzył je, odsłaniając pomieszczenie transportera. Weszli za nim do środka, a wiązka światła zdematerializowała ich szybko, by przenieść cała trójkę w zupełnie inny rejon statku… pomiędzy osiem wąskich kolumn otaczających platformę.

Całość znajdowała się w sporym holu o nieregularnym, zbliżonym do okręgu kształcie, od którego odbiegały cztery korytarze. Gdzieś z boku stało kilka osób, które na widok przybyszy przerwały swoją rozmowę.

Stardust zignorował ich, ruszając jednym z korytarzy, po obu stronach którego co jakiś czas znajdowały się drzwi. Harrigan domyśliła się co to za miejsce - kwatery mieszkalne Czcicieli.

Korytarz prowadził daleko w głąb, by następnie skrzyżować się z kolejnym, lecz oni zatrzymali się po zaledwie kilkunastu metrach.

Oficer dotknął panelu w ścianie i podwójne skrzydło drzwi rozsunęło się na boki, ukazując pogrążone w mroku pomieszczenie. Ale kiedy tylko wszedł do środka, pod stropem natychmiast pojawiło się blade, żółtawe światło.

Pokój miał wymiary prostokąta około 5 na 3 metry, a na jego przeciwległym końcu znajdował się wielki ekran, zajmujący niemal całą ścianę. Stało tam jednoosobowe, drewniane łózko. Natomiast z boku, po lewej proste, drewniane biurko i krzesło.

- Uznałem, że ludzkie rzeczy pozwolą lepiej ci się tutaj zadomowić - oznajmił Stardust.

Harrigan spojrzała na niego, zaskoczona.

- …Dziękuję - odparła z lekkim skinieniem głowy, nieco zaskoczona.

Wraith podszedł do znajdującej się po prawej niebieskawej, organicznej przesłonie. Ta błyskawicznie wniknęła w ścianę, odsłaniając kolejne, tym razem niewielkie pomieszczenie.

- To pokój sanitarny - wyjaśnił.

Kate zmarszczyła nieco brwi i podeszła bliżej.

- Masz na myśli łazienkę? - spytała i zajrzała do środka.

- Zawiera wszystkie niezbędne ludziom sanitaria…

Przerwał. Ktoś właśnie otworzył drzwi kwatery i w progu zatrzymała się kobieta w średnim wieku.

- To jest Uala - poinformował oficer. - Zajmowała się wcześniej Hanną. Teraz ciebie oprowadzi po statku i zapozna cię ze wszystkimi niezbędnymi sprawami… Teraz odpocznij, a Uala przyśle kogoś do ciebie z potrzebnymi rzeczami... Jutro rozpoczniesz pracę. Odwiedzimy wiele miejsc, więc przygotuj się na długa wędrówkę.

- Nie ma sprawy. Ostatnio jestem w świetnej formie - zażartowała, lecz najwyraźniej nikt poza Lostpath nie zrozumiał tej aluzji… lub po prostu została ona zignorowana.

Natomiast młody Wraith z trudem powstrzymał się od prychnięcia śmiechem.

- Na początek pomożesz mi w maszynowni.

- Yyyy, to znaczy, że będę pracować z tobą? - spytała, chcąc się upewnić.

- Tak… To jakiś problem?

- Nie… Tak tylko pytam… Asystentka, powiadasz?... To brzmi dumnie - dodała z szerokim, ironicznym, uśmiechem.

Tym razem jej żart najwyraźniej zdecydowanie bardziej przypadł oficerowi do gustu, gdyż na jego ustach pojawił się niewielki uśmiech. Zaraz potem jednak spojrzał wprost na byłego Łowcę.

- Chodź, poznasz teraz swojego przełożonego, a później gdzieś cię zakwaterujemy - rzekł i już chciał wyjść, kiedy nagle zatrzymał się. - Masz jakieś rzeczy? - spytał.

- …Nie… sir - odparł przygnębionym tonem Lostpath.

- No tak, oczywiście że nie - mruknął Stardust i wyszedł na korytarz.

Wraith podążył za nim, lecz zanim zniknął za rogiem, spojrzał jeszcze raz szybko na Kate i uśmiechnął się lekko kącikiem ust. W tej chwili zapewne sam poczuł się na tym statku równie nieswojo i wyobcowany, jak ona w hangarze, stwierdził. Nie zdążyła mu jednak odpowiedzieć. Drzwi zamknęły się za nimi.

- Jesteś synem Silverlance z Klanu Starguardians, prawda? - zapytał spokojnie Stardust, zerkając na niego, kiedy ruszyli w drogę powrotną do transportera.

- Tak, sir.

- Miałem okazję go poznać, a nawet pracować z nim… Na długo przed twoim urodzeniem… Był dobrym oficerem. Dlatego nigdy nie uwierzyłem w oszczerstwa, jakimi zhańbiono jego imię - rzekł spokojnie, lecz z powagą i zaraz potem spojrzał na niego. - Mam nadzieję, że ty także w to nie wierzysz.

- Nie, sir - odparł nieco zdezorientowany, kiedy stanęli na platformie.

- To dobrze - stwierdził niezmiennie stoickim tonem.

Lostpath nie powiedział nic więcej. Nie bardzo wiedział co powiedzieć. Poczuł się jednocześnie zakłopotany i doceniony jego słowami. Słyszał, że Stardust jest bardzo rozważnym i opanowanym oficerem. A jego doświadczenie i spostrzegawczość ceniona przez wielu. Dlatego tez nie sądził, aby jego słowa były jakimś podstępem.

Wiązka transportowa zabrała ich przenosząc z powrotem w kierunku głównego hangaru. A kiedy drzwi niewielkiego pomieszczenia rozstąpiły się przed nimi, weszli do wielkiej hali wypełnionej dziesiątkami myśliwców. Niemal w każdym z nich siedział zamaskowany żołnierz, przeprowadzając diagnostykę swojej maszyny.

- Sir? Mogę o coś zapytać? - rzucił Lostpath, zatrzymując się po zaledwie kilku krokach. Starszy oficer zrobił to samo, odwracając się do niego przodem. - Czy uważa pan, że… Czy ona rzeczywiście może być Avatarem? - spytał z wahaniem, nie wiedząc jakiej reakcji może się spodziewać.

- A co ty sądzisz?

Młody Wraith wzruszył nieznacznie ramionami.

- Sam nie wiem… Widziałem co potrafi i odczułem na sobie siłę jej umysłu… A sam Vocator powiedział mi kiedyś, że pewnego dnia spotkam na swej drodze Avatara…

- Ale? - podpytywał go spokojnie.

- Ona jest taka ludzka i… Sam nie wiem jak to określić.

- Irytująca? - zapytał z lekkim rozbawieniem.

- To także, ale do tego już przywykłem. Jej poczucie humoru w prawdzie jest bardzo sarkastyczne, ale także i zabawne… Ale nie w tym rzecz. Chodzi mi bardziej o jej sposób spostrzegania różnych spraw… Może to tylko kwestia tego, że pochodzi z innego świata oraz jej inteligencji…

- A może coś więcej? - dokończył za niego.

- Dokładnie… Nie spostrzega spraw jak typowy człowiek… Odgadła znaczenie mojego Voca… A kiedy zapytałem ją dlaczego mi pomogła, odparła, że dlatego iż ją o to poprosiłem. Że potrafiłem odłożyć dumę Wraith na bok i poprosić człowieka o pomoc. Nawet jeśli miałem w tym tylko mój własny interes… - rzekł i nagle spojrzał wprost na Stardusta, wyraźnie rozkojarzony. - Nie sądzę, aby nawet inny Wraith postąpił tak samo… I nie tłumaczy tego także fakt, iż zna ten świat jako fikcję. A pomimo wszystkich jej umiejętności nie jest naiwna, aby sądzić, że nic jej nie grozi… Nawet, kiedy skanowała mój umysł, nie wyczuwałem w tym agresji. Robiła to stanowczo, ale z wyczuciem. Jakby bała się, że niechcący może wyrządzić mi krzywdę… A kiedy mnie ogłuszyła, ukryła mnie przed innymi Łowcami wiedząc, że mogą mnie zabić, jeśli mnie znajdą… Który człowiek z zewnątrz postąpiłby tak samo?

- Długo ją znasz? - zainteresował się Stardust.

- Tak naprawdę dzień… Wcześniej tylko raz rozmawialiśmy krótko, właśnie kiedy skanowała mój umysł.

- A mimo to w ciągu zaledwie tego jednego dnia, chociaż pod wpływem zaistniałej sytuacji, przestałeś traktować ją jak człowieka. Jak Biegacza czy pokarm, a dostrzegłeś w niej coś więcej. Kogoś więcej, komu byłeś w stanie zaufać… Po raz pierwszy przekonałeś się, że człowiek też może być wart twojego zaufania. I że także potrafi zachować się honorowo - powiedział. - Wedle legend, Avatars często działają w niezrozumiały dla śmiertelnych sposób. Ponieważ ich spostrzeganie świata jest znacznie szersze niż nasze. W drobnych rzeczach i sprawach dostrzegają wielki potencjał… Nasze przepowiednie głoszą o powrocie Avatars kiedy nastąpi Wielkie Przebudzenie. A ryciny w górach na Vallen przedstawiają przybycie jednego z

nich… Nie wiem w co wierzą inni… ale dla mnie wydaje się być nieco dziwnym aż tak wielki zbieg zaistniałych okoliczności. Że człowiek z zaskakującymi zdolnościami przybędzie w to konkretne miejsce z dwoma laupus, a potem spotyka na swej drodze Wraith, któremu przepowiedziano pomoc ze strony Avatara, by wypełnić to proroctwo… - przerwał na moment. - Odpowiem ci następująco: być może w tej chwili ona jest tylko zwykły śmiertelnikiem. Ale wiemy, że Avatars to ascendenci, istoty, które kiedyś były organiczne i poprzez samodoskonalenie zdołały przeobrazić swoje ciała w energię. Lecz zanim do tego doszło, posiedli zdolności oraz wiedzę daleko przekraczające możliwości innych organicznych istot… Zupełnie jak ten człowiek. Jednak ostateczny wniosek z tego wszystkiego każdy z nas powinien wysnuć samodzielnie. Bez oglądania się na to, co sądzą inni - dodał z lekkim uśmiechem i poklepał go lekko po ramieniu. - Chodź, przedstawię cię Whirlwind - dodał i ruszył dalej.

- Temu Whirlwind? - spytał zaskoczony, podążając za nim. - Watchmaster Szarej Rady?

- Tak.

- Nie wiedziałem, że służy na Nebuli.

- Przybył tutaj wraz ze mną, kiedy wysłano mnie w zastępstwo na stanowisko Pierwszego Oficera po śmierci poprzedniego… To miało być tylko tymczasowe rozwiązanie, ale z powodu Wojny Domowej i całej tej reszty na razie utknęliśmy tutaj obaj na dłuższy czas - zażartował, zerkając na niego przez ramię.

Lostpath uśmiechnął się lekko… i ku własnemu zaskoczeniu stwierdził, że odpowiedź oficera pasowałaby do wypowiedzi Harrigan.

Zdecydowanie zbyt dużo czasu spędził z tą ludzka samicą, pomyślał. Już nawet wypowiedzi Wraith kojarzą mu się z jej sarkazmem.