Rozdział 38
Neurolink.
Po ciężkim dniu zakończonym bólem i pobytem w pokładowym… ambulatorium, nastał ciężko dzień przeprawy przez kanały techniczne - jej ulubione zajecie jak na razie, pomyślała zgryźliwie.
Ku jej pewnemu zaskoczeniu wciąż towarzyszył im nastoletni Wraith. Prawdę powiedziawszy sądziła, że się obraził po tym, jak potraktowała go na stołówce i w ogóle się już nie pojawi. Na całe szczęście zaprzestał przynajmniej tych swoich złośliwych dygresji co do jej osoby oraz wiedzy. Po prostu przyglądał się lub przysłuchiwał temu, co mówi Stardust.
Nie była jednak pewna czy powodem tej nagłej zmiany jest samo zajście w stołówce, czy też to, czego świadkiem był w jej kwaterze, kiedy uzdrawiała Lost… A może jedno i drugie, uznała, skręcając w kolejny wąski tunel.
W końcu zatrzymała się i sięgnęła po tablet Wraith wsunięty za szeroki, skórzany pas zapięty po ukosie przez jedno ramię. Był częścią munduru Stardusta… ale zabrała mu go, kiedy znowu kazał jej wejść do tuneli. Dzięki temu nie musiała trzymać urządzenia w ręce, co byłoby bardzo niewygodne podczas poruszania się na czworaka.
- Gdzie ja do cholery jestem? - mruknęła do siebie, włączając tablet.
Ekran zamigotał i ukazał plany korytarzy technicznych w tej części hive.
- To będzie chyba tędy - stwierdziła i wsunęła urządzenie z powrotem za pas.
Już chciała ruszyć dalej, kiedy nagle jej uwagę przyciągnął ślepy zaułek z lewej… który już nie był ślepym zaułkiem.
Zmarszczyła nieco brwi. Przysięgłaby, że ten tunel kończył się ścianką… lecz teraz stał przed nią otworem.
Jeszcze raz szybko spojrzała na plany. Nie myliła się. Tego przejścia nie powinno tutaj być. Zgodnie z planami ten tunel kończył się zaledwie trzy metry od niej, prowadząc jedynie na szerokość pionowych kanałów technicznych, którymi można było się tutaj dostać po zamontowanej w nich drabince. Dalej powinien być już tylko gruby kadłub… a za nim kosmiczna pustka.
Ale ten tunel prowadził jeszcze przez co najmniej dziesięć metrów i wyraźnie kończył się jakimś pomieszczeniem. A to oznaczało, że powinien prowadzić w ową lukę w kadłubie statku.
Przez chwilę spoglądała w tamtą stronę. To nie może być jak w "Infekcji", pomyślała. Według planów tam w ogóle nie powinno niczego być. Hive nie utworzyłby dodatkowego pomieszczenia tak szybko. Nie wraz z grubą warstwą kadłuba, pod którą właśnie się znajdowała. A przecież jeszcze przed chwilą zdecydowanie widziała tam ścianę.
- No dobra. Zerknijmy na to - mruknęła znowu pod nosem. - Raz kozie śmierć - dodała i skręciła w lewo.
Tunel rzeczywiście poprowadził ją przez kilkanaście metrów wprost do jakiegoś pomieszczenia. Wysunęła ostrożnie głowę, aby się rozejrzeć. W tej samej chwili w ciemnym pomieszczeniu pojawiło się blade, żółtawe światło, coraz to mocniej oświetlając wszystko i pozwalając jej dostrzec coraz to więcej szczegółów.
Pomieszczenie było niewielkie, na bazie nieregularnego okręgu, a w jego centralnej części znajdowało się coś na kształt banku pamięci, który już nieraz widziała. Tyle, że tym razem była to zminiaturyzowana wersja. Natomiast przy ścianach, pomiędzy kilkoma kolumnami, dostrzegła panele kontrolne.
Te same kolumny, jak to często bywało na hive, stanowiły jednocześnie źródło światła dla pomieszczenia.
Spojrzała w dół. Wylot z tunelu znajdował się jedynie metr ponad podłogą, co pozwalało jej swobodnie wejść do pomieszczenia… a potem się z niego wydostać. Miała tylko nadzieję, że kiedy tylko znajdzie się w środku, ściana nie zasklepi się za nią.
Stając na równych nogach, rozejrzała się raz jeszcze i dopiero wtedy dostrzegła pojedynczą płytę drzwi. Tuż obok wylotu kanału technicznego. Otworzyła je przy pomocy panelu w ścianie, by zobaczyć zwykły korytarz, ciągnący się przez kilkanaście metrów… a potem nagle urywający się. To był ślepy zaułek zakończony litą ścianą. A mimo to ruszyła nim spodziewając się coś znaleźć. Cokolwiek, co zasugerowałoby dlaczego znajduje się tutaj pomieszczenie, którego nie ma na planach. Niestety, kiedy dotarła do końca okazało się, że nie było tam kompletnie niczego, poza twarda, chropowatą ścianą.
Zawróciła więc do pomieszczenia i podeszła do panelu kontrolnego rdzenia pamięci. Niewielki ekran zamigotał, ukazując typowe informacje jakie mogła znaleźć w każdej innej bazie danych na hive.
I nagle ekran zamigotał ponownie, by po chwili pokazać coś zupełnie innego.
"Witaj"
"Kate"
- Nebula? - spytała, chociaż było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
"Tak" - pojawiła się odpowiedź.
Harrigan zmarszczyła nieco czoło.
- To ty mnie tutaj sprowadziłaś? Ty odsłoniłaś przejście.
"Tak"
- Dlaczego?
"Neurolink tu jest"
- To urządzenie do komunikacji z hive?... To znaczy Lewiatanami - poprawiła się.
"Tak"
- Mam je naprawić?
"Nie"
"Połączyć się"
- Połączyć? - niemal parsknęła. - Z tobą?
"Tak"
- Ale po co? - zdziwiła się. - Nie jestem jednym ze Stwórców. Nie pomogę ci w niczym.
"Słyszysz Lewiatany"
- To o niczym nie świadcz - stwierdziła. - A co jeśli ten neurolink nie jest przystosowany do połączenia z ludzkim umysłem? Skoro Lewiatany zostały przystosowane pod Wraith, to ich umysł powinien być bardziej odpowiedni do tego.
"Wraith nie słyszą"
"Kate słyszy"
- OK… Przemyślę to - odparła. - Ale musze mieć więcej danych na ten temat, aby stwierdzić na ile to jest bezpieczne. A analiza danych trochę potrwa… Zrozum, chcesz podłączyć się do mojego mózgu. Jeśli coś się nie uda, umrę… Albo do końca życia będę wegetująca roślinką - mruknęła bardziej do siebie. - Czy wiesz co to znaczy umrzeć?
"Tak"
"Unicestwienie"
- Dokładnie… A ludzie bardzo cenią sobie własne życie… Na ogół… A przynajmniej ja tak.
Ale na ekranie nie pojawiła się żadna odpowiedź. Przez dłuższą chwilę był zupełnie czarny, by nagle zapełnić się cała lawiną danych.
.
.
Posiłek znowu zjadła na platformie w hangarze.
Nie miała ochoty siedzieć na stołówce wraz z innymi ludźmi. Wystarczy jej, że gdy tylko tam weszła po obiad, szybko zapadła niemal grobowa cisza, a oczy wszystkich skupiły się na niej. Dopiero reakcja Lylith sprawiła, że zgromadzone w sporym pomieszczeniu osoby wróciły do swoich poprzednich rozmów.
Słowa dziewczyny nawet rozbawiły Kate:
- Na co się tak gapicie? Nigdy nie widzieliście człowieka z zewnątrz?
Spojrzała na nią nieco zaskoczona i uśmiechnęła się kącikiem ust.
- To już nie jestem Avatarem? - zażartowała. - Tylko znowu człowiekiem z zewnątrz?
- …Nie wiem - odparła z pewnym wahaniem, przyglądając się jej bacznie. - Wiem natomiast, że nie lubisz kiedy nazywają cię Avatarem, dlatego uznałam, że na razie powinnam traktować cię jak do tej pory. Zanim nie dowiem się prawdy.
Harrigan nie odpowiedziała. Znów uśmiechnęła się tylko lekko i zabrawszy swój posiłek, opuściła jadalnię Czcicieli. Pobliski transporter zabrał ją wprost do hangaru i to dokładnie na poziom, na którym znajdowała się jej platforma. Tam wystarczyło, że przeszła zaledwie kilkanaście metrów, by znaleźć się na miejscu. Usiadła tuż pod ścianą, zaraz przy krawędzi platformy i odłożywszy na chwilę talerz na bok, włączyła tablet Wraith. Zgrała do niego wszystkie informacje na temat neurolinku i miała zamiar je teraz przejrzeć.
Nie mogła zbyt długo pozostać w tamtym pomieszczeniu. Stardust wysłał ją w konkretne miejsce i oczekiwał, że niebawem zamelduje mu dlaczego przekaźnik nie działał prawidłowo. Właśnie dlatego szybko ściągnęła interesujące ją dane i wróciła do swoich zajęć. Teraz jednak miała chwilę czasu, aby przeanalizować chociażby cześć informacji.
Zajęta obiadem i studiowaniem zawartości tabletu, nawet nie zauważyła kiedy na platformę wszedł ktoś jeszcze, by kucnąć tuż obok.
- Dalej się dąsasz? - zapytał nieco zgryźliwie Lostpath.
Zerknęła na niego szybko.
- Nie dąsam się - niemal mruknęła, wracając zaraz do przeglądania danych.
- Właśnie widzę.
- A czemu to cię w ogóle obchodzi? - odcięła, lecz wciąż nie spuszczała wzroku z ekranu tabletu.
- Może dlatego, że cię lubię.
Kate parsknęła lekko, spoglądając na niego.
- Ty, mnie? Człowieka?
- A co w tym dziwnego? - poczuł się nieco dotknięty jej uwagą. - Uważasz, że to niemożliwe?
- Nie w tym rzecz… Chodzi raczej o fakt, że jeszcze niedawno polowałeś na mnie - przypomniała mu zgryźliwie i znów wróciła do czytania.
- Przyznaję, że pod tym względem sam tego nie rozumiem… - uspokoił się - ale tak samo nie rozumiem dlaczego w ogóle cię lubię. Jesteś złośliwa, bywasz arogancka i lekceważysz innych…
- Czyli zupełnie jak Wraith - parsknęła ponownie.
- To by oznaczało, że masz z nami więcej wspólnego niż z ludźmi - zauważył szyderczo.
- Niestety też to zauważyłam - niemal mruknęła. - Poza tym zazwyczaj tak jest, że nie wiadomo dokładnie dlaczego kogoś lubisz. Nieraz bywa, że jednych polubisz od razu, a w innych od razu coś ci nie pasuje… Taki dodatkowy zmysł. Intuicja.
- W takim moja zupełnie mnie zawiodła, skoro polubiłem ciebie - zadrwił.
Spojrzała na niego ponuro.
- Ale za to zawdzięczasz jej życie - odcięła.
- To fakt - przyznał i uśmiechnął się szeroko, ukazując ostre zęby.
Kobieta pokręciła lekko głowa, wzdychając.
Żadne z nich nie zauważyło jednak Wraith stojącego zaledwie poziom niżej i przyglądającego im się z uwagą z oddali.
- Nie niepokoi cię to? - zapytał Stardust, stając obok ojca i gestem głowy wskazując na młody oficer, który właśnie usiadł na platformie.
- Co takiego?
- Ich… znajomość. Wydaje się być dosyć zażyła - zauważył.
Stroke spojrzał na niego nieco rozbawiony.
- Ponieważ żartują?... Z tobą także żartuje. Czy to też powinno mnie niepokoić?
- Może i żartuje, ale ja znam granice…
- A oni po prostu się przyjaźnią - przerwał mu spokojnie i ruszył dalej w kierunku swojego myśliwca stojącego na jednej z platform. - Zapominasz, że mam nieco większa wiedzę na ten temat niż ty.
- Mógłbyś mnie uprzedzić - zauważył.
- Po co, skoro też tutaj jestem - odparł i zatrzymał się przy maszynie, spoglądając na syna. - Dam ci dobrą radę: pozwól rzeczom płynąć ich własnym torem. Nie ingeruj zbytnio w tok wydarzeń. Jeśli będzie to konieczne, ja to zrobię. Właśnie po to zostałem tutaj przysłany - wyjaśnił i wszedł do maszyny po dwóch schodkach, by usadowić się wygodnie w fotelu pilota. - Wracam za kilka godzin. Nie męcz jej zbytnio, bo czeka ją jeszcze trening - przypomniał i uaktywnił osłonę kokpitu.
Potem uruchomił silniki i myśliwiec uniósł się nieco ponad platformę, by następnie powoli ruszyć ku otwartej przestrzeni.
Stardust patrzył za nim przez chwilę, jak kierował się ku głównemu wylotowi z hangaru, a potem ponownie spojrzał w górę, na platformę. Siedząca tam dwójka wyraźnie prowadziła właśnie jakąś wesołą rozmowę, śmiejąc się nieco. Ot, dwójka przyjaciół.
Ale on, w przeciwieństwie do swojego ojca, nie był taki pewny co do charakteru tej znajomości. Więzi związane z wdzięcznością, szczególnie za uratowanie życia, potrafią być naprawdę silne. Sam coś wiedział na ten temat.
Jeśli więc ta znajomość przerodzi się w coś więcej… wtedy cały ich wysiłek pójdzie na marne. Trudno będzie nakłonić dwie osoby, aby poświęciły swoje uczucia dla wyższych celów.
Chociaż, może z drugiej strony… Może rzeczywiście niepotrzebnie panikuje, pomyślał. W końcu nawet zażyła przyjaźń wcale nie musi przerodzić się w coś więcej.
O tym także już nieraz sam się przekonał.
Poza tym w jednym Stroke ma rację, przyznał: on i inni Pierwsi znacznie lepiej orientują się w sytuacji, niż reszta Najstarszych. W końcu ich wiedza pochodzi wprost od źródła, więc gdyby coś zagrażało powodzeniu całej tej misji, z pewnością już by zareagowali.
Może więc powinien zaufać tej wiedzy i przestać się martwić… być może zupełnie niepotrzebnie.
Tak, tak właśnie powinien zrobić, uznał. Jak powiedział Stroke: pozwolić rzeczom płynąć ich własnym torem. Być może ma to wszystko także ma jakiś cel, pomyślał i ruszył w kierunku korytarza.
.
.
Upadła ciężko na podłogę i jęknęła z bólu.
To już kolejny raz. Zaczynała mieć wrażenie, że Wraith świetnie się bawi, posyłając ją co chwilę na ziemię. A potem każe się jej podnieść tylko po to, by znów ją powalić.
- Ałaaaa… Moje wszystko - wymamrotała, obracając się powoli na bok, aby równie wolno usiąść na nogach. - To ma być to twoje: delikatnie? - zadrwiła. - Poza tym nie powinno to być materacy amortyzujących upadek?
- To dobre dla mięczaków - odparł z szerokim uśmiechem Strok, wspierając się na swoim kiju.
- I dla początkujących - dodała, wstając powoli na nogi. - Matka cię nie uczyła, że nieładnie jest się znęcać nad młodszymi?
- Prawdę powiedziawszy uczyła…
Harrigan spojrzała na niego nieco zaskoczona.
- Uuu, serio?... To jakaś nowość - stwierdziła ironicznie.
- Oboje rodzie uczyli nas, że to niehonorowe walczyć z kimś, nad kim ma się znaczna przewagę. Ale, po pierwsze: to było dawno temu… a po drugie: to nie walka tylko ćwiczenia - odciął.
- Jasne… Powiedz to moim kościom - mruknęła, wyginając się nieco w bok, próbując w ten sposób nieco uśmierzyć ból w plecach. - Ciekawe dlaczego nad nim się tak nie znęcasz? - dodała wskazując na siedzącego z boku Lostpath.
Młody oficer z wyraźnym rozbawieniem przyglądał się całej sytuacji i przysłuchiwał tej słownej potyczce. Nigdy by nie przypuszczał, że jeden z Pierwszych Wraith może mieć równie złośliwe poczucie humoru jak ta ludzka samica. Prawdę powiedziawszy odniósł wrażenie, że Stroke dobrze się bawi, bez jakiegokolwiek wysiłku ripostując każdą jej złośliwość... Jakby robił to od dawna.
Znacznie starszy Wraith zerknął na niego.
- Ponieważ to już nie jest takie zabawne - stwierdził, wzruszając nieco ramieniem.
Kate zmrużyła nieco oczy, rzucając mu ponure spojrzenie.
- Wielkie dzięki - burknęła, udając urażoną. - Damski bokser… Nie chcę nic mówić, ale to jak znęcanie się nad niewinnymi zwierzątkami - wytknęła mu, grożąc palcem.
- Nie histeryzuj - parsknął. - Nikt jeszcze nie umarł z powodu kilku siniaków.
- Kilku? Jak tak dalej pójdzie, to za kilka dni będę pierwszy człowiekiem z równie piękny oliwkowy kolor jak wy - zadrwiła. - Po wszystkim dam sobie zrobić obdukcję, żeby potem mieć dowody do sądu, kiedy będę próbowała wysępić odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu.
Stroke prychnął lekko.
- I kto ci uwierzy?... Powiem, że zrobiłaś to sobie w tunelach technicznych… Stardust poświadczy - dodał i rzucił jej wielki uśmiech, ukazując swoje ostre zęby.
Kobieta znów spojrzała na niego ponuro.
- Cwana, zielona bestia - wymamrotała.
Wraith chciał coś powiedzieć, lecz jego uwagę przyciągnęła osoba, która właśnie zatrzymała się w progu wejścia do sali treningowej.
- I jak tam? - zapytał Wildfire.
- Twardo i boleśnie - parsknął Stroke.
Na ustach Dowódcy dał się zauważyć mały, ironiczny uśmieszek.
- Doprawdy?... Sądziłem, że uważasz ją za… Avatara i będziesz traktował z odpowiednim szacunkiem.
- I traktuję… Wciąż ma niepołamane kości - oznajmił beztrosko.
- Doprawdy, od razu poczułam się lepiej - odcięła Harrigan. - Ale teraz przynajmniej wiem teraz skąd u niego ten sadyzm… Ma to po tobie - zadrwiła. - Szkoda tylko, że humoru także nie po tobie odziedziczył, jak Stardust - niemal mruknęła, krzywiąc nieco usta.
- Taaak, tez nad tym ubolewam - przyznał, spoglądając na wnuka. - Ale domniemam, że to na wskutek obrażeń, jakich doznał w dzieciństwie.
- To musiał porządnie oberwać, że kompletnie stracił poczucie humoru.
- Niestety - zażartował, cały czas obserwując Wildfire z rozbawieniem.
Ten właśnie warknął cicho pod nosem, wyraźnie niezadowolony i niemal przewrócił oczyma.
- Wreszcie spotkałeś kogoś, kto jest równie złośliwy jak ty - syknął.
Stroke wzruszył lekko rękoma.
- No cóż… nigdy nie wypierałem się tego, że poczucie humoru mam po matce - rzucił i uśmiechnął się do niego szeroko.
Dowódca pokręcił nieco głową, zrezygnowany i odwrócił się, by odejść. Nie miał najmniejszego zamiaru
brać dłużej udziału w tej błazenadzie. Może i jego dziadek lubi takie słowne potyczki, ale on nie będzie robił z siebie głupca. Po pierwsze, jest Dowódcą… a po drugie, to nie w jego stylu.
Oficer i kobieta spojrzeli na siebie, a na twarzy Harrigan pojawił się grymas typu "Ups"… i to w dodatku wielkie "Ups".
- Chyba się obraził - stwierdziła, rozbawiona.
- Nieee - odparł spokojnie Wraith. - On ma tak zawsze.
Na jego słowa Kate zachichotała nieco.
- Coś mi się zdaje, że lubisz go wkurzać zupełnie jak ja - zauważyła z lekko szelmowskim uśmieszkiem.
- Ot, słabostka - rzekł i podniósł swój długi kij, aby płynnie zakręcić nim kilka razy. - No ale dosyć tych żartów. Wracamy do ćwiczeń - oznajmił.
- Bałam się, że to powiesz - westchnęła ciężko i także podniosła swój kij, leżący na ziemi.
Zanim jednak dobrze zdążyła się wyprostować, oficer zaatakował ją nagle.
Z trudem zablokowała jego cios, w ostatniej chwili orientując się co robi. Najwyraźniej jednak był zadowolony z jej szybkiej reakcji, zauważyła.
Przysłuchujący się wciąż temu wszystkiemu Lostpath wydawał się być coraz bardziej zdezorientowany, a jednocześnie rozbawiony. I to nie tylko tym, jak jeden z Najstarszych traktuje tą ludzką samicę… ale także tym, jak odnosi się do innych Wraith.
Nigdy wcześniej nie spotkał się z czymś podobnym.
Chociaż może dlatego, że nigdy wcześniej nie przebywał wystarczająco długo w towarzystwie Najstarszych. Do tej pory zazwyczaj jego kontakt w nimi ograniczony był do kilku formalnych spotkań. Lecz nigdy nie było mu dane zobaczyć jak zachowują się w stosunku do siebie w wolnych chwilach.
Ale teraz zaczynał rozumieć krążące o nich pogłoski… Te mówiące, że ich wzajemne relacje, jak i podejście do życia, są z grubsza inne niż młodszych pokoleń. Szczególnie tych urodzonych po Wielkiej Wojnie.
.
.
To był rzeczywiście bolesny trening.
Nawet jeśli Strok potraktował ją ulgowo.
A jeśli tak, to wolała nawet nie myśleć jak bolesne są prawdziwe treningi w jego wydaniu, pomyślała z rozbawieniem, wracając powoli do swojej kwatery. Kiedy jednak znalazła się w pomieszczeniu transportera, nagle zawahała się z wybraniem miejsca docelowego. Przypomniała sobie bowiem o ukrytym pomieszczeniu, które pokazał jej dzisiaj statek…
Dziwnie to brzmi, pomyślała z lekkim rozbawieniem. Ale jako organiczny twór pełen neuroprzekaźników hiveships miały prawo wytworzyć coś w rodzaju świadomości… I inteligencji. Można by je porównać do SI, uznała. I zapewne w pewnym sensie tym właśnie były Lewiatany: sztuczna inteligencją w organicznej powłoce.
Wiązka transportera przeniosła ją w pobliże szybu technicznego, którym, wspinając się po drabinie, dotarła do tunelu prowadzącego wprost do tajnej komory.
To dziwne że przez tyle tysiącleci nikt jej jak dotąd nie odkrył, stwierdziła, wchodząc do pomieszczenia. Najwyraźniej Wraith nie zawracali sobie nigdy głowy analizowaniem zgodności planów hive ze stanem faktycznym. No ale z drugiej strony to było tylko jeden, nieduży pokój. Pozostała cześć rozmieszczonych na statku korytarzy i pomieszczeń musiała się zapewne zgadzać.
"Witaj Kate" - pojawił się na monitorze napis, zanim zdążyła podejść do centralnej kolumny.
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Nie musisz mnie za każdym razem witać, kiedy tu przychodzę - powiedziała łagodnie. - I tak zapewne wszystkich cały czas obserwujesz, więc wiesz co robię i gdzie jestem.
"Tylko w ogólnodostępnych pomieszczeniach".
Harrigan zmarszczyła nieco czoło.
- Do kwater mieszkalnych nie masz dostępu? - zdziwiła się.
"Mam"
"Ale ograniczony"
- Z powodu prywatności?
"Tak"
- To miłe - przyznała. - Nikt nie lubi być cały czas obserwowany.
"Tak" - potwierdziła Nebula, co nieco rozbawiło Kate.
Wciąż nie mogła się przyzwyczaić, że rozmawia ze statkiem. W prawdzie na Ziemi miała już wcześniej do czynienia z programami komputerowymi mającymi służyć za podwalinę sztucznej inteligencji… ale to
zdecydowanie nie było to samo, stwierdziła. Możliwości Lewiatana był o wiele bardziej rozbudowane. Nebula nie tylko odpowiadała na konkretne pytania, ale potrafiła także udzielać szerszych wyjaśnień z własnej inicjatywy. Co zdecydowanie ułatwiało komunikację i nie powodowało konieczności dokładnego precyzowania zadawanych pytań.
"Neurolink gotowy do wszczepienia" - pojawił się na ekranie napis, wyrywając kobietę z jej rozmyślań i analizy danych, które właśnie przeglądała.
- Ale ja nie dlatego tutaj przyszłam - rzuciła i nagle cofnęła się szybko na bok, widząc zsuwające się gdzieś z góry grube, organiczne pnącze. - Chciałam tylko coś sprawdzić - dodała. - Nie przeanalizowałam jeszcze wszystkiego. Nie miałam na to dzisiaj czasu… Poza tym na razie i tak nie jest to wskazane.
"Dlaczego?"
- Za kilka dni ma przylecieć Wraith, który usunie implant wszczepiony przez Łowców. Chyba lepiej będzie jeśli nie zobaczy neurolinku. Zacznie zadawać pytania.
"Tak"
"Zaczekamy"
Harrigan odetchnęła z wyraźna ulgą. Jak na razie niezbyt była przekonana do tego całego połączenia. Kolejne obce urządzenie w jej ciele, w dodatku podłączone do jej mózgu, zdecydowanie nie było tym o czym marzyła.
