Rozdział 29

Szepty...

Wykład był długi… ale konkluzja krótka: zasady były proste.

Praktycznie nie różniły się niczym od ziemskich w przypadku każdej pracy, stwierdziła Harrigan.

Zasada numer jeden: "Szef ma zawsze rację…" w tym przypadku Wraith.

Zasada numer dwa: "Jeśli uważasz inaczej… patrz punkt jeden."

Tak. Zasady były proste i przejrzyste: Wraith byli panami, a ludzie im służyli… w różnoraki sposób.

Oczywiście Ilakani nie omieszkała wspomnieć, że są Wraith i Wraith.

Tak samo jak byli Czciciele… i Czciciele.

Porządek w stadzie musi być, parsknęła w duchu Kate.

A wzajemne układy i sojusze nie ominęły także i tej kultury. Poza zwykłą hierarchią "wojskową" wśród Wraith, była także hierarchia wśród ich Czcicieli. I niekoniecznie zależało to od stażu "pracy", a często od tego kto komu służył.

Jedynie Matka miała niezmienną, najwyższą pozycję. Jej musieli się słuchać nawet Osobiści Czciciele najwyższych stopniem oficerów. To ona bowiem wyznaczała ich codzienne obowiązki na hive i odpowiadała za to…

Kate słuchała tylko i przytakiwała, ale tak naprawdę marzyła, aby kobieta poszła sobie wreszcie i pozwoliła jej zasnąć. Dlatego też z zadowoleniem przyjęła słowa Ilakani informujące ją, że to już koniec wykładu… Przynajmniej na dzisiaj. Odprowadziła ją do drzwi, a kiedy drzwi zamknęły się za Matką, z radością wróciła na swoje łóżko i zakopała się w świeżej pościeli.

O dziwo była zadziwiająco przyjemna, stwierdziła… i nagle zdała sobie sprawę, że nie ma zielonego pojęcia jak wyłączyć światło. Poirytowana, zarzuciła poduszkę na głowę i zamknęła oczy.

Znów szybko usnęła…

.

"…Obudziły ją szumy, a może szepty, sama nie była pewna. Jednak z całą pewnością stawały się coraz to wyraźniejsze i nachalne.

Początkowo starała się je ignorować, wiercąc się niespokojnie w łóżku. Ale kiedy rozmowy stawały się coraz to głośniejsze, w końcu, poirytowana, wstała i poczłapała na drugi koniec mieszkania, wprost do pokoju rodziców… by ku swojemu wielkiemu zaskoczeni stwierdzić, że oboje śpią. Pokój pogrążony był w ciemnościach, a jedyne dwie przebywające w nim osoby leżały w łóżku.

Zmarszczyła lekko brwi, zupełnie zdezorientowana. Była pewna, że jej rodziców ktoś odwiedził po tym, jak zasnęła. I że wszyscy prowadzili ożywioną dyskusję.

Po chwili wróciła do swojego pokoju i zaczęła nasłuchiwać… ale zza ścian również nie dobiegały żadne dźwięki. Był środek nocy i wszyscy wokół pogrążeni byli w głębokim śnie.

A mimo to, kiedy znów położyła się do łóżka i zaczęła powoli zasypiać, natrętne szepty wróciły.

Zirytowana, narzuciła poduszkę na głowę, jednak to nic nie pomogło. W końcu wstała ponownie, zapaliła nocną lampkę i wzięła z półki jedną z książek, by zacząć czytać.

Początkowo szepty rozpraszały ją, jednak im bardziej zaczynała skupiać się na czytaniu, tym bardziej, ku jej zaskoczeniu, szepty cichły, aż w końcu zupełnie przestała zwracać na nie uwagę.

A wtedy powieki same zaczęły się zamykać… i zanim się zorientowała, zasnęła nad książką, siedząc na łóżku"

.

To było jak ów specyficzny dźwięk, kiedy zaczyna piszczeć w uszach.

Początkowo słaby, lecz z czasem nabrał na sile, aż w końcu zdawało się, że tylko on istnieje.

Otworzyła gwałtownie oczy, rozglądając się wokół, ale cały pokój pochłaniał mrok.

W pierwszej chwili nie była pewna gdzie się znajduje.

Od dnia przybycia do tego świata czasami miewała takie momenty zaraz po przebudzeniu. Jakby, na bazie dotychczasowych przeżyć, jej umysł starał się zweryfikować co jest realne, a co nie.

Niestety za każdym razem okazywało się, że realia nie są dla niej zbyt przychylne i powoli zaczynała odnosić wrażenie, że to właśnie tamten świat, z którego przybyła, był tylko snem… lub co najwyżej odległym, ale bliżej nie sprecyzowanym wspomnieniem.

Nakryła się mocniej kołdrą, skuliła w kłębek i zamknęła oczy.

Nie miała pojęcia ani jak długo spała, ani ile trwa doba na hive. A tym samym która w ogóle jest godzina i kiedy będzie musiała zgłosić się do pracy.

Miała więc nadzieję, że będzie mogła jeszcze trochę pospać… a w razie czego ktoś ją obudzi…

.

"…Dziewczynka siedziała na parkowej ławce, machając nogami i spoglądając gdzieś w górę.

Był ciepły, jesienny dzień. Wszystkie trawniki wokół zasypane były kolorowymi liśćmi, wśród których biegały dzieci, śmiejąc się i piszcząc. Ale ona nie zwracała na nie uwagi. Dla niej o wiele bardziej fascynujące było słoneczne światło migotające wśród wciąż jeszcze pokrytych liśćmi konarów drzew. To, jak zmieniało odcienie żółci, czerwieni i brązu, a nawet jeszcze gdzieniegdzie zieleni. I jak pozwalało lepiej dostrzec wzory żyłek, od najgrubszych po najcieńsze.

- Skarbie, dlaczego nie idziesz pobawić się z dziećmi? - spytała nagle jedna z nauczycielek, przykucając przed nią.

Dziewczynka spojrzała na nią z łagodnym uśmiechem.

- Obserwuję światło - odparła wesoło.

- Jakie światło?

- Słoneczne - wyjaśniła, wskazując palcem w górę. - Wiedziała pani, że dla ludzi zakres światła widzialnego wynosi około 380-740 nanometrów? I że w oku zazwyczaj istnieją 3 rodzaje czopków wrażliwych na różne długości światła widzialnego?...

- Naprawdę? Nie wiedziałam o tym… Ale może jednak pójdziesz się pobawić z dziećmi, co?

Kate pokręciła energicznie głową.

- Nieeee… To nudne - stwierdziła i znów spojrzała w górę.

Kobieta westchnęła tylko, po czym wstała i odeszła na bok, pozostawiając ją samą na ławce.

Dziewczynka wróciła do swoich obserwacji, ponownie ignorując biegające wesoło w pobliżu dzieci.

"Biedne dziecko… - usłyszała nagle szepczący kobiecy głos. - Ojciec wybitny naukowiec… wymaga od niej bóg wie ile… marnuje jej dzieciństwo…"

- To nieprawda - oburzyła się nieco mała i spuściła głowę… by nagle zdać sobie sprawę, że w jej pobliżu nie ma już nikogo.

Zmarszczyła nieco brwi i rozejrzała się wokół, ale w promieniu kilkunastu metrów od niej nie było nikogo dorosłego. Oby dwie nauczycielki stały daleko, na drugim końcu dużego trawnika na którym szalały dzieci.

"Ktoś powinien zrobić z tym porządek… Zgłosić to… Tak nie może być…" - usłyszała ponownie, chociaż wciąż była zupełnie sama.

A potem nauczycielka, której głos słyszała, powiedziała coś do swojej koleżanki, wskazując nieznacznie palcem na siedząca na ławce dziewczynkę.

Kate otworzyła szeroko oczy, wystraszona i zerwała się z miejsca, by podbiec szybko do bawiących się dzieci"

.

Ze snu znów wyrwały ją szepty.

W pierwszej chwili pomyślała, że podłączyła się do "sieci telepatycznej" Wraith. To by wiele tłumaczyło, stwierdziła. Jej sny z dzieciństwa o tym, jak zaczęła odbierać ludzkie myśli i te dziwne dźwięki.

Skupiła się więc na moment… ale ku jej zdziwieniu okazało się, że to coś innego. Szum nie stał się wyraźniejszy, nie zamienił w słowa, chociaż powinien. Wciąż był tylko szumem. Dziwnym dźwiękiem… jakby zniekształconym, chociaż o wyraźnie powtarzającej się modulacji…

Jej rozmyślania przerwał zdecydowanie bardziej realny dźwięk dobiegający od drzwi. Drgnęła, nieco wystraszona, a potem wygrzebała się z łóżka i poczłapała przez pokój.

Sygnał powtórzył się, kiedy była już w połowie drogi.

- Idę już, idę - wymamrotała po polsku, rozespana.

Drzwi rozsunęły się, kiedy dotknęła panelu kontrolnego w ścianie, wpuszczając do środka światło z korytarza. I chociaż nie było silne, to jednak w porównaniu z mrokiem panującym w pokoju sprawiło, że Kate zmrużyła oczy.

Stojąca przed nią Lylith zachichotała cicho.

- Co?

- Wyglądasz jakby przeżuł cię runfaen - odparła, wciąż rozbawiona.

- Domyślam się, że to jakieś zwierzę - wymamrotała ponownie.

- Wielkie, roślinożerne zwierzęta, hodowane czasami przez ludzi dla mięsa i skóry - wyjaśniła. - Bardzo długo i powoli żują zjadane rośliny.

- Urocze…

- Matka prosiła, żebym przyniosłam ci śniadanie - ciągnęła dziewczyna, unosząc nieco wyżej trzymają tacę z posiłkiem.

Harrigan odsunęła się na bok i gestem ręki zaprosiła ją do środka. Lylith od razu ruszyła w kierunku biurka, aby położyć na nim tacę.

Drzwi do kwatery zasunęły się, ponownie pogrążając pokój w ciemnościach.

- Włączysz światło? - spytała.

- Chętnie… ale nie wiem jak - mruknęła. - Z trudem wykombinowałam jak się obsługuje łazienkę.

- Na panelu przy drzwiach… Ten niebieski przycisk - odparła.

Kobieta wykonała jej instrukcję i od razu pod stropem oraz w sześciu kolumnach stanowiących integralna część ścian, zaczęło jarzyć się światło.

- Wybacz… Z powodu wczorajszego zamieszania zapomniałam ci wyjaśnić jak co działa - dodała, jakby nieco skrępowana i podeszła do znajdującej się naprzeciw biurka organicznej płachty rozpiętej pomiędzy dwoma kolumnami, tworzącej spory owal.

- Tutaj możesz schować swoje rzeczy - poinformowała uprzejmie i dotknęła niewielkiej wypustki znajdującej się z boku kolumny, która wyglądała jak kawałek koralu.

Płachta natychmiast wniknęła w ścianę, odsłaniając półki oraz metrowej długości drąg… czyli typowe wnętrze szafy, pomyślała Kate.

- Natomiast przy łóżku możesz włączać albo główne oświetlenie… - dodała i podeszła na wspomniane miejsce, aby wskazać podobne dwie wypustki znajdujące się na czymś, co można by uznać za wąski parapet. - Albo dodatkowe… - znów dotknęła dziwnego włącznika i w szerokim gzymsie otaczającym cały pokój zalśniły małe, okrągłe światła. - Czy obsługę łazienki także mam ci wyjaśnić?

- Dobrze wiedzieć.

- Czy obsługę łazienki także mam ci wyjaśnić?

- Nie, nie trzeba… Już to rozpracowała - odparła i usiadła na krześle.

Dziewczyna spojrzała na nią, wyraźnie czymś zaaferowana.

- …Taaak? - rzuciła po chwili Harrigan, zerkając na nią.

- Mogę o coś zapytać?

- To zależy o co - niemal mruknęła.

- Ten nowy Wraith… - zaczęła ostrożnie. - Wychowywaliście się razem?... Traktuje cię jak siostrę, a ty jego jak brata - zauważyła.

Kate spojrzała na nią, jakby zaskoczona, przestając żuć to, co miała akurat w ustach.

- Nie… Znam go od zaledwie… no, powiedzmy, że dwóch dni.

Lylith spojrzała na nią wyraźnie zaskoczona.

- Żartujesz, prawda?

- Nie - odparła spokojnie.

Dziewczyna zamilkła na chwile, jakby starając sobie to wszystko przeanalizować… i pojąć.

- …Nie rozumiem… Jak to możliwe?... Zachowujecie się jak dobrze przyjaciele.

- Podobno bawi go mój sarkazm.

Ale ona wciąż miała wyraz twarzy, jakby cała ta sytuacja była zbyt trudna do ogarnięcia.

Wraith potrafią żartować, to fakt, ale przeważnie między sobą lub ze swoimi Aliqtar… ale na pewno nie z człowiekiem, którego ledwie poznali. Nie w taki sposób, jakby oboje znali się od wieków.

Sygnał u drzwi przerwał jej rozmyślania. Kate bez słowa podniosła się z krzesła i kończąc jeść coś, co smakowało jak słodka bułeczka, otworzyła drzwi. Te rozsunęły się, ukazując stojącego na korytarzu Pierwszego Oficera. Spojrzał spokojnie na kobietę.

- Jeszcze nie gotowa? - spytał spokojnie, bez jakiegokolwiek wyrzutu.

- Przepraszam. Dopiero co wstałam… W zasadzie gdyby nie… Lylith - wskazała na nią ręką- to dalej bym spała.

- To zrozumiałe. Sporo ostatnio przeszłaś… A bycie Biegaczem z pewnością nie sprzyja dobremu wypoczynkowi - dodał, próbując zażartować.

- Raczej nie - przyznała, uśmiechając się lekko, chociaż bez wyraźnego rozbawienia.

- …No cóż… W takim razie ubierz się… a Lylith zaprowadzi cię później do maszynowni - zaproponował, spoglądając na dziewczynę. - Będę tam czekał… Masz jakieś ubrania, prawda? - spytał nagle, znów przenosząc wzrok na Harrigan.

- Jasne. Zdążyłam się spakować przed przeprowadzką tutaj - rzuciła, wskazując na lezącą wciąż na ziemi sporą torbę.

- No tak, racja - przyznał i cofnął się nieco. - W takim razie czekam w maszynowni - dodał, po czym ruszył w głąb korytarza.

Kate zamknęła drzwi i uniosła nieco brew.

- To było dziwne - stwierdziła, lekko zdezorientowana, podchodząc do swojej torby.

- Byłaś Biegaczem? - rzuciła z niedowierzaniem Lylith.

- Miałam ten wątpliwy zaszczyt, przez pewien czas - mruknęła, grzebiąc między rzeczami w poszukiwani czegoś do ubrania.

- Nigdy nie spotkałam żadnego Biegacza… A o kobiecie nawet nie słyszałam.

- Może dlatego, że raczej nie żyją długo - odparła, podnosząc się i uśmiechnęła do niej ironicznie.

A potem powędrowała do łazienki, telepatycznie nakazując przesłonie zamknąć się. Wolała się do tego nie przyznawać. Uznała, że informowanie Czcicieli o jej umiejętnościach nie jest dobrym pomysłem. Przynajmniej na razie, dopóki nie wybada sytuacji.

Lylith westchnęła lekko.

- Dziwna z niej kobieta - stwierdziła, zaczynając rozglądać się po pustym pokoju.

Od razu było widać, że nikt wcześniej tu nie mieszkał. Poza trzyma drewnianymi meblami nie było tutaj niczego więcej. Nawet ekrany ścienne naprzeciw wnętrza były nie włączone.

Dziewczyna podeszła do organicznych półek nad biurkiem i sięgnęła po leżące tam niewielkie urządzenie, by dotknąć jednego z kilku małych przycisków. Ekrany powoli zaczął się jarzyć, aż wreszcie pojawił się na nim całkiem wyrazisty obraz, ukazujący leśną ścieżkę na którą padały promienie słońca.

- Od razu lepiej - powiedziała z zadowoleniem.

- Yyyy… Jak to zrobiłaś? - odezwał się niespodziewanie z tyłu kobiecy głos.

Lylith spojrzała na Kate z pogodnym uśmiechem, by nagle zmierzyć ja uważnie wzrokiem.

Zapewne jej strój był dla niej dziwny, uznała Harrigan. Tutaj nikt nie widział dżinsów, czy adidasów, pomyślała z lekkim rozbawieniem.

- W każdej kwaterze są takie ekrany - powiedziała po chili dziewczyna. - Wraith uważają, że takie widoki poprawiają ludziom nastrój… I muszę przyznać, że chyba jest w tym sporo racji… A tym kontrolujesz obrazy - pokazała jej urządzenie. - Jest kilka podstawowych do wyboru. Ale można także wgrać inne, jeśli chcesz… Ah, i jeszcze jedno. Obraz pobiera niewiele energii, ale wyłączaj go, kiedy wychodzisz. To odciąża system.

- Jasne - rzuciła, jakby od niechcenia, wciąż wpatrując się w las na ekranie.

Przypominał ten z jej okolic, kiedy jeszcze mieszkali w Polsce. Chociaż zapewne tak samo jak wiele innych podobnych miejsc, nawet w tej galaktyce, pomyślała z tęsknotą. Znów przytłoczyła ją myśl, że może tam nigdy nie wrócić… A co najgorsze, że może na zawsze utknąć na tym statku.

- Chodź, zaprowadzę cię do maszynowni - przerwała jej rozmyślania Lylith, otwierając drzwi. - Później zabiorę tacę.

Kobieta bez słowa podążyła za nią. Obie ruszyły tą samą trasą w kierunku transportera, którą przybyła tutaj wczoraj. Ku jej lekkiemu zaskoczeniu urządzenie sterowane było także głosem - zapewne jedno z udogodnień dla Czcicieli, stwierdziła.

Wiązka światła zmaterializowała je w zamkniętym pomieszczeniu. A kiedy drzwi otworzyły się, odkryły potężne pomieszczenie oraz znajdujący się w nim rdzeń napędu hive. W prawdzie nie różnił się zbytnio od tego, jaki widziała na filmie… ale zobaczenie go na własne oczy było czymś z grubsza innym.

Stojący przy jednym z paneli kontrolnych Wraith lekkim gestem dłoni zaprosił do siebie.

Kate ruszyła powoli po zasnutej cienką warstwą mgły podłodze, wciąż uważnie przyglądając się urządzeniu.

- To dla ciebie - oznajmił uprzejmie, kiedy zatrzymała się w końcu przed nim, podając jej tablet… pokryty częściowo tym samym organicznym tworzywem, co ściany hive.

Wzięła go powoli, jakby z pewnym obrzydzeniem, ostrożnie chwytając za rękojeść przypominającą kość.

- Tutaj znajdziesz wszystko o naszych systemach - poinformował. - Lostpath wspomniał, że używałaś urządzenia z myśliwca do wybierania adresów wrót, więc wnioskuję, że zdążyłaś już zapoznać się z naszym językiem.

- Tak jakby… Poniekąd - odparła, wciąż z rezerwą przyglądając się tabletowi Wraith.

- Gdybyś miała jakieś problemy, to powiedz, a dam ci translator - rzekł i wskazał na panel, przy którym stali, aby zacząć objaśniać jej podstawy całego systemu.

.

.

Dzień minął nawet szybko.

I tak jak zapowiedział wcześniej Stardust, pokonali długi dystans, zwiedzając nie tylko główne komory systemowe, ale także pomocnicze. Za każdym razem Wraith wyjaśniał jej pobieżnie zasadę działania każdego z urządzeń i jaki ma ono wpływ na pozostałe. Nie chciał od razu zarzucać jej zbyt dużą ilością informacji, gdyż wtedy niewiele by z nich zapamiętała, stwierdził.

Wszystko musiało odbyć się powoli i kolejno, bez zbędnego pośpiechu.

Cały system był zbyt skomplikowany, aby mogli sobie pozwolić na błędy z jej strony wynikłe z natłoku danych, a tym samym niezrozumienia wszystkich istotnych szczegółów.

Harrigan musiała natomiast przyznać, że sama konstrukcja była prawdziwym arcydziełem. Wszystkie systemy, które zobaczyła, zostały genialnie obmyślane. A gdyby zapewnić im odpowiednie źródła energii, wtedy można by tutaj zdziałać cuda, pomyślała.

Statki te miały bowiem zaskakująco duży potencjał, którego Wraith z jakiegoś powodu nie chcieli lub nie mogli używać. Być może głównym z nich było właśnie źródło zasilania, uznała. Szkoda, gdyż tak wiele systemów tutaj po prostu marnowało się... A ona, im więcej się dowiadywała, tym więcej miała pomysłów na ich wykorzystanie.

I to zaczęło ją przerażać…

Po kilku godzinach Lylith przyniosła ciepły posiłek. Był to rodzaj gulaszu, stwierdziła Kate. Nie miała pojęcia jak, ale najwyraźniej Pierwszy Oficer w jakiś sposób skontaktował się z nią.

Potem wrócili do zwiedzania hive.

Czasami miała wrażenie, że napotykani po drodze Wraith lub Czciciele przyglądają się im uważnie. Jakby skanowali ją wzrokiem, starając się odkryć jej tajemnicę. Kilku z nich spróbowało tego nawet dosłownie. Jakież było ich zaskoczenie, kiedy natychmiast zostali zablokowani. I jeszcze większe, kiedy za swoją próbę wdarcia się do jej umysłu zostali ukarani krótkim, ale intensywnym bólem głowy.

Za którymś razem Stardust zauważył tą sytuację i spojrzał najpierw, lekko zdezorientowany, na szyderczy uśmieszek na ustach Harrigan… a potem na kompletnie osłupiałego Wraith, który zaraz potem wykrzywił twarz w grymasie bólu.

W pierwszej chwili, kiedy zdała sobie z tego sprawę, sądziła że to ją skarci… ale zamiast tego podszedł do oficera, wyraźnie niezadowolony. Jedno groźne warknięcie wystarczyło za cały potok słów. Winowajca niemal skulił się, po czym skinął tylko głową i odszedł w pośpiechu.

To był ostatni taki przypadek. Kate uznała, że Pierwszy najprawdopodobniej wysłał do wszystkich telepatyczną informację ostrzegającą przed kolejną taką próbą…

Kilka godzin później Stardust odprowadził ją do kwatery.

Na biurku czekała już kolacja.

Podziękowała mu, a kiedy drzwi zasunęły się, z apetytem zabrała się za jedzenie.

Musiała przyznać, że ten konkretny Wraith był miły. Nawet bardzo. A z pewnością opanowany. Wszystko tłumaczył jej powoli i ze stoickim spokojem. W ten sam sposób odpowiadał także na każde jej pytania. Czuła się przy nim swobodnie i ani razu nie odniosła wrażenia, że traktuje ją jak kogoś gorszego. A wręcz przeciwnie, konwersacje z nim były dla niej znacznie przyjemniejsze, niż z niejednym ludzkim naukowcem. Dzięki temu po raz pierwszy od opuszczenia Vallen poczuła, że praca tutaj może jednak okazać się owocna. Jeśli tylko nadal pozwolą jej, aby mu pomagała, to z pewnością nie będzie aż tak źle, jak się podziewała. W końcu większość dnia będą poświęcać pracy, a wieczorami zajmie się swoimi sprawami, w kwaterze. W cale nie musi integrować się zbytnio z tutejszymi Czcicielami.

Tak, to był nawet jakiś plan, stwierdziła i przeszła do łazienki, aby wziąć prysznic. Była zmęczona. Zarówno po niezbyt udanej nocy, jak i dzisiejszą wędrówką po hive. Więc kiedy tylko ułożyła się wygodnie w łóżku, szybko zasnęła…

...Niestety nie na długo.

Ze snów znów wyrwał ją ten dźwięk. Tym razem silniejszy, jakby szybciej niż poprzednio zdołał dostać się do jej umysłu.

Początkowo próbowała go ignorować i blokować… ale im bardziej się starała, tym szum nabierał na sile. Wzmożyła więc wysiłek, używając jednocześnie wszystkich znanych jej sposobów na zablokowanie dźwięku tak, jak blokowała ludzkie myśli, czy próby Wraith dostania się do jej umysłu.

I nagle, ku jej zaskoczeniu, a jednocześnie wielkiej uldze, szum zniknął… pozostawiając po sobie nieprzyjemny ból głowy.

Uspokoiła się i rozluźniła mięśnie, próbując ponownie zasnąć. Spowolniła nawet bicie serca, a tym samym ciśnienie krwi, aby złagodzić ból głowy. Dopiero wtedy sen powrócił.

A przynajmniej tak się jej wydawało…

Miała wrażenie, że wciąż jest na wpół świadoma, a mimo to wiedziała, że śniła.

Poruszała się korytarzami hive - zapewne tymi samymi, które dzisiaj widziała. I chociaż dla niej większość z nich wyglądała tak samo, to jednam zdawało się jej, że dokładnie wie dokąd zmierza. Co dziwniejsze, cały czas towarzyszył jej ten dziwny szum, chociaż tym razem jakby przytłumiony, a z drugiej strony coraz bardziej wyrazisty. Ku jej zaskoczeniu z czasem zaczął nawet przypominać elektroniczną wersję śpiewu humbaków. Zapewne kolejna iluzja jej umysłu próbującego poradzić sobie z tym wszystkim, uznała.

Wreszcie zatrzymała się przed jakimiś drzwiami.

Podwójne skrzydło rozsunęło się przed nią, ujawniając wielkie pomieszczenie, pośrodku którego znajdowała się znana jej struktura - główny rdzeń pamięci. Była tutaj ze Stardustem, który wyjaśnił jej w jaki sposób dane są tu gromadzone.

Prowadziły do niego cztery pomosty, a ściany komory zdawały się być wykonane z gigantycznych kości poukładanych jedna na drugiej.

Weszła ostrożnie do środka, ruszając powoli w stronę jednej z konsol kontrolnych i zamontowanym nad nią sporym ekranie. Kiedy zobaczyła go po raz pierwszy, zaskoczyło ją iż wygląda na ciekłokrystaliczny, a nie organiczny. Ale Pierwszy szybko potwierdził jej wcześniejsze przypuszczenia: Wraith asymilowali swoją technologię z innymi, o ile istniała taka możliwość. Chociaż większość obcej technologii pochodziła z czasów wojny z Lanteanami. Później rzadko napotykano na wystarczająco wysoko rozwinięte ludzkie społeczności, aby móc kontynuować ten proceder. Głównie dlatego, że Wraith sami pilnowali, aby takie społeczności nie powstały, gdyż mogłyby im zagrozić.

Na ekranie wyświetlany był schemat hive. Nic specjalnego, uznała. Także widziała to dzisiaj. To na jego podstawie Stardust uświadamiał jej gdzie konkretnie znajdują się główne systemy statku.

Ale potem obraz zamigotał, zamieniając się powoli w liczne kolumny ciągu znaków. Rozpoznała je, chociaż nie potrafiła odczytać. Pismo Wraith. Pomimo posługiwania się urządzeniem wybierającym adresy i pilotowaniem myśliwca, zdołała poznać tylko kilka słów. Tamte rzeczy robiła bardziej instynktownie, niż opierając się na konkretnej wiedzy. Pomijając fakt, że uznała za głupie posługiwanie się w mowie jednym językiem, a w piśmie zupełnie innych.

No cóż, chyba że w swojej złośliwości wobec ludzi Wraith zrobili to celowo, pomyślała i już chciała zawrócić, kiedy nagle znaki na ekranie zupełnie zniknęły… A potem pojawiły się te, które doskonale znała: język angielski.

"Witaj"

"Słyszysz mnie?"

Kate zamarła, a na ekranie pojawił się kolejny napis.

"Kim jesteś?"

Poczuła jak jej serce zaczyna bić coraz to szybciej, a krew uderzać do mózgu.

Na moment świat wokół niej zawirował… a potem nagle wszystko stało się wyraź i namacalne… a ona zdała sobie sprawę, że to wcale nie jest sen.