Rozdział 45
Próba asymilacji - cześć 2.
Ilakani przyglądała się przez dłuższy czas kobiecie siedzącej samotnie przy jednym ze stolików pod ścianą. Spokojnie spożywając swój posiłek, przeglądała dane na swoim urządzeniu, zupełnie ignorując to, co działo się wokół.
Większość czcicieli już przywykła do jej widoku… i jej zachowania. Szczególnie, że ona unikała kontaktów z innymi, trzymając się na uboczu. Chyba, że ktoś sam próbował z nią porozmawiać… Tak, słowo PRÓBOWAŁ jest tutaj odpowiednie, pomyślała kobieta, jako że Kate Harrigan większość takich rozmów z czcicielami zdawała się traktować jak zło konieczne.
Oczywiście wszyscy już wiedzieli, że nie jest ona nowym czcicielem, a jedynie… przymusowym robotnikiem, jak sama to określiła. Ale to właśnie dlatego starali się, aby pobyt na hive nie był dla niej przykry. Niestety ich próby szybko okazały się bezsensowne, jako że Harrigan zdecydowanie odmawiała współpracy, wyraźnie okazując wszystkim wokół swoją niechęć do jakichkolwiek kontaktów z nimi.
Osobą, którym udało się nawiązać z nią lepszy kontakt, poza Lostpath oczywiście, Ilkani dosłownie była mogła wyliczyć na palcach jednej dłoni.
Pierwszą z nich była młodziutka Lilith, której zupełnie przypadkowo przypadła rola przewodnika Kate po realiach panujących na hiveship. A jednak, ta aspołeczna kobieta, całkiem dobrze znosiła towarzystwo Czcicielki. Być może dlatego, że jak sama przyznała Harrigan, Lilith przypominała jej inną dziewczynę, równie młodą Mili z Vallen. A może dlatego, że czasami lubisz kogoś bez konkretnego powodu.
Tak czy inaczej to właśnie jej pierwszej udało się zdobyć sympatię nowego… Hivehealer, jak niektórzy Czciciele nieco żartobliwie nazywali kobietę New Lanteans. Chociaż rzeczywiście było to jej zajęcie.
Kolejną osobą, nieco ku zaskoczeniu Matki, która nawiązała z Kate bliższy kontakt, był kucharz, Kellah Andronis. Podobno wszystko zaczęło się, kiedy po powrocie z Vallen pewnego wieczoru kobieta postanowiła „upichcić sobie", jak to określiła, coś do jedzenia. Oczywiście w pierwszej chwili mężczyzna była bardzo niezadowolony z faktu, że ktokolwiek szpera w jego spiżarni, jednak kiedy dowiedział się jaki jest tego powód, jego irytacja od razu przerodziła się w zaciekawienie. Znał wiele przepisów kulinarnych pochodzących z najróżniejszych zakątków galaktyki Pegaza, jednak ta kobieta pochodziła z bardzo odległego miejsca i ku jego zaskoczeniu okazała się być prawdziwą kopalnią wiedzy… oczywiście tej, która interesowała jego: kuchnia.
Jak później dowiedziała się Ilakani tamten wieczór przerodził się w kilkugodzinną, kulinarną debatę, po której Kellah patrzył na znacznie młodszą od siebie Harrigan w zupełnie innym świetle: tym razem w pozytywnym.
Jednak największym zaskoczeniem dla Matki była trzecia osoba: Anaini Hadin.
W prawdzie nie można było powiedzieć, aby ich znajomość była tak zażyła, jak w przypadku Lilith czy nawet Kellaha, ale mimo wszystko widać było, że Harrigan żywi Hadin swoistą sympatią. Od ich powrotu z Vallen, Ilakani nie zauważyła, aby ta druga spoglądała na Anaini tym niechętnym, a nawet nieprzyjemnym wzrokiem, jak czyniła to wcześniej, podczas każdego z ich sporadycznych spotkań.
Ale chociaż od operacji Kate minął już prawie tydzień, to jednak nadal nikt nie wiedział co takiego wydarzyło się na Vallen, by spowodować tą nagłą zmianę. Nikt, poza Dowódcą, jak przypuszczała Matka…
- Wciąż próbujesz ją… z socjalizować z innymi? - parsknęła nagle z boku Antuaneth, przerywając rozmyślania znacznie starszej kobiety. - Strata czasu… Zresztą wątpię aby tu długo pobyła.
Ilakani spojrzała na nią kontem oka.
- A skąd taki wniosek?
- Działa Dowódcy na nerwy - odparła z satysfakcją młoda kobieta.
- Tak ci powiedział?
- Nie… Ale to widać.
- Hmm… No cóż, Dowódca sprowadził ją tutaj, aby udoskonaliła nasz hive, więc raczej szybko jej nie odeśle… i nie zabije - uprzedziła słowa młodszej kobiety. - Przynajmniej nie do czasu, aż skończy swoją pracę… A z tego co się orientuję, to raczej długo to potrwa - dodała z przekąsem.
Antuaneth spojrzała na nią, krzywiąc się nieco.
- Prędzej skończy jako jego posiłek - stwierdziła pewnym tonem i odwróciwszy się na piecie, odeszła.
Matka zerknęła za nią, uśmiechając się kącikiem ust, po czym znów przeniosła wzrok na Harrigan i ruszyła powoli w jej stronę.
- Mogę się przysiąść?
Kate spojrzała na nią lekko rozkojarzona zza tabletu… a potem wzruszyła obojętnie ramionami.
- Jest wolne - niemal mruknęła, wracając do swojego zajęcia i posiłku.
- …Jak ci idzie?... Z naprawami hive?
- Powoli… to jeden wielki burdel… bałagan - poprawiła się szybko. - Chociaż musze przyznać, że w pierwszym momencie myślałam, że będzie znacznie gorzej. Ale Maxiu całkiem nieźle sobie raził z utrzymaniem tego wszystkiego w kupie.
- Maxiu? - powtórzyła Matka.
Harrigan zerknęła na nią.
- Pierwszy Oficer… Nazywam go Max…
- Och… wybacz - uśmiechnęła się lekko. - Czasami zapominam, że Wraith nie od razu wyjawiają swoje Voca nowym Czcicielom.
- Znam jego prawdziwe imię… Ale wolę Max. Pasuje do niego - teraz to ona uśmiechnęła się szeroko.
- Rozumiem… Wydaje się ciebie lubić - zauważyła. - I to bardzo… Przyznam, że w pierwszej chwili sądziłam iż będziesz jego Aliqtar - dodała, jakby lekko rozbawiona.
- Oo - mruknęła młodsza kobieta.
- Wiesz co to znaczy?
- Tak… Lilith zdążyła mnie uświadomić już pierwszego dnia - Kate nie zmieniła tonu głosu. - My nazywamy to: kochanka.
- Uważasz to za niewłaściwe? Związek Wraith i człowieka?
- Tego nie powiedziałam…
- Ale tak myślisz.
Harrigan westchnęła i odłożyła tablet na stół.
- Nie znam się na tym całym waszym… czcicielstwie Wraith. Nie wiem jakie są relacje między wami i na czym to w ogóle polega… I prawdę powiedziawszy mało mnie to interesuje… Domyślam się jednak, że skoro w swoim społeczeństwie cierpią na… znaczny deficyt samic… muszą sobie radzić w inny sposób, więc… spojrzeli łaskawszym okiem na was - zażartowała.
Ilakani uśmiechnęła się nieco protekcjonalnie.
- Jesteś w błędzie, jeśli sądzisz, że oni zmuszają nas do tego - odparła spokojnie. - Że wpajają nam, iż to nasz obowiązek wobec nich. Aliqtar to nie… trofeum czy nagroda. To bardziej… przywilej. Nie każdy Wraith może mieć Osobistego Czciciela. A my wcale nie musimy się zgodzić, aby zostać czyimś Aliqtar… Taki związek jest bardziej jak… - przechyliła nieco głowę na bok. - Jak nazywacie na twojej planecie stały, oficjalny związek między kobietą i mężczyzną? - spytała.
- Małżeństwo… Tak wiem, Zgubek coś tam wspominał na ten temat.
- To dobrze… A zatem wiesz na czym polega związek między Wraith a jego Aliqtar. I wiesz, że obie strony muszą wyrazić na niego zgodę. Tak samo jak obie strony muszą się zgodzić na jego zakończenie.
- A co jeśli któraś ze stron nie chce rozstania? - parsknęła lekko Kate.
- Wtedy jest to trudniejsze… i czasami wymaga ingerencji arbitra, tak jak wśród ludzi. A to niekiedy kończy się nawet przeniesieniem na inny hive - przyznała. - Od razu jednak uprzedzę twoje ewentualne pytanie: nie, nie można co chwilę zmieniać Aliqtar. Jeżeli któryś Wraith tak by postąpił, zostałby pozbawiony prawa do posiadania Aliqtar, a w najgorszym wypadku ukarany… Sama zatem widzisz, że Osobisty Czciciel to żaden przymus dla ludzi, ani zachcianka czy zabawka dla Wraith. To normalny wiązek między dwoma osobami dążącymi się uczuciem.
- Rozumiem, że to właśnie z tego powodu większość Czcicieli to kobiety - dodała nieco rozbawiona.
Matka znów uśmiechnęła się nieco pobłażliwie.
- Przyjdź tutaj w porze kolacji, a przekonasz się, że jest tutaj znacznie więcej mężczyzn niż widziałaś do tej pory. Po prostu w ciągu dnia pracują, wykonując cięższe prace niż kobiety… A wielu z nich jest w związkach z tymi kobietami - gestem ręki wskazała na jadalnię, po czym uśmiechnęła się lekko i wstała z krzesła. - Ale w jednym masz rację, Kate Harrigan. Nie masz pojęcia co znaczy być Czcicielem Wraith - dodała spokojnie i odeszła powoli.
Młodsza kobieta spojrzała za nią nieco rozbawiona, unosząc nieco brew, po czym pokręciła lekko głową i wróciła do przeglądania danych na swoim tablecie.
- I jakoś nadal mnie to nie interesuje - parsknęła sama do siebie.
- Co takiego? - zapytał niespodziewanie młody Wraith, siadając przy stoliku ze swoją porcją jedzenia.
- Jak być dobrym Czcicielem Wraith - rzuciła żartobliwie i wróciła do przeglądania danych na telecie.
Rainsong uśmiechnął się, rozbawiony.
- Obawiam się, że nawet gdybyś znała wszystkie te zasady na pamięć, to z przekory i tak byś się do nich nie stosowała.
Kate spojrzała na niego ironicznie.
- Wiesz, ze zaczynasz się robić złośliwy jak Zgubek?
- On uważa, że to wina zbyt dużej ilości czasu, jaką z tobą spędzamy i dlatego udziela się nam twój sarkazm - odciął beztrosko pomiędzy kęsami.
- I niestety ma rację - niemal mruknęła. - Zaczynam podejrzewać, że mam do tego dziwny talent… O ile można to tak nazwać.
- Ja tam nawet lubię twój sarkazm - stwierdził.
- Po pierwsze: nie mów z pełnymi ustami. To nieuprzejme… A po drugie: o ile dobrze pamiętam, to jeszcze niedawno była twoim wrogiem publicznym numer jeden - przypomniała złośliwie.
Młodzik znowu uśmiechnął się szeroko, ukazując swoje ostre żeby i szybko przełknął to, co jeszcze miał w ustach.
- Jak już to byłaś druga na liście - poprawił ją. - A poza tym miałem wtedy zły humor.
- A co? Zabrali ci smartfona? - parsknęła.
- Nieee… Akurat trafiłaś na rocznicę śmierci moich rodziców - wyjaśnił niechętnie.
- Oo… Przykro mi - powiedziała, od razu poważniejąc.
- W porządku… Skąd mogłaś wiedzieć.
- Ale wiem jak musiałeś się czuć. Też dopada mnie chandra, kiedy nadchodzi czas rocznicy śmierci mojej rodziny… Ale muszę przyznać, że z roku na rok jest lepiej. Jest mi smutno, ale już nie ma tak, jak bywało na początku: bez kija lepiej nie podchodź - zażartowała, co również chłopakowi poprawiło nieco nastrój. - A tak z ciekawości. To kto jest pierwszy na twojej czarnej liście? - zapytała.
- Primary - mruknął.
- Uuuu… No tak, w sumie logiczne - przyznała, jakby niechętnie drążąc ten temat… i miała ku temu powód.
- A skoro o niej mowa - rzucił nagle chłopak. - Przygotuj się na jej wizytę. Podobno tutaj leci.
Kobieta zatrzymała widelec w połowie drogi do ust, nieruchomiejąc na moment, po czym wyprostowała się i wykrzywiła usta w wyraźnym grymasie niezadowolenia.
- Super - burknęła, odkładając niedbale widelec. - Aż ode chciało mi się jeść.
Rainsong uśmiechnął się szeroko, wyraźnie rozbawiony.
- Dowódca wyglądał dokładnie tak samo jak ty teraz, kiedy o tym usłyszał - parsknął.
Kate spojrzała na niego krzywo.
- Wyjątkowo w pełni popieram jego odczucia… A wiadomo może po jaką cholerę ona tu leci?
- Podobno jest tobą zainteresowana i chce cię poznać - poinformował miedzy kolejnymi kęsami.
- Serio? W całej galaktyce nie ma już nic lepszego do roboty? - wymamrotała, odchylając się do tyłu na krześle.
- Wiesz. W sumie jesteś pewnego rodzaju… nowinką - stwierdził, a ona znów posłała mu ironiczne spojrzenie, krzywiąc usta. - Człowiek o twoich zdolnościach i w dodatku z innego wymiaru.
- Tak, wiem, jestem jak świeży powiew w waszym nudnym życiu - zadrwiła, wciąż niezadowolona z usłyszanej wieści. - Ale moglibyście zainwestować w inne rozrywki niż JA.
- Oj, nie przesadzaj - zachichotał. - Poogląda cię, zada ci kilka pytań, ty odpowiesz jej tym… jak to mówisz?... Aa! Technobełkotem… Ona uda, że cokolwiek z tego rozumie i w końcu odleci… Im szybciej, tym lepiej zresztą - dodał na koniec ponurym tonem.
Harrigan spojrzała na niego podejrzliwie, splatając ramiona na piersi.
- Odnoszę wrażenie, że masz z tego więcej frajdy niż powinieneś - zauważyła. - Czyżby dlatego, że tym razem to ja będę cierpiała, musząc znosić jej obecność?
Młodzik wyszczerzył do niej tylko ostre zęby w szerokim uśmiechu i wziął do ust kolejny kęs swojego posiłku.
- Tak też myślałam - mruknęła. - Zaczynasz się robić złośliwy jak Zgubek - wytknęła mu palcem.
- Szybko się uczę - rzucił wesoło.
- Taaa… Szkoda tylko, że tego co nie trzeba… Serio, zaczynam podejrzewać, że rzeczywiście mam na was zły wpływ.
- Mnie to bawi… Ten cały sarkazm.
- Zdążyłam zauważyć… Tylko że z założenia, to ja miałam się dobrze bawić waszym kosztem… a nie odwrotnie - podsumowała, znów z grymasem niezadowolenia na ustach, chociaż jak zwykle był on tylko udawany.
- Właśnie dlatego to jest takie zabawne - odciął ironicznie.
- Mały, zielony złośliwiec - powiedziała z udawaną pogarda i nagle zmarszczyła czoło. - Na pewno nie jesteś jego synem? Pasował byś jak ulał - skwitowała.
Ale on znów uśmiechnął się tylko szeroko, rozbawiony.
- Pokażesz mi swoje laupus? - zmienił niespodziewanie temat. - Nigdy żadnych nie widziałem.
- Po pierwsze to psy, a nie wilki… A po drugie: nie… Mam szlaban - dodała ciszej.
- Co takiego?
- Szlaban… Karę… Zakaz opuszczania hive.
- Dlaczego? - zdziwił się.
- A niby dlaczego mogę mieć szlaban? - zadrwiła. - Nazdałam Zgredkowi - mruknęła.
- Znowu?!... Ale dlaczego? - spytał zrezygnowany i rozczarowany jednocześnie.
Wzruszyła lekko ramionami.
- Byłam zła z powodu weekendu… i zrzędliwa zaraz po wybudzeniu z narkozy - przyznała niechętnie.
- Serio? Musiałaś się z nim posprzeczać?... Znowu?
- Hej! Przecież mówię, że miałam kiepski humor, a on się akurat napatoczył.
- Rany… A podobno to ja jestem dziecinny - mruknął zrezygnowany. - Może jak go przeprosisz, to uda mi się go ubłagać, żeby cię puścił? - zasugerował, optymistyczniej.
- Zapomnij. Nie będę go przepraszać.
- Dlaczego?
- Bo nie.
- To nie jest żadne uzasadnienie.
- Jest… A poza tym nie przeproszę go dla zasady… Nie będę się przed nim kajać… Po moim trupie.
- W tym tempie doczekasz się tego szybciej niż sądzisz - wymamrotał, wstając od stolika.
- Co takiego? - zapytał niespodziewanie Lostpath, dosiadając się do stolika.
- Śmierci z rąk Dowódcy - wyjaśnił Rainsong. - Znowu go obraziła.
- Tak słyszałem… Ma zakaz opuszczania hive - powiedział i spojrzał na nią wyraźnie zadowolony.
- A ciebie to oczywiście bawi? - odcięła, splatając ramiona na piersi.
- A jakże by inaczej.
- Dzięki… Brutusie - mruknęła, patrząc na niego nieprzyjemnie.
- Co to znaczy? To jakaś obelga? - zainteresował się chłopak.
Młody Watchmaster spojrzał na niego.
- W pewnym sensie… Wbił komuś nóż w plecy, o ile dobrze pamiętam? - dodał niepewnie, spoglądając pytająco na Kate.
- Brutus to historyczna postać z Ziemi - wyjaśniła, wciąż ponurym tonem. - Był najlepszym przyjacielem pewnego władcy, ale w końcu go zdradził i zabił, wbijając mu nóż w plecy - wyjaśniła.
- Aaa… A podobno to my jesteśmy ci źli - niemal mruknął.
- Obawiam się, że pod tym względem ludzi biją was na łeb i szyję od zarania dziejów - odparła i uśmiechnęła się ironicznie.
W odpowiedzi znów ukazał z zadowoleniem swoje ostre, białe zęby i ruszył w kierunku blatu, na którym stały naczynia z jedzeniem.
Stojący po drugiej stronie rosły mężczyzna uśmiechnął się lekko.
- Dokładka? - zapytał.
- Nie, dziękuję… Nie jestem głodny.
Kellah uniósł brew, lekko zaskoczony.
- Poważnie?... Kate powiedziała to samo… To jakaś epidemia czy też zostałeś uziemiony? - parsknął nieco.
- Gorzej… Złe wieści - mruknął.
- Ach… Wizyta Primary?
- Tak…
- Wiesz, zawsze możesz jej unikać, dopóki nie odleci… Szczególnie, że to Kate ją interesuje… Chociaż teraz, jak o tym myślę, to zaczynam się bać tego spotkania - przyznał.
- Dlaczego?
- No wiesz, KATE i jej podejście do zwierzchników.
- Czy ja wiem. W sumie to nie dogaduje się tylko z Dowódcą… Ale to chyba dlatego, że oboje są strasznie uparci. No i Dowódca zmusił ją do pracy tutaj… Z innymi dogaduje się całkiem dobrze - zauważył.
- No właśnie, skoro o tym mowa - rzekł kucharz i pochylił się do przodu, opierając dłońmi o blat. - Powiedz mi, jak to możliwe, że jako New Lantean, ona lepiej dogaduje się z wami, niż z ludźmi.
- Jesteśmy fajniejsi? - rzucił żartobliwie chłopak. - Poza tym o to powinieneś raczej ją zapytać - stwierdził, już poważniej. - Chociaż osobiście wydaje mi się, że to przez sposób w jaki ona rozumuje… Jak spostrzega świat, czy różne problemy… Myśli bardziej jak Wraith niż człowiek… co jest dziwne, ale mam teorię, że to z powodu jej inteligencji. Dzięki temu dostrzega wszystko z szerszej perspektywy, a jednocześnie typowe ludzkie problemy są jej w pewnej mierze obce… Nie tak ważne, jak dla większości ludzi - wyjaśnił.
- Taak - przyznał z pewnym namysłem. - Wydaje mi się, że dobrze to ująłeś - dodał z lekkim uśmiechem, zerkając na wciąż siedzącą przy stole kobietę. - Obawiam się zatem, że Matka będzie miała jednak spory problem z próbą zasymilowania jej z innymi Czcicielami - stwierdził, znów z lekkim rozbawieniem, po czym wrócił do swojej pracy.
Rainsong przytaknął mu w myślach i odwrócił się, aby ruszyć w kierunku stolika, jednak jego plany pokrzyżowała wstająca właśnie z krzeseł dwójka. Zaczekał więc aż to oni podejdą bliżej.
- Już idziecie?
- Tak. Podobno królewna ma przylecieć za kilka godzin, więc muszę się psychicznie - powiedziała niechętnie Kate. - I poćwiczyć dobre maniery - dodała zaraz ironicznie i ruszyła w stronę wyjścia.
- No to powodzenia… Będzie ci potrzebne - parsknął chłopak, podążając za nią.
Harrigan posłała mu ponure spojrzenie.
- Hej, bo załatwię, że będziesz musiał mi towarzyszyć cały czas - wytknęła mu palcem.
- Ciekawe jak? - rzucił, pewny siebie. - Dowódca jest na ciebie zły… A poza tym wie co myślę o Primary.
- Fakt… Ale mam chody u jego wuja i dziadka - dodała z szerokim uśmiechem i wyszła na korytarz, dumna z siebie.
- Franca - rzucił za nią z wyrzutem po polsku.
Kobieta spojrzała znów na niego, tym razem zaskoczona, po czym przeniosła wzrok na Lostpath.
- Musiałeś go nauczyć akurat wyzwisk? - spytała.
- Zapytał, więc powiedziałem mu to co wiem - odparł beztrosko młody Watchmaster.
- Dzięki… po raz kolejny… Zielony Brutusie - odcięła złośliwie i odwróciła się, ruszyć dalej.
Obaj Wraith spoglądali za nią jak odchodzi.
- Zaczynam rozumieć dlaczego lubisz te słowne potyczki z nią - zachichotał nieco młodzik. - To na prawdę jest zabawne… A z Czcicielami niestety tak się nie da. Wszystko biorą na poważnie - dodał z lekkim rozczarowaniem w głosie.
- Ponieważ tego się od nich wymaga - odparł. - A poza tym nie każdy tak potrafi… Ale uważaj, bo nieraz między sarkazmem a zwykłą złośliwością jest cienka granica - dodał i klepnął lekko w ramię, ruszając w przeciwna stronę niż Harrigan.
- I co wtedy?! - zawołał za nim.
Wraith odwrócił się do niego, idąc teraz tyłem.
- Jeśli zacznie wytwarzać te swoje pioruny… UCIEKAJ! - rzucił rozbawiony, ukazując swoje ostre zęby w szerokim uśmiechu, po czym ponownie ustawił się we właściwą stronę.
- Hmm… Mało pocieszające - mruknął pod nosem chłopak i powędrował w kierunku transportera.
