Rozdział 46

Powrót Primary.

Niewielki statek zawisł na chwilę ponad płytą głównego lądowiska, aby następnie osiąść na niej powoli.

Po obu stronach dużej platformy stali zamaskowani żołnierze, dumnie trzymając swoje karabiny przy piersi, podczas gdy na skraju promenady grupka oficerów zdawała się nerwowo wyczekiwać gości. Lecz kiedy tylko tram transportowca opadł w dół, wszyscy niemal stanęli na baczność.

Chwilę później z wnętrza wyłoniła się pierwsza postać.

Była niska i dość drobna, o długich, czarnych włosach spiętych częściowo z tyłu głowy, a jej strój stanowił mieszankę w kolorach purpury i grafitu.

Tuż za nią szło dwóch oficerów. Obaj byli dobrze znani komitetowi powitalnemu… wraz ze stojącą nieco z tyłu dwójką: Kate i Lostpath. Ale tylko grupka oficerów skłoniła się formalnie, kiedy młoda Królowa zatrzymała się przed nimi.

- Patrz jaki milutki nagle się zrobił - szepnęła Harrigan, pochylając się nieco w bok. - Aż zaczyna mnie mdlić od tych uprzejmości… Zupełnie jakbym oglądała wizytę polityków w bazie 51 - dodała kąśliwie.

- Taak, zapewne pod tym względem podobieństwo między nami jest spore - przyznał, jakby niechętnie.

- U nas nazywa się to: włażeniem komuś w tyłek - parsknęła cicho.

Spojrzał na nią.

- Poważnie, kto wam wymyśla te powiedzenia?

- Życie - odparła z szerokim uśmiechem.

Wraith nie odpowiedział nic. Westchnął tylko, kręcąc lekko głową i znów spojrzał w kierunku grupy stojącej kilka metrów z przodu, by zobaczyć jak Dowódca Nebuli wskazywał właśnie na nich… a dokładniej na ludzką kobietę, na której spoczęły teraz spojrzenia wszystkich.

- Cholera, zaczęło się - mruknęła niechętnie. - Czas na małe przedstawienie.

- To znaczy? - zaniepokoił się lekko.

- Bądź cicho, nie podskakuj, siedź na dupie i przytakuj - odparła i ruszyła do przodu, kiedy Wildfire skinął na nią dłonią.

- Aaa… Oby - tym razem to Lostpath mruknął, podążając za nią.

Ale Harrigan nie miała czasu aby zareagować w jakikolwiek sposób na jego małą złośliwość, zatrzymując się właśnie przed Królową i grupą oficerów… z trudem powstrzymując się od śmiechu na widok Teyli jako Wraith. Wyglądała zupełnie tak, jak pamiętała ją z filmu, pomyślała. Tylko jej strój był inny.

- A więc to ty jesteś tym człowiekiem, o którym wszyscy tyle mówią - rzekła Królowa nieco modulowanym głosem, przyglądając się jej uważnie. - Wyglądasz bardzo niepozornie.

- …Podobno pozory mylą - odparła Kate z lekkim wahaniem, udając nieco zdezorientowaną, jakby nie wiedziała jak powinna się zachować.

I w pewnym sensie tak też się czuła. Nie była do końca pewna co może zrobić, aby nie zdradzić Emmagan… i przy okazji siebie, że cały czas o wszystkim wiedziała. W prawdzie Wraith wiedzieli o filmie, ale nie wiedzieli, że ma go ze sobą. Tą informację wolała zachować w tajemnicy… dla dobra i bezpieczeństwa wielu osób.

Nawet nie wyobrażała sobie co mogło by się stać, gdyby któryś z Wraith obejrzał film w całości. To mogłaby być katastrofa. Dla wielu osób.

Młoda Królowa uśmiechnęła się lekko.

- Tak… To prawda - przyznała, jakby z namysłem i zaraz dodała: - Chodź. Porozmawiamy w drodze do sali tronowej… - ruszyła z miejsca, lecz zaraz przystanęła, spoglądając na oficerów. - Tylko ona… To z jej powodu tutaj jestem, nie z waszego… Nie przeszkadzajcie nam - zaznaczyła stanowczo, po czym ponownie skierowała się w stronę szerokiego korytarza biegnącego od hangaru w głąb statku.

Harrigan rzuciła pozostałym szybkie spojrzenie, wzruszając lekko rękoma, jakby nie wiedziała o co chodzi i podążyła za nią.

Oficerowie spoglądali za nimi, lekko zdezorientowani, kiedy obie oddalały się od nich spokojnie.

Niemal każdy z nich wydawał się być równie niezadowolony z tej sytuacji. A już na pewno dwaj Dowódcy, którzy teraz zmierzyli siebie nawzajem nieprzyjemnym wzrokiem.

- To był twój pomysł? - warknął Wildfire. - Żeby ją tutaj sprowadzić?... Ostatnio byłeś bardzo zainteresowany tą samicą - zauważył i stanął tuż przed nim, patrząc mu twardo prosto w oczy. - Wiedz, że jeśli spróbujesz namówić Królową, aby ją zabrała, odwołam się do samej Rady - wysyczał.

Ale Starburst uśmiechnął się tylko lekko, z nuta ironii.

- Chyba przeceniasz mój wpływ na Królową…

- A ty swoją pozycję - niemal warknął i ruszył zirytowany w kierunku korytarza.

.

.

Sala tronowa różniła się od tych, które Teyla widziała dotychczas… chociaż tak naprawdę widziała zaledwie dwie, dodała zaraz w myślach.

Pomieszczenie było nawet spore i podłużne, o wyraźnie zaokrąglonym przeciwległym końcu. Po obu stronach znajdował się szereg wysokich kolumny, będących jednocześnie lampami i tworzących szeroki szpaler prowadzący do tronu.

Całość wydawała się być dość nowoczesna, jak na znane jej z filmu standardy, stwierdziła Kate. A sam plan pomieszczenia przypominał jej plan kościelnej nawy… i dla Wraith ma zapewne podobnie duchowy wymiar. To tu bowiem przebywa Królowa, najważniejsza istota na całym hive. Dla niektórych niemal święta.

- A więc to tak mieszkają królewny - zażartowała Harrigan, rozglądając się wokół.

- Królewny? - powtórzyła Teyla.

Kobieta spojrzała na nią.

- Moja koleżanka żartobliwie nazywała tak Królowe - wyjaśniła, podchodząc do tronu. - A więc? Po co tutaj przyleciałaś? - spytała nagle, zakładając ręce za plecami.

- Martwiliśmy się…?

- Czym? - parsknęła. - Że wybuduje im napęd, który pozwoli dotrzeć Wraith do Ziemi?... Bez obaw. Nie mam o tym zielonego pojęcia. A poza tym ich technologia jest dość zawiła. Gdyby to było takie proste zapewne sami już dawno zbudowaliby odpowiedni napęd.

- John martwił się z powodu weekendu - dodała Emmagan spokojnie, podchodząc bliżej. - Wie, że Ronon przesadził… i zirytował cię na prawdę mocno, skoro zareagowałaś w taki sposób.

Kate wzruszyła nieco ramionami.

- No cóż… najwyraźniej nie tylko w filmie pan Dex jest niereformowalny - odparła, jakby obojętnie.

- Ma swoje powody.

- Tak jak i ja - oznajmiła z powagą, przez moment spoglądając na Teylę oschle, jakby to ona grała rolę Królowej Wraith.

Zaraz jednak jej twarz złagodniała ponownie.

- Wiem… Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jaka jest stawka. I w jak trudnej sytuacji się znalazłaś - powiedziała, podchodząc do niej. - Prawdę powiedziawszy nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak musisz czuć się każdego dnia… budząc się w tym świecie… Pamiętam jak ja zareagowałam na widok mnie samej, z innego wymiaru, kiedy znaleźliśmy się na pokładzie Dedala skaczącego między światami… I kiedy dowiedzieliśmy się o tobie, tamte odczucia odżyły… Rodney zastanawiał się czy byłabyś w stanie powtórzyć to, w jaki sposób odesłałaś swoich przyjaciół do domu.

- Po pierwsze nie mam generatora… A używając naszego do odesłania reszty do domu, zrobiliśmy to samo, co wy na Dedalu: odtworzyliśmy proces wstecznie - wyjaśniła. - Poza tym to nieco bardziej skomplikowane, ponieważ poza skokiem w przestrzeni, wykonaliśmy także skok w czasie…

- To znaczy? - zapytała.

- W moim świecie jest obecnie rok 2015, czyli przemieszczając się do tego wymiaru, cofnęliśmy się jednocześnie w czasie o sześć lat… To główny problem do pokonania bez naszego generatora, jeśli chcę wrócić do domu - wyjaśniła.

- Domyślam się, że to poważnie utrudnienie?

- Niestety - niemal mruknęła. - No i pozostaje trzeci problem: Zgredek. Nie będę ryzykować, że wybije całe Vallen z mojego powodu.

- …Zgredek?

- Dowódca tego hive.

- Nazywasz go Zgredek? - niemal parsknęła Teyla.

- Nie przy nim, oczywiście… Bo obawiam się, że wtedy albo by mnie zeżarł, albo ta żyłka na jego skroni rzeczywiście by w końcu pękła - zachichotała pod nosem nieco i usiadła na stopniu platformy tronu.

- Irytowanie go nie jest chyba dobrym pomysłem - stwierdziła spokojnie Emmagan, siadając obok.

- Ale jest zabawne - rzuciła Kate i uśmiechnęła się szeroko.

- Zapewne wiesz co robisz.

- Kwestia sporna - parsknęła. - Ostatnio raczej staram się go unikać. Na szczęście jest tu tyle roboty, że nie jest to trudne. Niektóre systemy są tak zapuszczone, że wołają o pomstę do nieba. Nie wspominając o tych wszystkich obejściach obejść.

- Szkoda, że to nie my pierwsi cię znaleźliśmy. Mielibyście wiele wspólnych tematów z Rodneyem i Radkiem… I zapewne wspólnie rozwikłali byście wiele problemów technicznych na Atlantydzie.

- Może… Chociaż skoro oni od szczęściu lat mają z tym problem, to nie sądzę, aby było to takie łatwe.

- A jednak z hive dobrze sobie chyba radzisz.

- Tylko dlatego, że mam wystarczające zdolności telepatyczne.

- Ja również, ale wydaje mi się, że mam z tym większy problem niż ty.

- Czy ja wiem… Kwestia praktyki… A ja mam ją od miesiąca - zauważyła.

- A skoro mowa o twoich zdolnościach - zaczęła z zainteresowaniem. - Todd wspomniał, że podobno zabiłaś kilku Łowców tymi swoimi wyładowaniami…

- Taak… Chociaż nie jestem z tego dumna, ale nie miałam wyboru. Nie odpuściliby - przyznała, niezbyt chętnie.

- Rozumiem… Na twoim miejscu zapewne każdy postąpiłby tak samo. To była kwestia przeżycia: albo oni, albo ty. Nie powinnaś się obwiniać.

- Nie obwiniam się… Po prostu nie jest to coś, czym bym się pochwaliła.

Na chwilę zapadła między nimi cisza. Obie kobiety siedziały na obok siebie, wpatrując się w odległe drzwi sali tronowej i nie za bardzo wiedząc co powiedzieć.

- Tak z ciekawości - odezwała się w końcu Teyla. - Ile masz lat? Zgodnie z waszym czasem?... Pytam, ponieważ wyglądasz bardzo młodo i reszta też jest tego ciekawa.

- Trzydzieści osiem…

- Naprawdę? Nie wyglądasz na tyle. Nie dałabym ci więcej, niż trzydzieści lat.

Harrigan uśmiechnęła się lekko.

- To chyba rodzinne… Matka mojego ojca podobno także wyglądała młodo jak na swój wiek - odparła.

.

.

Harrigan zatrzymała się przed panelem kontrolnym, zaczynając przeszukiwać dane ukazujące się na sporym, organicznym ekranie.

Teyla z zainteresowaniem przyglądała się jak szybko kobieta porusza się w systemach hive… jakby robiła to od zawsze, pomyślała.

Było to jednocześnie niepokojące i zaskakujące, stwierdziła, z powodu łatwości, z jaką Kate najwyraźniej przyswajała sobie wiedzę o technologii Wraith.

- To długo nie potrwa - poinformowała. - Ale muszę uruchomić ten program diagnostyczny… Miałam to zrobić już przed twoim przylotem.

- Nie spiesz się - odparła spokojnie, rozglądając się po pomieszczeniu. - Mamy jeszcze mnóstwo czasu… Todd prosił, żeby się nie spieszyć. Chciał porozmawiać z Pierwszym Oficerem.

- Z Maxem? - spytała i zaraz dodała, kiedy Emmagan zerknęła na nią pytająco. - Tak go nazwałam… Był cię przywitać…

- Tak, wiem który to… Przedstawiono mi go… Tak jakby…

Harrigan uśmiechnęła się lekko rozbawiona.

- No tak, w końcu jako Primary teoretycznie powinnaś się orientować kto kim jest i jak się nazywa.

- Dokładnie… Niestety Todd skrzętnie pominął tą kwestię - zauważyła zgryźliwie, przyglądając się jednemu z bocznych ekranów, na którym widniał schemat statku.

- Dlatego ja nauczyłam się wyciągać tą informację z ich umysłów… bez ich wiedzy… Chociaż zupełnie przypadkiem - przyznała. - Ale oficjalnie nadaje im ludzkie imiona… Poza Zgubkiem.

Athozianka chciała coś powiedzieć, kiedy nagle boczne drzwi nieopodal niej otworzyły się i do sali wszedł młody Wraith. Na widok stojącej przy panelu kobiety uśmiechnął się szeroko, zupełnie nie zauważając stojącej z boku Królowej.

- Oo! Już jesteś wolna? - rzucił wesoło. - Szybko…

- Nie zupełnie - przerwała mu spokojnie, gestem głowy wskazując na Teylę.

Wiedziała co Rainsong myśli o niej i wolała, aby przypadkiem nie palnął czegoś głupiego… z czego trudno byłoby go wytłumaczyć, a co zmusiłoby kobietę do stanowczej reakcji, jako Naczelnej Królowej Sojuszu.

Młodzik spojrzał we wskazanym kierunku i znieruchomiał, wyraźnie zaskoczony… by zaraz potem wyraźnie spochmurnieć.

- …Moja Pani - niemal mruknął… To znaczy, Moja Królowo - poprawił się, kłaniając formalnie.

Ta skinęła tylko bardzo delikatnie głową.

- Pracujecie razem? - zapytała spokojnie, podchodząc powoli bliżej.

Kate zerknęła na chłopaka, ale ten wciąż tylko stał, wpatrując się w Emmagan... i zaciskając wolną dłoń w pięść.

- Tak… Również jest uczniem Pierwszego… Ma duży potencjał - odparła, zwracając na siebie jej uwagę.

- Doprawdy? - zainteresowała się, zerkając raz na Harrigan, a raz na Wraith. - Może zatem kiedyś zajmiesz jego miejsce na tym statku.

- …Może - odparł tym samym co poprzednio tonem Rainsong. - …Wybacz mi proszę, Moja Królowo, ale mama jeszcze kilka pilnych rzeczy do sprawdzenia - dodał, kłaniając się ponownie lekko, po czym wycofał się szybko, zanim ta zdążyła zareagować.

Harrigan spoglądała za nim, jak wychodził pospiesznie na korytarz przez główne drzwi, po czym przeniosła wzrok na Emmagan.

- Nie ruszaj się stąd, OK - rzuciła, ruszając w tym samym kierunku. - Tylko cos sprawdzę - dodała i także wyszła na korytarz.

Nie musiała jednak daleko iść. Natknęła się na chłopaka zaledwie kilka metrów dalej. Siedział pod ścianą, w niewielkiej wnęce, z twarzą skrytą w ramionach.

Podeszła do niego spokojnie i przykucnęła przed nim.

- W porządku? - zapytała z troską.

- Nie - mruknął.

- Przepraszam. Nie sądziłam że tutaj będziesz… A ona chciała zobaczyć co robię - skłamała.

Musiała, chociaż czasami było jej z tego powodu głupio. W końcu większość z nich była dla niej miła, a nawet przyjazna. Ale tak musiało być.

- To nie twoja wina - odparł i powoli podniósł głowę, opierając ją teraz o ścianę. - Po prostu… Nagle wszystkie wspomnienia o tamtym dniu odżyły.

- Rozumiem… Niestety, ale tak to właśnie działa - odparła.

- No właśnie… niestety - wymamrotał. - Ale w takich chwilach żałuje, że nie zginąłem razem z nimi.

- Nie mów tak. Twoi rodzice zrobili to, co robią rodzice: chronili cię i zapewnili ci przetrwanie. Dlatego póki ty żyjesz, żyje pamięć o nich.

Ale on nic nie odpowiedział, wciąż wpatrując się gdzieś ponad nią.

- Hej… Jak chcesz coś na poprawę humoru, to wiem, że Kellah zrobił ciasto owocowe według mojego przepisu - dodała zachęcająco po chwili milczenia.

Dopiero wtedy chłopak spojrzał na nią, jakby nieco pokpiwająco.

- Próbujesz mnie przekupić kawałkiem ciasta? - zapytał podobnym tonem.

- Yhmm…. - odparła z uśmiechem.

- …Stoi - rzucił i klepnął ją lekko w dłoń, by podnieść się z ziemi i ruszyć korytarzem.

Kobieta także wstała, nieco rozbawiona. Przez chwilę spoglądała za odchodzącym Rainsong, po czym zawróciła do maszynowni… by zaraz po przekroczeniu progu napotkać Teylę.

- Wszystko w porządku? - zapytała Athozianka.

Kate zerknęła na korytarz, a następnie zamknęła drzwi pomieszczenia.

- Nie sądzę… Raczej robi dobrą minę do złej gry - odparła spokojnie i ruszyła w stronę panelu kontrolnego.

- Dlaczego? - zdziwiła się. - Widziałam gniew w jego oczach.

- No cóż… Też nie byłabyś zadowolona ze spotkania z kimś, kto oficjalnie odpowiada za śmierć całej twojej rodziny - odparła, nawet nie spoglądając na kobietę.

- …Nie rozumiem…

Harrigan zerknęła na nią przez ramię.

- Ten hive, który kazałaś zniszczyć, kiedy ostatnim razem bawiłaś się w Królową - przypomniała zupełnie spokojnie. - To był jego hive… Kiedy zaczęło się robić gorąco, matka kazała mu lecieć dartem do wrót na planecie… Przeżył jako jeden z nielicznych… Dryfował kilka godzin w myśliwcu, wśród szczątków hive, zanim statek Vi przyleciał i zabrali go na pokład… - przerwała, by spojrzeć na nią.

Kobieta wyglądała na przejętą tym, co właśnie usłyszała. W jej oczach można było dostrzec coś, co wydawało się być poczuciem winy.

- Każda wojna ma dwa oblicza… Teylo Emmagan - dodała z powagą. - I po każdej stronie najbardziej cierpią zawsze ci, którzy nie powinni… Niestety żadna ze stron nie dostrzega tego, ponieważ nie chce tego widzieć… Dopóki nie przyjdzie nam stanąć twarzą w twarz z poszkodowanym z tej drugiej strony.

- …Ile… Ile lat on ma? - zapytała, próbując zapanować nad drżącym głosem.

- Piętnaście… Chociaż ostatnio, kiedy wspomniałam jego wiek, oburzył się, że już niebawem skończy szesnaście - parsknęła lekko, wracając do swojego zajęcia.

- Lubisz go - zauważyła Teyla.

- Jest spoko. Przypomina mi mojego młodszego brata, kiedy był w jego wieku… Chociaż początkowo o mało go nie udusiłam - przyznała. - Dosłownie - mruknęła.

- Do tej pory tylko raz spotkaliśmy młodego Wraith… A dokładniej młodą samicę…

- Tak, wiem. Ellia.

- No tak… Oczywiście, że wiesz - przypomniała sobie i podeszła bliżej Kate. - Wiesz może, czy wśród Wraith są jeszcze jakieś dzieci? - zapytała po chwili.

Harrigan spojrzała na nią.

- Z tego co się dowiedziałam, to co najmniej kilkoro. W różnym wieku… Dlaczego pytasz?

- A nic… Tak z ciekawości - tym razem to ona skłamała.

Nie chciała się do tego przyznać, ale krótka relacja, którą właśnie usłyszała o chłopcu sprawiła, że po raz pierwszy w życiu zaczęła zastanawiać się nad jednym: ile dzieci, podobnych do niego, osierocili do tej pory… A co gorsza: ile z nich zabili.

Nigdy wcześniej nie myślała o takich sprawach w kontekście Wraith.

Może dlatego, że nigdy wcześniej, poza prawie dorosłą Ellią, nie spotkali dziecka Wraith.

Do tej pory zawsze martwili się tylko o ludzkie dzieci osierocone podczas Żniw. Jednak aż do teraz żadne z nich nawet nie pomyślało o tym, że wśród Wraith także mogą być dzieci.

Dzieci, które wychowane w otoczeniu ludzi, mogłyby być jak Ellia i w przyszłości stać się łącznikami między ludźmi a Wraith.

- Raczej wątpię - przerwała nagle jej rozmyślania Kate. Kobieta spojrzała na nią zaskoczona. - Po dotychczasowych informacjach zakładam, że takich jak Ellia większość Wraith uważałaby zapewne za słabych i traktowała… jak Michaela. Dlatego w niczym by wam nie pomogli - odparła . - Za głośno myślisz… Nauczyłam się tutaj nie blokować całkowicie telepatycznych przekazów Wraith… A ponieważ posiadasz ich geny, odbieram także i twoje myśli - wyjaśniła z lekkim uśmiechem, widząc jej zdziwienie, po czym wystukała ostatnie polecenie na panelu kontrolnym. - Voila, gotowe.… Możemy iść dalej - rzuciła, odwracając się do niej wesoło. - Królowe przodem… jak mi się wydaje - dodała żartobliwie, wskazując jej wyjście z delikatnym ukłonem.

- Dziękuję… człowieku - odpowiedziała tym samym tonem Teyla i ruszyła przodem.

- Dobrze, że nie: Czcicielu - powiedziała markotnie Kate, podążając za nią. - Nienawidzę kiedy mnie tak nazywają.

- A jak byś siebie nazwała? - spytała, nieco rozbawiona.

- Nieopłacanym, przymusowym robotnikiem.

- … Czyli: niewolnikiem? - zauważyła nieco zgryźliwie, wychodząc na korytarz.

Harrigan skrzywiła się lekko.

- Moja wersja brzmi lepiej - stwierdziła.