Rozdział 48
Nagroda.
Kate odetchnęła z ulgą. W prawdzie początkowy ból towarzyszący połączeniu już dawno minął, jednak natłok informacji przepływających przez jej umysł i tak przyprawiał ją o spory ból głowy.
Pomasowała obolały kark. Jej dłoń od razu natknęła się na niewielkie zgrubienie. Dotknęła go uważniej palcami. Najwyraźniej była to owa spirala, którą widziała wcześniej na końcu organicznego przewodu, stwierdziła. A więc to jest ów neurolink, pomyślała. Rodzaj organicznego USB pozwalającego hive na "podłączenie" się do pnia mózgu. Miała tylko nadzieję, że rzeczywiście pozwoli jej to usprawnić naprawy na hive, czy wdrażanie zmian.
Szczególnie, że sama Nebula przez wszystkie te tysiąclecia nazbierała sporo "pomysłów" na takie zmiany. Niestety główny program zabraniał jej samodzielnego wdrażania jakiekolwiek zmian. A brak komunikacji z Wraith sprawiał, że hive nie miał komu przedstawić tych pomysłów do akceptacji. W ten o to sposób koło się zamykało.
Teraz jednak istniała realna szansa na to, aby rzeczywiście usprawnić funkcjonowanie statku…
Na razie jednak myśli Harrigan zaczęły się kierować ku bardziej prozaicznej czynności: sen. Była zmęczona i coraz bardziej chciała znaleźć się w końcu w łóżku i zasnąć…
.
.
Kolejny tydzień minął jak każdy poprzedni… czyli na pracy.
W sumie nie narzekała na jej nadmiar - przynajmniej pozwalało jej to nie myśleć o innych sprawach… jak na przykład o psach czy powrocie do domu. A już na pewno nie mogła narzekać na jej brak.
W wolnych chwilach przesiadywała na swojej platformie w głównym hangarze, próbując zająć się własnymi, dawno zaniedbanymi sprawami. Chociaż często nie pozwalało jej na to towarzystwo dwójki Wraith. Jednak z drugiej strony luźne rozmowy z Rainsong i Lostpath, z dala od bacznych spojrzeń oficerów, przynajmniej poprawiały jej nastrój.
A to, że była obserwowana, zauważyła dosyć szybko. Zapewne kolejny rozkaz Wildfire, aby każdy miał ją na oku, pomyślała zgryźliwie. Czasami nawet osobiście przychodził sprawdzić do hangaru co niesforny człowiek porabia, kiedy nie zajmuje się jego statkiem.
Kate starała się go ignorować, jednak nie zawsze było to takie proste. Szczególnie, że jego widok zdecydowanie źle wpływał na jej samopoczucie. Jakby robił to celowo, uznała za którymś razem.
Jedynie wieczory bywały spokojniejsze. A wizyty w tajnym centrum kontroli, jak nazwała małe pomieszczenie z zapasowym głównym rdzeniem pamięci - a raczej głównym rdzeniem pamięci, gdyż okazało się, że to właśnie ta sala tak naprawdę jest sercem całego hive - chociaż na chwilę pozwalały Harrigan odciąć się od całej reszty. Nawet jeśli w tym czasie sprawdzała, dzięki neurolinkowi, jak wygodniej i prościej będzie dokonać zmian lub napraw w danych systemach statku. Panowała tam jednak błoga cisza, której nieraz tak bardzo potrzebowała, aby naprawdę się rozluźnić… A nawet odizolować, zarówno od Wraith jak i ich Czcicieli.
Lubiła przebywać z tymi, których darzyła sympatią, jednak czasami po prostu potrzebowała samotności i to nie tylko w czasie snu. A o tym miejscu nikt nie wiedział, więc spokojnie mogła pobyć zupełnie sama. Z dala od całego świata…
Jedyny mankament polegał na tym, że niestety nie mogła tam przebywać zbyt długo. Jej nieobecność mogłaby wzbudzić czyjeś podejrzenia i zostać zgłoszona Dowódcy. A wtedy, wcześniej czy później, mogłaby zostać zmuszona do ujawnienia swojego małego sekretu.
Dlatego mimo wszystko starała się nie przeciągać tych wizyt i jak najszybciej wrócić do swojego pokoju… tak jak teraz, kiedy opuszczając właśnie pomieszczenie, jej umysł przeniknęło to specyficzne uczucie - połączenie telepatyczne z Wraith.
Można je było porównać do ostrożnego pukania do drzwi, aby przypadkiem nie wystraszyć odbiorcy wiadomości i uprzedzić go o nadejściu telepatycznego przekazu… Chociaż w tym jednym konkretnym przypadku owa delikatność była zdecydowanie pomijana, zauważyła złośliwie.
No ale Dowódca tego hive raczej nie słynął z subtelności, uznała.
Zaraz potem odebrała od niego konkretny już przekaz:
"Przyjdź do mojego pomieszczenia kontrolnego" - oznajmił tonem, jakby na pograniczu obojętności i wyniosłości.
Nawet nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż telepatyczne połączenie zostało zerwane.
Skrzywiła się nieco i przeszła do niewielkiego schowka, pozwalając ścianie zasklepić się za nią, a następnie wyszła na korytarz.
Odebrana informacja nieco ją zaskoczyła i jednocześnie zaniepokoiła. Dowódca nigdy wcześniej bowiem nie zwracał się do niej bezpośrednio w ten sposób. Jeśli czegoś od niej wymagał, przekazywał to przez pośredników… najczęściej przez Stardusta. Dlatego też obawiała się, że tym razem nie uniknie jednak kolejnej konfrontacji z nim. Konfrontacji, której tak bardzo starała się unikać od wyjazdu Teyli.
Kiedy więc zatrzymała się w końcu przed kolejnymi drzwiami, tym razem na głównym pokładzie hive, wzięła głębszy oddech i dotknęła panelu kontrolnego w ścianie. A potem czekała.
Drzwi rozsunęły się przed nią szybko, ujawniając stosunkowo niewielkie pomieszczenie z kilkoma małymi ekranami po bokach i głównym, dużym, naprzeciw wejścia. To właśnie tam znajdował się także panel kontrolny, przy którym stał wysoki Wraith, najwyraźniej zajęty swoimi sprawami. Dodatkowo po lewej, na niewielkim organicznym stole, leżało kilka tabletów Wraith.
Pomieszczenie kontrolne Dowódcy hive było czymś w rodzaju jego gabinetu. To stąd sprawował pieczę nad całym statkiem i sprawdzał postępy wszelkich działań. I to właśnie tutaj przychodził każdy, kto chciał z nim porozmawiać lub złożyć raport.
Wildfire nawet nie zerknął na przybyłą ludzką samicę, więc ta weszła do środka.
Drzwi zasunęły się za nią natychmiast, lecz oficer wciąż nie reagował na jej obecność. Nie była pewna czy powinna się odezwać… czy też po prostu czekać. Wcześniej nie miałaby takich dylematów, jednak teraz, właśnie z powodu unikania konfrontacji z nim, tym razem wolała się nie wychylać.
- Todd… jak go nazywasz… - odezwał się w końcu gardłowy, obojętny głos, przerywając ciszę i sprawiając, że kobieta drgnęła mocniej, zaskoczona - przysłał krótki raport. Podobno Primary jest zadowolona z wizyty… Chyba wywarłaś na niej pozytywne wrażenie… o dziwo - dodał zgryźliwie i dopiero teraz spoglądając na nią.
- …To chyba dobrze…? - spytała niepewnie.
- Na twoje szczęście tak - mruknął. - Jeszcze by brakowało, żebyś i ją zirytowała - wytknął jej.
- Nie sprawiała wrażenie zirytowanej podczas rozmowy - zauważyła spokojnie.
Wraith odwrócił się mocniej, stając teraz niemal bokiem do niej.
- Nie pochlebiaj sobie - skwitował złośliwie. - Wychowywał ją człowiek i najwyraźniej wciąż ma sentyment do ludzi… Pomimo nieprzyjemnego podobno spotkania z twoimi znajomymi z Atlantydy.
- Tak wiem - odparła niemal obojętnie i zaraz dodała, widząc jego zaciekawione spojrzenie. - Było o tym trochę w filmie.
- Taaak… film - mruknął. - W każdym razie, ze względu na dobre wrażenie, jakie wywarłaś na Primary, Rada poleciła mi cię nagrodzić - zmienił temat. - Stroke uznał, że najlepszą nagrodą dla ciebie będzie możliwość odwiedzenia Vallen… Jak to ostatnio nazwałaś: weekendowy wypad - oznajmił, a jego słowa wyraźnie zainteresowały kobietę. - ALE nie sądź, że już tak zostanie - zaznaczył od razu twardo. - To będzie tylko jednorazowa nagroda… Masz dwa dni, od jutra zaczynając - dodał, znowu już raczej obojętnym tonem i odwrócił się ponownie do ekranu. - To wszystko. Możesz odejść.
- …Dziękuję - powiedziała szczerze, wyraźnie zadowolona z takiego obrotu spraw.
- Podziękuj Stroke… To był jego pomysł, nie mój - niemal warknął, nawet nie patrząc na nią. - Ja byłem temu przeciwny… Ale Rada poparła jego sugestię.
- …Rozumiem - odparła cicho i wycofała się na korytarz.
Wraith spojrzał za nią, marszcząc nieco czoło, kiedy właśnie wychodziła. Jej głos przed chwilą zabrzmiał dziwnie… jakby przebijała się przez niego dość wyraźna nuta zawodu…
Nie… musiało mu się tylko wydawać. Dlaczego miałaby czuć się zawiedziona z powodu jego wypowiedzi, stwierdził zaraz i wrócił do swoich zajęć.
Drzwi zasunęły się szybko za Harrigan i kobieta zatrzymała się, by wziąć głębszy oddech.
Nagroda, pomyślała. To miłe.
Szkoda tylko, że wymuszona. Wolałaby aby była to inicjatywa Vi. To by oznaczało, że te cicha wojna między nimi miałaby szanse w końcu się zakończyć.
Chociaż wciąż nie poczuwała się do obowiązku, aby go za cokolwiek przepraszać… to jednak, mimo wszystko, cała ta sprawa zaczynała jej ciążyć i wprowadzała naprawdę nieprzyjemną atmosferę. A innych stawiała w kłopotliwej sytuacji jako pośredników między nimi.
No coś, ale nie można mieć wszystkiego, pomyślała. Lepsze to, niż nic i tkwienie na tym statku każdego dnia. Przynajmniej na chwilę się zrelaksuje… o ile znów nie natknie się na ekipę z Atlantydy, dodała ponuro w myślach, kierując się do najbliższego transportera.
.
.
Obudziła ją melodia budzika w smartfonie.
To już ponad tydzień odkąd Lilith otrzymała stanowczy przykaz od Matki, aby natychmiast zaprzestała swojej praktyki budzenia Harrigan. Jest bowiem Czcicielem Wraith i jej zadaniem jest służenie im, a nie innym ludziom.
Oczywiście wiadome było kto nakazał Ilakani przekazanie tych instrukcji dziewczynie, ale w zasadzie Kate nie przywiązywała do tego zbytniej wagi. Chyba zdecydowanie bardziej rozczarowana była sama Lilith, która najwyraźniej polubiła swój mały poranny rytuał…
Kobieta wyłączyła urządzenie i westchnęła ciężko.
Światło w stropie zaczęło powoli rozświetlać pokój, nastawione na automatyczne włączanie się o wyznaczonej porze.
W prawdzie chętnie pospałaby dalej, ale czym prędzej się ubierze i spakuje, tym prędzej będzie mogła wyruszyć na Vallen, pomyślała, wygrzebując się z łóżka…
Nie zdążyła jednak dobrze się ubrać, kiedy dobiegł ją znajomy dźwięk komunikatora. Zapinając spodnie, wyszła z łazienki, aby zatrzymać się przed niewielką organiczną płachtą umieszczoną w płytkiej wnęce w ścianie. Dotknęła znajdującego się obok panelu kontrolnego i płachta szybko zamieniła się w ekran… na którym pojawiła się twarz Wraith.
Rozpoznała go. Był jednym z podwładnych Stardusta zajmujących się naprawami na hive.
Jego długie do ramion, zadbane włosy upięte były częściowo z tyłu głowy, a lewą jamę policzkową zdobił niewielki tatuaż.
- Przyjdź natychmiast do pomieszczenia wrót - rzekł gardłowym głosem. - Jest problem z urządzeniem wybierającym adresy - dodał i rozłączył się zanim kobieta zdołała cokolwiek powiedzieć.
Skrzywiła się więc tylko, niezadowolona, wzdychając jednocześnie ciężko, po czym wróciła do łazienki. Ubrała szybko buty i wyszła z pokoju. Im szybciej upora się z tym problemem, tym szybciej będzie mogła wyruszyć na Vallen…
A przynajmniej taki miała plan na tą chwilę.
Niestety niebawem przekonała się, że najwyraźniej coś… lub ktoś… miał zupełnie inne plany co do jej wolnego weekendu…
Kiedy dotarła do sali wrót, by sprawdzić na czym polega problem z DHD, szybko stwierdziła, że albo Wraith przeceniają jej zdolności w kierunku napraw… albo jest to celowe działanie, by zatrzymać ją na statku. Problemem okazały się bowiem rozstrojone kryształy kontrolne mechanizmu. Niestety ich ponowne dostrojenie lub wymiana, nie były takie proste jakby się wydawało. Najpierw należało bowiem wszystkie przeskanować, aby w ogóle znaleźć te, które nie działały lub działały wadliwie. A to praca na kilka dobrych godzin, pomyślała niechętnie i znów wykrzywiła usta w grymasie niezadowolenia, zabierając się do pracy. Teraz miała już pewność, że jest to kolejna złośliwość ze strony Wildfire.
Jeden z techników Wraith, którego zastała w pomieszczeniu wrót, wręczył jej urządzenie skanujące, po czym wyszedł. Spojrzała za nim i uruchomiła urządzenie, zaczynając przesuwać je powoli nad kryształami. Niestety nigdy wcześniej nie robiła tego, więc tak na prawdę nie miała zbytnio pojęcia czego szukać. I nagle przypomnieć sobie o czymś: każdy taki kryształ emitował energię, tak samo jak każda żywa istota. Zatem, być może, będzie w stanie wykryć te wadliwe dzięki tej samej sztuczce, której używała do wykrywania obecności istot żywych, uznała i odłożywszy skaner, zawiesiła dłoń nisko nad kryształami, skupiając się na ich energii.
Na Ziemi nigdy nie przypuszczała, że kiedykolwiek będzie rozwijać swoje umiejętności w tak wielu kierunkach. Wręcz starała się unikać tego jak ognia. Jednak w tym świecie każda z jej starych umiejętności, wcześniej czy później, okazywała się być bardzo przydatna i w rezultacie prowadziła do odkrywania kolejnych…
Oficer techniczny wrócił w końcu, zaczynając uważnie przyglądać się jej poczynaniom, z lekkim niedowierzaniem patrząc, jak ludzka samica szybko wyszukuje wadliwe kryształy dzięki swoim umiejętnościom. A kiedy w końcu wymieniła lub skalibrowała wszystkie, podeszła do DHD i wybrała przypadkowy adres.
Wrota bez problemu uaktywniły się.
- Coś jeszcze? - zapytała obojętnie.
Przez krótką chwilę Wraith spoglądał na nią, po czym polecił Harrigan udanie się na mostek hive… gdzie najwyraźniej miała znaleźć kolejne kryształy do naprawy.
Kobieta warknęła tylko cicho, coraz bardziej poirytowana i opuściła pomieszczenie, udając się we wskazanym kierunku…
Mostek Nebuli podobny był do tych, które widziała w serialu… może tylko trochę większy i wyposażony w liczniejszy sprzęt.
Na bocznych ścianach znajdowało się kilka pomniejszych ekranów, a przy każdym z nich panel kontrolny.
Natomiast główny ekran zajmował ponad połowę ściany na wprost wejścia: dwóch organicznych skrzydeł drzwi, które właśnie zasunęły się za Kate.
Zerknęła szybko na znajdujących się tam Wraith. Poza czwórką oficerów dostrzegła także Dowódcę hive, na widok którego ponownie skrzywiła się nieco… chociaż bardzo starała się to ukryć.
- Podobno jest jakiś problem z kryształami kontrolnymi? - powiedziała spokojnie.
- Tam - mruknął Vi, gestem głowy wskazując róg pomieszczenia.
Harrigan bez słowa podeszła do jednej z grubych, przypominających kościstą skorupę płyt znajdujących się na ścianie. A kiedy jej dotknęła, ta rozsunęła się na boki, ukazując kilka rzędów kryształów delikatnie pokrytych organiczną materią statku.
Sprawdzenie i wymiana tylko tych z tej jednej wnęki, zajęło jej ponad godzinę. A wszystkich komór było sześć.
Milczał przez cały czas, zachowując się tak, jakby była zupełnie sama na mostku. Zresztą sami Wraith także niemal zupełnie ignorowali jej obecność, tylko czasami zerkając ukradkiem co porabia - jakby sprawdzali czy aby na pewno zajmuje się tym, czym powinna.
Dopiero na widok Stardusta uśmiechnął się przyjaźnie.
Ten natomiast spojrzał na nią wyraźnie zaskoczony nie tyle samą jej obecnością na mostku, co w ogóle na pokładzie hive.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał. - Miałaś być na Vallen.
- Zmiana planów - odparła spokojnie, z nieco wymuszonym uśmiechem i wróciła do pracy.
Pierwszy Oficer rzucił ponure spojrzenie swojemu siostrzeńcowi, ale jego jedyną reakcją było tylko ostrzegawcze, pełne irytacji warknięcie.
Mógłby powiedzieć teraz wiele, ale powstrzymał się od jakichkolwiek słownych uwag. Miał już dosyć tej dziecinady i w tej jednej chwili postanowił, że zakończy tą sytuacje w inny sposób: porozmawia z Radą o przeniesieniu Kate gdzie indziej. Najwyraźniej bowiem im dłużej kobieta przebywała na Nebuli, tym bardziej atmosfera między tą dwójką zaostrzała się.
Opuścił więc mostek bez słowa, by udać się wprost do swojej kwatery.
Kobieta nawet nie spojrzała za nim, skupiając się akurat na kumulowaniu nad dłonią niewielkiej kuli energii, którą po chwili zaczęła powoli wchłaniać.
- Co robisz? - spytał niespodziewanie oschłym tonem Dowódca, stając za nią.
Harrigan niemal podskoczyła, wyrwana nagle ze skupienia i spojrzała na niego.
- Jestem głodna - odparła opanowanym głosem, chociaż po polsku. - Nic jeszcze nie jadłam, ponieważ od samego rana sprawdzam te cholerne kryształy. Próbuje więc znaleźć sobie jakiś substytut.
- Więc idź do jadalni, zamiast się dąsać… Zanim tu zemdlejesz z głodu - burknął, również po polsku.
Energia nad jej dłonią rozproszyła się szybko, kiedy Kate spoglądała na niego uważnie. Jednak ani w jej oczach ani na twarzy nie rysował się gniew… lecz zaskoczenie.
- Dąsam się? - powtórzyła, wciąż tym samym opanowanym tonem i pokręciła lekko głową. - Ja się nie dąsam. Ja jestem wściekła… Najpierw dajesz mi wolne, a potem nagle to odwołujesz… Kalibrację tych kryształów szybciej wykonałby któryś z was niż ja, ponieważ nigdy wcześniej nie miała z tym do czynienia… Ale o to przecież chodziło, prawda? Żebym straciła na tym jak najwięcej czasu… Doskonale wiesz ile znaczą dla mnie te wizyty… Może dla ciebie to głupi ludzki sentymentalizm, ale dla mnie te psy są bardzo ważne. Tylko one mi pozostały... A nie jestem głupia, żeby próbować je tutaj ściągnąć. To nie miejsce dla nich… Miałam jednak nadzieję, że przynajmniej raz na tydzień będę mogła je widywać… - przerwała, wciąż spokojnie spoglądając prosto w jego oczy i pokręciła lekko głowa z rezygnacją. - Ale po co ja się w ogóle wysilam. Takiego aroganckiego dupka i tak przecież nie interesuje nic więcej poza własnym ego. Dla ciebie liczy się tylko jedno: wreszcie masz to, co chciałeś, niewolnika, który będzie naprawiał twój statek.
Dowódca spoglądał na nią przez chwilę chłodno, po czym zapytał, zupełnie spokojnie.
- Skończyłaś?
- Z tobą? Tak… Z kryształami jeszcze nie…
- Najpierw idź do jadalni… Nieprzytomna niczego nie dokończysz - mruknął i wrócił na swoje stanowisko.
Kobieta spoglądała za nim przez chwilę, zaskoczona jego zupełnym brakiem reakcji na kolejną krytykę pod jego adresem. A potem westchnęła, odłożyła urządzenia naprawcze i opuściła mostek, kierując się do najbliższego transportera.
.
.
Zatrzymując się przed drzwiami kwatery Dowódcy, Kate Harrigan dotknęła organicznego panelu kontrolnego w ścianie.
Kiedy pół godziny temu Stardust przekazał jej te wieści, w pierwszej chwili nie mogła w to uwierzyć: otrzymała pozwolenie na wyruszenie do Vallen i to na pełne dwa dni. Jednak co bardziej zaskakujące, z tą decyzją Vi nie mieli nic wspólnego ani jego dwaj krewni, ani nawet Rada Wraith. Dlatego tez w pierwszej chwili kobieta pomyślała iż jest to jakaś kolejna jego gra. Kolejne dawanie jej płonnej nadziei, aby jutro nagle zmienić zdanie.
Stardust zapewnił ją jednak, że tym razem nic takiego nie nastąpi. A na dowód tego Kate może nawet już dziś opuścić hive, chociaż według miejscowego czasu zbliżał się już wieczór… I tak też postanowiła zrobić. Wróciła szybko do swojego pokoju i spakowała się. Kiedy jednak wyszła już z plecakiem na korytarz, zawahała się i przystanęła na moment.
Sama nie wiedziała czemu, ale mimo wszystko poczuła się w obowiązku podziękować Wildfire… chociaż wciąż nie mogła pojąc powodów, dla których zmienił zdanie.
Dlatego teraz, kiedy stała przed drzwiami jego kwatery, ponownie wzięła głęboki oddech, zastanawiając się czy nie powinna jednak zrezygnować ze swego pomysłu…
Lecz zanim zdążyła się zawahać, podwójne skrzydło otworzyło się, odsłaniając przed nią spore pomieszczenie… i postać Antuaneth zaraz za progiem.
Ta spojrzała ponuro na przybyła kobietę.
- Czego chcesz? - syknęła.
- Czy jest Vi?... To znaczy, Dowódca… - poprawiła się natychmiast.
- Wejdź - Wraith odezwał się oschle z głębi pokoju.
Czcicielka skrzywiła się na jego słowa, lecz nic nie powiedziała. Nie mogła… przynajmniej nie przy nim, pomyślała z lekkim rozbawieniem Kate i weszła powoli do środka, zdając sobie sprawę, że właściwie jest tutaj po raz pierwszy.
Pokój był podobny do jej kwatery, lecz znacznie większy. Zaraz z lewej strony znajdowało się wejście do łazienki, a za nim spora wnęka z półkami pełnymi książek, pomiędzy którymi stało kilka różnych przedmiotów. Na wprost wejścia znajdował o się spore łóżko, za którym widniały już tylko dwie organiczne płacht przedzielone kolumną będącą jednocześnie jednym z elementów oświetlenia. Natomiast z prawej widniała organiczna przesłona szafy, a dalej stało biurko wykonane z tego samego twardego, choć organicznego tworzywa co cała konstrukcja hive.
Na ścianach Kate dostrzegła kilka rzeźb i różnego rodzaju broni.
- O co chodzi? - zapytał Vi, nie odrywając oczu od ekranu swojego komputera.
- Chciałam ci podziękować - zaczęła po polsku, zerkając na Antuaneth - …za pozwolenie…
- Nie trzeba - powiedział, przerywając jej. - Jak już powiedziałem, to polecenie Rady.
- I przeprosić... - dopiero wtedy Dowódca zainteresował się, spoglądając na nią - Za to, że nazwałam cię aroganckim dupkiem… i tą całą resztę.
Wildfire odchylił się do tyłu na krześle, krzyżując ręce na piersi. Przez chwilę patrzył na nią uważnie.
- Zostaw nas - rzucił w końcu... przenosząc spojrzenie na Antuaneth.
Ale ona stała nadal, wyraźnie zaskoczona.
- Wyjdź - warknął nieprzyjemnie gardłowy głos.
Na twarzy młodej kobiety pojawił się mieszankę zaskoczenia i gniewu. A potem posłała Harrigan znaczące spojrzenie i wyszła szybko z kwatery.
Kate odprowadziła ją wzrokiem.
- Nie powinieneś jej tak traktować...
- Przyszłaś mnie przeprosić czy pouczać - przerwał jej ponownie tym samym, nieco surowym tonem.
- Masz rację, wybacz. W końcu to twój... "nieoficjalny osobisty czciciel" - powiedziała spokojnym tonem, na co Dowódca uniósł pytająco brwi. Kate machnęła lekko ręką. - Nawet nie pytaj. Trzy godziny męki o lokalnych plotkach - mruknęła.
Wraith uśmiechnął się lekko rozbawiony.
- Ludzkie samice zwykle bardzo lubią plotki... z tego co zauważyłem.
- Tak, wiem. Ale dla mnie są to zbędne informacji, których nie potrzebuję do szczęścia...
- Dlaczego na mostku odezwałaś się do mnie w swoim języku i tonem, jakbyśmy rozmawiali o jakichś… błahych sprawach? - przerwał jej spokojnie.
Kobieta wzruszyła lekko ramionami.
- Z różnych powodów... To, że powiem ci coś prosto w oczy, nie oznacza, że każdy musi o tym wiedzieć. To sprawa między nami... A ostatnio przekonałam się, że tutaj wieści rozchodzą się po całym hive lotem błyskawicy - niemal mruknęła.- Poza tym publiczne kwestionowanie twojej władzy w żaden sposób nie
pomoże mi tutaj... no, może z wyjątkiem nazbierania sobie więcej wrogów - dodała z lekką ironią i nagle spojrzała na niego pytająco. - ...A dlaczego ty zmieniłeś zdanie co do Vallen? Myślałam już, że jednak nie można ci ufać.
Dowódca ponownie uniósł brew z zainteresowaniem.
- A potrafisz mi zaufać? - spytał spokojnie, wciąż patrząc na nią uważnie.
Jego słowa zaskoczyły ją w pierwszej chwili.
- …No cóż - odparła po chwili. - W pewnych przypadkach jest to nawet konieczne… jeśli mamy pracować razem - zauważyła. - Poza tym ty zaufałeś mi, dając mi dostęp do wszystkich systemów hive. A przecież nawet pod kontrolą Maxa, lub kogokolwiek innego, mogłabym łatwo spowodować poważne uszkodzenia.
Wildfire uśmiechnął się kącikiem ust.
- Zrobiłem to tylko dlatego, że Stardust poręczył za ciebie - oznajmił.
- Och… rozumiem - mruknęła.
Przez moment Wraith odniósł wrażenie, że w jej głosie dało się słyszeć nutę zawiedzenia… To był już drugi raz, zauważył.
Spoglądał na nią jeszcze przez chwilę, a potem powrócił do swojej pracy na komputerze.
- Idź już - rzekł spokojnie. - Zanim znowu zmienię zdanie - dodał nieco zgryźliwie.
Harrigan odwróciła się na pięcie, chcąc podejść do drzwi, kiedy nagle zrozumiała z czym Vi ma problem.
- Dlaczego robisz to okrężną drogą? - spytała, a on spojrzał na nią. Podeszła bliżej. - Są łatwiejsze sposoby, aby przełączać się między tymi systemami - dodała, gestem głowy wskazując ekran. - ...Mogę? - pochyliła się trochę w kierunku ekranu wbudowanego w biurku. Wraith skinął głową. - Aby otworzyć ten system plików wystarczy... skopiować ten kawałek... i rzucać w przeglądarkę tutaj... i voila.
Spojrzała na niego z uśmiechem. Wydawało się, że jest... zadowolony.
- Po niespełna miesiącu znasz ten system lepiej niż ja - przyznał niechętnie.
- Nie sądzę - powiedziała. Spojrzał na nią pytająco. - Max ostatnio pokazał mi to… I zauważyłam, że wasz program jest podobny do tego, który znam z Ziemi, więc teraz sprawdziłam tylko, czy jest możliwe wykorzystanie tej samej sztuczki.
- Co nie zmienia faktu, że nikt na tym hive nie wpadł na to przez tysiąclecia.
- Ponieważ popadliście w samo-zachwyt - podsumowała z lekko złośliwym uśmiechem na twarzy, ale on rzucił jej tylko ponure spojrzenie. Wyprostowała się szybko. - OK, to ja już się lepiej zbieram - dodała, próbując zmienić temat. - …Ale jeśli chcesz, to po powrocie mogę uporządkować twój komputer. Masz bałagan.
- Sprawy techniczne nie są moją domeną.
- Zauważyłam - zadrwiła ponownie.
A on ponownie rzucił jej ponure spojrzenie i warknął cicho. Kobieta uśmiechnął się szeroko z niewinną miną szybko wyszła z pokoju.
Wildfire uśmiechnął się złośliwie kącikiem ust na jej reakcję.
Często mówiła wprost to co myśli, ale kiedy robiło się gorąco, potrafiła szybko zniknąć z widoku, zauważył rozbawiony.
