Rozdział 34
Współpraca.
Lostpath skręcił w kolejny, pusty korytarz i zatrzymał się przed drzwiami kwatery, by nadać telepatyczne polecenie.
Normalnie Czciciele używali kodu dostępu wystukiwanego na panelu kontrolnym obok drzwi. Jednak Kate, dzięki swoim umiejętnościom, miała tą możliwość, aby otwierać drzwi samą myślą.
W zasadzie nie zaskoczyła go ta informacja, kiedy kilka minut temu, podążając w tym kierunku, telepatycznie poprosił ją o kod dostępu do jej kwatery.
Płyta rozstąpiła się przed nim w bok, ujawniając pogrążone w mroku pomieszczenie. Lecz gdy tylko przekroczył próg, światło w kolumnach rozjarzyło się lekko.
Podszedł do drewnianego biurka, na którym leżało już kilka urządzeń i położył wśród nich swoje. Był to płaski krążek o lekko miedzianym zabarwieniu, pokryty licznymi, bardzo cienkimi rowkami.
Przez chwile przyglądał się pozostałym przedmiotom, jakby próbował oszacować do czego mogą służyć. Jeden z nich, największy, wydał mu się znajomy. Widział go wśród sprzętu doktora Becketta, kiedy na tamtej planecie sprawdzał nadajnik wszczepiony Kate. Oboje nazywali to urządzenie laptopem i w gruncie rzeczy było ludzkim odpowiednikiem tabletów Wraith, stwierdził wtedy. Pomagało nie tylko przechowywać dane, ale także je odczytywać za pomocą różnorakich programów.
Najwyraźniej wśród ludzi na Ziemi jest ono równie powszechne jak na hiveships wśród Wraith, pomyślał teraz i ruszył w kierunku drzwi.
Dwa skrzydła twardej, organicznej płyty znów rozsunęły się przed nim… ukazując dobrze mu znana postać w czarnym płaszczu. Na widok Wraith jego oczy rozszerzyły się gwałtownie, a na twarzy pojawiło się wyraźne zaskoczenie. Zanim jednak zdążył zareagować, samiec zgiął ramie w łokciu i wystrzelił z pistoletu. Energetyczny pocisk oplótł ciało byłego młodego oficera, oszałamiając go nieco. Był na tyle silny, aby dać napastnikowi chwilową, lecz znaczna przewagę.
Łowca wepchnął go do pokoju, napierając na niego drugim ramieniem na wysokości jego ramion, po czym przycisnął go bocznej ściany.
Nagle oczy Lostpath ponownie rozszerzyły się maksymalnie, a jego usta otworzyły się nieco, wydając z siebie ledwie słyszalny jęk.
- Darkspace nigdy nie zapomina - wycedził pogardliwie przez ostre zęby, a potem odsunął się.
Nie podtrzymywany dłużej, oficer poczuł jak nogi uginają się pod nim, a on powoli osuwa się na podłogę. Spojrzał w dół, na swoją pierś z której wystawała rękojeść niedużego noża - przyczyny tego potwornego bólu, który teraz czuł.
Napastnik rzucił mu jeszcze jedno pogardliwe spojrzenie, kiedy na jego ustach pojawił się lekki uśmieszek zadowolenia, po czym zawrócił w kierunku drzwi. Po drodze podniósł pistolet, który wcześniej upuścił, aby móc sięgnąć po nóż. Schował broń do kabury i spokojnie wyszedł na korytarz.
O tej porze Czciciele wciąż byli pochłonięci swoimi obowiązkami, więc miał spore szanse na to, aby zupełnie niepostrzeżenie wydostać się z tego sektora.
.
.
Trójka Wraith przerwała swój spór, patrząc najpierw z zaskoczeniem na wybiegającą z pomieszczenia ludzką samicę, a następnie na stojącego prze drzwiach równie zaskoczonego młodzika.
Stardust wyszedł pospiesznie na korytarz, aby spojrzeć za biegnącą kobietą.
- Kate?! Co się stało?! - krzyknął, ale ona nie zareagowała.
Spojrzał więc na stojącego w progu chłopca, wyraźnie oczekując od niego wyjaśnień.
- …Powiedziała tylko LOST i wybiegła - wyjaśnił.
Pierwszy ponownie spojrzał w głąb korytarza, ale Harrigan była już daleko, dobiegając właśnie do transportera.
W prawdzie kobieta słyszała jego wołanie, ale w tej chwili nie miała czasu na wyjaśnienia.
Kiedy tylko wybiegła z sali projekcyjnej, znów spróbowała nawiązać telepatyczny kontakt z młodym oficerem, tym razem znacznie mocniej "napierając" na jego umysł, by zmusić go do wysiłku.
"Lost? Co się dzieje" - rzuciła, biegnąc przez korytarz prosto w kierunku transportera.
I wtedy, na chwile, telepatyczna więź znów stała się silniejsza.
Ale zamiast typowej rozmowy, w jej umyśle pojawiły się tylko obrazy. To jednak wystarczyło ze setki słów.
Jeden z Łowców dostał się na hive i zaatakował Lostpath. Ze słów, które usłyszała w przekazie wywnioskowała, że była to zemsta. Forma kary za to, że Wraith ośmielił się porzucił swojego byłego Dowódcę i poprosić Wildfire o możliwość służby na jego statku.
Być może dla Darkspace był ro rodzaj policzka, pomyślała. W końcu obaj Dowódcy od dawien dawna nie przepadali za sobą, delikatnie rzecz ujmując, jak poinformował ją kilka dni temu Lost. Dlatego tez postanowił wysłać zabójcę, aby wymierzył jego byłemu oficerowi sprawiedliwość i zmył z niego tą zniewagę.
"Trzymaj się. Już do ciebie idę" - odpowiedziała, zatrzymując się przed drzwiami transportera.
"Nie… Schwytaj go… Proszę".
Zawahała się na moment.
"Dobrze… Ale trzymaj się. Niedługo tam będę" - dodała i na chwile skupiła się, próbując połączyć z hive.
To było trudne, ale nie niewykonalne. Cały problem polegał bowiem na zrozumieniu przez drugą stronę "języka", którym posługiwał się rozmówca. Ale miała teraz pomysł na jego rozwiązanie, przynajmniej częściowe, przekazując Nebuli obraz twarzy Łowcy i emocje z tym związane: że stanowi zagrożenie dla innych.
Po chwili odebrała przekaz: lokalizację intruza. Zmierzał w kierunku głównego hangaru. Zapewne po to, aby uciec ze statku, uznała. To było logiczne: jak najszybciej opuścić miejsce zbrodni aby uniknąć schwytania zanim ktoś znajdzie rannego, pomyślała i otworzyła drzwi do transportera.
- Kate?! - usłyszała jeszcze w korytarzu wołanie nadbiegającego Maxa. - Co się dzieje?!
Ale odpowiedzieć nie przyszła w formie słów… lecz tych samych obrazów, które ona wcześniej otrzymała od Lostpath... A potem drzwi pomieszczenia zupełnie się zamknęły i promień transportera zabrał ją wytypowane miejsce.
Wraith zatrzymał się i spojrzał za siebie, na zbliżająca się właśnie pozostała trójkę.
- Ktoś zaatakował Lostpath - oznajmił.
- Tego młodego, który się do was przyłączył? - spytał Stroke.
- Tak - odparł i ruszył dalej, teraz już tylko idąc szybko. - Napastnikiem jest Łowca wysłany przez Darkspace.
- Musiało go porządnie zaboleć, że młody oddał Kate Harrigan właśnie tobie, skoro nasłał na niego swojego Dissiceri - stwierdził najstarszy z Wraith, zerkając na idącego obok niego wnuka.
- A to oznacza, że może nie skończyć się na tym jednym incydencie - mruknął niechętnie.
- Także przeszło mi to przez myśl - przyznał tym samym tonem i zatrzymał się tuż za progiem pomieszczenia transportera.
Stardust stał już na niskiej platformie, lecz wyraźnie umysłem błądził gdzie indziej, zdając się jakby nasłuchiwać czegoś.
- Kate jest w głównym hangarze - poinformował ich po chwili. - Śledzi Łowcę.
- A co z Lostpath? - zapytał Dowódca.
- Jest w jej kwaterze.
- Idę do niego, a wy zajmijcie się tym Łowcą - rzucił. - Każę nikogo nie wypuszczać z hangaru, ale załatwimy to po cichu - dodał i wycofał się z pomieszczenia, ciągnąc za sobą za ramię Rainsong. - A ty idziesz ze mną.
Drzwi niewielkiego pomieszczenia zasunęły się, a kiedy Wildfire otworzył je ponownie, nikogo już tam nie było.
.
.
Kate wybiegła z korytarza na jeden z licznych pomostów przecinających główny hangar. Rozejrzała się wokół, ale nigdzie nie mogła zlokalizować Łowcy. Nigdzie w pobliżu nie było także żadnego myśliwca, którym mógłby odlecieć. Gdzie zatem poszedł? Jak miał zamiar wydostać się z hive, pomyślała… i nagle doznała olśnienia.
Wrota!
Na każdym statku Wraith znajdowały się wrota przy pomocą których, podczas Żniw, blokowali te znajdujące się na planecie, aby uniemożliwić mieszkańcom ucieczkę.
Był tylko mały problem - nie miała pojęcia gdzie na hiveship znajduje się sala wrót, pomyślała i jakby w odpowiedzi, jej uwagę przyciągnęła nagle postać wędrująca tym samym pomostem na drugim końcu hangaru.
Zerwała się natychmiast z miejsca, biegnąc za nim. Łowca kierował się wprost do jednego z pomieszczeń, które tam się znajdowały, ale kiedy Harrigan była już w połowie drogi, on zniknął z drzwiami.
Przyspieszyła. Nie mogła pozwolić aby uciekł i pozostał bezkarny za to co zrobił. Tym bardziej, jeśli ona nie zdąży na czas, aby uratować Lost.
Drzwi rozstąpiły się przed nią, ukazując nieduże pomieszczenie, a w nim aktywne już wrota oraz DHD.
Ktoś właśnie wchodził w błękitno-stalowy horyzont zdarzeń, stanowiący obecnie niemal jedyne źródło światła w sali.
Nie zastanawiając się, Kate zrobiła jedyna rzecz jaka w tym momencie wydała się jej odpowiednia: wyciągnęła przed siebie dłoń, próbując przy pomocy telekinezy wyciągnąć Wraith z tunelu z powrotem do pomieszczenia. Miała tylko nadzieję, że w ten sposób nie uszkodzi go. A przynajmniej nie śmiertelnie.
Przez chwilę zmagała się z siłami działającymi wewnątrz tunelu, lecz ku jej zaskoczeniu akcja przebiegła zadziwiająco szybko i sprawnie. Prawdę powiedziawszy nie spodziewała się, że będzie to takie proste. Obawiała się bowiem komplikacji związanych z siła, która wciągała dany obiekt w horyzont zdarzeń.
Kiedy tylko Łowca zaczął wycofywać się z lekko falującej tafli, Harrigan zwiększyła oddziaływającą na niego moc i po chwili samiec przeleciał przez całe pomieszczenie, uderzając z impetem o ścianę. A potem, nieco ogłoszony, osunął się na podłogę.
Nie czekając aż Wraith w pełni odzyska świadomość, kobieta wysłała w jego kierunku elektryczne wyładowania. To na dobre pozbawiło go przytomności.
Dopiero teraz pozwoliła sobie na mały odpoczynek. Pochylając się nieco i opierając dłonie o kolana, oddychała szybko, zdyszana. Nawet jako Biegacz nigdy nie musiała pokonywać takich dystansów sprintem.
Ktoś jeszcze wszedł do pomieszczenia.
Spojrzała w tamtym kierunku i wyprostowała się. To byli Stroke i Stardust w towarzystwie kilku zamaskowanych żołnierzy, których zabrali ze sobą po dotarciu do hangaru.
- To on - wysapała. - Ogłuszyłam go dosyć porządnie, więc nie powinien sprawiać problemów - dodała i wyszła szybko z sali wrót, by znów zacząć biec pomostem.
Dwójka oficerów Wraith odprowadziła ją tylko wzrokiem, po czym nakazali żołnierzom zabranie nieprzytomnego Łowcy.
Tym razem Harrigan miała nieco ułatwione zadanie. Transporter, do którego zmierzała, znajdował się bowiem znacznie bliżej niż poprzedni. Skrywała go jedna z potężnych kolumn zaczynająca się gdzieś w otchłani w dole i ginąca w półmroku wysoko nad nią. A kiedy tylko drzwi zasunęły się za nią, promień przeniósł ją we wskazane miejsce: wprost na platformę w pobliżu jej pokoju.
Znów ruszyła biegiem, szybko pokonując kilkanaście metrów korytarza i zanim dotarła na miejsce, wysłała drzwiom telepatyczne polecenie. To pozwoliło jej wbiec do środka.
Zatrzymała się tuż za progiem na widok stojącego z boku Rainsong i Dowódcy kucającego obok Lostpath siedzącego pod ścianą tuż obok przejścia do łazienki. Z jego piersi wystawała krótka rękojeść wykonana z twardego, organicznego materiału - tego samego, który stanowił główny element konstrukcyjny wszystkich statków i większości urządzeń Wraith.
Podskoczyła do nich natychmiast, upadając na kolana. Spojrzał na nią, ledwie przytomny.
- Złapałaś go? - wyszeptał z wyraźnym trudem.
- Tak. Żołnierze go zabrali.
- To dobrze… Dziękuję - odparł z lekkim uśmiechem i przymknął oczy.
- Hej!… Tylko nie waż się mi tu umierać - rzuciła. - Nie w moim pokoju - próbowała zażartować, co nawet odniosło pewien sukces.
Młody oficer spojrzał bowiem na nią i uśmiechnął się lekko, podczas gdy ona zaczęła oglądać ranę.
- Nie dotykaj - rzucił Wildfire, chwytając jej dłoń, kiedy kobieta sięgała po nóż. Spojrzała na niego, a on puścił ją. - Wzmocniłem go na ile mogłem - wyjaśnił, już spokojnie, wskazując na ranę na jego piersi, jakby po żerowaniu - ale w tej chwili tylko to ostrze powoduje, że nie wykrwawia się na śmierć…
- Wasze zdolności regeneracyjne nie wystarczą? - zapytała, nieco zdziwiona.
- Problem jest bardziej skomplikowany, niż na to wygląda… Zabójcy często używają pewnej substancji, która powoduje znaczne ograniczenie zdolności regeneracyjnych Wraith w okolicach rany. To zazwyczaj wystarczy, aby ofiara wykrwawiła się na śmierć... A serce to bardzo wrażliwy organ… Poza tym ostrze jest ząbkowane, więc usuwając je, przetniesz po drodze pełno żył. W efekcie wykrwawi się, zanim organizm zdąży zneutralizować substancję i zregenerować się… Niestety obawiam się, że to zbyt poważna rana. Nawet jak dla nas - dodał pesymistycznie.
O dziwo jego głos był spokojny jak nigdy dotąd, zauważyła. A nawet wydawał się być nieco współczujący.
- Dlatego miałem nadzieję, że twoje zdolności mogą się teraz przydać - wyjaśnił.
Kate zastanawiała się nad czymś przez moment.
- Mogę spróbować odsuwać żyły tak, aby ostrze ich nie przecięło.
- Potrafisz to? - zapytał Dowódca.
- Nigdy wcześniej nie robiłam czegoś takiego… ale myślę, że to wykonalne - przyznała. - Jeśli odpowiednio się skupię, będę w stanie… zobaczyć wnętrze ciała. A to pozwoli mi użyć telekinezy i uchronić żyły podczas wyciągania ostrza… Ale to może długo potrwać - dodała, spoglądając przepraszająco na Lost. - Skupianie się na kilku rzeczach jednocześnie jest trudne, a ja nigdy tego nie rozbiłam.
- Zrób to - zgodził się młody oficer, mówiąc z jeszcze większym trudem niż poprzednio.
- OK - rzuciła optymistycznie. - Najpierw wzmocnię cię maksymalnie. Może to dodatkowo przyspieszy neutralizację tej substancji - dodała i otworzyła jedną z dłoni, aby zacząć tworzyć nad nią kule energii.
Na ten widok stojący z tyłu chłopak cofnął się pod samą ścianę.
- Potem zajmiemy się ostrzem - ciągnęła spokojnie dalej, nie zwracając zupełnie uwagi na młodzika. - Ale musi siedzieć bardziej wyprostowany - dodała, spoglądając na Wildfire.
Ten rozejrzał się szybko po pokoju, by zatrzymać wzrok na jednym z mebli.
- Krzesło - oznajmił i podniósł się, aby je przynieść. - Założymy mu ramiona za oparcie. To wymusi określona pozycję - dodał i położył je na boku, wsuwając oparcie za plecy Wraith.
Następnie pomógł mu przełożyć ramiona do tyłu.
Lostpath jęknął i skrzywił się z bólu, gdy przyszła kolej na lewe ramię i ostrze w jego piersi poruszyło się nieco.
- Super… Powinno wystarczyć - powiedziała i przysunęła dłoń do piersi oficera, aby zacząć wzmacniać go swoją życiodajna energią.
Zajęta swoim zadaniem, nawet nie zwróciła uwagi kiedy drzwi pokoju rozsunęły się, wpuszczając do środka dwóch kolejnych Wraith. Widząc co się dzieje, obaj tylko spojrzeli na Dowódcę hive.
"Czy jest tak kiepsko jak wygląda?" - zapytał go Stroke, pozwalając jednocześnie swojemu synowi, aby usłyszał to samo.
"Obawiam się, że tak" - niemal mruknął w odpowiedzi. "Nawet jeśli usuniemy nóż, nie zdoła się w porę zregenerować. Ostrze zbyt głęboko tkwi w sercu… Już pluł krwią" - dodał pesymistycznie.
"Wiec co ona robi?" - wtrącił Stardust.
"Nie wiem dokładnie, ale chce bardzo powoli wyciągnąć ostrze, jednocześnie w jakiś sposób uważając aby nie uszkodzić dodatkowych żył… Ostrze jest ząbkowane" - wyjaśnił.
"Sprytnie. Wyciągane ostrze, zada jeszcze więcej obrażeń" - tym razem to Strok był pesymistą.
Przerwali. Kula energii nad dłonią Kate właśnie zaczęła się kurczyć, by po chwili zupełnie zniknąć. Otworzyła oczy i spojrzała na młodego Wraith.
- Wystarczy?
- Chyba… tak - jęknął.
- OK… Więc teraz zaczniemy etap drugi… Na pocieszenie powiem, że mam spore zdolności manualne… I dużą cierpliwość do różnego rodzaju żmudnej dłubaniny - próbowała znów zażartować.
- Od razu… mi ulżyło - odciął z lekkim uśmiechem, jednak jego głos był coraz bardziej zmęczony.
- No dobra… raz kozie śmierć - rzuciła, na co on spojrzał na nią poważnie. Uśmiechnęła się szeroko. - To takie powiedzenie… Typu: do dzieła - zapewniła go, chociaż z wyrazu jego twarzy bez problemu wywnioskowała iż niezbyt w to uwierzył. - No to do roboty - mruknęła na koniec pod nosem i skupiła się ponownie.
Zamknęła oczy, skupiając się na ostrzu wbitym w serce.
Musiała zwizualizować w swoim umyśle całą sytuację. Nie potrafiła tego dokładnie wyjaśnić, ale w tym przypadku wzrok nie był częścią całego procesu. Jakb skupienie umysłu zastępowało wzrok, a ona była w stanie przeniknąć do wnętrza organizmu i powiększać obraz... zobaczyć wnętrze serca Wraith i tkwiące w nim ostrze, aby wiedzieć jak je wyciągać. A co najważniejsze wszystkie te drobne elementy, których uszkodzenie mogło zadecydować o powodzeniu całej operacji.
To było dziwne a jednocześnie interesujące doświadczenie. Przypominało jej trochę poruszanie się w wirtualnej rzeczywistości. Jednak tutaj każda czynność nie była wykonywana za pomocą gestów dłoni skrytych w rękawicach, lecz przy użyciu siły umysłu.
Nazywała to dalekowidztwem. Pozwalało jej nie tylko zajrzeć w głąb czegoś, lecz także dostrzec to, co znajdowało się w oddali. Oczywiście jak wszystko wymagało to praktyki, a ona ostatni raz robiła to jako nastolatka, kiedy odkryła swoją nowa zdolność i bawiła się nią przez krótki czas.
Podniosła nieco dłoń, ustawiając ją naprzeciw rękojeści noża, a potem przesunęła nieco w górę.
Lostpath jęknął z bólu a jego tętno nieco wzrosło.
Ale musiała to zrobić. Gładka góra noża nie uszkodzi tkanki, a ona musiała zrobić sobie trochę miejsca pod dolną częścią, aby jej haczykowate ząbki nie przylegały tak dokładnie do narządu.
Potem wzięła głębszy wdech i przesunęła ostrze zaledwie o parę milimetrów.
Powtarzała tą procedurę w kółko, jednocześnie cały czas pilnując, aby ostrze nie zahaczyło o żadną żyłę.
Jeśli taka znajdowała się na drodze metalu, umysłem przesuwała ją na tyle, aby bezpiecznie przesunąć nóż chociażby o kolejny milimetr.
Krótkie przerwy pozwalały jej nieco odprężyć umysł. Nigdy wcześniej bowiem nie wykonywała kilku czynności na raz. Nie miała w tym żadnej praktyki. Tak samo jak jej organizm, który nie był przyzwyczajony do aż tak wytężonego wysiłku.
Nawet kiedy była Biegaczem, używała swoich umiejętności tylko przez chwilę. Także wtedy, gdy ich moc była zwiększona. Ale to było dla niej czymś zupełnie nowym. I nawet jeśli cały proces odbywał się tylko w jej umyśle, to i tak był o wiele bardziej wyczerpujący niż wzmożony wysiłek fizyczny.
Dwójka najstarszych Wraith usadowiła się na łóżku, cały czas uważnie obserwując jej postępy. Tak samo zresztą jak Wildfire, który oparł się o blat biurka i splótł ramiona na piersi. Nawet Rainsong usadowił się tuz obok wejścia do pokoju, by z boku móc uważnie obserwować to co się działo.
W pokoju zapanowała grobowa cisza, która zdawała się trwać wieczność.
Lostpath otworzył w końcu oczy, powoli odzyskując siły. Ostrze wysunęło się już na kilka centymetrów z jego piersi, pozwalając sercu lepiej funkcjonować, kiedy wreszcie opuściło najbardziej newralgiczne miejsce.
Spojrzał na kobietę. Zdawała się patrzeć wprost na nóż… ale jej spojrzenie było dziwne i jakby nieobecne. Przyglądał się jej uważnie przez chwilę, przechylając nieco głowę w bok.
- Co się stało? - szepnął Stroke, przerywając długotrwała ciszę.
- Nie wiem… ale wygląda jakby skamieniała. Nawet nie drgnie i przestała cokolwiek robić - odparł, wciąż przyglądając się jej uważnie.
- Może potrzebuje dłuższego odpoczynku - niemal mruknął Dowódca. - W końcu właśnie ratuje ci życie w bardzo nietypowy sposób - zauważył.
Młody oficer zerknął tylko na niego, lecz nic nie odpowiedział. Znów zamknął oczy, próbując nieco medytować. To odprężało jego organizm i rozluźniało mięsnie, a jednocześnie spowalniało bicie serca, odciążając je.
- Sir?... Ona krwawi z nosa - szepnął nagle chłopak, wskazując dłonią i spoglądając jednocześnie na Wildfire.
Cała trójka wyprostowała się, zaniepokojona, a były Łowca znów otworzył oczy.
- Kate? - szepnął, ale ona nawet nie drgnęła. - Kate - dodał głośniej i nieco bardziej stanowczo, lecz ponownie bez jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
Dowódca podszedł do nich, kucając obok niego, by przyjrzeć się ludzkiej samicy. Rzeczywiście wyglądała, jakby zamarła w totalnym bezruchu, niczym skamieniała. Jednak to, co go w tej chwili bardziej interesowało, a w zasadzie zaniepokoiło, to wypływającą nieco z nosa krew.
- Harrigan - rzucił typowym dla siebie władczym tonem, chociaż stała się nie robic tego zbyt głośno, aby jej nie wystraszyć.
Kobieta drgnęła, a potem zamrugała, jakby wyrwana z głębokiego transu. Spojrzała zaskoczona najpierw na Lost, a następnie na kucającego obok niego Dowódcę.
- Krwawisz z nosa - wyjaśnił, już spokojnie.
Dotknęła palcem górnej wargi, a potem spojrzała na niego. Rzeczywiście był brudny od krwi.
- To nic takiego. Zdarza się przy wytężonym wysiłku - wyjaśniła.
- Może powinnaś nieco odpocząć? - zasugerował Stardust. - Jeśli będziesz zbyt zmęczona, nie dokończysz niczego.
- Ma rację. Zrób sobie przerwę, a ja potrzymam nóż - powiedział Wildfire i usiadł na jedną nogę, a drugą zgiął w kolanie, by oprzeć na nim swoją rękę.
Potem podsunął dłoń pod rękojeść, a Kate zwolniła mentalny uścisk. Młody Wraith skrzywił się lekko, kiedy ostrze minimalnie poruszyło się w ranie.
- W porządku? - zapytał starszy oficer.
- Tak, sir.
Harrigan podniosła się powoli z podłogi… i przystanęła na moment, zamykając oczy.
- Co się stało? - zaniepokoił się Pierwszy Oficer, wstając z łózka.
- Nic… Tylko trochę zakręciło mi się w głowie - odpowiedziała mu z lekkim uśmiechem, po czym weszła do łazienki.
Błękitnawa przesłona zasunęła się za nią.
Stardust usiadł z powrotem obok swego ojca, by nagle zauważyć lekki rozbawienie na jego twarzy.
- Co?
- A mówił, że ona w ogóle go nie słucha - rzucił z nuta ironii Stroke. - A tu proszę, wystarczyło jedno stanowcze słowo i od razu zareagowała. Pełna współpraca.
- Obawiam się, że to po prostu fart - parsknął jego syn.
- Bardzo zabawne - burknął Wildfire.
Obaj Wraith uśmiechnęli się szerzej, podczas gdy dwóch młodszych usilnie starało się ukryć swoje rozbawienie tymi komentarzami.
Wejście do sąsiedniego pomieszczenie otwarło się, wypuszczając z niego kobietę. Trzymała w dłoni swój kubek do mycia zębów.
Ciągłe i tak intensywne skupienie oraz konieczność używania jednocześnie kilku jej zdolności sprawiały, że szybko zaczęła odczuwać ból głowy. A to nie pomagało jej w skupieniu się nad zadaniem.
- Zrobię sobie tylko tabletki przeciwbólowe - poinformowała, szybko podchodząc do swojej torby.
Zostało jej jeszcze kilka sztuk z opakowania, które zawsze przy sobie nosiła. Na Ziemi często miewała bóle głowy, ale zazwyczaj albo na tyle słabe, że je ignorowała, albo wystarczała jej kawa. Czasami jednak potrzebowała wsparcia farmaceutycznego… tak jak teraz. Ból wyraźnie nasilał się i dobrze wiedziała, że to może być dopiero początek.
- Źle się czujesz? - spytał znowu Stardust.
- To tylko ból głowy z powodu wysiłku. Nic takiego - zapewniła, czekając aż dwie musujące tabletki rozpuszczą się w wodzie. - Powinno szybko minąć. Tabletki są dosyć silne.
- Gdybyś potrzebowała silniejszych, powiedz - odezwał się Wildfire. - Mamy na pokładzie różnego rodzaju środki przeciwbólowe.
- Dziękuje, ale to powinno wystarczyć - odparła uprzejmie i wypiła szybko zawartość kubka. - Niestety niezbyt dobrze smakuje - dodała, krzywiąc się.
- Moja matka mawiała, że lek ma pomagać a nie dobrze smakować - odezwał się Stroke.
Harrigan spojrzała na niego lekko zaskoczona.
- Na serio? - zdziwiła się, jednocześnie nieco rozbawiona. - Też znam to hasło - przyznała i ponownie usadowiła się obok Lostpath, by wyciągnąć dłoń w kierunku noża. - Możesz puścić. Trzymam do - dodała, spoglądając na starszego Wraith.
Ten skinął tylko głową i zabrał rękę spod rękojmi. A potem patrzył jak oczy Harrigan znów robią się mętne, bo po chwili zamigotać delikatnie.
