Rozdział 33
Siła racji...
Siedząc na niewielkiej platformie i kończąc swój obiad, Harrigan obserwowała to, co działo się w dole głównego hangaru hive.
Kilka minut temu wyszli z hiperprzestrzeni i niewielki oddział żołnierzy szykował się właśnie do wylotu. Wolała jednak nie sprawdzać w jakim celu. Czasami niewiedza jest błogosławieństwem i pozwala zachować spokój umysłu.
Poza tym zdecydowanie bardziej interesowała ją sama konstrukcja tego gigantycznego pomieszczenia niż powód dla którego Wraith zrobili przystanek.
Ktoś usiadł obok niej na podłodze i także spojrzał w kierunku myśliwców dokujących na jednym z pomostów.
- Pobrudzisz sobie płaszczyk - parsknęła lekko.
- Jakoś to przeżyję.
- Serio. Czy wy w ogóle sprzątacie tutaj? - zapytała nagle z nuta ironii, odwracając głowę w jego stronę i marszcząc nieco czoło. - Kurz, piasek, pełno pajęczyn… I to lepkie coś co wygląda jak gluty - dodała z lekkim obrzydzeniem. - Wole nawet nie myśleć co to może być.
Lostpath uśmiechnął się nieco kącikiem ust.
W zasadzie sam nie wiedział dlaczego tak szybko polubił jej poczucie humoru… I ją samą. W końcu, tak na dobrą sprawę, wciąż powinni być wrogami: były Łowca i Biegacz... To była zagadka, której nie potrafił rozwikłać, chociaż zastanawiał się nad tym odkąd zawarli to ich małe przymierze.
No ale, jak mawiał jego ojciec, czasami spotykasz osoby które lubisz lub nienawidzisz od razu, chociaż nie masz pojęcia dlaczego. Może to rodzaj instynktu, pomyślał. Kwestia podświadomej percepcji i umiejętności błyskawicznego oceniania innych.
- To organiczny statek, a w dodatku wielki, więc trudno w nim utrzymać porządek - odparł. - Codziennie korytarzami przemieszcza się setki lub nawet tysiące osób. Dlatego zazwyczaj codzienne porządki ograniczane są do pomieszczeń użytkowych. Szczególnie kwater.
- Na Ziemi też mamy różne wielkie budynki, a mimo to jest w nich czysto… A tutaj, jak dotąd, jeszcze nie widziałam żadnych odkurzaczy czy kogoś biegającego z szufelka i zmiotką - odcięła.
- Nie bój się, nie umrzesz od tego - odparł złośliwie. - A tak właściwie, to czy nie powinnaś przypadkiem czegoś naprawiać?
- Mam przerwę obiadową - rzuciła z szerokim uśmiechem, pokazując mu swój pusty już talerz i nagle wskazała gestem głowy na maszyny. - Chyba ktoś przyleciał.
Spojrzał ponownie w tamta stronę. Na jednej z pustych platform dwa poziomy niżej osiadł właśnie samotny myśliwiec, pod który dwóch żołnierzy natychmiast podstawiło schodu. Osłona kokpitu zniknęła i z fotela podniósł się wysoki, dobrze zbudowany pilot.
Kate przylazła mu się uważniej. Jak dotąd, nawet w filmie, nie widziała Wraith z taką fryzurą. Przez środek jego głowy biegł bowiem pióropusz krótko ściętych włosów, zakończonych licznymi, cienkimi dredami sięgającymi niemal pasa. Pozostała cześć była bardzo krótko przycięta.
Także jego mundur był dość nietypowy, zauważyła. Coś jak uniform Rainsong, tyle że z płaszczem z tyłu normalnej długości.
Właśnie spojrzał gdzieś za siebie, jakby szukając czegoś wzrokiem, by nagle skierować swoje spojrzenie wprost na siedzącą na platformie dwójkę. Przez chwilę teraz to on przyglądał się im uważnie, zanim jego uwagi nie przyciągnął Wildfire, który właśnie wyłonił się z korytarza.
- To, Stroke, jeden z Pierwszych Wraith - wyjaśnił Lostpath. - Ojciec Pierwszego oficera i dziadek Dowódcy.
Harrigan zerknęła na niego z lekkim rozbawieniem.
- Nagle wasze imiona to już nie taki sekret? - spytała nieco ironicznie.
- I tak byś się zapewne sama dowiedziała, więc nie ma sensu ukrywania tego przed tobą - skwitował.
- Kwestia sporna - odparła, unosząc nieco brwi, a on spojrzał na nią pytająco. - Zauważyłam, że im starszy Wraith, tym trudniej jest niepostrzeżenie dostać się do jego umysłu. Zapewne to kwestia doświadczenia w blokowaniu innych… Na przykład, umysł tego smarkacza, Rainsong, jest dla mnie jak otwarta księga. Bez problemu zorientowałam się nawet w jego życiorysie. Nad tobą musiałabym się już bardziej pomęczyć. Natomiast umysł Vi czy Maxa to już wyższa szkoła jazdy. Są dosyć szczelnie zamknięte i nawet samo dowiedzenie się o ich imiona wymagało już ode mnie pewnej gimnastyki.
- Vi? Max? - powtórzył.
- Dowódca i Pierwszy - wyjaśniła. - Skróciłam Wi-Fi do samego Vi… jakoś tak lepiej mi to brzmi.
- A dlaczego Pierwszego nazwałaś Max? To coś znaczy w twoim języku?
- To skrót od imienia Maksymilian… Nie wiem dlaczego, ale to imię zawsze kojarzyło mi się z kimś wyluzowanym. A on właśnie taki jest - stwierdziła beztrosko. - Oaza spokoju. Nic go nie rusza - dodała z lekkim rozbawieniem.
- Rozumiem… Może dlatego, że jest jednym z Najstarszych - zasugerował.
- Może - przyznała i nagle znów spojrzała na niego. - A właśnie, tak przy okazji. O co właściwie to wielkie halo z waszymi imionami? - zainteresowała się. - Dlatego, że nie są jak ludzkie czy lanteańskie?
- Nie, nie w tym rzecz - powiedział z lekkim uśmiechem. - Chodzi o sposób w jaki przedstawiamy się innym. Przede wszystkim dlatego, że robimy to telepatycznie. A poza tym dla nas ma wielkie znaczenie fakt co zawarte jest w takim przekazie. Kiedy przedstawiam się innym, szczególnie w pełnej, oficjalnej wersji, nie mówię tylko że jestem Lostpath… ewentualnie, że syn Silverlance z Klanu Starguardians. Taki pełny przekaz zawiera również wyjaśnienie znaczenia mojego Voca, informację na jakim hive służę, jakie zajmuję tam stanowisko i tak dalej… Dam ci przykład. Teraz, gdybyśmy spotkali się po raz pierwszy, przedstawiłbym ci się w następujący sposób - dodał i nagle wysłał do niej telepatyczny przekaz.
W pierwszej chwili Harrigan miała pewien problem z jego zrozumieniem. Nie spodziewała się go bowiem. Ale już po chwili jej umysł przeanalizował wszystkie dane i cała wiadomość stała się dla niej w pełni zrozumiała i przejrzysta.
- Teraz rozumiem - odparła. - To prawie jak życiorys… Wszystkie najważniejsze informacje o tobie.
- Dokładnie... A ludzki umysł nie jest w stanie zrozumieć takiej wiadomości. Dla ludzi to brzmi jak jeden, nieprzyjemny szum.
- Coś jak mowa hive dla was?
- …Tak, to chyba dobre porównanie - przyznał.
Kobieta spuściła wzrok, wyraźnie zdając się zastanawiać nad czymś przez dłuższą chwilę.
- Co? - zapytał w końcu z zainteresowaniem.
- Czekaj, właśnie sobie układam wszystko - niemal mruknęła, a potem spojrzała na niego i także wysłała mu telepatyczną wiadomość. - Coś w tym stylu? - spytała.
- …Tak… Sądzę, że dobrze to zrobiłaś - błyskawicznie analizując informacje, które otrzymał. - Twój ojciec także jest naukowcem?
- Był… Moja rodzina zginęła w wypadku samochodowym dwa lata temu - wyjaśniła i nagle pokazała mu to, co pamiętała z tamtego zdarzenia.
- Twój ból jest moim bólem - powiedział z powagą, kładąc jedną dłoń na piersi a drugą wyciągając lekko w jej stronę.
Spojrzała na niego, wyraźnie zaskoczona, a jednocześnie zaintrygowana jego gestem.
- W ten sposób wyrażacie komuś współczucie z powodu utraty bliskich? - spytała powoli.
- Tak. To bardzo stary zwyczaj, jeszcze sprzed czasów Wielkiej Wojny… Chociaż obecnie nie wszyscy go praktykują. Ale mój ojciec, jak większość Blade czy Watchers, kierował się Starym Kodeksem i mnie również wpoił jego zasady.
- Stary Kodeks?
- Coś jak… zbiór zasad postępowania - wyjaśnił. - Został stworzony przez Pierwszych Wraith, jako wytyczna naszego prawa. Jednak w czasie Wielkiej Wojny został częściowo zmodyfikowany. Dopasowany do zaistniałej sytuacji… Ojciec wspominał, że jego ojciec wyjaśnił mu kiedyś iż przed Wielką Wojna zasady panujące wśród Wraith były czasami bardzo odmienne od obecnych.
- Wojna wymusiła zmiany?
- Nie powiedział tego wprost, ale sądzę, że tak… Stąd na przykład nieraz zupełnie inne podejście Najstarszych do naszych Czcicieli, niż Wraith z powojennych pokoleń… Coś jak… sposób w jaki traktuje cię Pierwszy, a jak spostrzegał cię mój poprzedni Dowódca.
- Taaak… Rozumiem porównanie - przyznała z nuta goryczy. - Zastanawiało mnie właśnie dlaczego Stardust jest taki… przyjacielski wobec ludzi.
- Wielu z Najstarszych tak się zachowuje… Chociaż nie wszyscy.
- Wojna odcisnęła na nich swoje piętno.
- Zapewne tak - przyznał.
Na chwile zapadła miedzy nimi cisza, jakby oboje analizowali to, co zostało właśnie powiedziane.
Młody oficer musiał przyznać, że lubi te ich pogawędki. Nie tyle z powodu informacji o jej świecie, co bardziej ze względu na jej zrozumienie dla kultury Wraith. Była jej ciekawa, ale nie komentowała, nie krytykowała tego, co usłyszała… A przynajmniej nie na głos. Chociaż nie przypuszczał, aby w ogóle to robiła. Jej zachowanie nie wskazywało na to.
Zastanawiał się tylko, czy jest to czysto naukowa ciekawość, czy tez rzeczywiste jej zainteresowanie społeczeństwem Wraith lub związane z faktem, iż dla niej jego świat do tej pory był tylko fikcją. A może wszystko po trochu, stwierdził.
- Musze już wracać - oznajmił w końcu, a ona spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
- Ja chyba też - rzuciła i podniosła się powoli. - Zasiedziałam się tutaj trochę - dodała, już bardziej wesołym tonem, kiedy on również wstawał.
- Mogę mieć do ciebie prośbę? - spytał nagle, kiedy ruszyli w kierunku transportera. - W zasadzie to dlatego tu przyszedłem - przygnał się.
- To zależy jaką… Mam kogoś pokopać prądem? - zażartowała.
- Nie. Nie trzeba… Na razie - dodał, również żartobliwie. - Chodzi o pewne urządzenie… Wczoraj otrzymałem kilka moich rzeczy, które zdołał zabrać z mojej kwatery mój poprzedni rectar… Oficer, któremu byłem podwładny - wyjaśnił zaraz, widząc zapytanie na jej twarzy. - Wśród nich jest pewne urządzenie należące niegdyś do mojego dziadka… Przypuszczam, że może być lanteańskie lub pochodzić z jakiejś wysoko rozwiniętej społeczności jeszcze sprzed czasów Wielkiej Wojny… Niestety nie wiem jak działa, a żaden Wraith, którego pytałem, nie był w stanie go uruchomić. Pomyślałem więc, że może ty będziesz w stanie dowiedzieć się co to jest?
- Jasne. Nie ma sprawy - rzuciła wesoło i dotknęła panelu, aby otworzyć drzwi do pomieszczenia transportera znajdującego się w jednej ze ścian. - Zostaw to w mojej kwaterze… Max powiedział, że dzisiaj będę miała więcej wolnego czasu, więc przyjrzę się temu później.
- Dziękuję - odparł, pozostając na zewnątrz.
Uśmiechnęła się tylko szerzej, z lekkim skinieniem głowy i zamknęła drzwi.
Promień zmaterializował ją blisko Sali projekcyjnej, o której wspominał Stardust. Znalezienie konkretnego pomieszczenia na hive nie było takie trudne… o ile dokładnie wiedziało się czego się szuka. Program transportera, działając także na polecenia telepatyczne Wraith, był bowiem w stanie przenieść dana osobę w dowolne miejsce tylko dzięki obrazowi. Oczywiście tym razem miała ułatwione zadanie - skorzystała bowiem z obrazu, który wcześniej w jej umyśle pokazał jej Pierwszy.
System przyjmował także polecenia słowne. Jednak w takim przypadku sytuacja nieco komplikowała się, kiedy szukanych pomieszczeń było kilka na hive. Wtedy należało znać jego dokładniejsze położenie, czyli sektor lub poziom.
Drzwi do niedużej sali rozstąpiły się przed nią, ukazując po bokach dwa panele kontrolne, pomiędzy którymi wyświetlany był już holograficzny obraz przedstawiający statek.
Stojący za jednym z pulpitów Wraith spojrzał na nią.
- Gdzie Rainsong?
- Nie wiem - wzruszyła obojętnie ramionami. - Zapewne poszedł na skargę - dodała ironicznie.
- Wątpię… Nie uczymy tego naszych dzieci - odparł z powagą. - Poza tym nie uważasz, że przesadziłaś? Omal go nie udusiłaś.
- W pełni nad tym panowałam - odparła tym samym tonem co on. - Poza tym niech się uczy, że nie należy innych traktować jak śmieci.
- Stosowanie przemocy wobec kogoś, kto nie potrafi się przed tym bronić, także nie jest właściwe.
Harrigan spojrzała na niego dziwnie.
- I to mówi osoba, która wysysa z ludzi życie - zadrwiła. - Jak oni maja się przed tym bronić? Skoro jesteś od nich fizycznie silniejszy?
- To nie to samo - niemal warknął.
Po raz pierwszy jej słowa zirytowały go… A może bardziej dotknęły jego ego?
- Czyżby? Przemoc to przemoc. Bez względu na to w jak ładne słówka to ubierzesz - oznajmiła znów z typowym dla siebie cynizmem.
Oficer chciał coś odpowiedzieć, ale zaraz potem zawahał się. W zasadzie miała rację, przyznał, choć niechętnie, sam przed sobą.
- Przeanalizujemy jeszcze raz systemy statku - oznajmił, zmieniając szybko temat. - Tym razem przy pomocy hologramu. Pokażę cię do czego można użyć schematów w takich salach.
.
.
Wildfire skręcił w kolejny korytarz, by po kilku metrach znaleźć się w sporej wnęce zakończonej drzwiami. Te rozsunęły się przed nim, ukazując spore, długie pomieszczenie.
Pełniło ono wiele funkcji: od czytelni, w której zgromadzono najróżniejsze prace i to nie tylko autorstwa Wraith, po pokój spotkań i gier. To właśnie tutaj załoga często spędzała swój wolny czas.
Na licznych półkach znajdowały się zarówno książki, jak tablety, a nawet różnorakie przedmioty służące jako ozdoby. Pod ścianami ustawiono liczne stoliki i krzesła, a po środku kilka długich kanap oraz studni holograficznych - urządzeń przypominających wystający z ziemi konar drzewa, które wyświetlały trójwymiarowe obrazy.
Dowódca ruszył na przełaj przez salę w kierunku drugich drzwi, kiedy nagle przy jednym z takich właśnie urządzeń dostrzegł młodego Wraith. W tej chwili Rainsong był jedyna osobą w całym pomieszczeniu, przyglądając się hologramowi Atlantydy.
Młodzik nie był jego synem. Ale mimo to przez ostatni rok obaj zżyli się ze sobą na tyle mocno, że w pewnym momencie oficer tak właśnie zaczął go traktować.
Był najmłodszy członkiem jego załogi, do której dołączył z półtorej roku temu, kiedy jego rodzimy hive został zniszczony. A wszystko z powodu całej, długiej serii powiązanych ze sobą pechowych zdarzeń.
Matka Rainsong, na polecenie Szarej Rady, miała za zadanie udawać potajemnie sprzymierzeńca Królowej Midsummer, Primary floty Technicznych - kiedyś Klanu Hivehealers. Jej zadaniem było zbierać informacje o tym kto tak naprawdę wspiera buntowniczą Królową. A niestety w tamtym czasie podejrzenia padły także na Solarwind, Primary Sojuszu, do którego od zawsze należał hive Wildfire.
Statki obu Królowych, jakoby przypadkiem, miały natknąć się na siebie na terytorium należącym do Solarwind. Podczas krótkiego starcia Sunflame, matka Rainsong, powinna otrzymać od Primary zakodowane koordynaty miejsca spotkania z Midsummer… o czym, niestety wiedzieli tylko nieliczni wtajemniczeni.
Ale sytuacja skomplikowała się i zupełnie wymknęła spod kontroli.
Pod pretekstem rozmów, młoda Królowa Steelflower spotkała się z Solarwind i zabiła ją, uzurpując sobie w ten sposób prawo do jej pozycji w Sojuszu. Wszystko zgodnie z zasadami panującymi w społeczeństwie Wraith. Nie wiedząc o tym, Sunflame "wtargnęła" na obce terytorium. Starcie dwóch hive niestety skończyło się zniszczeniem jednego z nich. To właśnie wśród jego szczątków znaleziono dryfujący, uszkodzony myśliwiec, a w nim czternastoletniego młodzika… który, jak przyznał później, opuścił statek na polecenie matki.
Królowa musiała przeczuwać, że tej walki nie wygra i próbowała ocalić jedyne dziecko.
Długo trwało zanim chłopak pozwolił się przekonać, że załoga Nebuli nie ma nic wspólnego z młodą Królową, która w jednej chwili zniszczyła cały jego świat.
- Rainsong? Już skończyliście na dzisiaj? - spytał spokojnie, podchodząc do niego, wyraźnie wyrywając młodzika z rozmyślań.
- …Nie wiem, sir - mruknął, spoglądając na niego nieco zaskoczony jego obecnością. - Ale chyba wciąż są w sali projekcyjnej.
Oficer uśmiechnął się lekko.
- Rozumiem, ze takie powtórki rzeczy, które już dobrze znasz mogą cię nudzić, ale czasami dobrze jest sobie wszystko przypomnieć i utrwalić.
- Tak, wiem, sir…
- Więc co tutaj robisz?
Chłopak wzruszył lekko ramionami.
- …Zastanawiałem się nad czymś - zaczął powoli.
- Odnośnie Lantean? - gestem głowy wskazał hologram.
- Także.. Ale bardziej ludzi.
Jego zachowanie było dziwne, stwierdził Wildfire. Unikał bezpośredniego spojrzenia i wciąż zdawał się wahać nad tym co może powiedzieć, a czego nie.
- O co chodzi? - zachęcał go do mówienia. - Wiesz, że możesz pytać mnie o wszystko.
- Wiem, sir, ale… - przerwał na chwilę i oderwał wzrok od projekcji, by spojrzeć w końcu wprost na swojego Dowódcę. - Wiem, że Lanteanie posiadali różne zdolności, w tym telepatyczne, jak my, ale… czy spotkał pan kiedyś takiego człowieka?
Starszy Wraith uniósł nieco brew. Od razu domyślił się, że chłopak zapewne mówi o ich nowym nabytku. Najwyraźniej stało się coś, co zachwiało jego wiedza na temat ludzkich istot, ze zachowuje się tak tajemniczo.
- Pytasz o Harrigan? - rzekł spokojnie. - Widziałeś te jej elektryczne wyładowania?
Na jego słowa oczy chłopaka rozszerzyły się, a na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie. Zapewne nie spodziewał się, że Wildfire od razu domyśli się o kogo chodzi.
- …Nie, sir - odparł, znów z lekkim wahaniem.
- Wiec co zrobiła?
Chłopak znów spuścił wzrok. Nie był pewien czy powinien o tym powiedzieć. W prawdzie najwyraźniej
Dowódca wie o umiejętnościach tej ludzkiej samicy… ale najwyraźniej to, czego on sam doświadczył, nie jest jej jedyną zdolnością. A to oznacza, że może być niebezpieczna dla innych. Że w gniewie lub samoobronie może kogoś skrzywdzić… na przykład Dowódcę.
- Rainsong? - zapytał już surowszym tonem. - Co ona zrobiła?
Tym razem Wraith wyraźnie domagał się odpowiedzi. Jego ton głosu zmienił się w jednej chwili ze spokojnego na poirytowany.
Młodzik spojrzał na niego niepewnie.
- …Ja… Nie wiem dokładnie, sir… Ona tylko… tylko siedział naprzeciwko mnie i nagle poczułem… Nie mogłem złapać tchu… Czułem się, jakby ktoś mnie dusił. Brakowało mi powietrza… A potem wszystko ustało w jednej chwili - wyjaśnił.
Na te słowa z gardła Dowódcy, poprzez ostre zęby, wydobyło się groźne i pełne gniewu warkniecie. Oficer zacisnął dłonie w pieści, po czym odwrócił się i ruszył wielkimi krokami w stronę drzwi.
W pierwszej chwili Rainsong zdawał się być zdezorientowany… a potem nagle zerwał się z miejsca i wybiegł na korytarz. Jakby w jednej chwili pojął co chce zrobić jego Dowódca.
- Sir… Nie, proszę… To była też moja wina - rzucił pospiesznie. - Od początku źle ją traktowałem…
- To jej nie usprawiedliwia - warknął wściekle.
- Ale sir… A jeśli ona panu coś zrobi? - wyrzucił to w końcu z siebie i obaj zatrzymali się przed drzwiami prowadzącymi do Sali projekcyjnej.
Wraith spojrzał na niego stanowczo.
- Nie obawiam się jej sztuczek - wysyczał. - A ona najwyraźniej zapomina gdzie jej miejsce. Nie pozwolę by człowiek groził mojej załodze - dodał i wszedł do środka.
W pomieszczeniu wciąż panował półmrok, odpowiedni do tego, aby wyświetlać w nim holograficzne projekcje. Przy jednym z paneli stali Stroke i Stardust, najwyraźniej rozmawiając właśnie o czym, a przy drugim obiekt jego furii. Zupełnie ignorując dwójkę oficerów, rzucił kobiecie rozwścieczone spojrzenie
Na jego widok Harrigan od razu zrozumiała, że coś się stało. I że to ona jest przyczyna jego gniewu… A kiedy dostrzegła z tyłu młodego Wraith, od razu zrozumiała także czego dotyczy ten gniew.
- Zapominasz się, człowieku - niemal ryknął, podchodząc do niej i rozłożył ręce na panelu kontrolnym.
Wolał aby to urządzenie stało miedzy nimi, gdyż inaczej, w chwili obecnej, byłby gotów rozerwać ją na strzępy.
Chyba po raz pierwszy kobieta odruchowo cofnęła się, zaniepokojona jego stanem.
- I zapominasz gdzie twoje miejsce. Może powinienem ci to przypomnieć, wysyłając kilka myśliwców na Vallen?!...
- To co się stało, nie jest tylko jej winą - wtrącił Stardust, podchodząc bliżej.
Dowódca spojrzał na niego.
- Wiedziałeś o tym?
- Tak… I nawet byłem świadkiem zajścia - odparł spokojnie.
- I nie powstrzymałeś jej? - fuknął, odwracając się do niego przodem. - To ma być ten wasz wspaniały Avatar? Znęcający się nad młodymi?... Co musi zrobić, żebyś pojął, że to tylko człowiek?… I, że będzie zachowywać się jak człowiek… Co właśnie dzisiaj udowodniła - podkreślił, stając tuż naprzeciw niego.
Był nieco wyższy od swego wuja, więc te kilka centymetrów dało mu teraz znaczna przewagę, pozwalając spoglądać wyniosłe na oficera z góry.
- Teraz to ty się zapominasz - wysyczał przez zęby, wciąż próbując zachować spokój.
- Uspokójcie się obaj - wtrącił spokojnie, choć stanowczo Stroke. - I powiedzcie wreszcie co się stało?
- Niech twój syn ci wyjaśni… do czego dzisiaj posunął się wasz wspaniały Avatar - warknął, nie spuszczając wzorku ze Stardusta.
Najstarszy z zebranych w sali Wraith spojrzał pytająco na kobietę… ale ta wydawała się być nieobecna umysłem, spoglądając tempo gdzieś przed siebie.
Harrigan przestała ich słuchać zaledwie kilka chwile wcześniej, kiedy ogarnął ją ten dziwny niepokój… a który z pewnością nie miał noc wspólnego z rozwścieczonym Dowódcą. To było to nieprzyjemne wrażenie, które miewała od dziecka, że stanie się coś złego… A które, niestety, za każdym razem się sprawdzało.
Jednak tym razem była to bardziej wskazówka, iż coś jest nie tak, niż pełny efekt.
Zmarszczyła na moment brwi, skupiając się na tym wrażeniu i nagle zdała sobie sprawę, że jej niepokój ma związek z zanikiem pewnej więź, jaką podświadomie wyczuwała od kilku dni, niż z jakimś przeczuciem. Więź związana z pewnym młodym Wraith, którego losy w tak nieoczekiwany sposób splotły się z jej własnymi.
"Lost?" - spytała w myślach, ale jego reakcją była niemal znikoma.
"Lost?"- powtórzyła bardziej stanowczo, lecz i tym razem odpowiedź była słaba.
Jakby zaledwie musnął jej umysł.
Skupiła się mocniej, próbując wzmocnić ową telepatyczną wieź, która trwała od spotkania Wraith na
planecie Uninate. To właśnie wtedy nawiązała z nim ten specyficzny rodzaj stałej łączności, chociaż początkowo bez jego wiedzy. Po prostu chciała go mieć "na oku", aby nie próbował ją czymś zaskoczyć. A później nadal utrzymywała ten stan, chociaż tak na prawdę sama nie wiedziała dlaczego. Być może z powodu wypełnienia się w ten sposób pustki, uczucia samotności, które odczuwała. A może po prostu dlatego, iż mimo wszystko było to na swój sposób miłe uczucie… wiedzieć, że w każdej chwili może sprawdzić co u niego słychać.
Teraz jednak ta sama wieź sprawiła, że odczuła lęk. Umysł Wraith był słaby i zdawał się powoli pogrążać w otchłani. Dobrze wiedziała co to oznacza. Czuła to już kiedyś.
Dawno temu…
Kiedy umierał jej dziadek…
Otworzyła nagle szeroko oczy.
- Lost… - szepnęła i równie gwałtownie zerwała się z miejsca, by wybiec z sali.
