Rozdział 32

Próba asymilacji - cześć 1.

- Czy ty chociaż wiesz co robisz? - zapytał kpiąco młodzik.

Kobieta wychyliła się z wnęki i spojrzała na niego ponuro. Już zdążyła zauważyć, że młokos próbuje ją zdyskredytować niemal na każdym kroku.

Kiedy wczoraj dołączył do niej i Stardusta, w pierwszej chwili był zaskoczony zupełnie zaistniałą sytuacją. Przecież ludzie maja problemy ze zrozumieniem technologii Wraith, powiedział na boku do Pierwszego. To przerasta ich umiejętności pojmowania.

Ale gdy oficer spokojnie potwierdził swoje wcześniejsze słowa, Rainsong nadąsał się tylko i od tamtej pory chodził za nimi wyraźnie niezadowolony. I najwyraźniej ten stan utrzymuje się nadal, stwierdziła.

- Nic a nic - zadrwiła. - Tak tylko przepinam sobie kabelki dla zabawy.

- Uważaj na słowa, człowieku… - warknął.

- I co mi zrobisz, smarkaczu? - parsknęła i wsunęła się z powrotem do kanału technicznego, zanim zdążył jej odpowiedzieć.

"Rainsong… chodź tutaj" - odezwał się spokojnie w jego umyśle Stardust, zanim chłopak zdążył odpowiedzieć na bezczelność tej ludzkiej samicy.

Wstał więc niechętnie z podłogi i powędrował do pobliskiego panelu kontrolnego na którym oficer obserwował przebieg naprawy.

Pierwszy zerknął na niego. Młody Wraith miał zaledwie szesnaście lat, a mimo to niemal dorównywał mu wzrostem. Był wysoki i szczupły, jednak nie chudy. Jego muskulatura właśnie zaczynały się rozwijać, szczególnie że odkąd trafił na ten hive niecały rok temu, rozpoczął treningi pod czujnym okiem Wildfire. Był już w odpowiednim wieku, aby na poważnie rozpocząć naukę sztuk walki. Do tej pory bowiem były to bardziej treningi sprawnościowe, połączone z podstawami samoobrony, niż prawdziwe lekcje walki, mające go także nauczyć zabijać na najróżniejsze sposoby.

A dobry wojownik Wraith pobierał takie nauki przez długie lata, zanim jego szkolenie można było uznać za satysfakcjonujące. Ale Rainsong był jeszcze nastolatkiem i cały proces dopiero przed nim.

Jego młody wiek potwierdzał nie tylko wygląd, ale także strój: mieszanka czerni i brązu, często stosowana w uniformach szytych dla młodzików. Nie nosił również płaszcza, tak popularnego jako strój dorosłego samca Wraith. Tył jego kurtki sięgał niewiele przed kolana, natomiast przód był jeszcze krótszy, kończąc się niewiele za linią lędźwi.

- Jeśli zamierzasz wciąż ją drażnić, to lepiej od razu idź pomagać Steelwind - oznajmił równie spokojnym głosem, nie odrywając wzroku od ekranu. - A ona będzie mi pomagać, czy ci się to podoba czy nie… To rozkaz Dowódcy - przypomniał mu.

- Wiem, sir - mruknął. - Przepraszam.

- To nie mnie powinieneś przepraszać, ponieważ to nie mnie obrażasz.

- Ale to człowiek - zaprotestował nieco.

Dopiero teraz oficer spojrzał na niego. Lecz jego głos i wyraz twarzy jak zwykle były stonowane.

- A co to ma do rzeczy? Sądzisz, że nie ma ludzi równie inteligentnych, jak Wraith? Albo Wraith głupszych od ludzi?... Chyba w tym wieku nie muszę ci wyjaśniać dlaczego wstrzymujemy ich postęp techniczny? Ponieważ gdyby nie to, już dawno by nas pokonali.

- Wiem, sir.

- Doprawdy? To dlaczego wciąż podważasz jej umiejętności? - gestem głowy wskazał w kierunku tunelu technicznego. - Gdyby Dowódca uważał, ze jest zbyt głupia na to zadanie, nie zadałby sobie aż tyle trudu, by ją tutaj sprowadzić…

- Czy możecie na moment przerwać ten wykład i podać mi latarkę?! - zawołała Kate. - ...To znaczy coś, czym mogę rozświetlić sobie tutejsze mroki.

- …Obawiam się, że nie mam przy sobie nic takiego! - odparł, spoglądając w tamta stronę. - Ale mogę posłać!…

- Nie ważne! Już mam!... Głupie pytanie - mruknęła do siebie po polsku, tworząc niewielką kule energii, która zawiła w powietrzu.

Kobieta spojrzała zza plątaninę organicznych przewodów, próbując dojrzeć nieduże urządzenie, które znajdowało się dalej… Urządzenie, które jak przypuszczała, było przyczyną całego problemu. Wsunęła tam rękę, próbując docisnąć gruby przewód.

- Sprawdź teraz! - zawołała.

Stardust wrócił do panelu kontrolnego, by sprawdzić odczyty.

- Wciąż nic!

Harrigan skrzywiła się.

- Tutaj jest cała masa obejść! - rzuciła. - …Nie wiadomo po jaką cholerę! - dodała, znów spoglądając za plątaninę przewodów. - Tego, kto tu majstrował, należałoby powiesić…

Wraith chrząknął cicho. Kate znieruchomiała i spojrzała za siebie. Stardust kucał tuż u wejścia do wąskiego kanału technicznego.

- Rozumiem, że to twoje dzieło - powiedziała, jakby z nutą zakłopotania.

- Częściowo - przyznał, mówiąc powoli i spokojnie.

Wyszczerzyła do niego zęby w szerokim uśmiechu.

- Całkiem niezła robota - rzuciła i znowu spojrzała na problematyczne urządzenie. - Tylko trochę za dużo nakombinowałeś - dodała ciszej.

- Nie próbuj się teraz przypochlebiać - odciął, przysuwając się na tyle, na ile był w stanie i również spoglądając do wnęki. - Co tam masz?

- Jak mniemam źródło problemu… To chyba jakiś przetwornik mocy?

- Tak. Czujniki powinny wysyłać do niego sygnał jak powinna być skalibrowana moc… Niestety po drodze coś zawodzi, a że nie mogłem się tam dostać, wykonałem obejście.

- Kolejne - mruknęła i spojrzała na niego. - Czy można to wszystko wyłączyć? Najchętniej rozebrała bym to i poskładała z powrotem. Porządnie.

- Musielibyśmy odciąć cały sektor… Ale to jest wykonalne - odparł i na moment skupił się, by telepatycznie poinformować mostek o zamierzonych działaniach, po czym ponownie skupił wzrok na Kate. - Zaraz to wyłączę - dodał i podniósł się, by wrócić do panelu kontrolnego.

Wstukał do komputera odpowiednie komendy i po chwili cały system zaczął się powoli wyłączać… aż w sali zapanowała zupełna ciemność.

- Jak to dobrze być samowystarczalnym - stwierdziła Harrigan, podsuwając dłoń pod kule energii, aby ją powiększyć, a tym samym dać sobie więcej światła.

Rainsong zajrzał do środka, mimo wszystko zainteresowany tym, co zamierza zrobić z całym tym układem ludzka samica… i nagle zamarł w bezruchu.

- Co?... Co to jest? - zapytał i powoli przysunął palce do świetlistej kuli, by ku swojemu zaskoczeniu stwierdzić, że niemal wydziela ciepła.

- Gigantyczny świetlik - odparła drwiąco i spojrzała za niego. - Maxiu, możesz mi podać narzędzia… Niektóre przewody nieźle zaśniedziały.

- One nie śniedzieją - rzekł z lekkim rozbawieniem, kucając znów przed wejściem do kanały i przesunął w jej stronę drewniany kuferek pełen najróżniejszych przyrządów.

- A chcesz się założyć? - rzuciła wesoło, posyłając mu szeroki uśmiech.

"Sir? Dlaczego ona nazywa pana MAX?" - zapytał telepatycznie chłopak, woląc już nie odzywać się głośno, aby znów nie usłyszeć jakiegoś szyderstwa ze strony tego człowieka.

Potem on tylko niepotrzebnie się denerwował, a to ja bawiło. Nie da jej tej satysfakcji, postanowił.

Oficer wzruszył lekko ramionami.

"Uważa, że to imię pasuje do mnie" - wyjaśnił spokojnie.

Młody Wraith skrzywił tylko usta w grymasie dezaprobaty i znów zaczął się przyglądać poczynaniom człowieka.

Rozebranie całej tej "konstrukcji" zajęło im z pół godziny… jednak sprawdzenie i poskładanie z powrotem tak, aby działała, kilka dobrych godzin.

Po wszystkim Kate była cała pokryta pajęczynami, kurzem… i jakąś lepką mazią o której wolała nawet nie myśleć czym może być. Ale najważniejsze, że cały ten wysiłek przyniósł zamierzony efekt. Kiedy tylko Pierwszy przywrócił zasilanie sektora, odczyty na schemacie wróciły do prawidłowego poziomu.

Kobieta zniwelowała swoją kule energii i wygrzebała się z kanału, by jęknąć głośno. Zmuszona do zachowywania przez kilka godzin określonej pozycji, teraz poczuła tego efekt, kiedy mięśnie musiały na powrót się rozciągnąć.

Na jej widok Rainsong aż parsknął śmiechem. Była cała umorusana i pokryta pajęczynami.

Rzuciła mu ponure spojrzenie.

- Śmiej się, śmiej… Następnym razem ty włazisz do kanału - rzuciła, wskazując na niego palcem i obolała pokuśtykała do Stardusta. - I jak tam? - zainteresowała się, zerkając na ekran.

- Bardzo dobrze - przyznał. - A nawet lepiej. Jak na razie urządzenie jest niemal 20% efektywniejsze niż do tej pory - dodał z zadowoleniem i spojrzał na nią.

Uśmiechnęła się szeroko i dumna odwróciła głowę w kierunku młodzika.

- Widzisz, czasami ludzie jednak mają dobre pomysły - rzuciła.

- Szczęście początkującego - mruknął, poirytowany znowu jej arogancją.

- Chciałbyś - odcięła i znów spojrzała na starszego Wraith. - Czy planujesz jeszcze dzisiaj zwiedzanie jakichś kanałów? Chętnie bym się umyła… cała się od czegoś lepię - dodała, z lekkim obrzydzeniem sprawdzając swój brudny ubiór.

- Nie - odparł nieco rozbawiony. - Idź się przebrać… I zjedz coś - zasugerował.

- Dzięki… szefie - rzuciła beztrosko i już chciała odejść, zadowolona, kiedy nagle przypomniała sobie o czymś. - Jeszcze jedno. Czy propozycja usunięcia tego lokalizatora jest nadal aktualna? - spytała.

Przez przypadek zaczęli o tym rozmowę podczas wczorajszej wycieczki po hive i Stardust zaproponował jej iż może sprowadzić jednego z najlepszych medyków Wraith, który specjalizuje się w neurochirurgii. Nadajnik bowiem zapewne już dobrze związał się z jej rdzeniem nerwowym i usuniecie go może okazać się skomplikowana procedurą. A ten konkretny Wraith miła już doświadczenie pod tym kątem.

- Oczywiście… Wieczorem skontaktuję się z moim przyjacielem.

- Dziękuję - odparła uprzejmie i tym razem zdecydowanie były to pełne szczerości słowa, po czym zadowolona obróciła się na piecie i pomaszerowała w kierunku wyjścia.

Oficer spojrzał na swojego młodego ucznia.

- A ty nie jesteś głodny?

- Bardzo - przyznał.

- Więc zmykaj też… Za dwie godziny spotkamy się w sali projekcyjnej. Mówimy kilka schematów.

- Tak, sir - rzucił i również szybko opuścił pomieszczenie.

.

.

Drzwi rozsunęły się przed nią na boki, odsłaniając rozległe pomieszczenie pełne stolików i krzeseł obleganych właśnie przez całą chmarę ludzi. Na ich widok Kate skrzywiła się nieco. Nie cierpiała taki miejsc. Hałas w takich dużych skupiskach ludzi w pewnym momencie zaczynał ja irytować.

Rozejrzała się uważniej. Sama architektura wnętrza nie różniła się zbytnio od reszty statku. Te same organiczne struktury kolumn i łuków podtrzymujących wysoki strop, z których spora cześć stanowiła jednocześnie elementy oświetlenia. I te same skóropodobne płachty pokrywające ściany, przecięte gdzieniegdzie półkami, na których ustawiono elementy dekoracyjne… i kwiaty w doniczkach, zauważyła z lekkim rozbawieniem.

No ale tutaj oświetlenie było zdecydowanie bardziej jasne niż w innych częściach statku, co w pierwszej chwili po otwarciu się drzwi sprawiło, że zmrużyła oczy. Przez ostatnie dwa dni jej wzrok przyzwyczaił się do bladego światła panującego na hive. Zresztą jasne światło zawsze raziło ją w oczy, dlatego pod tym kątem zdecydowanie bardziej preferowała pochmurne dni od słonecznych.

Z boku znajdowała się długa lada, w większości stanowiąca ową koralo-podobną, twardą strukturę statku. Ustawiono na niej różnorakie naczynia, z których niewielka grupka ludzi pobierała właśnie swój posiłek. Natomiast z tyłu, pod ścianą, stał zwykły, drewniany kredens pełen talerzy i kubków. Także spora część stołów i krzeseł była drewniana, lub z metalowymi elementami. Najwyraźniej przez stulecia przynoszono tutaj wykonane przez ludzi meble, być może z powodów czysto psychologicznych, uznała, aby Czciciele czuli się w tym otoczeniu bardziej… swojsko. Chociaż z drugiej strony dla kogoś wychowanego na hive nie miało to zapewne większego znaczenia, pomyślała zaraz i westchnęła ciężko pod nosem, by w końcu ruszyć w kierunku długiej lady.

Kiedy była w swoim pokoju, pozbywając się pajęczyn i lepkiej mazi, Stardust zasugerował jej telepatycznie, aby spróbowała "zasymilować się" z innymi Czcicielami i udała na posiłek do ich jadalni. Była właśnie pora obiadowa, więc był to odpowiedni ku temu czas. Poza tym uznał, że będzie miała okazję porozmawiać trochę swobodniej i lepiej poznać Rainsong, który zazwyczaj także spożywa tam posiłki.

Niestety osobiście kobieta była niezbyt przekonana do obu tych propozycji. W przypadku ludzi nawet na Ziemi nie czuła większej niż to konieczne potrzeby spoufalania się z nimi. A co do tego przemądrzałego smarkacza… no cóż, osobiście miała bardziej ochotę porządnie mu przyłożyć w cztery litery niż nawiązywać z nim przyjacielskie relacje, czy nawet tylko pogawędki. Był bowiem esencją tego, co ludzie w tej galaktyce, i nie tylko, sądzili o Wraith: arogancki, zadufany w sobie i pogardliwie traktujący ludzi.

Zatrzymując się na końcu lady, wzięła jeden z płaskich, glinianych talerzy i zerknęła na sztućce. Na całe szczęście były metalowe. Obawiała się bowiem, że mogą być wykonane z tego twardego, organicznego materiały co cala konstrukcja hive.

- Kate? - odezwał się niespodziewanie za nią znajomy, kobiecy głos.

Spojrzała w tamta stronę.

- Lylith?

- Co tutaj robisz?

- Przyszłam na obiad…? - odparła spokojnie z typową dla siebie nuta ironii w głosie.

- To wiem… Ale mówiłaś, że nie przepadasz za tłumami - przypomniała jej własne słowa z rana, kiedy odprowadzała ja do maszynowni.

- Bo to prawda, ale Max… to znaczy Pierwszy Oficer zasugerował, że powinnam zacząć się z wami asymilować, skoro mam tu spędzić nieco dłużej czasu - wyjaśniła, zerkając jednocześnie do naczyń. - Co to jest?

- Tuberaba. Są bardzo smaczne i bogate w sole mineralne - zapewniła.

Harrigan nabiła jeden kawałek na widelec i skosztowała.

- Smakują jak ziemniaki - stwierdziła i od razu nałożyła sobie więcej, po czym przeszła dalej, by przyjrzeć się kawałkom czegoś, co wyglądało jak kotlety. - To mięso?

- Tak. Masz szczęście, ponieważ ostatnimi czasy nie mamy go zbyt często… Jedna z naszych głównych planet handlowych, która zaopatrywała nas w mięsa, została zniszczona przez maszyny…

- Masz na myśli Asuran? - spytała z lekkim zainteresowaniem.

- Tak… Słyszałaś o nich?

- Można tak powiedzieć.

- Weź. To mięso jacamara. Jest bardzo delikatne i na prawdę smaczne - zapewniła Lylith i wskazała na jeden z nieco dalszych stolików. - Proszę, usiądź z nami. Poznasz moich przyjaciół.

Kate spojrzała w tamtą stronę i westchnęła cicho, po czym podążyła za dziewczyną, gdy nagle jej uwagę przyciągnęła osoba siedzącą samotnie pod ścianą. Zatrzymała się, przyglądając przez chwilę młodemu Wraith.

Jego stolik stał na uboczu, a on sam zupełnie nie zwracał uwagi na otaczających go ludzi, zajęty swoim posiłkiem i studiowaniem tego, co znajdowało się na jego tablecie.

- To kiepski pomysł - mruknęła pod nosem i ruszyła w jego stronę.

- Kate? Gdzie idziesz? - spytała nieco zaskoczona Lylith.

- Zaraz przyjdę - doparła jej przez ramię z lekkim uśmiechem i chwile później usadowiła się na przeciw młodzika.

Rainsong spojrzał na nią ponuro.

- Czego chcesz? - burknął.

- Pierwszy Oficer zasugerował, że powinnam nawiązać z tobą… bliższą znajomość i lepiej cię poznać, skoro razem pracujemy - wyjaśniła spokojnie.

- Szanuje jego opinię, ale nie uważam tego za konieczne.

- Ooo… A jednak w czymś się zgadzamy - rzuciła, nieco rozbawiona. - Mimo to będzie mu przykro, jeśli nie dojdziemy do porozumienia i nie zaczniemy się dogadywać.

- Po prostu nie wchodź mi w drogę, człowieku.

- Niestety obawiam się, że w zaistniałej sytuacji to niewykonalne. Pracujemy razem - przypomniała mu spokojnie. - Więc, dla wspólnego dobra powinniśmy jednak dojść do jakiegoś konsensus.

W odpowiedzi chłopak rzucił jej pogardliwe spojrzenie.

- Ty tylko pomagasz. Wykonujesz polecenia Pierwszego, nic więcej - rzekł równie pogardliwie. - To nie potrwa długo, więc nie będę musiał cię długo tolerować.

Kate uniosła nieco brwi.

- A ja obawiam się, że to jednak potrwa nieco dłużej niż zakładać. Sprowadzono mnie tutaj, abym zmodernizowała ten statek - poinformowała, wciąż ze stoickim spokojem. - A to niestety jednak potrwa.

- Ty? - parsknął ponownie. - Człowiek miałby ulepszać nasza technologię?... Za kogo ty się uważasz?

Kobieta spoważniała nieco, marszcząc lekko brwi.

- Za kogoś mądrzejszego i starszego od ciebie, do kogo powinieneś się zwracać z większym szacunkiem.

Rainsong prychnął głośno, zwracając uwagę pobliskich osób.

- Na szacunek trzeba sobie zasłużyć - odparł szyderczo.

Na te słowa Harrigan uśmiechnęła się lekko.

- Widzisz. Sam właśnie odpowiedziałeś sobie na pytanie, dlaczego ja nie szanuję ciebie… Nie da się szanować kogoś, kto ledwo odrósł od ziemi, a już zachowuje się jak arogancki, zadufany w sobie dupek.

Młodzik nie bardzo wiedział co oznacza to ostatnie słowo, jednak z kontekstu zdania domyślił się iż jest ono równie obraźliwe jak pozostałe.

Warknął ostrzegawczo, obnażając nieco swoje białe, ostre zęby.

- Licz się ze słowami, człowieku, bo pożałujesz tego - wysyczał wściekle, zaciskając dłonie w pieści.

- A co zrobisz? - spytała, wciąż spokojnie, odchylając się nieco do tyłu. - Uderzysz mnie? Bo do żerowania nie jesteś jeszcze zdolny, z tego co zauważyłam... A jak na członka matriarchalnego społeczeństwa, bicie kobiety kiepsko o tobie świadczy… Tylko tchórz znęca się nad innymi.

- Dla takich jak ty nie ma litości - rzucił, jeszcze bardziej rozwścieczony. - Jesteś tylko człowiekiem i bez względu na to, jak pobłażliwie traktuje cię Pierwszy, winna mi jesteś posłuszeństwo…

Nie dokończył. Nagle poczuł jak wokół jego gardła zaciska się niewidzialna pętla. Nie był w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Nie był w stanie nawet nabrać tchu, którego powoli mu brakowało. Łapczywie starał się nabrać w płuca powietrza, jednak pętla coraz mocniej uciskała jego tchawicę.

Złapał ręką gardło, jakby to miało w czymś pomóc, jednak bezskutecznie. Nie miał pojęcia co się dzieje. Przecież nie zakrztusił się niczym, ponieważ niczego nie miał akurat w ustach.

- Miałam znacznie młodszego od siebie brata - powiedziała Harrigan, podczas gdy on dusił się na jej oczach. - Też był strasznie bojowo nastawiony do świata jako nastolatek, ale to podobno normalne w tym wieku. Jednak w przeciwieństwie do ciebie mimo wszystko wciąż miał jakiś szacunek dla innych… A tobie, niestety, kompletnie go brak - stwierdziła, kręcąc nieco głową. - Zastanawiam się tylko czy to kwestia wychowania… Czy po prostu manifestacja taumy po utracie rodzimego hive.

Zwolniła w końcu niewidzialną pętlę zaciskającą się wokół jego gardła, widząc, że chłopak aż zbladł. Od razu zaczął łapczywie nabierać powietrze do płuc, podnosząc się jednocześnie gwałtownie z krzesła, aby uciec jak najdalej od kobiety.

Mebel przewrócił się, robiąc na tyle hałasu, by ponownie zwrócić uwagę okolicznych osób. Spojrzeli w tamtym kierunku, by zobaczyć młodego Wraith niemal kulącego się pod ścianą i masującego swoje obolałe gardło, który spoglądał ze strachem na siedzącą wciąż spokojnie kobietę. Nie wiedzieli co się stało i czy powinni zareagować w jakiś sposób.

W końcu Harrigan wstała powoli, podniosła swój talerz i odeszła od stolika, by ruszyć w kierunku wyjścia z sali. Jednak zaledwie po paru krokach zatrzymała się i spojrzała na stojącego tam Stardusta.

- Dla wiadomości: próbowałam… Niestety zabić go to mało - oznajmiła i poszła dalej.

Przyglądające się temu osoby odprowadziły ją wzrokiem, podczas gdy oficer Wraith wpatrywał się tylko we wciąż oszołomionego całym zajściem młodzika.

- …Ona - próbował coś powiedzieć, ale czuł tylko suchość w gardle, a szok sprawił, że nie był w stanie zebrać myśli. - Jak…?

Ale Stardust pokręcił tylko lekko głową.

- Wiedziałem, że jesteś arogancki wobec ludzi, ale sądziłem, że to kwestia wieku. Młodzieńczego buntu... i mimo wszystko miałem nadzieję, że masz na tyle otwarty umysł, aby skorzystać z rzadkiej możliwości współpracy z kimś, kto jest w stanie zrozumieć naszą technologię szybciej od nas samych. To dlatego zaproponowałem Dowódcy, aby cię do nas przydzielił. Uważałem, że masz duży potencjał… Ale zupełnie nie spodziewałem się po tobie tego… Rozczarowałeś mnie, chłopcze - powiedział spokojnie, po czym odwrócił się i wyszedł.

Na twarzy chłopaka pojawiło się coś na kształt skruchy.

Przez chwilę spoglądał za odchodzącym Pierwszym, by nagle zdać sobie sprawę z zainteresowania wciąż gapiących się na niego ludzi.

Rzucił im zmieszane spojrzenie i szybko wyprostował się, po czym zabrał ze stolika swój tablet i także opuścił stołówkę.

Chyba jeszcze nigdy w życiu nie poczuł się tak upokorzony.

Jeszcze nigdy w życiu żaden Wraith nie powiedział mu tak przykrych słów.

I to wszystko z powodu jednego człowieka.