Rozdział 30

To żyje...!?

Na moment spanikowała.

Dlaczego tutaj przyszła? I w jaki sposób?

Nigdy przedtem przecież nie lunatykowała…

Znów spojrzała na ekran. Napis zmieniał się właśnie.

"Nie jesteś Wraith"

"Wraith nie słuchać"

- …Jestem człowiekiem - odpowiedziała w końcu ostrożnie, jednak bez jakiejkolwiek reakcji z drugiej strony.

Zerknęła na panel kontrolny. Niestety najwyraźniej pochodził z jakiegoś urządzenia Pradawnych, gdyż wyraźnie zawierał ich symbole.

Skupiła się, przypominając sobie ich alfabet. Nauczyła się go jeszcze na Ziemi i na szczęście nie różnił się on od tutejszego.

A potem wystukała odpowiednie słowa.

"Jestem człowiekiem"

"Człowiek?" - pojawił się kolejny napis, a zaraz potem schemat ludzkiej postaci.

Przez chwilę komputer zdawał się analizować jakieś dane.

"Ludzie nie słyszą"

Harrigan zmarszczyła czoło, zastanawiając się co to może znaczyć. I nagle olśniło ją.

Szumy.

Ten nieprzyjemny szum, który słyszała już pierwszej nocy, a który wydawał się posiadać dziwną prawidłowość. To musiał być rodzaj języka… Język hive, przypomniała sobie odcinek, w którym Keller została "nosicielem" nowego hive. Chociaż bardziej właściwe słowo to: "wylęgarnia".

"Ja jestem inna" - odpisała.

"Ja słyszę" - dodała i czekała na odpowiedź… ale ta nie pojawiła się. Nie od razu.

"Tylko Twórcy słyszą" - pojawił się wreszcie napis.

"Jesteś Twórcą?"

- Twórcy? - powtórzyła na głos, zastanawiając się przez moment, a potem spojrzała na klawiaturę.

"Twórcy to ci, którzy cię zbudowali?" - zapytała.

"Tak"

"Twórcy stworzyli Lewiatany"

"Uczyli nas"

"Mówili do nas i słuchali nas"

"Ale potem Twórcy odeszli i przyszli Wraith"

"Wraith nie słuchać"

"Wraith tylko mówić"

Harrigan znowu zastanawiała się nad czymś przez moment, po czym zaczęła pisać.

"Czy Twórcy byli podobni do ludzi?"

"Czy wyglądali jak ludzie?"

I tym razem odpowiedź przyszła dopiero po krótkiej chwili.

"Tylko jeden z nich"

Kobieta zmarszczyła brwi, nieco zaskoczona.

- Tylko jeden?... Hmm, dziwne. Przez chwilę myślałam, że chodzi o Lantean - mruknęła sama do siebie.

"Twórcy nie byli Lanteanami" - pojawił się na ekranie napis.

Kate spojrzała na niego wyraźnie zaskoczona.

- Słyszysz mnie? - zdziwiła się.

"Tak"

- Jak?

"Wewnętrzne sensory"

- No tak, to logiczne - przyznała i zaraz ponownie spojrzała na ekran. - Skoro Twórcy nie byli Lanteanami, to kim? Chyba tylko Lanteanie dysponowali odpowiednią technologią?

"Twórcy przybyli z daleka"

"Stworzyli Nebula na dom"

"Ale potem zbudowali dom na planecie, a z Nebula latali po galaktyce. Poznawali nowe planety"

- OK… I tak nie mam zielonego pojęcia o kim mówisz - mruknęła znowu. - Ale najwyraźniej swego czasu nie tylko Lanteanie przybyli do tej galaktyki - stwierdziła i znów spojrzała na ekran. - Jak dawno temu odeszli Twórcy?

"Dawno" - brzmiała odpowiedź, na co kobieta skrzywiła się nieco.

Nic jej to bowiem nie mówiło. Nie pozwalało lepiej sprecyzować czasów, w których mogło to nastąpić.

"Kiedy wybuchnąć wojna" - pojawił się szybko kolejny napis, jakby w odpowiedzi na jej grymas.

- Wojna między Lanteanami a Wraith?

"Tak"

"Potem przyszli Wraith"

"Lewiatany stały się dla Wraith domem"

"Ale Wraith nie słuchać nas"

"Więc Lewiatany umierają z Wraith"

Harrigan przekrzywiła nieco głowę w bok na widok ostatniego zdania, zastanawiając się nad jego sensem.

- …Masz na myśli walkę? - spytała po chwili. - Miedzy dwoma hive… to znaczy Lewiatanami? - poprawiła się zaraz. - Czy Wraith nie słuchając was, giną w walce, a wy razem z nimi?

"Tak"

Kobieta znów zastanawiała się nad czymś przez moment. Musiała dosyć precyzyjnie formułować zdania, aby statek był w stanie je dobrze zrozumieć. Nie miała pojęcia jak bardzo rozwinięty jest jego program służący do komunikacji werbalnej lub pisemnej, skoro są w stanie posługiwać się rodzajem telepatii. A w telepatii niekoniecznie trzeba używać słów. Niejednokrotnie wystarcza obrazy.

- Jak Twórcy porozumiewali się z Lewiatanami? Tak jak my teraz? Czy inaczej?

"Inaczej" - brzmiała odpowiedź, która wcale jej nie zaskoczyła.

Spodziewała się jej.

- Inaczej… czyli jak? Telepatycznie?

"Tak" - pojawił się krótki napis… ale zaraz potem kolejny.

"I neurolink"

- Neurolink? - powtórzyła, nieco zdziwiona. - Co to takiego?

Na ekranie zaczął pojawiać się jakiś obraz, schemat urządzenia, jak się jej wydawało. Następnie pojawił się także zarys ludzkiej sylwetki, ukazanej bokiem. Wtedy z urządzenia wyłoniło się długie, cienkie ramię zakończone kilkoma drobnymi mackami, które przyssały się do karku.

A wtedy komputerowy schemat ukazał coś, co zapewne symbolizowało przepływ informacji między człowiekiem, a hive, stwierdziła Kate, podchodząc bliżej ekranu. Był zawieszony dosyć wysoko, więc cały czas musiała trzymać głowę odchylona nieco do tyłu.

- Za pomocą tego łączycie się z systemem nerwowym? - spytała w końcu.

"Tak" - pojawiła się pod spodem krótka odpowiedź.

Kobieta chciała jeszcze o coś zapytać, kiedy drzwi na końcu pomostu rozsunęły się. Spojrzała w tamtą stronę, by zobaczyć wysoka postać w czarnym płaszczu.

- Kate? - odezwał się znajomy głos. - Co tutaj robisz? - zapytał spokojnie Lostpath, ruszając powoli w jej stronę.

Zerknęła szybko na ekran, ale zamiast wcześniejszego obrazu, widać było na nim ponownie schemat hive.

- …Chciałam tylko coś sprawdzić - skłamała.

- W środku nocy? - parsknął lekko.

- Nie mogłam spać… Ale bez obaw, bomby nie podkładałam - dodała z szerokim uśmiechem.

- No nie wiem - odparł, udając podejrzliwego.

- Ha, ha - odcięła. - A ty co tutaj robisz w środku nocy?

- Minusy bycia nowym. Mam nocną wachtę.

- Uuuuu, peszek - rzuciła ze współczuciem i zaraz spojrzała na niego pytająco. - Powidz mi coś. Podobno Wraith słyszą rodzaj… szumu, który wytwarza hive.

- Tak… To skutek uboczny transmisji między systemami w organicznych przewodach. Przypuszczalnie dlatego, że jest to rodzaj sieci neuronowej… Dlaczego pytasz?

- Ponieważ też to słyszę.

- Hmm, w sumie nic dziwnego. W końcu masz telepatyczne zdolności - stwierdził.

- A próbowaliście kiedyś wyizolować z tego szumu konkretny sygnał?

- Nie wiem. To nie moja dziedzina… Musiała byś zapytać Pierwszego. On z pewnością będzie wiedział… Szczególnie, że jest jednym z Najstarszych.

- Urodził się przed wojną?

- Tak.

- Ale chyba jest młodszy niż Wi-Fi, skoro jest jego podwładnym?

Wraith uśmiechnął się lekko.

- Jest jego wujem.

Na te słowa Kate aż otworzyła buzię, jednocześnie zaskoczona i rozbawiona.

- Żartujesz? - niemal parsknęła. - To dlaczego ma niższe stanowisko?

- W twoim świecie zajmowane stanowisko ma związek z wiekiem?

- …Nie zawsze - powiedziała powoli. - Ale na ogół można powiedzieć, że im starszy, a więc bardziej doświadczony, tym zajmuje wyższe stanowisko.

- U nas wiek nie ma na to wpływu, tylko doświadczenie i zasługi. Nie zawsze starszy Wraith jest bardziej zasłużony niż młodszy.

- W sumie racja - przyznała.

- Poza tym, z tego co pamiętam, Stardust był kiedyś Dowódca tego hive, ale po wojnie zrezygnował i przekazał stanowisko Wildfire… Wrócił tutaj kilka lat temu na zastępstwo, z powodu śmierci poprzedniego Pierwszego. Ale z jakiegoś powodu nadal tutaj jest. Obecnie, poza stanowiskiem Pierwszego, jest także Głównym Mechanikiem. To jego specjalizacja.

- Tak, wiem. Wspominał o tym.

- Takich jak on nazywamy Hivehealers.

Harrigan uśmiechnęła się nieco.

- No tak, w końcu można powiedzieć, że leczą hive… Czyli nie wiesz nic o tych szumach?

- Przykro mi, ale nie. Uczymy się je blokować już jako dzieci, więc robimy to automatycznie… To dlatego tutaj jesteś? Sprawdzałaś co to? - zapytał spokojnie.

- Coś w tym rodzaju - mruknęła.

Marszczył nieco czoło. Taka odpowiedź w jej wykonaniu zazwyczaj oznaczyła coś, o czym nie za bardzo chciała rozmawiać… lub miała wątpliwości, czy powinna o tym mówić.

- To znaczy? - dopytywał się, chociaż bez przymusu w głosie.

Znów zerknęła na ekran, z wyrazem twarzy jakby zastanawiała się nad czymś, a potem spojrzała na niego.

- Ten szum… to mowa hive, której nie rozumiecie - odparła.

Lostpath nie odpowiedział od razu. W pierwszym odruchu chciał parsknąć śmiechem… i gdyby powiedział mu to ktoś inny, zapewne tak by właśnie zrobił. Ale w tym przypadku zawahał się i tym razem to on spojrzał na nią pytająco.

- Zamknij oczy - rzuciła.

- Po co? - zdziwił się.

- Pokaże ci coś.

Westchnął tylko ciężko, ale wykonał jej prośbę. Ujęła delikatnie jego głowę z swoje dłonie.

- Usuń blokadę na ten szum… usłysz go - zachęcała.

- Jest nieprzyjemny - mruknął.

- Wiem, ale tylko z początku. Wczoraj też mnie irytował, ale kiedy odkryłam jego naturę, słyszę go już zupełnie inaczej - zapewniła.

Młody Wraith znów westchnął głęboko, a kiedy wypuścił powietrze przez nos, rozluźnił się i powoli pozwolił, aby ów szum pojawił się w jego umyśle. Ale poza pojawiło się coś jeszcze. W pierwszej chwili rodzaj delikatnego muśnięcia, jakby informacji, że ktoś próbuje nawiązać z nim kontakt. Bez problemu rozpoznawał już kim jest ta osoba. Nauczył się nawet wyczuwać jej obecność w pobliżu.

"Wsłuchaj się w ten dźwięk" - usłyszał w swoim umyśle głos Kate.- "Pozwól mu do siebie dotrzeć… Popłyń wraz z nim... Dostrój się do jego prawdziwej natury…Usłysz jego rytm…"

Z każdym jej kolejnym słowem ów szum coraz bardziej wypełniał jego umysł, zastępując jednocześnie dźwięki odbierane z zewnątrz. Nawet jej głos powoli zanikał, a on miał wrażenie, że szum staje się częścią niego samego, powoli nabierając wyrazistości. Jakby z pośród szumu krwi płynącej w jego żyłach próbował wyizolować dźwięk bicia jego serca.

Aż wreszcie nie było niczego poza tym jednym, konkretnym dźwiękiem: spokojną, powolną melodią przenikająca każdy zakamarek jego ciała. Była czysta i niczym nie zakłócona…

Kate powoli wycofała się z jego umysłu i otworzyła oczy, spoglądając na Wraith. Stał wciąż nieruchomo, wsłuchany w nowo odkryte dźwięki.

W końcu jednak także i on otworzył powoli oczy i nieco zdezorientowany, jakby wyrwany ze snu, spojrzał na młoda kobietę. Uśmiechnęła się do niego łagodnie.

- Jest przyjemny, ale… smutny - stwierdził. - Wiesz co oznacza? - zainteresował się.

Pokręciła przecząco nieco głową.

- Niestety nie.

- Skąd w ogóle pomysł, że to język hive? Może to tylko właśnie wyizolowany przepływ informacji?

- Prawdę powiedziawszy z powodu filmu - przyznała. - W jednym z odcinków kilka osób zostało zainfekowanych rodzajem zarodnika, z którego zaczął… rosnąć hive… W pewnym momencie ten… organizm, wykorzystał nosiciela do porozumiewania się z innymi ludźmi z Atlantydy.

- Jeśli sugerujesz, że używamy ludzi do hodowania nowych hive…?

- A używanie? - spytała podchwytliwie.

- Oczywiście, że nie - oburzył się nieco.

Kate uśmiechnęła się szeroko.

- Spokojnie… Jeśli tutaj to także miało miejsce, to był to czysty przypadek. Ten organizm potrzebował energii, aby się rozrastać, a każdy żywy organizm jest małą baterią… Źródłem energii… Ale nie w tym rzecz. Chodzi mi bardziej o fakt, że korzystając z ludzkiej sieci neuronowej, ten organizm wytworzył swoją własną świadomość. A skoro hive posiadają własną sieć neuronową… uznałam, że z czasem także mogą wytwarzać rodzaj świadomości… A idąc tym tropem, może również i język.

- Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób - przyznał. - Jesteśmy świadomi tego, że nasze statki… żyją. Że są rodzajem żywego organizmu… Ale chyba nigdy nikt nie zastanawiał się jak bardzo rozwiniętym.

- Jak rzekłby doktor Frankenstein: TO ŻYJE - zażartowała, ale kiedy Wraith spojrzał na nią pytająco, zaraz dodała: - To z takiego filmu… Potem ci wyjaśnię - machnęła lekko dłonią i wyminęła go, ruszając w kierunku wyjścia.

Lostpath podążył za nią.

- Załóżmy, że masz rację i te dźwięki to język hive - rzekł, kiedy wyszli na korytarz. - Sądzisz, że będziemy w stanie go zrozumieć? Rozszyfrować?

- Nie wiem… Na Ziemi mamy pewne morskie stworzenia, które używają podobnych dźwięków. Naukowcy uważają, że służą one do porozumiewania się między osobnikami, czyli jest to rodzaj języka… Ale niestety jak dotąd nikt nie odkrył co mogą oznaczać te dźwięki. Chociażby w przybliżeniu - odparła i nagle spojrzała na niego, mrużąc nieco oczy. - Skoro masz służbę, to czy nie powinieneś czegoś robić, zamiast szwendać się po statku? - spytała zgryźliwie.

Wraith uśmiechnął się szeroko.

- Szwendanie się po statku, to właśnie moje obowiązki.

- Super - mruknęła. - A ja cały dzień musiałam wysilać mózg, żeby zrozumieć podstawy działania tego wszystkiego… I to ma być sprawiedliwość.

- Nie trzeba się było przyznawać, że się na tym znasz - odciął.

Spojrzała na niego ponuro.

- Teraz i ja to wiem… Naiwnie sadziłam, że jak zablokuje Zgredka, to się odczepi… A należało mu po prostu wmówić historyjkę, że pochodzę z jakiejś zapyziałej, zapomnianej przez boga planety - wymamrotała.

- Następnym razem będziesz mądrzejsza o jedno doświadczenie - rzucił z szyderczym uśmieszkiem.

- Bardzo zabawne - odparła tym samym tonem i nagle rozchmurzyła się. - Usłyszałam dzisiaj z rana zabawną rzecz…

- Wczoraj - poprawił ją, a ona spojrzała na niego pytająco. - Jest już nowa doba - wyjaśnił wesoło.

- Nie czepiaj się szczegółów - zganiła go, udając niezadowolona. - W każdym bądź razie, jedna z tych Czcicielek, które były u mnie zapytała mnie, czy wychowywaliśmy się razem.

- A skąd przyszło jej to do głowy? - zdziwił się nieco.

- Z powodu naszej rozmowy - odparła z szerokim uśmiechem. - Stwierdziła, że zachowujemy się jak rodzeństwo.

- Aaaa… No tak.

- Czyli coś takiego zdarza się między Wraith a Czcicielami? - zainteresowała się.

- Czasami… Kiedy ludzka Mamka, której powierza się opiekę nad małym Wraith, ma swoje dziecko. Wtedy wychowują się razem, więc siła rzeczy zaczynają traktować wzajemnie jak rodzeństwo… Chociaż słyszałem o sytuacjach, kiedy z czasem ludzka samica z takich przypadków stawała się Aliqtar… To znaczy…

- Tak, wiem - niemal mruknęła. - Zdążyli mnie już poinformować: to osobisty Czciciel… czyli bardziej potocznie: kochanka.

- Nie do końca tak bym to określił - stwierdził powoli. - Prawdę powiedziawszy bardziej przypomina to ludzkie małżeństwa - wyjaśnił, a ona spojrzała na niego nieco zaskoczona.

- To znaczy?

- No cóż… Wybór Aliqtar musi być przemyślany. A ponad to Czciciel musi wyrazić na to zgodę, więc jest to obopólna decyzja. Nie traktujemy naszych Czcicieli jak przedmioty, które się wymienia, gdy nam się znudzą. Gdyby tak postępowano, ludzie szybko by się zniechęcili… Poza tym ma to związek także z inną kwestią. Wraith odbiera emocje Czciciela. A zatem, jeśli zmuszałbym ludzką samicę do bycia ze mną, a ona czułaby do mnie wstręt, taki związek byłby niesatysfakcjonujący dla nas obojga…

- Mówisz tu o zmuszaniu kobiety do sexu?... to znaczy… intymnego zbliżenia… kopulacji - dodała zaraz, nie pamiętając czy użyła już przy nim tego określenia

- Tak - odparł, nieco rozbawiony próbą znalezienia przez nią w swoim słownictwie określenia, które byłoby dla niego zrozumiałe. - Na tej samej zasadzie odbywa się oczywiście rozstanie, które musi wynikać na wniosek obu stron. Chociaż rzadko dochodzi do takich sytuacji. Przeważnie taki związek trwa aż do śmierci którejś ze stron.

- Póki śmierć nas nie rozłączy? - zażartowała i teraz to on spojrzał na nią pytająco. - To kwestia z przysięgi małżeńskiej - dodała zaraz.

- Tak, to adekwatne słowa - przyznał.

- A jak długo żyją w ogóle Czciciele? - spytała.

- To zależy, ponieważ są różne ich… rodzaje. Tacy, którzy spędzają całe życie na hive i mają po kilka tysięcy lat - wyjaśnił, co wyraźnie zaskoczyło kobietę. - Oraz tacy, którzy przebywają z nami tylko jakiś czas, by potem wrócić do swoich i założyć rodzinę na planetach, na których znajdują się osady Czcicieli…

- Czyli macie jednak coś takiego? - wtrąciła. - W moim świecie, wśród fanów filmu, były takie spekulacje… No ale to tylko spekulacje. W samym filmie o Czcicielach wspomniano chyba tylko raz.

- Tak. Istnieją planety, na których zamieszkują tylko nasi Czciciele. A także takie, z którymi prowadzimy handel… Nie mogą w prawdzie rozwinąć się powyżej jakiegoś stopnia, ale za to są chronione przed Żniwami… Chociaż obecnie, z powodu znacznego uszczuplenia się Żerowisk, zaczynają padać już propozycje, aby także planety handlowe potraktować jak nowe Żerowiska - przyznał.

- Trochę wredne, ale nie byłby to pierwszy taki przypadek, kiedy sojusz zostaje zerwany z powodu zmiany sytuacji… Na Ziemi to dosyć częsty proceder - dodała niechętnie.

- Na razie Rada Wraith powstrzymuje się od takich kroków, ale obawiam się, że jeśli tendencja do spadku liczebności ludzkich populacji utrzyma się dłużej… wydadzą taką decyzję… Z czasem, społeczność na takim świecie, można odbudować i przywrócić handel.

- A ludzie niekoniecznie będą pamiętać co się stało - dodała, a on znów spojrzał na nią. - Jeśli będzie to za sto lub więcej lat, informacje o Żniwach mogą zostać zapomniane. Szczególnie, jeśli pokieruje się odbudową takiej społeczności.

Lostpath uśmiechnął się nieco kąśliwie.

- Czasami twój racjonalizm mnie przeraża - zażartował, na co ona odpowiedziała szerokim uśmiechem.

- Mnie również - rzuciła.