Rozdział 47
Bo do tanga trzeba dwojga...
Drzwi transportera rozsunęły się, ukazując nieco zaskoczonego Wraith, który natychmiast cofnął się do tyłu, by pozwolić im wyjść.
- Moja Królowo - powiedział formalnie Shadowmist.
Teyla jako pierwsza opuściła małe pomieszczenie, by rozejrzeć się szybko po niedużym hangarze. W pobliżu nie było jednak nikogo więcej.
- Przed nią nie musisz udawać - powiedział w końcu. - Przecież wie o wszystkim.
Oficer zerknął na stojącą z tyłu ludzką samicę.
- Tak, wiem… Ale tak będzie bezpieczniej. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś nas nie szpieguje - zauważył, jakby nieco zniesmaczony i znów zerknął na Kate. - Co tutaj robicie?
- Teyl…Królowa chciała podręczyć Zgubka - odparła.
- Nie prawda… - zaprzeczyła ze spokojem Emmagan.
- Kto to jest? - przerwał im.
- Ten Młody Łowca, który mi pomógł - wyjaśniła Harrigan.
- Uznałam, że będzie dobrze, jeśli… pochwalę to co zrobił, dzięki czemu Sojusz zyskał Kate - odparła Królowa, wskazując na kobietę. - Chciałam mu również powiedzieć, żeby… miał ja na oku… Aby jej pilnował, żeby nic złego jej się nie stało - wyjaśniła, widząc znów pytające spojrzenie Oficera.
- Z tego co słyszałem, to nie jest konieczne… Najwyraźniej dobrze potrafi zadbać o samą siebie… Ale, to może być dobry pomysł… Pochwała od samej Primary - wyjaśnił.
- Lepiej nie… bo jeszcze woda sodowa uderzy mu do głowy - parsknęła Harrigan, a pozostała dwójka spojrzała na nią. - Zacznie się przechwalać, że dostał pochwałę od najwyższej szychy… to znaczy Królowej i zrobi się nieznośny.
- Nie sądzę, aby tak się stało. Wraith nie odbiera takiej pochwały jak ludzie.
- Jasne - parsknęła ponownie kpiąco. - O ile ten Wraith gada z innym Wraith… A on będzie o tym gadał ze mną… Uwierz mi, skoro do tej pory nasłuchałam się już jego historyjek, to i tym razem nie omieszka chełpić się taką pochwałą… Przez następny tydzień - dodała nieco bardziej ponurym tonem.
Shadowmist przyglądał się jej badawczo przez krótka chwilę.
- Ciekawe…
Kate zmarszczyła nieco czoło
- Znając życie zapewne pożałuje tego pytanie, ale: co jest takie ciekawe?
- Znam tego Wraith od dziecka i nigdy nie przejawiał skłonności do takiego… spoufalania się z ludźmi. Szczególnie nie będącymi Czcicielami.
- Wiec może nie znasz go aż tak dobrze - odparła z lekkim uśmiechem.
- Z pewnością lepiej niż ty - rzucił, jakby nieco urażony jej stwierdzeniem.
- Doprawdy? - spytała z nutą ironii i splotła ramiona na piersi. - Więc zapewne wiesz jakie jest jego ulubione danie i dlaczego… które lubi po dziś dzień? - zaznaczyła. - Albo jego ulubione miejsce, w którym lata myśliwcem, kiedy chce być sam lub odreagować coś?... Czy że w ogóle tak robi… I zapewne wiesz także, co go najbardziej wkurza u Wraith oraz ludzi?... Lub z jakiego właśnie powodu nigdy nie spoufalał się z ludźmi - dodała.
- To są błahostki… - niemal fuknął pogardliwie.
- Dla Wraith zapewne tak… Ale dla ludzi takie błahostki wiele mówią drugiej osobie - powiedziała, już spokojnie i bez drwiny w głosie, opuszczając ramiona, po czym ruszyła w stronę stojących kilkanaście metrów dalej myśliwców.
Wraith spoglądał za nią, wyraźnie niezadowolony.
- To ciekawe - oznajmiła nagle Teyla, zwracając ponownie jego uwagę na siebie. - Ona zaledwie po… ilu? Dwóch tygodniach znajomości z nim?... wie o nim więcej niż ty po kilku stuleciach… To także wiele mówi o tym na jakim poziomie jest jego znajomość z każdym z was - skwitowała i ruszyła za kobietą.
Shadowmist warknął cicho pod nosem, znów poirytowany impertynencją obu ludzkich samic. Gdyby nie musiał trzymać się planu, ta rozmowa skończyła by się inaczej…
Coraz bardziej żałował, że dał się namówić na przylot tutaj. Ta cała maskarada zdecydowanie nie była dla niego. Nie nadaje się do tego. Ale to on był Watchmasterem i jego obowiązkiem było zapewnić swojemu Dowódcy i… Primary bezpieczeństwo.
- Ale masz markotną minę - rzucił żartobliwie niespodziewanie znajomy głos.
Odwrócił się, zaskoczony, bo zobaczyć przed sobą rozbawiona twarz Stroke.
- Powinniście wziąć do tego zadania Bullseye - mruknął. - On chciał tutaj być.
- Och, nie przesadzaj - odparł starszy Wraith, poklepując go lekko po ramieniu. - Sądziłem, że ty także będziesz zadowolony z tego spotkania.
- Byłbym… w innych okolicznościach. A tak, jaki to ma sens, skoro wciąż muszę się pilnować, aby czegoś nie powiedzieć i udawać, że nie wiem kim jest.
- Cierpliwości. Wszystko wymaga czasu.
- Podobno - mruknął i spojrzał w kierunku stojących w oddali myśliwców oraz trójki osób: Królowej, Lospath i Harrigan, którzy najwyraźniej rozmawiających o czymś. - Nie martwi cię ich zażyłość?
- A twoim zdaniem powinna? - zapytał spokojnie.
Shadowmist spojrzał na niego.
- Dla mnie jest niepokojące to, jak szybko się zaprzyjaźnili… I jak dobrze się rozumieją. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, jak niechętny do przyjaźni z ludźmi był zawsze Lostpath.
- A w dlaczego zaprzyjaźnił się dopiero z Kate? - zapytał spokojnie. - Ponieważ te znajomość jest dla niego bezpieczna… Z powodu jej zdolności.
- …Nie rozumiem.
Stroke uśmiechnął się lekko.
- Pamiętasz chłopca, z którym wychowywał się Lostpath? Matals, syna jego ludzkiej Keeper?
- Tak… Zdaje się, że zmarł jako nastolatek.
- Ale nie wiesz w jaki sposób… Byli jak bracia. Nierozłączni. Mieli wielkie plany na przyszłość, że obaj zostaną Zwiadowcami i będą razem uczestniczyć w różnych misjach - zaczął starszy Wraith. - Niestety, kiedy Lostpath przeszedł eulerus, początkowo nie potrafił zmusić się do żerowania na ludziach…
- Jak wieli Wraith - zauważył.
- Tak, to prawda… Ale kiedy jego matka dowiedziała się o tym… a także, że jego ojciec go karmi, postanowiła to zakończyć. Zamknęła chłopca w odosobnieniu, a kiedy porządnie zgłodniał, kazała przyprowadzić do niego Matalasa… Siedzieli tam tak długo, aż Lostpath nie wytrzymał głodu i żerował na nim… Kiedy Silverlance dowiedział się o tym, próbował ich uwolnić, ale przypłacił to własnym życiem. Sprzeciwił się rozkazowi Królowej… To właśnie prawdziwy powód jego śmierci… Tak samo jak prawdziwy powód, dla którego od tamtej pory Lospath nie pozwala sobie na przyjaźń z człowiekiem. Aby kiedyś ponownie nie znaleźć się w takiej sytuacji… Ale Kate, z jej zdolnościami, to co innego. Jej zdolności są zabezpieczeniem, że to nigdy się nie powtórzy.
- To nie zmienia faktu, co z czasem może wyniknąć z tej… zażyłości.
Stroke ponownie uśmiechnął się lekko.
- Nie martw się. Jestem pewny, że nic takiego się nie stanie - odparł. - Zapominasz, że wiem to wszystko z bezpośredniego źródła - dodał i ruszył w kierunku myśliwców.
Shadowmist spoglądał za nim jeszcze przez chwilę, po czym ruszył w przeciwna stronę, ku przejściu prowadzącym do głównego hangaru. Nie uszedł jednak daleko, kiedy w przejściu pojawił się wysoki Wraith o nieco zmierzwionych włosach.
- Jest gotowa do odlotu? - spytał, zatrzymując się przed swoim Drugim Oficerem i zerkając jednocześnie za niego, w kierunku stojącej w oddali grupki.
- Chyba tak… Chciała jeszcze porozmawiać z Lostpath.
- Po co? - niemal warknął Starburst, z trudem powstrzymując się od podniesienia głosu.
- Chce nakazać mu ochronę tej kobiety… Jak to ujęła: aby miał ją na oku.
Wyższy Wraith warknął pod nosem, wyraźnie poirytowany.
- Znowu się zaczyna - syknął. - Nadużywa swojej roli.
- …To może być całkiem dobry pomysł - stwierdził Shadowmist, a jego Dowódca spojrzał na niego pytająco, jakby nieco zaskoczony jego słowami. - Biorąc pod uwagę Darckspace i jego Łowców…
- Hmm… możliwe - przyznał z lekkim namysłem. - Ale nie powinna tego robić bez uprzedniej konsultacji z którymś z nas… W końcu popełni jakiś głupi błąd.
- Niekoniecznie… W hangarze, po przylocie, poradziła sobie całkiem dobrze - zauważył, a Starburst spojrzał na niego, jakby gniewnie. - Stwierdzam tylko fakt - odparł spokojnie. - Poza tym nie chce nic mówić, ale zrobienie z niej królowej było twoim pomysłem. Tyle tylko, że tym razem to ludzie wykorzystują to do własnych celów…
- Po czyjej stronie ty jesteś?
- Jak powiedziałem, stwierdzam tylko fakty… Poza tym pojawienie się Primary może umocnić jej pozycję w Sojuszu, a tym samym twoją… Nikt nie będzie już szeptał, że zniknęła równie niespodziewanie jak się pojawiła.
- Być może… Co nie zmienia faktu, że nadużywa tego - mruknął, wciąż niezadowolony.
Chciał jeszcze coś dodać, lecz jego uwagę przyciągnęła zbliżająca się trójka.
Tak samo jak jego przyjaciel dostrzegł zbliżających się od strony głównego hangaru oficerów Wraith.
- Jesteśmy gotowi do odlotu, Moja Królowo - rzekł Starburst, kiedy Teyla zbliżyła się wystarczająco.
- To dobrze - odparła i spojrzała na Harrigan. - Musze przyznać, że była to interesująca wizyta… Jestem pewna, że współpraca z Kate będzie owocna dla Sojuszu - dodała i spojrzała na Wildfire. - To był dobry pomysł, aby sprowadzić ją tutaj… Chociaż niekoniecznie w ten sposób… - wytknęła mu spokojnie.
Wildfire z trudem powstrzymał się od gniewnego warknięcia pod nosem. Jednak mimo to na jego twarzy dało się dostrzec wyraz niezadowolenia.
- … Ale stało się - ciągnęła spokojnie Teyla. - Teraz skupmy się na przyszłości i na tym ile dobrego może przynieść ta współpraca.
- Mądre słowa, Milady - przyznał Stroke. - Rada także jest tego samego zdania.
- …Cieszę się - odparła z aprobatą, chociaż tak naprawdę nie miała pojęcia o czym on mówi. Todd nie wspominał jej o żadnej Radzie. - Nastały trudne czasy, które wymagają zmian w podejściu do niektórych aspektów naszego życia. Zmian w naszych dotychczasowych przyzwyczajeniach… jeśli chcemy przetrwać.
- To prawda - rzekł z lekkim skinieniem głowy.
Królowa posłała mu jedynie uprzejme spojrzenie, lecz była to jej jedyna reakcja. Todd uprzedził ją, aby nie zachowywała się zbyt uprzejmie, nawet w przypadku tak starego Wraith jak ten. Dlatego teraz przeniosła tylko wzrok na… swojego Dowódcę - to określenie bawiło ją za każdym razem.
- Czas wracać - oznajmiła. - Dowiedziałam się już wszystkiego, co chciałam… Nie musicie nas odprowadzać - dodała zaraz, zerkając na Wildfire.
Ten pokłonił się tylko lekko, zgodnie z obowiązującą etykietą i odsunął na bok, podobnie jak pozostali, pozwalając jej przejść do hangaru.
Królowa ruszyła przodem, a tuż za nią dwaj przybyli wraz z nią oficerowie.
Mijając się, obaj Dowódcy wymienili krótkie, niezbyt przychylne spojrzenia.
Kate uśmiechnęła się pod nosem, rozbawiona tym widokiem, ale surowe spojrzenie Vi sprawiło, że dobry nastrój prysł.
- Co jej powiedziałaś? - fuknął przez zęby.
- Odpowiadałam tylko na pytania - odcięła pochmurnym tonem. - Czym się zajmuję. Jak jestem traktowana… Już wiedziała w jakich okolicznościach tutaj trafiłam, jeśli o to zrzędzisz.
- Uważaj na słowa, człowieku - ostrzegł gniewnie. - Moja cierpliwość do ciebie jest już na wyczerpaniu.
- I vice versa - powiedziała.
Wraith warknął głośno i postąpił krok na przód, ale czyjaś dłoń powstrzymała go. Spojrzał w bok na swojego dziadka.
- Przestańcie… Oboje - upomniał ich, przenosząc spojrzenie na Harrigan. - Królowa nie wsiadła jeszcze do transportowca, a wy już chcecie zaczynać kolejną kłótnię?
- Jemu to powiedz. To on zazwyczaj zaczyna… Wracam do pracy - stwierdziła i zawróciła w kierunku transportera, którym wcześniej przybyła wraz z Teylą.
Dowódca spojrzał wściekły na starszego Wraith.
- I ty oczekujesz, że będę tolerował na moim statku takie zachowanie? - syknął.
- Mnie zastanawia co innego - powiedział spokojnie. - Dlaczego potrafi porozumieć się praktycznie z każdy, z którym współpracuje… poza tobą? Nawet z Rainsong, z którym na początku miała ostre starcie… Zaczynam odnosić wrażenie, że mścisz się na niej za coś… chociaż nie mam pojęcia za co. Za to, że schwytali ją Łowcy i o miesiąc opóźniły się twoje plany co do jej pracy na tym hive? Wyjaśnisz mi to? Bo chyba umknęło mi coś istotnego w tej całej historii… Nawet Primary jest zadowolona z twojej inwencji sprowadzenia tutaj Kate. Rozmawiałem z nią przez chwilę… A Kate nie powiedziała jej niczego negatywnego na nasz temat - poinformował. - Mimo to ty nadal ją atakujesz.
- Jest człowiekiem i ma się zachowywać jak inny ludzie na tym statku…
- Ale nie jest Czcicielem - przypomniał mu nieco bardziej stanowczym głosem. - Nie zgłosiła się do służby tutaj dobrowolnie, jak inni, ale została do niej zmuszona… Przez ciebie. A zatem, biorąc pod uwagę jej wielką przydatność dla Wraith, radzę ci zmienić podejście do niej - dodał i spojrzał wnukowi twardo w oczy. - Jak myślisz, kto jest bardziej przydatny dla Primary: jeden z wielu Dowódców, który w dodatku nie jest jej przychylny… Czy człowiek, który bardzo szybko jest w stanie opanować tajniki naszej technologii?... I przypominam ci, że Królowa została wychowana przez człowieka i nadal ma duży sentyment do ludzi. To było widać po jej zachowaniu wobec Kate… Poza tym przypominam ci o rozkazach Rady: mamy TYLKO obserwować - dodał stanowczo, po czym ruszył w kierunku hangaru.
Wildfire nie odpowiedział.
Zacisnął tylko wściekły zęby, a dłonie z pieści, próbując kontrolować swój gniew.
I nie chodziło mu o same słowa Stroke, ale o to, że powiedział to wszystko w obecności dwóch jego oficerów… Pomijając Stardusta, który zapewne myśli podobnie jak jego ojciec, stwierdził. A który właśnie także ruszył z miejsca, by dogonić jednego z Pierwszych.
To była zniewaga jakiej długo mu nie zapomni.
.
.
Próbowała skupić się na pracy. A miała jej wiele.
Stardust stworzył dosyć napięty plan. Jednak nie było to proste. Co rusz przypominała się jej scena z Vi, rozpraszając ją.
Zrozumiała by, gdyby jego zachowanie było zemstą z jej złośliwości po powrocie z Vallen… Ale od tamtego dnia minął tydzień, a on wielokrotnie zachowywał się tak jak dzisiaj. Jakby mścił się za coś więcej niż tylko tamte słowa, chociaż od tamtej pory starała się nie wdawać z nim w żadne dyskusje. A nawet przyjęła strategię unikania go. A mimo to odniosła wrażenie, że przy każdej nadążającej się okazji zwyczajnie wyżywał się na niej.
Zazwyczaj uważała się za cierpliwą, ale niestety ostatnimi czasy jej pokłady cierpliwości znacznie się skurczyły. Jeśli więc sytuacja nadal będzie tak wyglądała, w końcu zrobi coś, czego potem pożałuje… w świecie pełnym Wraith, stwierdziła, przemierzając kotarze hive.
W końcu zatrzymała się na jednym z kolejnych skrzyżowań i zawahała. Chciała już wracać do swojej kwatery, kiedy przypomniała sobie o czymś: Nebula. Obiecała, że po operacji usunięcia lokalizatora, pozwoli wszczepić sobie neurolink. W prawdzie nie była z tego zbytni zadowolona, jednak dostrzegała w tym pewne plusy. A głównym z nich był prawdopodobnie pełny dostęp do wszystkich funkcji hive. I wcale nie miała na myśli tutaj niczego złego. A wręcz przeciwnie. Taki dostęp zapewne znacznie ułatwiłby jej naprawy, a później modernizacje statku. Nie musiałaby ruszać się z miejsca, gdyż według schematów, zasada połączenia neurolinkiem przypominała kontrolę nad Atlantydą dzięki krzesłu: dawało dostęp do wszystkich systemów i pozwalało na zdalne naprawy oraz modernizację.
Westchnęła cicho pod nosem i ruszyła w kierunku najbliższego transportera, aby przenieść się w rejon, w którym znajdowało się wejście do tajnego pomieszczenia kontrolnego: wciąż ukryte przed wzrokiem innych za organiczną ścianą.
Kiedy jednak dotarła na miejsce, ta sama ściana właśnie odsłaniała drzwi, by pozwolić jej wejść do niewielkiej sali pełnej paneli kontrolnych.
~ Witaj, Kate ~ pojawił się napis na głównym ekranie.
- Witaj, Nebu - odparła, podchodząc do centralnej kolumny zapasowego głównego rdzenia pamięci.
~ Potrzebujesz pomocy? ~
Harrigan uśmiechnęła się lekko. Początkowo Nebula wydawała się mieć pewne problemy z komunikacją. Lecz im więcej "rozmawiały", tym lepiej jej to wychodziło. Jakby przypominała sobie na nowo dawno zapomniany już język… Co w zasadzie zapewne było prawda, skoro nie komunikowała się z nikim od dziecięciu tysiącleci.
- Nie. Przyszłam w sprawie naurolinku - odparła. - Obiecałam ci, że po usunięciu nadajnika przyjdę tutaj, żeby go wszczepić.
Napis na ekranie nie pojawił się od razu… jakby hive zastanawiał się nad odpowiedzią, pomyślała.
~ Zgadzasz się? ~
To pytanie zaskoczyło ją nieco.
- Nie jestem do końca przekonana… jeśli o to pytasz. Ale przecież obiecałam ci to… Poza tym dostrzegam spore ułatwienia przy naprawach statku wynikające z tego. A żeby przebiegały one sprawne, potrzeba jest lepsza współpraca - zauważyła. - Jak mawiamy: do tanga trzeba dwojga.
~ Rozumiem ~ pojawił się po chwili napis.
~ Odczujesz duży ból podczas połączenia ~ uprzedziła Nebula.
- No cóż, nie spodziewałam się, że to będzie całkowicie bezbolesne.
Na ekranie nie pojawił się żaden napis. W zamian, gdzieś z góry, zaczęło zbliżać się jedno w owych organicznych pnączy.
Kate spojrzała na nie. Przypominało bardzo długiego węża zwisającego z wysokiej gałęzi drzewa. Kiedy jednak zbliżyło się wystarczająco dostrzegła, że zakończone jest czymś na kształt pąka kwiatu.
W końcu długi przewód znieruchomiał a jego końcówka nagle otworzyła się. Trzy macki ukazały coś na kształt spłaszczonej spirali z kilkoma haczykami na obrzeżach oraz długim, cienkim szpikulcu - zapewne główne połączenie z rdzeniem kręgowym.
Po chwili pnącze poruszyło się ponownie, aby przemieścić się za kobietę.
Westchnęła ciężko, próbując się rozluźnić, ale już sam wygląd tego sprawiał, że wyglądało to boleśnie, pomyślała. A potem odgarnęła włosy z karku.
- Tylko zrób to szybko - powiedziała i zerknęła na ekran.
~ Dobrze ~ pojawił się napis… i zanim Harrigan zdążyła się przygotować, macka gwałtownie przyczepiła się do jej szyi.
Krzyknęła. Ból, niczym setki gorących igieł, przeszył całe jej ciało. I potworny ból głowy wraz z zawrotami. Przypominało jej to częściowo porażenie z tasera, stwierdziła. Chociaż tym razem odczuwalny ból wydawał się być znacznie gorszy, powodując odruch wymiotny… na szczęście tylko odruch, bez efektu końcowego.
Mimo to po chwili poczuła, jak nogi uginają się pod nią. Upadła na ziemię, na czworaka, próbując złapać oddech.
A potem w jej umyśle pojawiły się jakieś obrazy, niczym sekundowe przebłyski jakichś wspomnień. Z każdą chwilą jednak stawały się wyraźniejsze i pełniejsze… aż w końcu zaczęła je rozumieć.
To było jak skrócona wersja historii Lewiatanów. A dokładniej wiedzy o nich.
Ich "język", o ile można go było tak nazwać, był połączeniem śpiewu, obrazów i emocji. Lewiatany nie ma posiadały słów do określania rzeczy lub działań - po prostu pokazywały to. Jednak program stworzony przez Twórców pozwalał im na stosunkowo dokładne dopasowanie słowa do obrazu lub uczucia.
Kolejną kwestią o jakiej się dowiedziała, był proces powstawania Lewiatanów. Okazało się, że obecne hiveship są kopiami, a nawet kopiami kopii pierwotnie istniejących statków, zbudowanych jeszcze przed Wielką Wojną przez Twórców.
Wraith "hodowali" nowe hive w specjalnych stacjach kosmicznych na bazie metalowych szkieletów - stąd też owe metalowe elementy w konstrukcjach ich statków. A wszystko z pobranych próbek "DNA" innego hiveship, już w pełni rozwiniętego.
Wraz z tą próbką nowy statek dziedziczył podstawowe oprogramowanie, które może być porównać do pamięci genetycznej - w ten sposób wiedza o Twórcach przetrwała te wszystkie tysiąclecia... Ale sam kontakt z Lewiatanami był bardzo ograniczony.
Kobieta nie była jednak pewna dlaczego tak się działo. Być może był błąd w samym programie... lub tez celowe działanie.
W każdym razie historia okazała się być bardzo interesująca i kiedy ból w końcu ustąpił, Kate postanowiła zgłębić ten aspekt i być może naprawić go.
Miała tylko nadzieję, że nie spowoduje to takich komplikacji jak w przypadku kodu Asuran, w którym gmerał McKay, pomyślała nieco ironicznie. Flota zbuntowanych hive byłaby zapewne nie lada problemem.
